Beyerdynamic MMX 150 Wireless: wymiatają w grach, dają radę w muzyce (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 09:42

Beyerdynamic MMX 150 Wireless: wymiatają w grach, dają radę w muzyce (test)

Beyerdynamic jest ceniony przez entuzjastów studyjnego brzmienia, a po jego słuchawki chętnie sięgają realizatorzy dźwięku i audiofile. Niemiecka marka ma też jednak na koncie produkty gamingowe. Beyerdynamic MMX 150 Wireless to jeden z nowszych modeli dla zapalonych graczy. Sprawdzamy, jak się spisuje w ogniu walki. Beyerdynamic MMX 150 Wireless to jeden z nowszych zestawów słuchawkowych niemieckiej marki, który stanowi bezprzewodowe rozwinięcie popularnego modelu kablowego. Producent zaprojektował ten model przede wszystkim dla graczy, ale jednocześnie sugeruje, że są to słuchawki do codziennego użytku, przydatne do wszelkich multimediów, w tym muzyki. Jak więc MMX 150 Wireless sprawdzają się w praktyce? Już  to sprawdzam. Słuchawki Beyerdynamic MMX 150 Wireless standardowo kosztują około 750 zł, ale okazyjnie można je też upolować już za około 600 zł. Co w zestawie? Poza słuchawkami Beyerdynamic MMX 150 Wireless w pudełku znajdziemy odłączany mikrofon, podpinany do gniazda jack 3,5 mm w lewej muszli oraz dwa przewody audio o długości 1,8 m – jeden dwustronnie zakończony wtykiem USB-C, a drugi – z jednej strony USB-C, a z drugiej jackiem 3,5 mm.   Zestaw uzupełnia dongiel USB-C zapewniający łączność Bluetooth z trybem niskiego opóźnienia, a także adapter USB-C do USB-A, dzięki czemu dongla i słuchawki można podłączyć na różne sposoby do praktycznie każdego urządzenia. Konstrukcja i komfort użytkowania MMX 150 Wireless mają zamkniętą konstrukcję wokółuszną. Ważący 336 gramów zestaw wykonano z solidnych jakości materiałów, całość zgrabnie łączy minimalizm z delikatnymi akcentami gamingowymi. Nie są to typowe, krzykliwe słuchawki dla 10-letnich graczy. Dostępne dwa warianty kolorystyczne – czarny Black i biały Arctic White – wyglądają na pierwszy rzut oka dość klasycznie, trochę jak słuchawki dla miłośników dobrego audio. Bliższe spojrzenie ujawnia jednak fajne smaczki, ożywiające konstrukcję – pomarańczowe przewody, jak również przyciski i elementy sterujące w tym samym kolorze. Taki akcent ma też logotyp marki. W testowanej przeze mnie wersji białej dodatkowym elementem ożywiającym wygląd są kontrastowe, czarne nauszniki. Muszle słuchawek są duże, mają okrągły kształt, a wewnątrz jest tyle miejsca, że nawet użytkownicy o większych uszach nie powinni narzekać. Welurowe, bardzo miłe w dotyku, wymienne poduszki nauszne wypełnione są pianką zapamiętującą kształt, a całość umożliwia wielogodzinne użytkowanie bez uczucia dyskomfortu. Również miękka, piankowa izolacja opaski pałąka sprawia, że można grać wiele godzin bez nadmiernego nacisku na głowę. Beyerdynamic MMX 150 Wireless pod tym względem są świetnie dopracowane – dawno nie miałem na głowie tak wygodnych dużych słuchawek, które pozwalają na cały dzień noszenia bez poczucia zmęczenia. Pałąk wykonany jest z metalu, a zewnętrzne osłony muszli oraz górna część opaski na pałąku to solidny, miły w dotyku poliwęglan o matowym wykończeniu. Pałąk ma bardzo dużą regulację, więc dopasuje się do każdej głowy. Muszle mają jednak niewielki zakres ruchów pod kątem, a słuchawki się w żaden sposób nie składają. Tu mam też jedyne zastrzeżenie dotyczące jakości wykonania tych słuchawek – luzy na styku pałąka z opaską są nieco zbyt duże, słuchawki za bardzo tu „latają”, co robi złe wrażenie i budzi obawy o wytrzymałość tego elementu w przyszłości. Na prawej muszli znajduje się główny wyłącznik słuchawek (służy też do parowania BT), z lewej strony znalazło się bardzo wygodne pokrętło głośności, które po włączeniu słuchawek delikatnie pulsuje kolorowym podświetleniem. Pokrętło działa też jako przycisk, zapewniając dodatkowe opcje sterowania po podłączeniu mikrofonu. Dalej znajdziemy przycisk wielofunkcyjny (np. do wstrzymywania odtwarzania), port USB-C do ładowania i przesyłania dźwięku, a na końcu – gniazdo 3,5 mm do mikrofonu. Przetworniki Sercem modelu MMX 150 Wireless są dynamiczne przetworniki o średnicy 40 mm, które według producenta zostały dostrojone tak, aby oferować precyzyjną lokalizację źródeł dźwięku w grach oraz wysoką jakość odtwarzania muzyki. Niestety, Beyerdynamic nie pochwalił się, jaki jest to rodzaj przetworników i czy na przykład nie zostały przeniesione z jakiegoś lepszego modelu studyjnego. Chyba więc nie. Pasmo przenoszenia mieści się w zakresie 20-20 000 Hz, a impedancja zestawu to 32 omy. Łączność Beyerdynamic MMX 150 Wireless wyróżniają się szerokimi możliwościami połączeniowymi, obsługując transmisję bezprzewodową w standardzie Bluetooth 5.3 oraz łączność Bluetooth o niskim opóźnieniu (około 30 ms) za pomocą dołączonego dongla USB-C. Dzięki temu niewielkiemu adapterowi słuchawki zapewniają stabilny sygnał i brak opóźnień w grach na komputerach PC, konsolach PlayStation 4 i 5 oraz Nintendo Switch. Choć producent nic o tym nie mówi, zestaw sprawnie działał też ze SteamDeckiem. Oczywiście można się też podłączyć bezpośrednio przez Bluetooth do sprzętów, które mają Bluetooth, sam na przykład testowałem w ten sposób słuchawki na laptopie z Windows 11.  Niestety, MMX 150 Wireless mocno rozczarowują w jednym – do dyspozycji otrzymujemy tylko kodek audio SBC, wykorzystywany w połączeniach A2DP, oraz dodatkowo LC3, ale nie w standardowym połączeniu Bluetooth. Pierwszy kodek zapewnia pełną kompatybilność z każdym sprzętem z BT, ale ma wysokie opóźnienie sygnału, więc nie jest dobrym wyborem w grach. Dla odmiany LC3 świetnie sprawdzi się w gamingu, zwłaszcza w trybie niskiego opóźnienia, ale jego kompatybilność jest ograniczona. Producent tego nie wyjaśnia wprost, ale można podejrzewać, że w połączeniu za pomocą dongla słuchawki korzystają właśnie z kodeka LC3. W praktyce, z punktu widzenia gracza najlepszym rozwiązaniem będzie zastosowanie dongla USB. Po wsunięciu go do portu USB w komputerze słuchawki od razu powinny się z nim połączyć. Jeżeli nie, wystarczy je sparować – na donglu musi migać niebiesko-zielone światło, słuchawki trzeba wprowadzić w tryb parowania i zatwierdzić parę podwójnym naciśnięciem głównego przycisku. Odtąd adapter USB powinien współpracować ze słuchawkami niezależnie od urządzenia, a dongla można dowolnie przepinać do różnych sprzętów. Taka opcja to zdecydowanie najlepszy wariant, gdy zależy nam na połączeniu bezprzewodowym i minimalnym opóźnieniu.  Do grania takie opcje są jak najbardziej ok, ale szkoda, że zabrakło trochę lepszych kodeków pod kątem muzyki – przynajmniej AAC, nie mówiąc już o aptX czy LDAC. Z jednej strony taki wybór jest zrozumiały, bo MMX 150 Wireless nie są słuchawkami dla koneserów dobrego audio, jednak mają one tu spory potencjał, a dodatek lepszego kodeka sprawiłby, że byłby to zestaw w pełni uniwersalny. Warto jeszcze pamiętać o jednym – żeby korzystać zamiennie z dongla (na PC lub konsoli) i Bluetooth (na smartfonie), należy przełączać w słuchawkach źródło dźwięku. Bez tego smartfon będzie na przykład widział i łączył się z MMX 150 Wireless (działa wtedy nawet aplikacja), ale nie będzie przesyłał dźwięku. Między donglem i trybem niskiej latencji a standardowym trybem Bluetooth można przełączać się, dwa razy naciskając przycisk wielofunkcyjny. Słuchawki obsługują również połączenia przewodowe – analogowe oraz cyfrowe USB audio, do czego służą dołączone zestawu kabelki. Po stronie słuchawek obydwa wpina się od gniazda USB-C. Po stronie źródła – również do USB-C albo do analogowego wyjścia audio 3,5 mm. W obydwu przypadkach słuchawki muszą być włączone, a tryb pasywny nie działa. Niestety, z analogowym jest problem, bo już samo podłączenie kabla powoduje wyraźne szumy, a nawet świszczenia w lewej słuchawce. Wpięcie jacka do źródła dźwięku nie poprawia sytuacji, więc takie połączenie kompletnie nie ma sensu. Aplikacja i zarządzanie Słuchawkami Beyerdynamic MMX 150 Wireless można zarządzać poprzez aplikację na smartfonach (Android i iOS), jednak wybór opcji jest skromny. Jest oczywiście standardowy, niezbyt rozbudowany equalizer, poza nim podstawowe opcje, jak zarządzanie przyciskiem uniwersalnym czy komunikatami dźwiękowymi. Przydatna może się okazać funkcja sidetone, czyli nasłuch własnego głosu po podłączeniu mikrofonu – można ją regulować w skali 1 do 5. Dość skromny zestaw funkcji, ale najważniejsze opcje są. Na komputery z Windows już żadnej aplikacji nie ma, więc pozostaje wybór opcji systemowych, ograniczający się w praktyce do włączenia dźwięku przestrzennego. Trochę szkoda, bo zapewne przydałaby się możliwość dostrojenia słuchawek bezpośrednio na PC, ale z drugiej strony tak naprawdę bez tego i tak spisują się bardzo dobrze. Jak grają MMX 150 Wireless? Jeżeli zależy nam na dobrym dźwięku w grach, to tak jak wspomniałem, najlepiej wykorzystać dongla USB. Zapewni to bezprzewodowy dźwięk z niskim opóźnieniem sygnału, który świetnie sprawdzi się dynamicznych grach FPS. Słuchawki zapewniają dużą szczegółowość dźwięku, wyraźnie słychać takie detale, jak szczęk przeładowywanej broni, kroki czy odległe rozmowy. W trybie dźwięku przestrzennego słuchawki dobrze oddają scenę, a głosy są precyzyjnie rozmieszczone w trójwymiarowej przestrzeni. Dialogi są wyraźne, dobrze odseparowane od tła nawet w hałaśliwych scenach. Nieco gorzej brzmi muzyka z gier, np. utwory odtwarzane podczas jazdy samochodem czy w barze podczas imprezy, ale to wciąż solidny poziom. Niestety, do słuchania samej muzyki MMX 150 Wireless w trybie bezprzewodowym się średnio nadają. W bezpośrednim połączeniu ze smartfonem lub innym źródłem dźwięku, gdy używany jest kodek SBC, muzyka brzmi poprawnie, ale nie zachwyca ani dynamiką, ani mocnymi basami, a wprawiane ucho wychwyci zniekształcenia kodowania dźwięku. Dźwięk Bluetooth przez dongla jest już znacznie lepszy. Można posłuchać muzyki z dużym zadowoleniem, czy to z laptopa, czy ze smartfonu. W tym drugim przypadku jest to jednak trochę niepraktyczne – wystający element nie pozwala na używanie telefonu w pełni komfortowo. Najlepsze efekty osiągnąłem po podłączeniu słuchawek do smartfonu lub odtwarzacza DAP za pomocą kabla USB-C. Dźwięk zyskał dużą dynamikę, której brakowało w połączeniu przez Bluetooth. MMX 150 Wireless w tej konfiguracji mogą konkurować z typowo muzycznymi słuchawkami – przede wszystkim słyszalna jest bardzo duża przejrzystość dźwięku, wszystkie pasma są ładnie odseparowane, nie wchodzą na siebie. Bas jest wyrazisty, choć dla fanatyków niskich tonów będzie może zbyt lekki. Nie wchodzi na średnicę, która jest wyraźna, ale nie dominuje. Tony wysokie są bardzo szczegółowe, nie męczą jednak syczącymi czy brzęczącymi zniekształceniami. Połączenie przez kabel USB-C świetnie się też sprawdza w grach, a jakość dźwięku jest fantastyczna, jednak wiszący kabel ogranicza komfort użytkowania, dlatego mimo wszystko lepiej wybrać dongla. Mikrofon i komunikacja Mocno podkreślana przez producenta cechą zestawu jest odłączany mikrofon pojemnościowy META VOICE, znany już z modelu przewodowego słuchawek. Jest to jednokierunkowy mikrofon kardioidalny, który skupia się na zbieraniu dźwięku z przodu, jednocześnie wyciszając odgłosy z tyłu i boków. Kapsuła o średnicy 9,9 mm ma zapewniać naturalną reprodukcję głosu, a także eliminować niepożądane dźwięki tła, takie jak klikanie klawiatury czy myszy.  Jak wspominałem, słuchawki oferują funkcję sidetone, nasłuch własnego głosu, która pozwala użytkownikowi słyszeć siebie w czasie rzeczywistym, co zapobiega mimowolnemu podnoszeniu głosu podczas rozmów. Dzięki sidetone nie ma się też wrażenia odcięcia od świata, słychać głosy z zewnątrz, co dla wielu użytkowników może się okazać bardziej komfortowe. Funkcja Sidetone wyłącza się całkowicie po wyjęciu mikrofonu z gniazdka, ale można ją później ponownie włączyć, przytrzymując 2 sekundy pokrętło głośności. Ponadto sidetone nie działa z kablem audio. Pokrętło ma kilka funkcji i służy również do wyciszania mikrofonu. Jak to wszystko działa? Mikrofon przechwytuje dźwięk dobrej jakości, choć wydaje mi się nieco za cichy – nawet po zwiększeniu poziomu do 100%. Nie utrudnia to komunikacji, choć przydałoby się może jeszcze większe podbicie. Dlatego też mikrofon nie powinien być zbyt oddalony od ust. Fantastycznie się za to spisuje funkcja selekcji głosu – nawet mocne stukanie w klawiaturę czy klikanie myszką jest skutecznie blokowane. Nawet podczas intensywnej rozgrywki inni gracze nie usłyszą tych zbędnych dźwięków, a jedynie głos. https://youtu.be/ajgqAYG-LbU Bateria i czas pracy Według danych producenta wbudowany akumulator zapewnia do 50 godzin ciągłej pracy, co pozwala na rzadkie ładowanie nawet przy intensywnym użytkowaniu. Słuchawki wspierają również funkcję szybkiego ładowania, dzięki czemu krótkie podłączenie do zasilania wystarcza na kolejne godziny zabawy.  Nie miałem możliwości przetestować słuchawek w jednym ciągu podczas gamingowej sesji, ale MMX 150 Wireless wydają się nie do rozładowania. Nawet po kilku godzinach używania spadek naładowania jest minimalny, a przez długi czas aplikacja po podłączeniu okazuje niezmiennie 100%. Beyerdynamic MMX 150 Wireless – czy warto? Przyznam szczerze, że początkowo podchodziłem trochę niechętnie do MMX 150 Wireless, bo bardziej jestem fanem dobrego audio niż graczem. A to są jednak słuchawki zdecydowanie gamingowe, a mnie osobiście zabrakło trochę lepszego podejścia od strony muzycznej – ot, chociażby kodeka aptX HD. Podstawowy SBC pozostawia niedosyt. Gdy jednak ponownie obudziła się we mnie dusza namiętnego gracza, doceniłem MMX 150 Wireless. Słuchawki są bardzo wygodne, można je długo nosić na głowie, w połączeniu z donglem w grach spisują się fantastycznie, zapewniając dobry dźwięk o niskim opóźnieniu, odpowiedniej przestrzenności i selektywności. Plusem jest też dobry mikrofon, bardzo długi czas pracy i kilka opcji połączeń – tu wyróżniłbym też USB-C, zapewniający najlepszą jakość dźwięku i w grach, i w filmach, a także podczas słuchania muzyki.   Jeżeli szukasz dobrych bezprzewodowych słuchawek głównie do grania, to Beyerdynamic MMX 150 Wireless będą dobrym wyborem. Do muzyki, w połączeniu kablowym przez USB-C też nie zawiodą, szkoda tylko, że połączenie z przejściem do audio jack 3,5 mm powoduje szumy.

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

AMD Zen 6 zaoferuje do 50% więcej rdzeni i pamięci podręcznej
Sprzęt 30 STY 2026

AMD Zen 6 zaoferuje do 50% więcej rdzeni i pamięci podręcznej

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
ChatGPT stanie się gorszy. OpenAI uspokaja, że mało kto to odczuje
Oprogramowanie 30 STY 2026

ChatGPT stanie się gorszy. OpenAI uspokaja, że mało kto to odczuje

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
NVIDIA wraca do Chin. Setki tysięcy układów zaleją rynek
Tech 30 STY 2026

NVIDIA wraca do Chin. Setki tysięcy układów zaleją rynek

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Vivo umie w średniaki. Nadciągają dwa nowe fotosmartfony V70
Sprzęt 30 STY 2026

Vivo umie w średniaki. Nadciągają dwa nowe fotosmartfony V70

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Świetny laptop do pracy zdalnej kilka stówek taniej
Telepolis.pl
Sprzęt 30 STY 2026

Świetny laptop do pracy zdalnej kilka stówek taniej

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Polacy rzucili się na taki sprzęt. Trzy generacje flagowców wstecz
Sprzęt 30 STY 2026

Polacy rzucili się na taki sprzęt. Trzy generacje flagowców wstecz

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Cyberatak na polską energetykę. Cel: wyrządzenie maksymalnych szkód
Bezpieczeństwo 30 STY 2026

Cyberatak na polską energetykę. Cel: wyrządzenie maksymalnych szkód

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Niepokojące doniesienia dla fanów Apple. iPhone 18 dopiero w 2027 roku
Sprzęt 30 STY 2026

Niepokojące doniesienia dla fanów Apple. iPhone 18 dopiero w 2027 roku

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Realme 16 5G oficjalnie. Bateria 7000 mAh i wygląd pożyczony od Pixela
Sprzęt 30 STY 2026

Realme 16 5G oficjalnie. Bateria 7000 mAh i wygląd pożyczony od Pixela

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Xiaomi 17T już się ujawnił. Premiera z półrocznym wyprzedzaniem
Sprzęt 30 STY 2026

Xiaomi 17T już się ujawnił. Premiera z półrocznym wyprzedzaniem

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
T-Mobile włacza nowy kanał. Znajdziesz go w MagentaTV (aktualizacja)
Telewizja i VoD 30 STY 2026

T-Mobile włacza nowy kanał. Znajdziesz go w MagentaTV (aktualizacja)

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Zamiast paczek – książki. Przy KUL stanął książkomat
Sprzęt 30 STY 2026

Zamiast paczek – książki. Przy KUL stanął książkomat

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Orange rozdaje darmowy Internet. Skorzystają klienci nju
Wiadomości 30 STY 2026

Orange rozdaje darmowy Internet. Skorzystają klienci nju

3
MARIAN SZUTIAK
1.
To idealny powerbank do laptopa, a kupisz go w dużej zniżce
Telepolis.pl
Sprzęt 30 STY 2026

To idealny powerbank do laptopa, a kupisz go w dużej zniżce

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Orange podnosi opłaty. Zmiany od 1 kwietnia
Wiadomości 30 STY 2026

Orange podnosi opłaty. Zmiany od 1 kwietnia

11
MARIAN SZUTIAK
1.
mBank ma pilny komunikat. Chodzi o 30 i 31 stycznia
Fintech 30 STY 2026

mBank ma pilny komunikat. Chodzi o 30 i 31 stycznia

1
ANNA KOPEć
1.
To będą 4 mocne odcinki. Wybitne dzieło XX wieku powraca na ekrany
Telewizja i VoD 30 STY 2026

To będą 4 mocne odcinki. Wybitne dzieło XX wieku powraca na ekrany

0
ANNA KOPEć
1.
Wyniki Microsoftu pokazują, jak wielki błąd popełnił Xbox
Sprzęt 30 STY 2026

Wyniki Microsoftu pokazują, jak wielki błąd popełnił Xbox

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Więcej nowości
Apple z kolejnymi rekordami. iPhone'y sprzedają się świetnie
Tech 30 STY 2026

Apple z kolejnymi rekordami. iPhone'y sprzedają się świetnie

Apple opublikowało raport finansowy za pierwszy kwartał roku obrotowego 2026. Firma osiągnęła przychody w wysokości 143,8 miliarda dolarów (508 mld zł). Głównym źródłem zysków pozostaje sprzedaż iPhone'ów. iPhone najważniejszym produktem Apple'a Przychody amerykańskiego giganta wzrosły o 16% w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Największy udział w tym wyniku ma segment smartfonów. Sprzedaż iPhone'ów wygenerowała 85,3 miliarda dolarów (301 mld zł), co stanowi wyraźny wzrost względem 69,1 miliarda dolarów rok wcześniej (+23%). Dział usług również zanotował poprawę wyników. Przychody z tego tytułu wyniosły 30 miliardów dolarów (106 mld zł). Oznacza to wzrost o 14% rok do roku. Szef Apple'a skomentował te osiągnięcia w oficjalnym komunikacie. Dzisiaj Apple z dumą ogłasza niezwykły, rekordowy kwartał z przychodami na poziomie 143,8 miliarda dolarów, co stanowi wzrost o 16 procent w porównaniu do roku ubiegłego i znacznie przewyższa nasze oczekiwania. iPhone miał swój najlepszy kwartał w historii, napędzany bezprecedensowym popytem, bijąc rekordy wszech czasów w każdym segmencie geograficznym, a usługi również osiągnęły rekord wszech czasów w przychodach, rosnąc o 14 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym. Z radością ogłaszamy również, że nasza baza zainstalowanych urządzeń liczy obecnie ponad 2,5 miliarda aktywnych urządzeń, co jest świadectwem niesamowitego zadowolenia klientów z najlepszych produktów i usług na świecie. Tim Cook, CEO Apple Zysk netto i dywidenda dla akcjonariuszy Spółka z Cupertino wypracowała zysk netto na poziomie 42,1 miliarda dolarów (149 mld zł, +16% rok do roku). Zysk na jedną akcję wyniósł 2,84 dolara (10 zł), co oznacza wzrost o 18% w ujęciu rocznym. Dyrektor finansowy spółki odniósł się do przepływów pieniężnych. Kevan Parekh zaznaczył, że silne wyniki pozwoliły na zwrot kapitału inwestorom. W kwartale grudniowym nasze rekordowe wyniki biznesowe i silne marże doprowadziły do wzrostu EPS o 19 procent, ustanawiając nowy rekord wszech czasów EPS. Te wyjątkowo silne wyniki wygenerowały prawie 54 miliardy dolarów przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej, co pozwoliło nam zwrócić prawie 32 miliardy dolarów akcjonariuszom. Kevan Parekh, CFO Apple Zarząd Apple'a ogłosił wypłatę dywidendy gotówkowej. Wyniesie ona 0,26 dolara na akcję zwykłą (0,9 zł). Wypłata nastąpi 12 lutego 2026 roku dla akcjonariuszy zarejestrowanych na dzień 9 lutego 2026 roku. Tym działom poszło trochę gorzej Nie wszystkie działy zanotowały wzrosty. Sprzedaż komputerów Mac spadła z 9 miliardów do 8,4 miliarda dolarów (30 mld zł, -7% rok do roku). Podobną tendencję widać w kategorii "Urządzenia noszone, dom i akcesoria", gdzie przychody zmalały z 11,7 miliarda do 11,5 miliarda dolarów (42 mld zł, -2%). Wzrosła natomiast sprzedaż iPadów, osiągając poziom 8,6 miliarda dolarów (30 mld zł, +6%). Dodatkowe informacje znajdziesz w raporcie finansowym firmy Apple.

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Miniserial sci-fi od HBO mógłby wrócić. Lepszy niż "Silos"?
Telewizja i VoD 30 STY 2026

Miniserial sci-fi od HBO mógłby wrócić. Lepszy niż "Silos"?

Apple TV stało się platformą, która przyciąga widzów wciągającymi serialami science-fiction, a seriale takie jak "Pluribus" i "Silos" zostały okrzyknięte najlepszymi na platformie. Tymczasem, widzowie przypomnieli sobie o równie wciągającej propozycji o bardzo podobnej tematyce (sprzed 5 lat), wprodukowanej dla HBO. Nie tylko "Silos" taki dobry "Silos" to dystopijny thriller z Rebecą Fergusson w roli głównej, który przedstawia wizję przyszłości, w której ostatnim schronieniem jest ogromny podziemny bunkier o 144 poziomach. Nie jest przesadą, że serial ten od swojej premiery w 2023 roku, stał się jednym z najgłośniejszych hitów Apple TV, utrzymując wysoką oglądalność przez cały czas. Oczekiwania na trzeci sezon, którego premiera spodziewana jest jeszcze w tym roku, coraz bardziej rosną. Tymczasem, w sieci pojawił się serial o bardzo zbliżonej tematyce, który może stanowić idealną rozrywkę dla widzów "Silos" (ang. "Silo"). W Polsce niestety, został wycofany i na chwilę obecną nie jest on dostępny na żadnej z platform.  Mowa o "Stacji Jedenastej", miniserialu HBO, który miał premierę w 2021 roku i spotkał się z szerokim uznaniem, ale jakoś szybko o nim zapomniano. A serial spotkał się z uznaniem krytyków, osiągając imponujący wynik 98% w serwisie Rotten Tomatoes, czym przewyższył nawet imponujące 90% "Silos".  "Stacja Jedenasta" - ciekawa pozycja science-fiction Akcja uznanej powieści Emily St. John Mandel o tym samym tytule została stworzona przez Patricka Somerville'a, znanego z serialu "Pozostawieni". Podobnie, jak w "Silos" akcja "Stacji Jedenastej" rozgrywa się w postapokaliptycznym świecie, ale jego podejście jest zupełnie inne. Zamiast bunkra, mamy tu bardziej wiarygodną scenerię - pustkowie po niszczycielskiej epidemii grypy. Ale jest tu doskonała intryga, która wciąga bez reszty. Historia narasta stopniowo, pojawia się sekta i nieoczekiwane powiązanie z jednym z bohaterów.  https://www.youtube.com/watch?v=wr5282bXDfw Wszystkie 10 odcinków serialu "Stacja Jedenaście" można było obejrzeć kiedyś w streamingu HBO Max, ale został on usunięty z platformy w ramach cięcia kosztów. W Polsce nie jest on obecnie dostępny na VOD. Ostatnio serial zyskał uznanie za oceanem, na innych platformach streamingowych. Na iTumes stał się jednym z najchętniej kupowanych tytułów ostatniego tygodnia. Można go również wypożyczyć na Amazon Video i Sky Store. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Ten SSD zawstydza konkurencję. To topowa wydajność dla PC i konsol (Test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 27 STY 2026

Ten SSD zawstydza konkurencję. To topowa wydajność dla PC i konsol (Test)

W segmencie najwydajniejszych nośników półprzewodnikowych zrobiło się ostatnio dość tłoczno. Tym razem sprawdzimy propozycję Amerykanów i przeanalizujemy jej transfery, temperatury oraz opłacalność zakupu. Sandisk to firma, którą kojarzą nie tylko zapaleni entuzjaści nowych technologii. Mowa o amerykańskim liderze na rynku pamięci flash, funkcjonującym od 1988 roku. Przez niemal dekadę był on częścią Western Digital Corporation, ale w ubiegłym roku odłączył się i stał ponownie niezależny. Sandisk jest bardzo dużym graczem na rynku NAND i SSD, odpowiadającym za około 10-13% globalnego udziału, co plasuje go w czołówce, za firmami jak Samsung, SK hynix czy Micron. Sandisk stawia zarówno na wydajność, jak i pojemność Dzisiaj na warsztat bierzemy ich najwyżej pozycjonowany model, czyli WD_Black SN8100 w wersji 2 TB, który niedługo będzie znany jako Sandisk Optimus GX Pro 8100. Mowa o nośniku półprzewodnikowym w standardzie M.2 2280 i korzystającym z interfejsu PCI Express 5.0 x4 oraz protokołu NVMe 2.0. Zdecydowano się na połączenie kontrolera Silicon Motion SM2508 i kości Kioxia BiCS8 (3D TLC NAND). Dopełnia to pamięć podręczna DDR4. Do sprzedaży trafiły cztery warianty pojemności - 1, 2, 4 i 8 TB oraz wersja z i bez fabrycznego radiatora. Tradycyjnie już różnią się one nieco deklarowaną wydajnością. Producent obiecuje nam zawrotne do 14 900 MB/s dla odczytu i do 14 000 MB/s dla zapisu sekwencyjnego oraz do 2 400 000 IOPS dla odczytu i do 2 300 000 IOPS dla zapisu losowego. [SALE-3037] Platforma testowa i procedura testowa W skład redakcyjnej platformy testowej Telepolis wchodzą podzespoły przygotowane prawie na wszystko, co producenci serwują dla rynku konsumenckiego. Komputer oparty został o topowy model procesora Intel Arrow Lake. Dokładna specyfikacja prezentuje się następująco: Procesor: Intel Core Ultra 9 285K Płyta główna: MSI MAG Z890 Tomahawk WiFi RAM: Kingston FURY Renegade DDR5 RGB CUDIMM (2x 24 GB, 8400 MHz, CL 40) Karta graficzna: GIGABYTE AORUS GeForce RTX 4080 16 GB MASTER Zasilacz: Cooler Master MWE Gold V2 1050 W Obudowa: Fractal North XL Chłodzenie: Arctic Liquid Freezer III Pro 360 A-RGB Pasta termoprzewodząca: SilentiumPC Pactum PT-4 Testy przeprowadzamy na aktualnym systemie Windows 10. Programy działające w tle są ograniczane do minimum, a aplikacje do zarządzania podzespołami wyłączone. Ma to na celu zapewnienie stałych warunków pomiarowych i wyeliminowanie zmiennych. Każdy test przeprowadzany jest kilkukrotnie (od 5 do 10 razy), a następnie wyciągana jest średnia wartość. Do pomiarów użyliśmy popularnych i sprawdzonych programów w najnowszych wersjach, mowa o CrystalDiskMark, PCMark 10 oraz 3DMark. Prócz tego nie zabrakło testów praktycznych, z wykorzystaniem przygotowanych przez nas specjalnie paczek plików: 12 500 plików JPG o łącznej wadze 30,5 GB 3 pliki MKV o łącznej wadze 48 GB 1 plik o wadze 63 GB Pomiar odczytu i zapisu sekwencyjnego Pierwszy test ma na celu sprawdzenie deklaracji producenta dotyczących prędkości odczytu i zapisu. Przeprowadzany jest przy przy użyciu CrystalDiskMark. Pomiary miały miejsce nie na ustawieniach domyślnych, a w profilu pod SSD typu NVMe. Sprawdzone zostały trzy różne paczki – 16 MiB, 1 GiB oraz 32 GiB. Każdy pomiar wykonany został pięciokrotnie w trzech seriach. Następnie całość została zsumowana by obliczyć średnią. W przypadku odczytu sekwencyjnego WD_Black SN8100 znacząco odbiega od deklaracji producenta - zamiast 14,9 GB/s widzimy średnio 12,1 GB/s. Mimo wszystko to i tak topowe transfery, które zostawiają daleko w tyle flagowce poprzedniej generacji na bazie interfejsu PCI Express 4.0 x4. Co ważne, konkurencyjny Kingston FURY Renegade G5 na niemal identycznych podzespołach oferuje takie same prędkości. Zapis sekwencyjny prezentuje się dużo lepiej. Nie dość, że jest szybciej, to tez bliżej obietnic ze specyfikacji - około 13,4 GB/s. Pozwala to wyprzedzić flagowca od Samsunga, ale również pierwsze modele SSD PCIe 5.0 x4 od bardzo popularnych w Polsce firm jak ADATA czy Patriot. Pomiar odczytu i zapisu losowego Kolejna seria testów dotyczy znowu odczytu i zapisu, ale losowego. Tutaj sporo testowanych SSD zalicza duże spadki. I to właśnie tego typu prędkości będzie obserwować większość użytkowników na co dzień. W przypadku odczytu losowego Sandisk ma powody do zadowolenia, bo wylądował na szczycie tabeli. Zasadniczo ex aequo ze wspomnianym już Kingston FURY Renegade G5, który korzysta z identycznego połączenia Silicon Motion SM2508+Kioxia BiCS8. Jest to również o około 20% lepszy wynik niż mocno reklamowany wszędzie Samsung 9100 Pro. Zapis losowy wygląda nieco gorzej, ale nadal porządnie - tutaj Amerykanie spadają na 3-4 miejsce. Będzie to miało jednak znaczenie głównie w przypadku stacji roboczych, czyli dużo plików przerabianych często (np. obróbka wideo). Użytkownicy domowi - internet, pakiet biurowy, gry itd. - powinni raczej patrzeć na odczyt, bo to najczęściej robi ich SSD. Testy syntetyczne – PCMark 10 i 3DMark Benchmarki często są określane jako „puste cyferki”. Prawda jest jednak taka, że o ile część z nich faktycznie nie ma większego sensu, tak na rynku nadal jest kilka sprawdzonych rozwiązań posiadających powtarzalne scenariusze. Jednym z nich jest PCMark 10 z testem „Full Drive Benchmark”. Zapisuje on około 204 GB danych, mierzy prędkości i czasy dostępu. Kolejny z wybranych przez nas programów testowych również pochodzi od firmy UL Benchmarks. Mowa o znanym i cenionym 3DMarku z mniej znanym scenariuszem "Storage Benchmark". Jest on zauważalnie krótszy niż w przypadku PCMark 10 i nastawiony bardziej pod graczy. Obejmuje siedem różnych testów w skład których wchodzi: Ładowanie gry Battlefield V; Ładowanie gry Call of Duty: Black Ops 4 Ładowanie gry Overwatch; Kopiowanie folderu z grą Counter Strike: Global Offensive; Nagrywanie materiału wideo z gry (OBS, 1080p, 60 FPS); Instalowanie gry The Outer Worlds; Zapis stanu gry w The Outer Worlds. Benchmarki potwierdzają, że WD_Black SN8100 to pieruńsko wydajny nośnik. Nadaje się on zarówno do PC do pracy, jak i grania. Depcze on po piętach Kingstonowi, a główne różnice zapewne wynikają z zastosowanego firmware - co zresztą zobaczycie w dalszych częściach testu. Przewaga nad Samsungiem widoczna jest gołym okiem. Test praktyczny – kopiowanie plików Pora skończyć ze sztucznymi testami, a przejść do testów praktycznych. Na start bierzemy scenariusz z kopiowaniem małych plików. Posłużyła nam do tego paczka składająca się z 12 500 zdjęć w formacie *.jpg. Mowa o różnych rozdzielczościach i rozmiarach (od 72 KB do 50 MB), acz większość to standardowe grafiki o wielkości od 1 do 5 MB. Jak w każdym przypadku test przeprowadzany był kilkukrotnie, a następnie wyciągana była średnia. Tutaj następuje pierwsze zderzenie z rzeczywistością, które jest niestety bolesne. WD_Black SN8100 jest co prawda bardzo szybki, ale potrafi przegrać z flagowcami poprzedniej generacji. Byłem na tyle zaskoczony, że test powtarzałem kilka razy - bez większych zmian. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć czy to kwestia agresywnego pilnowania temperatur, czy wolniejszej pamięci podręcznej. Podczas kopiowania średnich plików mowa o folderze z trzema filmami w formacie *.mkv, co daje nam łącznie pond 48 GB. Ponownie test wykonywany był w obrębie tego samego nośnika, kilka razy dla wyciągnięcia średniej arytmetycznej. Krótszy czas kopiowania oznacza lepszy wynik. Na szczęście sytuacja w przypadku średnich i dużych plików wygląd a już normalnie - Sandisk oferuje to co inne topowe SSD PCIe 5.0 x4. Różnica pomiędzy poszczególnymi modelami to dosłownie kilka sekund, co jest nie do wyłapania w codziennym użytkowaniu. Pomiary temperatur Znamy już osiągi, ale jak wyglądają temperatury? W końcu to one wpływają na żywotność sprzętu. Nie jest tajemnicą, że wydajne SSD lubią się grzać. Zwłaszcza w ciasnych miejscach jak laptop czy konsola. Pomiary wykonano przy długotrwałym kopiowaniu plików w dobrze wentylowanej, zamkniętej obudowie komputerowej. Żaden z nośników nie znajdował się pod kartą graficzną. Temperatura w pomieszczeniu wynosiła 25°C. Sporym atutem WD_Black SN8100 są niskie temperatury, zwłaszcza że testowaliśmy wersję bez radiatora. Będzie to zaleta dla osób rozważających ten SSD dla konsoli PlayStation 5 (Pro) czy laptopa, chociaż tam może być cieplej ze względu na gorszą cyrkulację powietrza. Mimo wszystko nie trzeba się obawiać zjawiska dławienia termicznego (tzw. thermal throttling). Podsumowanie WD_Black SN8100 to bardzo udany SSD, który można śmiało polecić. Amerykanie nie postawili tutaj na oklepane połączenie Phison+Micron, a zamiast tego wybrano nowsze podzespoły. Mowa o kontrolerze od Silicon Motion oraz kościach 3D TLC NAND opracowanych we współpracy z Kioxią. Efekt? To jeden z najwydajniejszych nośników na rynku. A wszystko to przy niskim poborze mocy (do 7,5 W pod obciążeniem) oraz temperaturach. Dobra wydajność widoczna jest zarówno w programach syntetycznych, jak i realnych zastosowaniach. Pojawiła się co prawda lekka czkawka przy małych plikach (paczka 12 500 zdjęć), ale czas transferu i tak był OK. Warto też docenić szeroki wybór pojemności - od 1 do 8 TB, a także wersję z fabrycznym radiatorem, co ucieszy posiadaczy Sony PlayStation 5 (Pro). Czy są jakieś wady? W samym produkcie zasadniczo nie. Trzeba jednak pamiętać, że interfejs PCI Express 5.0 to nadal głównie domena droższych płyt głównych i laptopów. Jeśli posiadacie komputer sprzed lat, całkiem możliwe, że nie wykorzystacie pełni potencjału, bo wasze gniazda M.2 ograniczone są do PCI Express 4.0 x4. Największym problemem jest cena. Ze względu na szaleństwo na sztuczną inteligencję, i wyssanie z rynku pamięci NAND (oraz DRAM) przez centra AI, dostępność WD_Black SN8100 mocno się zmienia. Tylko w zaledwie kilka dni obserwowałem braki oraz skoki od 1399 do 2599 złotych. Czy warto tyle płacić? W przypadku stacji roboczej - tak, jako nośnik dla domowego PC - nie. Lepiej wziąć coś tańszego i różnicę dopłacić do CPU czy GPU. [SALE-3037]

7
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Popularne porównania