Tajwańczycy nie pozostawiają złudzeń. Kryzys potrwa 10 lat
Tech 20 LIP 2026

Tajwańczycy nie pozostawiają złudzeń. Kryzys potrwa 10 lat

Każdy kto chciał złożyć nowy komputer albo kupić laptopa czy smartfona łapie się za głowę widząc ceny. Niestety, to jest już podobno nowa codzienność. Ostatnie spadki na giełdzie, które dotknęły m.in. takich gigantów jak TSMC, ponownie rozbudziły obawy, że ogromne inwestycje w sztuczną inteligencję mogą zakończyć się pęknięciem bańki. Chen Li-bai, prezes firmy ADATA, uważa jednak, że takie dyskusje są zdecydowanie przedwczesne. O powrocie cen sprzed kryzysu można już zapomnieć Zdaniem szefa tajwańskiego producenta pamięci dopiero po 2030 roku będzie można zastanawiać się, czy bańka AI pęknie w 2040, czy może w 2050 roku. Obecne zapotrzebowanie na moc obliczeniową, energię elektryczną oraz kości DRAM i NAND ma bowiem znacząco przekraczać wcześniejsze prognozy analityków. Chen Li-bai przekonuje, że udostępnianie przez firmy takie jak Meta czy xAI niewykorzystanych zasobów centrów danych "konkurencji" w postaci Anthropic nie świadczy o spowolnieniu. Zastosowania AI mają dopiero wkroczyć na szeroką skalę do biznesu, administracji publicznej i urządzeń konsumenckich. W kolejnych latach dołączą do nich roboty, samochody autonomiczne, fabryki, inteligentne domy i urządzenia brzegowe. Najbardziej deficytowymi zasobami najbliższej dekady mają być energia elektryczna i pamięć. Samsung, SK hynix oraz Micron rozbudowują wprawdzie swoje fabryki, ale nowe linie będą uruchamiane stopniowo, a część inwestycji zaplanowano dopiero na lata 2028-2035. Producenci mają też ostrożniej podchodzić do zwiększania mocy, aby nie doprowadzić do kolejnej nadpodaży i ryzyka zostania z niesprzedawalnym towarem. Tym samym według firmy ADATA niedobory pamięci mogą utrzymać się nawet przez dziesięć lat. O szybkim powrocie cen DRAM i NAND, a więc podzespołów PC, komputerów, smartfonów i innej elektroniki do poziomów sprzed obecnego kryzysu można prawdopodobnie zapomnieć.

4
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

O to chodziło. Marvel pokazał nowy zwiastun wyczekiwanego hitu
Telewizja i VoD 07:51

O to chodziło. Marvel pokazał nowy zwiastun wyczekiwanego hitu

0
ANNA KOPEć
1.
ING właśnie wydał komunikat. Ważny dla tych, którzy korzystają z kart
Płatności bezgotówkowe 07:12

ING właśnie wydał komunikat. Ważny dla tych, którzy korzystają z kart

0
ANNA KOPEć
1.
USA chcą uderzyć w chińskie AI. DeepSeek i Kimi na celowniku
Oprogramowanie 20 LIP 2026

USA chcą uderzyć w chińskie AI. DeepSeek i Kimi na celowniku

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Ta luka pozwala przejąć całą stronę. Ataki już trwają
Bezpieczeństwo 20 LIP 2026

Ta luka pozwala przejąć całą stronę. Ataki już trwają

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Stuu wróci do Polski. Może trafić do więzienia na długie lata
Wiadomości 20 LIP 2026

Stuu wróci do Polski. Może trafić do więzienia na długie lata

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
AliExpress z rekordową karą. Chodzi o niebezpieczne produkty
Aplikacje 20 LIP 2026

AliExpress z rekordową karą. Chodzi o niebezpieczne produkty

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Masowe protesty wymierzone w centra danych. Jedna rzecz zaskakuje
Wiadomości 20 LIP 2026

Masowe protesty wymierzone w centra danych. Jedna rzecz zaskakuje

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
NVIDIA pochłania pamięci. Ceny mogą jeszcze bardziej wystrzelić
Tech 20 LIP 2026

NVIDIA pochłania pamięci. Ceny mogą jeszcze bardziej wystrzelić

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Nubia NaviX Ultra pokazała przyszłość. Tak działa smartfon zarządzany przez agenta AI
Sprzęt 20 LIP 2026

Nubia NaviX Ultra pokazała przyszłość. Tak działa smartfon zarządzany przez agenta AI

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Huawei latem kusi nowymi słuchawkami z ANC. Jest tanio, będzie jeszcze taniej
Sprzęt 20 LIP 2026

Huawei latem kusi nowymi słuchawkami z ANC. Jest tanio, będzie jeszcze taniej

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Galaxy Watch Ultra 2 bez tajemnic. Z zewnątrz podobnie, ale w środku rewolucja
Sprzęt 20 LIP 2026

Galaxy Watch Ultra 2 bez tajemnic. Z zewnątrz podobnie, ale w środku rewolucja

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Dostałeś fakturę z Amazonu na kilka miliardów? Prawdopodobnie nie będziesz musiał płacić
Sprzęt 20 LIP 2026

Dostałeś fakturę z Amazonu na kilka miliardów? Prawdopodobnie nie będziesz musiał płacić

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Uber zadziwia: przejazd będzie można zamówić bez aplikacji
Wiadomości 20 LIP 2026

Uber zadziwia: przejazd będzie można zamówić bez aplikacji

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
OnePlus nie dowiózł, ale nadciąga Oppo A7 Pro Max z potężną baterią
Sprzęt 20 LIP 2026

OnePlus nie dowiózł, ale nadciąga Oppo A7 Pro Max z potężną baterią

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Groźna burza, lub wakacje na dziko? Ten sprzęt przyda się wszędzie
Telepolis.pl
Sprzęt 20 LIP 2026

Groźna burza, lub wakacje na dziko? Ten sprzęt przyda się wszędzie

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Europa w końcu błyśnie? Ta firma może być warta 1 bln dolarów
Tech 20 LIP 2026

Europa w końcu błyśnie? Ta firma może być warta 1 bln dolarów

1
MACIEJ SIKORSKI
1.
Ile głębokiego snu potrzebuje człowiek? Możecie być zaskoczeni
Nauka 20 LIP 2026

Ile głębokiego snu potrzebuje człowiek? Możecie być zaskoczeni

0
ANNA KOPEć
1.
Polacy na celowniku. Jedno kliknięcie i można stracić nie tylko kasę
Bezpieczeństwo 20 LIP 2026

Polacy na celowniku. Jedno kliknięcie i można stracić nie tylko kasę

0
ANNA KOPEć
1.
Więcej nowości
To jak MacBook Air, ale z Windowsem. A dziś jest za 2999 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 20 LIP 2026

To jak MacBook Air, ale z Windowsem. A dziś jest za 2999 zł

Z procesorami ARM kojarzą nam się głównie MacBooki. Jednak Microsoft od lat kombinuje, jakby zaoferować taki sprzęt z Windowsem a ostatnia próba jest już całkiem udana. Dziś natomiast możecie kupić naprawdę dobrze wyposażonego laptopa z takim układem i to w cenie MacBooka Neo.  Mowa tu o Dell  Inspiron 14 5441-4644, którego kupicie dziś, czyli 20 lipca za jedyne 2999 zł, czyli w cenie MacBooka Neo. Jednak specyfikacją zostawia on daleko w tyle taniego laptopa od Apple pod niemal każdym względem. A biorąc pod uwagę jego niezwykle atrakcyjną cenę, to rekompensuje ona wszystko, co może budzić wątpliwości. [SALE-6287] Dell  Inspiron 14 5441-4644 za 2999 zł Zacznijmy klasycznie: od ekranu. Jest to 14-calowa matryca WVA o rozdzielczości 1920 × 1200 pikseli o matowym wykończeniu. Sercem urządzenia jest natomiast dziesięciordzeniowy i dziesięciowątkowy Qualcomm Snapdragon X Plus X1P-64-100, którego wspiera 16 GB RAM LPDDR5X o taktowaniu 8448 MHz. Na dane przeznaczono natomiast nośnik PCIe NVMe 4.0 x4 o pojemności 1 TB. [SALE-6287] Ciekawie prezentuje się także zestaw portów. Mamy tu 2 USB-C 4.0 Gen. 3 z PD i DP, USB-A 3.2 Gen. 1, ComboJack i slot kart microSD. A to wszystko z mocną baterią na cały dzień pracy i przy wadze 1,54 kg, czyli mniej/więcej tyle ile waży butelka wody może być Wasze za jedyne 2999 zł. 

3
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Nowy serial fantasy HBO jest droższy niż Władca Pierścieni
Telewizja i VoD 20 LIP 2026

Nowy serial fantasy HBO jest droższy niż Władca Pierścieni

HBO w pocie czoła pracuje nad nowym serialem fantasy "Harry Potter". Oczekiwania są przeogromne - ma on szansę stać się jednym z największych seriali wszech czasów. I choć premierę ma dopiero w grudniu, to już pobił znaczący rekord. Harry Potter już ma na swoim koncie rekord Adriano Goldman, operator zdjęć serialu HBO Max o Harrym Potterze, w podcaście Andre Pilliego, ujawnił już jeden ważny rekord. Według niego, Harry Potter ma największy budżet produkcyjny, jaki kiedykolwiek przeznaczono na serial streamingowy. Co ciekawe, przewyższa on nawet słynny budżet "Władcy Pierścieni: Pierścienie Władzy" od Prime Video, który do tej pory uchodził za najdroższy serial tego typu.  https://www.youtube.com/watch?v=kelZtIEP87g HBO zaplanował ogromny projekt Platforma planuje zaadaptować wszystkie siedem części Harrego Pottera, z których każda będzie miała jeden sezon, z bardzo wiernym oddaniem fabuły. Cała produkcja ruszyła latem 2025 w studiu Warner Bros. Wiadomo już, że nakręcony zostanie od razu drugi sezon. Adriano Goldman nie jest osobą przypadkową. Posiada ogromne doświadczenie w pracy nad niezwykle drogimi serialami - był operatorem w serialu "Andor" na Disney+ oraz "The Crown" na Netflixie. Wystarczy wspomnieć, że budżet obu sezonów "Andor" przekroczył 20 milionów dolarów za odcinek, a historyczny serial Netflixa kosztował 10 milionów dolarów za każdy epizod. I jeśli Goldman twierdzi, że Harry Potter ma najprawdopodobniej największy budżet spośród wszystkich seriali streamingowych, to z pewnością nie ma tu przesady.  HBO ma doświadczenie w produkcjach na dużą skalę. Przykładem mogą być tytuły takie, jak "Gra o Tron", "Ród Smoka", czy "The Last Of Us".  https://www.youtube.com/watch?v=gOotIuI-v1I  

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Sony zawstydziło Apple. Te słuchawki szokują i ceną, i brzmieniem
Telepolis.pl
Testy sprzętu 19 LIP 2026

Sony zawstydziło Apple. Te słuchawki szokują i ceną, i brzmieniem

Sony 1000X The Collexion to nowe słuchawki klasy premium – a nawet ultrapremium. Sprawdzamy, czy rzeczywiście warto do nich dopłacić. Za czasów pierwszej czy drugiej generacji kultowych „tysiączek” firmy Sony były to słuchawki bez dwóch zdań prestiżowe. Od tamtej pory jednak trochę się zmieniło. Konkretnie, Apple AirPods Max udowodniły, że nawet na rynku słuchawek konsumenckich jest miejsce na jeszcze wyższy segment cenowy, a klienci chętnie będą płacili za przywilej posiadania takiego sprzętu. Japończycy wzięli sobie tę lekcję do serca, czego owocem jest nowy model Sony 1000X The Collexion. No i tu pojawia się ważne pytanie: czy Sony 1000X The Collexion faktycznie mają do zaoferowania coś ponad numerowaną serię WH-1000XM, czy stanowią tylko sprytny wybieg producenta, by podbić cenę flagowej linii słuchawek? Bo ta faktycznie jest sporo wyższa niż w przypadku WH-1000XM6 i wynosi ok. 2699 zł. Oczywiście postanowiliśmy to sprawdzić. Wygląd i wykonanie Wizualnie Sony 1000X The Collexion prezentują się z grubsza tak, jak można by się tego spodziewać po bardziej ekskluzywnej wersji „tysiączek”. Minimalistyczne, wręcz monolityczne słuchawki wokółuszne bez nadmiaru zdobień, za to z masą łagodnych linii i delikatnych przejść między poszczególnymi elementami. W porównaniu z Sony WH-1000XM6 i tańszymi modelami z serii chyba najbardziej charakterystyczną różnicą jest konstrukcja pałąka. Mamy tu kilka metalowych elementów, w tym charakterystyczną szynę poprowadzoną na całej długości po zewnętrznej stronie. Wygląda to elegancko i bardzo solidnie. Uwagę zwracają także metaliczne oprawy wokół portów USB-C i jack 3,5 mm oraz imitująca skórę faktura, którą wykończono obudowę. W materiałach promocyjnych producent chwali się, że w porównaniu z klasycznymi modelami z linii WH1000 nowy model może się pochwalić bardziej luksusowym wykonaniem. Jeśli mam być szczery, ktoś tu się moim zdaniem z tymi deklaracjami zagalopował. Rzeczywiście, Sony 1000X The Collexion wypadają pod tym względem lepiej od tańszych modeli w serii, ale nie widzę tu niczego, co uzasadniałoby aż tak dużą różnicę w cenie. Natomiast jest kilka elementów, które koniecznie chciałbym pochwalić. Raz, wspomniana wcześniej metalowa konstrukcja pałąka jest naprawdę solidna. Całość jest bardzo elastyczna, a przy tym sprawia wrażenie wytrzymałej i posiada bardzo płynnie działający mechanizm regulacji długości. Co prawda nie obraziłbym się o jakieś oznaczenia pozwalające szybko wrócić do preferowanego rozmiaru, zamiast celować na oko, ale to już drobiazg. Druga sprawa to nausznice, a raczej fakt, że są wymienne. Co więcej, zamontowano je na klipsach, więc proces wymiany jest dziecinnie prosty. Ważna sprawa w przypadku sprzętu, który docelowo ma nam służyć trochę dłużej niż dwanaście miesięcy. No i na plus warto też dodać, że producent serio pomyślał o bezpiecznym transporcie sprzętu.  W zestawie razem ze słuchawkami znajdziemy eleganckie etui z zaczepem magnetycznym. To jedno z lepszych tego typu akcesoriów, jakie miałem okazję widzieć w karierze recenzenta. Wygoda i obsługa Trzeba Sony 1000X The Collexion oddać jedno – na głowie leżą naprawę fenomenalnie. Słuchawki bardzo dobrze dopasowują się do kształtu głowy, oferują spory zakres regulacji, a siła docisku dobrana jest w zasadzie w punkt. Ani nie są to imadła, ani nie trzeba się obawiać, że spadną przy byle gwałtownym ruchu. No i w samych nausznicach miejsca jest naprawdę pod dostatkiem. Natomiast trzeba brać poprawkę, że są to słuchawki zamknięte, a tutejsze pady, choć miękkie i przyjemne w dotyku, to jednak nie przepuszczają powietrza. Grzanie w uszy podczas dłuższych odsłuchów jest realnym problemem, zwłaszcza podczas upałów. Prywatnie jednak bardziej boli mnie tutejszy system sterowania. Na obudowie znajdziemy kilka przycisków, które jednak w większości nie są w żaden sposób opisane. Do tego oferują tak słaby skok, że równie dobrze mogłyby być płytkami dotykowymi – tak czy tak dostajemy w zasadzie zero feedbacku. Ale skoro o tym mowa, to dotyk też tu jest i odpowiada za masę kluczowych funkcji – tak jak ma to miejsce w przypadku większości „tysiączek” producenta. Prywatnie uważam ten system za kompletnie niepraktyczny, by nie powiedzieć „głupi”. Cała powierzchnia muszli pełni rolę płytki dotykowej, więc praktycznie nie można dotknąć słuchawek, by przypadkiem nie aktywować jakiejś funkcji. Do tego w porównani z przyciskami tutejsze gesty są powolne i mało responsywne, a jedynym feedbackiem, jaki dostajemy, jest sygnał dźwiękowy. Oczywiście można się do tego przyzwyczaić, ale korzystanie w ten sposób z 1000X The Collexion jest strasznie nieprzyjemne i kompletnie nie przystoi sprzętowi aspirującemu do miana luksusowego. Łączność i aplikacja Sony 1000X The Collexion wykorzystują łączność Bluetooth 6.0. Znajdziemy tu także obsługę technologii Google Fast Pair, multipoint z możliwością jednoczesnego podłączenia do dwóch źródeł, a także opcję połączenia przewodowego z wykorzystaniem złącza jack 3,5 mm. Dedykowana aplikacja na smartfony nie jest obowiązkowa, ale zdecydowanie warto ją pobrać. Apka nazywa się Sound Connect i jest dostępna w Sklepie Play oraz App Store. [gallery][img]258326[/img][img]258327[/img][img]258324[/img][img]258322[/img][img]258323[/img][img]258325[/img][/gallery] Z jej poziomu możemy m.in. skonfigurować equalizer, włączyć wszystkie „ulepszacze” audio (m.in. DSEE Ultimate i 360 Upmix) czy skonfigurować zaawansowane funkcje, takie jak asystent głosowy czy natychmiastowy dostęp do wybranych aplikacji zewnętrznych (m.in. Spotify Tap, YouTube Music Quick Access). Rozczarowują bardzo skromne możliwości konfiguracji w zakresie sterowania słuchawkami. Możemy co prawda wyłączyć gesty dotykowe, ale nie możemy zmienić ich działania ani przypisać ich funkcjonalności do innych klawiszy. Izolacja i ANC Skuteczne ANC to znak rozpoznawczy słuchawek Sony i nie inaczej jest w przypadku testowanego modelu. Działa ono fenomenalnie, eliminując zdecydowaną większość hałasów. Bez trudu poradzą sobie w rozklekotanym tramwaju, hałaśliwym biurze czy podczas lotu samolotem. Jakość dźwięku Sony 1000X The Collexion wyposażono w przetworniki dynamiczne o średnicy 30 mm i oporności 48 omów. Pasmo przenoszenia to 20 Hz do 40 kHz, a w przypadku transmisji bezprzewodowej mamy do dyspozycji kodeki SBC, AAC, LC3 i LDAC. Odsłuchów na potrzeby testów dokonywałem po Bluetooth z wykorzystaniem tego ostatniego. Na początek mała spowiedź: w przeszłości mocno krytykowałem korzystanie przez Japończyków z tak małych driverów. Ba, to im przypisywałem większość problemów brzmieniowych Sony WH-1000XM5. Po spotkaniu z Sony 1000X The Collexion muszę jednak odszczekać to, co wtedy pisałem. Nie mam pojęcia, w jaki sposób inżynierom udało się oszukać prawa fizyki, ale te maleństwa grają naprawdę fenomenalnie. Bo nie będę owijał w bawełnę – testowany model dźwiękowo wypada absolutnie fantastycznie. Sony 1000X The Collexion grają brzmieniem, którego mogłyby pozazdrościć im niejedne słuchawki o typowo audiofilskim zacięciu: dojrzałym, bardzo dobrym technicznie, a jednocześnie przystępnym dla mniej osłuchanych użytkowników. Zacznijmy od tego, że to ciepłe i ciemne słuchawki. Jest dużo niskich tonów, jednak są one prezentowane raczej jako masywny fundament dźwięku, a nie dopałka sekcji rytmicznej, która ma tuszować braki dynamiki. Niskie tony schodzą bardzo nisko, komfortowo poruszając się w obszarze subbasu, a jednocześnie mają wyraźną fakturę i charakteryzują się naturalnym zróżnicowaniem. Jest tu pewna sprężystość i wyraźnie nakreślony kontur, którego często brakuje słuchawkom konsumenckim, a które są bardzo istotne dla naturalnych instrumentów grających w niższych rejestrach, np. dla kontrabasu i dobrze nagranej stopy perkusyjnej. Wrażenie basowości pogłębia fakt, że na drugim końcu spektrum słuchawki są bardzo zachowawcze. Wysokie tony są wycofane, jednak w odbiorze wyraźnie słychać, że jest to efekt świadomego strojenia, a nie brak natury technicznej. Efekt jest taki, że choć soprany są w miksie obecne i brzmią poprawnie, to podane są w sposób łagodny i wycofują się, zanim zrobi się zbyt jasno i nieprzyjemnie. Uważam, że w przypadku tego modelu daje to całkiem fajny efekt, bo pozwala skutecznie zamaskować niedostatki gorzej wyprodukowanych nagrań, gdzie góra jest często podawana w sposób zbyt agresywny (Fleetwood Mac – Dreams) lub pojawia się tendencja do sybilizacji (Katie Melua – Nine Million Bicycles). A średnica? Szczegółowa, naturalna i bardzo intymna. Spokojne utwory wokalne, szczególnie w aranżu akustycznym, brzmią tutaj naprawdę spektakularnie, urzekając swoim ciepłem i bezpośredniością. To słuchawki w zasadzie stworzone, by odpalić ulubiony kawałek Nory Jones, rozsiąść się wygodnie w fotelu i dosłownie rozpłynąć się w muzyce. Jednak żeby była jasność – poradzą sobie także z każdym innym repertuarem. Generalnie jakość dźwięku i sposób jego podania spokojnie usprawiedliwiają wygórowaną cenę testowanego modelu. Ciężko się na tym polu do czegoś przyczepić, choć oczywiście kilka obszarów by się znalazło. Przede wszystkim scena jest mocno kameralna, co w niektórych kawałkach skutkuje graniem stanowczo zbyt bezpośrednim. Z kolei ocieplona średnica w parze z wycofanymi wysokimi tonami odbija się na separacji, przez co w niektórych gęstych realizacjach (muzyka klasyczna, chórki) granice między poszczególnymi źródłami pozornymi robią się niewyraźne. Są to jednak szczegóły i nawet nie traktowałbym ich do końca w kategorii wad, a raczej jako cechy tutejszego sposobu serwowania dźwięku. Mikrofon Wbudowany mikrofon oceniam jako w zasadzie wzorowy. Choć nie jest to jakość studyjna, to dźwięk rejestrowany przez Sony 1000X The Collexion pozbawiony jest znaczących zniekształceń. Głos jest wyraźny, a zmiana barwy głosu wynika głównie z agresywnego filtra odszumiającego, który jednak swoją robotę wykonuje bardzo dobrze. Mówiąc krótko, to świetny sprzęt do rozmów. Bateria Według deklaracji producenta, Sony 1000X The Collexion na jednym ładowaniu powinny wytrzymać ok. 24 godziny przy włączonej redukcji szumów. Wynik przeciętny, ale powinien wystarczyć do komfortowego korzystania w większości scenariuszy. Podsumowanie Tak zupełnie szczerze, podchodziłem do testów Sony 1000X The Collexion bardzo sceptycznie. Spodziewałem się cynicznego podbijania ceny i używania marketingowego bełkotu jako zasłony dymnej dla średnio udanego produktu. Ale wiecie co? Myliłem się. Testowane słuchawki są naprawdę fenomenalne i samym swoim brzmieniem udowadniają, że grają w zupełnie innej lidze niż tańsze WH-1000XM. A czy są warte swojej ceny? Jeśli uważacie, że jakiekolwiek słuchawki są warte płacenia za nie blisko 3000 zł, to tak. Sam mam co do tego kilka wątpliwości – chociażby dlatego, że za te pieniądze oczekiwałbym wygodniejszej obsługi, bardziej przemyślanych opcji personalizacji i dłuższego czasu pracy na jednym ładowaniu. Nie zmienia to natomiast faktu, że to jedne z najlepszych słuchawek, jakie kiedykolwiek przyszło mi testować i to niezależnie od budżetu.

1
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania