Dangbei Freedo – projektor, z którym poleciałem na wakacje (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 08:52

Dangbei Freedo – projektor, z którym poleciałem na wakacje (test)

Przenośne projektory są ze mną od lat, ale żeby zaraz je zabierać nawet na wyjazd zagraniczny? Z Dangbei Freedo tak właśnie zrobiłem i nie żałuję, choć w Egipcie konieczny był VPN do niektórych treści. Sprawdziłem drugi projektor Dangbei. Jest tańszy i na swój sposób lepszy Biuro prasowe obsługujące markę Dangbei było wyjątkowo życzliwe. Po testach modelu Dangbei Atom, tańszego Freedo wypożyczyło mi na nieco dłużej. Wystarczająco długo, by zabrać go na wieś, jak i nawet na urlop w Egipcie. No i cóż, to była czysta przyjemność, bo nie rozmawiamy o samym tylko wyświetlaniu obrazu, lecz o projektorze smart, z pełnym Google TV, wbudowanym akumulatorem i potężnym nagłośnieniem. [DIFF:{"before":"259112","after":"259113","description":""}] To ostatnie okazało się tak dobre, że po kilku próbach dwudziestowatowy głośnik Urbanista Malibu stracił sens. Projektor oferował zbliżoną głośność i bas. Chociaż sprzęt oferuje „tylko” 6 W, to jednak fakt, że projektor jest bliżej oglądających, niwelował korzyść, z wydawać by się mogło znacznie mocniejszego głośnika Bluetooth. Zresztą, projektor może też pracować w trybie głośnika, gdy zajdzie taka potrzeba. To także kolejny po Dangbei Atom projektor z szokująco cichą pracą wentylatora. W trybie normalnym szum wentylatora to praktycznie niesłyszalne 24 dB. Nie ma więc tutaj wrażenia, że fajnie, mam większy ekran, ale podczas projekcji jestem skazany na hałas. To wręcz wzorcowa kultura pracy, nieosiągalna dla starszych projektorów o tak małej bryle. Choć z tą małą bryłą to też może nie przesadzajmy. O ile projektor stojący na regale wygląda jak doniczka czy wazon, to już upchanie 1,4 kg sprzętu do bagażu podręcznego nie było takie znowu łatwe. Z założenia zostawiłem w domu styropianową walizeczkę transportową i w plecaku znalazł się wyłącznie sam projektor w dołączonym etui i pilot zdalnego sterowania. Nie wziąłem zaś zasilacza – raz, że zabrakło go z testowym egzemplarzem, a dwa, nie był mi potrzebny. Wszystko za sprawą uniwersalnego portu USB–C z szybkim ładowaniem w standardzie PowerDelivery. Tradycyjnie już zabrałem na czas podróży ze sobą 4–portową ładowarkę Anker B2697, która była w pełni zgodna z projektorem i całą inną elektroniką, jaką ze sobą zabrałem. Dangbei Freedo Wartość Kod produktu B0DM8X8L1P Dźwięk (Moc wyjściowa) 6 W Jasność (Lumeny) 450 Technologia wyświetlania DLP HDR Tak Producent Dangbei Maksymalny rozmiar obrazu 180 cali Porty HDMI, USB Matryca Jednoukładowy DLP Częstotliwość odświeżania 60 Hz Data premiery 2024 Rozdzielczość 1920 x 1080 Wymiary 109 x 131 x 239 mm Współczynnik rzutu 1.2 : 1 Rodzaje HDR HDR10, HLG Waga 1.4 kg [SALE-6403] [SALE-6404] [SALE-6405] Design, jakość wykonania i ergonomia Już przy pierwszym kontakcie z projektorem Dangbei Freedo widać, że producent przyłożył ogromną wagę do detali i jakości użytych materiałów. Urządzenie wyróżnia się wyjątkowo minimalistycznym, niemal industrialnym designem. Producent zrezygnował z widocznych, szpecących bryłę portów i przycisków, chowając je pod specjalną, nierzucającą się w oczy osłoną, co pozwala na zachowanie czystego i eleganckiego profilu. Pamiętajmy, że to projektor smart, więc za zaślepkę zaglądać trzeba rzadko. Ponadto port ładowania nie znajduje się za nią, tylko w zawiasie przy podstawce urządzenia (tam też należy szukać włącznika), zupełnie schowany sprzed naszych oczu. Podobnie niestety jak w przypadku recenzowanego ostatnio Dangbei Atom, nie ma tutaj dodatkowych zabezpieczeń dla obiektywu projektora. Obrotowe projektory czasem potrafią się ładnie złożyć w stronę podstawy i tak zapewnić mechaniczną ochronę tego newralgicznego elementu, tutaj jednak sprzęt ma zbyt długi obrys, by mógł wejść frontem w statyw. Pozostaje mieć nadzieję, że miękkie etui wystarczy, a jeśli nie ono, to dołączona walizeczka transportowa. Pilot jest taki sam jak w Atomie – zasilany dwiema bateriami AAA, niewielki, smukły i bardzo dobrze przemyślany. Posiada dedykowane przyciski (skróty) do aplikacji YouTube, Netflix oraz Prime Video. Na froncie umieszczono gumowy, łatwy do wyczucia w ciemności przycisk mikrofonu (pod komendy głosowe). Na prawej krawędzi znajdziemy bardzo praktyczne przyciski szybkiego dostępu: jeden błyskawicznie wywołuje autofocus, a drugi otwiera menu ustawień wyświetlania. Konstrukcja pilota jest bardzo solidna – przedni panel jest lity, a klapka baterii dochodzi do niego od tyłu, co minimalizuje ryzyko rozpadnięcia się pilota przy ewentualnym upadku. Jedynym minusem jest brak podświetlenia klawiszy. Po dłuższych testach muszę też dodać, że nic w nim nie skrzypi i nie ugina się, co absolutnie nie jest rynkowym standardem. Obrotowa podstawa oferuje zakres regulacji pochylenia wynoszący aż 165 stopni (od -30° do +135°), a dodatkowo ma pod spodem gwint statywowy. Tak duży zakres regulacji (połączony z szybką, automatyczną korektą geometrii) sprawia, że naszym ekranem może się stać nie tylko ściana, ale i też sufit. Przed przemeblowaniem właśnie tak korzystałem z projektora – oglądając wielki ekran tuż nad łóżkiem. O łączności słów kilka i Google TV z lekkimi brakami Dangbei Freedo uzbrojony jest w takie rozsądne minimum, którego należy wymagać od projektora przenośnego. Pełnowymiarowe złącze HDMI wspiera nie tylko wyświetlanie obrazu, ale może być też wykorzystane do podłączenia zestawu nagłośnienia wspierającego technologię HDMI Arc. Do tego dochodzi klasyczne złącze USB 2.0 (typu A), więc nie zaskoczy nas pendrive od cioci, która chce na rodzinnej imprezie pokazać film z chrzcin czy inne losowe sytuacje. Co jednak ważniejsze, zgodnie z wymaganiami platformy Google TV nie zabrakło Wi–Fi 5, jest Bluetooth 5.1, jak i pełna obsługa dla Google Cast, za sprawą której jedynie wybieramy na telefonie czy komputerze interesujące nas wideo i natychmiast mamy je na ekranie. Z kolei Bluetooth to furtka do podłączenia głośników Bluetooth (które okazały się jednak zaskakująco zbyteczne w tym modelu), ale też możliwość podłączenia kontrolera do gier, jeśli chcemy zabawić dzieci prostymi grami. Muszę przyznać przy tym, że pomimo zdawać by się mogło pełnego Google TV, testowy egzemplarz dotarł z oprogramowaniem o ograniczonej kompatybilności z aplikacjami. Nie chodziło o Netflix, który jest częstym brakiem w tańszych chińskich projektorach, tylko tym razem np. o platformę Plex czy dostęp do ulubionej aplikacji VPN. To prawdopodobnie kwestia tego tylko egzemplarza (testowe czasem tak mają), szczególnie że bez trudu zainstalowałem brakujące aplikacje z użyciem plików instalacyjnych zapisanych na pendrive. Nie mogę też pominąć dziwnych trudności z włączeniem samego projektora. Nie reaguje on przez dłuższą chwilę po naciśnięciu włącznika czy wybudzeniu go pilotem, co może budzić niepokój, że coś się zepsuło, albo rozładowała się w nim starczająca na nieco ponad 2 godziny bateria. Nie jest to też jakiś przesadny demon prędkości i wędrowanie po menu czy uruchamianie streamingów dzieje się z zauważalnymi opóźnieniami. 2 GB pamięci RAM są przy tym wystarczające dla urządzeń z Google TV obsługującymi rozdzielczość FHD i obstawiam tu raczej oszczędności na procesorze. Całkiem dużo automatyki Chociaż sam prędzej zabiorę ze sobą wielki statyw, niż będę się bawił w nierówny obraz, docenić należy wyjątkowo dużą elastyczność Dangbei Freedo w kwestii automatycznego dostosowywania parametrów obrazu. Dzięki połączeniu czujnika ToF (Time-of-Flight) oraz modułu CMOS projektor potrzebuje zaledwie ułamków sekund, by wyostrzyć obraz po zmianie pozycji. No i działa to z fenomenalną skutecznością. Do tego dochodzi automatyczna korekcja trapezu (Keystone). System w czasie rzeczywistym koryguje zniekształcenia geometrii obrazu w zakresie do ±30 stopni, niezależnie od tego, czy projektor rzuca obraz z boku, na pochyłą ścianę czy na sufit. Do naszej dyspozycji jest też Screen Fit (dopasowywanie do dostępnego ekranu) oraz Obstacle Avoidance (omijanie przeszkód), dzięki któremu projekcja przesunie się tak, by ominąć np. doniczkę z kwiatkiem. Pamiętać jednak trzeba, że te dwie ostatnie funkcje kadrują obraz z dostępnej rozdzielczości matrycy i w efekcie nie dostajemy już pełnego FullHD. Ostatnim z automatów zaszytych w projektorze jest funkcja Ochrona wzroku, która przygasza lampę projektora, gdy przed urządzeniem znajdzie się domownik czy zwierzę domowe. Nie jest to może projektor laserowy, w którym takie rozwiązania są koniecznością, ale miło, że producent nie zapomniał o tej funkcji. Jakość obrazu Dangbei Freedo to projektor z natywną rozdzielczością FullHD (1920 x 1080 px), adekwatną do jego przystępnego segmentu cenowego. Zastosowany układ DMD 0.23 cala oferuje zaskakująco ostry i szczegółowy obraz, a przynajmniej w zakresie przekątnych od 60 do 80 cali. Chociaż w zakresie pracy projektora jest nawet i absurdalne 180 cali, to jednak ekstremalnie duży obraz potęguje już piksele i może uwidaczniać fioletowy ghosting przy dużym kontraście. Jak to zwykle bywa w konsumenckich projektorach, w normalnym trybie kolory przeciągnięte są w stronę niebieskiego, który uwydatnia jasność. Wystarczy jednak przełączyć obraz na tryb Film, by zniwelować w znacznej mierze ten problem, bez żmudnej ręcznej kalibracji kolorów. Szczerze powiedziawszy obraz bardziej mi się podobał niż z Dangbei Atom, gdzie tryby standardowe miały domyślnie przesadne wyostrzanie. Tutaj wszystko było bardziej naturalne i mniej przetworzone. Nie zawiodłem się jakością czerni. Oczywiście nie jest to poziom znany z projektorów laserowych, lecz wartości bardziej standardowe dla projektorów DLP z ledowym źródłem światła. Nie zawodzi też równomierność oświetlenia. Warto natomiast pamiętać, że wspomniana wyżej bezgłośna praca dotyczy trybów standardowych, gdzie efektywnie dostajemy jasność maksymalną na poziomie 300–320 lumenów. Dopiero w trybie High Performance zbliżymy się do deklarowanych 450 lumenów, ale okupimy to już wyraźnie słyszalną pracą wentylatora. W moim odczuciu lepiej poczekać aż się ściemni, bo w trybie tym wyraźnie gorsze są też parametry samego obrazu. [DIFF:{"before":"259131","after":"259132","description":"To nie jest sprzęt do dziennych projekcji, niby się da, ale magia nie ta"}] Chociaż dla wielu osób ograniczeniem może okazać się te 450 Iumenów jasności maksymalnej, warto pamiętać, że lider tego segmentu, a więc Samsung The Freestyle Gen. 2, kosztujący o tysiaka więcej (2799 zł), oferuje zaledwie 230 lumenów. I to wbrew pozorom już bardzo duża różnica na plus, ale wciąż dalekie wartości od 2000 lumenów, zalecanych do komfortowej projekcji w świetle dziennym. Od siebie natomiast dodam, że projektor stojący na stole dawał u mnie zadowalający obraz na suficie nawet za dnia, pomimo że w salonie mam 8 okien i drzwi balkonowe. Podsumowanie Dangbei Freedo to świetnie wyceniony projektor, oferujący wyjątkowo atrakcyjny design i zaskakująco dobre parametry obrazu. Sprzęt łączy te cechy z niezwykle niską głośnością pracy wentylatora i potężnym nagłośnieniem, z powodzeniem wystarczającym do rozkręcenia dobrej imprezy w domku letniskowym. Dużym atutem jest wbudowany akumulator i ładowanie przez standardowe złącze USB–C. Z powodzeniem jego 2,5 godziny pracy bateryjnej w terenie możemy wydłużyć za pomocą powerbanka czy korzystając z ładowarki od naszego telefonu. Z kolei pełny Google TV, z certyfikacją Netflix to gwarant, że do urządzenia nie musimy niczego podłączać, by cieszyć się cyfrową rozrywką, gdziekolwiek jesteśmy. I udało mi się to praktycznie sprawdzić podczas testów, a nie tylko teoretyzować. Uważam, że zastosowana w urządzeniu obrotowa konstrukcja to najwygodniejsze z terenowych rozwiązań, które w znacznej mierze niweluje konieczność zabierania statywu. W modelu tym nie jest to przy tym coś za coś, bo i nie zabrakło gwintu statywowego w podstawie. Trochę szkoda tylko, że interfejs nie działa żwawiej, miejmy nadzieję, że producent jeszcze usprawni jego pracę aktualizacjami. Ode mnie zasłużone 8/10. [SALE-6403] [SALE-6404] [SALE-6405]

0
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Apple iPhone Air 2. To ma się zmienić w nowym modelu
Sprzęt 08:02

Apple iPhone Air 2. To ma się zmienić w nowym modelu

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
W Microsoft Word można zaszyć robaka. Potrafi zrobić duże spustoszenie
Bezpieczeństwo 01 SIE 2026

W Microsoft Word można zaszyć robaka. Potrafi zrobić duże spustoszenie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nowy system Prusy miał zachwycać. Zamiast tego wywołał kryzys
Sprzęt 01 SIE 2026

Nowy system Prusy miał zachwycać. Zamiast tego wywołał kryzys

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Google szykuje hit. To może być najważniejsze akcesorium od lat
Sprzęt 01 SIE 2026

Google szykuje hit. To może być najważniejsze akcesorium od lat

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zhakował trzy firmy. Claude wymknął się spod kontroli
Bezpieczeństwo 01 SIE 2026

Zhakował trzy firmy. Claude wymknął się spod kontroli

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nowa Siri nie dla każdego. Apple rozważa płatny dostęp
Oprogramowanie 01 SIE 2026

Nowa Siri nie dla każdego. Apple rozważa płatny dostęp

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Surfowanie na Tytanie. Księżyc Saturna ma nietypowe właściwości
Kosmos 01 SIE 2026

Surfowanie na Tytanie. Księżyc Saturna ma nietypowe właściwości

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Istny biały kruk. Znaleźli grę na Nintendo DS kasującą się po zagraniu
Gry 01 SIE 2026

Istny biały kruk. Znaleźli grę na Nintendo DS kasującą się po zagraniu

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Listy przebojów są zalewane AI. Najwięksi chcą zrobić z tym porządek
Rozrywka 01 SIE 2026

Listy przebojów są zalewane AI. Najwięksi chcą zrobić z tym porządek

5
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Microsoft obiecuje poprawę. Chodzi o Windowsa 11
Oprogramowanie 01 SIE 2026

Microsoft obiecuje poprawę. Chodzi o Windowsa 11

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Apple ostrzega: może nam zabraknąć mocy obliczeniowej
Sprzęt 01 SIE 2026

Apple ostrzega: może nam zabraknąć mocy obliczeniowej

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Rząd chce ściągnąć 3% podatku od big techów. Zapłacimy my
Telepolis.pl
Tech 01 SIE 2026

Rząd chce ściągnąć 3% podatku od big techów. Zapłacimy my

3
PATRYCJA KORBA
1.
Biedronka zdradziła polską firmę. Izraelski SodaStream to nie jest
Sprzęt 01 SIE 2026

Biedronka zdradziła polską firmę. Izraelski SodaStream to nie jest

4
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Google Earth fałszowało zdjęcia satelitarne. Ups
Aplikacje 01 SIE 2026

Google Earth fałszowało zdjęcia satelitarne. Ups

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
W WhatsApp pojawi się nowy folder. Ma pomóc
Aplikacje 01 SIE 2026

W WhatsApp pojawi się nowy folder. Ma pomóc

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
W końcu jest! DJI Osmo Pocket 4P rusza na podbój Europy
Sprzęt 01 SIE 2026

W końcu jest! DJI Osmo Pocket 4P rusza na podbój Europy

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Nie zdziw się przy zakupach na Allegro. Sąd nakazał zmiany
Wiadomości 01 SIE 2026

Nie zdziw się przy zakupach na Allegro. Sąd nakazał zmiany

8
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Biedronka wyprzedaje rowery elektryczne. Damka i góral za grosze
Telepolis.pl
Sprzęt 01 SIE 2026

Biedronka wyprzedaje rowery elektryczne. Damka i góral za grosze

10
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Więcej nowości
Złe wieści dla fanów AMD. Czerwoni znowu podnoszą ceny
Sprzęt 31 LIP 2026

Złe wieści dla fanów AMD. Czerwoni znowu podnoszą ceny

Od wielu miesięcy złożenie nowego i wydajnego zestawu komputerowego to bardzo duży wydatek. Niestety, wygląda na to, że będzie tylko gorzej. Niedawno pisaliśmy na łamach Telepolis, że NVIDIA podnosi ceny zestawów GPU+VRAM sprzedawanych do firm takich jak ASUS, MSI, GIGABYTE, Palit, i inni, którzy robią z nich swoje autorskie modele. Niestety, jak łatwo było się domyślić, AMD również zdecydowało się na podwyżki Problem ma dotyczyć głównie serii Radeon RX 9000 Chińskie źródła związane z producentami sprzętu komputerowego donoszą, że Czerwoni poinformowali partnerów o wzroście cen za wspomniane GPU Kity o co najmniej 10%. Zmiany wchodzą w życie już od sierpnia. Powodem oczywiście jest szaleństwo na AI oraz rosnące ceny pamięci GDDR6. Nie bez znaczenia jest też duże obłożenie w zakładach TSMC i ceny produkcji półprzewodników w najnowszych litografiach. Oczywiście najbardziej zagrożona jest seria Radeon RX 9000 na bazie architektury RDNA4, w tym modele Radeon RX 9070 XT, RX 9070 oraz RX 9060 XT. AMD nie skomentowało oficjalnie tych plotek, ale potwierdza je kilka źródeł. Oczywiście nie powinniśmy od razu zobaczyć skoku cen na sklepowych półkach - producenci, dystrybucja oraz sprzedawcy nadal mają zapasy kupowane po starych cenach. Zwłaszcza teraz, gdy mało osób decyduje się na składanie nowego PC z powodu drogich modułów RAM i SSD.

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Microsoft naciska na Xboxa. Wyniki są fatalne
Gry 31 LIP 2026

Microsoft naciska na Xboxa. Wyniki są fatalne

Xbox staje się problemem dla Microsoftu. Wyniki gamingowego oddziału firmy z Redmond są coraz gorsze. Ostatnie wyniki finansowe Microsoftu były bardzo dobre. Zysk operacyjny wyniósł aż 40,6 mld dolarów i wzrósł o 18 proc. Jednak tego samego nie można powiedzieć o gamingowym oddziale firmy z Redmond. Xbox radzi sobie coraz gorzej i zaczyna być problemem. Microsoft naciska na Xboxa Cały oddział Xbox zaliczył rok do roku spadek przychodów o 10 proc. Z kolei segment sprzętowy to wyniki gorsze aż o 13 proc., co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że Microsoft aktualnie dokłada to każdej konsoli i to pomimo ostatnich podwyżek. Ogólna, słaba kondycja nie jest żadnym zaskoczeniem. Nowa szefowa - Asha Sharma - mówiła, że wyniki finansowe Xboxa są coraz gorsze i dlatego konieczne są zmiany. To główny powód zwolnień, w tym w polskim oddziale firmy. Jeśli chodzi o Xbox, podejmujemy niezbędne decyzje dotyczące naszej platformy z portfolio treści oraz działalności operacyjnej, aby zrestrukturyzować działalność pod kątem długoterminowego wzrostu. Dysponujemy najlepszymi markami w branży oraz utalentowanymi studiami na całym świecie i wierzymy, że uda nam się połączyć te atuty, dzięki czemu spodziewamy się przywrócić wzrost działalności w roku obrotowym 2027. powiedział Satya Nadella, szef Microsoftu. To może wyjaśniać agresywne podejście do rewolucji w Xboxie. Można to wręcz nazwa resetem dla całej marki. Wiele oddziałów zostało zamkniętych, w związku z czym prace ma w ciągu roku stracić aż 3200 osób. Zmieniło się też podejście do gier ekskluzywnych. Wszystko to ma sprawić, że Xbox ponownie zacznie zarabiać. Pytanie brzmi - co się stanie, gdy się to nie uda? Już pojawiały się doniesienia o możliwym wycofaniu się Microsoftu z rynku gamingowego. Raczej nie zdarzy się to w najbliższej przyszłości, ale w dłuższej perspektywie nie można tego wykluczyć.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Ten maluch zadowoli zarówno pececiarzy, jak i konsolowców (Test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 31 LIP 2026

Ten maluch zadowoli zarówno pececiarzy, jak i konsolowców (Test)

Obecna sytuacja na rynku pamięci nie nastraja do zakupów. Wiele osób ogląda każdą wydaną złotówkę ze wszystkich stron. Pora więc rzucić okiem na ciekawą konstrukcję dla handheldów oraz ultrabooków, ale nie tylko. Lexar to amerykańska firma założona w 1996 roku, która kilka razy zmieniała właściciela. Równie 20 lat temu trafiła ona w ręce Microna, by w 2017 roku zostać odkupiona przez chiński Longsys. Mowa o producencie kart pamięci, pendrive'ów, modułów RAM oraz nośników półprzewodnikowych. Oferowane są zarówno propozycje budżetowe, jak i topowe modele. Do 7400 MB/s wydajności i aż 5 lat gwarancji Dzisiaj na tapet bierzemy Lexar Play X, który debiutował w sprzedaży w marcu 2026. Jest to SSD w formacie M.2 2230, a więc mniejszy od klasycznego M.2 2280 (na szczęście w zestawie jest adapter). Dostajemy znany już interfejs PCI Express 4.0 x4 i protokół NVMe 1.4. Do wyboru są trzy warianty pojemności - 512 GB oraz 1 i 2 TB. Amerykanie nie chwalą się zastosowanym kontrolerem i pamięciami, a konstrukcja SiP (System-in-Package) uniemożliwia sprawdzenie oznaczeń. Jednak mowa tutaj o połączeniu 4-kanałowego Maxiotek MAP1602A w litografii 12 nm oraz 232-warstowych kości 3D TLC NAND od firmy YMTC. Brak jednak pamięci DRAM. Całość więc ma skrajnie inną specyfikację niż starszy model bez dopisku X, a bliźniaczo przypominając Lexara NM790. [SALE-6401] W przypadku testowanego przez nas modelu 1 TB producent obiecuje do 7400 MB/s dla odczytu i do 6400 MB/s dla zapisu sekwencyjnego oraz do 1 000 000 IOPS dla operacji losowych. Wersja 2 TB jest o włos szybsza, ale 512 GB jest już zauważalnie wolniejsze (7200 i 4500 MB/s). Dopełnia to aż 5 lat gwarancji z limitem zapisanych danych. Platforma testowa i procedura testowa W skład redakcyjnej platformy testowej Telepolis wchodzą podzespoły przygotowane prawie na wszystko, co producenci serwują dla rynku konsumenckiego. Komputer oparty został o topowy model procesora Intel Arrow Lake. Dokładna specyfikacja prezentuje się następująco: Procesor: Intel Core Ultra 9 285K Płyta główna: MSI MAG Z890 Tomahawk WiFi RAM: Kingston FURY Renegade DDR5 RGB CUDIMM (2x 24 GB, 8400 MHz, CL 40) Karta graficzna: GIGABYTE AORUS GeForce RTX 4080 16 GB MASTER Zasilacz: Cooler Master MWE Gold V2 1050 W Obudowa: Fractal North XL Chłodzenie: Arctic Liquid Freezer III Pro 360 A-RGB Pasta termoprzewodząca: SilentiumPC Pactum PT-4 Testy przeprowadzamy na aktualnym systemie Windows 11. Programy działające w tle są ograniczane do minimum, a aplikacje do zarządzania podzespołami wyłączone. Ma to na celu zapewnienie stałych warunków pomiarowych i wyeliminowanie zmiennych. Każdy test przeprowadzany jest od 5 do 10 razy, a następnie wyciągamy średnią wartość. Do pomiarów używamy popularnych i sprawdzonych programów w najnowszych wersjach, mowa o CrystalDiskMark, PCMark 10 oraz 3DMark. Prócz tego nie brakuje testów praktycznych, z wykorzystaniem specjalnie przygotowanych przez nas paczek plików. Pomiar odczytu i zapisu sekwencyjnego Pierwszy test ma na celu sprawdzenie deklaracji producenta dotyczących prędkości odczytu i zapisu. Przeprowadzany jest przy przy użyciu CrystalDiskMark. Pomiary miały miejsce nie na ustawieniach domyślnych, a w profilu pod SSD typu NVMe. Sprawdzone zostały trzy różne paczki - 16 MiB, 1 GiB oraz 32 GiB. Każdy pomiar wykonany został pięciokrotnie w trzech seriach. Następnie całość została zsumowana by obliczyć średnią. W przypadku operacji sekwencyjnych Lexar Play X nie ma powodów do wstydu - zrównuje się z wieloma innymi, często flagowymi propozycjami konkurencji. Jest to niemal szczyt możliwości dla zastosowanego interfejsu PCI Express 4.0 x4. Różnice względem SSD innych firm są raczej kosmetyczne i nie do zauważenia bez stopera w dłoni. Pomiar odczytu i zapisu losowego Kolejna seria testów dotyczy znowu odczytu i zapisu, ale losowego. Tutaj sporo testowanych SSD zalicza duże spadki. I to właśnie tego typu prędkości będzie obserwować większość użytkowników na co dzień. Niestety, operacje losowe wypadają dużo słabiej - zwłaszcza dla dużych próbek. Po przepełnieniu pseudoSLC prędkość stopniowo spada do ~2850 MB/s, później do ~1500 MB/s, by finalnie zatrzymać się na ~500 MB/s. Nie jest to jednak nic dziwnego dla tego segmentu i formatu, chociaż na rynku są konstrukcję z tymi samymi podzespołami, ale z większym buforem. Co to oznacza w ludzkich słowach? Realna wydajność Lexar Play X będzie dużo gorsza niż w tabelce na opakowaniu czy stronie producenta. Nie jest to słaby nośnik półprzewodnikowy, ale daleko mu też do flagowych osiągów. O tym gdzie sprawdzi się najlepiej będą świadczyć kolejne pomiary. Testy syntetyczne – PCMark 10 i 3DMark Benchmarki często są określane jako „puste cyferki”. Prawda jest jednak taka, że o ile część z nich faktycznie nie ma większego sensu, tak na rynku nadal jest kilka sprawdzonych rozwiązań posiadających powtarzalne scenariusze. Jednym z nich jest PCMark 10 z testem „Full Drive Benchmark”. Zapisuje on około 204 GB danych, mierzy prędkości i czasy dostępu. Kolejny z wybranych przez nas programów testowych również pochodzi od firmy UL Benchmarks. Mowa o znanym i cenionym 3DMarku z mniej znanym scenariuszem "Storage Benchmark". Jest on zauważalnie krótszy niż w przypadku PCMark 10 i nastawiony bardziej pod graczy. Obejmuje siedem różnych testów w skład których wchodzi: Ładowanie gry Battlefield V; Ładowanie gry Call of Duty: Black Ops 4 Ładowanie gry Overwatch; Kopiowanie folderu z grą Counter Strike: Global Offensive; Nagrywanie materiału wideo z gry (OBS, 1080p, 60 FPS); Instalowanie gry The Outer Worlds; Zapis stanu gry w The Outer Worlds. Zarówno 3DMark, jak i PCMark 10 udowadniają iż Lexar Play X dobrze sprawdzi się w konsoli przenośnej, komputerze gracza czy laptopie używanym do surfowania po internecie oraz pracy biurowej. Transfery są dobre, a opóźnienia niskie. Instalacja aplikacji, odpalanie gier czy ładowanie map oraz arkuszy nie stanowią żadnego wyzwania. Test praktyczny – kopiowanie plików Pora skończyć ze sztucznymi testami, a przejść do testów praktycznych. Na start bierzemy scenariusz z kopiowaniem małych plików. Posłużyła nam do tego paczka składająca się z 12 500 zdjęć w formacie *.jpg. Mowa o różnych rozdzielczościach i rozmiarach (od 72 KB do 50 MB), acz większość to standardowe grafiki o wielkości od 1 do 5 MB. Jak w każdym przypadku test przeprowadzany był kilkukrotnie, a następnie wyciągana była średnia. Tutaj wykres nieco się przerzedził - odświeżyliśmy pliki, tak by lepiej odpowiadały temu co "przerzucane" jest w 2026 roku oraz wybraliśmy głównie nowsze SSD. Mimo swojego niepozornego formatu M.2 2230, Lexar Play X ląduje w środku stawki z zaskakująco dobrym wynikiem. Pewnym zaskoczeniem jest wyprzedzenie kultowego Kingstona KC3000, ale zapewne zawdzięczamy to nowszym i szybszym kościom (2400 vs 1600 MT/s). Podczas kopiowania średnich plików mowa o folderze z trzema filmami w formacie *.mkv, co daje nam łącznie 50 GB. Przy sprawdzaniu wydajności dla jednego dużego pliku mówimy o archiwum *.7z o wielkości 100 GB. Przy bardziej skomplikowanych zadaniach konkurencja wychodzi jednak na prowadzenie, chociaż nie każda - najnowszy Samsung 990 wypada śmiesznie słabo. Podczas operacji na Lexar Play X obserwowałem duże skoki między od 1 do 3 GB/s, a Kingston trzymał stałe transfery. Trzeba jednak podkreślić, że nie dochodziło tutaj do thermal throtlingu. Pomiary temperatur Znamy już osiągi, ale jak wyglądają temperatury? W końcu to one wpływają na żywotność sprzętu. Nie jest tajemnicą, że wydajne SSD lubią się grzać. Zwłaszcza w ciasnych miejscach jak laptop czy konsola. Pomiary wykonano przy długotrwałym kopiowaniu plików w dobrze wentylowanej, zamkniętej obudowie komputerowej. Żaden z nośników nie znajdował się pod kartą graficzną. Temperatura w pomieszczeniu wynosiła 25°C. Będąc szczerym Lexar Play X nie ma żadnych cech, które sugerowałyby iż będzie to chłodny SSD. Zarówno małe SSD, jak i konstrukcja SiP (kontroler i NAND są zalane żywicą) nie sprzyjają odprowadzaniu temperatur. Mimo wszystko testowany nośnik nie był przesadnie gorący. Bez żadnego radiatora czy dodatkowego nawiewu zanotowałem maksymalnie 73°C, ale przeważnie było to dużo bliżej 60°C. W efekcie nie występowało zjawisko dławienia termicznego i zbijania wydajności. Podsumowanie Lexar Play X to na pierwszy rzut oka bardzo ciekawa propozycja. Mimo popularyzacji urządzeń jak Steam Deck, ASUS ROG Ally i innych handheldów, SSD w formacie M.2 2230 to nadal rzadkość. Sama specyfikacja chociaż nie jest najnowsza, bo ten sam kontroler używa zatrzęsienie innych modeli na rynku, tak chińskie kości 3D TLC NAND od YMTC nadal są egzotyką. Niestety, fizyki się nie oszuka. Mając do zagospodarowania mniej PCB, zabrakło tutaj pamięci DRAM. W efekcie propozycja Amerykanów wypada poprawnie jak na mały nośnik, ale przegrywa z modelami M.2 2280. Tym samym Lexar Play X to dobra propozycja do konsol przenośnych i mniejszych laptopów, ale w przypadku komputerów stacjonarnych lepiej sięgnąć po coś innego. Dorzucenie w opakowaniu adaptera rozwiązuje problem z montażem, ale nie z wydajnością. [SALE-6401] A jak to wygląda cenowo? Słabo. W dniu premiery było to 699 złotych, a więc całkiem OK. Jednak ze względu na zawirowania na rynku pamięci aktualnie jest to 819 złotych. Da się dostać identyczną wydajność taniej - np. Lexar NM790 za 719 złotych, albo gorsze parametry jeszcze taniej - np. PNY CS1030 za 599 złotych. Co prawda Lexar kusi 5-letnią gwarancją, ale jeśli nie musicie wybierać M.2 2230, to są opłacalniejsze alternatywy.

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Popularne porównania