Polski mistrz olimpijski popłynął. Jego gadżet okazał się wydmuszką
Felietony 18:35

Polski mistrz olimpijski popłynął. Jego gadżet okazał się wydmuszką

Jednym z polskich bohaterów narodowych stał się Kacper Tomasiak. Młody skoczek został, dość sensacyjnie, wicemistrzem olimpijskim. Natychmiast rozgorzała dyskusja o przyszłości "rodowego srebra". Jeśli wyjdzie ona poza ramy sportowe, warto pamiętać o intrygującej przygodzie innego czempiona. Kacper Tomasiak na stałe zapisał się w historii polskiego sportu, szerzej także tego olimpijskiego. Zwrócił na siebie uwagę milionów osób i natychmiast wywołał pytania w stylu: co dalej? Pojawiają się prognozy, ale i oczekiwania, co zazwyczaj nie sprzyja sportowcom. Dlatego damy spokój nastolatkowi, który szturmem wziął skocznię w Predazzo, jednocześnie życząc mu dalszych sukcesów. Tym razem skupimy się na innym olimpijczyku. I pomyśle, który do dzisiaj może wzbudzać uśmiech.   Co po karierze sportowej? Możliwości jest całkiem sporo Polscy mistrzowie olimpijscy po zakończeniu kariery obierają przeróżne ścieżki. Jedni zostają w sporcie i np. pracują w związkach, drudzy próbują sił w polityce, bywa i tak, że są im stawiane zarzuty. Niektórzy szukają sobie miejsca w biznesie. Przykładem z tej ostatniej półki jest Mateusz Kusznierewicz, który spróbował swoich sil w branżach szkoleniowej czy turystycznej. Jednak jednym z najciekawszych, a może najdziwniejszych projektów kojarzonych z legendarnym żeglarzem, jest Zoom.me. Mateusz Kusznierewicz w świecie elektroniki  Jesień 2014 roku przyniosła nam ciekawą premierę na rynku elektroniki użytkowej. I to ciekawą z kilku powodów. W projekt zaangażowane były rodzime firmy, wokół wydarzenia narobiono sporego szumu, jego twarzą stał się jeden z najbardziej rozpoznawalnych sportowców. A finalnie okazało się, że to spory… kapiszon. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Zoom.me przedstawiano jako urządzenie do dzielenia się z rodziną zdjęciami. Te ostatnie miały być prezentowane na 7-calowym wyświetlaczu, komunikację miał zapewnić moduł Wi-Fi lub 3G, a zasilanie bateria i przewód, pełniący jednocześnie funkcję stabilizującą. Do tego aplikacja na wiodące platformy mobilne (to był czas, gdy apkę przygotowywano nie tylko dla iOS i Androida, ale też Windows Phone), służąca do przesyłania zdjęć z telefonu na urządzenie. Całość dostępna za kilkaset złotych. Ewentualnie za kilka złotych, ale w pakiecie z abonamentem.  Ktoś zapyta: czy to opis cyfrowej ramki na zdjęcia? Odpowiem: tak. Ale też nie, bo twórcy próbowali uciec od porównań tego typu. W ich narracji to miało być coś więcej niż prosty gadżet z Chin, który można było bez problemu kupić w tamtym czasie. Do tego dorabiano filozofię. I odwoływano się do patriotyzmu gospodarczego. Bo o to w pomysł zaangażowała się polska firma Goclever (kilka lat później przestanie istnieć), ale też twórcy kostki Dice+, o której zrobiło się głośno w 2012 roku. Do współpracy włączył się T-Mobile, a twarzą szarży został wspomniany już Mateusz Kusznierewicz. Zoom.me, czyli polski wkład w innowacje Tak, dobrze widzicie (niektórzy pewnie to pamiętają): ta dość mocna ekipa próbowała sprzedać cyfrową ramkę na zdjęcia. Zarówno przez operatora, jak i w sklepach z elektroniką. Pod koniec 2014 roku. A do tego przekonując, że to coś nowego i potrzebnego. Bo dziadkowie będą mogli oglądać w domu zdjęcia wnuków. Ba, pojawiały się doniesienia, że wspomniany team wydał na ten pomysł kilka milionów zł. Albo i dolarów… Mogą się oczywiście pojawić głosy w stylu: "nie potrzebujemy tylko komputerów kwantowych, dobra ramka na zdjęcia też się przyda". Pełna zgoda. Problem polegał na tym, że temu projektowi dorobiono legendę na miarę tworzenia Apple w garażu w Dolinie Krzemowej. Gdyby zespół bez towarzystwa wuwuzeli wyszedł i powiedział: "Hej, mamy taką ramkę. Robicie zdjęcie smartfonem, wysyłacie je apką bezpośrednio na urządzenie, które stoi w salonie bliskich. To działa automatycznie, babcia czy dziadek nie muszą być programistami". Pewnie nie byłoby głośnego jęku zawodu. Niestety, w tym przypadku ktoś odgrzewał stary pomysł, mocno pompował balon z napisem "oczekiwania", przekonywał, że to rewolucja i spodziewał się ochów i achów. Złośliwi stwierdzą: może dlatego Goclever upadł, kostka Dice+ przepadła, a Mateusz Kusznierewicz nie próbował podbić rynku cyfrową książką kucharską, elektronicznym magnesem na lodówkę albo innowacyjnym kalendarzem naściennym...  Ramka Kusznierewicza przepadła. Wspomnienie pozostało Jak to cudo się sprzedawało? Nie mam pojęcia. Ostatni raz słyszałem o nim właśnie jesienią 2014 roku. Na tej podstawie mogę przyjąć, że hitem się nie stało. Nie w naszej rzeczywistości. O dziwo jednak spółka stojąca za tym projektem wciąż działa. Co więcej – aktywna jest też strona promująca gadżet. Zaraz może się okazać, że tylko w moim domu nie ma ramki Kusznierewicza. Przepraszam: Zoom.me.  Inicjatywa złotego medalisty z Atlanty nie skłoniła innych polskich mistrzów do podążania podobną ścieżką. Przynajmniej nie odbyło się to na masową skalę i bardzo medialnie. Może wszystko przed nami? Na razie pozostaje trzymać kciuki za ekipę walczącą o dobre wyniki we Włoszech. 

0
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Koniec dyktatu Qualcomma? Samsung szykuje potężnego Exynosa 2700
Sprzęt 20:24

Koniec dyktatu Qualcomma? Samsung szykuje potężnego Exynosa 2700

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Gmail na Androidzie wreszcie z funkcją, którą iOS ma od sześciu lat
Aplikacje 19:11

Gmail na Androidzie wreszcie z funkcją, którą iOS ma od sześciu lat

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Google rzuca wyzwanie Spotify. YouTube Music z funkcją, której brakowało
Aplikacje 18:00

Google rzuca wyzwanie Spotify. YouTube Music z funkcją, której brakowało

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
50 Mpix do selfie to za mało. Nadchodzą smartfony 100 Mpix
Sprzęt 17:32

50 Mpix do selfie to za mało. Nadchodzą smartfony 100 Mpix

0
MARIAN SZUTIAK
1.
T-Mobile: światłowód z CANAL+ za 0 zł i 800 zł oszczędności na telewizorze
Wiadomości 17:02

T-Mobile: światłowód z CANAL+ za 0 zł i 800 zł oszczędności na telewizorze

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Kultowe FiiO FT1 w wersji Bluetooth? To część planu na 2026
Sprzęt 16:29

Kultowe FiiO FT1 w wersji Bluetooth? To część planu na 2026

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Apple nokautuje rywali. Co czwarty aktywny smartfon to iPhone
Sprzęt 15:55

Apple nokautuje rywali. Co czwarty aktywny smartfon to iPhone

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Masz elektryka? Unikaj tych ładowarek i będzie dobrze
Moto 15:21

Masz elektryka? Unikaj tych ładowarek i będzie dobrze

3
PAWEł MARETYCZ
1.
T-Mobile rozwiązuje wielki problem użytkowników Androida
Wiadomości 14:50

T-Mobile rozwiązuje wielki problem użytkowników Androida

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Vectra rozdaje prezenty. Z nimi będziesz bezpieczniejszy
Wiadomości 14:18

Vectra rozdaje prezenty. Z nimi będziesz bezpieczniejszy

0
MARIAN SZUTIAK
1.
HBO Max i Disney+ gonią Netflixa. Już prawie go widzą z daleka
Rozrywka 13:51

HBO Max i Disney+ gonią Netflixa. Już prawie go widzą z daleka

4
ANNA KOPEć
1.
Anbernic RG Vita ma poważny problem. W tej formie nie ma sensu
Sprzęt 12:58

Anbernic RG Vita ma poważny problem. W tej formie nie ma sensu

2
PAWEł MARETYCZ
1.
Meta pod lupą UOKiK. Właścicielowi Facebooka grozi gigantyczna kara
Wiadomości 12:24

Meta pod lupą UOKiK. Właścicielowi Facebooka grozi gigantyczna kara

1
MARIAN SZUTIAK
1.
mBank apeluje do klientów. Tym razem chodzi o aplikację
Bezpieczeństwo 12:01

mBank apeluje do klientów. Tym razem chodzi o aplikację

0
ANNA KOPEć
1.
Logitech G Pro X2 Superstrike już w sprzedaży. To mysz inna niż wszystkie
Sprzęt 11:00

Logitech G Pro X2 Superstrike już w sprzedaży. To mysz inna niż wszystkie

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Zamiast adaptera – lutownica. Tak Polak złożył DDR5
Sprzęt 10:32

Zamiast adaptera – lutownica. Tak Polak złożył DDR5

9
PAWEł MARETYCZ
1.
Zapłacimy mniej za bilet, albo wcale. PKP Intercity ma na to pomysł
Tech 09:53

Zapłacimy mniej za bilet, albo wcale. PKP Intercity ma na to pomysł

0
ANNA KOPEć
1.
Instants ma być nową aplikacją od Mety. Wyglada dziwnie znajomo
Aplikacje 09:14

Instants ma być nową aplikacją od Mety. Wyglada dziwnie znajomo

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Więcej nowości
WhatsApp z nową funkcją. Nie musisz instalować, żeby porozmawiać
Aplikacje 08:13

WhatsApp z nową funkcją. Nie musisz instalować, żeby porozmawiać

WhatsApp wprowadza funkcję wykonywania połączeń głosowych i wideo także w swojej wersji przeglądarkowej. Tym samym nie będziesz musiał już niczego instalować na PC. Webowe wersje komunikatorów to niezwykle rozsądne narzędzia. W końcu bez dostępu do sieci te i tak nie działają. A ograniczenie ilości programów na PC, zwłaszcza tych działających ciągle w tle, wpływa pozytywnie zarówno na baterię, jak i na wydajność urządzenia.  [SALE-3121] WhatsApp z rozmowami głosowymi w przeglądarce W przypadku WhatsApp mieliśmy jednak do czynienia z poważnym ograniczeniem. Otóż wersja webowa umożliwiała jedynie czaty tekstowe. Teraz jednak firma wprowadziła możliwość prowadzenia rozmów głosowych i wideo z pozycji przeglądarki, chociaż jak na razie jest ona w fazie testów. Głównym ograniczeniem jest to, że można je nawiązywać jedynie z okna istniejącego już czatu. Co ciekawe, połączenie wideo obsługuje udostępnianie ekranu. Problemem nie jest także bezpieczeństwo. Połączenia za pośrednictwem przeglądarki są równie mocno szyfrowane, jak te wykonywanie z dedykowanej aplikacji. [SALE-3121] Zmiana ta szczególnie powinna przypaść do gustu użytkownikom Linuksa. A to dlatego, że WhatsApp nie ma oficjalnej aplikacji na tę platformę. Warto także dodać, że nowa funkcjonalność wciąż nie jest dostępna dla każdego, a jedynie sukcesywnie wdrażana. 

2
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Netflix poszalał ze zwiastunem tego serialu. Chce nami wstrząsnąć?
Telewizja i VoD 08:42

Netflix poszalał ze zwiastunem tego serialu. Chce nami wstrząsnąć?

"Lalka" to jedna z najbardziej wyczekiwanych obecnie polskich produkcji. Choć trzeba przyznać, i to z ręką na sercu, że wiele osób uważało tę akurat lekturę za dość nudną i ciężką do przebrnięcia. Tymczasem, zwiastun powoduje, że budzimy się z letargu, dostajemy dawkę energii i mamy naprawdę sporą nadzieję, że będzie to naprawdę udana adaptacja. "Lalka" całkowicie po nowemu Ma być odważnie i wszystko wskazuje, że tym razem tak będzie. Ta adaptacja to ma być "ogień". I w momencie, kiedy twórcy jako podkład muzyczny do zwiastunu dali "Creep", hit Radiohead, to jedno jest pewne - nie można przejść obojętnie obok takiej lektury. Zapowiada się na pełną energii i współczesną adaptację prozy Bolesława Prusa i trzymamy kciuki, aby dalej poszło wszystko równie dobrze.  Premiera "Lalki" została zapowiedziana na drugą połowę 2026, zatem najwyższy czas, aby Netflix podsycał oczekiwania na sześcioodcinkowy serial. Jak piszą media, jest na co czekać - "Lalka" w najnowszym wydaniu ma być bardzo osobista, ale też i żywa. Śmieszna i straszna zarazem. "Serial zaskakujący. Dziki." Tak przynajmniej twierdzi jej reżyser Paweł Maślona, który postanowił nam pokazać swoje spojrzenie na XIX wieczną Warszawę, miasto w przededniu wielkich zmian klasowych.  https://www.youtube.com/watch?v=T4xpReGcDH0 "Lalka" to odważna adaptacja poważnej klasyki  Na ekrany powrócą ulubieni aktorzy ostatniego czasu: Tomasz Schuchardt oraz Sandra Drzymalska. Obsada ujawniana jest stopniowo, ale na ten moment już wiemy, że obok nich pojawią się także Jacek Braciak, Magdalena Cielecka, Julia Wyszyńska i Dariusz Chojnacki.  "Lalka" to historia o niemożliwej relacji i cenie awansu społecznego. To też opowieść o marzeniach, które w efekcie prowadzą do katastrofy.  Wokulski (w tej roli Tomasz Schuchardt) jako ambitny przedsiębiorca i Izabela Łęcka (Sandra Drzymalska), bohaterka z własnym planem na życie, toczą grę o wolność w świecie sztywnych konwenansów. "Lalka” to opowieść o marzeniach, które prowadzą do katastrofy; o pragnieniu, które potrafi podpalić świat; i o tym, że marzenie o awansie może spełnić się w zupełnie nieoczekiwany sposób. mówi autor scenariusza, Paweł Demirski.

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Szukasz małego telefonu? Sprawdź nasze TOP 5 na luty 2026
Telepolis.pl
Rankingi 08 LUT 2026

Szukasz małego telefonu? Sprawdź nasze TOP 5 na luty 2026

Szukasz małego telefonu, a w sklepach same wielkie patelnie? Sprawdź nasz ranking polecanych smartfonów, które bez trudu obsłużysz jedną ręką. Załóżmy, że chcecie kupić nowy telefon. Żaden problem – w sklepach znajdziecie gigantyczny wybór urządzeń w praktycznie każdym możliwym kształcie, kolorze i cenie. Problem w tym, że większość z nich jest absolutnie gigantyczna. Standardem stały się urządzenia z wyświetlaczami o przekątnych powyżej 6,5” i możemy złorzeczyć do woli, ale wiele z tym się zrobić nie da. Na całe szczęście, jeśli dobrze poszukamy, to kilka mniejszych sprzętów nadal da się w sklepach upolować. Żeby nieco Wam pomóc, postanowiliśmy wybrać najlepsze naszym zdaniem modele tego typu, które oprócz niewielkich rozmiarów mają do zaoferowania coś więcej. Jak wybieraliśmy? Na kolejnych stronach znajdziecie pięć najlepszych naszym zdaniem „małych” telefonów. Jako że określenie samo w sobie jest mało precyzyjne, to przyjmijmy, że mały telefon powinien mieć wyświetlacz o przekątnej nie większej niż 6,3” oraz szerokość poniżej 75 mm. Przy tym „powinien” jest tutaj słowem-kluczem, ponieważ dopuszczamy drobne odstępstwa, o ile dany model w dalszym ciągu będzie wydawał się odpowiednio kompaktowy, nawet jeśli nie mieści się w tych arbitralnych ramach. Głównymi kryteriami na etapie wyboru były dostępność i opłacalność. Braliśmy pod uwagę tylko takie telefony, które aktualnie bez większego problemu znajdziecie w sklepach i które mogą się pochwalić dobrym przelicznikiem ceny do szeroko pojętych możliwości. Jako punkt odniesienia braliśmy ceny w dużych, znanych sklepach, w których nie musimy się martwić o potencjalne zawirowania w związku z realizacją zamówienia czy późniejszą reklamacją. Telefony uszeregowane zostały alfabetycznie. Wyjątek stanowi „Wybór Redakcji”, który znajdziecie na końcu artykułu. Oczywiście jeśli chcielibyście dodać coś do naszej listy albo macie innego faworyta, koniecznie podzielcie się tym w sekcji komentarzy! Google Pixel 9a Google Pixel 9a to poniekąd wzorcowy smartfon z Androidem. Jako sprzęt sygnowany przez samego giganta z Mountain View telefon może się pochwalić „najczystszą” wersją systemu, świetną integracją z całym ekosystemem producenta oraz obietnicą nawet siedmiu dużych aktualizacji. A to tylko atuty związane z oprogramowaniem – jeszcze ciekawiej robi się, kiedy spojrzymy na tutejszy sprzęt. [PHONE:4338] Bo ten także jest imponujący jak na sprzęt, który w portfolio producenta uchodzi za takiego średniaka. Znajdziemy tutaj chociażby wyświetlacz P-OLED o przekątnej 6,3” oraz doskonałych parametrach, autorski, a przy tym bardzo wydajny procesor Google Tensor G4 oraz spory jak na tego typu sprzęt akumulator o pojemności 5100 mAh. Całość oczywiście zamknięto w wodoodpornej obudowie (IP68). Największym kompromisem w przypadku Google Pixel 9a jest aparat. Dostajemy podwójną jednostkę z modułami o rozdzielczości 48 i 13 Mpix. Dzięki niemal magicznym zdolnościom inżynierów z Mountain View nawet z tych skromnych parametrów można wyciągnąć fenomenalny obrazek, ale jeśli chcecie absolutnie flagową jakość fotografii, to trzeba sięgnąć po modele Pixel 9 Pro albo Pixel 10 Pro. Te też są ciekawą propozycją w kategorii kompaktowych smartfonów, ale – tak zupełnie szczerze – dla większości użytkowników nie będą warte dopłaty względem wersji z „a” w nazwie. [SALE-3106] Motorola Edge 50 Neo Paradoksalnie większość małych smartfonów to modele premium i jako takie potrafią mieć mocno wywindowane ceny. Na szczęście są od tej reguły wyjątki, a jednym z najlepszych jest bez dwóch zdań Motorola Edge 50 Neo. [PHONE:4235] Motorola Edge 50 Neo to telefon, który kusi przede wszystkim wyglądem. Urządzenie dostępne jest w kilku atrakcyjnych wersjach kolorystycznych opracowanych razem z Pantone, a w jego smukłej obudowie (71,2 mm szerokości) udało się zmieścić wyświetlacz P-OLED o przekątnej aż 6,4”. W dużym uproszczeniu, nawet na tle konkurencji dostajemy tu więcej „smartfona w smartfonie”. No a jakby tego było mało, Motka nadal jest wodoodporna (IP68), do tego odporna na upadki (MIL-STD-810H) i w swojej klasie może się pochwalić wydajnym procesorem (Mediatek Dimensity 7300). Gdzie jest haczyk? Głównie w akumulatorze, którego pojemność to tylko 4310 mAh. Na otarcie łez dostajemy jednak szybkie ładowanie po USB (68 W) i ładowanie bezprzewodowe (15 W). To telefon tak dobrze wyposażony i tak opłacalny, że prawdopodobnie byłby to nasz faworyt do miana najlepszego małego smartfona na rynku, gdyby nie jedna „wada” – już niebawem do sklepów trafi jego następca, czyli Motorola Edge 60 Neo, która w teorii powinna być jeszcze lepsza. Niestety w chwili pisania tego tekstu nadal możemy na ten temat co najwyżej gdybać, gdyż dostępność nowego modelu jest mocno ograniczona. [SALE-3107] Samsung Galaxy S25 Samsung Galaxy S25 to taki pewniaczek – telefon, który można polecić absolutnie każdemu i okaże się wyborem co najmniej w jakichś 80 procentach trafionym. Przy okazji to także jeden z lepszych małych smartfonów na rynku. [PHONE:4308] Co przemawia na jego korzyść? Poza sprawdzoną marką Samsung Galaxy S25 to także świetna jakość wykonania, wysoka wydajność oferowana przez procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite i doskonały wyświetlacz Dynamic LTPO AMOLED 2X o przekątnej 6,2”. Telefon pracuje pod kontrolą Androida 15 z nakładką One UI 8, która nadal pozostaje jedną z lepszych na rynku (tj. o ile nie macie alergii funkcje AI, które tutaj znaleźć można na każdym kroku). Do tego Koreańczycy są jednymi z pionierów, jeśli chodzi o długie wsparcie dla swoich urządzeń – Galaxy S25 ma obiecane aż siedem dużych aktualizacji. Niestety mimo długiej listy zalet Samsung Galaxy S25 ma też pewien problem. Producent usilnie próbuje nam wmówić, że mały telefon z automatu musi być gorszy, w związku z czym podstawowy wariant „S-ki” wydaje się na tle większych braci mocno okrojony – np. jeśli chodzi o aparaty czy szybkie ładowanie. A jednak mimo to pozostaje to sprzęt, który bardzo łatwo rekomendować.  Ba, nawet starsze modele z serii Galaxy S pozostają bardzo atrakcyjną propozycją. Jeśli kosztem nieco krótszego wsparcia i niższej wydajności chcielibyście parę stówek oszczędzić, Samsung Galaxy S24, a nawet Samsung Galaxy S23 nadal mogą być łakomym kąskiem. [SALE-3108] Vivo X200 FE Jeśli szukacie czegoś ciut bardziej „egzotycznego”, to śmiało można brać Vivo X200 FE. To telefon który przyszedł i udowodnił, że małe telefony wcale nie muszą być gorsze od „wielkich patelni”, które od lat serwują nam inni producenci. [PHONE:4379] Co dostajemy na pokładzie? Przede wszystkim wyświetlacz LTPO AMOLED o przekątnej 6,31” o wysokiej rozdzielczości i rewelacyjnych parametrach (szczytowa jasność to nawet 5000 nitów według deklaracji producenta). Sercem urządzenia jest Mediatek Dimensity 9300+, który śmiało może rywalizować w testach wydajności z topowymi Snapdragonami. No i aparaty! Dostajemy tu zestaw trzech „oczek” opracowanych wspólnie z firmą Zeiss, w tym peryskopowe tele, które wśród kompaktowych modeli stanowi prawdziwą rzadkość.  Dla wielu osób główną atrakcją będzie jednak akumulator o pojemności aż 6500 mAh, który dodatkowo obsługuje szybkie ładowanie mocą 90 W. A, no i czy wspomniałem, że to wszystko zamknięto w wodoodpornej obudowie klasy IP68/IP69? Nie wiem, jak to wszystko udało się w środku zmieścić, ale specyfikacja tego urządzenia brzmi jak jakaś magia. Choć oczywiście nie wszystko jest takie super, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Decydując się na Vivo X200 FE trzeba się liczyć z kilkoma kompromisami, w tym m.in. z bardzo krótkim okresem deklarowanego wsparcia jak na telefon za te pieniądze (tylko cztery duże aktualizacje). Generalnie jednak jest to bardzo ciekawa propozycja dla każdego, kto szuka dla siebie małego telefonu o olbrzymich możliwościach. [SALE-3109] Wybór Redakcji: Apple iPhone 17 Ten telefon musiał się tutaj pojawić. Od lat iPhone’y były bastionem użytkowników, którzy szukaliby dla siebie małego, zgrabnego smartfona klasy premium. Apple iPhone 17 kontynuuje tradycje poprzedników, choć musi się zmagać na tym polu z wyjątkowo dużą konkurencją. [PHONE:4411] No i wychodzi z tego starcia obronną ręką. Nawet jeśli nie deklasuje rywali, to pod względem specyfikacji absolutnie niczego mu nie brakuje. Doskonała jakość wykonania z wykorzystaniem aluminiowej ramy i szkła Ceramic Shield 2, potężny procesor Apple A19, unikalne funkcje, takie jak Face ID i Apple Pay oraz doskonała współpraca w ramach ekosystemu Apple, najlepsze w swojej klasie wideo itd. W sumie długo można by jeszcze wymieniać zalety nowego iPhona, ale jeśli choć trochę śledzicie branżę mobilną, to większość z tej litanii znacie. Najważniejsze jest to, że po raz pierwszy od dawna podstawowy iPhone nie sprawia wrażenia celowo „wykastrowanego” przez producenta. Jasne, nadal nie znajdziemy tu wszystkich funkcji zarezerwowanych dla wariantów Pro, ale naprawiono największą wadę poprzedników, jaką był wyświetlacz. Nowy model posiada panel LTPO Super Retina XDR OLED o przekątnej 6,3” i doskonałych parametrach. Przede wszystkim jednak obsługuje odświeżanie 120 Hz oraz funkcję always-on display. W połączeniu z odświeżonym designem sprawia to, że iPhone 17 jest największą ewolucją, jaką ta seria widziała od lat. Wiadomo, iPhone 17 nie przekona do siebie osób, które do sprzętu Apple podchodzą sceptycznie. Na szczęście nie musi – zawsze można sięgnąć po dowolny inny model z naszej listy. Gwarantuję, że wszystkie są w swojej kategorii równie dobre. Jeżeli jednak kiedykolwiek zastanawialiście się nad zakupem telefonu z jabłkiem na obudowie, to macie do tego prawdopodobnie najlepszą okazję. Dawno nie było i pewnie długo nie będzie równie udanego oraz opłacalnego iPhone’a, jak właśnie iPhone 17. [SALE-3110] [ANKIETA:1664]

7
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania