Dzięki Huawei FreeClip 2 S nie chodzę już z jedną słuchawką w uchu
Telepolis.pl
Testy sprzętu 18:22

Dzięki Huawei FreeClip 2 S nie chodzę już z jedną słuchawką w uchu

Moje wymagania względem słuchawek mocno się wykluczają. Z jednej strony oczekuję porządnego ANC, zwłaszcza kiedy odkurzam lub pracuję przy pewnej bardzo głośnej maszynie. Z drugiej, będąc w domu, lub w drodze do sklepu chcę być świadomy tego, co się dzieje dookoła. Kiedy jednak zamiast podcastów słucham muzyki wolę się odciąć od otoczenia.  To wszystko przekłada się na to, że aktywnie korzystam z trzech par słuchawek, a FreeClip 2 S zastąpiły jedne z nich całkowicie, a z Air Podsów korzystam tylko dlatego, że są połączone jednocześnie ze wszystkimi moimi urządzeniami od Apple i przełączają się automatycznie, co jest po prostu wygodne. Wygląd Prezentują się one bardzo kobieco i przypominają bardziej klipsy niż słuchawki. Mają przy tym lustrzaną powierzchnię, a ich etui, równie odbijające wszystko dookoła wygląda, jak fikuśna puderniczka. Szczególnie w wersji srebrnej. Dlatego wybrałem fioletowe, które sprawiają jednak wrażenie nieco bardziej uniseksualnych. To powiedziawszy, chodzę w nich bez wstydu po ulicach i ani nie czuję się jak dziwak, ani ludzie mnie palcem nie wytykają, a przynajmniej nie robią tego częściej, niż do tej pory, więc to nie przez słuchawki.  Czego z nimi nie zrobię? Powiedzmy to sobie szczerze: sama ich konstrukcja wyklucza pewne działania. Odkurzanie? Odpada, nie słyszę niczego, co jest w słuchawce. Zmywanie naczyń? Jest lepiej, ale komfortem tego nie nazwę. Bujanie przez godzinę na rękach płaczącego dziecka i włożenie do uszu czegokolwiek, byle ten dźwięk chociaż trochę ograniczyć? Na szczęście ten etap miałem za sobą jeszcze przed rozpoczęciem testów, ale i na to bym nie liczył. Czy to wada? Nie, to cecha. Wszystkie słuchawki powietrzne znane są z tego, że nie zasłaniają kanału słuchowego. A bez tego nie można oczekiwać odcięcia się od otoczenia i trzeba być tego świadomym. Idealne na zakupy i do grania Zacznijmy od gier: do nich mam Switcha i Legion Go S. Gram więc bardziej przenośnie, chociaż głównie siedzę w fotelu. Zwykle mam czas, jak Mały idzie spać i go Żona usypia. Tym samym rozgrywka na głośniku odpada. Nie chcę jednak być wtedy odcięty od rzeczywistości, bo sytuacja bywa… dość dynamiczna. Dlatego jak gram to tylko na słuchawkach powietrznych. I tu FreeClip 2 S sprawdzają się fenomenalnie. Owszem, nie są to słuchawki gamingowe, więc możliwe, że mi coś umyka. Jednak ja też PRO graczem nie jestem, a po prostu gościem, który jedną grę potrafi przechodzić kilka miesięcy. A w tych słuchawkach nie tylko słyszę, że coś się dzieje, ale mogę docenić udźwiękowienie danego tytułu, czy muzykę w grze. Złośliwi mogliby powiedzieć, że grając na Switchu, niewiele więcej do doceniania mi zostaje, ale tym bardziej jest to duży plus tychże słuchawek.  W promieniu 1,5 km od domu mam kilka sklepów, z czego niektóre praktycznie pod blokiem, a inne z nieco innym asortymentem są już dalej. Wciąż jednak mówimy o odległościach takich, że żal w ogóle auto odpalać i znacznie lepiej pójść na piechotę. I chociaż droga wypada mi do każdego głównie chodnikami i to często oddalonymi od pasa jezdni, to warto być czujnym, ponieważ po okolicy kręci się mnóstwo młodzieńców z fryzurami na brokuła, którzy mkną na swoich odblokowanych hulajnogach elektrycznych przed siebie tak, jakby jutra miało nie być. I w sumie, gdybym był odcięty od świata i nie usłyszał kilku z nich wyjeżdżających zza krzaków, to faktycznie tego jutra by mogli nie doczekać i dla mnie i dla nich.  Dlatego też chodziłem w jednej słuchawce w uchu. Ani to wygodne, ani przyjemne, bo efektu stereo nie ma, a i słuchanie muzyki po drodze bywało niefortunne, kiedy coś miało widocznie różne ścieżki dla dwóch kanałów. I tak: mam inne słuchawki powietrzne, z których korzystałem w tym celu do tej pory. Jednak jakość dźwięku z nich pozostawiała już sporo do życzenia z powodu braku basu.  Jak to gra? Z jednej strony mogę powiedzieć, że to jedne z najlepszych słuchawek, które mam w szufladzie, a jest tego kilkanaście sztuk. Z drugiej, że łączna wartość mojej kolekcji z wyłączeniem AirPodsów jest niższa, niż cena, którą trzeba zapłacić za FreeClip 2 S, która wynosi 899 zł.  Dlatego ostrzegam od razu: nie jest to opinia zapalonego audiofila, który zjadł zęby na słuchawkach w tym segmencie cenowym, a najlepsze co miałem w uszach to AirPodsy i to nawet nie w wersji Pro. To powiedziawszy: jest super, ale nie idealnie.  Tony średnie i wysokie są naprawdę dobre, a poszczególne instrumenty bardzo dobrze można odróżnić z tła, co zawsze sprawia mi przyjemność przy odsłuchu. Nic się nie zlewa w papkę. Brakuje mi za to nieco basu i to mimo faktu, że słuchawki dają go potężną ilość.  Bo tak, podczas testów zrobiłem to, do czego słuchawki te nie zostały stworzone i wsadziłem sobie przetworniki do kanałów słuchowych. Basu wtedy było aż za dużo. I nie zrozumcie mnie źle: to nie była basowa papka. Nadal było bardzo czysto, ale zbyt mocno wyeksponowany był dół jak na mój gust. Jak to możliwe? No cóż, niskie tony wymagają odpowiedniego ciśnienia akustycznego, które jest nieosiągalne przy konstrukcjach powietrznych i tak małych przetwornikach, jak słuchawkowe.  Mogę jednak śmiało powiedzieć, że korzystałem z 3 par słuchawek powietrznych i Huawei FreeClip 2 S dał mi najlepszy bas z nich wszystkich, a różnica jest naprawdę odczuwalna, ale wciąż dobre słuchawki douszne i dokanałowe radzą sobie z tym lepiej. Jeśli chodzi o rozmowy przez telefon, to jest dobrze. Ani ja na rozmówcę nigdy nie narzekałem ani rozmówca na mnie.  Czy nas słychać? To dość ważna kwestia. W końcu słuchawki mamy po to, aby ludzie dookoła nie słyszeli tego, czego słuchamy. Jednak to są dwa małe głośniki przy naszych uszach, a nie coś, co w nich siedzi, więc teoretycznie dźwięk sieje dookoła. No cóż, jak się dobrze wsłuchać to słychać, że ktoś czegoś słucha, ale nie słychać co dokładnie, a ja właśnie użyłem słowa słyszeć pięć razy w jednym zdaniu.  Dopasowanie do ucha, czyli wraca stary problem Nie będę kłamał. W sieci już od jakiegoś czasu krążą testy tych słuchawek i oczywiście, że się z nimi zapoznałem, aby porównać odczucia. Wiele osób chwali w nich to, że ich nie czuć w uchu i może o nich zapomnieć. Ja je czuję. Bardzo. Nie jest to nic nieprzyjemnego ani coś, co by mnie uwierało, bo w takim wypadku zwyczajnie bym ich nie nosił. Po prostu nie mogę zapomnieć, że je mam zaczepione do płatka ucha.  Kolejnym problemem jest to, że nie umiem ich od razu dobrze ułożyć. Włożenie ich tak, aby dźwięk był odpowiedniej jakości, trochę u mnie trwa, a przesunięcie ich nawet o milimetr robi dużą różnicę. To jednak może wynikać z tego, że mam bardzo miękkie uszy. I to do tego stopnia, że podczas tego, kiedy maseczki były obowiązkowe, to potrafiły mi one wystrzelić z twarzy, bo gumki okazywały się mocniejsze od moich małżowin.  Tym samym nie twierdzę wcale, że koledzy z innych redakcji napisali, lub powiedzieli nieprawdę. Po prostu ich odczucia mogą być zupełnie inne od moich, a moje dość nietypowe, miękkie uszy mogą być tego przyczyną i jeśli również masz takie, to też możesz napotkać problemy tego typu.  Etui, które zachwyca i irytuje Tu jest dość… zabawnie. Bo skąd mam wiedzieć, która jest lewa, a która prawa? Przecież są identyczne i mogą się pomieszać. Początkowo myślałem, że za każdym razem trafiam. Potem się dowiedziałem, że słuchawki same się dostosowują do swojej roli, rozpoznając to, do którego ucha zostały doczepione. I tak: funkcja ta działa bardzo dobrze. Kolejną kwestią jest to, że podejrzanie szybko mi się rozładowały, bo już po jednym dniu. Okazuje się, że słuchawki te można źle umieścić w etui, wkładając je pałąkami do tyłu, a nie do przodu. I tak właśnie to zrobiłem.  A ile to wytrzymuje na baterii? Naprawdę trudno powiedzieć. Przez ponad miesiąc ładowałem je dosłownie kilka razy, ale też nie każdego dnia były one w użytkowaniu. Za to na pochwałę zasługuje sam system ładowania. Owszem, można je podłączyć USB-C, ale przy okazji też wspierają ładowanie bezprzewodowe i to ze wsparciem MagSafe. Tym samym mogę je położyć na powerbanku wykorzystującym tę technologię i ładować je bez kabla jadąc samochodem i mam pewność, że się z niego nie zsuną mimo dziur w drodze. Genialna sprawa, jak jedyny kabel, który miałem w trasie siedział w telefonie, a ja miałem przed sobą kilka godzin jazdy i niestety, rozładowane słuchawki. I tak: jazda samochodem z tymi słuchawkami jest świetną sprawą, bo słyszymy wszystko, co dzieje się na drodze. Bo oczywiście radia w samochodzie nie mam, w końcu, gdybym miał, to musiałbym płacić abonament radiowotelewizyjny za posiadany radioodbiornik.  Podsumowanie   W kategorii słuchawek powietrznych to najlepsze, co przeszło przez moje ręce. I sprawdzą się one bardzo dobrze nawet jako główna para tak długo, jak nie zechcesz się, chociażby odrobinę odciąć od otoczenia i nie mówię tu nawet o ANC, a zwykłym przytkaniu uszu słuchawką.  Jednak konstrukcja ta oferuje otwarcie się na świat, a nie odcięcie od niego. Owszem, w moich uszach nie leżą idealnie, a przy ich wyginaniu odkryłem, że jakby pałąk był nieco dłuższy od strony przetwornika i sięgał bliżej kanału słuchowego, to baz byłby w przypadku moich uszu dużo lepszy. Ot, w tej kategorii nie spotkałem się z niczym lepszym i w wielu przypadkach preferuje słuchawki tego typu nad inne, ale nadal będą to jedne z dwóch, lub trzech par, z których korzystam na co dzień, a nie słuchawki, które wrzucą pozostałe do szuflady. Ot, mam szeroki zakres wymagań, a taka konstrukcja jest wyspecjalizowana pokrywaniu tylko części z nich, chociaż w moim przypadku robią to fenomenalnie.  [SALE-6783] [SALE-6784]

0
PAWEł MARETYCZ
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Z Action już nie umoczysz. 59,99 zł, inni wołają przynajmniej 270 zł
Sprzęt 20:22

Z Action już nie umoczysz. 59,99 zł, inni wołają przynajmniej 270 zł

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Star Trek ma już 60 lat. Fani dostali prezent
Telewizja i VoD 20:00

Star Trek ma już 60 lat. Fani dostali prezent

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Galaxy S27 Ultra z Exynosem? Samsung coś kombinuje
Sprzęt 19:27

Galaxy S27 Ultra z Exynosem? Samsung coś kombinuje

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Uber wywala tysiące pracowników, pozostałych przymusem ściąga do biur
Tech 18:55

Uber wywala tysiące pracowników, pozostałych przymusem ściąga do biur

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Vectra z grubymi promocjami. Na tę ofertę trzeba było czekać 35 lat
Wiadomości 18:03

Vectra z grubymi promocjami. Na tę ofertę trzeba było czekać 35 lat

4
MARIAN SZUTIAK
1.
Małe słuchawki, co dobrze grają? Huawei FreeBuds Neo z rabatem 100 zł
Sprzęt 17:34

Małe słuchawki, co dobrze grają? Huawei FreeBuds Neo z rabatem 100 zł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
DPD ma nowy trik na paczki. Wystarczy telefon
Aplikacje 17:05

DPD ma nowy trik na paczki. Wystarczy telefon

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Anthropic poprawia Claude. Ma być taniej, szybciej i mniej irytująco
Oprogramowanie 16:34

Anthropic poprawia Claude. Ma być taniej, szybciej i mniej irytująco

4
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Masz taki odkurzacz? Tej jednej rzeczy lepiej nie rób
Bezpieczeństwo 16:08

Masz taki odkurzacz? Tej jednej rzeczy lepiej nie rób

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Huawei Watch D3 jest ładniejszy, dokładniejszy i wkrótce kupisz go w Polsce
Sprzęt 15:41

Huawei Watch D3 jest ładniejszy, dokładniejszy i wkrótce kupisz go w Polsce

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Zegarki Huawei Watch GT 7 już w Polsce. Na start taniej o 200 zł
Sprzęt 15:20

Zegarki Huawei Watch GT 7 już w Polsce. Na start taniej o 200 zł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Fractal pokazał sprzęt na lata. Jest coś dla graczy i fanów ciszy
Sprzęt 15:00

Fractal pokazał sprzęt na lata. Jest coś dla graczy i fanów ciszy

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Polują na dane Polaków. Rządowa agencja ostrzega
Bezpieczeństwo 14:57

Polują na dane Polaków. Rządowa agencja ostrzega

0
MARIAN SZUTIAK
1.
T-Mobile się stara, ale dojść nie może. Play za to daje radę
Wiadomości 14:29

T-Mobile się stara, ale dojść nie może. Play za to daje radę

17
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Płyty CD przeżywają drugą młodość. Klienci ruszyli do sklepów
Sprzęt 13:29

Płyty CD przeżywają drugą młodość. Klienci ruszyli do sklepów

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
Chiny są technologicznie w 2004 roku. Nie ma co bić piany
Sprzęt 13:29

Chiny są technologicznie w 2004 roku. Nie ma co bić piany

6
PATRYCJA KORBA
1.
Taksówkarz dostał zapłatę. Po chwili wyciągnęli legitymacje
Moto 13:09

Taksówkarz dostał zapłatę. Po chwili wyciągnęli legitymacje

7
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Sinsay zabawi się w pchli targ. Odbierzesz w sklepie
Telepolis.pl
Tech 12:49

Sinsay zabawi się w pchli targ. Odbierzesz w sklepie

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
Więcej nowości
Xiaomi kseruje iPhone'a przed premierą. To ostatnia szansa
Sprzęt 12:46

Xiaomi kseruje iPhone'a przed premierą. To ostatnia szansa

Xiaomi będzie zawzięcie walczyć z Apple i szykuje swój nowy rozkładany smartfon, Xiaomi 18 Fold, który bardzo mocno czerpie inspiracje z zapowiadanego folda iPhone Ultra. Xiaomi przygotowuje się do premiery swojego najnowszego składanego smartfonu Xiaomi 18 Fold, która odbędzie się już 7 września 2026 r. Rynkowy debiut tego modelu będzie dla firmy próbą odzyskania pozycji na rodzimym rynku po dotkliwych stratach. Zgodnie z najnowszym raportem firmy analitycznej Omdia w 2 kwartale 2026 r. Xiaomi zanotowało w Chinach spadek sprzedaży o 21% rok do roku. Jeszcze rok wcześniej producent ten remisował z Apple na trzeciej pozycji, a obecnie wyraźnie ustępuje swojemu amerykańskiemu rywalowi. Trochę jak Galaxy Z Fold8, ale bardziej jak rozkładany iPhone Xiaomi 18 Fold nawiązuje do nowego trendu na inne rozmiary i proporcje rozkładanych modeli, znane na przykład z Galaxy Z Fold8. Xiaomi nazywa taką konstrukcję mid-fold i przedstawia jako alternatywę dla smartfonów, które po rozłożeniu mają ekran w kwadratowych proporcjach 1:1. Po złożeniu Xiaomi 18 Fold ma wymiary zbliżone do paszportu i pozwala na wygodną obsługę jedną ręką. Po rozłożeniu użytkownik będzie mógł korzystać z ekranu o szerszym, tabletowym formacie. To też już znamy z Galaxy Z Fold8. Zobacz: Samsung Galaxy Z Fold8 nie jest idealny, ale i tak mnie zachwycił (test) Z pierwszych oficjalnych zapowiedzi, przedstawiających Xiaomi 18 Fold, wynika jednak, że chińska firma nie szukała inspiracji u Samsunga, tylko bardziej u Apple, przynajmniej pod względem wyglądu. Z przecieków wynika, że rozkładany iPhone ma poprzeczną belkę z modułem aparatów i proszę – w Xiaomi 18 Fold widzimy bardzo podobny element. Oczywiście trzeba brać poprawkę, że wygląd iPhoe’a znamy z przecieków, ale Xiaomi już wcześniej dowiodło, że bacznie obserwuje poczynania Apple i je u siebie kseruje. Z napływających informacji wynika, że Xiaomi 18 Fold otrzyma zewnętrzny wyświetlacz LTPO OLED o przekątnej 5,38 cala oraz główny, elastyczny ekran LTPO OLED o przekątnej 7,58 cala. Uwagę zwraca czerwony kolor obudowy, a wspominana belka z wyspą foto mieści 3 aparaty fotograficzne 50 Mpix, w tym tele z zoomem 3.5x, oraz diodę LED. Także i w tym modelu nad aparatami czuwała marka Leica.  Za wydajność Xiaomi 18 Folda ma odpowiadać własny układ firmy, Xring O3, który niedawno ujawnił bardzo wysoką wydajność w bazie benchmarku Geekbench, a także nowe pamięci LPDDR6 firmy CXMT. Xiaomi 18 Fold 🍒 ◉ 7.58" LTPO OLED Internal Screen ◉ 5.38" LTPO OLED External Screen ◉ XRING O3 💍◉ 23mm Main unit (OIS) (23mm) f/1.7" / 50MP (1/1.56") 🤔◉ 50MP OV50M UW (1/2.88") (17mm) ◉ 50MP (3.5x) 80mm Periscope Telephoto f/2.8 (JN5 🤔)◉ Leica Summilux Lens◉… pic.twitter.com/Ixaov5Q8PY — Tech Home  (@TechHome100) September 2, 2026 Szef działu smartfonów w Xiaomi, Lu Weibing, określił model 18 Fold jako najbardziej zaawansowany flagowiec w ofercie firmy, stworzony do bezpośredniej rywalizacji ze standardową, numerowaną serią flagowców. Jego zdaniem koncept mid-fold wyznaczy nowy kierunek dla całej branży składanych urządzeń.  Podczas konferencji 7 września wraz ze smartfonem Xiaomi 18 Fold zadebiutują również modele Xiaomi N70 Pro, N70 Max, N90 Max oraz tablet Xiaomi Pad 9 Pro Max, który także otrzyma układ Xring O3.

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Więcej nowości

Nowy film z Fassbenderem to Avatar i Transformersi w jednym
Telewizja i VoD 12:46

Nowy film z Fassbenderem to Avatar i Transformersi w jednym

Nowy epicki film science fiction z Michaelem Fassbenderem już został okrzyknięty połączeniem Avatara i Transformersów. "Witajcie w Hope" (ang. "Hope") to film, którego polska premiera zapowiedziana została na koniec października. Fassbender w roli monstrum "Witajcie w Hope" to jedna z najdroższych i najbardziej ambitnych produkcji w historii koreańskiego kina, w reżyserii Na Hong-jina. Polscy widzowie zobaczą ją już 30 października 2026 roku. Nazwisko, które ma przyciągnąć zachodnich widzów na seans to Fassbender i Vikander. Jak się można domyślić, aktor, podobnie jak reszta hollywoodzkiej obsady, nie posługuje się w filmie językiem koreańskim. Ale to nie przeszkadza mu zaistnieć w projekcie. Jest w niej obecny bardziej ekspresją i ciałem, a nie twarzą. Fassbender ugruntował swoją pozycję tytana współczesnego science fiction i pewnością jest znany licznemu gronu fanów. Po słynnych rolach androidów w serii "Obcy" ("Prometeusz", "Przymierze"), tym razem staje po drugiej stronie barykady jako krwiożerczy potwór terroryzujący koreańską wioskę. W "Witajcie w Hope" Fassbender wciela się w postać wrogiego obcego (kosmity) o imieniu Ma'veyyo. Co ciekawe, u jego boku, jako kosmitka J'aur wystąpiła jego prywatna żona - Alicia Vikander.  Rola w "Hope" była nie lada wyzwaniem dla Fassbendera. Aktor musiał przejść trening z bronią palną oraz nauczyć się manualnej jazdy samochodem na potrzeby widowiskowych pościgów, jakie mają miejsce w filmie. Do stworzenia swojej roli, wykorzystał pełną technologię motion capture, aby jak najlepiej przedstawić pozaziemską istotę atakującą mieszkańców wioski. I choć gra w kombinezonie, to kamery rejestrują każdy najmniejszy ruch jego mięśni oraz unikalną ekspresję. A Fassbender właśnie słynie z niesamowitej sprawności fizycznej i magnetycznej gry ciałem. Zatrudnienie Fassbendera to nie tylko element promocji, ale też jasny sygnał, że twórcy traktują postacie obcych niezwykle poważnie, a nie jako potwory wygenerowane przez komputer. Film ma zadatki na hit. Owacje na stojąco Trzeba przyznać, że zwiastuny filmu oddają chaotyczne napięcie i zapowiadają, że na oczach widzów odbędzie się prawdziwa walka o przetrwanie. Ale nie zobaczycie w nich ludzkiej twarzy Fassbendera. Pojawiają się tam jedynie przerażające bestie najeżdżające miasteczko - i to właśnie jedna z tych istot jest grana przez aktora. Aby zachęcić do oglądania, wystarczy dodać, że po światowej premierze na Festiwalu Filmowym w Cannes, film spotkał się z entuzjastyczną owacją widzów na stojąco. Eksperci nie szczędzili pochwał reżyserowi Na Hong-jinowi za porywające sceny i mistrzowski sposób pokazania konfliktu. Kosmicznego, rzecz jasna.  https://www.youtube.com/watch?v=mYRc2Gl7geY Premiera w kinach w USA odbędzie się 9 września, a w Polsce dostaniemy film 30 października 2026. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Biegałem z nowym Samsungiem. To nie dla mnie (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 01 WRZ 2026

Biegałem z nowym Samsungiem. To nie dla mnie (test)

Samsung Galaxy Watch9 to nowy smartwatch w ofercie koreańskiego producenta. Sprawdzamy, czy warto go kupić. Smartwatche firmy Samsung nigdy nie były tanie, ale zawsze starały się przesuwać granice tego, co można osiągnąć dzięki urządzeniom ubieralnym. Brzmi dramatycznie? Może, ale umówmy się – trudno oczekiwać mniej, kiedy za nowego Samsunga Galaxy Watch9 trzeba zapłacić co najmniej 1749 zł.  Czy warto? Postanowiłem to sprawdzić, biorąc na warsztat wariant 44 mm z łącznością LTE. Taka konfiguracja w oficjalnym sklepie producenta wyceniona została na 2099 zł. Wygląd i wykonanie Jednego nie można zegarkowi Samsung Galaxy Watch9 odmówić: prezentuje się unikalnie. Producent postawił na sportowo-nowoczesną estetykę, która dobrze pasuje do wizerunku marki. Design może się podobać, ale trzeba od razu podkreślić, że nie jest to akcesorium, które nadaje się do noszenia w każdej sytuacji. Koperta jest chyba najciekawszym elementem, przynajmniej od strony czysto wizualnej. Mamy tu dwa wyraźnie oddzielone od siebie elementy: (prawie) kwadratową główną część obudowy oraz wystający ponad jej obręb okrągły wyświetlacz. Prezentuje się to oryginalnie, ale rodzi pewien problem – tak wysunięty ekran wydaje się mocno narażony na przypadkowe uszkodzenie. Szczęśliwie nie miałem okazji potwierdzić tej obserwacji na własnej skórze, ale i tak polecam brać na to poprawkę. Z innych wartych uwagi elementów mamy tu dwa fizyczne przyciski oraz otwory, pod którym ukryto mikrofon oraz głośnik. Od spodu natomiast można dostrzec zestaw diod i czujników używanych do pomiarów biometrycznych. Fabrycznie zegarek sprzedawany jest w zestawie z prostym silikonowym paskiem. Jest miękki, elastyczny i wygodny, ale na pewno nie pasuje do żadnej formalnej stylizacji. Szczęśliwie możemy go bez trudu wymienić, ale tutaj sporym ograniczeniem okazuje się autorskie mocowanie stosowane przez producenta. Standardowe paski na teleskopy niestety nie przejdą. Generalnie o jakości wykonania całości nie mogę powiedzieć złego słowa. Koperta wykonana jest z wysokiej klasy aluminium, spasowanie elementów jest perfekcyjne, a do tego dostajemy wysoki stopień wodoodporności (5 ATM + IP68) oraz odporności na upadki (MIL-STD-810H). Pod tym względem urządzenie bez trudu broni swojej wysokiej ceny. Wyświetlacz Samsung Galaxy Watch9 wyposażony został w okrągły wyświetlacz Super AMOLED o średnicy 1,47” (w wersji 44 mm). Ekran ma rozdzielczość 480x480 i może się pochwalić atrakcyjnymi kolorami, doskonałym kontrastem i wysoką jasnością maksymalną sięgającą 3000 nitów. Do tego producent nie poskąpił na jego ochronie, stosując w tym celu szkło szafirowe. Oprogramowanie Samsung Galaxy Watch9 pracuje pod kontrolą systemu Wear OS 7 z autorską nakładką One UI Watch 9. W porównaniu z większością popularnych smartwatchy, tutejsze oprogramowanie stara się przenieść na nadgarstek pełną funkcjonalność smartfona, co jest zarówno największą zaletą, ale i olbrzymią bolączką testowanego modelu. Zaletą, bo z pomocą bohatera testu możemy robić masę rzeczy, które na większości zegarków są niemożliwe albo obwarowane licznymi ograniczeniami. Przykładowo, nie jesteśmy ograniczeni wyłącznie do sterowania multimediami odtwarzanymi na smartfonie, ale możemy zainstalować aplikację Spotify i uzyskać dostęp do tamtejszej biblioteki, nawet jeśli w pobliżu nie ma żadnego telefonu. Analogicznie mamy pełny dostęp do komunikatorów i naszych rozmów ze znajomymi, a nie jesteśmy ograniczeni wyłącznie do prostych reakcji na otrzymane powiadomienia. Tego typu zaawansowana funkcjonalność potrafi być przydatna, ale… [gallery][img]261926[/img][img]261939[/img][img]261924[/img][img]261936[/img][img]261941[/img][img]261930[/img][img]261933[/img][img]261932[/img][img]261925[/img][img]261931[/img][img]261928[/img][img]261929[/img][img]261938[/img][img]261935[/img][img]261927[/img][img]261940[/img][img]261934[/img][img]261937[/img][img]261942[/img][/gallery] …ale jak pewnie część z Was się już domyśla, korzystanie z nich na małym ekranie smartwatcha nie zawsze jest przyjemne. Co gorsza, tego typu rozbudowany interfejs często odbija się na dostępie do podstawowych funkcji, do których trzeba przebić się przez mocno rozbudowany system menu. Trzeba natomiast oddać Koreańczykom, w przypadku najnowszej wersji zegarkowego One UI i tak wygląda to dużo lepiej niż w starszych modelach z rodziny Galaxy Watch, gdzie zagęszczenie elementów interfejsu potrafiło być naprawdę przytłaczające. Plus muszę przyznać, że jest tu kilka rozwiązań, które naprawdę przypadły mi do gustu. Przykładowo, możliwość przypięcia skrótów do wybranych funkcji w formie widżetów zamiast dodatkowych tarcz, tak jak ma to miejsce u większości rywali. Błahostka, ale mocno upraszcza dostęp do informacji i narzędzi, po które sięgamy najczęściej. Inna rzecz to charakterystyczny dla serii wirtualny pierścień, który ułatwia nawigację i przyspiesza przebijanie się przez rozbudowane opcje. Jedyny minus, że z jakiegoś powodu istnienie tej funkcji nie zostało w żaden sensowny sposób zasygnalizowane – ani na poziomie interfejsu, ani fizycznego designu smartwatcha. Natomiast jedna rzecz, która początkowo mocno mnie frustrowała, to mocne naciski ze strony producenta do korzystania z własnego ekosystemu. Przykładowo, choć zegarek obsługuje płatności Portfelem Google, fabrycznie zainstalowany jest wyłącznie Samsung Wallet. Co więcej, ma on na stałe przypisany swój własny skrót klawiszowy i nawet jeśli byśmy chcieli, to nie możemy go zastąpić inną aplikacją do płatności zbliżeniowych. Podobnych zabiegów pojawia się tutaj więcej. Oprogramowanie działa szybko i płynnie, ale to nie powinno być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że na pokładzie mamy procesor Qualcomm Snapdragon SW6100 Wear Elite i 2 GB RAM. Dodatkowo dostajemy 32 GB na przechowywanie plików. Zegarek łączy się ze smartfonem z wykorzystaniem protokołu Bluetooth 6.0 oraz aplikacji Samsung Wearable, ale jego obsługa rozbita jest na kilka innych aplikacji, w tym Samsung Health i Samsung Health Monitor. Połączenie jest stabilne, a aplikacje przejrzyste i funkcjonalne, choć ich mnogość nie pomaga. Jest jednak pewien haczyk – niezależnie od wybranej wersji, Samsung Galaxy Watch9 kompatybilny jest wyłącznie z systemem Android, więc posiadacze iPhone’ów muszą obejść się smakiem. Ba, część funkcji (np. EKG i pomiar ciśnienia) dostępna jest wyłącznie w parze ze smartfonami firmy Samsung co dodatkowo wyklucza kolejne grono użytkowników. Z drugiej strony, w przypadku zakupu wersji LTE telefon poza wstępną konfiguracją tak naprawdę nie jest nam nawet szczególnie potrzebny – urządzenie obsługuje karty eSIM, ma funkcje telefoniczne, a oprócz tego potrafi korzystać z Wi-Fi 802.11a/b/g/n. To oznacza, że zegarek jest w dużej mierze samowystarczalny i może skutecznie zastąpić smartfona np. podczas treningu. Funkcje zdrowotne i sportowe Samsung Galaxy Watch9 oferuje wyjątkowo rozbudowany zestaw funkcji zdrowotnych. Poza standardowymi pomiarami, takimi jak puls, saturacja czy poziom stresu, urządzenie posiada wbudowany elektrokardiogram oraz ciśnieniomierz. Zwłaszcza ten ostatni jest czymś rzadko spotykanym i stanowi spory punkt na korzyść bohatera testu. Warto jedynie mieć na uwadze, że funkcja ta wymaga regularnej kalibracji z wykorzystaniem tradycyjnego ciśnieniomierza i zdecydowanie nie jest w stanie go zastąpić. Jeśli chodzi o funkcje sportowe, na pokładzie znajdziemy niemal pełny komplet rozwiązań, jakich można tego typu sprzętu. Urządzenie posiada wbudowany moduł GPS, obsługuje dziesiątki, jeśli nie setki trybów sportowych, potrafi samodzielnie wykryć trening (np. spacer), a nawet ma kilka specjalnych programów treningowych, które mają pomóc nam w osiąganiu lepszych rezultatów np. podczas biegania. Tu jednak pojawia się dość istotny problem – dokładność pomiarów. W toku testów pięciokrotnie biegałem z Galaxy Watch9 na mojej stałej, sprawdzonej trasie o długości 3 km. Podczas jednej z sesji zapis śladu GPS był poprawny, ale zegarek odjął z dystansu około 250 m ze środka treningu – jakby uznał, że przez blisko dwie minuty stałem w miejscu. Nie był to więc problem z ustaleniem trasy: urządzenie zarejestrowało właściwe dane, lecz błędnie przetworzyło je przy wyliczaniu dystansu i pozostałych statystyk. W efekcie wyniki tego treningu nie nadawały się do sensownej analizy. Nie jestem w stanie po krótkim okresie testów przesądzić, czy to błąd powtarzalny. Jednak Galaxy Watch9 jest jedynym testowanym przeze mnie smartwatchem, w którym poprawnie zapisany ślad nie przełożył się na poprawnie policzony trening. W urządzeniu za blisko 2000 zł taki incydent jest trudny do zaakceptowania – szczególnie że tańsze zegarki, z których korzystałem, nie sprawiały podobnego problemu. Bateria Drugim elementem, który mocno ciąży na ocenie Samsunga Galaxy Watch9, jest bateria. Wariant 44 mm posiada ogniwo o pojemności 445 mAh. Podczas testów pozwalało mi to uzyskać 1-1,5 dnia pracy z włączonym AoD oraz ok. pół godziny treningu z GPS dziennie. To oznacza, że nie unikniemy codziennego ładowania, o ile nie zaczniemy sięgać po tryb oszczędzania energii – wtedy jednak musimy się pożegnać z częścią funkcjonalności urządzenia. Problem jest tym bardziej dotkliwy, że pełne ładowanie Samsunga Galaxy Watch9 za pomocą dołączonej ładowarki zajmuje ponad godzinę. Podsumowanie Samsung Galaxy Watch9 faktycznie jest zegarkiem, który potrafi zaimponować… dopóki nie trzeba go samemu używać. Funkcjonalność niemal jak we flagowym smartfonie, spektakularna jakość wykonania i rozbudowane narzędzia do monitorowania zdrowia to rzeczy, które na pewno warto pochwalić, bo zdecydowanie na to zasługują. To, co bohater testu robi dobrze, robi bardzo dobrze. Problem w tym, że jest tu też kilka dotkliwych potknięć i dotyczą one obszarów bardzo istotnych z perspektywy codziennego użytkowania. Brak wsparcia dla iOS, arbitralne ograniczanie dostępu do części funkcji, problemy z dokładnością pomiarów podczas ćwiczeń i krótki czas pracy na jednym ładowaniu to nie są drobne minusy, tylko wady, które takiego smartwatcha potrafią absolutnie zdyskredytować. Jasne, znajdą się klienci, którzy przymkną na nie oko i będą z nowego Galaxy Watcha bardzo zadowoleni. Siląc się jednak na jakąś obiektywność, przy cenie sięgającej blisko 2000 zł trudno ten sprzęt tak po prostu rekomendować. [SALE-6752] [SALE-6753] [SALE-6754] Samsung Galaxy Watch9 - galeria [gallery][img]261943[/img][img]261947[/img][img]261945[/img][img]261944[/img][img]261946[/img][img]261948[/img][img]261949[/img][img]261950[/img][img]261953[/img][img]261954[/img][img]261952[/img][img]261951[/img][/gallery]

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania