Shark ChillPill walczy z upałami na 3 sposoby (Test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 12:42

Shark ChillPill walczy z upałami na 3 sposoby (Test)

Shark ChillPill jest sprzętem uszytym na miarę moich potrzeb. To aż 3 metody aktywnego chłodzenia w maleńkim, atrakcyjnym wizualnie urządzeniu. Tylko czy warto wydać aż tyle? W Polsce upały są często bardziej uciążliwe niż w tropikach Polsce trwa narastający deficyt wody i w wielu regionach występuje susza rolnicza oraz hydrologiczna. Chociaż z pozoru nie mamy tutaj często upalnych dni, gdy te nas dosięgają, są bardziej uciążliwe niż nawet i ponad 40 stopni w tropikach. Kto raz wybrał się na urlop do Grecji czy Egiptu, ten rozumie tę różnicę. Polska to nie plaża z przyjemną bryzą, tu człowiek naprawdę męczy się. W miniony weekend powietrze stało w miejscu, a ponad 30 stopni dopiekało Polaków nieprzyjemnie. Lepszego momentu na sprawdzenie Shark ChillPill nie mogłem sobie wymarzyć. I powiem krótko — amerykańska maszynka pracowała niemal non stop. Rynek od lat zalewa nas falą tanich, plastikowych wentylatorków na baterie, które z założenia mają przynosić ulgę, ale w rzeczywistości oferują jedynie słaby, irytujący podmuch gorącego powietrza, przypominający suszarkę do włosów. W tym gąszczu elektrośmieci pojawia się jednak światełko w tunelu (a raczej orzeźwiająca bryza) - amerykańska marka SharkNinja, znana na całym świecie z projektowania innowacyjnych odkurzaczy i genialnego sprzętu AGD, postanowiła przenieść swoje inżynieryjne doświadczenie na grunt chłodzenia osobistego. Efektem tych prac jest Shark ChillPill – osobisty system chłodzenia 3 w 1. To już nie jest wiatraczek, to cały system chłodzenia 559,99 zł — aż tyle przyjdzie nam zapłacić za Shark ChillPill. I to właśnie z ceną trzeba się przede wszystkim zmierzyć w tej recenzji, bo krótko mówiąc, wyrywa z butów, pomimo nawet renomy marki. Kluczowym elementem projektowym jest kompaktowość. System ChillPill, jak sugeruje sama nazwa, ma przypominać tabletkę uśmierzającą ból — w tym wypadku ból związany z przegrzaniem. Urządzenie jest na tyle małe, że bez najmniejszego problemu zmieści się w przeciętnej damskiej torebce, plecaku czy nawet większej kieszeni spodni cargo. Pomimo zaawansowanych podzespołów ukrytych wewnątrz, waga urządzenia jest optymalna; na tyle duża, by sprawiać wrażenie solidności, ale na tyle niska, by nie męczyć nadgarstka podczas dłuższego trzymania. To, co całkowicie deklasuje konkurencję w segmencie chłodzenia przenośnego, to oferowany przez Sharka system „3 w 1”. Zamiast wbudowywać wszystkie funkcje na stałe w jedną nieporęczną obudowę, producent zastosował rozwiązanie modułowe. Główny korpus z akumulatorem to jednostka centralna, do której podpinamy odpowiednie nasadki, w zależności od tego, czego w danej chwili potrzebujemy. W zestawie otrzymujemy kilka wymiennych końcówek. Shark ChillPill to system 3 w 1 Wentylator o dużej prędkości to pierwsza z funkcji urządzenia. Po założeniu nasadki wentylatora urządzenie zamienia się w klasyczny wiatrak osobisty, jednak o nieklasycznej mocy. Aerodynamicznie zaprojektowane łopatki w połączeniu z mocnym, bezszczotkowym silnikiem generują strumień powietrza, który dosłownie potrafi rozwiać włosy. Na najwyższym poziomie prędkości zasięg strumienia jest imponujący, a jednocześnie poziom generowanego hałasu pozostaje wciąż akceptowalny. Na najniższych obrotach urządzenie jest z kolei na tyle ciche, że bez poczucia dyskomfortu dla otoczenia można go używać w miejscach publicznych, otwartym biurze czy podczas oglądania telewizji. Ultradrobna mgiełka (Mist) to drugi z wariantów pracy. Kiedy sam wiatr to za mało, bo powietrze przypomina żar z piekarnika, z pomocą przychodzi dedykowana nasadka rozpylająca. Działa ona niczym zaawansowane systemy klimatyzacji mgłowej, które możemy spotkać w luksusowych kurortach lub letnich ogródkach restauracyjnych. W zestawie znajdują się wymienne wkłady dostarczające wodę do ultradźwiękowego generatora. Wystarczy napełnić system niewielką ilością wody, a urządzenie zaczyna tworzyć zjawiskową, mikroskopijną mgiełkę. Słowo „ultradrobna” to nie jest pusty slogan — w przeciwieństwie do tanich psikaczy z supermarketu, które plują gigantycznymi kroplami niszczącymi makijaż lub zostawiającymi mokre plamy na odzieży, Shark tworzy niewidoczną, atomizowaną chmurkę. Woda o tak małej średnicy kropel natychmiast odparowuje po zetknięciu ze skórą, zabierając ze sobą ogromne ilości ciepła w procesie chłodzenia ewaporacyjnego. Daje to niesamowite uczucie ulgi bez efektu zmoczenia. Funkcja trzecia to płyta chłodząca InstaChill. To chyba tutaj doszukać można się największej przewagi Shark ChillPill nad innymi systemami. Jeśli kiedykolwiek po wyczerpującym treningu lub podczas morderczego upału miałeś ochotę przyłożyć sobie do czoła lub karku kostkę lodu czy puszkę z mrożonym napojem — to właśnie po to stworzono technologię InstaChill. Urządzenie zostało wyposażone w specjalną, aluminiową płytkę, pod którą ukryto zaawansowane ogniwo termoelektryczne (wykorzystujące tzw. zjawisko Peltiera). Po naciśnięciu przycisku i aktywacji tego modułu, w ciągu dosłownie kilku sekund, metalowa powierzchnia staje się drastycznie zimna — lodowata w dotyku. Przykładasz tę powierzchnię do punktów pulsowych na swoim ciele: na kark, na wewnętrzną stronę nadgarstków, na skronie lub w zgięciach łokci. W ten sposób błyskawicznie schładzasz krew krążącą tuż pod skórą, która następnie rozprowadza ten chłód po całym organizmie. To rozwiązanie stosowane przez medyków i zawodowych sportowców, przeniesione do eleganckiego, podręcznego gadżetu. Spadek temperatury na płytce sięga aż 9 stopni, a cicha praca w tym trybie sprawia, że Shark może działać też jak zimny kompres. Uczucie jest absolutnie uzależniające. To natychmiastowe ugaszenie fizjologicznego pożaru, działające całkowicie niezależnie od panującej na zewnątrz wilgotności, co daje systemowi InstaChill ogromną przewagę w strefach o klimacie równikowym, gdzie pot i parowanie nie zdają egzaminu. A jeśli twoje auto jest akurat u mechanika i jeździsz starym gruchotem bez klimatyzacji, tylko takie rozwiązanie przyniesie ci wreszcie ulgę. Żaden wiatrak czy nawet mgiełka nie mogą się z tym równać. Dwuczęściowa konstrukcja to nie tylko efektowny design Źródłem zasilania Shark ChillPill jest wbudowany, wysokowydajny akumulator litowo-jonowy, który zajmuje jedną z 2 tubek będących konstrukcją urządzenia. W trybie standardowego wentylatora, na niskich bądź średnich obrotach, akumulator pozwala na długie godziny nieprzerwanego działania. 1. bieg wentylatora pozwala na nawet 11 godzin pracy i jest praktycznie bezgłośny. Bez problemu mogłem postawić sobie ChiillPilla tuż za klawiaturą komputera i chłodzić twarz przez całą zmianę w pracy. Włączanie mocniejszych trybów czy korzystanie z funkcji specjalnych dodatkowo skraca ten czas. Warto przy tym przypomnieć, że płyta InstaChill czy generator mgiełki nie są jedynie pasywnym elementem zestawu, lecz głowice te łączą się z zasilaniem przez piny. Prędkość wentylatora Tylko wentylator Wentylator + mgiełka 1 Do 11 godzin Do 4 godzin 5 Do 4.5 godziny Do 2 godzin 10 Do 1.5 godziny Do 1 godziny Poziom InstaChill Płyta chłodząca 1 Do 2 godzin 2 Do 1 godziny Sprzęt ładowany jest z użyciem złącza USB-C, które ukryte jest za gumową zaślepką. Czas ładowania od 0% do 100% jest niestety długi, bo wynosi 3,5 godziny. Na plus natomiast należy zaliczyć możliwość jednoczesnego ładowania np. z powerbanku i używania sprzętu. Jak łatwo odczytać z tabeli, uruchomienie modułu InstaChill wiąże się ze znacznie większym drenażem baterii. Wynika to z faktu, że ogniwa Peltiera potrzebują sporo energii do wygenerowania tak drastycznej różnicy temperatur. Chłodzenia kontaktowego rzadko używa się jednak nieprzerwanie. Zazwyczaj służy ono do „strzałów” zimna trwających po kilkadziesiąt sekund. W takim cyklu mieszanym akumulator daje radę. Urządzenie, jak i same baterie litowo-jonowe, spełniają wszystkie rygorystyczne normy bezpieczeństwa ICAO. Oznacza to brak stresu na bramkach lotniskowych. ChillPill może być w 100% legalnie przewożony w bagażu podręcznym na pokładzie samolotów. Porozmawiajmy o pieniądzach 559,99 zł to ogromna kwota jak za taki mały gadżet. Gdy pytałem znajomych „w ciemno”, ile taki sprzęt może kosztować po prezentacji jego możliwości, najwyższa propozycja wyniosła 350 zł. Również i dla mnie byłoby to maksimum, które skłonny bym był wydać. No a jestem idealnym odbiorcą Shark ChillPill, bo duże różnice temperatur, gdy np. w biegu dotrę do pociągu, sprawiają, że po prostu rozpływam się i potrzebuję chwili, na uspokojenie reakcji ciała. To samo w samolocie, gdy maszyna jest jeszcze na pasie i klimatyzacja ledwo działa. Co więcej, w pudełku z Shark ChillPill dostajemy wyłącznie urządzenie, głowice z woreczkiem na nie, 3 zapasowe wkłady do mgiełki i przewód USB. Za pasek na rękę producent chce dodatkowych 30 zł, za pasek na ramię 50 zł, pokrowiec z paskiem na szyję to 90 zł, uchwyt na rower 100 zł, klips na pasek 70 zł, a etui podróżne 130 zł. Przy cenie za sprzęt zbliżającej się do 600 zł i co tu dużo mówić, urządzeniu z segmentu premium, liczyłbym jednak na bogatszy zestaw akcesoriów. Szczególnie że dwa obracające się względem siebie korpusy urządzenia nie do końca sprawdzają się w każdej sytuacji i chociaż jakiś pasek na nadgarstek znacząco poprawiłby ergonomię, nie wspominając nawet o zaczepie na szyję, rozwiązaniu powszechnie stosowanym w Azji w przypadku innych systemów osobistego chłodzenia. Shark jest jednak pewien swego — masz aż 60 dni na testy i zwrot Nie mogę przy tym powiedzieć złego słowa o samym działaniu urządzenia. Obsługa wygodnym pokrętłem oraz ekranem stanowiącym klikany, fizyczny przycisk natychmiast wchodzi w krew. Nieco psuje mi design zaślepka na port USB-C, bo czasem trudno ją wcisnąć na swoje miejsce, ale całościowo jest naprawdę dobrze. Materiałowo zaś część zawierająca akumulator wykończona została błyszczącym tworzywem, co przy spoconych dłoniach daje wrażenie tłustej powierzchni. Chyba lepszy efekt dałaby tutaj guma, która dodatkowo stabilizowałaby zarówno chwyt, jak i ewentualne rozłożenie naszego transformersa na stole. Shark zdecydował się przy tym na aż 60-dniowy program satysfakcji dla zakupów realizowanych w sklepie producenta. Możemy więc przetestować urządzenie bez ryzyka, że nie spełni naszych oczekiwań. Podsumowanie Shark ChillPill to system prywatnego chłodzenia klasy premium, no i w cenie też premium. Porządne wentylatory osobiste ściągane z Azji to wydatek około 80 zł, a chyba najbardziej premium na polskim rynku był do tej pory Dyson HushJet Mini Cool, wyceniony na 399 zł. Tak naprawdę jednak trudno znaleźć dla Shark ChillPill realnego konkurenta, bo ultradźwiękowy generator mgiełki i ogniwo termoelektryczne wykorzystujące zjawisko Peltiera w zestawie to prawdziwy unikat. I chyba tak długo, aż konkurenci nie skopiują tego typu rozwiązań, ceny są, jakie są — wysokie. Jedno jest natomiast pewne. Shark stworzył system, który autentycznie chłodzi, długo pracuje na baterii i nie jest jedynie daremnym przesuwaniem gorącego powietrza w stronę twarzy przy dźwiękach jak z suszarki do włosów. Szczególnie praktycznie bezgłośny system InstaChill, z metalową płytką potrafi być wielką ulgą w podróży i ukoi chłodem niejedną migrenę. Ewaporacyjna mgiełka też robi swoje, ale szkoda, że zbiorniczek na wodę nie jest duży i trzeba liczyć się z dolewaniem wody. Największy test Shark ChillPill jest jeszcze przede mną, podczas podróży do południowych Chin. Upały mamy w Polsce jednak już teraz, więc nie zwlekam z recenzją. A werdykt jest następujący: jeśli cię tylko stać, to kupuj. Shark ChillPill autentycznie działa — to nie marketing, to technologia.

0
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Ten gadżet jest w stanie powstrzymać starzenie? Tego jeszcze nie grali
Nauka 13:18

Ten gadżet jest w stanie powstrzymać starzenie? Tego jeszcze nie grali

0
ANNA KOPEć
1.
Czemu Sony odpuszcza gry na PC? Powód jest szalenie prosty
Gry 12:12

Czemu Sony odpuszcza gry na PC? Powód jest szalenie prosty

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Skwar leje się z nieba? Biegnij do Lidla. Z aplikacją za 15,99 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 11:39

Skwar leje się z nieba? Biegnij do Lidla. Z aplikacją za 15,99 zł

1
PAWEł MARETYCZ
1.
O tym filmie jest teraz głośno. To z pewnością coś zupełnie nowego
Rozrywka 11:08

O tym filmie jest teraz głośno. To z pewnością coś zupełnie nowego

0
ANNA KOPEć
1.
TikTok: użytkownicy mają przekichane. To dramat
Aplikacje 10:31

TikTok: użytkownicy mają przekichane. To dramat

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Popularna krakowska aplikacja przestanie działać. Padła konkretna data
Aplikacje 09:25

Popularna krakowska aplikacja przestanie działać. Padła konkretna data

0
ANNA KOPEć
1.
Masz router tej popularnej firmy? To jest ważna rzecz do zrobienia
Sprzęt 08:55

Masz router tej popularnej firmy? To jest ważna rzecz do zrobienia

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Nowe science fiction od Apple TV na szczycie hitów już po pierwszym dniu
Telewizja i VoD 08:21

Nowe science fiction od Apple TV na szczycie hitów już po pierwszym dniu

2
ANNA KOPEć
1.
Polacy wpadają w finansową pułapkę. Sami sprowadzają na siebie kłopoty
Kredyty 07:46

Polacy wpadają w finansową pułapkę. Sami sprowadzają na siebie kłopoty

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
mBank wprowadza darmowe benefity. Można korzystać do 30 września
Fintech 07:15

mBank wprowadza darmowe benefity. Można korzystać do 30 września

0
ANNA KOPEć
1.
Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany
Gry 21 CZE 2026

Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wyciekły ceny GTA 6. Będzie drogo
Gry 21 CZE 2026

Wyciekły ceny GTA 6. Będzie drogo

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Test Beyerdynamic Aventho 300. Takich słuchawek szukałem
Tech 21 CZE 2026

Test Beyerdynamic Aventho 300. Takich słuchawek szukałem

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wiertarko-wkrętarka Bosch z akumulatorem dziś za pół ceny (199 zł)
Telepolis.pl
Sprzęt 21 CZE 2026

Wiertarko-wkrętarka Bosch z akumulatorem dziś za pół ceny (199 zł)

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Skąd AI kopiuje muzykę? Pewien śmiały reporter właśnie to ujawnił
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Skąd AI kopiuje muzykę? Pewien śmiały reporter właśnie to ujawnił

4
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Mają dość kupowania gier cyfrowych. Walczą w sądzie o prawo posiadania
Wiadomości 21 CZE 2026

Mają dość kupowania gier cyfrowych. Walczą w sądzie o prawo posiadania

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Uśmierza ból a nie daje haju. Naukowcy odkryli nowy związek konopi
Nauka 21 CZE 2026

Uśmierza ból a nie daje haju. Naukowcy odkryli nowy związek konopi

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Sąd zdecydował. Chodzi o abonament RTV
Wiadomości 21 CZE 2026

Sąd zdecydował. Chodzi o abonament RTV

43
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości
Zamienił kozy w procesor. Tak naukowiec testował mit o AI
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Zamienił kozy w procesor. Tak naukowiec testował mit o AI

Naukowiec z Microsoftu zbudował sztuczną inteligencję z… kóz. W ten sposób chciał udowodnić, że rozmowa z chatbotem nie czyni go istotą myślącą. Inteligencja złożona z kóz w grze Age of Empires II Adrian de Wynter, badacz sztucznej inteligencji pracujący dla Microsoftu i Uniwersytetu w Yorku w Wielkiej Brytanii, opublikował nietypową pracę naukową. Postanowił sprawdzić, dlaczego ludzie tak chętnie traktują chatboty jak żywe osoby. Duże modele językowe znany z produktów takich, jak ChatGPT czy Claude. Odpowiadają na pytania w sposób przypominający ludzką mowę. Zdaniem de Wyntera to właśnie ten ton rozmowy sprawia, że użytkownicy zapominają, iż mają do czynienia z oprogramowaniem. Żeby to udowodnić, badacz odtworzył działanie modelu językowego wewnątrz strategii Age of Empires II, używając wyłącznie kóz. W edytorze scenariuszy gry ułożył z nich bramki NAND. To najprostsze elementy logiczne komputerów. Z takich bramek można zbudować dowolny układ obliczeniowy, łącznie z całym komputerem. Kozy w grze posłużyły więc jako cyfrowe przełączniki. Konkluzja jaką chciał uwidocznić badacz jest prosta. Skoro model językowy da się odtworzyć za pomocą kóz w grze komputerowej, klocków Lego albo grupy ludzi wykonujących proste polecenia, to jego ludzkie zachowanie nie wynika z natury systemu. Ta "ludzkość" wynika ze sposobu, w jaki ten system jest przedstawiony i jakie ludzie nadają mu cechy (jako projekcja). De Wynter zwraca uwagę, że przekonujący ton wypowiedzi i spójność odpowiedzi da się wymiernie zmierzyć. To jednak nie dowodzi, że stoi za nimi prawdziwe ani nawet symulowane "myślenie". Eksperyment z kozami brzmi jak totalny żart, coś zrobionego dla przysłowiowej "beki". Ale jednak za tym wszystkim ostatecznie krył się poważny cel. To badanie pokazuje, że wrażenie rozmowy z kimś inteligentnym bierze się głównie ze sposobu "opakowania" modelu językowego w atrakcyjne pazłotko. Nie z tego, co faktycznie dzieje się pod spodem. Następnym razem, gdy chatbot odpowie w bardzo ludzki sposób, warto pamiętać o stadku kóz przestawianych w grze sprzed dwóch dekad. Eksperyment stoi w kontrze do obecnych tendencji wykorzystania AI, które coraz częściej służą za substytuty np. terapeutów.

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

Co z premierą GTA 6? Gracze panikują
Gry 20 CZE 2026

Co z premierą GTA 6? Gracze panikują

Gracze panikują w sprawie premiery GTA 6. Pojawiają się głosy, że ta ponownie może zostać opóźniona. GTA 6 ma zadebiutować 19 listopada. To zdecydowanie najbardziej wyczekiwana produkcja tego roku. Wielu innych deweloperów wręcz przesuwa premiery swoich tytułów, aby nie musieć rywalizować o uwagę z Rockstar Games. Jednak gracze panikują. Czy premiera zostanie opóźniona? Premiera GTA 6 Już 25 czerwca ma ruszyć przedsprzedaż GTA 6. Gracze będą mieli sporo czasu, aby zakupić grę przed premierą 19 listopada. Jednak czy rzeczywiście tego dnia już będziemy mogli zagrać? Część graczy uważa, że nie. Ich zdaniem produkcja zostanie ponownie opóźniona i mają na to dowody. Wątpliwe, ale jednak dowody. Część osób zauważyła, że ze stron internetowych i profilów społecznościowych Rockstar Games zniknęła informacja o premierze 19 listopada. Na tej podstawie wysuwają wnioski, że premiera ponownie zostanie opóźniona. Nie można wykluczyć, że tak rzeczywiście się stanie. Jednak wyjaśnienie tego może być bardzo proste. Firma może skupiać się na dniu rozpoczęcia przedsprzedaży, czyli 25 czerwca. Dlatego data premiery mogła zniknąć z oficjalnych materiałów. Trzeba też pamiętać, że premiera GTA 6 została już kilkukrotnie opóźniona. Pierwotnie gra miała zadebiutować dużo wcześniej, więc twórcy mieli już dość czasu, aby oszlifować ten diament. Poza tym Strauss Zelnick - szef Take Two Interactive - niedawno powiedział, że premiera na pewno odbędzie się 19 listopada. 

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację
Publicystyka 20 CZE 2026

Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację

Osadnictwo na Księżycu czy Marsie będzie się wiązało z szeregiem wyzwań. Aby im sprostać, trzeba eksperymentować na Ziemi. Gdzie? Pojawił się pomysł, by robić to w Polsce. I to w historycznym miejscu.  Giełdowy debiut SpaceX okazał się hitem. Spółka Elona Muska może i nie imponuje wynikami finansowymi, ale udało jej się w ekspresowym tempie wskoczyć do grona biznesowych potentatów. Podmioty o wyższej kapitalizacji można policzyć na palcach jednej dłoni. Z przytupem sprzedano opowieść o przyszłych sukcesach. Czas pokaże, ile było w tym mocnych argumentów, a ile bajkopisarstwa. Zaintrygowany czekam na rozwój wypadków. Z równie dużym zaciekawieniem będę śledził ewentualną realizację rodzimego pomysłu z kosmicznego podwórka. Otóż kiełkuje u nas myśl, by w likwidowanej kopalni Wujek w Katowicach stworzyć Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Księżyc mamy w domu, czyli adaptacja kopalni  Wygląda na to, że kosmiczna misja Ignis, podczas której Sławosz Uznański-Wiśniewski promował pierogi, natchnęła Polaków do snucia ambitnych planów. Może i nie będzie to otwarcie baru mlecznego na Księżycu, ale efekt może być równie ciekawy: zbudujemy sobie Księżyc w domu. Konkretnie na Śląsku. Delegacja ze wspomnianego przed momentem regionu udała się niedawno do stolicy, by tam przekonywać polityków do następującej idei: przekształcenia kopalni Wujek, a przynajmniej jej części, w Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Śmiały, ale nierealny koncept uczniów szkoły podstawowej? Otóż nie, w skład delegacji weszły lokalne grube ryby: Marcin Krupa (prezydent Katowic), Wojciech Saługa (marszałek woj. śląskiego), Dawid Pasek (wiceprzewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) czy Monika Rosa (posłanka). Towarzyszyli im prof. Ryszard Koziołek (rektor Uniwersytetu Śląskiego) oraz Tomasz Rożek – pomysłodawca przedsięwzięcia.  Mocna ekipa pojechała do Warszawy, równie mocarna drużyna przyjmowała gości. W tym gronie należy wymienić Marcina Kulaska (minister nauki i szkolnictwa wyższego), Wojciecha Balczuna (minister aktywów państwowych) czy Mariana Zmarzłego (wiceminister energii). Przywołany już Marcin Krupa tak podsumował rozmowy w swoich mediach społecznościowych:  To inicjatywa, która w niezwykły sposób łączy historię z nowoczesnością, otwierając zupełnie nowe możliwości dla nauki, innowacji i współpracy między środowiskiem akademickim, samorządowym oraz biznesowym. Brzmi pięknie. Kciuk w górę. Ale o co właściwie w tym chodzi? Już tłumaczę. Większość Polaków zapewne słyszała choć raz o kopalni Wujek. Zazwyczaj mówi się o niej w grudniu, przy okazji kolejnej rocznicy brutalnej pacyfikacji strajku górników, do której doszło w 1981 roku, krótko po wprowadzeniu stanu wojennego. Przez dekady był to nie tylko symbol oporu przeciw komunistycznej władzy, ale też po prostu zakład pracy. Wydobycie węgla zakończono tam jednak kilka lat temu, a obecnie twa likwidacja kopalni. Towarzyszy temu dyskusja dot. przyszłości sporej przestrzeni w tkance miejskiej. Pokopalniane hektary można zaadaptować na różne sposoby, a przykłady znajdziecie w samych Katowicach – na takich działkach stanęły m.in. centrum handlowo-usługowe, muzeum czy budynki mieszkalne. Na terenie dawnej kopalni Wieczorek powstaje Hub Gamingowo-Technologiczny. Koncept dla Wujka też jest gotowy i przewiduje różne realizacje: od sportowych, przez kulturalne, po mieszkaniowe. Nie zapomniano o nauce. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Tomasz Rożek, znany w kraju popularyzator nauki, przekonuje, by na tym terenie zrealizować także Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Dlaczego akurat tam? Wyjaśnienie jest dość proste: jeśli już ludzkość spróbuje się osiedlić poza Ziemią, to plany te będzie realizować najpewniej pod powierzchnią np. Księżyca czy Marsa. Po co zatem tworzyć od podstaw środowisko testowe, skoro można wykorzystać już istniejącą infrastrukturę? Pisząc krótko: plan idealny. A trzeba do tego dodać, że pomysł wpisuje się w szerszy plan – władze Katowic oraz Metropolii starają się o zlokalizowanie na Śląsku Centrum Technologicznego Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). O to nie będzie łatwo, bo swoją kandydaturę zgłosiło kilka innych polskich miast. Niebawem powinniśmy się przekonać, kto wygra ten prestiżowy wyścig.  Tymczasem warto się pochylić nad ideą Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Na pierwszy rzut oka to świetny pomysł – nie ma nad czym dumać, to trzeba realizować. Jednak im dłużej ktoś się nad tym zastanawia, tym więcej pojawia się wątpliwości.  Jeden projekt się nie spina, więc odpalmy kolejny Wspomniałem już, że na terenie dawnej kopalni Wieczorek powstaje Hub Gamingowo-Technologiczny. Jak sama nazwa wskazuje, ma to być miejsce przeznaczone dla podmiotów z branży gier komputerowych oraz szerzej z IT. Ostatnio zaczęto oczywiście wspominać o tzw. sztucznej inteligencji. Inwestycja zdecydowanie nie należy do tanich, mowa jest o grubo ponad 1 mld zł. I tu ciekawostka. Niedawno pojawiły się doniesienia o przetargu na realizację kolejnego etapu projektu. Najniższa oferta wyniosła ponad 415 mln zł. Tymczasem miejska spółka odpowiedzialna za tę realizację przewidziała na ten cel niewiele ponad 250 mln zł.  Jest problem? No jest. Omawiany etap obejmuje m.in. budowę wielkiej hali, w której mają się mieścić studio filmowe i gamingowe, magazyny, przestrzeń dla graczy, mowa jest też np. o podziemnym parkingu. Albo z czegoś trzeba będzie zrezygnować, albo należy wyczarować pieniądze. Spore pieniądze. Dodam, że realizowany już etap inwestycji też wymagał sporego przekroczenia budżetu. Wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by w Katowicach wymyślono, jak rozmnażać pieniądze.  Tradycja, nowoczesność i dług Ktoś powie: może i drogo, ale warto. Bo miasto/region będą się rozwijać za sprawą nowych technologii. A dodatkowo zachowa się miejsce z tradycją. Należy dodać, że na hub będą się składać także odpowiednio zaadaptowane budynki pokopalniane: cechownia, łaźnia, stolarnia czy lampownia. Nawet nazwa całego przedsięwzięcia ma nawiązywać do kopalni: Shaft K (shaft to po polsku szyb). To akronim od Silesian Hub for Advanced Future Technologies (Śląskie Centrum Zaawansowanych Technologii Przyszłości). Brzmi dumnie. Gdzie w tym wszystkim problem? Otóż nie zrealizowano jednej dużej inwestycji, a mowa jest o kolejnej. Na pierwszą brakuje setek milionów złotych, tymczasem lokalni politycy chcą inicjować nowy projekt, który zapewne do tanich nie będzie należał. Jasne część pieniędzy może pochodzić z centralnego budżetu, część z kasy unijnej. Ale resztę trzeba będzie dosypać ze swojej skarbonki. Docelowo pewnie oznacza to zaciągnięcie długu.  Duże pieniądze potrafią kusić... Pojawił się wątek lokalnych polityków, więc i przy nim trzeba się na chwilę zatrzymać. Otóż na Śląsku jest ostatnio gorąco za sprawą tzw. afery tramwajowej. Sprawa nie jest błaha, bo dotyczy inwestycji na gigantyczne sumy, a śledztwo prowadzi Prokuratura Europejska. Efekt jest taki, że dochodzi do kolejnych zatrzymań, stawiane są zarzuty, lokalne struktury KO próbują ugasić pożar, bo to przedstawiciele tego ugrupowania znaleźli się pod lupą śledczych. Zainteresowanym polecam zagłębienie się w to piekiełko.  Czy w takich okolicznościach przyrody należy uruchamiać kolejne duże inwestycje? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie.  Przepustką w kosmos miał już być lot polskiego astronauty  Zwolennik kosmicznego projektu powie w końcu: tak, to będzie kosztować. Może nawet w trakcie realizacji pojawią się jakieś nieścisłości. Ale finalnie powstanie coś wartościowego. Kopalnia ewoluuje w przestrzeń do testowania rozwiązań przyszłości! W tym celu warto się zadłużyć, bo zysk jest pewny. Jest? Przypomina mi się historia naszego astronauty. Sławosz Uznański-Wiśniewski został wysłany w kosmos na koszt polskiego podatnika, mowa o setkach milionów złotych. I miał to być gigantyczny impuls dla polskiej branży kosmicznej. Czy był? Wielu Polakom ten lot kojarzy się chyba dzisiaj głównie z pierogami.  Zapewne znajdzie się niewiele osób, które bez mrugnięcia okiem stwierdzą, że działania towarzyszące misji astronauty zostały w Polsce dobrze przemyślane i zrealizowane. Może to tylko moje odczucia, ale całość sprawiała wrażenie totalnej improwizacji. Chaos na pełnej. Lot miał być inspiracją dla uczniów czy studentów, ale udało się to zrealizować w stopniu dalece niewystarczającym. Politycy opowiadają, że przełoży się to na wielkie zyski branży kosmicznej, jednak konkretnych wyliczeń brak. Człowiek, który mógł zostać symbolem, stał się obiektem drwin piosenkarki. Biorąc to wszystko pod uwagę (a jest jeszcze kilka innych wątków), trudno mi skakać z radości, gdy czytam, że tereny pokopalniane mogą się zamienić w poligon doświadczalny dla biznesu kosmicznego. Na razie widzę w tym przede wszystkim potencjał na wielkie obietnice, niespełnione nadzieje i pytania o to, co poszło nie tak. Bardzo chciałbym się mylić. 

3
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania