Masakra na rynku telefonów. Oni już nie wrócą
Publicystyka 18:32

Masakra na rynku telefonów. Oni już nie wrócą

Początek roku przyniósł doniesienia o opuszczeniu rynku smartfonów przez dobrze znanego producenta. Tym razem z branżą pożegnał się Asus. I może zrobiłoby to na klientach wielkie wrażenie, gdyby nie fakt, że wcześniej rynek pomachał na odchodne szerokiemu gronu firm, które nie wytrzymały ostrej konkurencji. Polski rynek smartfonów od lat jest dość stabilny, gdy mowa o najpopularniejszych markach. Na świecie jest podobne. Stałymi elementami układanki pozostają Apple i Samsung, towarzyszą im gracze z Chin. W różnych konfiguracjach. Zapewne sytuacja nie zmieni się w najbliższym czasie. Rynek ulega (chyba?) stabilizacji. Niektórzy stwierdzą: nareszcie! Bo przez kilkanaście lat było to pole minowe, na którym nie można było czuć się bezpiecznie.  Nokia, czyli cesarz, który zaspał Zestawienie tego typu wypada zacząć od Nokii. Niegdysiejszy dominator na mobilnym rynku, wizytówka dla całego kraju i narodowa duma. Niektóre modele sprzedawany się w liczbie kilkuset milionów sztuk, łączna sprzedaż liczona jest już w miliardach telefonów. Wystarczy przypomnieć, że telefony Nokia 1100 i Nokia 1110 trafiły łącznie do około 500 mln odbiorców. W swoim szczycie firma kontrolowała około 40 proc. rynku mobilnego (w niektórych analizach nawet blisko 50 proc.). Na te wyniki z zazdrością muszą patrzeć nawet decydenci Apple'a i Samsunga. Nokia zaszła tak wysoko, że przestała dostrzegać, co dzieje się u podstaw rynku. A tam zachodziła wielka zmiana, nadciągała nowa era smartfonów, tych z dotykowymi ekranami. W połowie 2007 roku Steve Jobs zaprezentował iPhone’a i nie było już odwrotu. Fińska korporacja w tamtym czasie generowała rekordowe przychody, ale potem było już tylko gorzej. Ratunkiem mogła być przesiadka na Androida i konkurowanie z Samsungiem czy HTC. Jednak Finowie wybrali inaczej. Najpierw nieudolnie próbowali stworzyć dotykowego Symbiana, a potem weszli w sojusz z Microsoftem, który również zaspał w blokach startowych. Złośliwi komentowali w tamtym czasie, że dwie kury nie dadzą orła. Po latach okazało się, że mieli rację. Fiński producent najpierw współpracował z Microsoftem, by potem sprzedać mu swój dział mobilny za kilka miliardów dolarów. Na rynek trafiały kolejne Lumie, które miały przekonać klientów do Windows Phone. Nie przekonały. Po przetasowaniach do sprzedaży zaczęły w końcu trafiać smartfony z logo Nokii oraz Androidem na pokładzie (produkowane w ramach fińsko-chińskiej współpracy przez fabryki Foxconnu), ale rewolucji to nie przyniosło. W ubiegłym roku spekulowano, że w 2026 roku zakończy się licencja na korzystanie z marki Nokia przez HMD Global. Zdawały się na to wskazywać premiery nowych smartfonów już z logo HMD zamiast Nokia. I choć wydawało się, że wieloletnia podróż telefonicznej Nokii właśnie (kolejny raz) dobiega końca, jesienią pojawiły się doniesienia, że strony postanowiły przedłużyć umowę. Po Siemensie zostały zdjęcia Galácticos Skoro jesteśmy już przy dinozaurach, trzeba wspomnieć o Siemensie. Na dobrą sprawę ten biznes nie dotrwał nawet do ery smartfonów współcześnie nam znanych (dotykowych), ale podłożył pod niego podwaliny. Podobnie jak w przypadku Nokii korzenie telefonii komórkowej sięgają tu lat 80. XX wieku. W Polsce dogorywał komunizm, na boiskach cuda wyczyniał Diego Maradona, a Siemens chwalił się telefonem w pakiecie z walizeczką, czyli Mobiltelefon C1. W kolejnej dekadzie był telefon z kolorowym wyświetlaczem i doczepianym aparatem, a na przełomie wieków w portfolio pojawił się model SL45 z m.in. odtwarzaczem plików MP3 i czytnikiem kart pamięci na pokładzie.  Rok 2000 przyniósł przejęcie oddziału telefonicznego korporacji Bosch przez Siemensa. Ten ostatni kontrolował niemal 9 proc. rynku komórkowego, co pozwalało trzymać się tuż za podium (w przypadku Polski wynik był znacznie lepszy, sięgał 20 proc.). W kolejnych latach udawało się utrzymywać silną pozycję, ale nie przekładało się to na zyski – firma dokładała do tego interesu. Zabawa w mobile kosztowała Siemensa coraz więcej, jednocześnie nie był on uzależniony od tego rynku jak np. Nokia, więc podjęto decyzję o sprzedaży. W 2005 roku tajwański BenQ przejął Siemens Mobile wraz z prawem do używania marki Siemens na telefonach przez 5 lat. I tu właściwie można postawić kropkę. Albo krzyż. Dla niektórych to musiał być prawdziwy szok, bo przecież zaledwie kilka lat wcześniej logo Siemens pojawiało się na koszulkach piłkarzy prawdziwych potęg. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Real Madryt w erze Galácticos. Zidane, Figo i Beckham biegali po murawie z napisem Siemens Mobile na piersi. Sagem wskoczył w chińskie ubrania Na rynku niemieckim prym wiódł Siemens, a we Francji dominował Sagem. Firma, którą założono przeszło sto lat temu, w latach 90. ubiegłego stulecia rosła dynamicznie właśnie za sprawą telefonów komórkowych, które cieszyły się sporym zainteresowaniem, także globalnie. Czar prysł jednak dość szybko i w 2008 roku okazało się, że z tym graczem należy się pożegnać. Gdy dzisiaj przegląda się foty sprzętu Siemensa czy Sagema w głowie kołacze co najmniej jedna myśl: nudno nie było… W tym miejscu warto dodać, że na początku poprzedniej dekady podmiot Sagem Wireless trafił w chińskie ręce. Nabywcą była firma Transsion, która powstała kilka lat wcześniej. Ta nazwa nie musi wiele mówić klientowi w Polsce, ale sytuacja się zmieni, gdy dodam, że pod jej parasolem znajdziemy marki Itel, Tecno oraz Infinix. Nie są one obce polskim odbiorcom, kilka lat temu oficjalnie pojawiły się na naszym rynku. I na razie z niego nie wyparowały. Kanadyjczykom nie pomógł nawet Obama Wspomniane już lata 80. dały światu jeszcze firmę Research In Motion. O kanadyjskim podmiocie można napisać, że wyprzedził swoją epokę. Dostarczane na rynek urządzenia marki BlackBerry na początku wieku stały się obiektem westchnień milionów ludzi na całym świecie. Nawet gdy w sprzedaży pojawił się iPhone, liczne było grono chętnych na urządzenia spod znaku Jeżyny. Nie brakowało nawet głosów przekonujących, że szanujący się biznesmen czy polityk powinien mieć w kieszeni urządzenie tego producenta, a nie „zabawkę” od Jobsa. Barack Obama długo nie chciał się rozstać ze sprzętem kanadyjskiego producenta. Ostatecznie Kanadyjczykom nie pomogła ani fizyczna klawiatura QWERTY w telefonach, ani własny system operacyjny czy sentyment. W poprzedniej dekadzie drastycznie spadły sprzedaż urządzeń, wyniki finansowe, cena akcji i zatrudnienie w korporacji. W firmie wybuchł popłoch, podejmowano nieracjonalne decyzje – decydenci chyba do końca nie rozumieli, co dzieje się na rynku i nie wiedzieli, jak na to zareagować. Z jednej strony chcieli trafić do mas, z drugiej próbowali odpowiadać na potrzeby kadry menedżerskiej. Kanadyjczyków nie uratowała zmiana nazwy z Research In Motion (RIM) na BlackBerry, przełomu nie przyniosła też przesiadka na Androida. Ostatecznie zdecydowano, że korporacja skupi się na rozwoju oprogramowania, szczególnie w zakresie internetu rzeczy i bezpieczeństwa. Za sprawą udzielanych licencji nadal powstawały smartfony z BlackBerry w nazwie, ale obchodziło to chyba niewiele osób. LG, czyli sztuka eksperymentowania  Była Europa i Ameryka Północna, czas na wycieczkę do Azji. A konkretnie do Korei Południowej, w której od lat 90. ubiegłego stulecia telefony produkowała firma LG. Podmiot narobił sporego zamieszania w tym biznesie pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, gdy dostarczał na rynek urządzenia z ekranami dotykowymi, w tym modele Prada i czy kochany przez Polaków Viewty. Firmie udało się wejść na podium największych graczy w branży.  W kolejnych latach Koreańczycy próbowali nie tylko dotrzymać kroku konkurencji, ale też nadawać ton tym zmaganiom. Na początku poprzedniej dekady firma wypuściła na rynek model LG Optimus 3D, który, jak sama nazwa wskazuje, miał umożliwiać oglądanie materiałów 3D (bez okularów). Smartfon LG G Flex posiadał wygięty wyświetlacz i całą obudowę, a LG Wing oferował dodatkowy, niejako ukryty, wyświetlacz. Takich eksperymentów było więcej, szły w parze z solidnymi produktami, które firma regularnie dostarczała na rynek. Problem polegał na tym, że LG nie mogło wyjść z cienia giganta ze swojego podwórka, czyli Samsunga. Jednocześnie o rynkowe udziały trzeba było walczyć z chińskimi producentami. A to wszystko kosztowało miliardy dolarów. Możliwe, że decyzja o odpuszczeniu mobile byłaby podjęta wcześniej, ale smartfon przez długi czas był postrzegany jako element spinający inne urządzenia, w tym AGD i RTV. A przecież LG ma szerokie portfolio produktowe. Ostatecznie firma porzuciła rynek smartfonów w 2021 roku.  Asus robił matrioszki. Teraz czas na AI Przyczynkiem do powstania tego tekstu były doniesienia dot. Asusa. O możliwym opuszczeniu rynku przez tego gracza mówiło się już od jakiegoś czasu, pogłoski były nakręcane przez brak odświeżania portfolio. W końcu spekulacje zastąpiła oficjalna deklaracja. Szef tajwańskiego producenta, Jonney Shih, potwierdził, że Asus nie planuje wprowadzać do sprzedaży kolejnych smartfonów. Firma chce się skupić na komputerach i tzw. sztucznej inteligencji, a szczególnie jej wykorzystaniu w robotyce i okularach. Historia tego producenta też jest dość bogata, znajdziemy w niej proste telefony oferowane przed dwiema dekadami, sprzęt z Windows Mobile na pokładzie (Asus M930) i cały szereg urządzeń z procesorami Intela. Uwagę mediów firma przyciągała m.in. z pomocą linii PadFone, która pozwalała zamienić smartfon w tablet, a dalej w notebook. Swoista matrioszka nieźle prezentowała się na papierze i podczas prezentacji, ale rynku nie pomogła podbić. Smartfonowa oferta tajwańskiego producenta w ostatnich latach stała dwiema seriami: Zenfone i ROG Phone. Pierwsza oferowała wysoką wydajność w kompaktowym rozmiarze. Druga pomyślana była jako linia dla graczy. Ich nabywcy pewnie zastanawiają się od kilku dni: co teraz? Jeśli wierzyć zapewnieniom firmy, klienci nie zostaną porzuceni – mogą liczyć na obsługę gwarancyjną czy aktualizacje oprogramowania. Pożegnanie z marką nie musi być zatem bolesne. Microsoft nie daje za wygraną Być może niektórych ta historia ominęła, ale Microsoft nie porzucił swoich smartfonowych marzeń po klęsce serii Lumia z Windows Phone na pokładzie. Pod koniec ubiegłej dekady okazało się, że w ramach linii Surface firma dostarczy na rynek smartfon z… Androidem. Surface Duo oferował m.in. dwa wyświetlacze i zbierał mieszane recenzje, w których sporo miejsca poświęcano np. cenie – bardzo wysokiej. Za sprzęt trzeba było zapłacić ponad 1500 euro. A przypomnę, że działo się to kilka lat temu. Ostatecznie projekt dokonał żywota. Czy to zakończy przygodę Microsoftu ze smartfonami? Trudno przewidzieć. Każdy popełnia błędy. Nawet Bezos Intrygującym eksperymentem ze stajni wielkiej korporacji był też Fire Phone. Podczas gdy Microsoft od trzech dekad zmaga się z rynkiem mobilnym, Amazon odebrał na nim jedną lekcję i chyba wystarczyło. W 2014 roku w sprzedaży pojawił się smartfon, który opracowywano kilka lat, a który odesłano na śmietnik historii po zaledwie kilku kwartałach. I nie był to wytwór nikomu nieznanej marki z Chin – za tym projektem stała jedna z największych firm naszego globu. Na początku poprzedniej dekady Amazon był pewnie mocno podbudowany sukcesem swoich czetników ebooków. Linia Kindle wzięła rynek szturmem, więc zdecydowano się na stworzenie kolejnych urządzeń mobilnych. Smartfon Fire Phone trafił do sprzedaży ze zmodyfikowaną wersją Androida i usługami Amazona, które miały zastąpić te od Google. Klient, który chciał nabyć sprzęt bez umowy z operatorem, musiał przygotować niemal 650 dolarów. Imperium Bezosa chciało, by ich sprzęt leżał na tej samej półce, co iPhone. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te cele. Popyt był mizerny, cena topniała w oczach, a góry sprzętu zalegały w magazynach. Skończyło się na stratach i rezygnacji ze smartfonowych ambicji.  Tak złe, że aż... złe Mniej więcej w tym samym czasie, gdy rozbłysła i zgasła gwiazda Fire Phone, branża obserwowała inny ciekawy eksperyment na rynku mobilnym. Oto Mozilla postanowiła podbić sektor mobilny z platformą Firefox OS. Nadzieje wiązano z tym projektem całkiem spore, ale szybko okazało się, że nie zmieni on biegu historii. Projekt oceniano źle lub bardzo źle. Nie pomagał też fakt, że system trafiał na urządzenia o kiepskiej specyfikacji. Nie pomogły nawet tłumaczenia, że to propozycja dla klientów z mniej zasobnym portfelem w krajach Azji czy Afryki. Warto w tym miejscu przypomnieć, że we wprowadzenie telefonów z Firefox OS na światowy rynek aktywnie zaangażowany był polski oddział sieci T-Mobile. Bankrut odkrywa smartfony  Do listy zgonów dorzucę też jeden cud. Przed dekadą nastąpiło zmartwychwstanie. A doświadczyła go marka Kodak. Kilka lat wcześniej niegdysiejszy gigant z rynku foto zaliczył bankructwo. Ale komuś przyszło do głowy, że przecież można spróbować zarobić na nostalgii. Na rynek trafił model Ektra. Nazwa nie była przypadkowa, nawiązywano do aparatu, który pojawił się na rynku jeszcze w pierwszej połowie XX wieku. Po kilku dekadach chciano sprzedać ludziom opowieść o smartfonie z genialnym aparatem. Albo aparacie z funkcjami smartfonu. Podobne próby podejmowali też inni gracze, z Samsungiem i Nokią na czele. Ale ta narracja kiepsko się sprzedawała. Podobnie było z modelem Ektra. Meizu, czyli od MP3 do samochodów Ciekawym przypadkiem na rynku mobilnym było/jest Meizu. Chińska firma wystartowała ponad dwie dekady temu i początkowo oferowała klientom odtwarzacze MP3, potem też MP4. Niedługo później gracz zabrał się za robienie smartfonów i szybko zdobywał klientów, głównie w Chinach, ale z czasem też np. w Rosji. Podmiot regularnie odświeżał ofertę i przyciągał konsumentów w kolejnych krajach, często unikalnymi innowacjami, jak jeden z pierwszych czytników linii papilarnych w ekranie. Przed dekadą to był jeden z hitów wśród Polaków, którzy nie chcieli przepłacać za sprzęt mobilny. Potem losy tego podmiotu zaczęły przypominać scenariusz opery mydlanej. Obserwowaliśmy opuszczanie rynków, powroty, zerwanie z mobile, wprowadzenie do oferty nowych modeli… Dość napisać, że w 2022 roku firma przeszła pod kontrolę koncernu Geely i miała się zająć m.in. rozwiązaniami dla rynku motoryzacyjnego oraz (jak wszyscy obecnie) tzw. sztuczną inteligencją.  Lenovo postawiło na amerykański brand Osobną historię stanowi marka Lenovo. Chiński producent sprzętu długo pracował na rozpoznawalność, także na globalnym rynku, i zdołał się przebić – również w segmencie mobilnym. W 2013 roku podmiot sprzedał 50 mln smartfonów, co oznaczało 60-procentowy wzrost względem roku poprzedzającego. W 2014 roku także poprawiono wynik i osiągnięto poziom 76 mln słuchawek. W znacznej mierze odbywało się to za sprawą podkręcania sprzedaży w Państwie Środka, ale Lenovo nie trzymało się kurczowo swojej ziemi. Poważna zmiana zaszła w 2014 roku, gdy Lenovo kupiło od Google Motorolę Mobility. Na ten cel wydano 3 mld dolarów. Kilka lat wcześniej Google zapłaciło za ten biznes 12,5 mld dolarów. Kiepski interes? Nie do końca – firmę rozczłonkowano, a internetowemu gigantowi zależało przede wszystkim na portfolio patentowym, które z nim zostało. Lenovo natomiast stanęło przed dylematem: na który brand postawić? Rozwiązanie klarowało się kilka lat, ale finalnie padło na Motorolę. Przetrwała marka, która w świecie telefonii komórkowej uchodzi za legendę. Znikający i powracający Chińczycy Ciekawą historią może się też pochwalić Honor. W poprzedniej dekadzie była to marka należąca do Huawei. Ta zależność skończyła się pod koniec 2020 roku, relatywnie krótko po tym, jak Huawei został odcięty od usług Google. Brand, który znajdziemy m.in. na smartfonach, ale też tabletach, laptopach czy urządzeniach ubieralnych, realizował na naszym rynku strategię drzwi obrotowych: wszedł, wyszedł, wszedł. Obecnie produkty z tym logo można u nas kupić. I to z dostępem do usług Google. Rozstania i powroty zaserwowało też polskim klientom Vivo (grupa BBK, do której należą też Oppo, OnePlus i Realme). To kolejny chiński producent, który przebojem wdarł się do sektora elektroniki użytkowej. Jego największym atutem była jakość aparatów i oprogramowania do ich obsługi. Obok zaś flagowych foto-urządzeń, szybko wyrosło bogate portfolio sprzętu w rozsądnej cenie. Popularność marki rosła, ale w końcu pojawił się problem: spór patentowy z Nokią. Na tyle poważny, że z niektórych rynków trzeba było się zwinąć. Ostatecznie strony doszły do porozumienia, a po krótkiej przerwie Polacy znów mogą głosować portfelami na urządzenia Vivo.  Od zera do bohatera. I z powrotem Spektakularnego powrotu na polski rynek nie zaliczyła (jeszcze?) marka HTC. Dla wielu osób to pewnie brand przywołujący wspomnienia. Przez długi czas Tajwańczycy dostarczali topowe telefony z mobilnym Windowsem jako hurtownik, a operatorzy nazywali finalne produkty po swojemu. Dość wspomnieć legendarny SPV M3000 w Orange, który w sieci Era nazywał się MDA Vario, a jego właściwa nazwa kodowa to HTC Wizard. HTC było też producentem pierwszego telefonu z Androidem, HTC Dream, znanego w Polsce jako Era G1. Przez pewien czas tajwański gracz pełnił wręcz rolę grabarza Nokii (ale też kilku innych brandów), pokazując, jak powinno robić się porządne smartfony. Stawał też ochoczo w szranki z samym Samsungiem. Piękny sen nie trwał jednak długo, przed dekadą czytaliśmy już głównie o planach podbicia rynku z pomocą gogli VR, a telefony zaczęły schodzić na dalszy plan. Czy firma z Tajwanu całkowicie odpuściła mobile? Otóż nie! W ubiegłym roku głośno zrobiło się o modelu HTC Wildfire E5 Plus, który trafił na kilka azjatyckich rynków. To urządzenie bez historii, za kilkaset złotych. Tak wygląda dzisiaj rzeczywistość HTC. I tutaj mała wisienka na torcie, bo pewnie niewiele osób o tym wie, ale HTC pośrednio odpowiada za kształt obecnych smartfonów Google Pixel. Przez pewien czas Google korzystał z pomocy różnych marek, by prezentować referencyjne telefony z Androidem, a w 2017 ostatecznie przejął cały dział R&D HTC odpowiedzialny za Pixela (około 2 tys. inżynierów i ogrom patentów). Można więc śmiało powiedzieć, że duch dawnej świetności HTC wciąż żyje w smartfonach Google'a. To nie jest rynek dla starych marek. Dla młodych zresztą też Czy to koniec listy? Nie, moglibyśmy ją rozwijać i rozwijać. Na swój akapit zasłużyły Coolpad, Wiko czy Gionee. Dość napisać, że kilka lat temu głośno zrobiło się o wyliczeniach Counterpoint Research, z których wynikało, że w 2023 roku na świecie aktywnych było około 250 brandów smartfonów. Tymczasem w 2017 roku licznik pokazywał grubo ponad 700 marek. Trudno wskazać na prostą odpowiedź, dlaczego nastąpiła tak radykalna zmiana. Rynek dojrzał, wolniejsza poprawa specyfikacji sprawiła, że klienci rzadziej wymieniają sprzęt, co wymusiło na firmach ostrą walkę o klienta. Do tego doszło np. zerwanie łańcuchów dostaw w trakcie pandemii. Pod tymi ciosami padały nie tylko bardzo lokalne, słabo rozpoznawalne szerzej firmy, ale też starzy wyjadacze o globalnym zasięgu. Zresztą, powyższa lista najlepiej świadczy o tym, że pozycja w biznesie nie jest dawana na zawsze.  Gotowi na Chopina w kieszeni? A co można powiedzieć o dzisiejszym rynku smartfonów w Polsce? Komentarza udzieliła nam Karolina Krzeska, szefowa agencji Rocket Science, znanej między innymi z komunikacji marki Infinix. Polski rynek smartfonów w 2025 roku to bezpieczna, do bólu nudna stagnacja, w której Apple i Samsung wygodnie dzielą między siebie 60 proc. tortu, serwując nam co roku te same modele bez spektakularnych technologii, zmian w designie czy użyteczności, za to w wyższych cenach. Jakbyśmy zapytali na ulicy, co nowego, przełomowego wymyślili producenci, myślę, że statystyczny Polak średnio potrafiłby określić konkret. – mówi redakcji Telepolis.pl Karolina Krzeska Łatwo jest jednak krytykować, trudniej zaś wskazać satysfakcjonujące, nawet jeśli trudne rozwiązanie. Jednocześnie jako naród jesteśmy technologiczną petardą Europy – kreatywni, chorobliwie ambitni i skuteczni – a mimo to wciąż grzecznie kupujemy cudzą myśl techniczną. To strata szansy, że kraj z taką armią genialnych programistów i inżynierów wciąż nie doczekał się brandu, który uderzyłby pięścią w stół i przerwał ten przewidywalny duopol. Wyobraźcie sobie np. międzynarodową markę "Chopin" – to by było coś. – rozmarza się szefowa agencji Rocket Science Nie da się przy tym ukryć, że w dobie waśni amerykańsko-chińskich i stopniowego uświadamiania sobie, jak bardzo Europa jest zależna od obcych technologii wizja lokalnego, w pełni autonomicznego produktu jawi się coraz mocniej nie tyle, jako złudne marzenie, ile raczej jako konieczność. Własne telefony z Androidem bez zewnętrznych aplikacji, własna alternatywa dla Windowsa, własne auta, które mogą bez lęku wjeżdżać na tereny wojskowe — Europę czeka wiele technologicznych wyzwań. Rynek w 2026 roku aż prosi się o lokalnego drapieżnika, może i z Europy, ale który zrozumie, że polski konsument nie chce już tylko „poprawnego” telefonu – on chce narzędzia, które będzie manifestem naszej sprawczości i technologicznej suwerenności, który nas wyróżni i zaspokoi potrzeby zarówno emocjonalne, jak i racjonalne. – kwituje Karolina Krzeska.

0
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Koniec niebezpiecznego sprzętu w Polsce. 7 lat na czyszczenie sieci
Wiadomości 19:33

Koniec niebezpiecznego sprzętu w Polsce. 7 lat na czyszczenie sieci

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Po 100 mln lat przebudziła się. Dziwne zachowanie czarnej dziury
Kosmos 19:03

Po 100 mln lat przebudziła się. Dziwne zachowanie czarnej dziury

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Matematyka wyjaśnia 433 szóstek w Totka jednego dnia. Oto, jak
Nauka 17:57

Matematyka wyjaśnia 433 szóstek w Totka jednego dnia. Oto, jak

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Xiaomi z małą, ale wielką nowością. Dziwne, że dopiero teraz
Sprzęt 17:12

Xiaomi z małą, ale wielką nowością. Dziwne, że dopiero teraz

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Samsung dopieści Polaków. Tak smukłego średniaka dawno nie było
Sprzęt 16:21

Samsung dopieści Polaków. Tak smukłego średniaka dawno nie było

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Gratka dla fanów horroru. Szykuje się powrót legendy
Gry 15:31

Gratka dla fanów horroru. Szykuje się powrót legendy

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Uderzaj w klawisze jak emerytowana maszynistka, pokonując przy tym wrogów
Telepolis.pl
Sprzęt 14:42

Uderzaj w klawisze jak emerytowana maszynistka, pokonując przy tym wrogów

0
PAWEł MARETYCZ
1.
x-kom chyba opętało. Świetny sprzęt za 69 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 14:08

x-kom chyba opętało. Świetny sprzęt za 69 zł

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Reżyser Silent Hill planuje nową adaptację. Mówi, że ludzie go chwalą
Telewizja i VoD 13:58

Reżyser Silent Hill planuje nową adaptację. Mówi, że ludzie go chwalą

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Tę opcję w telefonie na pewno przełączysz. Ucywilizuje rozmowy
Aplikacje 13:16

Tę opcję w telefonie na pewno przełączysz. Ucywilizuje rozmowy

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Może i jest to kawał kloca, ale w świetnej cenie i wiele osób bez takiego nie rusza się z domu
Telepolis.pl
Sprzęt 11:44

Może i jest to kawał kloca, ale w świetnej cenie i wiele osób bez takiego nie rusza się z domu

4
PAWEł MARETYCZ
1.
ZUS zyskał nowe uprawnienia. Wejdą do domu i wylegitymują
Fintech 11:00

ZUS zyskał nowe uprawnienia. Wejdą do domu i wylegitymują

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Koszmar aktualizacji Windowsa trwa nadal. Microsoft z kolejną łatką
Bezpieczeństwo 10:22

Koszmar aktualizacji Windowsa trwa nadal. Microsoft z kolejną łatką

5
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Ministerstwo Finansów publikuje komunikat. Ważny dla milionów Polaków
Fintech 08:48

Ministerstwo Finansów publikuje komunikat. Ważny dla milionów Polaków

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
PlayStation 6 zadebiutuje później. Dużo później
Sprzęt 08:02

PlayStation 6 zadebiutuje później. Dużo później

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Przykładasz smartfon i jedziesz. Wygodniej się po prostu nie da
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Przykładasz smartfon i jedziesz. Wygodniej się po prostu nie da

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Ten telewizor to świetny wybór dla graczy, a dziś jest za 2499 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Ten telewizor to świetny wybór dla graczy, a dziś jest za 2499 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Google Pixel straci funkcję na wyłączność? Ma trafić do Galaxy S26
Bezpieczeństwo 24 STY 2026

Google Pixel straci funkcję na wyłączność? Ma trafić do Galaxy S26

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Więcej nowości
Ten powerbank jest na każdą kieszeń i do każdej kieszeni
Telepolis.pl
Sprzęt 24 STY 2026

Ten powerbank jest na każdą kieszeń i do każdej kieszeni

Powerbank powinien być szybki, pojemny i lekki. Tak, abyśmy mogli go ze sobą nosić wszędzie i naładować nim nasze urządzenia w miarę szybko. Oczywiście najlepiej jeszcze, żeby był względnie tani. Tak, aby nie obciążał nie tylko naszej kieszeni, ale i budżetu. Tu do gry wchodzi Powerbank Silver Monkey, którego możecie kupić za jedyne 59,99 zł. Oferuje przy tym rozsądny stosunek rozmiarów, do pojemności i mocy. [SALE-3029] Powerbank Silver Monkey  Mamy tu do czynienia z 10 000 mAh jednostką, która oferuje moc ładowania do 22,5 W. Dzięki wyświetlaczowi możemy sprawdzić poziom naładowania jego baterii, wyrażony w procentach, co mówi znacznie więcej, niż wskaźniki diodowe. Oferuje on przy tym port USB-C i USB-A, wspierając zarówno Quick Charge, jak i PD.  Jeśli chodzi o wymiary, to są to 103 × 69 × 21 mm i 180 gramów wagi. Tym samym waży mniej niż większość współczesnych smartfonów. A może być Wasz za jedyne 59,99 zł. [SALE-3029] Nie jest to tekst sponsorowany, ani taki, który powstał ze współpracy ze sklepem. Warto więc pamiętać, że promocje są ograniczone czasowo, a liczba sztuk produktów nimi objętych jest ograniczona.

0
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Za ten streaming zapłacisz więcej. Ceny ostro w górę
Telewizja i VoD 24 STY 2026

Za ten streaming zapłacisz więcej. Ceny ostro w górę

Stało się. Kolejna duża platforma VoD w Polsce postanowiła podnieść swoje ceny. Chcesz płacić mniej? Spiesz się. Obecnych abonentów podwyżka nie obejmie. SkyShowtime weryfikuje cenniki po 3 latach To na Skyshowtime obejrzysz genialne seriale Yellowstone, Landman: Negocjator, Dexter: Nowa Krew albo spędzisz wieczór z filmem Jak wytresować smoka czy Mission: Impossible - The Final Reckoning. Trudno nie odnieść wrażenia, że platforma mocno zainteresowała się polskim rynkiem, bo jej oferta istotnie wzbogaca się o wysokiej jakości produkcje w ostatnim czasie. I to nie z napisami, jak na Apple TV, lecz z polskim lektorem. Obecnie miesięczna cena subskrypcji SkyShowtime za plan Standard z reklamami wynosi 19,99 zł, a za plan Standard – 24,99 zł. W obu przypadkach maksymalna rozdzielczość udostępnianego strumienia wideo to Full HD (2 ekrany jednocześnie, 30 plików do pobrania mies.). Natomiast cena planu Premium, dającego dostęp do treści 4K, oglądania na 5 urządzeniach w tym samym czasie i możliwość pobierania nawet 100 plików miesięcznie to 49,99 zł. Ceny pakietów istotnie maleją przy wyborze płatności z góry na 6 mies. (o 33%) lub w subskrypcji rocznej (o 40%). Plany Standard i Premium nie mają reklam. Podwyżki w dolnych planach Jak czytamy w serwisie Wirtualnemedia.pl, nowy cennik zacznie obowiązywać od 24 lutego, a zmiany dotyczą dwóch najtańszych planów. Pakiet Standard z reklamami zdrożenie z 19,99 zł do 24,99 zł, a pakiet Standard z 24,99 zł do 34,99 zł. Co ważne, obecni subskrybenci platformy nie będą objęci podwyżką. Jest to więc ostatnia szansa, na dostęp do tej platformy w wyjątkowo niskiej cenie na tle innych serwisów VoD w Polsce. SkyShowtime jest przy tym słowny — szczęściarze, którzy wybrali usługę w 2023 roku z premierowym rabatem 50% taniej na zawsze nadal płacą zaledwie 12,49 zł i nie będzie tutaj żadnych podwyżek. Będzie tylko drożej Nie da się nie zauważyć, że chociaż jednostkowo opłaty za usługi streamingu nie są w Polsce wysokie (płacimy mniej niż zachodni sąsiedzi), to gdy jednak zsumujemy sobie kilka takich pakietów, robi się coraz mniej wesoło. Kiedyś rozwiązaniem było współdzielenie kont, teraz potentaci tacy jak Netflix coraz skuteczniej to blokują i oczekują dodatkowych opłat. W efekcie wielu Polaków decyduje się na rotowanie platformami, zamiast utrzymywania ich wszystkich w tym samym czasie i mają np. miesiąc z Netfliksem, a potem miesiąc z Disney. Jeszcze inni wracają do stron pirackich i telewizji liniowej, która wbrew ponurym prognozom analityków, ma się wciąż doskonale.

0
LECH OKOń
1.

Więcej nowości

Motorola Signature: szybki twardziel w garniturze (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 22 STY 2026

Motorola Signature: szybki twardziel w garniturze (test)

Motorola Signature weszła już do sprzedaży w Polsce. Smartfon ma wyznaczać nowy etap u producenta, który chce być jeszcze bardziej kojarzony z urządzeniami z wyższej półki. Debiutujący telefon dobrze wygląda, zachęca bardzo dobrym zestawem funkcji, a przy tym nie odstrasza ceną. Motorola Signature dostępna jest w Polsce za 4299 złotych, w wersji pamięciowej 16 + 512 GB. To cena już prawie jak z flagowców, a nowość przedstawiana jest przez producenta jako smartfon „ultra-premium”. Trochę na wyrost, ale tylko trochę.  Po pierwsze to model umieszczony jedno pięterko wyżej od linii smartofnów Edge Ultra, które również miały bardzo dużo do zaproponowania. Ostatni model Edge 50 Ultra kusił na tyle interesującą specyfikacją, że w Signature trudno dostrzec rewolucyjne zmiany, to raczej naturalna ewolucja, z jednym podwyższeniem standardu – układem SoC lepszej klasy. Gdyby Motorola Signature zadebiutowała jako Edge 70 Ultra, nikt by się nie zdziwił.  [PHONE:4455] Wygląd i konstrukcja Mniejsza jednak o te analizy, spójrzmy na Motorolę Signature chłodnym okiem, bez uprzedzeń. Nowy model ma obudowę o grubości 6,9 mm – jest więc bardzo smukły, co pasuje do obecnych trendów, ale nie przesadnie płaski. Szczerze? Jakoś mnie nie przekonuje ta moda na cienkie obudowy, choćby ze względów ergonomicznych. Motorola Signature zachowuje jednak sensowy złoty środek. Smartfon wygląda elegancko, zgrabnie, a jednocześnie stosunkowo dobrze leży w dłoni, a tego się obawiałem – że płaska obudowa będzie się wyślizgiwała. To się zdarza, ale bardzo rzadko i w specyficznych sytuacjach. Motorola już od paru ładnych zachowuje bardzo podobną stylistykę swoich smartfonów, jednocześnie eksperymentując z materiałami wykończenia i kolorami PANTONE. Nie inaczej jest tym razem. Motorola Signature powstała w dwóch wersjach – grafitowej PANTONE Carbon oraz oliwkowej PANTONE Martini Olive. Pierwszy kolor można podciągnąć pod czarny, czyli bezpieczny, drugi wiąże się z pewnym ryzykiem. Chodzi o to, że obydwa warianty mają wykończenie przypominające sploty materiałów (len, twill), a to może w tych kolorach budzić różne skojarzenia. Jednym z zasłyszanych w przypadku wersji zielonej jest „stara kanapa” (nie kojarzy się z luksusem, prawda?), ale to opinia na podstawie zdjęcia, a nie oględzin telefonu. Mnie z kolei ta oliwka bardziej się kojarzy z militariami, choć splot jest delikatny, więc raczej nie przypomina materiału wojskowej kurtki. Jednocześnie dzięki temu w odpowiednim połączeniu taka stylistyka będzie też pasowała do kobiecej torebki.  Matowe, materiałowe plecki efektownie kontrastują z metalową wyspą aparatów i aluminiową ramką okalającą obudowę. Całość może się podobać, jest bardzo oryginalna, różni się od większości smartfonów na rynku, więc w tym szaleństwie jest metoda. Piszę „szaleństwie”, choć oliwkowa Motorola Signature to telefon stworzony dla mnie. Bardzo lubię tę kolorystykę, a dodatkowo mój zachwyt wywołuje wytrzymałość potwierdzona testami MIL-STD-810H oraz certyfikatami IP68/IP69. Do tego otrzymujemy ekran ze szkłem Gorilla Glass Victus 2. Czyli Signature jest trochę jak pancerniak jak telefon dla fana militariów, ale w bardzo „ą ę” wydaniu. Intrygujące, niebanalne, w sumie na plus. Zestaw przycisków na obudowie ro sprawdzony standard, zapewniający wysoką ergonomię, ale dodatkowo z lewej strony znalazł się nowy element – przycisk Moto AI, pozwalający szybko włączyć nowe funkcje Motoroli Signature. W górnej części obudowy wzrok przyciąga dodatkowy wylot głośnika.  W zestawie z Signature nie ma zbyt wielu ciekawych dodatków. Ładowarki oczywiście brak, jest kabelek USB-C, szpilka do szuflady SIM, a do tego sztywne, przezroczyste etui z pierścieniem do ładowania magnetycznego.  Ekran Ekran Signature jest lekko zaokrąglony na brzegach, na wszystkich 4 krawędziach. Przy tak płaskiej obudowie telefon sporo by zyskał, gdyby szkło było jednak całkiem płaskie, estetycznie i ergonomicznie. Co prawda te lekkie zaoblenia sprawiają, że konstrukcja wydaje się smuklejsza, jednak gdy używam Motorola Signature zdarzają mi się sytuacje, że coś się przez przypadek niepotrzebnie uaktywnia – np. rozwija się górny panel szybkich ustawień. Sam wyświetlacz to jednak poezja. To matryca Extreme AMOLED o przekątnej 6,8 cala i rozdzielczości Super HD (1264 x 2780), z odświeżaniem obrazu do 165 Hz. Podobną częstotliwość oferują nowe telefony OnePlus, ale trzeba mieć świadomość, że jest wartość dostępna tylko w grach (w trybie Gametime) oraz tylko w kilku obsługujących ją tytułach. Na co dzień pozostaje więc 120 Hz. Producent obiecuje jasność sięgającą szczytowo 6200 nitów, co jednak jak zawsze należy odnosić tylko do treści HDR. Wyświetlacz zapewnia wsparcie dla Dolby Vision i HDR10+, więc do multimediów jest idealny. Producent chwali się też certyfikacją PANTONE, gwarantującą wierne odwzorowanie kolorów. I w zastosowaniach multimedialnych, i w grach i podczas codziennego używania wyświetlacz cieszy oczy pięknymi, żywymi kolorami, choć bez nadmiernego przesycenia. Do wyboru są trzy tryby kolorystyczne, dodatkowo opcja podbicia dynamiki w filmach – nikt nie powinien narzekać. No dobra, a jak jest z tą jasnością w typowych sytuacjach, nie w HDR? Ekran w ręcznym trybie jasności jest skalibrowany dość dziwnie – osiąga zaledwie ok. 350 nitów, jednak pod wpływem mocniejszego światła już się wyraźnie rozjaśnia, więc jest to bardziej taki tryb pół-ręczny. W pełnym trybie automatycznym zmierzyłem najwięcej 1350 nitów, co jest oczywiście bardzo dobrym wynikiem, zapewniającym świetną czytelność w pełnym słońcu.  Wydajność i łączność Sercem Motoroli Signature jest układ Snapdragon 8 Gen 5, czyli wersja nie Elite znana już z OnePlus 15R. W serii Edge bywały już nawet wyżej pozycjonowane układy jak topowy Snapdragon 8 Gen 2 w Edge 40 Pro, więc nowa linia Signature poza zmianą generacyjną nie wprowadza rewolucyjnej zmiany jakościowej. Oczywiście nie ma co narzekać – to świetny układ. Dostępna w Polsce wersja ma 16 GB pamięci RAM LPDDR5X oraz 512 GB pamięci wewnętrznej w szybkim standardzie UFS 4.1. W sumie więc otrzymujemy optymalne połączenie jak z flagowca. Snapdragon 8 Gen 5 (3 nm) rozpędza się z dwoma szybszymi rdzeniami CPU do 3,8 GHz, a za grafikę odpowiada GPU Adreno 840. Różnica w porównaniu do modelu Elite dotyczy głównie taktowania, a z punktu widzenia użytkownika w większości sytuacji będzie to niezauważalne.  W Motoroli Signature oczywiście wszystko śmiga, smartfon radzi sobie bez problemu z każdą aplikacją czy grą, wysoką wydajność odczujemy też w aparacie czy przetwarzaniu AI. Co jednak ciekawe, w testach syntetycznych Signature nie wypada aż tak dobrze. Na przykład w benchmarku AnTuTu 11 smartfon wykręca 2,87 mln punktów, gdy OnePlus 15R z 12 GB pamięci RAM osiąga 2,97 mln. Różnica nie jest kosmiczna, ale jest – a OnePlus chwali się dodatkową optymalizacją układu, więc coś w tym jest. Co więcej, w przeliczeniach CPU lepiej wypada Signature. Z drugiej strony OnePlus 15R znacznie słabiej wypadł w starszym AnTuTu 10 (patrz tabela). Wydajność ogólna AnTuTu 10 Geekbench 6 AIBenchmark 3D Mark Maksymalnatemperaturaobudowy [°C] Jeden rdzeń Wszystkierdzenie Wild LifeExtreme Wild LifeExtremeStress Test Asus ROG Phone 8 Pro 2167000 2309 7314 3296 5242 92,70% 63,5 ASUS Zenfone 10 1597632 2037 5625 2108 Maxed out 45,80% 46,8 Google Pixel 10 1413309 2306 6345 753 3164 81,40% 44 Google Pixel 10 Pro 1498557 2288 6245 783 3386 67,20% 47,9 Honor Magic6 Pro 2018784 2176 6747 3124 5183 48,50% 51 Honor Magic7 Pro 2631061 3052 9314 10438 6541 46,90% 45 Motorola Edge 50 Pro 821507 1150 3058 555 1456 87,20% 39,3 Motorola Edge 60 653522 1045 2969 577 852 99,30% 38 Motorola RAZR 60 Ultra 1709972 2801 6617 11081 5457 69,50% 59,2 Motorola Signature 2349809 2921 8789 17774 5634 66,10% 45 Nothing Phone (3a) Pro 819910 1174 3288 1248 1057 99,60% 37 Nubia Redmagic 10 Pro 2620653 3081 9627 12112 6514 84.7% 50 Nubia Z60 Ultra 1978425 2191 6881 3051 5097 71,60% 54 OnePlus 13 2631122 3040 9388 10709 6786 65,10% 51,6 OnePlus 15 2808019 3682 11002 20438 6894 70,90% 45 OnePlus 15R 2022401 2838 8073 13940 4978 72,70% 45 Oppo Find X8 Pro 2324903 2500 7599 9667 6298 48,30% 45 Oppo Find X9 2889195 3295 9601 8763 7006 43,70% 48,6 Realme GT 7 Pro 2844283 3069 9329 818 6374 72,40% 49 Realme GT 8 Pro 2920594 3757 11377 21149 7898 33,00% 51,6 Samsung Galaxy S24 Ultra 1950701 2310 7201 3193 5073 57,40% 47,8 Samsung Galaxy S25 Ultra 2398401 3150 10088 10969 7230 48,90% 45,7 Vivo X200 FE 1929468 1975 6924 9437 4661 46,30% 51,1 Vivo X300 Pro 3013358 3468 10230 21296 7195 45,20% 47,2 Xiaomi 14 2024302 2143 6909 3179 5032 75,30% 51,5 Motorola Signature to pierwszy smartfon marki wyposażony w system chłodzenia wykorzystujący miedzianą siatkę i ciekły metal, czyli rozwiązanie jak ze smartfonów gamingowych. Producent deklaruje, że system ten pozwala obniżyć temperaturę układu o ponad 4 stopnie C w porównaniu do poprzednich rozwiązań z komorę parową, a powierzchnia odprowadzania ciepła jest o 20% większa. Mimo takich usprawnień Signature potrafi się nagrzać – nie są to poziomy krytyczne, ale np. podczas grania może się zdarzyć, że smartfon już po 15 minutach zacznie osiągać odczuwalne temperatury około 45 stopni C. Nie ma jeszcze tragedii, ale wrażenia dla użytkownika są niezbyt przyjemne, zwłaszcza że metalowa ramka mocno kumuluje powstające ciepło. OnePlus 15R zachowywał się bardzo podobnie, więc to chyba specyfika układu Snapdragon 8 Gen 5. Signature niezawodnie sprawdzi się jako narzędzie komunikacji. Smartfon ma co prawda tylko jedno gniazdo nanoSIM (drugie jest nieaktywne), ale można też skorzystać dodatkowo z eSIM. Smartfon sprawnie łączy się z 5G w paśmie C, osiągając w pomieszczeniu blisko 700 Mb/s (Orange), a na otwartym terenie ponad 1 Gb/s. Bez zarzutu działają też VoLTE i Wi-Fi Calinng. Z koeli łączność przewodową zapewnia szybki standard USB 3.2. Sound by Bose Widoczne na pudelku z telefonem oznaczenie Sound by Bose od razu obiecuje niezłe doznania dźwiękowe i trzeba przyznać, że nie są to obietnice na wyrost. Mimo płaskiej obudowy, co stanowi ograniczenie dla dobrego brzmienia, jakość dźwięku jest naprawdę dobra. Głośniki stereo aktywują się w trybie poziomym, a tworzona przez nie scena pozwala cieszyć się muzyką, efektami w filmach i dźwiękami w grach. Są nawet lekkie basy, więc całość brzmi nieźle. Oczywiście osobnego głośnika Bluetooth smartfon nie zastąpi, ale można sobie czasem posłuchać muzyki z telefonu, gdy nie ma nic lepszego pod ręką. Jak na Motorolę przystało, w ustawieniach znajdziemy zestaw ustawień Dolby Atmos, które działają także z głośnikami. Jest kilka ciekawych opcji, w tym tryb dodatkowo zwiększający przestrzenność dźwięku, co też może dostarczyć miłych wrażeń odsłuchowych (choć do muzyki średnio się nadaje). Po podłączeniu słuchawek użytkownik ma do dyspozycji kodeki LDAC, aptX HD i aptX Adaptive. Co więcej, Motorola Signature jest zgodna z pakietem Snapdragon Sound, a po połączeniu słuchawek z obsługą bezstratnego kodeku aptX Lossless telefon pozwala na osiągnięcie takiej właśnie jakości sygnału (poprzez kontener aptX Adaptive). Dźwięk przez słuchawki jest bardzo dobry, choć domyślne strojenie Dolby Atmos wydaje mi się nieco zbyt agresywne, sam więc często wyłączałem ten tryb. W razie potrzeby można też skorygować dźwięk 10-pasmowym korektorem graficznym.  System i aplikacje Motorola Signature pracuje pod kontrolą najnowszego Androida 16, a producent obiecuje 7-letni okres gwarantowanych aktualizacji, czyli do 2033 roku. Jak to u Motoroli otrzymujemy „prawie czystego Androida”, czyli Moto UX, choć chyba z wersji na wersję liczba dodatków i modyfikacji sprawia, że system coraz bardziej staje się osobnym bytem, wciąż jednak zachowuje ducha jak z Pixeli. Pierwsze uruchomienie trwa zniechęcająco długo, nie można się szybko przekilikać do pulpitu, a na dodatek producent wciska trochę niekoniecznie potrzebnych aplikacji (Facebook, Instagram, LinkedIn, Opera, katalog z instalatorami głupich gierek), w rezultacie już od początku robi się trochę tłoczno.  W pakiecie dostajemy także zestaw własnych aplikacji Motoroli, a także zaszyty w systemie pakiet zabezpieczeń ThinkShield. Nie zabrakło także dodatków AI, choć Motorola się tu nie narzuca za bardzo. Poza obowiązkowym Gemini czy Circle to search dostajemy pakiet Moto AI, zawierający generator grafik czy narzędzie do tworzenia playlist. Specjalnymi dodatkami są aplikacje Copilot i Perplexity, a w tym drugim przypadku na start otrzymujemy półroczną subskrypcję planu Pro.  Do wywołania funkcji Moto Ai służy wspomniany, dodatkowy klawisz z lewej strony obudowy. W porównaniu do konkurencji, jak Honor, Oppo czy OnePlus, Motorola poszła trochę na skróty, bo zestaw jej funkcji AI jest skromniejszy i bazuje bardziej na zewnętrznych usługach, ale nie zabrakło też bardzo przydanych własnych narzędzi, jak rejestrator dźwięku z automatyczną funkcją transkrypcji, w tym także w języku polskim. Działa to całkiem dobrze, można na bieżąco zapisywać np. wykłady i konferencje, a smartfon zamienia to na tekst. Aparaty Sekcja foto w Motorola Signature to mocny atut tego modelu. Choć otrzymujemy w zasadzie już klasyczne w smartfonach z wysokiej półki połączenie trzech matryc 50 Mpix (plus czwarty selfie, też 50 Mpix), bez żadnych ekstrawagancji jak sensor 200 Mpix, to na konfigurację nie można narzekać.  Główny aparat wykorzystuje matrycę Sony LYTIA 828 (rozmiar 1/1.28", przysłona f/1,68,  24 mm, OIS) – tę samą, która znalazła się w fotograficznych modelach Oppo Find X9 Pro czy Vivo X300 Pro. Do tego otrzymujemy aparat 50 Mpix (Sony LYTIA 600) z teleobiektywem peryskopowym (71 mm, f/2,4) z zoomem optycznym 3x i funkcją 100x Super Zoom Pro, a także aparat 50 Mpix z obiektywem ultraszerokokątnym (122 stopnie, 24 mm, f/2,0, OIS), oferujący również funkcję aparatu makro. W aplikacji aparatu znajdziemy bogaty zestaw trybów i opcji, w tym nieznaną mi dotąd opcję zamiany domyślnego trybu kolorów „Naturalnego” na „Twój retusz” z kolorami Moto oraz opcjonalnym dostrojeniem za pomocą AI.  Premiera Motoroli Signature przypadła akurat na środek ostrej zimy, więc nie miałem jeszcze okazji sprawdzić aparatu w różnych scenariuszach. Mimo tego da się zauważyć, że aparat wyróżnia się precyzyjnym doborem ekspozycji i szerokim zakresem tonalnym HDR. Kolory są naturalne, a balans bieli neutralny, co przekłada się na przyjemny dla oka, realistyczny obraz. Zimowe krajobrazy pozbawione są przebarwień, zwłaszcza częstego w takich sytuacjach zaniebieszczenia. Jednocześnie zdjęcia są niemal pozbawione szumów, nawet w trudniejszych warunkach oświetleniowych, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej szczegółowości tekstur. Aparat główny, zoom 1x i 2x [gallery][img]245016[/img][img]245010[/img][img]245015[/img][img]245011[/img][img]245026[/img][img]245024[/img][img]245017[/img][img]245021[/img][img]245018[/img][img]245012[/img][img]245013[/img][img]245019[/img][img]245022[/img][img]245020[/img][img]245014[/img][img]245023[/img][img]245009[/img][img]245027[/img][img]245025[/img][img]245028[/img][/gallery] Są jednak pewne słabości aplikacji, być może doczekają się poprawki wraz z aktualizacją – w pewnych sytuacjach aparat w trybie automatycznym nieprawidłowo ustawia ekspozycję, przez do kadry są zbyt jasne lub zbyt ciemnie. Być może to tylko specyfika zimowej scenerii. Rozwiązaniem jest ręczne wskazanie punktu ostrości, co zmienia też ekspozycję. Ostrość jest przyzwoita, ale niekiedy widać delikatne rozmycie, w zależności od zoomu lub trybu aparatu.  W trybie nocnym smartfon radzi sobie bardzo dobrze – obrazy są odpowiednio naświetlone, zachowują dynamikę i mają niski poziom zaszumienia. Zdjęcia nocne ze wszystkich aparatów [gallery][img]244979[/img][img]244985[/img][img]244978[/img][img]244988[/img][img]244991[/img][img]244995[/img][img]244994[/img][img]244980[/img][img]244993[/img][img]244990[/img][img]244976[/img][img]244982[/img][img]244984[/img][img]244981[/img][img]244986[/img][img]244987[/img][img]244989[/img][/gallery] W podglądzie aparatu można wybrać pięć opcji przybliżenia – 0,5x, 1x, 2x, 3x oraz 6x, a po rozwinięciu koła zoomu uwidacznia się jeszcze przełącznik 10x. Przeciągając zoom ręcznie, można wejść na poziom 100x. Poziomy zoomu są kuszące, jednak najbezpieczniej chyba pozostać na optycznym 3x i hybrydowym 6x, a już na pewno nie przekraczać 10x. Przy takich zbliżeniach można uzyskać całkiem fajne rezultaty. Przy wyższych poziomach dość szybko obraz traci ostrość, co też może wynikać z tego, że trudno utrzymać stabilny kadr, a stabilizacja OIS nie jest tak skuteczna, jak można oczekiwać. Motorola obiecuje 100x Super Zoom Pro, co sugeruje jakieś mocne algorytmy przetwarzania obrazu, np. AI, co nawet sprawdza się we flagowcach konkurencji. Jednak wygląda na to, że Motorola nie zamierza się ścigać z Honorem, Oppo, Realme czy nawet OnePlusem. Obraz z maksymalnym zoomem jest mocno rozmyty, słabo to wygląda. Aparat z teleobiektywem, 3x, 6x, 10x [gallery][img]245062[/img][img]245044[/img][img]245035[/img][img]245039[/img][img]245060[/img][img]245061[/img][img]245043[/img][img]245036[/img][img]245038[/img][img]245030[/img][img]245032[/img][img]245047[/img][img]245051[/img][img]245046[/img][img]245041[/img][img]245037[/img][img]245048[/img][img]245053[/img][img]245045[/img][img]245050[/img][img]245031[/img][img]245034[/img][img]245033[/img][img]245040[/img][img]245042[/img][img]245049[/img][img]245054[/img][img]245059[/img][img]245056[/img][img]245055[/img][img]245058[/img][img]245052[/img][img]245057[/img][/gallery] Aparat szerokokątny, 0,5x [gallery][img]245065[/img][img]245068[/img][img]245069[/img][img]245067[/img][img]245064[/img][img]245063[/img][img]245066[/img][/gallery] Po przełączeniu się na kamerę zyskujemy możliwość nagrywania wideo w 8K w 40 kl./s, lub 4K w 60 kl./s, w tym drugim przypadku także z HDR w trybie Dolby Vision. Stabilizacja świetnie się sprawdza bez żadnych dodatkowych przełączników, dobrze nagrywany jest dźwięk, można więc myśleć o ciekawych ujęciach filmowych.  Wideo testowe 4K 60 kl./s Dolby Vision https://youtu.be/o_DvQMFQOtM Wideo testowe 4K 60 kl./s https://youtu.be/h2Dtha-3nP4 Wideo testowe 8K 30 kl./s https://youtu.be/pBdTfPmJ6EE Czas pracy Motorola Signature jest płaska, więc akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 5200 mAh wydaje się dobrym osiągnięciem, zwłaszcza na tle grubszych modeli z serii Edge (np. Edge 50 Ultra – 4500 mAh). Z drugiej strony na w porównaniu do chociażby wspomnianego OnePlus 15R (7400 mAh), taka pojemność wypada blado. Testując ten ostatni model, przyzwyczaiłem się dobrego, tym razem musiałem wrócić do nawyku częstego ładowania, choć w sumie jednak Motorola Signature się broni. Po całym dniu używania telefonu włącznie z aparatem zostaje jeszcze około 30% baterii. Mniej intensywne używanie zapewnia 1,5 do 2 dni pracy, co jest typowym rezultatem dla akumulatorów o zbliżonej pojemności. Nie można więc narzekać. Gorzej smartfon spisuje się w grach, zwłaszcza gdy się nagrzewa – tu bateria wystarczy na kilka godzin. W naszym teście odtwarzania wideo (4K, jasność 300 nitów) smartfon wypadł całkiem dobrze – przepracował 17,5 godziny, co przy takiej pojemności jest solidnym wynikiem. Wytrzymałość akumulatora Akumulator (mAh) Wyświetlacz Czas pracy (minuty) Przekątna (cale) Rozdzielczość (piksele) Odświeżanie (Hz) Google Pixel 10 4970 6,3" 1080 x 2424 120 857 Google Pixel 10 Pro 4870 6,3" 1280 x 2856 120 748 Honor Magic6 Pro 5600 6,8" 1280 x 2800 120 1345 Honor Magic7 Pro 5270 6,8 1280 x 2800 120 1153 Motorola Edge 50 Pro 4500 6,7" 1220 x 2712 144 796 Motorola Edge 60 5200 6,67" 1220 x 2712 120 906 Motorola RAZR 60 Ultra 4700 7" 1224 x 2992 120 1 093 Motorola Signature 5200 6,8" 1264 x 2780 120 1049 Nothing Phone (3a) Pro 5000 6,77" 1080 x 2392 120 808 Nubia Redmagic 10 Pro 7050 6,85" 1216 x 2688 144 1167 Nubia Z60 Ultra 6000 6,8" 1116 x 2480 120 1018 OnePlus 13 6000 6,82" 1080 x 2376 120 1331 OnePlus 15 7300 6,78" 1272 x 2772 165 1462 OnePlus 15R 7400 6,83" 1272 x 2800 165 1474 Oppo Find X8 Pro 5910 6,78" 1264 x 2780 120 1122 Oppo Find X9 7025 6,59" 1080 x 2374 120 1334 Realme GT 7 Pro 6500 6,78" 1264 x 2780 120 1393 Realme GT 8 Pro 7000 6,79" 1080 x 2352 120 1412 Samsung Galaxy S25 Ultra 5000 6,9" 1080 x 2340 120 1113 Vivo X300 Pro 5440 6.78" 1260 x 2800 120 976 Xiaomi 14 4610 6,36" 1200 x 2670 120 934 Signature obsługuje szybkie ładowanie przewodowe 90 W TurboPower oraz bezprzewodowe 50 W, co daje połączenie jak z flagowca. Jest też ładowanie zwrotne (bezprzewodowe 10 W i przewodowe 5 W). W zestawie nie ma ładowarki, więc sprawdziłem kostki innych marek. OnePlus o mocy 80 W nie chciała szybko ładować, Vivo 90 W została rozpoznana jako TurboPower, ale do pełnego naładowania potrzebowała prawie półtorej godziny. Chyba najlepiej kupić jednak oryginalną ładowarkę. Czy warto postawić na Motorolę Signature? Nowy smartfon Motoroli to w sumie udany model. Fajnie wygląda, ma oryginalne wykończenie, jest solidnie wykonany, cieszy oko pięknym ekranem. Połączenie najnowszego Snadpragona i szybkiej pamięci RAM zapewnia doskonałą wydajność, Signature świetnie sprawdzi się też jako narzędzie komunikacji i odtwarzacz multimedialny. Mocnym atutem jest niemal flagowa konfiguracja aparatów i dobra kamera wideo. Co się może mniej podobać? Niestety wysokiej wydajności towarzyszy szybkie nagrzewanie się obudowy, co z kolei powoduje dławienie termiczne. Traci na tym także czas pracy, bo podczas grania w wymagające gry bateria może się dość szybko rozładować. W mniej intensywnych scenariuszach czas pracy jest zadowalający, więc nie można narzekać. Mnie początkowo zraził też śmietnik aplikacyjny – Motorola wciska podczas instalacji zbędne apki, które na szczęście można odinstalować. Mimo wszystko trochę to nie pasuje do telefonu premium.  Osobna kwestia to cena. Kwota 4299 złotych niebezpiecznie zbliża się już do pełnych flagowców, a porównywalny do pewnego stopnia, choć też trochę słabiej wyposażony OnePlus 15R z tym samym układem kosztuje około 1 tys. zł mniej. Signature jest lepsza, ale w jej cenę jest też wliczony podatek od luksusu. Z drugiej strony porównywalna Motorola Edge 50 Ultra (16 GB/1 TB) w 2024 roku kosztowała aż 4499 zł, a wcale nie oferowała więcej (poza pamięcią masową). Czyli kwota zaproponowana za Signature zaczyna nabierać sensu. Podsumowując – jeżeli Motorola Signature podoba ci się z wyglądu, a kwota nie wydaje się przesadna, zakup tego modelu na pewno będzie udany. [SALE-2986] [SALE-2987]

20
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania