Publicystyka
18:01
Zbudowałem małą elektrownię i chłodzę napoje całkowicie za darmo
Już dziś jest gorąco, a nadchodzący weekend będzie wręcz rekordowy w historii pomiarów. Należy więc spożywać dużo wody, najlepiej zimnej, nie wychodzić na słońce i siedzieć przy wentylatorze. A co jeśli nagle zabraknie prądu? Owszem PSE twierdzi, że ryzyko jest bardzo małe, ale nie zerowe. A ja wolę być przygotowany na wszystko.
Oczywiście traktujcie tę deklarację z przymrużeniem oka. To, co zbudowałem to raczej forma zabawy. Bo tak: czerpię dużą radochę z zabawy fotowoltaiką. Dlatego też stworzyłem na balkonie małą elektrownię, która zasila lodówkę turystyczną zapewniającą mi zimne napoje w te gorące dni. Jednak w razie blackoutu równie dobrze mógłbym przerzucić najważniejsze / najdroższe rzeczy z lodówki domowej do tej turystycznej bez patrzenia, jak te się psują pod wpływem temperatury.
Założenie projektu
Na balkonie stoi sobie lodówka, a w środku zimne napoje, a dokładniej woda, mleko i jogurt pitny. I w sumie wędlina, ser i masło, bo zostało jeszcze sporo miejsca w środku. Sama lodówka to 13-litrowy no-name kupiony przez internet. Czyli coś, co nadaje się pod namiot, do kampera, lub samochodu osobowego w sytuacji, kiedy mieszkamy z dala od większego sklepu, w lokalnym zdzierają za wszystko jak za zboże, oferując dyskusyjną jakość, ale jest zbyt gorąco, żeby przywieźć nabiał, wędlinę lub surowe mięso z miasta, do którego mamy pół godziny drogi.
Dość szczegółowy opis sytuacji? Bo w takiej właśnie byłem kilka lat temu, zanim przeprowadziłem się na stałe do Lublina. Kombinowanie z torbami termicznymi i lodem było jedynym, bardzo uciążliwym rozwiązaniem. Szczerze żałowałem, że nie mam lodówki turystycznej więc... teraz ją mam. No dobrze, ale co ją zasili?
Moja stacja ładowania Anker Solix C300X DC. Czyli małe, bo 296 Wh źródło energii bez przetwornicy AC, które w połączeniu z przenośnym panelem fotowoltaicznym okazała się doskonałym źródłem energii dla mojej elektroniki podczas urlopu.
[SALE-5941]
No dobrze, ale ile czasu to może zasilić lodówkę? Około 1,5-dnia. I to w temperaturze 30 stopni w dzień. Wiem, bo sprawdzałem. Jednak 1,5-dnia dla lodówki to przecież słaby wynik. Dołożyłem więc panel fotowoltaiczny. I to nie ten turystyczny, składany z testu. Użyłem stacjonarnego panelu o mocy 200 Wp skierowanego na południe. Tak przygotowany zestaw sprawia, że lodówka może mi działać, póki słońce świeci, a i to niekoniecznie. I to, mimo że panel umieściłem teoretycznie w najgorszy możliwy sposób. Jednak ma to swój głębszy sens, serio.
Miała być zamrażarka, ale nie wyszło
Zanim przejdziemy do rezultatów: Pierwotnie plan zakładał zrobienia składnicy lodów. Jednak z powodu tego, że lodówka stoi na zewnątrz w 30-stopniowym upale, to udało jej się zbić temperaturę wewnątrz jedynie do -13 stopni Celsjusza z docelowych -18 stopni Celsjusza. Dodatkowo agregat działał w niej bez przerwy, więc uznałem, że katowanie urządzenia nie ma sensu, a lodówka z temperaturą 3 stopni Celsjusza w takich warunkach wciąż jest fajnym rezultatem.
Jak to działa w praktyce? Zacznijmy od fotowoltaiki
A bardzo fajnie. No dobrze, podam więcej szczegółów: eksperyment uruchomiłem w czwartek o 11:51, chociaż o 14:00 zrozumiałem, że z zamrażarki nici i trzeba postawić na lodówkę. Mówi się trudno i żyje się dalej. W momencie podłączenia stacja zasilania miała 78% zapasu energii, czyli całkiem sporo. Lodówka pobierała przy tym 32 W, a solar dawał z siebie 73 W.
Zaraz, czemu tylko 73 W? W tak jasny i słoneczny dzień? Ponieważ wisi on pionowo przytwierdzony do barierki balkonu. Skąd taka decyzja? Po pierwsze: bezpieczeństwo. Wisi to za dużo powiedziane: on stoi na kawałku balkonu, który wystaje poza barierkami. Nie wystaje więc nawet na milimetr poza jego obrys. Do barierki przytwierdziłem go przy pomocy stalowych uchwytów. Krótko mówiąc, nie ma szans, żeby go ruszyć.
Drugi powód jest taki, że pionowe ułożenie sprawdza się zimą. A ja zamierzam czerpać z dobrodziejstw tej instalacji przez cały rok, nawet jak słońce będzie nisko nad horyzontem. Zainspirowała mnie do tego budowa mojego bloku: otóż latem słońce nie zagląda do środka, mimo że okna są na południe. A to dlatego, że blok ma długie i szerokie balkony, godne miana nazywania ich tarasem. Jednak zimą już słońce już wpada do środka, oświetlając całe pomieszczenie. Uznałem, że w takim przypadku będzie ono świeciło na panel.
Mała wpadka
Nie obyło się i bez niej. Bo widzicie: panel nie wystaje poza obrys balkonu. Jednak połowa jego barierki jest przesunięta względem drugiej na równi z krawędzią. Początkowo to właśnie przy niej, czyli od środka zamontowałem panel i... po południu pojawił się niewielki cień. A niestety mój panel, nawet kiedy jest zacieniony w niewielkim stopniu, zrzuca produkcję energii do najsłabszej komórki i z kilkudziesięciu watów nagle robiło się 12 W. Przesunąłem panel do zewnętrznej krawędzi i problem się rozwiązał, jednak warto mieć to na uwadze.
Zasilanie lodówki
To szło z gniazda zapalniczki, czyli 12 V stacji. Lodówka pobierała około 30 W, czasami dobijała do 40 W poboru, ale tylko w początkowym etapie działania. Tu warto podkreślić, że to lodówka kompresorowa. Tym samym nie działała ona bez przerwy, a co jakiś czas się uruchamiała i wyłączała — zależnie od osiąganej temperatury. Kluczowe było tu włączenie na stałe portu zapalniczki w aplikacji zarządzającej stacją. Domyślnie po zniknięciu obciążenia to ma się wyłączać, a tego w tej sytuacji nie chcemy.
[SALE-5941]
W międzyczasie naładowałem także od 6% do pełna powerbank 20 000 mAh, który pobierał ze stacji około 95 W w tym procesie, a przy uruchomieniu się agregatu lodówki pobór skakał do 125-130 W. Tym samym po godzinie 17:00 poziom naładowania stacji spadł do 94%.
Trudny wieczór okazał się wielkim sukcesem
Po godzinie 17 rozpoczęła się najtrudniejsza próba: mój balkon znalazł się w cieniu, a produkcja z fotowoltaiki spadła do 11 W, z chwilowymi skokami do 14 W. O godzinie 19:30, kiedy byłem na spacerze z rodziną, sprawdziłem poziom naładowania w aplikacji i... wciąż było to 94% i 11 W ładowania. Jakim cudem, skoro lodówka pobierała koło 30W? Ano takim, że panel działał ciągle, a kompresor włączał się, chwilę pochodził i wyłączał się na jakiś czas. Najwidoczniej cykl ten na tyle się wyrównał z fotowoltaiką, że panel nadrabiał chwilowe większe straty. Ot, idealna równowaga.
To jednak nie trwało wiecznie. Kiedy sprawdziłem poziom naładowania o 20:34, to stacja miała już 88%. O 4:52 rano poziom ten wynosił już 65%, a o 7:56 było to 60%. Jednak wtedy już powoli fotowoltaika budziła się do życia dając z siebie 4W. O godzinie 11:24 miałem już 86% w stacji i 49 W na wejściu oraz oczywiście wciąż działającą lodówkę. Postanowiłem więc naładować smartfon, bo miał on już 6% baterii. A potem konsolę Lenovo Legion Go S, która ma baterię 55 Wh. Kiedy ta się naładowała, to podłączyłem MacBooka Air do ładowania z 4% do 97% - tu mamy baterię 50 Wh. Po tym wszystkim i tak 94% na stacji. Teraz ładuję Switcha i tablet z Androidem, które w sumie mają koło 40 Wh, pobierają łącznie 20 W, solar daje mi 34 W, lodówka pobiera 32 W (akurat kompresor działa) a na stacji mam 99% naładowania baterii.
[SALE-5941]
Krótko mówiąc, eksperyment zakończył się sukcesem i to do tego stopnia, że mogłem jeszcze naładować po drodze kilka innych sprzętów. Jest to więc rozwiązanie, które faktycznie daje mi namiastkę niezależności energetycznej i sprawdzi się nawet w przypadku blackoutu, kiedy to lodówka staje się największym problemem. Czy jestem zadowolony? Więcej niż bardzo. Teraz tylko czekam na sprawdzenie, jak ta instalacja radzi sobie w innych warunkach.
PAWEł MARETYCZ