Testy sprzętu
13 CZE 2026
Wyglądają jak AirPods Max, nieźle grają i kosztują grosze. Test Havit Space S1
Czasami warto postawić na mniej znane marki słuchawek. Zamiast wydawać fortunę na modele z najwyższej półki, można cieszyć się dobrym brzmieniem za ułamek takiej kwoty. Havit Space S1 to właśnie taki przykład – niedrogie słuchawki w stylu AirPods Max z mocnymi atutami.
Havit to mało znana marka, która u mnie, gdy pierwszy raz się z nią zetknąłem, wywołała skojarzenie – „supermarketowy noname”. Nic bardziej mylnego, to firma z blisko 30-letnim doświadczeniem, założona w 1998 roku w chińskim Kantonie. Ma bogate portfolio sprzętu i akcesoriów dla graczy, drobnej elektroniki domowej, no i także słuchawek, zarówno małych TWS, jak i nausznych.
Jako entuzjasta sprzętu chi-fi wiem, że producenci z Chin potrafią nieźle zaskoczyć jakością urządzeń audio, chociażby w segmencie monitorów IEM czy odtwarzaczy DAP. Havit to nieco inna kategoria, mniej audiofilska, za to bardziej konsumencka, ale firma również mnie zaskoczyła – swoim modelem słuchawek Space S1.
Havit Space S1 kosztują od 208 zł za wersję niebieską i srebrną, droższy jest wariant złoty – oznacza wydatek 245 zł. To mocno oblegany, ale też przyjazny dla kieszeni użytkownika segment rynku. Nie zdradzę wiele, gdy od razu powiem – za takie kwoty zakup Havit Space S1 to dobry interes.
Havit Space S1 – najważniejsze dane techniczne
Typ: słuchawki wokółuszne
Konstrukcja: pełnowymiarowe, z obrotowymi muszlami i regulowanym pałąkiem
Łączność: Bluetooth: 6.0, jack audio 3,5 mm
Kodeki audio: SBC, AAC, LHDC
Przetworniki: dynamiczne 40 mm
Pasmo przenoszenia: 20–40 000 Hz
Impedancja: 32 Ω
Czułość: 120 dB
ANC: aktywna redukcja szumów do 45 dB
Mikrofony: 5 wbudowanych mikrofonów
Bateria: 800 mAh
Czas odtwarzania muzyki: do 100 godz. bez ANC
Masa: 258 g
Wymiary: 200,7 × 172,2 × 79,2 mm
Kolory: niebieski, srebrny, złoty
Wygląd jak Apple AirPods Max
Początki ze Space S1 nie były jednak najlepsze. Co prawda słuchawki Havit przyjeżdżają w bardzo ładnym pudełku, jak sprzęt wyższej klasy, a w środku znajduje się miły dodatek – solidne, sztywne etui przenośne, ale chodzi o coś innego.
Niestety, zarówno pokrowiec, jak i same słuchawki, na początku mocno zniechęciły dziwnym, chemicznym zapachem. Ze słuchawek wywietrzał na dobre dopiero po jakichś dwóch tygodniach, początkowo musiałem je na dwa dni odłożyć na parapet, by zapach zniknął. Podobnie było z etui.
Dalszy kontrakt ze słuchawkami był jednak o wiele lepszy. Choć nazwa modelu Space S1 kojarzy się z inną, chińską marką audio i jej popularną serią, to wyglądem i konstrukcją słuchawki mocno nawiązują do Apple AirPods Max. Nie da się ukryć – inspiracja była bardzo duża, niemal identyczna jest cała konstrukcja, ukształtowanie pałąka czy kształty muszli. Z daleka łatwo się pomylić. Havit Space S1 mają jednak kilka swoich unikatowych cech, więc nie jest to kopia 1:1.
Zaokrąglone muszle Havit Space S1 są sztywne, twarde i wyglądają jak pancerzyki. W ich dolnej części uwagę zwracają dość duże kratki mikrofonów odpowiedzialnych za ANC. Na lewej muszli nic już więcej nie znajdziemy, za to na prawej ulokowane są elementy sterujące – przycisk ANC (przełącza się między tłumienie, trybem neutralnym i transparentnym), przycisk zasilania (pozwala stopować i wznawiać odtwarzanie), a także bardzo ciekawy element – pokrętło sterujące.
Pokrętło jest duże, ma nawet wystający dzióbek dla wygodniejszego używania, choć trochę psuje minimalistyczny wygląd muszli. Funkcjonalnie to jednak duże ułatwienie, pokrętłem można wykonać cztery rodzaje operacji zebrane w dwóch zestawach do wyboru – pogłaśniać, ściszać oraz cofać i przesuwać do następnego utworu. Nie ma jednak opcji zmiany tych zachowań (poza wyborem jednego z dwóch schematów). Działa to całkiem fajnie i bardzo ułatwia używanie słuchawek. Pozostałe przyciski mają też dodatkowe opcje, np. przytrzymanie ANC przez 2 sekundy aktywuje tryb dźwięku przestrzennego.
Na prawej muszli, na samym dole znalazły się jeszcze dwa porty – USB-C do ładowania oraz wejście audio 3,5 mm.
Nauszniki są bardzo miękkie, wykończone pianką z efektem pamięci i miłe dla ucha, w pełni je otaczają. W gorące dni niestety pojawia się problem nadmiernego nagrzewania się, ale nie ma dramatu.
Pałąk ma formię wygiętego, chromowanego pręta z miękką, miłą w dotyku opaską ze sztucznej skóry. Zakres regulacji nie jest jednak rekordowy, więc jeżeli ktoś ma dużą głowę, bujną czuprynę lub chce zimą nosić słuchawki na czapce, to najlepiej przed zakupem sprawdzić słuchawki w stacjonarnym sklepie. Niestety, prosta, minimalistyczna konstrukcja uniemożliwia złożenie słuchawek – można je tylko przekręcić o 90 stopni, by się spłaszczyły po zdjęciu z głowy.
Havit Space S1 ważą 258 g, a więc nie są najlżejsze. Pałąk jest dobrze wyprofilowywany, opaska miękka, można używać słuchawek przez parę godzin bez nadmiernego zmęczenia, ale... Przyznam jednak, że co jakiś czas musiałem je zdjąć na minutę czy dwie, bo dla mnie okazały się odrobinę zbyt ciasne. Ten nacisk u bardziej wrażliwych użytkowników może wywołać szybsze zmęczenie.
Całość jest solidna, wygląda atrakcyjnie i będzie dobrze wyglądała zarówno na kobiecej głowie, jak i męskiej. Testowany przeze mnie wariant niebieski to raczej wpadający w szarość granat, pozostałe dwa są jasne i bardziej w stylu Apple.
Co siedzi w środku?
Havit Space S1 wyposażone w dynamiczne przetworniki 40 mm zapewniające pasmo przenoszenia 20-40 000 Hz. Za łączność odpowiada Bluetooth 6.0 z bardzo interesującym zestawem kodeków. Otóż poza standardowym SBC i AAC otrzymujemy tu LHDC, zarówno w wersji v3, jak i v5. LHDC to hiresowy (przepływność do 990 kbps oraz wsparcie dla gęstych formatów przy próbkowaniu 24 bit / 192 kHz) kodek znany dobrze ze słuchawek chińskich marek jak OnePlus, Oppo, Realme czy Xiaomi. Ciekawostką jest jednak to, że większość słuchawek z LHDC to modele TWS, za to wokółusznych jest niewiele.
Wybór Havit Space S1 może być więc dobrą opcją dla posiadaczy smartfonów wspomnianych marek (ale też np. Honor czy Huawei), którzy mają dość dokanałówek, za to szukają czegoś większego. Zgodność z LHDC pozwoli wycisnąć z telefonu i słuchawek najlepszą jakość dźwięku.
W Space S1 zabrakło za to obsługi popularnego kodeka LDAC, dostępnego w każdym smartfonie z Androidem. Szkoda, ale zawsze zostaje w odwodzie AAC.
Skromnie: aplikacja i zestaw funkcji
Do zarządzania słuchawkami służy aplikacja Havit Life. Na starcie próbuje wymusić zakładanie konta, wyświetla też własne reklamy, funkcjonalnie jednak jest dość skromna. Są jednak najważniejsze opcje jak ustawienia redukcji ANC, włączniki dźwięku przestrzennego i trybu gier, wybór zestawu akcji dla pokrętła, a głębiej w menu – wybór kodeka, opcja połączenia dwóch urządzeń na raz czy aktualizacje OTA.
Equalizer podsuwa kilka gotowych schematów korekcji, można też stworzyć własne – tu do dyspozycji otrzymujemy aż 10 pasm.
[gallery][img]255705[/img][img]255707[/img][img]255703[/img][img]255704[/img][img]255706[/img][img]255708[/img][/gallery]
I to tyle w części słuchawkowej. Prostota aplikacji pokazuje pewne ograniczenia Space S1, które ostatecznie wpływają na ich niższą cenę. Nie ma sterowania słuchawkami za pomocą gestów po muszli (ale od tego jest pokrętło), nie ma funkcji wykrywania zdejmowania i zakładania słuchawek, zabrakło nawet wyłącznika czasowego. Takich rzeczy trzeba więc pilnować ręcznie. Nie jest to zarzut – w tej cenie takie funkcje byłyby miłym, ale nie obowiązkowym dodatkiem.
Jak grają Space S1?
Ocena brzmienia w Havit Space S1 jest trochę skomplikowana, bo słuchawki mają domyślnie dość dziwne strojenie z krzywą brzmieniową przypominającą poszarpaną sinusoidę. Ten profil charakteryzuje się zmniejszonym basem w 31 Hz, ale mocnym podbiciem w okolicach 62 Hz, wyraźnym zaakcentowaniem średnich tonów przy 500 Hz oraz 2 kHz, a także podbiciem wysokich tonów na poziomie 8 kHz przy jednoczesnym głębokim wycięciu pasma 4 kHz.
Nie wiadomo, czemu ma to służyć, bo takie ustawienie sprawia, że dźwięk staje się bardzo agresywny i nienaturalny. Źle to brzmi, choć w niektórych utworach na początku może pozornie zabrzmieć efektownie. Po dłuższym słuchaniu jednak męczy. Nie polecam tego profilu, problem w tym, że słuchawki nie mają pamięci EQ, więc podłączenie się do każdego nowego urządzenia wymaga zainstalowania aplikacji i dokonania korekcji. Bez tego zawsze uruchamia się ten dziwny profil. Nie jest to wielki problem w smartfonach, ale na innych urządzeniach, jak laptopy, odtwarzacze DAP, domowe systemy audio czy telewizory – już tak.
Inne profile EQ są jednak bardziej trafione. Np. pod nazwą Class znajduje się lekka V-ka, z trochę podkręconym basem, wycofaną średnica i nieco mniej podniesionymi sopranami. Mnie osobiście ten profil najbardziej przypadł do gustu, ale można oczywiście zmienić te ustawienia wedle uznania, 10 pasm EQ daje spore możliwości. Po spłaszczeniu krzywej dźwięk będzie naturalny, wciąż miły dla ucha, ale zapewne jednak dla większości słuchaczy okaże się zbyt płaski, więc indywidualna korekta będzie wskazana.
Po nałożeniu lekkiej V-ki słuchawki zagrają bardzo atrakcyjnie i rozrywkowo. Bas jest bardzo punktowy, momentami pulsujący, miłośnicy subbasów i najniższych tonów też powinni się w tym odnaleźć, chociaż pełne wzmocnienie najniższego pasma w equalizerze może już powodować lekkie przesterowania, lepiej więc go nie podbijać powyżej połowy górnej części skali (3 dB).
Średnicę słychać, choć nie będzie dominować, za to trzeba uważać na soprany – tu również podbicie ich na equalizerze powyżej 3 dB spowoduje niezbyt miłe wrażenia słuchowe, syczenia i sybilanty. Mimo pewnych ograniczeń Havit Space S1 potrafią zagrać bardzo angażująco, z dużą dynamiką. Pod tym względem nie ustępują znacznie droższym słuchawkom. Niezłe wrażenie robi także przestrzenność sceny, dźwięki nie tłoczą się w środku głowy.
Havit Space S1 świetnie zabrzmią w energetycznym popie, pop-rocku, melodyjnej elektronice, lekkim rapie, czyli muzyce z list przebojów. Raczej nie jest to propozycja dla wymagających słuchaczy jazzu czy klasyki, choć i w tych gatunkach Space S1 sprawdzą się na niezłym poziomie.
Space S1 działają także w trybie pasywnym po podłączeniu przewodu 3,5 mm. Strojenie jest zupełnie inne, bardziej płaskie i naturalnie, a natężenie dźwięku większe. Brzmi to całkiem dobrze, choć może nie tak kolorowo, jak w trybie aktywnym. Na pewno w sytuacjach awaryjnych to połączenie też się sprawdzi.
ANC i rozmowy głosowe
Havit Space S1 wyposażone są w system redukcji hałasu ANC z deklarowanym przez producenta poziomem tłumienia do 45 dB. W sumie słuchawki mają aż 5 mikrofonów, w tym dwa na zewnętrznych stronach muszli odpowiadają tylko za tłumienie. Można skorzystać z opcji regulacji ANC w pięciostopniowej skali lub wybrać tryb adaptacyjny, chyba w sumie najlepszy.
Efekt jest zaskakująco dobry, co przetestowałem na trwającym pod moim oknem już chyba drugi miesiąc remoncie. Hałas na ulicy jest tak duży, że zakładałem Space S1 bez odtwarzania muzyki, byle zyskać trochę ciszy. I to działało. Słuchawki sprawdzą się też na ulicy, w komunikacji miejskiej. Nie ma co prawda wrażenia całkowitego odcięcia od dźwięków, ale stają się one akceptowalnym tłem, które nie drażni uszu. Można wtedy włączyć muzykę i wtedy nic już nie przeszkadza.
Dobrze działa też tryb transparentny, pozwalając zachować świadomość otoczenia bez nieprzyjemnego efektu dźwięku studni.
Słuchawki mają jednak pewną dziwną cechę – po nowym uruchomieniu ANC jest w stanie wyłączonym, niezależnie od wybranego wcześniej trybu.
Jakość dźwięku podczas rozmów telefonicznych jest przyzwoita, wyraźnie słychać rozmówcę, choć można narzekać na nieco suche brzmienie głosu. Rozmówca z drugiej strony rozumie wszystko bez problemów i zakłóceń, także w warunkach ulicznych.
Tych słuchawek nie zajedziesz
Deklarowany przez producenta czas pracy słuchawek Havit Space S1 to nawet 100 godzin bez ANC. Brzmi nieźle, a jeszcze lepsze jest to, że nie ma w tym przesady. Sam słuchałem głównie z ANC (by uniknąć hałasu remontu za oknem), w połączeniach LHDC i w tej konfiguracji, używając Space S1 przez 7-8 godzin pracy, zużywałem dziennie około 10%. Realnie można więc liczyć na co najmniej 9 do 12 dni intensywnego słuchania bez obaw o rozładowanie. Samo ładowanie trwa dość długo, bo 2 godziny, ale robi się to tak rzadko, że to nie problem.
Havit Space S1 – czy warto?
Havit Space S1 robią niezłe wrażenie i na pewno warto się nimi zainteresować, jeżeli szukamy przystępnych cenowo słuchawek o wyglądzie i konstrukcji Apple AirPods Max. Co prawda dziwny zapach po wyjęciu z pudełka nie przypomina bynajmniej aromatu jabłek, ale później znika i jest coraz lepiej.
Space S1 są stosunkowo wygodne, choć u części użytkowników będą zbyt mocno przylegać. Jakościowo konstrukcja jest jednak bez zarzutu, fajnym dodatkiem jest pokrętło, pozwalające bez komplikacji pogłaśniać i ściszać muzykę.
Pod względem brzmieniowym Havit Space S1 wypadają bardzo dobrze, ale nie w domyślnym, agresywnym strojeniu. Można je skorygować w smartfonach z zainstalowaną aplikacją, ale już na laptopie czy domowym audio to się nie uda, a słuchawki nie zachowują w pamięci ustawień equalizera. Korekcja dźwięku będzie niezbędna, jednak dzięki 10 pasmom słuchawki można dostroić do swoich potrzeb. W przypadku smartfonów z aplikacją wystarczy zrobić to raz, bo później ustawienia będą ładowane za każdym razem po połączeniu.
Havit Space S1 plusują też za skuteczny ANC, można w nich wyjść na ulicę i zatopić się w muzyce. Jakość połączeń telefonicznych jest poprawna, słuchawki sprawdzą się też do filmów i gier, dzięki obniżonej latencji. Mocnym atutem jest bardzo długi czas pracy.
Nie są to słuchawki, które bym polecał bez zastrzeżeń, bo mają swoje słabsze strony, jednak kwota około 200 zł to uzasadniona cena.
MIESZKO ZAGAńCZYK