Xiaomi Vacuum S40 Pro trzymam pod łóżkiem. Dobrze wydane 800 zł
Telepolis.pl
Testy sprzętu 21 CZE 2026

Xiaomi Vacuum S40 Pro trzymam pod łóżkiem. Dobrze wydane 800 zł

Roboty sprzątające już dawno przestały być wynalazkiem – wyszły z wieku dziecięcego i potrafią coraz więcej. Choć nie zawsze jest to to, czego od takich urządzeń możemy oczekiwać. Wydaje nam się, że sprzątanie dzięki temu będzie trwało krócej. Przetestowałem stosunkowo nowy model Xiaomi Vacuum S40 Pro i mam mieszane uczucia. Wybór i zakup Żeby nie było – urządzenie zostało przeze mnie zakupione po długiej analizie tego, co wybrać. Złożyło się na to między innymi korzystanie z aplikacji MiHome, do której podłączonych mam kilka innych urządzeń: czajnik, lampkę nocną, włącznik bezprzewodowy i hub sterujący (miałem jeszcze kamery, ale obraziłem się na nie po tym, jak Xiaomi wprowadził abonament za monitoring). Mogłem co prawda wybrać coś droższego, ale bardziej zależało mi na tym, by stacja dokująca zmieściła się pod łóżkiem – dzięki temu zaoszczędziłem miejsce w sypialni i innych pomieszczeniach. Urządzenie zapakowano w karton niewiele od niego większy. Zmieściły się tam jeszcze nakładki mopujące, zasilacz, stacja dokująca, szczotka boczna i główna oraz dokumentacja, folie i taśmy zabezpieczające. Uruchomienie i podłączenie do aplikacji trwa kilkanaście minut. Wcześniej przygotowałem infrastrukturę elektryczną w postaci dodatkowego, ukrytego pod łóżkiem gniazda, tak by na zewnątrz nie było żadnych zbędnych kabli. Pierwsze uruchomienie to oczywiście obowiązkowa aktualizacja – choć z pewnych względów szkoda, że ją zrobiłem. Dlaczego? [DIFF:{"before":"256439","after":"256440","description":""}] [SALE-5823] Początkowe, irytujące problemy Okazało się, że po stworzeniu przez urządzenie mapy pomieszczeń – co trwa dosłownie minutę, może dwie (za sprawą wbudowanego radaru LDS) – robot zaczął zachowywać się dziwnie. Podczas różnych prób sprzątania zdarzało mu się omijać niektóre pomieszczenia, a nawet duże powierzchnie w salonie, sprzątając tylko po jego krawędziach. Do tego stopnia mnie to zirytowało, że pewnego dnia poświęciłem kilka godzin na uruchamianie sprzątania tak długo, aż w końcu wysprzątał całość. Nie obyło się też bez ponownego mapowania pomieszczeń. A dlaczego żałowałem, że od razu zrobiłem aktualizację? Bo może gdybym jej nie zrobił, odkurzacz sprawowałby się lepiej. Wiadomo – często „nowe jest wrogiem dobrego”. Gdy po kilku tygodniach ostatecznie się zniechęciłem, pojawiła się aktualizacja, która wyraźnie poprawiła działanie urządzenia. Robot zaczął sprzątać dokładniej i o ile większych powierzchni już nie pomija, o tyle zdarza mu się ominąć jakieś pomieszczenie. No i Xiaomi dostał imię – Zdzichu. Problemy stałe Mopowanie jest przydaną funkcją. Trzeba jednak przyznać, że S40 Pro ustawiony na najmocniejsze mopowanie zużywa oczywiście więcej wody, ale efekt jest taki, że podłoga jest bardziej mokra niż czysta. Pomaga zmniejszenie zużycia wody do poziomu 1 lub 2. Większą przeszkodą są progi – co prawda u mnie nie są zbyt wysokie, ale wyższe i ostrzejsze krawędzie sprawiają, że urządzenie nie zawsze sobie z nimi radzi. Producent zakłada, że robot potrafi przejechać po przeszkodach o wysokości 20 mm, ale w praktyce to się nie udaje. Czasami po kilku próbach odpuszcza i kończy sprzątanie. Wynika to między innymi z tego, że koła napędowe wykonane są z twardego plastiku, który na nawierzchni z płytek nie zawsze ma dobrą przyczepność. Inną kwestią jest dokładne sprzątanie narożników. Co prawda robot wysuwa boczną szczotkę i jeden z mopów, by dokładnie wyczyścić takie powierzchnie, ale zwłaszcza przy mopowaniu niezbyt dokładnie wymyje takie miejsca. Należy pamiętać też o tym, że zbiornik uzupełnia się wyłącznie czystą wodą – bez żadnych detergentów. Za to mopy po wyczyszczeniu kilku pomieszczeń potrafią być naprawdę brudne. Wyobrażam sobie, że bardziej rozbudowane roboty wyposażone w automatyczne pojemniki na śmieci i wodę są nieco mniej wymagające w obsłudze niż S40 Pro. Z drugiej strony zastanawia mnie, ile trwa przygotowanie ich do pracy i ile czasu trzeba poświęcić na dokładne wyczyszczenie. Dostrzegam oczywiście plusy tego, że urządzenie o wysokości niecałych 10 cm wjedzie pod łóżko, stoliki czy ławy, ale trzeba też odpowiednio przygotować przestrzeń. No, chyba że weźmiemy pod uwagę doskonały scenariusz: gołe ściany i żadnych mebli na podłodze. Jest też kwestia podstawowa – czas poświęcony na właściwe wyczyszczenie urządzenia po sprzątaniu. Wyjęcie szczotki głównej, jej wyczyszczenie (lub odwinięcie włosów) i przedmuchanie wnęki, w której jest umieszczona. Oczyszczenie pojemnika na śmieci, uzupełnienie wody, a także umycie wkładek mopujących. Jeśli zaniedbamy te czynności, skrócimy urządzeniu żywot. Do innych kwestii zaliczam fakt, że robot jest świetną zabawką dla kota. Kot na niego poluje, a bywa tak zawzięty, że Zdzichu głupieje, próbując go ominąć. Zdarza się też, że przy okazji zbierania kurzu wciągnie za ogon jakąś pluszową zabawkę naszego pupila. I nie jest prawdą, że na szczotki nie zawijają się włosy – zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak. Zalety Zacząłem od wad, ale mają je wszystkie odkurzacze tego typu – a te bardziej skomplikowane mogą mieć ich jeszcze więcej. Nie sposób jednak nie wspomnieć o zaletach. Odkurzacz kupiłem za nieco ponad 1000 zł około grudnia 2025 r. Teraz kosztuje 200 zł mniej. Ma bardzo pojemną baterię – ładuje się co prawda około 3 godzin – ale nigdy nie zdarzyło mi się narzekać na przerwy w sprzątaniu. Wystarcza na dom o powierzchni około 180 m². Mój ma 45, więc robot zużywa około 30 % naładowania i mogę sobie pozwolić na podwójne sprzątanie bez ładowania. Na uwagę zasługuje ogromna siła ssania sięgająca 15 000 Pa. Generuje co prawda spory hałas, ale wciąga prawie wszystko: małe kamienie, karmę dla kota, sierść, kurz i inne zabrudzenia. Odkurzacz ma też inne zalety, o których nie wspomniałem – np. po wykryciu dywanu unosi wkładki mopujące do góry. Nie sprawdziłem tej funkcji, bo zwyczajnie nie mam dywanów (według ostatnich badań iRobota, jedynie co 4. Polak ma w domu dywany). Ma też szereg czujników (poza LDS), które pozwalają mu omijać przeszkody i nie pozwolą spaść ze schodów.Jeśli przerwiesz mu sprzątanie w trakcie (z dala od stacji dokującej), żeby go wyczyścić lub opróżnić pojemnik na śmieci, i wyłączysz go, to po ponownym uruchomieniu bez problemu rozpozna, gdzie się znajduje (potrzebuje dłuższej chwili, żeby się odnaleźć). Może wtedy rozpocząć dokowanie i ładowanie albo kontynuować sprzątanie. Tutaj radar laserowy robi swoje i działa bezbłędnie. Jeśli ktoś często sprząta, może uruchamiać Zdzicha zdalnie albo według harmonogramu – pamiętając wcześniej o usunięciu drobnych przedmiotów z podłogi. Osobiście wolę tego nie robić, choć tak naprawdę mam kontrolę zdalną nad wszystkimi urządzeniami w domu.  Podsumowanie Ogólnie – za 800 zł (katalogowo 1249 zł) warto. Drożej niekoniecznie, bo można znaleźć lepiej wyposażone odkurzacze również w niższych cenach. Osobiście traktuję tego robota jako dobre uzupełnienie innego sprzętu domowego – na przykład ręcznego odkurzacza, który pozwala mi dokładniej dotrzeć w miejsca, do których Zdzichu nie dojedzie. Zwykłego mopa z detergentami też nie zastąpi, ale dobrze go uzupełni. Zatem zawsze liczą się subiektywne odczucia i znalezienie równowagi pomiędzy tym, co używamy, a tym, co chcielibyśmy używać. Mnie ten niedrogi Xiaomi się sprawdza. [SALE-5823]

0
JAKUB KRAM
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany
Gry 21 CZE 2026

Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wyciekły ceny GTA 6. Będzie drogo
Gry 21 CZE 2026

Wyciekły ceny GTA 6. Będzie drogo

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wiertarko-wkrętarka Bosch z akumulatorem dziś za pół ceny (199 zł)
Telepolis.pl
Sprzęt 21 CZE 2026

Wiertarko-wkrętarka Bosch z akumulatorem dziś za pół ceny (199 zł)

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Skąd AI kopiuje muzykę? Pewien śmiały reporter właśnie to ujawnił
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Skąd AI kopiuje muzykę? Pewien śmiały reporter właśnie to ujawnił

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Mają dość kupowania gier cyfrowych. Walczą w sądzie o prawo posiadania
Wiadomości 21 CZE 2026

Mają dość kupowania gier cyfrowych. Walczą w sądzie o prawo posiadania

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Uśmierza ból a nie daje haju. Naukowcy odkryli nowy związek konopi
Nauka 21 CZE 2026

Uśmierza ból a nie daje haju. Naukowcy odkryli nowy związek konopi

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Zamienił kozy w procesor. Tak naukowiec testował mit o AI
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Zamienił kozy w procesor. Tak naukowiec testował mit o AI

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Aktualizacja Windows 11 26H2 nadchodzi. Co nowego?
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Aktualizacja Windows 11 26H2 nadchodzi. Co nowego?

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wiadomości Google same przygotują odpowiedź na SMS-a
Aplikacje 21 CZE 2026

Wiadomości Google same przygotują odpowiedź na SMS-a

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Ten czynnik jest decydujący. To on wpływa na to, ile chcemy mieć dzieci
Nauka 21 CZE 2026

Ten czynnik jest decydujący. To on wpływa na to, ile chcemy mieć dzieci

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Wykryto dwie stare galaktyki. Ale nie są tym, czym się wydają
Kosmos 20 CZE 2026

Wykryto dwie stare galaktyki. Ale nie są tym, czym się wydają

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Przełom w leczeniu. Ten człowiek żyje z przeszczepem od dawcy z HIV
Nauka 20 CZE 2026

Przełom w leczeniu. Ten człowiek żyje z przeszczepem od dawcy z HIV

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Jasność, która wypala oczy. Samsung przebił Apple prawie 10 razy
Sprzęt 20 CZE 2026

Jasność, która wypala oczy. Samsung przebił Apple prawie 10 razy

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
FIFA każe robić przerwy w upale. Naukowcy mają wątpliwości
Nauka 20 CZE 2026

FIFA każe robić przerwy w upale. Naukowcy mają wątpliwości

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Parzenie kawusi tańsze? Wszystko możliwe dzięki falom dźwiękowym
Nauka 20 CZE 2026

Parzenie kawusi tańsze? Wszystko możliwe dzięki falom dźwiękowym

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Prawdziwa gratka dla fanów kultowej serii. Za 283 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 20 CZE 2026

Prawdziwa gratka dla fanów kultowej serii. Za 283 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Do tego dnia warto zalogować się mObywatela. Unikniesz komplikacji
Aplikacje 20 CZE 2026

Do tego dnia warto zalogować się mObywatela. Unikniesz komplikacji

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację
Publicystyka 20 CZE 2026

Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację

3
MACIEJ SIKORSKI
1.
Więcej nowości

Więcej nowości

Co z premierą GTA 6? Gracze panikują
Gry 20 CZE 2026

Co z premierą GTA 6? Gracze panikują

Gracze panikują w sprawie premiery GTA 6. Pojawiają się głosy, że ta ponownie może zostać opóźniona. GTA 6 ma zadebiutować 19 listopada. To zdecydowanie najbardziej wyczekiwana produkcja tego roku. Wielu innych deweloperów wręcz przesuwa premiery swoich tytułów, aby nie musieć rywalizować o uwagę z Rockstar Games. Jednak gracze panikują. Czy premiera zostanie opóźniona? Premiera GTA 6 Już 25 czerwca ma ruszyć przedsprzedaż GTA 6. Gracze będą mieli sporo czasu, aby zakupić grę przed premierą 19 listopada. Jednak czy rzeczywiście tego dnia już będziemy mogli zagrać? Część graczy uważa, że nie. Ich zdaniem produkcja zostanie ponownie opóźniona i mają na to dowody. Wątpliwe, ale jednak dowody. Część osób zauważyła, że ze stron internetowych i profilów społecznościowych Rockstar Games zniknęła informacja o premierze 19 listopada. Na tej podstawie wysuwają wnioski, że premiera ponownie zostanie opóźniona. Nie można wykluczyć, że tak rzeczywiście się stanie. Jednak wyjaśnienie tego może być bardzo proste. Firma może skupiać się na dniu rozpoczęcia przedsprzedaży, czyli 25 czerwca. Dlatego data premiery mogła zniknąć z oficjalnych materiałów. Trzeba też pamiętać, że premiera GTA 6 została już kilkukrotnie opóźniona. Pierwotnie gra miała zadebiutować dużo wcześniej, więc twórcy mieli już dość czasu, aby oszlifować ten diament. Poza tym Strauss Zelnick - szef Take Two Interactive - niedawno powiedział, że premiera na pewno odbędzie się 19 listopada. 

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Nagrywa rozmowy telefoniczne i wchodzi w portfel. Test Plaud Note Pro
Testy sprzętu 20 CZE 2026

Nagrywa rozmowy telefoniczne i wchodzi w portfel. Test Plaud Note Pro

Plaud Note Pro zabieram ze sobą wszędzie. To ten rodzaj elektroniki, który nie udaje czegoś, czym nie jest i bez trudu pokonuje smartfon. Oszczędność czasu? Liczona w dniach, a nie w godzinach. Plaud Note Pro — ogrom możliwości w sprzęcie wielkości katy płatniczej Plaud Note Pro to niezwykłe urządzenie wykonane z aluminium 6063, o grubości zaledwie 3 mm i masie 30 gramów. Miniaturowa płytka uzbrojona jest w chroniony szkłem Gorilla Glass 0,95-calowy ekran AMOLED o jasności aż 600 nitów, ma tylko jeden przycisk, wibracje i aż 4 mikrofony MEMS z technologią kształtowania wiązki (AI-Beamforming) oraz aktywną redukcją szumów. Skuteczny zasięg nagrywania sięga do 5 metrów, a po umieszczeniu karty w etui z MagSafe, dyktafon nagrywa obustronnie rozmowy telefoniczne, bez konieczności używania specjalnych aplikacji czy informowania o tym naszego rozmówcy (to zostaje w gestii użytkownika). Do telefonu dyktafon podłączamy przez Bluetooth 5.4, ale wystarczy jedno dotknięcie i pliki fruną jak rakieta z użyciem Wi-Fi. Miejsca na nagrania mamy aż 64 GB (około pół tysiąca godzin różnego rodzaju nagrań w formatach wejściowych i aż 10 tys. godzin miejsca w chmurze), a ogniwo o pojemności 500 mAh zapewnia do 50 godzin ciągłego nagrywania w trybie Endurance, 60-75 dni pracy w trybie czuwania lub nawet 30 godzin nagrań w trybie wysokiej jakości Enhance. [SALE-5809] [SALE-5810] I nagle zaczyna się magia Używanie dyktafonu jest banalnie proste. Jeśli chcemy, by nagrywał rozmowy telefoniczne, wystarczy, że jest podłączony magnetycznie do plecków telefonu, a do tego naciśniemy przycisk nagrywania, na co sprzęt odpowie wibracją. Tak samo kończymy nagrywanie. Jeśli zaś chcemy, by dyktafon miał maksymalny zasięg, odczepiamy go od telefonu i robimy to samo. Taką kartę można położyć bliżej naszego rozmówcy czy w centrum sali. Aplikacja nie jest potrzebna do włączania nagrywania, wszystko dzieje się sprzętowo, a sam dyktafon może być spokojnie noszony oddzielnie. Choćby w portfelu. Co jednak najistotniejsze, bezpłatnie po zakupie dyktafonu dostajemy 300 minut miesięcznie automatycznych transkrypcji i analiz za pomocą wiodących modeli AI, m.in. ChatGPT, Claude Sonnet czy Gemini Pro. Każde nagranie zapisywane jest tekstowo z podziałem na rozmówców, ma podsumowanie najważniejszych faktów i wybrane przez nas podsumowanie. Obsługuje on przy tym ponad 110 języków świata, w tym perfekcyjnie radzi sobie ze skomplikowaną strukturą języka polskiego. To ostatnie może być wygenerowane automatycznie, ale też może być przetworzone według zadanego przez nas szablonu (ponad 10 tys. do wyboru plus własne). Dla zabawy nagrałem czat głosowy z szóstką znajomych, by potem zapytać, niczym w reality show The Treaitors, kto jest lojalny, a kto jest złoczyńcą. Innym razem zapytaliśmy, jak pomóc osobie w kryzysie. W obu przypadkach niespodziewanie dyktafon stał się centrum zarówno rozrywki, jak i pomocy osobie w potrzebie, a do tego był punktem zapalnym do rozmów na temat jakości naszej komunikacji czy niepotrzebnych technik manipulacji. To jednak tylko eksperyment społeczny, tymczasem Plaud Note Pro to dla mnie przede wszystkim narzędzie pracy. Plaud Note Pro przyspieszył moją pracę jak nic innego Scenariuszy przetwarzania danych zebranych przez dyktafon jest naprawdę mnóstwo. Dyktafon automatycznie potrafi przygotować notatkę projektową, wnikliwy raport ze spotkania zarządu czy profesjonalną analizę sprzedaży wprost na podstawie jednego, bazowego pliku audio. Sami tworzymy profile posumowań do wielkokrotnego użytku, jak i też jest nawet dostępny interaktywny czat, w którym możemy zapytać o wszystko w kontekście naszej rozmowy. Gdy producent zapytał o testy, w głowie miałem przede wszystkim zastosowania profesjonalne. Na pierwszy strzał wskoczył test projektora, który musiałem pilnie odesłać do biura prasowego. Nie było szans na notowanie recenzji z urządzeniem pod ręką. Zamiast tego chwyciłem dyktafon i zacząłem szybko opisywać wszystkie fakty, jakie zauważyłem podczas testów. Z pilotem w dłoni przeszedłem przez całe menu, obejrzałem urządzenie z każdej strony, opisałem parametry obrazu, dźwięku etc. Całość trwała może 30 minut... a po chwili miałem zarówno podsumowanie wad i zalet, jak i coś na kształt recenzji na 9000 znaków. Oczywiście tekstów w takiej surowej formie nie publikujemy na Telepolis, ale jest to już doskonała baza do tego, by o niczym nie zapomnieć, gdy sprzęt już zdąży odjechać. [gallery][img]256365[/img][img]256363[/img][img]256375[/img][img]256364[/img][img]256356[/img][img]256373[/img][img]256362[/img][img]256367[/img][img]256359[/img][img]256376[/img][img]256360[/img][img]256369[/img][img]256377[/img][img]256368[/img][img]256357[/img][img]256358[/img][img]256370[/img][img]256361[/img][img]256366[/img][img]256371[/img][img]256355[/img][img]256374[/img][img]256372[/img][/gallery] Druga sytuacja, powtarzana już kilkukrotnie, to wizyta na konferencji prasowej. Część oficjalna poświęcona prezentacji nowych produktów trwa zwykle 30 do nawet 60 minut, na scenie pojawiają się różni mówcy, na koniec mamy Q&A, a wyzwaniem często jest nieodpowiednie nagłośnienie czy nawet jego brak. I powiem Wam, że jestem w ciężkim szoku, jak doskonale to działa. Dyktafon nieprawidłowo spisywał nazwy własne jedynie w sytuacji, gdy mówca spolszczał wymowę angielskich nazw. To jednak żaden problem, w końcu mamy w dalszym ciągu oryginalne nagranie. Co przy tym istotne, rozpoznawanie mowy działało perfekcyjnie, nawet gdy rozmówcę ledwo było słychać. To działa tak dobrze, że praktycznie nie trzeba wracać do nagrań i wystarczy zerknąć na tekst, pamiętając sytuację na świeżo po uczestniczeniu w niej w celu drobnych korekt. Pierwsza konferencja została rozpoznana u mnie przez AI jako wykład akademicki — bo było na swój sposób urocze. Oprócz transkrypcji otrzymałem czytelnie przetworzone notatki, z ładnymi punktatorami, syntezą całości i jeszcze z pytaniami do powtórki materiału na koniec. Gdy pisałem relację z eventu, jak się okazało, dużo smaczków umknęło mi w moich prywatnych notatkach, nie było ich też w późniejszych materiałach od producenta, który — jak wszyscy — stosował rozmaite techniki marketingowe. Tymczasem dyktafon sparowany z SI niczego nie wybaczył i niczego nie zapomniał. Co warto przy tym podkreślić, nie jesteśmy skazani jedynie na notatki na telefonie, na web.plaud.ai mamy dostęp do wszystkiego na komputerze. W tym nawet znajdziemy tam mapy rozumowania AI w poszczególnych zadaniach. Agent AI może być wybierany zarówno automatycznie, gdzie w zależności od kontekstu użyty jest najlepszy, jak i wskazany ręcznie. Możliwość pełnego skupienia na wydarzeniu i otrzymania natychmiast podsumowania to zarówno opcja, by błyskawicznie zadać celne pytanie, jak i istnie rakietowa praca nad finalną publikacją. Mogę poprosić o skrypt do filmu, mogę upewnić się, że w niczym nie zawiodła mnie pamięć. W teorii da się część tych rzeczy zrobić telefonem, ale kto choć raz spisywał wywiad (szczególnie w innym języku), albo naraził się na jakieś niechciane powiadomienia, ten oddzielne urządzenie doceni. Szczególnie tak ekstremalnie małe i tak długo pracujące na baterii. Aplikacja Plaud, z którą współpracuje ten inteligentny dyktafon, oferuje bardzo intuicyjny, przyjazny interfejs (ale niestety nie w języku polskim), możliwość układania nagrań w konkretnych folderach tematycznych oraz bezproblemowe eksportowanie wyników do wielu popularnych formatów (takich jak DOCX, PDF, TXT, SRT, MP3 i WAV). Ważny jest też aspekt bezpieczeństwa — zastosowane chmurowe rozwiązania posiadają bardzo restrykcyjne certyfikaty zgodności (m.in. ISO 27001 oraz wymogi dyrektywy GDPR/RODO), co w wymagających środowiskach korporacyjnych bywa warunkiem bezwzględnie koniecznym. W stosie zalet znalazłem tylko jedno małe ale... Podczas testów nie odkryłem żadnych przekreślających Plaud wad. Przekonałem się jedynie, że nie warto mieć karty w etui magnetycznym na stałe doczepionej do plecków telefonu. Wyciągnięcie takiego zestawu z kieszeni może grozić odczepieniem i właśnie w takiej sytuacji, podczas biegu na pociąg, przekonałem się, że obudowa dyktafonu jest faktycznie z metalu. Mała ryska odsłoniła na krawędzi połyskujące aluminium i tylko upewniła mnie w tym, że do czynienia mam ze sprzętem na lata. Od teraz noszę dyktafon bez magnetycznego etui w portfelu. I ma to dodatkowy atut, bo urządzenie wyposażone zostało w usługę Apple Find My. Dokładnie tak — nie potrzebujesz już dodatkowego lokalizatora, jest on zintegrowany z dyktafonem. Nagrywanie rozmów telefonicznych działa obłędnie Jedynie w sytuacjach, gdy muszę zebrać notatki z rozmowy telefonicznej dyktafon trafia do tej eleganckiej, skórzanej kieszonki. No a muszę dodać, że zapisywanie rozmów działa perfekcyjnie — nie trzeba absolutnie rozmawiać w trybie głośnomówiącym. Mikrofony skierowane w stronę obudowy telefonu zbierają świetnie głos naszego rozmówcy oraz nas samych. Poniżej mała próbka, za zgodą rozmówcy: https://youtu.be/xU8CkSab3bw Warto w tym miejscu dodać, że dzięki wbudowanemu czujnikowi przewodnictwa wibracyjnego (VCS - Vibration Conduction Sensor), sprzęt ten potrafi sam „wyczuć”, kiedy właśnie prowadzisz rozmowę przez telefon (rejestrując specyficzne wibracje z obudowy połączonego z nim smartfona), a kiedy po prostu bierzesz udział w stacjonarnym spotkaniu z zespołem. Jeśli więc nie odczepimy dyktafonu od telefonu, nie dojdzie do tragedii nagrywania rozmowy telefonicznej podczas konferencji — dyktafon zmyślnie przełączy się na nagrywanie w zasięgu 5 metrów. Zasilanie przez magnetyczny przewód USB-C Dyktafon faktycznie praktycznie nie domaga się od nas prądu, jeśli jest w trybie czuwania. Oczywiście wewnętrzny paranoik kazał mi go naładować przed każdym wyjazdem, bo nigdy nie wiem, kiedy będę potrzebował 50 godzin nagrań (ta, jasne). W praktyce wystarczy nacisnąć guzik, by zobaczyć na ekranie dostępny poziom naładowania i można spokojnie działać nawet na kilkunastu procentach. Przy umiarkowanym użytkowaniu ładowanie raz na miesiąc będzie pewnie standardem. I tylko trzeba pamiętać, gdzie położyliśmy magnetyczny przewód, by nie włączył się inny paranoik. Zastanawiałem się, czy nie dało się lepiej rozwiązać kwestii ładowania, ale przy aż tak smukłym urządzeniu zwyczajnie nie było szans. Podsumowanie — jakbym wcześniej wiedział, że to takie dobre, dawno bym kupił Smartfony zastąpiły nam już praktycznie całą codzienną elektronikę. Niektórzy z powodzeniem zastępują nimi nawet komputery przy dużych projektach. W przypadku dyktafonów stwierdzenie „przecież mam dyktafon w telefonie” rzuciło mi się samo na usta. Tymczasem w praktyce telefoniczny dyktafon okazuje się często badziewną zabawką i rozczarowuje w najmniej oczekiwanym momencie. Dyktafon AI Plaud Note Pro to nie tylko nagrywanie, tutaj dostajemy precyzyjną transkrypcję, z podziałem na rozmówców i niezależnie od języka rozmowy, a do tego automatyczne podsumowanie rozmowy i wskazane przez nas przetworzenie materiału na raport czy artykuł. I działa to tak dobrze, że warte jest każdych pieniędzy. Funkcje AI są w dodatku dostarczane tutaj bezpłatnie. Darmowe transkrypcje dotyczą 300 minut miesięcznie, a potem do woli można je przetwarzać z użyciem SI. Jeśli to dla nas za mało, do wyboru są plany Pro i Unlimited, jak i jest możliwość wykupienia jednorazowo od 120 po nawet 6000 dodatkowych minut transkrypcji. W przypadku epizodycznego używania od projektu do projektu (jak u mnie) dopłaty nie są konieczne, ale jakby ktoś np. chciał robić sobie notatki ze wszystkich wykładów na uczelni, musi liczyć się z abonamentem. Dla współczesnych przedsiębiorców, zabieganych analityków, twórców treści i menedżerów jest to sprzęt, który dramatycznie poprawia codzienną wydajność. Plaud Note Pro nie tylko rejestruje twoją dźwiękową historię — on nadaje jej czytelną, łatwo przeszukiwalną i znakomicie ustrukturyzowaną formę, oddając tym samym w twoje ręce najpotężniejsze zasoby współczesnego biznesu: twój bezcenny czas oraz uporządkowaną wiedzę. Sprzętu nie trzeba już ściągać zza granicy. Jest dostępny w polskich elektromarketach od ręki, wraz z lokalną gwarancją. I powiem krótko — warto. Podczas testów Plaud z łatwością zaoszczędził mi tyle czasu, że jego cena się zwróciła. Dawno już nie byłem aż tak pewien werdyktu — okrągłe 10/10 i pełna rekomendacja. [SALE-5809] [SALE-5810]

11
LECH OKOń
1.

Popularne porównania