Omijałem słuchawki szerokim łukiem. Dla tych zrobiłem wyjątek
Testy sprzętu 14:50

Omijałem słuchawki szerokim łukiem. Dla tych zrobiłem wyjątek

Przez lata omijałem słuchawki dokanałowe, głównie z powodów zdrowotnych. Ostatnio dałem się jednak namówić na test modelu Huawei FreeBuds Neo. Jakie zdanie na temat tego sprzętu ma osoba całkowicie zielona w temacie? W ramach krótkiego wprowadzenia napiszę, że od dwóch dekad mam problem z lewym uchem. Jest bardzo wrażliwe i szybko pojawiają się stany zapalne. Dlatego uważam podczas pływania czy uprawiania sportów nawodnych. Unikam silnego wiatru, ale też aplikowania do ucha różnego typu zatyczek – organizm szybko daje znać, że nie jest to dla niego komfortowe. Z tego powodu nie zdecydowałem się też na zakup małych słuchawek. Kiedy jednak pojawiła się okazja do ich przetestowania, byłem ciekaw, po jakim czasie ucho powie "pas". Lekkość solidnego plastiku Słuchawki FreeBuds Neo od Huawei to świeżynka na polskim rynku. Sprzęt dostępny jest w czterech kolorach: białym, srebrnym, różowym i czarnym. Do mnie trafił ten ostatni. I chyba dobrze się stało, bo urządzenie w tej wersji prezentuje się po prostu dobrze. Śliska powierzchnia etui sprawia, że nie osiadają na niej np. drobiny kurzu, jednocześnie w oczy nie rzucają się odciski palców. Chociaż zaznaczę, że nie sprawdzałem tego np. podczas konsumpcji ociekającego sosem burgera czy kurczaka. Samo etui jest bardzo poręczne. Podłużny kształt przypadł mi do gustu, nie mam problemów np. z otwieraniem go jedną ręką. Słuchawki nie wypadają z plastikowego futerału, jednocześnie łatwo się w nim układają, gdy przestają być używane. Całość wykonano z solidnego plastiku. Dość mocno naciskałem na zawias, by sprawdzić jego wytrzymałość i na szczęście nie usłyszałem trzasku. Etui waży niewiele ponad 31 g, więc trzeba je uznać za naprawdę lekkie – to właściwie niezauważalny przedmiot w kieszeni czy torebce. O plecaku nawet nie ma co pisać.  Co znajdziemy w pudełku FreeBuds Neo? W pudełku znaleźć można jeszcze trzy zestawy tipsów (wkładek) o różnych rozmiarach (fabrycznie założone są średnie, dodatkowo można sprawdzić duże, małe i bardzo małe), by najlepiej dopasować sprzęt do swojego ucha. Ładowarki czy przewodu do niej nie stwierdzono, ale pewnie każdy ma taki zestaw w domu (etui posiada port USB typu C). Jeśli ktoś jest fanem studiowania instrukcji obsługi w wersji papierowej, to…będzie rozczarowany. Ta dołączona zawiera niewiele informacji. Ale można to szybko nadrobić w sieci. Instrukcja nie powala. Ale to bez znaczenia Czy szukanie instrukcji obsługi online to konieczność? Nie do końca, bo sprzęt jest prosty w obsłudze. I pisze to osoba, która pierwszy raz korzysta z gadżetu tego typu. Słuchawki szybko parują się ze smartfonem za pośrednictwem Bluetooth (wersja 6.0). Warto podkreślić, że testowany produkt Huawei obsługuje jednocześnie połączenie z dwoma urządzeniami. A to oznacza, że oprócz smartfona urządzenie sparujecie np. z konsolą. Sprawdziłem, śmiga. Sterowanie dotykowe: hit czy kit? Sprzęt można obsługiwać z poziomu np. telefonu, ale jest alternatywa – sterowanie dotykowe. Na papierze wygląda to tak: podwójne dotknięcie słuchawek uruchamia/pauzuje muzykę albo pozwala odebrać/zakończyć połączenie. Potrójne dotknięcie umożliwia przejście do następnego utworu, a przesuwanie palcem po słuchawce odpowiada za sterowanie poziomem głośności. Obszar dotykowy zajmuje 60 proc. powierzchni słuchawki, więc w teorii powinno to być proste. Jednak po wejściu w szczegóły, okazuje się, że to "procentowa wielkość powierzchni styku na przedniej stronie trzonka". Owe szczegóły zapewne obchodzą niewiele osób, bo ważniejsza jest odpowiedź na proste pytanie: czy to działa? Początkowo miałem mieszane uczucia. Sterowanie dotykiem po prostu wychodziło mi średnio. Ale po jakimś czasie okazało się, że to kwestia wprawy. Kiedy już znalazłem właściwy punkt, zastosowałem właściwą siłę i przesunąłem grzywę tak, by nie przeszkadzała, sprzęt zaczął mnie słuchać. A skoro już o słuchaniu mowa… Czy to zadowalający sprzęt dla przeciętnego ucha? Ten wątek zacznę od zaznaczenia, że nie jest audiofilem, muzyki słucham na każdym urządzeniu, jakie jest w stanie ją odtwarzać (kiedyś trafiły się nawet czapka ze słuchawkami i grający krawat), a opowieści o dynamicznych przetwornikach, zjawiskowym brzmieniu i wybitnym dźwięku przestrzennym nie są dla mnie. Zwłaszcza, gdy dorzuca się do tego wartości liczbowe, które mają udowodnić wyższość sprzętu A nad tym B. Jako bardzo niewyrafinowany użytkownik napiszę, że bas w tym modelu jest ok, ale nie dominuje, wokale są wyraźne (nawet bardzo), a dźwięk pozostaje niezakłócony. Odsłuchiwałem utwory z naprawdę wielu gatunków i nie rzuciło mi się w uszy coś, co uznałbym za wielki minus. Pisząc krótko: Huawei FreeBuds Neo nie przeszkadzają w słuchaniu muzyki. A zatem spełniają swoją podstawową rolę. Nawet z nawiązką. Sprzęt nie przeszkadza w rozmowach telefonicznych  Jak sprzęt sprawdza się w rozmowach telefonicznych? Także i w tym przypadku nie mam zastrzeżeń. W trakcie tych testów przemieszczałem się po mieszkaniu (nie jest to kawalerka) bez smartfona, żeby sprawdzić, kiedy zaczną się problemy. I o dziwo ich nie zarejestrowałem – rozmowy przebiegały płynnie. Poważny zgrzyt pojawił się dopiero wtedy, gdy wyszedłem na balkon. Ale w tym przypadku swoje robiły już odległość i ściany. A jak działa mikrofon? Od swoich rozmówców usłyszałem, że dobrze – głos nie był stłumiony czy zagłuszony. Nawet, gdy przebywałem na świeżym powietrzu, w tym przy ruchliwych ulicach. Przyznam jednak, że nie sprawdzałem tego w bardzo trudnych warunkach, np. przy placu budowy. Albo wycince w lesie. Redukcja szumów zadziała Kontynuując ten wątek należy napisać o funkcji redukcji szumów, która dostosowuje się do warunków otoczenia. Producent ponownie podaje tu przeróżne wartości na poparcie tezy, że działa to świetnie i zmienia zasady gry. Czy da się to zauważyć? Da się. Czy działa to idealnie? Tego już nie mogę napisać. I nie zmieni tego informacja o rejestrowaniu danych dot. hałasu otoczenia 400 tys. razy na sekundę. Ale mogę wspomnieć, że podczas testów słuchawek nie usłyszałem listonosza dobijającego się do drzwi. Kilka dni później przekonywał, że dłużej przy nich stał… Standardowe użytkowanie nie drenuje akumulatora Co z czasem pracy? Producent podaje, że po pełnym ładowaniu sprzęt może odtwarzać muzykę przez 6,5 godziny z włączoną redukcją szumów. Bez tej funkcji wartość wzrasta do 10 godzin. Czy faktycznie tak jest? Nie było mi dane sprawdzić, bo nie wytrzymałbym tyle czasu w słuchawkach. A kiedy je wyjmowałem, natychmiast trafiały do etui ładującego. I napiszę, że przy użytkowaniu tego sprzętu po parę godzin dziennie, nie wystąpiły problemy z wyczerpanymi akumulatorami. O ile oczywiście pamięta się o tym, by czasem podłączyć do ładowania etui. Dla porządku dodam, że słuchawki posiadają akumulator o pojemności 60 mAh, w przypadku etui jest to 460 mAh. Słuchawki są wygodne i nie jest łatwo je zgubić Jak przedstawia się kwestia wygody? Słuchawki są lekkie (każda waży poniżej 5 g) i nie przypominają o sobie przez cały czas. Przyznam przy tym, że trochę nimi kręciłem w uszach, by znaleźć właściwą pozycję. Czy pozostawiają uczucie dyskomfortu? Nie, są ledwo wyczuwalne. Przynajmniej na początku. Po jakimś czasie ucho dawało już znać, że ciało obce trzeba usunąć. Ale w tym miejscu przypomnę, że moja sytuacja jest specyficzna i przez lata unikałem takich testów.  Ważne z pewnością jest to, że słuchawki nie wypadają przy każdym przechyleniu głowy, skoku czy podczas biegu. Na dobrą sprawę nie doszło do wypadnięcia, gdy już ustaliłem właściwe ułożenie słuchawek. Przy okazji wspomnianych aktywności warto napisać, że sprzęt ma standard IP55, co oznacza odporność na wodę i kurz. Dotyczy to jednak wyłącznie słuchawek (a nie etui) i trzeba pamiętać, że nie ma mowy o wodoodporności – produkt wytrzyma pewnie lekki deszcz, ale już nie nurkowanie. Producent nie przesadził z ceną Ile za ten sprzęt życzy sobie producent? Na polskim rynku model wyceniono na 549 zł. Tu jednak ważna uwaga: do 18 października br. słuchawki Huawei FreeBuds Neo są o 100 zł tańsze, a zatem można je kupić za 449 zł. Trudno przy tym stwierdzić, czy po tej dacie faktycznie zobaczymy na liczniku cenę wyjściową. A jeśli tak, to pewnie na chwilę, bo końcówka roku jest czasem promocji. Oczywiście można sobie odpuścić czekanie i skorzystać ze startowego bonusu. I tu pytanie: warto? Huawei FreeBuds Neo są warte uwagi. Zwłaszcza w obniżonej cenie. Uważam, że to rozwiązanie optymalne między modelami za kilkanaście-kilkadziesiąt złotych, a sprzętem za wysokie kilkaset złotych. O urządzeniach w cenie powyżej tysiąca złotych czy kilku tysięcy złotych nawet nie będę się rozpisywał. Pewnie komuś one są potrzebne i czuje satysfakcję z ich użytkowania, mnie w zupełności wystarcza testowany model ze średniej półki.  Podsumowanie Słuchawki Huawei mogę nazwać eleganckimi, nie zawiodły mnie czas pracy na baterii czy dopasowanie do ucha. Tu zaznaczę jednak, że nie mam pojęcia, jak gadżet będzie się zachowywał po kilku miesiącach użytkowania – mam nadzieję, że po tym czasie też nie wypadnie z ucha podczas spaceru przez las. Sprzęt jest prosty w obsłudze, jakość rozmów uznaję za bardzo zadowalającą. Dla uszu, które zdecydowanie nie są audiofilskie, jakość grania jest zdecydowanie na wysokim poziomie. I to chyba najważniejsze, do tego powstał ten produkt.  Słuchawki Huawei FreeBuds Neo na potrzeby testów udostępnił producent. Firma nie miała jednak wpływu na opinię autora.

0
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Lucasfilm ma plan na nową trylogię Star Wars. Wybrano reżysera
Telewizja i VoD 13:54

Lucasfilm ma plan na nową trylogię Star Wars. Wybrano reżysera

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Excel dostaje nową funkcję. Microsoft zrobił to dopiero po 40 latach
Oprogramowanie 12:18

Excel dostaje nową funkcję. Microsoft zrobił to dopiero po 40 latach

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Rząd ostrzega. Chodzi o bezpieczeństwo Polaków
Bezpieczeństwo 11:33

Rząd ostrzega. Chodzi o bezpieczeństwo Polaków

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
W Action za 43,95 zł. Myślisz pewnie podróba, a on na licencji
Sprzęt 10:40

W Action za 43,95 zł. Myślisz pewnie podróba, a on na licencji

3
DOMINIK KRAWCZYK
1.
WhatsApp zmieni się w wersji na Androida. To będzie nowe
Aplikacje 09:52

WhatsApp zmieni się w wersji na Androida. To będzie nowe

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Polacy robią to coraz częściej. Chodzi o banki
Konta 08:21

Polacy robią to coraz częściej. Chodzi o banki

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Nvidia zrzuca bombę. To narzędzie ma mocno przyspieszyć tworzenie gier
Oprogramowanie 26 WRZ 2026

Nvidia zrzuca bombę. To narzędzie ma mocno przyspieszyć tworzenie gier

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Emulacja PC na Androidzie tuż tuż. Snapdragon może wspierać DirectX12
Sprzęt 26 WRZ 2026

Emulacja PC na Androidzie tuż tuż. Snapdragon może wspierać DirectX12

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Postawił puszkę na iPhonie 18 Pro. Zadziała się magia
Sprzęt 26 WRZ 2026

Postawił puszkę na iPhonie 18 Pro. Zadziała się magia

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Xbox ubił twórców Halo. Wiele mówi, że zmiana sterów to dobra decyzja
Gry 26 WRZ 2026

Xbox ubił twórców Halo. Wiele mówi, że zmiana sterów to dobra decyzja

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nowy film Resident Evil pomógł w sprzedaży gier? Mamy konkretne dane
Gry 26 WRZ 2026

Nowy film Resident Evil pomógł w sprzedaży gier? Mamy konkretne dane

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
PlayStation rozmawia z wydawcami. Los płyt nie jest przesądzony
Gry 26 WRZ 2026

PlayStation rozmawia z wydawcami. Los płyt nie jest przesądzony

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Biedronka wrzuciła dzisiaj za 299 zł. Dyson woła ponad 1000 zł
Sprzęt 26 WRZ 2026

Biedronka wrzuciła dzisiaj za 299 zł. Dyson woła ponad 1000 zł

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Sąd: Meta masowo oszukiwała użytkowników. Dziesiątki milionów naruszeń
Bezpieczeństwo 26 WRZ 2026

Sąd: Meta masowo oszukiwała użytkowników. Dziesiątki milionów naruszeń

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nowy , tani iPad dostanie więcej RAM-u i lepszy procesor
Sprzęt 26 WRZ 2026

Nowy , tani iPad dostanie więcej RAM-u i lepszy procesor

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
LG rozpoczyna produkcję wyjątkowych ekranów. Gracze docenią
Sprzęt 26 WRZ 2026

LG rozpoczyna produkcję wyjątkowych ekranów. Gracze docenią

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Xiaomi 18 Pro Max w naszych rękach. Ten jeden detal jest na nie
Telepolis.pl
Sprzęt 25 WRZ 2026

Xiaomi 18 Pro Max w naszych rękach. Ten jeden detal jest na nie

6
LECH OKOń
1.
AirPods z ważną nowością. Użytkownicy od dawna o to prosili
Sprzęt 25 WRZ 2026

AirPods z ważną nowością. Użytkownicy od dawna o to prosili

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Więcej nowości
Tesla Semi wreszcie rusza. Czekaliśmy na to prawie 9 lat
Moto 25 WRZ 2026

Tesla Semi wreszcie rusza. Czekaliśmy na to prawie 9 lat

Elektryczna ciężarówka Tesli wychodzi z etapu pilotażowego. Amerykanie zaczynają dostawy do większej grupy klientów i mają ambitne plany produkcyjne. Tesla oficjalnie otworzyła nową fabrykę Semi w Nevadzie (USA) i rozpoczęła przekazywanie ciężarówek klientom. Wśród nich znalazły się m.in. PepsiCo, DHL oraz US Foods. Nie są to jednak pierwsze Semi na drogach. Niewielka partia trafiła do PepsiCo już pod koniec 2022 roku, ale dopiero teraz Tesla chce przejść do produkcji na znacznie większą skalę. Tesla pokazała Semi jeszcze w 2017 roku Mocniejszy wariant Tesla Semi ma przejeżdżać do 500 mil, czyli około 805 km na jednym ładowaniu i to z pełnym obciążeniem. Tańsza odmiana zaoferuje 325 mil, a więc około 523 km. Producent deklaruje zużycie energii na poziomie 1,7 kWh na milę, zaś ładowarki Megacharger o mocy do 1,2 MW mają pozwalać na odzyskanie 60% zasięgu w pół godziny. Nowa fabryka została zaprojektowana z myślą o produkcji nawet 50 000 ciężarówek rocznie, czyli około 1000 sztuk tygodniowo. Tesla nie zdradziła jednak, ile pojazdów obecnie opuszcza linię. Nie poznaliśmy również oficjalnego cennika Semi. Przez ostatnie lata sporo zmieniło się również w samej ciężarówce. Konstrukcja ma być o około 450 kg lżejsza od wcześniejszej wersji, uproszczono też niektóre elementy układu napędowego. Tesla posłuchała nawet kierowców narzekających na nietypowe boczne szyby. W seryjnym modelu można je już normalnie opuścić, co ułatwia korzystanie z bramek, terminali czy punktów kontroli. Droga do tego momentu była wyjątkowo długa. Tesla pokazała Semi jeszcze w 2017 roku, a produkcja miała ruszyć w 2019 roku. Plany pokrzyżowały pandemia, problemy z dostępnością komponentów i akumulatorów oraz poprawki wynikające z testów u pierwszych klientów. Pierwszy egzemplarz z nowej linii produkcyjnej powstał dopiero w kwietniu 2026 roku.

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Będzie nowa Bestia. Netflix potwierdził wielki powrót serialu
Telewizja i VoD 25 WRZ 2026

Będzie nowa Bestia. Netflix potwierdził wielki powrót serialu

Aktorka Claire Danes powróci na nasze ekrany w drugiej odsłonie serialu "Bestia we mnie". Netflix właśnie ogłosił, że produkcja rozpocznie się w listopadzie w New Jersey.  Netflix przedłuża swój globalny hit Platforma właśnie ogłosiła, że globalny hit "Bestia we mnie" został przedłużony o drugi sezon, a Claire Danes będzie miała okazję powtórzyć swoją nominowaną do nagrody Emmy rolę. Raczej, trudno by było spodziewać się jakiejś innej decyzji. Jeśli coś się widzom spodobało, należy iść dokładnie w tym kierunku. Tak przynajmniej robi Netflix.  Bestia we mnie. Będzie druga odsłona Przypomnijmy, że pierwotnie, serial był zapowiadany jako produkcja limitowana. Ale zdarzyło się inaczej. "Bestia we mnie" szturmem podbiła Netflixa, debiutując na pierwszym miejscu w globalnej pierwszej dziesiątce i zapewniając sobie miejsce w pierwszej dziesiątce aż w 88 krajach. W ciągu zaledwie siedmiu tygodni na platformie, serial zgromadził aż 43 miliony wyświetleń. Przez 5 tygodni był w pierwszej dziesiątce tygodniowego zestawienia.  Krytycy także go docenili - stał się wręcz gwiazdą sezonu nagród, zdobywając 21 nominacji do najważniejszych nagród w branży. Całkiem niedawno zdobył dwie nagrody Emmy, a Matthew Rhys (znany z serialu "Wdowia Zatoka") może pochwalić się historycznym zwycięstwem w kategorii "wybitny aktor pierwszoplanowy".  https://www.youtube.com/watch?v=Ls0eJLuNYcw O czym może opowiadać drugi sezon serialu? Twórcy zapowiadają, że szykują naprawdę coś extra. Zawsze mówiliśmy, że nakręcimy drugi sezon serialu "Bestia we mnie" tylko wtedy, gdy znajdziemy historię godną pierwszego - i z radością mogę powiedzieć, że znaleźliśmy. zapewnił Howard Gordon w oświadczeniu dla Netflixa.  Produkcja rozpocznie się w listopadzie i potrwa do marca 2027 roku. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Prawdziwy powód, by wybrać ten telefon. Sprawdziłem go samemu
Sponsorowane 25 WRZ 2026

Prawdziwy powód, by wybrać ten telefon. Sprawdziłem go samemu

Czy warto kupić smartfon Motorola Signature wyłącznie ze względu na aparat? Postanowiłem sprawdzić to w praktyce. Kiedy piszemy o aparatach w smartfonach, zwykle skupiamy się na technikaliach: rozdzielczości, zastosowanym sensorze, w jaki sposób oprogramowanie wpływa na wygląd detali, czy po zmroku pojawia się szum itd. To kwestie istotne dla kupujących, ale umówmy się – czy ktokolwiek z nas zastanawia się nad nimi, kiedy przychodzi do samego robienia zdjęć? Nie, liczy się tylko kadr, który udało nam się złapać. Dlatego tym razem postanowiłem podejść do tematu nieco inaczej. Mam u siebie Motorolę Signature, którą zabrałem ze sobą na miasto, żeby zrobić kilka dobrych zdjęć. Nie „dobrych” pod kątem recenzji, gdzie chodzi o wyłapanie wszystkich niuansów i potknięć sprzętu. Dobrych tak po prostu – takich, na które przyjemnie popatrzeć. Przyjrzymy się im razem, by ocenić, czy jeden z topowych modeli w ofercie legendarnego producenta faktycznie sprawdza się w roli klasycznego aparatu. Motorola Signature – fotograficzny mocarz No ale zanim przejdziemy do zdjęć, to o samym telefonie też wypadałoby powiedzieć dwa słowa. Motorola Signature to obecnie topowy „klasyczny” model w ofercie marki – wyżej pozycjonowane są wyłącznie modele składane (przynajmniej przez jakiś czas, bo następca – Motorola Signature 27 – jest już w drodze). W dzisiejszych czasach niesie to ze sobą kilka oczekiwań, takich jak wysoka jakość wykonania, potężny procesor czy wysokiej klasy wyświetlacz. Nasz dzisiejszy bohater wypada bardzo dobrze w każdym z tych obszarów: materiały klasy premium łączą się z wysoką odpornością na uszkodzenia (odporność na upadki klasy MIL-STD-810H i wodoodporność IP68/IP69), procesor to superwydajny Qualcomm Snapdragon 8 Gen 5, a w roli wyświetlacza dostajemy imponujący panel LTPO AMOLED o przekątnej 6,8” i wysokiej rozdzielczości 1264x2780. Prawdziwymi gwiazdami dzisiejszej opowieści są jednak tutejsze aparaty. Na pleckach znajdziemy ich trzy: standardowy szerokokątny, ultraszeroki oraz peryskopowe tele. Każdy ma rozdzielczość 50 Mpix oraz bardzo dobre parametry w swojej klasie. Przykładowo główna jednostka korzysta z dużego sensora 1/1,28” i obiektywu o przysłonie f/1.6, telefoto oferuje trzykrotne optyczne przybliżenie i optyczną stabilizację obrazu (OIS), a moduł ultraszeroki ma pole widzenia rzędu aż 122° i pełnoprawny autofokus. W teorii z takiego sprzętu można wycisnąć bardzo dużo. Jedenasta pozycja w rankingu DXOMark wydaje się to potwierdzać. A jak jest w praktyce? To postanowiłem zweryfikować. Teleobiektyw jak z lustrzanki Główny aparat Motoroli Signature oferuje ogniskową odpowiadającą ok. 23 mm dla pełnej klatki. To klasyczny szeroki kąt, który fajnie sprawdza się przy pejzażach czy reportażu. To także jedna z najpopularniejszych ogniskowych w smartfonach. Muszę natomiast przyznać, że prywatnie nie znoszę z nią pracować i uciekam od niej, kiedy tylko mam taką możliwość. Na szczęście Motorola Signature daje mi sporo innych możliwości. Mój ulubiony spośród tego trio aparatów to moduł tele, który daje trzykrotne zbliżenie optyczne i ogniskową odpowiadającą ok. 71 mm dla pełnej klatki. To rejony klasycznych obiektywów portretowych, które doskonale sprawdzają się także np. do fotografowania detali architektury. Lubię łapać zbliżenia, na których budynki przestają wyglądać jak budynki, a detale przybierają formę abstrakcyjnych geometrycznych wzorów. Normalnie jest to typ zdjęć, do których bezlusterkowca z obiektywem 90, a czasem nawet 200 mm – większość telefonów albo nie pozwala uzyskać takiego zbliżenia, albo ich moduły z teleobiektywem mają na tyle słabe parametry, że „komórkowy” charakter widać na pierwszy rzut oka. Z Motorolą Signature nie ma tego problemu. Fotografie na trzykrotnym zbliżeniu są szczegółowe i mogą się pochwalić naturalną dynamiką. Co prawda na ekstremalnych zbliżeniach widać, że krawędzie są miejscami nieco przeostrzone, ale jest to efekt bardzo subtelny. Jeśli zdjęcia robicie po to, by publikować je w Internecie, to prawdopodobnie nikt nie będzie miał okazji go zauważyć. O ile jednak spodziewałem się, że fotki z trzykrotnym zbliżeniem będą wyglądać dobrze, o tyle miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że śmiało można sięgać nawet po sześciokrotne zbliżenie. Jasne, tutaj jakość jest już wyraźnie gorsza, ale takie fotografie nadal są w pełni używalne – szczególnie jeśli zadbamy o odpowiednie warunki oświetleniowe. A czemu to takie imponujące? Bo dostajemy ekwiwalent ogniskowej 142 mm. Powiedzmy, że „prawdziwe” obiektywy o podobnych parametrach nie mieszczą się do kieszeni tak gładko, jak Motorola Signature. Nieograniczone możliwości Nie będę kłamał – na ponad 200 zrobionych przeze mnie zdjęć, tylko kilka było zrobionych innym aparatem niż teleobiektyw. Myślę jednak, że to dobrze obrazuje jeden z głównych atutów Motoroli Signature jako smartfona fotograficznego. To sprzęt bardzo uniwersalny, który sprawdzi się niezależnie od naszych indywidualnych preferencji czy stylu. Bo pozostałe dwa aparaty też robią świetną robotę. Wspominałem, że nie lubię ogniskowej oferowanej przez główny moduł szerokokątny. Ale wiecie co? Uwielbiam kadry, które udało mi się uchwycić z jego pomocą na dwukrotnym zbliżeniu. Jakość tutejszego obrazka jest na tyle dobra, że nawet po zastosowaniu cyfrowego zoomu efekty prezentują się rewelacyjnie, a uzyskana w ten sposób ogniskowa 46 mm sprawdza się w wielu różnych sytuacjach. Z kolei moduł ultraszerokokątny uważam za narzędzie bardzo sytuacyjne. Lubię efektowne kadry, które można uzyskać przy tak szerokim polu widzenia, ale rzadko znajduję okazję do jego użycia. Na szczęście z Motorolą Signature mam pewność, że kiedy przyjdzie co do czego, uzyskany obraz będzie się prezentował bez zarzutu. Nie ma tu spłaszczonej dynamiki czy rozmazanych detali, tak jak zdarza się to w podobnych konstrukcjach konkurencji – tutaj moduł ultraszeroki to pełnoprawny członek doskonałego tercetu. No i warto także wspomnieć o jeszcze jednym – prostocie całego procesu robienia zdjęć Motorolą Signature. Jasne, lubię złapać zdjęcie którymś z moich aparatów systemowych, a potem mieć pełną kontrolę nad finalnym obrazkiem na etapie retuszu. Zresztą początkowo podobnie chciałem podejść do tematu podczas przygotowywania tego tekstu: zrobić kilka zdjęć w formacie RAW, a potem wywołać je na komputerze. Tylko wiecie co? To wcale nie było konieczne. I nie, nie dlatego, że zdjęcia wykonane Motorolą Signature podobały mi się tak od razu po naciśnięciu przycisku. Jeśli mam być szczery, domyślne profile kolorystyczne są na mój gust stanowczo zbyt krzykliwe i przesycone. Ale wystarczyło kilka kliknięć, by za pomocą edytora wbudowanego w aplikację Zdjęcia Google doprowadzić je do stanu, z którego jestem całkowicie zadowolony. Ba, czasem to nawet nie kwestia kilku, a jednego kliknięcia – konkretnie w funkcję „Poprawki AI”, która zaskakująco dobrze radziła sobie z podstawowym retuszem. Jeżeli jednak nie chce się Wam tego powtarzać przy każdej fotce, to zawsze istnieje opcja stworzenia własnego profilu kolorystycznego. Ba, dostajemy nawet do tego bardzo wygodne narzędzie. Furtka do świata fotografii Generalnie refleksja z całego tego mojego eksperymentu jest jedna: świat fotografii jest dziś przystępny jak nigdy dotąd. Nawet kiedy dziesięć lat temu stawiałem pierwsze kroki z aparatem, robienie „dobrych” zdjęć wymagało sporo inwestycji w sprzęt, godzin spędzonych na retuszu i masy niezbędnej wiedzy technicznej. Smartfon klasy Motoroli Signature praktycznie eliminuje wszystkie te punkty tarcia. W naszej kieszeni jest aparat, który w praktycznie każdej sytuacji pozwoli nam zrobić dokładnie taką fotkę, jak sobie zamarzymy. Czy takie zdjęcia będą mogły konkurować jakością z fotografiami zrobionymi profesjonalnym bezlusterkowcem? Pewnie nie, ale w większości sytuacji to absolutnie bez znaczenia. Liczy się to, że w kieszeni pod ręką mamy komplet narzędzi, które pozwolą nam bawić się fotografią, rozwijać swoją kreatywność i dokumentować otaczającą nas rzeczywistość. Uważam, że to naprawdę świetna sprawa – niezależnie od tego, czy Motorla Signature miałaby być naszym jedynym aparatem, czy też wartościowym uzupełnieniem zestawu obok porządnego bezlusterkowca. Jeśli myślicie podobnie, warto sięgnąć po Motorolę Signature samemu.   Motorola Signature - zdjęcia z aparatu [gallery][img]263755[/img][img]263760[/img][img]263757[/img][img]263759[/img][img]263751[/img][img]263756[/img][img]263754[/img][img]263750[/img][img]263753[/img][img]263758[/img][img]263752[/img][/gallery] Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy Motorola

2
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania