Mova Stellar X10 - mały oczyszczacz powietrza z kocimi oczkami (test)
Testy sprzętu 14:21

Mova Stellar X10 - mały oczyszczacz powietrza z kocimi oczkami (test)

Mova Stellar X10 to najładniejszy oczyszczacz powietrza, jaki kiedykolwiek gościł w moim domu. Wypatrzyłem go jeszcze podczas noworocznej prezentacji produktów Mova, teraz, gdy sezon na alergie mamy w pełni, czas na podsumowanie testów. Mova Stellar X10 - doskonała propozycja dla tych, którzy nie mają miejsca Mova Stellar X10 to nietypowy sprzęt, który zagospodarować ma zaniedbaną przez inne marki niszę kompaktowych oczyszczaczy powietrza. To nie ogromny kloc, tylko maleństwo o średnicy podstawy wynoszącej zaledwie 20 cm, a wysokość urządzenia wynosi 43 cm. Słowem, mikrus, którego wcisnąć można w miejsce niedużej doniczki z kwiatkiem. Producent zachęca nawet do korzystania ze Stellar X10 w charakterze oczyszczacza biurkowego. I to może mieć w sumie sens, bo głośność w trybie ekonomicznym to zaledwie 27 dB, a więc mniejsza niż typowego komputera. Obok samego oczyszczania powietrza, nowa propozycja Mova ma też pracować jako subtelny wentylator. Od dołu powietrze zasysane jest w 360 stopniach, tymczasem sam wylot powietrza realizowany jest pod kątem 45 stopni, z eliptycznym zakrzywieniem toru powierza, w sposób rozproszony, bez przeszkadzającego jednolitego strumienia. To takie nienachalne kierowanie świeżego powietrza we właściwym kierunku, po łuku, bez punktowego uderzenia. I w sumie działa, ale skupiłbym się bardziej na funkcji oczyszczania niż na schładzaniu się takim sprzętem w upalne dni. Chociaż do czynienia mamy z maleństwem, nie jest to oczyszczacz, który ma zająć się samą okolicą biurka. Przy mocy zaledwie 26 watów, rozmawiamy o oczyszczaczu na tyle sprawnym, by oczyszczać powietrze w pokoju o powierzchni 10-15 mkw. Oczka, o co chodzi z oczkami? Mova Stellar X10 to sprzęt z osobowością. Każdy, kto oglądał oczyszczacz Movy podczas testów był zachwycony starannym designem i tą niesamowitą kulą z oczkami. Wyłączony oczyszczacz ma spuszoną w dół "głowę" (wspomnianą kulę). Gdy jakość powietrza jest wysoka widać zielone, zadowolone oczka. Gdy powietrze jest zapylone lub zadymione głowa kieruje się do góry (jednocześnie zwiększając nawiew), a oczy są czerwone. I tutaj jest wszystko jasne. Niepokojący jest natomiast stan pośredni, w którym oczka stają się żółtymi punktami i moi goście patrzyli się nerwowo, o co chodzi tej maszynie. Żółte oczka widać jednak rzadko, bo maszyna praktycznie natychmiast pozbywa się z powietrza zanieczyszczeń i wraca do wesołych, zielonych oczek. No i tyle. Nie ma tutaj jakichś specjalnych komunikatów, nie ma żadnych cyferek, ostrzeżeń — są oczka, które kupią każdego. To nie zabawka, to pracuje W trybie automatycznym każde przejście z zielonych oczek na żółte czy czerwone jednocześnie odpala turbinę. O ile w trybie eko oczyszczacz jest bezgłośny, to już, gdy ten robo-kotek zaczyna się denerwować, staje się zdecydowanie słyszalny. No i tutaj sposób użytkowania zależy już tylko od Was — sam ustawiam z reguły na sztywno tryb eko zarówno w oczyszczaczu powietrza, jak i w nawilżaczu powietrza. Niech to pracuje w ciszy, nawet jeśli zanieczyszczenia będzie niwelować nieco dłużej. W trybie tym, niezależnie od poziomu zanieczyszczeń, głowa nie rusza się i nawiew jest stały. Można przy tym przekręcać głowę góra-dół, by uzyskać optymalny dla nas poziom pracy, w tym wymusić turbo. Wszystko ręcznie, bez udziału aplikacji. Co warto przy tym podkreślić, nie jest to tylko jakieś pasywne dmuchanie udające oczyszczanie powietrza. Mova do roboty zaciągnęła 4-poziomowy system filtracji. Filtr wstępny zbiera duże drobiny, jak kurz czy sierść, filtr antyalergiczny rozkłada i neutralizuje alergeny, potem mamy filtr HEPA odcinający najdrobniejsze pyły, a całość kończy filtr z węglem aktywnym, pochłaniający szkodliwe gazy i zapachy. Tak złożony filtr zapewnia skuteczność filtracji na poziomie 99,98% oraz blokowanie ponad 99,99% bakterii E. coli, S.aureus i C. albicans, choć producent zaznacza, że rzeczywista wydajność może różnić się w zależności od warunków użytkowania. Niestety w chwili publikacji recenzji nie byłem w stanie znaleźć w polskich sklepach wymiennych filtrów do Mova Stellar X10, a te wymieniać trzeba co około 180 dni, by miały pełną skuteczność. Zakładam, że to tylko kwestia nowości na polskim rynku — dodam informację o cenie, gdy tylko filtry będą dostępne w polskich sklepach. Funkcje smart. Jakie funkcje smart? Funkcje oczyszcza zgromadzone w aplikacji rozczarowują. Możemy włączać i wyłączać oczka, ustawić timer z czasem pracy i wybrać jeden z 3 trybów ręcznych lub w pełni automatyczny. W chwili publikacji nie dało się w aplikacji otworzyć instrukcji obsługi, a jedynym z bajerów było resetowanie licznika filtra, przy czym aplikacja nie pokazuje, za ile dni należy wymienić filtr, a jedynie procentowe zużycie. Pomarudzić można też na same wskazania jakości powietrza. Ot dobra, umiarkowana i zła, bez jakichkolwiek wartości liczbowych czy informacji, jaki rodzaj zanieczyszczeń został wykryty. Fajnie, że wszystko jest dobrze spolszczone, ale przy tak ubogiej liście funkcji wiele tego do spolszczenia nie było. Podsumowanie Podczas wyboru oczyszczacza powietrza łatwo wpaść w maksymalizm i potem stoi nam przy ścianie jakieś wielkie paskudztwo z wyglądem niczym z niskobudżetowego filmu Science-Fiction. Mova Stellar X10 to przeciwieństwo tego podejścia, oczyszczacz idealny do biura czy salonu... w ciasnym mieszkaniu w bloku. Z tymi oczkami i kompaktową obudową rozczuli absolutnie każdego wyglądem, a przy tym będzie ozdobą wnętrza, a nie niepasującym do niczego intruzem. Banalna obsługa przez poruszanie głowicą i równie banalne ustawienia w aplikacji MOVAhome sprawiają, że o oczyszczaczu łatwo zapomnieć — po prostu robi swoje, nie przeszkadzając nam w codzienności. Chociaż cena startowa wynosiła 899 zł, Mova lubuje się w promocjach i na jej stronie za cacko zapłacimy zaledwie 449 zł lub 549 zł za większy wariant Mova Stellar X10 Plus. Ceny należą więc to wyjątkowo przystępnych. Chociaż sam czuję pewien niedosyt funkcji aplikacji, dla znacznej części osób tak duża prostota obsługi może okazać się nie tyle wadą, ile zaletą. Moja ocena końcowa to 8/10, pod warunkiem jednak, że cena wymiennych filtrów nie przekroczy 100 - 120 zł (nie było ich jeszcze w sklepach w chwili publikacji).

0
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Ile ten monitor ma herców? A to nie jedyna fajna funkcja
Sprzęt 16:09

Ile ten monitor ma herców? A to nie jedyna fajna funkcja

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
FiiO rozpieszcza budżetowych audiofilów. Słuchawki z szafirową membraną
Sprzęt 15:17

FiiO rozpieszcza budżetowych audiofilów. Słuchawki z szafirową membraną

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Tak można wykryć wcześniej raka. Klucz tkwi w naszych jelitach
Nauka 13:29

Tak można wykryć wcześniej raka. Klucz tkwi w naszych jelitach

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Rządowy zakaz dla nastolatków to farsa. Młodzież śmieje się z weryfikacji twarzy
Wiadomości 12:37

Rządowy zakaz dla nastolatków to farsa. Młodzież śmieje się z weryfikacji twarzy

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Koniec epoki w smartfonach Galaxy. Samsung uśmierca kultową aplikację
Aplikacje 10:47

Koniec epoki w smartfonach Galaxy. Samsung uśmierca kultową aplikację

16
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Afera BrowserGate: LinkedIn potajemnie skanuje, co masz w przeglądarce
Bezpieczeństwo 04 KWI 2026

Afera BrowserGate: LinkedIn potajemnie skanuje, co masz w przeglądarce

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Nowy OnePlus to wydajnościowa bestia. Szkoda, że księgowi zepsuli w nim aparaty
Sprzęt 04 KWI 2026

Nowy OnePlus to wydajnościowa bestia. Szkoda, że księgowi zepsuli w nim aparaty

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Groźne ataki GeForge. Infekują VRAM, mają poważne konsekwencje
Bezpieczeństwo 04 KWI 2026

Groźne ataki GeForge. Infekują VRAM, mają poważne konsekwencje

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Wielka zmiana w Gmailu. Użytkownicy błagali o to od samego początku
Aplikacje 04 KWI 2026

Wielka zmiana w Gmailu. Użytkownicy błagali o to od samego początku

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Action z grubej rury. 25 zł za prawdziwy GaN³ Pro!
Telepolis.pl
Tech 04 KWI 2026

Action z grubej rury. 25 zł za prawdziwy GaN³ Pro!

10
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Wyprzedają się na pniu. Wszyscy chcą Unihertz Titan 2 Elite
Sprzęt 04 KWI 2026

Wyprzedają się na pniu. Wszyscy chcą Unihertz Titan 2 Elite

16
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Aż dziwne, że tego nie było wcześniej. TV Samsung dostają ważną nowość
Aplikacje 04 KWI 2026

Aż dziwne, że tego nie było wcześniej. TV Samsung dostają ważną nowość

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Jesteś fanem Resident Evil i masz PS5? Jest coś za darmo dla Ciebie
Gry 04 KWI 2026

Jesteś fanem Resident Evil i masz PS5? Jest coś za darmo dla Ciebie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Steam mocno odświeżony. Valve testuje spore zmiany wyglądu
Aplikacje 04 KWI 2026

Steam mocno odświeżony. Valve testuje spore zmiany wyglądu

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Kino czy kanapa? Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń
Telewizja i VoD 04 KWI 2026

Kino czy kanapa? Statystyki nie pozostawiają żadnych złudzeń

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
ARM ma zdominować aż 90% rynku do 2029 roku
Sprzęt 03 KWI 2026

ARM ma zdominować aż 90% rynku do 2029 roku

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Oszuści podszyli się pod policję. Kobieta niemal straciła oszczędności
Bezpieczeństwo 03 KWI 2026

Oszuści podszyli się pod policję. Kobieta niemal straciła oszczędności

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Tanich smartfonów będzie mniej. Produkcja jest ograniczana
Tech 03 KWI 2026

Tanich smartfonów będzie mniej. Produkcja jest ograniczana

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Więcej nowości
Perplexity AI z zarzutami. Tryb Incognito był pułapką na dane
Aplikacje 03 KWI 2026

Perplexity AI z zarzutami. Tryb Incognito był pułapką na dane

Perplexity AI stoi przed poważnymi zarzutami dotyczącymi naruszania prywatności. Do amerykańskiego sądu wpłynął pozew zbiorowy przeciwko tej firmie. Dane trafiały do Google'a i Mety Według dokumentów sądowych, firma Perplexity AI udostępniała wrażliwe informacje zewnętrznym podmiotom bez zgody użytkowników. Chodzi przede wszystkim o Google'a oraz Metę. Wykorzystywano do tego ukryte trackery reklamowe. Narzędzia te działały w sposób zbliżony do podsłuchów. Przesyłały one treść zapytań wpisywanych przez internautów do systemów reklamowych innych korporacji. Dane te służyły później do personalizacji reklam wyświetlanych w sieci. Problematyczny tryb Incognito Pozew wskazuje, że oferowana przez Perplexity ochrona prywatności mogła być fikcją. Nawet w specjalnym trybie Incognito informacje miały trafiać do partnerów firmy. Dotyczy to zarówno osób zalogowanych, jak i anonimowych gości. W przypadku zalogowanych użytkowników przesyłano każde zapytanie oraz każdą wybraną opcję odpowiedzi. Przy braku logowania osoby trzecie mogły mieć dostęp do całych przebiegów rozmów. Często były to dane pozwalające na bezpośrednią identyfikację konkretnej osoby. Brak jasnych zasad i wysokie kary Autorzy pozwu twierdzą, że znalezienie polityki prywatności w aplikacji jest bardzo trudne. Użytkownicy nie musieli jej akceptować przed rozpoczęciem korzystania z usługi. Jeden z poszkodowanych przyznał, że szukał w AI porad finansowych oraz prawnych, które teraz są w posiadaniu firm reklamowych. Pozew dotyczy również firm Google i Meta. Miały one nie egzekwować własnych zasad dotyczących bezpieczeństwa danych, co pozwalało na działanie trackerów w sposób naruszający prywatność internautów. Rekordowe odszkodowania na horyzoncie Do pozwu mogą dołączyć mieszkańcy USA korzystający z serwisu od końca 2022 roku do początku 2026 roku. Za każde udowodnione naruszenie grozi kara w wysokości 5 tysięcy dolarów (ponad 18.5 tys. zł). Przy milionach zgłoszonych incydentów łączna kwota odszkodowania może być ogromna. Sprawa ta rzuca nowe światło na bezpieczeństwo danych w usługach opartych na sztucznej inteligencji. Użytkownicy coraz częściej dzielą się z botami osobistymi informacjami, które powinny być chronione.

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Netflix musi oddać pieniądze. Sąd uznał podwyżki za nielegalne
Telewizja i VoD 03 KWI 2026

Netflix musi oddać pieniądze. Sąd uznał podwyżki za nielegalne

Włoski wymiar sprawiedliwości wydał przełomowy wyrok w sprawie popularnej platformy streamingowej. Netflix został zmuszony do zwrotu pieniędzy za bezprawne zmiany cen abonamentu. Przełomowy wyrok sądu w Rzymie Sąd w Rzymie przychylił się do wniosku organizacji Movimento Consumatori i uznał za nieważne klauzule umowne stosowane przez Netflix Italia w latach 2017–2024. Zapisy te pozwalały firmie na jednostronną zmianę ceny subskrypcji bez podania wyraźnej przyczyny. Zgodnie z wyrokiem z 1 kwietnia 2026 roku, platforma nie miała prawa podnosić opłat w taki sposób. Sędziowie stwierdzili, że zmiany cen wprowadzone w latach 2017, 2019, 2021 oraz w listopadzie 2024 roku były bezprawne. Dotyczy to umów podpisanych w okresie od 2017 do stycznia 2024 roku. Kluczowym problemem był brak jasnych powodów modyfikacji kontraktu w treści regulaminu. \Zdaniem sądu, konsument musi od początku wiedzieć, jakie czynniki mogą wpłynąć na przyszły wzrost kosztów usługi. Miliony klientów czekają na zwrot pieniędzy Wyrok dotyczy ogromnej liczby użytkowników. Szacuje się, że liczba subskrybentów Netflixa we Włoszech wzrosła z niespełna 2 milionów w 2019 roku do ponad 5 milionów pod koniec 2025 roku. Prawnicy reprezentujący konsumentów wyliczyli już wstępne kwoty, jakie mogą odzyskać klienci. Osoby korzystające nieprzerwanie z planu Premium od 2017 roku mogą liczyć na około 500 euro zwrotu (2140 zł). W przypadku planu Standard kwota ta wynosi około 250 euro (1070 zł).  Podwyżki dotknęły również najtańszy plan Basic, który zdrożał jesienią 2024 roku. Sąd nakazał platformie poinformowanie o wyroku wszystkich zainteresowanych. Netflix musi wysłać wiadomości e-mail, a w niektórych przypadkach nawet listy polecone. Dotyczy to także osób, które zdążyły już zrezygnować z subskrypcji. Netflix zapowiada walkę w apelacji Przedstawiciele serwisu streamingowego nie zgadzają się z decyzją rzymskiego sądu. Firma już zapowiedziała złożenie apelacji oraz wniosek o zawieszenie wykonania wyroku. Rzecznik platformy podkreślił, że Netflix traktuje prawa konsumentów poważnie. Według korporacji, dotychczasowe warunki świadczenia usług były zgodne z włoskim prawem i praktyką rynkową. Warto jednak zauważyć, że sąd dostrzegł zmiany na lepsze w nowszych dokumentach firmy. Klauzule wprowadzone w kwietniu 2025 roku zostały uznane za zgodne z Kodeksem Konsumenckim. W nowej wersji regulaminu Netflix powiązał zmiany cen z określonymi przyczynami. Są to między innymi wymogi technologiczne, bezpieczeństwo lub zmiany w przepisach prawa. To jednak nie zwalnia giganta z odpowiedzialności za błędy z przeszłości. Surowe kary i widmo pozwu zbiorowego Jeśli Netflix nie zastosuje się do wyroku w ciągu 90 dni, czekają go dotkliwe kary finansowe. Sąd wyznaczył grzywnę w wysokości 700 euro za każdy dzień zwłoki (prawie 3000 zł). Platforma musi również opublikować treść wyroku na swojej stronie internetowej przez pół roku. Informacja ma się też pojawić dwukrotnie w największych włoskich dziennikach, takich jak Corriere della Sera. Organizacja Movimento Consumatori domaga się od firmy natychmiastowego obniżenia obecnych cen o kwotę uznaną za nienależną. Jeśli Netflix nie rozpocznie dobrowolnych zwrotów, stowarzyszenie zapowiada wytoczenie pozwu zbiorowego. Ma to zagwarantować odzyskanie środków wszystkim poszkodowanym użytkownikom. Sprawa ta może stać się ważnym punktem odniesienia dla organów ochrony konsumentów w całej Europie. Zobacz: Netflix podnosi ceny. Tylko trochę, ale i tak to niepokoiZobacz: Netflix jest już 10 lat w Polsce. Lider rynku podsumowuje inwestycje

2
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Szukasz smartfona ze świetnym aparatem? Nie musisz za niego przepłacać
Sponsorowane 03 KWI 2026

Szukasz smartfona ze świetnym aparatem? Nie musisz za niego przepłacać

Szukasz telefonu z dobrym aparatem, ale nie chcesz za niego przepłacać? Z Vivo V70 i V70 FE to możliwe. Podejrzewam, że każdemu z nas przynajmniej raz na jakiś czas zdarza się robić zdjęcia telefonem. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli po prostu potrzebujecie raz w miesiącu zrobić fotkę licznika prądu, to w dzisiejszych czasach praktycznie każdy smartfon spełni Wasze oczekiwania ze sporą nawiązką. Jeśli jednak chcielibyście podejść do tematu nieco bardziej ambitnie, to pojawiają się schody. Dlaczego? Ano dlatego, że najlepsze aparaty zarezerwowane są zwykle dla flagowców oraz modeli typowo fotograficznych, a te potrafią kosztować niebotyczne pieniądze. Na szczęście czasem zdarzają się od tej reguły wyjątki – na przykład w postaci nowych urządzeń w ofercie Vivo. Modele Vivo V70 i V70 FE to przykład tego, że smartfon z dobrym aparatem wcale nie musi iść w parze z ruiną dla domowego budżetu. Vivo V70 – na progu klasy premium Jeśli miałbym wskazać z tej dwójki mojego faworyta, byłby to Vivo V70. Technicznie rzecz biorąc, mamy tu do czynienia z przedstawicielem segmentu średniego. Wątpię jednak, żeby ktokolwiek z Was się zorientował po wzięciu tego telefonu do ręki. Pod względem designu i wykonania nowość Vivo to już praktycznie klasa premium, a i specyfikacja potrafi zrobić pozytywne wrażenie. Przykładowo, znajdziemy tu świetny wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,59”. Jest bardzo jasny (szczytowo ma osiągać nawet 5000 nitów), ma doskonałe kolory i wysoką częstotliwość odświeżania (120 Hz). Do tego może się pochwalić wyższą rozdzielczością niż w niektórych flagowcach, ponieważ dostajemy tu 1260 x 2750 pikseli. To oznacza superszczegółowy, ostry obraz i rewelacyjne wrażenia podczas przeglądania Internetu, oglądania zdjęć i filmów albo grania. Przypuszczam jednak, że dla większości osób o wiele ważniejszym atutem okaże się akumulator o pojemności aż 6500 mAh. Dodajmy szybkie ładowanie mocą aż 90 W i nerwowe poszukiwania gniazdka staną się jedynie niemiłym wspomnieniem. Kreatywność wpisana w DNA Nie jesteśmy tu jednak po to, by rozkładać na czynniki pierwsze specyfikację telefonu, a pomówić trochę o jego aparacie. Bo uwierzcie – jest o czym rozmawiać. Ba, jeśli interesujecie się fotografią, to pewnie pierwszy intrygujący element wyłapaliście już na zdjęciach samego urządzenia. Tak, ten niebieski kwadracik obok obiektywów to logo legendarnej firmy Zeiss i bynajmniej nie pojawiło się ono tutaj bez powodu. Niemiecki producent był zaangażowany w opracowanie optyki wykorzystywanej na pokładzie Vivo V70, co samo w sobie powinno stanowić dobry wyznacznik jakości, jakiej możemy oczekiwać. To jednak tylko jeden z wielu elementów całej układanki. Oprócz tego warto też zwrócić uwagę na fakt, że na pleckach mamy aż trzy aparaty. Kombinacja uniwersalnego modułu szerokokątnego wraz z dodatkowym aparatem ultraszerokokątnym to w tym momencie taki branżowy standard. Tu jednak dostajemy także „trzecie” oczko skrywające tele z trzykrotnym przybliżeniem. U większości producentów takie rozwiązanie zarezerwowane jest wyłącznie do modeli flagowych. I tu pojawia się olbrzymia przewaga Vivo V70 nad innymi modelami ze średniego segmentu, ponieważ taki teleobiektyw daje olbrzymie możliwości kreatywne. Doskonale sprawdza się chociażby w portretach, które zyskują bardzo naturalny, wręcz „studyjny” wygląd. Do tego świetnie spisuje się w detalach krajobrazu, gdzie ciaśniejsza kompozycja często pozwala uzyskać intrygujące efekty. To zresztą nie jedyny sposób, w jaki Vivo V70 premiuje kreatywnych użytkowników. W końcu mamy 2026 rok, a to oznacza, że na pokładzie czekają zaawansowane narzędzia na bazie sztucznej inteligencji. Dzięki nim każde zdjęcie zrobione telefonem może wyglądać dokładnie tak, jak sobie wymarzycie. Przykładowo, AI pomoże Wam poprawić kompozycję, usunie przechodniów z drugiego planu, a nawet zmieni pochmurne niebo w malowniczy zachód słońca. Vivo V70 FE – solidne narzędzie z fotograficznymi aspiracjami Oczywiście wiele spośród wymienionych nowości czeka na Was także na pokładzie tańszego Vivo V70 FE. W tym przypadku mówimy jednak nie tyle o smartfonie, który próbuje imitować flagowce, co o sprawdzonym narzędziu, które kusi niezawodnością i porządnymi parametrami. Co mam na myśli? Ano chociażby to, że na pokładzie znajdziemy jeszcze większy akumulator. Tutejsze ogniwo ma aż 7000 mAh i w dalszym ciągu obsługuje szybkie ładowanie mocą 90 W. Obudowa nie tylko prezentuje się efektownie, ale przede wszystkim jest wodoodporna (IP68/IP69). O wydajność także nie trzeba się martwić, bo sercem urządzenia jest układ MediaTek Dimensity 7360 Turbo, który doskonale poradzi sobie z każdym codziennym wyzwaniem. No a co z aparatami? Tutaj na pleckach znalazły się tylko dwa „oczka”, ale za to główny moduł bazuje na sensorze Samsung ISOCELL HP5 o rozdzielczości aż 200 MPix. Duży rozmiar matrycy w połączeniu z jasnym obiektywem pozwala to robić bardzo dobre zdjęcia w praktycznie każdych warunkach. Jeśli szukacie telefonu fotograficznego w rozsądnej cenie, to trafiliście pod właściwy adres. Nowości od Vivo Nowe smartfony Vivo są już dostępne w Media Expert, RTV Euro AGD, x-kom i Neonet, a dzięki specjalnej ofercie premierowej kupicie je o kilkaset złotych taniej. Za Vivo V70 zapłacicie 2699 zł (zamiast 3099 zł), a za Vivo V70 FE jedynie 1799 zł (zamiast 2099 zł). Nie kosztują fortuny, mają świetne aparaty i naprawdę pozwalają rozwinąć skrzydła kreatywnym użytkownikom. Nie wiem, jak Wy, ale osobiście uważam, że warto mieć je na oku – a jeszcze lepiej w kieszeni. Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy Vivo

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania