Technologiczny 2016 Challenge, czyli nowoczesność 10 lat temu
Felietony 20 STY 2026

Technologiczny 2016 Challenge, czyli nowoczesność 10 lat temu

Rok 2026 jeszcze dobrze się nie zaczął, a już dał o sobie znać trend, który pewnie pojawi się w grudniowych podsumowaniach. Mowa o #2016challenge, a zatem wycieczce do świata sprzed dekady. Co działo się wówczas w świecie technologii? Trend #2016challenge opanował media społecznościowe, ale przedarł się też do tych bardziej tradycyjnych, internauci, firmy i instytucje przypominają światu (i sobie), jak wyglądali albo co robili na początku drugiej połowy poprzedniej dekady. I nierzadko zestawiają to z dzisiejszym obrazem sytuacji. Ktoś schudł, komuś urodziły się dzieci, jedna osoba założyła firmę, druga dorobiła się mieszkania. W socialach chodzi głównie o to, by chwalić się sukcesami, więc pewnie niewielu będzie takich, którzy napiszą, że w ciągu tej dekady ich życie zamieniło się w koszmar, bo popłynęli na krypto, wyszli ze strefy komfortu albo stwierdzili, że puma to dobry pomysł na domowego zwierzaka. Czemu ma służyć ta akcja? Ktoś złośliwy mógłby napisać, że platformy społecznościowe, żerując na nostalgii oraz kilku innych uczuciach, zwiększają zaangażowanie swoich użytkowników. A jednocześnie, może nawet pierwszoplanowo, zdobywają gigantyczne ilości danych, które potem wykorzystają w trenowaniu modeli AI. To było już grane – przypomnę tylko, że pod koniec poprzedniej dekady ludzie masowo publikowali zdjęcia twarzy postarzonych przy pomocy aplikacji. Śmiechu było sporo, a najwięcej pewnie w biurach firm, które zainicjowały ów eksperyment. Mamy zatem do czynienia z historią z podwórka technologicznego. A skoro tak, warto rzucić okiem na to, co działo się na tym poletku przed rzeczoną dekadą. Bez dzielenia się prywatnymi danymi z tym czy innym gigantem. Microsoft sięga po społecznościówkę. Tę poważną Przewrotnie zacznę właśnie od mediów społecznościowych. Bo to w 2016 roku Microsoft obwieścił światu, że za ponad 26 mld dolarów przejmuje LinkedIn, czyli społecznościówkę, ale dla profesjonalistów. Ta inwestycja nie zakończyła się tak, jak przejęcie części Nokii (do tego jeszcze wrócimy) czy zakup Skype’a, który ostatecznie dokonał żywota w ubiegłym roku. LinkedIn działa i zdaniem niektórych ma się świetnie. Ale jest i taka grupa, która twierdzi, że dobrze się tam nie dzieje. Liczne grono ekspertów od wszystkiego, powszechne wciskanie farmazonów i kreowanie rzeczywistości mocno urojonej to ponoć tylko część problemu. Snapchat, czyli jestem psem Gdy jedni tworzyli poważne profile na LinkedInie, inni wygłupiali się na Snapchacie. Przed dekadą używali do tego filtru psa. Dzisiaj to może się wydawać infantylne czy wręcz archaiczne, ale w tamtym czasie miliony ludzi chciały mieć uszy i jęzor psiaka. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, mógł to być jeden z punktów zwrotnych w rozwoju mediów społecznościowych. Wnioski wyciągnął Facebook, pewnie przyglądali się temu twórcy TikToka. W tamtym czasie mogło się nawet wydawać, że Snapchat stanie się molochem na miarę tworu Zuckerberga. Dlatego ten ostatni starał się przejąć firmę, a twórcy młodego biznesu się przed tym bronili. I skoro nie dało się drzwiami, Mark i spółka weszli oknem: podpatrzyli co i jak, zrobili po swojemu i poszli. A Snap został, ale fajerwerków z tego nie było.  Snapchat zasłynął za sprawą znikających treści, w tym kontekście można przypomnieć, że to właśnie w 2016 roku Wielka Brytania postanowiła zniknąć z Unii Europejskiej. Przeprowadzono wówczas referendum, w którym Brytyjczycy powiedzieli basta i postawili na brexit. Różne są wersje na temat skutków tej decyzji. Dość napisać, że od tego momentu efemeryczni stali się też brytyjscy premierzy. Gogle widzę, wszędzie gogle Dziesięć lat temu wydawało się, że przyszłość należy do wszelkiej maści gogli i okularów. W kółko mówiliśmy o rzeczywistości rozszerzonej, wirtualnej czy mieszanej. Jakie temu towarzyszy grafiki! A jakie filmy! Wydawało się, że na naszych oczach rodzi się świat rodem z kina SF. Sam z uznaniem kiwałem głową nad tymi projektami. Jeden z nich nazywał się HoloLens i powstał pod parasolem Microsoftu. Dla kogo to? Dla każdego: hydraulika, projektanta, naukowca, artysty, żołnierza, nauczyciela, gracza…  Finalnie wyszło na to, że gogle rozszerzonej rzeczywistości są chyba dla nikogo. Bo chociaż produkt kilka lat później został odświeżony, to w 2024 roku okazało się, że na tym raczej koniec.  Mniej więcej w tym samym czasie klienci mogli zacząć przygodę z Oculus Rift, czyli goglami rzeczywistości wirtualnej od Facebooka. Nim do tego doszło mieliśmy okazję oglądać, jak chłopak z piwnicy, niejaki Palmer Luckey, próbuje przekonać świat do swojego pomysłu z pomocą Kickstartera. Udało się – po jego biznes sięgnął z czasem Zuckerberg. Ale idylla nie trwała długo, na sprzęcie postawiono krzyżyk, a sam Luckey opuścił imperium fb. Świat zapomniał o chłopaku z piwnicy? Nie do końca. Kasa ze sprzedaży firmy pozwoliła uruchomić inny biznes: Anduril Industries. I tu zabawa już się skończyła, bo firma tworzy systemy autonomiczne, głównie drony, dla wojska.  Mało gogli? To dodam, że w 2016 roku premierę miał sprzęt PlayStation VR. Ponoć sprzedawało się to całkiem nieźle, opinie były pozytywne. Ale czy od tego momentu wszyscy siedzimy z takim dodatkiem na głowie, by w sylwestra grać w grę Tomb Raider? No właśnie. Pozostając na chwilę przy graniu. Zapewne nie muszę nikomu przypominać, że w 2016 roku Orły Nawałki wybiegły na francuskie stadiony, by dotrzeć do ćwierćfinału. W ciągu kolejnych dziesięciu lat trwała wnikliwa analiza tego spotkania. Niebawem ogłoszona ma być decyzja o powtórzeniu karnego Błaszczykowskiego.  I nastał Netflix. A potem ruszyła streamingoza Historia tego karnego pewnie zostanie kiedyś zekranizowana. Być może zrobi to Netflix. Amerykański serwis streamingowy wszedł do Polski właśnie w 2016 roku. Było to wydarzenie, które można porównywać z przyjęciem chrztu przez Mieszka w 966 roku. Polacy zaczęli wychodzić z jaskiń i puszczy, by móc oglądać, jak grupa dzieciaków z Hawkins w stanie Indiana zmaga się z potworem. Tak, Stranger Things też wystartowało przed dekadą. Potem Netflix dał nam jeszcze np. Wiedźmina i pokazał, jak powinno się ekranizować perełki polskiej literatury. Pozostaje mieć nadzieję, że na tapet weźmie np. Krzyżaków, bo historię warto odświeżyć. Jagienkę zagra Danny DeVito, a Danusię Jack Black. Albo Danny DeVito.  Przez te 10 lat sporo zmieniło się w zakresie tzw. konsumpcji treści nad Wisłą. Narodowo przeszliśmy od punktu wielkiego piracenia do subskrybowania. Bo po Netfliksie pojawili się inni: HBO (wielu imion), Disney+ czy Amazon. Podobne zmiany zaszły w segmentach gier i muzyki. Ciekaw jestem, czy np. postępujące podnoszenie cen usług tego typu w końcu przypomni nam, że przecież można za darmo, że po co płacić, panie kierowniku… A pamiętacie, jakie filmy zgarnęły Oscary w 2016 roku? Ten najważniejszy powędrował do producenta obrazu Spotlight. Sześć statuetek dostał Mad Max: Na drodze gniewu. Najlepszym aktorem został, po latach oczekiwań, Leonardo DiCaprio. Wtedy doceniono kreację w Zjawie. Ileż było żartów z tym niedźwiedziem. Po dekadzie piękny Leo znów ma duże szanse na statuetkę. Tym razem za bieganie w szlafroku. Hitami w polskich kinach były Pitbull. Niebezpieczny kobiety i Planeta Singli. Twórcy tych dzieł nie zamierzali spocząć na laurach. Niestety. Jedne smartfony były modułowe, drugie nudne, inne wybuchały Seriale, filmy i programy na tych wszystkich netfliksach i disnejach pokaźna część odbiorców pochłania za pośrednictwem ekranów smartfonów. Ten trend nowy nie jest, dekadę temu już go obserwowaliśmy, wyświetlacze naszych telefonów poważnie urosły w poprzednim dziesięcioleciu m.in. z tego powodu. Co działo się na rynku mobilnym w 2016 roku? To jeszcze był czas eksperymentów w biznesie mobilnym. Wystarczy przypomnieć o projekcie Ara od Google, czyli modułowym smartfonie – w zamyśle to klient miał decydować, czy chce lepszy aparat czy większą baterię. Oczekiwania były spore, ale skończyło się na schowaniu pomysłu do szuflady. Zamiast tego korporacja z Mountain View dostarczyła światu model Pixel. I, o dziwo, ta marka wciąż funkcjonuje, rynek czeka na kolejny smartfon pod tym szyldem. W moduły poszło LG z modelem G5. I niektórym ta wizja przypadła do gustu. Problem polegał na tym, że południowokoreański gigant na swoim dziale mobilnym ciągle tracił pieniądze. I w końcu się z niego wymiksował. W 2016 roku Polacy mogli jeszcze zagłosować portfelem na produkty z logo HTC (dla niewtajemniczonych – kiedyś ta firma trzęsła rynkiem mobilnym. To był epicki wzlot i jeszcze bardziej spektakularna katastrofa). O swoje miejsce na rynku wciąż walczyło Sony. Ale firmy z Chin, tych kontynentalnych, nie pozwalały starym wyjadaczom spać spokojnie. W 2016 roku do Polski weszło Xioami. Oppo nie było jeszcze dobrze znane w Polsce, szerzej w Europie, ale w Chinach już wymiatało.  W globalnych wynikach sprzedaży smartfonów dominowały w 2016 roku Apple i Samsung. Co ciekawe, po dekadzie wygląda to podobnie. W tamtym czasie korporacja z Cupertino zbijała majątek na modelach iPhone 6S oraz iPhone 7. Fani marki byli nimi pewnie oczarowani, jej krytycy powtarzali, że innowacji tu brak. Amerykanom ponownie udało się nie narobić, a przy tym solidnie zarobić.  Na uwagę zasługuje też Galaxy Note 7, czyli eksplodujący smartfon. Krótko po premierze nierzadko uznawano, że to hit 2016 roku. Radość w Samsungu była jednak przedwczesna. Akumulatory w tym modelu okazały się wadliwe i prowadziły nie tylko do przegrzewania się urządzeń, ale nawet do ich zapłonu i eksplozji. Z tym sprzętem nie można było wejść na pokład samolotu. Firma próbowała ratować sytuację, ale bezskutecznie. Konieczne było ściąganie urządzeń z rynku, zainicjowano też wewnętrzne śledztwo. To ostatnie wykazało wady konstrukcyjne w akumulatorach. Samsung poniósł gigantyczne straty, cała branża zrozumiała, że na błędy w tej kwestii przestrzeni nie ma. Kończąc wątek mobilny, napiszę, że w 2016 roku Microsoft wciąż próbował przekonać rynek do mobilnego Windowsa. Kilka lat wcześniej korporacja z Redmond kupiła komórkowy biznes przywołanej już Nokii za grube miliardy dolarów, by w 2016 roku sprzedać go za kilkaset milionów dolarów. Microsoft wydał gigantyczne pieniądze, żeby dołączyć do wyścigu Androida z iOS, ale… Dawid Podsiało śpiewał w tamtym czasie "W dobrą stronę". No, w tym kierunku to nie poszło. Bardziej pasuje "Królowa łez" z repertuaru Agnieszki Chylińskiej z tegoż 2016 roku. Gdy już ludzie złapali w ręce telefony i akurat nie oglądali na nich Chłopaków z baraków, mogli łapać Pokemony. Tak, to przed dekadą zadebiutowała gra Pokémon Go. Na chwilę zapanowało szaleństwo, media srogo mieliły ten temat. Potem się nim znudziły, ale gra ponoć wciąż ma liczne grono odbiorców.  Nie odbiegnę daleko od tematu, gdy napiszę, że to w 2016 roku Gianni Infantino został wybrany na nowego prezydenta FIFA. To on kilka lat później będzie przekonywał świat, że jest Arabem, Afrykaninem, gejem i niepełnosprawnym.  Z innych ważnych wyborów 2016 roku: w USA po raz pierwszy wygrał Donald Trump. A w Polsce powołano Adama Glapińskiego na prezesa NBP. Świat poznaje budżetową Teslę i wierzy w Elona Muska Wróćmy do technologii. W 2016 roku premierę miała Tesla Model 3. Niektórzy prognozowali wówczas, że firma z pomocą tego modelu pogrzebie starsze koncerny motoryzacyjne z USA i Europy. I rzeczywiście są one w coraz większych tarapatach. Ale niekoniecznie z powodu Tesli – rolę kata postanowili przejąć Chińczycy. Na przestrzeni tej dekady ciekawa była nie tylko droga Tesli – jeszcze większe emocje wybudzał jej szef. Przed dekadą Elona Muska uznawano za zbawcę świata… Druk 3D to przyszłość, mówili W połowie poprzedniego dziesięciolecia mogło się też wydawać (nadal), że druk 3D na stałe zawita pod nasze strzechy. Prognozowano dynamiczne wzrosty sprzedaży prostych drukarek do domowego użytku, ale też rozwój profesjonalnych technologii z tego sektora. Czy na moim biurku pojawił się taki sprzęt? Nie. Czy wielu znajomych w niego zainwestowało? Nie. Dekadę temu przekonywano, że z pomocą druku 3D niebawem będzie się szybko i tanio produkować domy. I niby co jakiś czas widzę, że ktoś eksperymentuje w tym zakresie, ale na placach budowy w swoim mieście obserwuję jednak bardziej tradycyjne metody stawiania budynków.  Dodam, że w 2016 roku miało miejsce otwarcie Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Gdybym przybył tu z innej planety i zobaczył ten obiekt, postawiłbym, że powstał w drukarce 3D. Drony, wszędzie będą drony W omawianym okresie świat wciąż był też zachłyśnięty dronami. Od zabawek, przez modele do profesjonalnego użytku, po sprzęt do przewozu ludzi (tak, ludzi – w 2016 roku podczas CES prezentowano Ehang 184 do transportu pasażerów) i towarów. Kilka lat wcześniej Amazon zapowiedział, że w ten sposób będzie dostarczał klientom przesyłki, w 2016 roku Jeff Bezos chwalił się, że zrealizowano pierwszą dostawę. I co? I nic. Do moich drzwi nadal pukają dobrze znani kurierzy. Po mieście poruszam się czasem taksówkami, ale naziemnymi. Za to w życiu Bezosa trochę się pozmieniało.  Trend być musi. Bez trendu nie ma roku Zacząłem od trendu i na nim wspominkową listę zamknę. W 2016 roku w internetach pojawił się Mannequin Challenge. Polegał na kręceniu filmów, których uczestnicy byli nieruchomi (jak manekiny), za to kamera zmieniała położenie. Często towarzyszyły temu utwór "Black Beatles". Zastygłe scenki aranżowano w biurach, szkołach, na boiskach w siłowniach. Czasem na naprawdę dużą skalę. Łatwo się domyślić, że trend szybko podłapały gwiazdy oraz firmy, które też chciały przyviralić.  Na koniec mała refleksja. Otóż przeglądanie materiałów sprzed dekady może wzbudzić wątpliwości co do stawianych dzisiaj prognoz. I nie chodzi jedynie o druk 3D czy wszędobylskie drony. W 2016 roku byliśmy przekonywani, że nasze domy staną się inteligentne, że lodówki będą same robić zakupy, a kwadrat ogarną roboty. Inna wersja tych ostatnich miała nas eksterminować – takie przynajmniej wnioski pojawiały się po kolejnych prezentacjach urządzeń od Boston Dynamics. Jedne firmy przekonywały o nieuchronnym i rychłym nastaniu smart city i internetu rzeczy, inne zapewniały, że w ciągu dekady autonomiczne samochody staną się czymś powszechnym. Owszem, prace nad tymi rozwiązaniami trwają. Ale czy nastąpiła rewolucja? Warto mieć to na uwadze, gdy pojawią się kolejne doniesienia o apokalipsie AI, komputerów kwantowych albo nowych rodzajów broni, które są tuż za rogiem. To się może wydarzyć, ale nie musi. I za dziesięć lat będziemy na smartfonach, podobnych do dzisiejszych, nakładać sobie retro psie uszy rodem z 2016 roku. 

7
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Orange rozdaje darmowe gigabajty. Odbierz prezent na ferie
Wiadomości 15:40

Orange rozdaje darmowe gigabajty. Odbierz prezent na ferie

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Te słuchawki będą szeptać Ci do ucha o tym, że zaoszczędzisz 280 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 15:19

Te słuchawki będą szeptać Ci do ucha o tym, że zaoszczędzisz 280 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Unia wyłącza miedź. Koniec starego Internetu jest bliski
Wiadomości 14:55

Unia wyłącza miedź. Koniec starego Internetu jest bliski

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Motorola edge 70 Fusion połączy styl z dużą baterią. Będzie kolejny hit
Sprzęt 14:33

Motorola edge 70 Fusion połączy styl z dużą baterią. Będzie kolejny hit

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Jabra Evolve3: nowa seria słuchawek biurowych bez pałąka mikrofonu
Sprzęt 14:12

Jabra Evolve3: nowa seria słuchawek biurowych bez pałąka mikrofonu

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
O tym polskim serialu już jest głośno. Netflix wie, po jakie tematy sięgać
Telewizja i VoD 13:51

O tym polskim serialu już jest głośno. Netflix wie, po jakie tematy sięgać

0
ANNA KOPEć
1.
mObywatel przejmuje kontrolę. Zainstalujesz i zapomnisz o urzędach
Aplikacje 13:19

mObywatel przejmuje kontrolę. Zainstalujesz i zapomnisz o urzędach

0
ANNA KOPEć
1.
Telewizor? Po co to komu? Ta mała kostka może być Twoja za 1499 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 12:43

Telewizor? Po co to komu? Ta mała kostka może być Twoja za 1499 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Astell&Kern prezentuje AK HC5. To flagowy DAC dla smartfonów i konsol
Sprzęt 12:20

Astell&Kern prezentuje AK HC5. To flagowy DAC dla smartfonów i konsol

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Bezprzewodowy powerbank za pół ceny. x-kom znów zaskakuje
Telepolis.pl
Sprzęt 11:59

Bezprzewodowy powerbank za pół ceny. x-kom znów zaskakuje

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Te słuchawki świetnie grają, działają do 9 godzin, a kupisz je za 59 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 11:25

Te słuchawki świetnie grają, działają do 9 godzin, a kupisz je za 59 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Pancerniak z projektorem i gigantyczną baterią. Nadjeżdża 8849 Tank X
Sprzęt 11:04

Pancerniak z projektorem i gigantyczną baterią. Nadjeżdża 8849 Tank X

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Nowa wersja Android Auto już dostępna. Jedna, ale oczekiwana zmiana
Aplikacje 10:43

Nowa wersja Android Auto już dostępna. Jedna, ale oczekiwana zmiana

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Arcydzieło fantasy nieoczekiwanie rozbiło bank. Zaskoczyło wszystkich
Rozrywka 10:22

Arcydzieło fantasy nieoczekiwanie rozbiło bank. Zaskoczyło wszystkich

0
ANNA KOPEć
1.
Niewielki implant, a może tak wiele. Naukowcy zszkowani wynikami badań
Nauka 09:57

Niewielki implant, a może tak wiele. Naukowcy zszkowani wynikami badań

0
ANNA KOPEć
1.
ING zablokuje ci przelew i powinieneś się cieszyć
Bezpieczeństwo 09:32

ING zablokuje ci przelew i powinieneś się cieszyć

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Netflix chce wprowadzić dwie zmiany w aplikacji. Zauważysz od razu
Telewizja i VoD 09:01

Netflix chce wprowadzić dwie zmiany w aplikacji. Zauważysz od razu

0
ANNA KOPEć
1.
Największy bat na polskich kierowców. Ogarnia aż 300 mandatów dziennie
Moto 08:30

Największy bat na polskich kierowców. Ogarnia aż 300 mandatów dziennie

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości
Zapomnij o Android Auto i Apple CarPlay. Idzie coś lepszego
Moto 08:02

Zapomnij o Android Auto i Apple CarPlay. Idzie coś lepszego

Walka o władzę nad  systemem infotainment w naszych samochodach rozgorzała na dobre. Android Auto i Apple CarPlay mają nowego, poważnego konkurenta. Przez lata niemal każdy producent samochodów implementował Android Auto i Apple CarPlay. Chodziło o dobro użytkowników, którzy w ten sposób mogli łatwo łączyć system infotainment w aucie ze swoimi smartfonami. Jednak oba systemy budzą coraz więcej wątpliwości, a General Motors wręcz postanowiło całkowicie z nich zrezygnować. Na szczęście powstają alternatywy. Za jedną z nich odpowiada Harman, czyli marka należąca do Samsunga. Harman Ready Link Marketplace Harman stworzył własną platformę Ready Link Marketplace. Aktualnie znajduje się w niej już blisko 200 aplikacji, w tym te najważniejsze, jak chociażby Spotify. Firma pracuje też nad dodaniem do katalogu Apple Music. Nie jest to może tak imponująca liczba, jak w przypadku Android Auto czy Apple CarPlay, ale powinniśmy uczciwie sobie odpowiedzieć — z ilu aplikacji w samochodzie tak naprawdę korzystamy? System Harman bazuje na Android Automotive. To rozwiązanie dużo bardziej zaawansowane niż Android Auto. Przede wszystkim obsługuje każdą funkcję samochodu. Poza tym działa bezpośrednio na podzespołach zastosowanych w aucie i nie wymaga połączenia ze smartfonem. Można powiedzieć, że Android Auto jest aplikacją, która łączyła telefon z samochodem. Android Automotive jest pełnoprawnym systemem operacyjnym. Szacuje się, że do 2030 roku będzie z niego korzystać 70 proc. nowych aut. System Harmana dzięki temu może być cały czas rozwijany. Wystarczy dodać aplikację do dedykowanego sklepu, aby stała się ona dostępna dla wszystkich użytkowników. Oprócz tego dostępne będą też aktualizacje OTA 

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Netflix rzuca gotówkę na stół. Koniec z podchodami
Telewizja i VoD 20 STY 2026

Netflix rzuca gotówkę na stół. Koniec z podchodami

Zarząd Warner Bros. Discovery (WBD) i Netflix już raz umówiły się na przejęcie głównych aktywów pierwszej z firm. Wtedy jednak pojawił się Paramount, który uderzył bezpośrednio do akcjonariuszy WBD z zauważalnie hojniejszą ofertą. Oczywiście zarząd WBD od początku mówił, że nie aprobuje oferty Paramount, oraz uważa, że jedyną słuszną drogą jest przejęcie aktywów przed Netflixa. Problem w tym, że miał on niewiele do gadania, ponieważ to właściciele akcji decydują, czy je komuś sprzedadzą, a nie zarząd, który... no cóż, jedynie zarządza majątkiem, który w znacznej większości nie należy do nich.  Netflix kusi gotówką Początkowo Netflix obiecywał, że za przejęcie WBD zapłaci różnymi aktywami, w tym pieniędzmi, oraz swoimi własnymi akcjami. Mowa tu o kwocie 27,75 USD za pojedynczą akcję WBD, z czego 23,25 USD miało być pokryte w gotówce, a 4,5 USD w akcjach. Obecna propozycja wygląda już zupełnie inaczej: Netflix wciąż proponuje 27,75 USD, jednak tym razem całość ma być opłacona w gotówce. Ruch ten ma przekonać akcjonariuszy WBD, co... niekoniecznie musi się udać. A to dlatego, że Paramount obiecuje 30 USD za akcję. Dodatkowo zamierza kupić wszystkie aktywa spółki, w przeciwieństwie do Netflixa, który rezygnuje z przejęcia działu odpowiedzialnego za telewizję naziemną spoza szyldu HBO, czyli kanałów takich jak TVN. 

0
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Od 1 lutego nowy przymus dla milionów Polaków. Lepiej się przygotuj
Poradniki 19 STY 2026

Od 1 lutego nowy przymus dla milionów Polaków. Lepiej się przygotuj

Niebawem w Polsce zacznie obowiązywać Krajowy System e-Faktur (KSeF). Dla milionów Polaków oznacza to poważne zmiany. Co należy wiedzieć o nowym rozwiązaniu? Wprowadzany system ma służyć do wystawiania, przesyłania, odbierania i przechowywania faktur. Obejmie on wszystkich przedsiębiorców oraz wystawiających faktury w Polsce, a jego wdrożenie podzielono na etapy. Po co jest KSeF? Celem wprowadzenia KSeF jest cyfryzacja fakturowania oraz księgowania faktur. E-faktura to po prostu plik, któremu nadaje się unikalny numer. Będzie ona archiwizowana w systemie i tam znajdzie ją odbiorca. Znika konieczność wysyłania dokumentu mailem czy jego drukowania (od tego są wyjątki). Politycy i urzędnicy przekonują, że z punktu widzenia przedsiębiorcy oznacza to oczywiste korzyści: Procesy zostaną ujednolicone, co zmniejsza ryzyko popełnienia błędów; Faktury zawsze będą pod ręką i to bez konieczności ich przechowywania samodzielnie. Dotyczy to dokumentów wystawionych do dziesięciu lat wstecz; Przygotowanie dokumentów jest ułatwione (integracja systemu księgowego firmy z KSEF upraszcza import danych), a ich obieg usprawniony (faktury trafiają do odbiorcy niemal w czasie rzeczywistym); Nabywca ma pewność, że faktura została wystawiona przez podmiot uprawniony; Cyfrowa faktura nie zniknie i nie ulegnie zniszczeniu; Przyspieszy zwrot VAT – z 60 do 40 dni. https://youtu.be/D4ZvFDkyd5Y?si=qC298xndyxzArZoc Oczywiście nie można zapominać o korzyściach, jakie z tego wdrożenia zamierza odnieść Skarb Państwa. Cyfryzacja procesów to większa transparentność i wyższa efektywność kontroli. KSeF ma po prostu ograniczyć szarą strefę i przynieść państwowej kasie dodatkowe miliardy złotych. Tylko w tym roku ma to być około 1,65 mld zł, jak przekonywał niedawno szef KAS Marcin Łoboda. W pełnym roku podatkowym może to być 1,8 mld zł.  Jak korzystać z KSEF? Z wdrażanego rozwiązania będzie można korzystać na różne sposoby. Ministerstwo Finansów przygotowało bezpłatne narzędzia, które znaleźć można na stronie ksef.podatki.gov.pl. Są to: Aplikacja Podatnika KSeF, czyli rozwiązanie dostępne online, a także Aplikacja Mobilna KSeF. Alternatywą jest skorzystanie z e-mikrofirmy dostępnej w e-Urzędzie Skarbowym. Osobną grupę stanowią programy finansowo-księgowe. Te muszą być jednak zintegrowane z KSeF. KSeF umożliwi wystawianie faktur w kilku trybach. Pierwszym jest online, w którym wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym. Kolejny to offline24, który umożliwi wystawianie faktur bez połączenia z KSeF. Użytkownik musi jednak dosłać dokument do systemu najpóźniej następnego dnia roboczego. Rozwiązanie może się okazać przydatne m.in. w razie problemów z siecią. Tryb offline przyda się także wtedy, gdy Ministerstwo Finansów prowadzi prace serwisowe i system nie działa. W tym przypadku dokument trzeba dosłać do KSeF najpóźniej dzień po zakończeniu przerwy. Wreszcie jest tryb awaryjny (o problemach musi poinformować MF). Fakturę wystawia się wówczas offline, a na przesłanie jej do systemu jest siedem dni roboczych od zakończenia awarii. Warto zaznaczyć, że odbiorca nie musi akceptować faktury w systemie, by była ona ważna. Dokument uznaje się za otrzymany w chwili, gdy system nada mu numer. W przypadku klientów spoza Unii Europejskiej konieczne będzie wystawienie dokumentu w KSeF, a następnie przekazanie go nabywcy w ustalony sposób – np. PDF. Taka faktura ma kod QR z numerem KSeF, dzięki któremu można ją w prosty sposób zweryfikować. Czy w razie błędu można edytować fakturę? Nie – po przyjęciu w KSeF staje się ona dokumentem prawnym i nie można jej zmieniać. Rozwiązaniem jest faktura korygująca, a liczba korekt nie została ograniczona. Warto dodać, że KSeF nie wysyła powiadomień o wystawieniu faktury – trzeba to sprawdzać w oprogramowaniu komercyjnym lub tym przygotowanym przez resort finansów. Od kiedy KSeF jest obowiązkowy? Od 1 lutego 2026 roku, a zatem już niebawem, wszystkie firmy będą w nim odbierać faktury. Z wystawianiem dokumentów sprawa wygląda inaczej, system będzie wdrażany etapami. Wraz z początkiem lutego obowiązek wystawiania faktur w KSeF obejmie firmy, które w 2024 roku miały sprzedaż powyżej 200 mln zł (z VAT). Pozostałe przedsiębiorstwa obowiązek ten obejmie 1 kwietnia 2026 roku. Tu jednak ważne zastrzeżenie: do 31 grudnia br. można wystawiać faktury poza KSeF (papierowe i elektroniczne), jeśli w danym miesiącu suma sprzedaży z VAT nie przekroczy na tych dokumentach 10 tys. zł. Dlaczego usługa jest wdrażana etapami? Z jednej strony ma to być wyciągnięcie ręki do mniejszych przedsiębiorców, którzy zyskują więcej czasu na dostosowanie się do zmian. Z drugiej strony, spada ryzyko przeciążenia systemu informatycznego. W celu sprawnego wdrożenia systemu zdecydowano się też na jego start 1 lutego, a nie 1 stycznia – początek roku oznacza nierzadko nagromadzenie rozliczeń i sprawozdań. Co z osobami, które prowadzą działalność gospodarczą, ale nie mają dostępu do sieci lub nie obsługują komputera czy smartfona? Takie okoliczności nie zadziałają jako wymówka. W tej sytuacji należy nadać odpowiednie uprawnienia do wystawiania faktur innej osobie – np. pracownikowi biura rachunkowego. Można to zrobić we wspomnianej aplikacji lub w programie księgowym zintegrowanym z systemem. Wymóg korzystania z KSeF dotyczy każdego podatnika, który ma obowiązek wystawiania faktury, znaczenia nie ma nawet forma prawna prowadzenia działalności.  W jaki sposób uzyskać dostęp do KSeF? Jeśli ktoś prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, może szybko uzyskać dostęp przez profil zaufany lub podpis kwalifikowany. W przypadku spółek konieczne jest złożenie formularza ZAW-FA do urzędu skarbowego, jeśli podmiot nie posiada pieczęci kwalifikowanej. W tym miejscu należy przypomnieć o nadawaniu uprawnień pracownikom czy biurom rachunkowym. Obejmują one m.in. wystawianie i przeglądanie faktur.  Ministerstwo zapowiedziało, że od 1 kwietnia br. planowane jest umożliwienie logowania do KSeF przez węzeł krajowy, czyli także przez aplikację mObywatel. Istotną kwestią jest oczywiście bezpieczeństwo. Przedstawiciele resortu zapewniają, że system został przetestowany przez różnego rodzaju służby oraz instytucje i jest bezpieczny. Przedsiębiorcy nie powinni się obawiać, że ktoś np. podszyje się pod ich PESEL i zaloguje się do KSeF. Jak już wspomniano, do uwierzytelnienia potrzebny będzie np. profil zaufany czy podpis kwalifikowany. W tym celu można też wykorzystać certyfikat KSeF. Czym jest ten ostatni? Certyfikat KSeF służy do uwierzytelniania się w systemie, ale będzie też wymagany przy wystawianiu faktur w trybie offline. Narzędzie pozwoli opatrzyć fakturę wystawioną offline kodem QR, który umożliwi weryfikację tożsamości wystawcy faktury. Certyfikaty można pobierać od listopada ubiegłego roku. Wniosek w tej sprawie składa się w Module Certyfikatów i Uprawnień. Należy zaznaczyć, że certyfikat KSeF jest ważny nie dłużej niż dwa lata od daty jego wydania (lub od daty początkowej jego obowiązywania wskazanej przez podatnika). Przedsiębiorcy powinni się upewnić, że ich system księgowy jest zgodny z KSeF. Konieczne jest też śledzenie komunikatów Ministerstwa Finansów, bo w rozwiązaniu mogą być wprowadzane korekty i nowości. Wiedzę dot. nowego narzędzia można poszerzać z pomocą materiałów dostępnych m.in. na stronie resortu. Zebrano tam sporo pytań zadawanych przez firmy i udzielono na nie odpowiedzi.  Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że w tym roku przedsiębiorcy nie będą karani za błędy związane z KSeF. Tak przynajmniej deklarował niedawno przywołany już Marcin Łoboda, szef Krajowej Administracji Skarbowej.

6
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania