Stoję w kolejce do butelkomatu. Zapomniałem, jak wygląda moja rodzina
Felietony 07:45

Stoję w kolejce do butelkomatu. Zapomniałem, jak wygląda moja rodzina

Rok 2026 przyniósł Polakom tragedię, jaką trudno było sobie nawet wyobrazić. Ludzie muszą już nie tylko segregować śmieci, ale jeszcze oddawać część z nich. Będą o tym pisać w podręcznikach historii. Ceny paliw wystrzeliły, podobnie jak różnego rodzaju broń w wielu zakątkach świata. Rośnie napięcie międzynarodowe, pękają stare sojusze, ideologiczne przepychanki przybierają na sile. Być może ponownie zmierzymy się z wysoką inflacją, władza będzie się zajmować sama sobą, pogłębi się kryzys systemu ochrony zdrowia. A do tego mundial odbędzie się bez Polaków. Jednak wszystko to blednie przy prawdziwej klęsce: systemie kaucyjnym. Rodaku, strzeż się pułapek systemu kaucyjnego! Od kilku miesięcy śledzę doniesienia dot. wdrażania w Polsce systemu kaucyjnego. Nie muszę ich szczególnie szukać, każdego dnia moją cyfrową przestrzeń zalewa fala tekstów i filmów poświęconych temu zagadnieniu. Odnoszę wrażenie, że niektóre serwisy zrobiły z tego temat przewodni. Jeśli trafia się dzień bez doniesień spod butelkomatów, wyciągane są pewnie konsekwencje wobec członków redakcji. Za karę muszą stworzyć przynajmniej trzy wpisy o tragedii Polaków.  Owa tragedia polega m.in. na tym, że rodacy stali się "śmieciarzami". Tak przynajmniej dowiaduję się z tekstów, filmów i komentarzy pod nimi. Potomkowie dumnych Lechitów, stających w szranki z Aleksandrem Wielkim, zostali sprowadzenie do roli zbieraczy odpadów. Nie pokonali ich zaborcy, wytrzymali dwie wielkie wojny, zdzierżyli komunizm i trudne czasy transformacji, ale z systemem kaucyjnym nie dało się wygrać. Dramaty w sklepach, kryzysy w wagonach i trauma lotniskowa Efekt jest taki, że mogę śledzić doniesienia z "frontu". Jeden autor oddaje opakowania zwrotne w kaloszach, niebawem pewnie to nie wystarczy i będzie musiał zainwestować w wodery. A potem może w ponton, bo przecież z tych puszek i butelek cały czas się leje. Strumyki łączą się w potoki, które niebawem przeobrażą się w rzeki. Biada tym, którzy będą chcieli odebrać kaucję bez chociażby koła ratunkowego. Równie ciężkie chwile przeżyli ci, którzy chcieli odzyskać kaucję w czasie podróży. Okazało się, że pasażerowie w WARS-ie płacą za opakowania, których nie da się zwrócić w pociągu. I butelkę trzeba zabrać do torby czy plecaka! Albo ją zostawić. Ale wtedy traci się 50 groszy. Przynajmniej, bo przecież może to być nawet złotówka. Podobno rośnie liczba pasażerów, którzy nie wysiadają z tych pociągów, bo nie wiedzą, jak ogarnąć sprawę butelki. Od tygodni przemierzają kraj, licząc na to, że spółka lub rząd rozwiążą kryzys. Jeśli ktoś myśli, że najgorzej mają ci uwięzieni w pociągach, niech nie zapomina o ofiarach systemu tkwiących na lotniskach. Okazuje się, że niektórzy kupują napoje w strefach wolnocłowych i nie mogą odzyskać kaucji przed wejściem na pokład samolotu. Wycieczka opłacona, dzieci rozemocjonowane, bo po raz pierwszy zobaczą ocean, a ty człowieku rwiesz włosy z głowy. Stajesz przed najtrudniejszym wyborem w życiu: wyrzucić butelkę do kosza czy zabrać ją do samolotu? Ja tego nie wymyślam – te ludzkie tragedie mają miejsce. Wyszedł z butelkami i ślad po nim zaginął Dla osób o nerwach ze stali mam jeszcze kilka historii. Oto Lucyna z Leszna czeka drugi tydzień na swojego męża, który wyruszył samochodem do butelkomatu w dyskoncie. Maszyna okazała się niesprawna. Mógł oddać opakowania obsłudze, ale wybrał inne rozwiązanie: jeździ po kraju i nagrywa filmy o bezsensownym systemie, który okazał się eko-sreko. Bo on teraz pali drogie paliwo, by pokazać wszystkim, jak bardzo państwo nie dowiozło w temacie kaucji. Pod koniec marca był widziany w Olsztynie, gdzie butelek nie mógł oddać z uwagi na "hurtowników" tworzących kolejkę do maszyny. Lucyno, trzymaj się dziewczyno. O swoim dramacie mediom opowiedziała też Andżela z Chorzowa. Gdy czekała w kolejce do butelkomatu, nie zauważyła, jak obok niej wyrosła góra plastikowych worków z opakowaniami zwrotnymi. Zabudowali kobietę. Dlaczego nie krzyczała? Bo była wycieńczona 7-minutowym czekaniem w kolejce. Kryzys po trzech minutach przetrwała. Ten po pięciu również. Trzeciego nie uniosła. Zza worków wydobyła ją dopiero ekipa zabierająca odpady. Po 45 minutach! W opracowaniu są już dwie książki poświęcone tej tragedii, w tym autobiografia "Nabita w butelkę". System kaucyjny to spisek owadów Myślicie, że to koniec? Ależ skąd… Media donoszą o mieszkaniach, garażach, piwnicach czy balkonach zawalonych śmieciami. Członkowie rodzin ciągną zapałki, osoba z najkrótszą musi się wyprowadzić, by zrobiło się miejsce dla butelek. Najgorzej będzie w najbliższych dniach, gdyż do świątecznych stołów nie zasiądą wszyscy domownicy. Niektóre miejsca zajmą wory z opakowaniami, ludzie wyrzuceni z mieszkań będą się dzielić jajkiem przed butelkomatami.  Najgorsze jest jednak to, że nie poznaliśmy jeszcze wszystkich smaków i zapachów nowego systemu. Armagedon dopiero nadciąga: gdy tylko zrobi się ciepło, w domach da o sobie znać robactwo. W tych worach z butelkami. Żart? Nie, ktoś to naprawdę napisał. Czekam na tekst o pladze szczurów, które za pół roku trzeba będzie wyprowadzać z miasta z pomocą piszczałki zbudowanej z butelek. Obstawiam przy tym, że autor uderzy w system, bo maszyna nie będzie chciała przyjąć opakowania przerobionego na instrument… Oddałem opakowania. Przeżyłem. O dziwo Czy śmieszkuję? Oczywiście. Ale te narzekania są jak najbardziej prawdziwe. Nie ma dnia, bym nie przeczytał, że paskudne państwo prześladuje Polaków systemem kaucyjnym. To kryzys porównywalny wyłącznie ze zniknięciem z telewizji Pana Yapy. Idę o zakład, że tekstów i filmów o tym antyludzkim rozwiązaniu jest już więcej niż osób, które faktycznie miały jakiś problem.  Na razie zdarzyło mi się dwukrotnie oddać opakowania do maszyny. Dramatów przy tym nie stwierdziłem. Raz stałem w kolejce za dwiema osobami, straciłem może 30 sekund. Mniej więcej w tym samym czasie musiałem czekać w kolejce do lekarza 1,5 godziny, chociaż godziny przyjęcia były ponoć ustalone.  Ktoś stwierdzi: fakt, że tobie udało się przeżyć i nie odniosłeś ran, nie oznacza, że inni mają tyle samo szczęścia. To prawda. Ale nie będę ukrywał, że udawałem się do butelkomatu z duszą na ramieniu. Bo wcześniej naczytałem się o piekle, jakie rządzący zgotowali obywatelom. Niektóre historie brzmiały naprawdę apokaliptycznie. Spisałem testament, pożegnałem się z bliskimi i ruszyłem do automatu, nerwowo przełykają ślinę. I nic. Zero materiału na opowieści dla wnuków. Chyba będę musiał przywłaszczyć tę o butelce, której nie mogłem oddać na lotnisku. Może za kilka dekad dostanę za to odznaczenie państwowe? Kiedyś to były czasy. Butelek nie dało się oddać... Nie zrozumcie mnie źle: zdaję sobie sprawę z tego, że system ma niedociągnięcia, mniej lub bardziej widoczne wady. Nie zamierzam pisać, że jest idealny. A tym bardziej stawać murem za szefową resortu, która nadzoruje to wdrożenie. Ale gdy obserwuję, z jaką zaciekłością niektórzy atakują rozwiązanie, ile czasu mu poświęcają, to zastanawiam się, czy to jakiś performans. I zachodzę w głowę, dlaczego wcześniej nie uderzano z taką siłą w problem opakowań zwrotnych? Prawda jest taka, że prawdziwą patologią było to, iż zwrot butelek szklanych graniczył z cudem. Nie masz paragonu? To butelek nie przyjmę. Masz paragon? I tak nie przyjmę, bo nie mam skrzynki wolnej. Chcesz rozmawiać z kierownikiem? Nie ma. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. W jednym sklepie okazywało się, że danego produktu nie ma już w ofercie, więc butelek nie przyjmują (chociaż tam zapłacono kaucję), w drugim, że właściciel nie uznaje kaucji, w jeszcze innym, że owszem, zwrot będzie, ale to połowa opłaconej kaucji. Tak było. I nikt nie produkował na ten temat dziesiątek tekstów czy filmów. Nie od razu InPost zbudowano Czy zrobiono z nas "śmieciarzy"? Odpowiem przewrotnie – już wcześniej nimi byliśmy. Często odwiedzam rodzime lasy i widzę tam masę odpadów. Część to telewizory, które dzisiaj spotkać można jedynie na babcinym strychu. Ale nie brakuje też puszek, butelek i opakowań foliowych. Świeżych. Jeśli chociaż część z nich zniknie, bo ktoś to zabierze lub zbierze, to przyklasnę całej idei. Może za sprawą systemu przestaniemy być "śmieciarzami"? Na koniec mam taki postulat: wstrzymajmy się z oceną systemu kaucyjnego. Niech każdy się z nim zapozna, niech decydenci wyciągną wnioski i wprowadzą zmiany. Bo tak to wygląda w zdecydowanej większości wdrożeń. Dzisiaj pewnie wiele osób nie wyobraża sobie funkcjonowania bez mObywatela, automatów paczkowych, Blika czy smartfona. Ale warto się zastanowić, czy wszystkie te rozwiązania były idealne, gdy trafiły na rynek…

10
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

FBI ostrzega. W tych aplikacjach czai się zło
Bezpieczeństwo 09:42

FBI ostrzega. W tych aplikacjach czai się zło

0
PATRYCJA KORBA
1.
Galaxy Z Wide Fold certyfikowany. Samsung, jakiego nie było
Sprzęt 08:49

Galaxy Z Wide Fold certyfikowany. Samsung, jakiego nie było

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Ta popularna przeglądarka mocno przyspieszy. Wkrótce ważna nowość
Aplikacje 05 KWI 2026

Ta popularna przeglądarka mocno przyspieszy. Wkrótce ważna nowość

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Google One od teraz z 5 TB miejsca. Cena bez zmian
Aplikacje 05 KWI 2026

Google One od teraz z 5 TB miejsca. Cena bez zmian

3
LECH OKOń
1.
Przełom w emulacji PS3. Wyraźny skok wydajności w RPCS3
Aplikacje 05 KWI 2026

Przełom w emulacji PS3. Wyraźny skok wydajności w RPCS3

4
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ile ten monitor ma herców? A to nie jedyna fajna funkcja
Sprzęt 05 KWI 2026

Ile ten monitor ma herców? A to nie jedyna fajna funkcja

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
FiiO rozpieszcza budżetowych audiofilów. Słuchawki z szafirową membraną
Sprzęt 05 KWI 2026

FiiO rozpieszcza budżetowych audiofilów. Słuchawki z szafirową membraną

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Tak można wykryć wcześniej raka. Klucz tkwi w naszych jelitach
Nauka 05 KWI 2026

Tak można wykryć wcześniej raka. Klucz tkwi w naszych jelitach

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Rządowa blokada na aplikacje poległa z kretesem. Polska planuje to samo
Aplikacje 05 KWI 2026

Rządowa blokada na aplikacje poległa z kretesem. Polska planuje to samo

7
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Afera BrowserGate: LinkedIn potajemnie skanuje, co masz w przeglądarce
Bezpieczeństwo 04 KWI 2026

Afera BrowserGate: LinkedIn potajemnie skanuje, co masz w przeglądarce

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Nowy OnePlus to wydajnościowa bestia. Szkoda, że księgowi zepsuli w nim aparaty
Sprzęt 04 KWI 2026

Nowy OnePlus to wydajnościowa bestia. Szkoda, że księgowi zepsuli w nim aparaty

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Groźne ataki GeForge. Infekują VRAM, mają poważne konsekwencje
Bezpieczeństwo 04 KWI 2026

Groźne ataki GeForge. Infekują VRAM, mają poważne konsekwencje

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Wielka zmiana w Gmailu. Użytkownicy błagali o to od samego początku
Aplikacje 04 KWI 2026

Wielka zmiana w Gmailu. Użytkownicy błagali o to od samego początku

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Polaku, płacisz za automaty do gier i nawet o tym nie wiesz
Publicystyka 04 KWI 2026

Polaku, płacisz za automaty do gier i nawet o tym nie wiesz

2
MACIEJ SIKORSKI
1.
Action z grubej rury. 25 zł za prawdziwy GaN³ Pro!
Telepolis.pl
Tech 04 KWI 2026

Action z grubej rury. 25 zł za prawdziwy GaN³ Pro!

11
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Wyprzedają się na pniu. Wszyscy chcą Unihertz Titan 2 Elite
Sprzęt 04 KWI 2026

Wyprzedają się na pniu. Wszyscy chcą Unihertz Titan 2 Elite

17
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Aż dziwne, że tego nie było wcześniej. TV Samsung dostają ważną nowość
Aplikacje 04 KWI 2026

Aż dziwne, że tego nie było wcześniej. TV Samsung dostają ważną nowość

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Jesteś fanem Resident Evil i masz PS5? Jest coś za darmo dla Ciebie
Gry 04 KWI 2026

Jesteś fanem Resident Evil i masz PS5? Jest coś za darmo dla Ciebie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Więcej nowości
Watch GT Runner 2 dał z siebie wszystko to, co w zegarkach Huawei najlepsze
Telepolis.pl
Sprzęt 04 KWI 2026

Watch GT Runner 2 dał z siebie wszystko to, co w zegarkach Huawei najlepsze

Nie jestem typem sportowca. Moja aktywność ogranicza się głównie do długich spacerów i sporadycznej jazdy rowerem miejskim. To natomiast jest zegarek stworzony z myślą o osobach, które kochają aktywność fizyczną. Mimo to i tak bardzo się polubiliśmy. Nie będę jednak ukrywał, że mogłem nie docenić jego sportowego potencjału. Nie jest to pierwszy zegarek Huaweia, z którym mam styczność. Posiadam prywatnego Fit 3 oraz testowałem dla Was Fit 4 Pro. I chociaż to zegarki z różnych linii, to w każdym z nich siedzi ten sam HarmonyOS. Co więcej, Watch GT Runner 2 i Fit 4 Pro potrafią robić mniej/więcej to samo na tej samej zasadzie, co przeciętny smartfon potrafi robić mniej/więcej to samo, co robi flagowiec.  Wygląd Ten oceniam na duży plus. Okrągła koperta z okrągłym ekranem niesymetrycznie ułożona koronka i przycisk nadają mu oryginalny wygląd. W przeciwieństwie do modeli Fit, które z wyglądu nasuwają skojarzenie z Apple Watchem tu mamy naprawdę świeże podejście. Jeśli mogę mu coś zarzucić, to to, że jest gruby. Mimo to nie miałem nigdy problemów z zakładaniem kurtki, czy bluzy, paski plecaka również o niego nie haczyły, chociaż z innym grubym zegarkiem innego producenta miałem tego typu problemy.  Sterowanie samym zegarkiem było bardzo przyjemne. Zarówno przy pomocy ekranu dotykowego, jak i koronki. Przyznam wręcz, że preferowałem ten drugi sposób obsługi. Wszystko działało bardzo naturalnie. Warto także spojrzeć na wymienne paski. W testowanym egzemplarzu dostałem dwa: biały, tkany pasek AirDryTM, który ma oddychać i odprowadzać pot, oraz drugi, z tworzywa, który ma w sobie wiele otworów. Ostatecznie wybrałem ten drugi jako wygodniejszy. Sprawdzał się o wiele lepiej na co dzień, nadgarstek pod nim się nie pocił, a sam był bardzo elastyczny i przyjemny w dotyku. Od AirDryTM sprawdzał się o wiele lepiej pod prysznicem, bo nie przemakał. Specyfikacja 1,32-calowy ekran AMOLED 466 × 466 pikseli NFC z płatnościami Odtwarzacz MP3 Barometr Czujnik EKG Funkcja prowadzenia rozmów  Bateria do 7 dni pracy Wymienne paski Cena w dniu pisania tekstu 1499 zł Ekran Warto mu się przyjrzeć nieco bliżej. 1,32-cala nie wydaje się zbyt dużą powierzchnią. Pamiętajmy jednak, że nie jest to przekątna prostokątnego wyświetlacza, a średnica okrągłego ekranu. Tym samym jego powierzchnia nie sprawia wrażenia małej.  Sam ekran jest bardzo wysokiej jakości, jeśli chodzi o prezentowane kolory. Nie zauważyłem w nim problemów nawet w jasnym słońcu, chociaż podczas testów nie było go zbyt wiele. Okulary z filtrem polaryzacyjnym również nie były dla niego wyzwaniem. Nawigacja i rysowanie trasy Zegarek ma GPS. Możemy nawet pobrać do jego pamięci mapy. To, czego nie ma, to nawigacja. Chociaż istnieje funkcja powrotu do punktu startowego, która już prowadzi nas na miejsce. Dlatego też nie mogę zrozumieć czemu Huawei, który przecież ma swoje mapy, nie chce dodać do tańszych zegarków opcji nawigowania do celu. Zamiast tego skupia się wyłącznie na rysowaniu tras. I Watch GT Runner 2 radzi sobie z tym naprawdę świetnie. Sklepy, czy przejścia podziemne nie dawały komunikatu o tym, że zegarek stracił połączenie z GPS. Zaznaczę jednak, że to były krótkie przejścia pod drogami, a nie coś, co można porównać do warszawskiego metra. W wielopiętrowym centrum handlowym również nie byłem z tym zegarkiem na nadgarstku, a jedynie w wolnostojących dyskontach. Muszę jednak stwierdzić, że radził sobie z nimi bezbłędnie.  Barometr, wysokościomierz, EKG i pulsometr Dlaczego opisuję wszystkie w jednym punkcie? To proste: nie za bardzo potrafię zweryfikować poprawność pomiarów. O ile wysokość mniej/więcej zgadza się z tym, co wskazują mapy, tak nie mam pod ręką ani EKG, ani barometru, ani nawet pulsometru, żeby porównać wyniki.  Nie odbiegają one jednak od tego, co pokazują inne smartwatche, które posiadam. Nie jestem jednak pewny, czy mogę je traktować jako wiarygodny punkt odniesienia.  Zegarek dla biegacza nie sprawi, że zaczniesz biegać A przynajmniej ja nie zacząłem. Czy było mi głupio nosić na ręku profesjonalny zegarek dla biegacza? Tak, ale tylko trochę. Profesjonalny sprzęt nie sprawi, że zaczniemy biegać, lub uprawiać jakikolwiek sport. Jeśli planujesz kupić ten zegarek z myślą o tym, że zmotywuje Cię, żebyś się w końcu ruszył… w moim przypadku nie zadziałało. Chociaż ja dostałem go na testy i nie wydałem na niego ani grosza, więc motywacja wydanych środków w moim przypadku nie występuje. Oczywiście wypadałoby, żebym w ramach testu przynajmniej spróbował się przebiec. Nie ukrywam jednak, że testy przypadły akurat na okres, kiedy do grona moich domowników dołączył jeszcze jeden, nieproszony gość. A dokładniej RSV we własnej osobie, co utrudniało aktywność poza domem. Płacenie zegarkiem A skoro przy pieniądzach już jesteśmy, to wspiera on płatności Curve Pay, chociaż stosowną aplikację należy pobrać z sieci. Następnie należy zainstalować aplikacje Curve Pay na smartfonie i podpiąć do niej kartę. W ten sposób możemy wyjść biegać nawet bez smartfonu, a i tak zapłacić za zakupy przy pomocy zegarka. Po przejściach z Fit 4 Pro, na które narzekałem, jestem szczerze zaskoczony wygodą, jaką zapewnił Watch GT Runner 2 podczas płacenia za zakupy. Łączność ze smartfonem Do tego wymagana jest zewnętrzna aplikacja Huawei Zdrowie. Dawniej miała ona dość duże ograniczenia na iOS. Dziś jednak te całkowicie zniknęły. Zarówno dla Watch GT Runner 2, jak i dla starszych modeli. Tym samym nie ma już żadnych ograniczeń np. w przerzucaniu muzyki. Sama aplikacja służy także do monitorowania naszego stanu zdrowia. Możemy także na niej podejrzeć przebyte przez nas trasy. To właśnie z jej poziomu mamy dostęp do dość skromnego sklepu z aplikacjami na zegarek. Zapomnij o smartfonie, czyli MP3 na pokładzie Nie wiadomo jaką pamięcią dysponuje sam zegarek. Można jednak na niego przerzucać pliki muzyczne z telefonu i to nie tylko w formacie MP3, ale także FLAC, czy M4A. Ta ostatnia informacja jest szczególnie ważna dla użytkowników Apple, ponieważ to właśnie w takim formacie są pliki muzyczne, które możemy pobrać z iTunes.  Jest to świetna opcja dla biegaczy, którzy mogą sparować swój zegarek ze słuchawkami i zostawić smartfon w domu odcinając się całkowicie od powiadomień i ciężaru w kieszeni. Oczywiście muzykę można odtwarzać także przez wbudowany głośnik, który gra zaskakująco czysto jak na tak małe urządzenie. Mówimy tu o poziomie porównywalnym do smartfonu.  Bateria, która jest dobra, ale nie fantastyczna Pięć dni. Dokładnie co tyle musiałem kłaść zegarek na ładowarce indukcyjnej, która jest dołączona do zestawu. Czy to dużo? Jeśli porównamy go do Apple Watcha, czy jakiegoś zaawansowanego zegarka z Androidem, to jest to czas nieosiągalny.  Jednak Huawei w tej kwestii naprawdę mnie rozpieścił i wynik ten mogę uznać za dobry, ale nie wybitny na tle reszty zegarków producenta. Podkreślam jednak, że przez 5 dni jego działania nie zdejmowałem go nawet na chwilę. Spałem w nim, a nawet brałem prysznic, aby sprawdzić stan swojego nadgarstka po tym czasie. I wiecie co? Nie było śladu, żebym go zbyt intensywnie nosił. Podsumowanie Nie zobaczyłem w nim żadnej opcji, której nie widziałbym wcześniej. Wszystko jednak robi lepiej i jakby szybciej. To bardzo wygodny zegarek, którego potencjału w tym, do czego został stworzony, czyli bieganiu nawet nie sprawdziłem. Mimo to uważam, że jego pozostałe, niesportowe możliwości są wystarczające, aby go polecić. Chociaż jeśli nie biegacie, to będziecie niemal równie zadowoleni z modelu Huawei Watch Fit 4 Pro. 

2
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Kino czy kanapa? Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń
Telewizja i VoD 04 KWI 2026

Kino czy kanapa? Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń

Właśnie napłynęły najnowsze dane ukazujące trendy oglądania filmów. Pokazują one, jak często chodzimy do kina w porównaniu do seansów domowych.  Kina nie są w stanie rywalizować z VOD Już od niemal dekady rynek domowej rozrywki kwitnął w najlepsze – w roku 2017 obroty w tym segmencie dwukrotnie przewyższały wpływy kin. Wraz z pandemią, w 2021 r. ta różnica wzrosła do 3,5x, a dwa lata później tzw. home entertainment był pięciokrotnie bardziej dochodowy niż box office w kinach (czyli wpływy z biletów). Teraz, mając dane obejmujące cały rok 2025, możemy z pewnością powiedzieć, że ta kula śnieżna nabiera coraz większych rozmiarów. Firma analityczna DEG ustaliła, że rynek domowej rozrywki jest obecnie aż osiem razy większy od kin. W metodologii raportu rozrywka domowa obejmuje DVD/Blu-ray, jak również TVOD (czyli cyfrowe zakupy/wypożyczenia filmów) oraz SVOD (czyli VOD w modelu abonamentowym, jak Netflix itp.). Nie uwzględniono tutaj tradycyjnej telewizji, ani też YouTube'a, TikToka czy serwisów streamingowych od dostawców usług telewizyjnych. Pokazuje to całkowitą dominację domowego zacisza nad kinem – wzrasta liczba osób mających abonamenty w wielu serwisach VOD jednocześnie, a z drugiej strony sprzedaż DVD i Blu-ray spada (o 9,3%). Co ciekawe, nośniki 4K Ultra HD Blu-ray odnotowały natomiast lekki wzrost popularności. Zebrane dane dotyczą Stanów Zjednoczonych, a statystyki globalne nie są jeszcze dostępne. Te najczęściej dostawaliśmy w raporcie THEME (Theatrical and Home/Mobile Entertainment Market Environment) od Motion Picture Association, ale ostatni z nich ukazał się w 2022 r., po czym raporty te zmieniły charakter podawanych danych.

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

Szukasz smartfona ze świetnym aparatem? Nie musisz za niego przepłacać
Sponsorowane 03 KWI 2026

Szukasz smartfona ze świetnym aparatem? Nie musisz za niego przepłacać

Szukasz telefonu z dobrym aparatem, ale nie chcesz za niego przepłacać? Z Vivo V70 i V70 FE to możliwe. Podejrzewam, że każdemu z nas przynajmniej raz na jakiś czas zdarza się robić zdjęcia telefonem. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli po prostu potrzebujecie raz w miesiącu zrobić fotkę licznika prądu, to w dzisiejszych czasach praktycznie każdy smartfon spełni Wasze oczekiwania ze sporą nawiązką. Jeśli jednak chcielibyście podejść do tematu nieco bardziej ambitnie, to pojawiają się schody. Dlaczego? Ano dlatego, że najlepsze aparaty zarezerwowane są zwykle dla flagowców oraz modeli typowo fotograficznych, a te potrafią kosztować niebotyczne pieniądze. Na szczęście czasem zdarzają się od tej reguły wyjątki – na przykład w postaci nowych urządzeń w ofercie Vivo. Modele Vivo V70 i V70 FE to przykład tego, że smartfon z dobrym aparatem wcale nie musi iść w parze z ruiną dla domowego budżetu. Vivo V70 – na progu klasy premium Jeśli miałbym wskazać z tej dwójki mojego faworyta, byłby to Vivo V70. Technicznie rzecz biorąc, mamy tu do czynienia z przedstawicielem segmentu średniego. Wątpię jednak, żeby ktokolwiek z Was się zorientował po wzięciu tego telefonu do ręki. Pod względem designu i wykonania nowość Vivo to już praktycznie klasa premium, a i specyfikacja potrafi zrobić pozytywne wrażenie. Przykładowo, znajdziemy tu świetny wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,59”. Jest bardzo jasny (szczytowo ma osiągać nawet 5000 nitów), ma doskonałe kolory i wysoką częstotliwość odświeżania (120 Hz). Do tego może się pochwalić wyższą rozdzielczością niż w niektórych flagowcach, ponieważ dostajemy tu 1260 x 2750 pikseli. To oznacza superszczegółowy, ostry obraz i rewelacyjne wrażenia podczas przeglądania Internetu, oglądania zdjęć i filmów albo grania. Przypuszczam jednak, że dla większości osób o wiele ważniejszym atutem okaże się akumulator o pojemności aż 6500 mAh. Dodajmy szybkie ładowanie mocą aż 90 W i nerwowe poszukiwania gniazdka staną się jedynie niemiłym wspomnieniem. Kreatywność wpisana w DNA Nie jesteśmy tu jednak po to, by rozkładać na czynniki pierwsze specyfikację telefonu, a pomówić trochę o jego aparacie. Bo uwierzcie – jest o czym rozmawiać. Ba, jeśli interesujecie się fotografią, to pewnie pierwszy intrygujący element wyłapaliście już na zdjęciach samego urządzenia. Tak, ten niebieski kwadracik obok obiektywów to logo legendarnej firmy Zeiss i bynajmniej nie pojawiło się ono tutaj bez powodu. Niemiecki producent był zaangażowany w opracowanie optyki wykorzystywanej na pokładzie Vivo V70, co samo w sobie powinno stanowić dobry wyznacznik jakości, jakiej możemy oczekiwać. To jednak tylko jeden z wielu elementów całej układanki. Oprócz tego warto też zwrócić uwagę na fakt, że na pleckach mamy aż trzy aparaty. Kombinacja uniwersalnego modułu szerokokątnego wraz z dodatkowym aparatem ultraszerokokątnym to w tym momencie taki branżowy standard. Tu jednak dostajemy także „trzecie” oczko skrywające tele z trzykrotnym przybliżeniem. U większości producentów takie rozwiązanie zarezerwowane jest wyłącznie do modeli flagowych. I tu pojawia się olbrzymia przewaga Vivo V70 nad innymi modelami ze średniego segmentu, ponieważ taki teleobiektyw daje olbrzymie możliwości kreatywne. Doskonale sprawdza się chociażby w portretach, które zyskują bardzo naturalny, wręcz „studyjny” wygląd. Do tego świetnie spisuje się w detalach krajobrazu, gdzie ciaśniejsza kompozycja często pozwala uzyskać intrygujące efekty. To zresztą nie jedyny sposób, w jaki Vivo V70 premiuje kreatywnych użytkowników. W końcu mamy 2026 rok, a to oznacza, że na pokładzie czekają zaawansowane narzędzia na bazie sztucznej inteligencji. Dzięki nim każde zdjęcie zrobione telefonem może wyglądać dokładnie tak, jak sobie wymarzycie. Przykładowo, AI pomoże Wam poprawić kompozycję, usunie przechodniów z drugiego planu, a nawet zmieni pochmurne niebo w malowniczy zachód słońca. Vivo V70 FE – solidne narzędzie z fotograficznymi aspiracjami Oczywiście wiele spośród wymienionych nowości czeka na Was także na pokładzie tańszego Vivo V70 FE. W tym przypadku mówimy jednak nie tyle o smartfonie, który próbuje imitować flagowce, co o sprawdzonym narzędziu, które kusi niezawodnością i porządnymi parametrami. Co mam na myśli? Ano chociażby to, że na pokładzie znajdziemy jeszcze większy akumulator. Tutejsze ogniwo ma aż 7000 mAh i w dalszym ciągu obsługuje szybkie ładowanie mocą 90 W. Obudowa nie tylko prezentuje się efektownie, ale przede wszystkim jest wodoodporna (IP68/IP69). O wydajność także nie trzeba się martwić, bo sercem urządzenia jest układ MediaTek Dimensity 7360 Turbo, który doskonale poradzi sobie z każdym codziennym wyzwaniem. No a co z aparatami? Tutaj na pleckach znalazły się tylko dwa „oczka”, ale za to główny moduł bazuje na sensorze Samsung ISOCELL HP5 o rozdzielczości aż 200 MPix. Duży rozmiar matrycy w połączeniu z jasnym obiektywem pozwala to robić bardzo dobre zdjęcia w praktycznie każdych warunkach. Jeśli szukacie telefonu fotograficznego w rozsądnej cenie, to trafiliście pod właściwy adres. Nowości od Vivo Nowe smartfony Vivo są już dostępne w Media Expert, RTV Euro AGD, x-kom i Neonet, a dzięki specjalnej ofercie premierowej kupicie je o kilkaset złotych taniej. Za Vivo V70 zapłacicie 2699 zł (zamiast 3099 zł), a za Vivo V70 FE jedynie 1799 zł (zamiast 2099 zł). Nie kosztują fortuny, mają świetne aparaty i naprawdę pozwalają rozwinąć skrzydła kreatywnym użytkownikom. Nie wiem, jak Wy, ale osobiście uważam, że warto mieć je na oku – a jeszcze lepiej w kieszeni. Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy Vivo

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania