TerraMaster F2-425 to mój pierwszy NAS. Teraz już wiem (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 26 LIP 2026

TerraMaster F2-425 to mój pierwszy NAS. Teraz już wiem (test)

Chcesz mieć porządne miejsce na dane, backup urządzeń, czy własną bibliotekę multimediów? Nigdy do tej pory tego nie używałeś, ale zawsze prywatna chmura chodziła Ci po głowie? I przede wszystkim nie chcesz wydawać wielu tysięcy na takie rozwiązanie? TerraMaster F2-425 być może jest odpowiedzią na Twoje oczekiwania. Domowy serwer plików chodził za mną od zawsze Kiedyś musi być ten pierwszy raz, więc sam mam tego typu urządzenie w ręce. Do tej pory dane magazynowałem na dyskach wcześniej zamontowanych bezpośrednio w komputerze, a w ostatnim roku podłączonych przez USB-C (Apple zweryfikował moje przyzwyczajenia). Część niepotrzebnych danych usunąłem, niestety też część z nich straciłem w wyniku różnych okoliczności przyrody – głównie z powodu własnej głupoty. Teraz przyszedł czas, na urządzenie żyjące w sieci i archiwizujące moje dane. Dzięki uprzejmości firmy TerraMaster sięgnąłem po jedno z ich najprostszych rozwiązań, ale jak się okazuje nie takich wcale słabych. Zobaczmy z grubsza, jak sprawuje TerraMaster F2-425. [SALE-6364] [SALE-6365] [SALE-6366] Pierwsze boje, czyli rozgryzanie z czym to się je Początki nie były zbyt pozytywne. Walczyłem z ustrojstwem ładnych parę godzin, bo po pierwszej, zupełnie świadomej konfiguracji, urządzenie powiedziało gromkie "nie" i nie można było nic sprawdzić w przeglądarce. Wersja mobilna i apka na Maca bez problemu logowały się do NAS-a, ale mają ograniczoną funkcjonalność. NAS pracował jałowo przez noc i kolejny dzień, po czym po około 24 godzinach próbowałem zalogować się do niego przez przeglądarkę i nagle ożył. Być może to ja gdzieś popełniłem błąd lub byłem czegoś nieświadomy. W końcu to pierwsze podejście do sprzętu tej kategorii. Po ponad tygodniu mniejszej czy większej zabawy, skusiła mnie aktualizacja do TOS 7, a więc do najnowszej wersji systemu operacyjnego dla urządzeń tego producenta. Postanowiłem zrobić aktualizację automatyczną. No i po jej wykonaniu i zalogowaniu się otrzymałem komunikat, że muszę w biosie ustawić funkcję bootowania tylko z TOS. Niestety to nie zadziałało, bo opcja ta była domyślnie włączona. Zacząłem sprawdzać w sieci, co może być nie tak. Poległem, za każdym razem serwer zgłaszał taki sam błąd i nie można było nic z tym robić. Zostawiłem go w spokoju na ponad tydzień, bo inne obowiązki wzywały. Poza tym stwierdziłem, że dobrze jak przewietrzy mi się głowa. Usiadłem do urządzenia po ponad tygodniu. Posprawdzałem wszystko jeszcze raz, spróbowałem startu bez dysków i w końcu postanowiłem wgrać czystą instalację do urządzenia. Przygotowałem sobie instalkę na pendrive. Zanim to jednak zrobiłem, skusiło mnie, żeby sprawdzić jeszcze jedną możliwość – przywrócić BIOS do ustawień domyślnych. I co? Udało się. Szczerze mówiąc, wszystkie operacje wykonywałem na Macu i nie wiem, czy czasami to nie sprawiło, że miałem jakieś problemy. W przypadku tej platformy zauważyłem dziwne zachowania np. nagle Finder przestawał kopiować dane, robił to z niewielką prędkością lub przerywał kopiowanie, zamykając okno (naczelnik skwitował, że Apple tak już ma i dlatego z niego uciekł). Z kolei przez Safari (która de facto najlepiej współpracowała z NAS-em), transfery były dość szybkie (50-60MB/s) i wszystko ładnie śmigało, ale potrafiła też się zamknąć z byle powodu i – co gorsza – znienacka. To jednak tylko drobne niuanse, które nie zmieniły mojego ogólnego pozytywnego wrażenia.  Konfiguracja jest przyjemna, ale wymaga elementarnej wiedzy IT NAS to inaczej sieciowa pamięć masowa, nazywana też prywatną chmurą z racji coraz lepszego naśladowania komercyjnych rozwiązań. I obecnie nie jest to tylko kawałek przestrzeni do przechowywania plików, ale szereg mniej czy bardziej potrzebnych usług. A że rynek tworzą nie tylko instytucje, ale też osoby prywatne i szereg mnożących się twórców, to takie serwery zyskują na znaczeniu. Problemem jednak jest ogromny wzrost marży producentów pamięci i cen nośników półprzewodnikowych. Tłumaczy się to wzrostem zapotrzebowania w centrach AI, ale prawda jest taka, że trzej producenci pamięci mogą mieć z tego większe zyski niż ze sprzedaży klientom indywidualnym. Biorąc to pod uwagę taki NAS może mieć teraz sens, jeśli włożymy do niego nośniki mechaniczne – czyli tzw. talerze. Do testowanego egzemplarza wrzuciłem dwa dyski po 1 TB firmy WD z pamięcią podręczną 64 MB i wydajnością na poziomie 100 MB/s, choć interfejs jest w stanie przepuścić aż 6 Gb/s. Co to oznacza? Nie są to potwory prędkości, ale pozwalają na cichą, stabilną pracę 7 dni w tygodniu bez przerwy. Dyski te, co najważniejsze, są dedykowane serwerom NAS i mogą ze sobą współpracować. Ich dodatkową zaletą jest wydłużony czas bezawaryjnej pracy. No i praktycznie są bezgłośne.  Sam TerraMaster F2-425 to produkt wyposażony w 2 kieszenie. Ma 3 złącza USB, Ethernet 2,5 Gb/s, HDMI i zasilanie. Oparty o płytę główną miniPC z czterordzeniowym procesorem Intel N95 i 4 GB pamięci RAM DDR4 (2933 MHz) ma wystarczające zasoby, by udźwignąć system operacyjny. Urządzenie zużywa około 20 W energii. Po uruchomieniu TOS 7 zajmuje około 22% pamięci RAM. Dzieje się tak dlatego, że jest oparty o jądro Linuxa. Sama partycja systemowa zajmuje niecałe 8 GB pojemności dysku, a system zajmuje na niej około 3 GB miejsca. Warto jednak pamiętać o tym, że jeśli zaczniemy bawić się kontenerami i hostować w lokalnej sieci to różne aplikacje mogą szybko wyczerpać zasoby pamięci RAM. I wtedy można ją rozbudować o dodatkowe 4 GB. Konfiguracja mojej sieci to aktualnie router główny, 3 AP i switch spięte skrętką o przepustowości symetrycznej 1 Gb/s. Zatem samego interfejsu 2,5 Gb/s w NAS nie udało mi się wykorzystać, ale tak uzyskiwałem wystarczające dla mnie prędkości na poziomie 50-60 MB/s. Szczytowo z uwagi na buforowanie danych w pamięci udało mi się uzyskać ponad 100 MB/s. Pamiętać też należy, że dyski wpiąłem jako pojedyncze jednostki, a nie jako macierz RAID. Było to celowe działanie – chodziło mi o pojemność całości, a nie wydajność (ta mogłaby w przypadku RAID wzrosnąć dwukrotnie). Sam serwer nie musi pracować u mnie 24 godziny na dobę, zainstalowałem sobie aplikację, za pomocą której budzę go przez sieć w razie potrzeby. Ogólnie mam do niego dostęp z telefonu, 3 komputerów i 2 tabletów. Wszystko fajnie śmiga.  Zabawy z dyskami Co ciekawe, jeżeli komuś zależy na szybszym przesłaniu danych z zewnętrznego nośnika (lub odwrotnie), może to zrobić za pomocą złącz USB (o ile oczywiście w zatokach znajdują się nośniki oparte o półprzewodniki). Test przenoszenia w ten sposób około 10 tys. zdjęć pozwolił uzyskać prędkości na poziomie 10-15 MB/s, ale wynika to z dużej ilości małych plików. Większe prędkości zawsze uzyskuje się na dużych plikach. Zaletą przeglądarkowego systemu jest to, że dysk podłączony po USB może sobie pracować kopiując zawartość na dysk NAS. My możemy w tym czasie zamknąć komputer i pójść z nim gdzieś indziej. Zauważyłem jeszcze trochę uciążliwą ciekawostkę. Z niewiadomego powodu znikają okna z informacją o przesyłaniu plików. Myśląc, że proces się zakończył, ponowiłem go w sumie 3-krotnie. Po zresetowaniu okna przeglądarki i wejściu na NAS okazało się, że realizowane są wszystkie transfery. Być może to jakiś mały bug TOS7, który jest platformą świeżo po swojej premierze (już teraz lepszą niż TOS6). W drugim testowanym równolegle serwerze producenta nie udało się powtórzyć takiego błędu. Wygląd nowej platformy i pomiary trasferów zobaczyć możecie w galerii: [gallery][img]258819[/img][img]258824[/img][img]258815[/img][img]258822[/img][img]258820[/img][img]258823[/img][img]258816[/img][img]258818[/img][img]258826[/img][img]258828[/img][img]258817[/img][img]258821[/img][img]258829[/img][img]258830[/img][img]258831[/img][img]258827[/img][img]258825[/img][/gallery] Ogólnie podczas testu przerzuciłem około 900 GB danych na jeden z dysków i owszem trwało to kilka godzin. Nie przeszkodziło mi to jednak w żadnej innej pracy, a mi nie zależało aż tak bardzo na prędkości. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zbudowanie domowej sieci o przepustowości 10 Gb/s zwiększyłoby wydajność urządzenia, szczególnie wyposażonego docelowo w dyski półprzewodnikowe 2,5 cala, a nie talerzowe. W tym ostatnim scenariuszu kilkaset megabajtów na sekundę nie stanowi najmniejszego problemu, co pokazaliśmy w naszym teście modelu F4–424 Max. Dla kogo TerraMaster F2-425 będzie strzałem w dziesiątkę? Na pewno nie dla tych, którzy przerzucają ogromne ilości projektów wideo itd. Dla nich są sprzęty z wyższej półki, szczególnie te wspierające ultrawydajne dyski NVMe. My tymczasem rozmawiamy o serwerze z segmentu dla początkujących, ale już z dobrym zapleczem sieciowym i szybkimi portami USB do dodawania kolejnych dysków do domowej chmury. TerraMaster F2-425 doskonale sprawdzi się u osób, które chcą zarchiwizować dane, mają na to czas i nie potrzebują nie wiadomo jakiego transferu. Słowem, dla tych, dla którzy szukają przede wszystkim bezpieczeństwa i pewności, że nasze prywatne dane zostaną w domu. Urządzenie w domowych realiach spisuje się po prostu świetnie. Przerzucona baza filmów odtwarza się przez sieć w VLC bez żadnego problemu. Tak samo jest z dziesiątkami tysięcy utworów muzycznych czy zdjęć. Aplikacja mobilna daje nam bezpieczny dostęp do tych zasobów, bez konieczności eksponowania w sieci naszego komputera. Dodatkowo korzystanie z kontenerów pozwala zainstalować takie aplikacje jak AdGuard, który zabezpieczy domową sieć przed np. reklamami na stronach. A Home Assistant Pozwoli zarządzać urządzeniami w domu. Wszystko pięknie śmiga, zaś moje najszybsze i największe „dyski”, mogę przeznaczyć na inne, bardziej wymagające projekty. [SALE-6364] [SALE-6365] [SALE-6366]

8
JAKUB KRAM
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Takiego LEGO nie było. To fizyczny obiekt, a zarazem gra
Sprzęt 26 LIP 2026

Takiego LEGO nie było. To fizyczny obiekt, a zarazem gra

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Lepsza sprawność umysłowa na starość? Wystarczy zmienić jeden nawyk
Nauka 26 LIP 2026

Lepsza sprawność umysłowa na starość? Wystarczy zmienić jeden nawyk

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nie było tego od 17 lat. Nietypowa zmiana w grze Minecraft
Gry 26 LIP 2026

Nie było tego od 17 lat. Nietypowa zmiana w grze Minecraft

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Cudownie przyspiesza chudnięcie. Cierpi jednak na tym coś ważnego
Nauka 26 LIP 2026

Cudownie przyspiesza chudnięcie. Cierpi jednak na tym coś ważnego

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Firefox mocno się zmienia. Użytkownicy otrzymają sporo rozrywki
Aplikacje 26 LIP 2026

Firefox mocno się zmienia. Użytkownicy otrzymają sporo rozrywki

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Minimal Phone 2 to maleństwo z QWERTY i 5G
Sprzęt 26 LIP 2026

Minimal Phone 2 to maleństwo z QWERTY i 5G

3
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Vivo X300 E łączy wielką baterię i potężny procesor
Sprzęt 26 LIP 2026

Vivo X300 E łączy wielką baterię i potężny procesor

3
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Telefony Google Pixel nigdy nie były tanie, teraz będą droższe
Sprzęt 26 LIP 2026

Telefony Google Pixel nigdy nie były tanie, teraz będą droższe

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Apple usunie wadę iPadów. 16 lat czekania
Sprzęt 26 LIP 2026

Apple usunie wadę iPadów. 16 lat czekania

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
TikTok zaczął handlować alkoholem. Ale trzeba poszukać
Aplikacje 26 LIP 2026

TikTok zaczął handlować alkoholem. Ale trzeba poszukać

0
PATRYCJA KORBA
1.
Watykan ma problem. Oficjalna aplikacja modlitewna i ogromny wyciek
Bezpieczeństwo 25 LIP 2026

Watykan ma problem. Oficjalna aplikacja modlitewna i ogromny wyciek

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Marzy Ci się Google Pixel 11? Mamy kiepską wiadomość
Sprzęt 25 LIP 2026

Marzy Ci się Google Pixel 11? Mamy kiepską wiadomość

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Jak odkorkować ulice? Matematyka z odsieczą na złe nawyki kierowców
Nauka 25 LIP 2026

Jak odkorkować ulice? Matematyka z odsieczą na złe nawyki kierowców

7
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Jasność nie z tego świata. Ekrany wkroczyły na inny poziom
Sprzęt 25 LIP 2026

Jasność nie z tego świata. Ekrany wkroczyły na inny poziom

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
MacBook Neo 2 bez tajemnic. Najbardziej kontrowersyjna kwestia ulega zmianie
Sprzęt 25 LIP 2026

MacBook Neo 2 bez tajemnic. Najbardziej kontrowersyjna kwestia ulega zmianie

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Rząd USA po ostatnim incydencie chce mieć przycisk który wyłącza AI
Bezpieczeństwo 25 LIP 2026

Rząd USA po ostatnim incydencie chce mieć przycisk który wyłącza AI

2
PAWEł MARETYCZ
1.
Pierwsza taka Żabka w Polsce. Szalone 8 metrów kwadratowych
Telepolis.pl
Tech 25 LIP 2026

Pierwsza taka Żabka w Polsce. Szalone 8 metrów kwadratowych

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
ING odcina 5 mln klientów. Lepiej weź gotówkę
Telepolis.pl
Konta 25 LIP 2026

ING odcina 5 mln klientów. Lepiej weź gotówkę

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Więcej nowości
Dramat Gen Z. Alkobomby nie są ekologiczne
Nauka 25 LIP 2026

Dramat Gen Z. Alkobomby nie są ekologiczne

Pokolenie określane jako Gen Z jest teraz w kropce. Ukochane bomby alkoholowe okazały się niemożliwe do recyklingu. To zamach na styl życia i komunikacyjna porażka producenta. Wydawać by się mogło, że to towar stworzony do powtórnego użycia BuzzBallz szturmem przedarły się do świadomości osób z pokolenia Z. Niewielkie plastikowe bombki z metalowym kapslem szybko stały się popularnym starterem imprezy, jak i zaczęły towarzyszyć imprezowiczom pomiędzy barami. Ba, w odurzonych alkoholem głowach pojawiał się też dodatkowy atut – opakowanie z plastiku PET i aluminiowe wieczko to przecież tak bardzo eko. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego. Połączenie dwóch wysoce przetwarzalnych materiałów w jeden produkt stworzyło format całkowicie nienadający się do recyklingu. Żaden samorząd w Wielkiej Brytanii nie jest w stanie ich przetworzyć. Co gorsza, cały proces utrudnia sam kształt produktu. Kuliste butelki toczą się w sposób niekontrolowany po taśmociągach w sortowniach. Nawet jeśli skaner prawidłowo je zidentyfikuje, zanim zadziałają dysze powietrzne oddzielające surowce, opakowanie zdąży zmienić swoją pozycję. Największym problemem nie jest jednak kształt, tylko fakt mocnego zintegrowania metalowego wieczka z plastikową obudową. Ambarish Mitra z firmy analitycznej Greyparrot wprost nazywa BuzzBallz „czarnym charakterem recyklingu”. Sześciomiesięczne badania w zakładzie w Manchesterze wykazały, że opakowania te zanieczyszczały strumień plastiku aż w 66% przypadków, drastycznie obniżając jakość i wartość rynkową odzyskanego surowca przez domieszkę aluminium oraz silne barwniki. Producent BuzzBallz zamiata sprawę pod dywan Co ciekawe, należący do grupy Sazerac BuzzBallz zamiast otwarcie powiedzieć jak to jest z tymi jego bombami, cichaczem usunął kłamstwa ze swojej strony internetowej. Na brytyjskiej witrynie wyparowały niespodziewanie deklaracje o współpracy z programem TerraCycle (który w rzeczywistości funkcjonuje wyłącznie w USA) oraz wpisy z FAQ sugerujące, że opakowania można wyrzucać do lokalnych pojemników na recykling. Przyciśnięty przez dziennikarzy producent wytłumaczył jedynie lakonicznie, że był to błąd przy aktualizacji globalnej strony. Ekolodzy zaś apelują, jeśli już chlejesz to chemiczne świństwo, to opakowanie wyrzuć do zmieszanych. Polskie Gen Z, choć alkobomby zna, to jednak umie też liczyć banknoty i procenty. Taniej wypadają inne produkty dla dorosłych, a lokalne małpki to nawet niedługo będą objęte systemem kaucyjnym – Wielka Brytanio, ucz się.

0
PATRYCJA KORBA
1.

Więcej nowości

Nowość od DC. Zamiast powieści o superbohaterach dostaniemy horror
Rozrywka 24 LIP 2026

Nowość od DC. Zamiast powieści o superbohaterach dostaniemy horror

"Clayface", czyli nowy film od DC, w sprytny sposób przechodzi z kina o superbohaterach w horror. Warner Bros właśnie udostępnił zwiastun i już nie ma wątpliwości - czeka na nas body horror z elementami thrillera. Trzeba przyznać, że pierwsze wrażenie jest naprawdę mocne. Bohater traci twarz. I to dosłownie Clayface to znana komiksowa postać. Bohater po raz pierwszy pojawił się w komiksie z serii "Detective Comics" (nr 40 )w 1940 roku. Od tego czasu, pojawiał się pod różnymi pseudonimami, przez kolejne dekady. To przeciwnik Batmana i złoczyńca z Gotham. Ale nowy film od Warner Bros, nie stanowi ekranizacji żadnej konkretnej komiksowej historii, jest za to współczesną interpretacją Clayface'a. Ma to być postać na miarę naszych czasów. Ci, którzy oglądali nagrodzony za scenariusz horror "Substancja" z Demi Moore, powinni docenić tę pozycję.  Clayface - o czym opowiada film? Głównym bohaterem "Clayface" jest Matt Hagen, wschodząca gwiazda filmowa, którego życie zmienia się, kiedy zostaje napadnięty i brutalnie oszpecony. Podejmuje on próbę odzyskania dawnej sławy i kariery - w tym celu poddaje się eksperymentalnej terapii. Jak łatwo da się zauważyć, zabieg nie jest zwykłym zabiegiem i następują po nim nietypowe powikłania. Widzowie, zamiast powiastki o supermocach, dostają film o makabrycznej przemianie. Oto, na naszych oczach złotowłosy piękny młodzieniec stopniowo traci kontrolę nad swoim ciałem i zmienia się w potwora. Scena z nożyczkami w samolocie chyba każdemu zapadnie w pamięć. Co ciekawe, twórcy potwierdzili, że kampania promocyjna celowo ukrywa ostateczny wygląd tytułowego złoczyńcy Gotham. Także, widzowie odkryją ten sekret dopiero w październiku, kiedy film będzie miał swoją kinową premierę.  Trzeba przyznać, że zwiastun doskonale ukazuje cały horror głównego bohatera. I choć nie zobaczymy w nim pościgów, akcji oraz widowiskowych pojedynków, to jednak sceny rozpadu ciała są naprawdę mocne. Ciężko sobie wyobrazić jakie emocje targają głównym bohaterem.  W roli Matta Hagena zobaczymy Toma Rhysa Harries'a. Reżyserem filmu jest James Watkins, autor "Nie mów zła", a współautorem scenariusza - Mike Flanagan, twórca horrorów takich, jak "Nawiedzony dom na wzgórzu".  https://www.youtube.com/watch?v=6gIU42ZQovQ Premiera "Clayface" została zaplanowana na 23 października 2026.

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Kto powinien kupić Samsunga Galaxy Z Flip8? Odpowiedź jest prosta
Felietony 23 LIP 2026

Kto powinien kupić Samsunga Galaxy Z Flip8? Odpowiedź jest prosta

Samsung Galaxy Z Flip8 to fajny telefon, ale ma jeden problem – dla kogo właściwie został zaprojektowany? Nie wiem jak Wy, ale ja już dawno wyrzuciłem mój kalendarz – zamiast tego odmierzam czas na podstawie harmonogramu premier firmy Samsung. Jako że Koreańczycy właśnie zaprezentowali swoje nowe składane smartfony, to wiem, że mamy środek lata – obstawiam przełom lipca i sierpnia. Bardziej interesujące są jednak same urządzenia, które właśnie zaprezentowano. Dostaliśmy wyjątkowo aż trzy modele: Samsung Galaxy Z Fold8, Z Fold8 Ultra i Z Flip8. O ile jednak uwaga mediów skupiać się będzie prawdopodobnie na tej pierwszej dwójce, o tyle mnie znacznie bardziej zaintrygował Flip. Głównie dlatego, że za żadne skarby nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie, do kogo tak właściwie ten telefon ma być skierowany. W przypadku nowych Foldów sprawa jest jasna. Mówimy tu o produktach klasy premium. Najmocniejszy procesor na rynku (Qualcomm Snapdragon 8 Elite), świetne aparaty, wyświetlacze rozkładające się do odpowiednio 7,6” i 8,0” przy zachowaniu „tabletowych” proporcji – nie trzeba się długo zastanawiać, by znaleźć profil osoby gotowej do tego wszystkiego dopłacić. To telefony stworzone dla poweruserów – czy to entuzjastów, czy też osób utrzymujących się z tworzenia treści albo traktujących smartfon jako realną alternatywę dla laptopa. Grono może i niezbyt szerokie, ale przynajmniej jasno nakreślone. Ale w przypadku Samsunga Galaxy Z Flip8 sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Wymagającym użytkownikom wstęp wzbroniony Bo trzeba pamiętać, że Samsung Galaxy Z Flip8 nie jest tylko Foldem w nieco innej obudowie. Przykładowo, nie znajdziemy tu topowego Snapdragona w roli procesora. Zamiast tego sercem nowego Flipa jest Samsung Exynos 2600. Dostajemy maksymalnie 512 GB pamięci wewnętrznej, akumulator o pojemności raptem 4300 mAh i najgorszą z całej trójki konfigurację aparatów z „oczkami” o rozdzielczościach 50 oraz 12 Mpix. Już nie mówię o tym, że nawet przyzwoitej technologii ładowania producent pożałował. Samsung Galaxy Z Flip8 pociągnie z gniazdka maksymalnie 25 W, co jest w 2026 roku wartością żałosną. Napisałbym „śmieszną”, tylko po tylu latach traktowania przez Koreańczyków szybkiego ładowania jako jakiś luksus to już nawet nie bawi. Dla porównania, taka Motorola Edge 60 Fusion kosztuje 1200 zł, radzi sobie z mocą 68 W i nawet nie jest pod tym względem jakaś wyjątkowa – to po prostu pierwszy z brzegu przykład. Ba, nawet zeszłoroczny Samsung Galaxy A56, kosztujący ułamek tego, co nowy Flip, miał 45 W. Zmierzam do tego, że to zdecydowanie nie jest sprzęt dla poweruserów. Zresztą wynika to już po trochu z samej konstrukcji urządzenia, bo choć tutejszy wyświetlacz ma po rozłożeniu 6,9”, to przy proporcjach rzędu 21:9 bynajmniej nie został zaprojektowany z myślą o multitaskingu. Najnudniejszy modny gadżet na rynku W takim razie co ma do zaoferowania Samsung Galaxy Z Flip8, czego nie miałyby inne telefony? Na pewno jest od większości z nich bardziej kompaktowy. Zresztą mniejsze rozmiary to jedna z kluczowych różnic względem Galaxy Z Flip7, którą producent podkreślał przy okazji premierowych pokazów telefonu. Nowy model po złożeniu ma 13,1 mm grubości, czyli jest od poprzednika o 0,6 mm cieńszy. Świetne wrażenie robią same wyświetlacze. Dostajemy dwa ekrany AMOLED o bardzo dobrych parametrach. Ten w środku to panel Dynamic AMOLED 2X o przekątnej 6,9”, a na zewnątrz mamy panel Super AMOLED o przekątnej 4,1”. Obydwa mogą się pochwalić świetnymi kolorami, wysoką jasnością maksymalną i odświeżaniem do 120 Hz. Z dwójki podoba mi się zwłaszcza panel na klapce, który wypełnia całą jej powierzchnię. Wygląda to naprawdę super i, jak podejrzewam, potrafi być bardzo praktyczne. Świetne wrażenie robi także jakość wykonania telefonu. Jak to u Koreańczyków, dostajemy aluminium, szkło i świetne spasowanie elementów. Do tego zawias, który pracuje gładko, ale bardzo solidnie. To już kompletnie inna liga niż „rozklekotane” składaki, z którymi mieliśmy do czynienia jeszcze kilka lat temu. Samsung Galaxy Z Flip8 śmiało mógłby aspirować do miana luksusowego gadżetu, tylko jeśli tak… to czemu jest taki nudny? Czy da się to zrobić lepiej? Jeszcze jak! Mam aktualnie na biurku Motorolę RAZR 70 Ultra. Telefon od kilku miesięcy jest w sklepachi kosztuje porównywalne pieniądze do nowego Flipa. O ile jednak telefon Koreańczyków jest kanciasty i pozbawiony jakichkolwiek ciekawszych elementów stylistycznych, o tyle Motka od pierwszych chwil przykuwa wzrok swoimi drewnianymi pleckami i ciekawszą, mniej „kanciastą” bryłą. Jeśli główną rolą składanego smartfonu z klapką ma być wyglądanie, to z przykrością stwierdzam, że Samsung Galaxy Z Flip8 przegrywa w przedbiegach. Nie jest brzydki, ale bycie nijakim zdecydowanie tutaj nie wystarcza. Już nie wspomnę o tym, że inżynierom z Motoroli bez trudu udało się w zbliżonej konstrukcji zmieścić Snapdragona 8 Elite, większy akumulator i – przynajmniej na papierze – lepszy aparat. Jako produkt premium Samsung Galaxy Z Flip8 wydaje się nie mieć wiele do zaoferowania poza rozpoznawalnym logo i smukłą sylwetką. Składak dla ludu? Ale może źle na to patrzę? Może nowego Flipa Koreańczyków nie należy wcale traktować jako klasy premium i telefonu aspiracyjnego? Słuchając przedstawicieli producenta odniosłem wrażenie, że najchętniej widzieliby Samsunga Galaxy Z Flip8 jako telefon „dla ludzi”. Wiecie, taki powrót do czasów, kiedy każdy mógł sobie pozwolić na telefon z klapką, bo fajnie wyglądał. W takiej sytuacji nie chodzi już o to, czy mamy na pokładzie najmocniejszy procesor albo ekskluzywne fajerwerki. Patrząc w ten sposób, nawet design przestaje być „nudny”, a zaczyna być „uniwersalny”. I wiecie co? Bardzo mi się to podoba. Cieszę się, że doczekałem czasów, kiedy mojej żonie obok kolejnej generacji Samsunga Galaxy A50 mogę zaproponować to samo, tylko w ciekawszej obudowie. Cieszę się, że minęły już czasy dominacji identycznych „kafelek”, a składane telefony wreszcie zaczęły być pozycjonowane jako sprzęt dla Kowalskiego. Cieszę się, że choć ceny pierwszych składaków potrafiły przyprawić o ból głowy, nowego Samsunga Galaxy Z Flip8 można mieć za rozsądne… 5700 zł!? I TO ZA TAŃSZĄ WERSJĘ!? Nie, wiecie co? Zapomnijcie, że cokolwiek pisałem. Przy tej cenie i specyfikacji Samsung Galaxy Z Flip8 chyba pozostanie telefonem dla nikogo. Ale czy to ważne? Mnie i tak się podoba, a ze swojej kieszeni bynajmniej bym go nie wyrzucił. [PHONE:4530] [SALE-6324]

5
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania