Chiny śmieją się nam w twarz. Pokazano palety zakazanego sprzętu
Sprzęt 03 STY 2026

Chiny śmieją się nam w twarz. Pokazano palety zakazanego sprzętu

Każdy zakaz da się obejść. Część łatwiej, inne trudniej. Wygląda jednak na to, że w przypadku obostrzeń USA jest to wyjątkowo proste. Od kilku miesięcy coraz częściej mówi się o omijaniu amerykańskich ograniczeń eksportowych i nielegalnym napływie sprzętu zdolnego do wydajnej pracy z AI do Chin. Mimo kolejnych zaostrzeń przepisów problem nie znika, a wręcz przybiera na sile. Najnowsze doniesienia sugerują, że do Państwa Środka trafiła duża partia kart graficznych NVIDIA GeForce RTX 5090, pochodzących od partnerów takich jak MSI i GIGABYTE. GeForce RTX 5090 będzie kosztował ponad 20 000 zł Oczywiście chińskie prawo nie zabrania importu wspomnianych GPU, jedynie amerykańskie przepisy zabraniają eksportu. Co prawda wspomniane firmy - MSI i GIGABYTE - to tajwańskie podmioty, ale sprawa jest jak zwykle bardziej skomplikowana. NVIDIA jest amerykańska, a walka z Wielkim Bratem grozi zakazem sprzedaży na terenie USA. W praktyce więc sprzęt trafia do Chin okrężną drogą, m.in. przez Malezję, Singapur i inne państwa SEA, które nie są objęte restrykcjami. Dodatkowo chińskie firmy zajmujące się sztuczną inteligencją znalazły lukę - wynajmują moc obliczeniową serwerowni w innych krajach, np. Japonii. Oczywiście GeForce RTX 5090 to sprzęt konsumencki, ale i tak bardzo dobrze radzi sobie z AI. A w Chinach popularne są usługi powiększania pamięci VRAM, co tylko uatrakcyjnia ten układ. Zwłaszcza, że jest on dużo tańszy niż rozwiązania dla centrów AI. Efekt jest taki, że chińscy gracze mają coraz większy problem z zakupem wydajnych kart, bo rynek jest wysysany przez projekty związane ze sztuczną inteligencją. Niestety, przez popyt przewyższający podaż DRAM coraz częściej mówi się, że już niedługo dostępność GeForce RTX 5090 w Europie i Ameryce też będzie gorsza. Jeśli wierzyć plotkom NVIDIA zmniejszyła produkcję o 40% i cena może skoczyć z około 13 000 złotych do ponad 20 000 złotych. [ANKIETA:1656]

19
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Telefon, który odebrał okazał się trefny. Historia też była zmyślona
Bezpieczeństwo 08:24

Telefon, który odebrał okazał się trefny. Historia też była zmyślona

0
ANNA KOPEć
1.
Tatuaże wpływają na nasz układ odpornościowy. Nowe informacje
Nauka 07:58

Tatuaże wpływają na nasz układ odpornościowy. Nowe informacje

1
ANNA KOPEć
1.
Koniec hitu HBO. Sezon 4. będzie ostatnim
Telewizja i VoD 07:26

Koniec hitu HBO. Sezon 4. będzie ostatnim

0
ANNA KOPEć
1.
Wojna o 2 nm. Android może wyprzedzić Apple
Sprzęt 04 STY 2026

Wojna o 2 nm. Android może wyprzedzić Apple

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Koniec dominacji Samsunga? Motorola RAZR Fold nadchodzi
Sprzęt 04 STY 2026

Koniec dominacji Samsunga? Motorola RAZR Fold nadchodzi

1
MARIAN SZUTIAK
1.
KAS zatrzymuje paczki z Chin. Co piąta to niebezpieczny bubel
Wiadomości 04 STY 2026

KAS zatrzymuje paczki z Chin. Co piąta to niebezpieczny bubel

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Chiny kapitulują? Gigantyczna maszyna idzie do kosza
Nauka 04 STY 2026

Chiny kapitulują? Gigantyczna maszyna idzie do kosza

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Wyciekła pełna specyfikacja nowej Motoroli. Premiera już za chwilę
Sprzęt 04 STY 2026

Wyciekła pełna specyfikacja nowej Motoroli. Premiera już za chwilę

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Masz takiego Xiaomi? Czas pozbyć się złomu
Sprzęt 04 STY 2026

Masz takiego Xiaomi? Czas pozbyć się złomu

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Myślisz, że to pomaga schudnąć? Naukowcy: efekt jest zerowy
Nauka 04 STY 2026

Myślisz, że to pomaga schudnąć? Naukowcy: efekt jest zerowy

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Stranger Things miało zaskoczyć. Vecna mógł skończyć inaczej
Telewizja i VoD 04 STY 2026

Stranger Things miało zaskoczyć. Vecna mógł skończyć inaczej

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Twórca Fallouta ma dość. Nie chce by inni zgarniali pieniądze za niego
Gry 04 STY 2026

Twórca Fallouta ma dość. Nie chce by inni zgarniali pieniądze za niego

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Z rynku znika kolejny producent smartfonów. Robił wybitny sprzęt
Sprzęt 04 STY 2026

Z rynku znika kolejny producent smartfonów. Robił wybitny sprzęt

0
LECH OKOń
1.
Szef Microsoftu zakazuje jednego słowa i wyjaśnia, dlaczego
Aplikacje 04 STY 2026

Szef Microsoftu zakazuje jednego słowa i wyjaśnia, dlaczego

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Polaków przyssało do telewizorów. Powód? Oferta i... pogoda
Telepolis.pl
Telewizja i VoD 04 STY 2026

Polaków przyssało do telewizorów. Powód? Oferta i... pogoda

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Chińskie dopalacze w Dolinie Krzemowej. Biohacking czy tylko głupota?
Nauka 04 STY 2026

Chińskie dopalacze w Dolinie Krzemowej. Biohacking czy tylko głupota?

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Pierwsze telewizory z Dolby Vision 2. Na tym innowacje się nie kończą
Sprzęt 04 STY 2026

Pierwsze telewizory z Dolby Vision 2. Na tym innowacje się nie kończą

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Polacy odcięci od przesyłek kurierskich. Tylko jeden wyjątek
Telepolis.pl
Tech 04 STY 2026

Polacy odcięci od przesyłek kurierskich. Tylko jeden wyjątek

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Więcej nowości
AI przyspiesza kryzys klimatyczny. Korporacje mówią, że wszystko jest OK
Nauka 03 STY 2026

AI przyspiesza kryzys klimatyczny. Korporacje mówią, że wszystko jest OK

AI rośnie szybciej, niż świat jest w stanie ją zasilić. A rachunek energetyczny tej rewolucji zaczyna wyglądać jak nowy kryzys klimatyczny. Rosnący apetyt, wzrastające ryzyko W ciągu zaledwie kilku lat generatywna AI stała się jednym z największych nowych konsumentów energii na świecie. Choć dziś centra danych zużywają ok. 1% globalnej energii elektrycznej, prognozy mówią o gwałtownym wzroście – w USA ich udział ma ponad dwukrotnie wzrosnąć do 8,6% do 2035 r., a w krajach rozwiniętych odpowiadać nawet za 20% przyrostu zapotrzebowania na prąd do końca dekady. Irlandia już dziś jest przykładem przeciążonego systemu – tamtejsze centra danych pochłaniają 20% energii kraju, a wkrótce mogą dojść do 30%, wypychając z rynku odnawialne źródła i wymuszając inwestycje w gaz oraz LNG. Wzrost mocy obliczeniowej oznacza też wzrost emisji. Choć pojedyncze zapytanie do chatbota zużywa energię porównywalną z minutą działania żarówki, skala – setki milionów użytkowników tygodniowo – tworzy efekt lawinowy. Jednocześnie firmy rzadko ujawniają pełne dane o śladzie węglowym swoich modeli, co budzi obawy badaczy, że realny koszt środowiskowy jest znacznie wyższy niż deklarowany. Najwięksi gracze próbują łagodzić krytykę: Google chwali się redukcją zużycia energii na chłodzenie o 40% dzięki własnym algorytmom, a część firm podpisuje długoterminowe kontrakty na OZE lub eksperymentuje z energią jądrową. Jednak w praktyce to gaz i węgiel nadal zasilają większość infrastruktury AI — od Chin po USA. Równolegle rośnie presja ze strony przemysłu paliwowego. Według IEA sztuczna inteligencja może zwiększyć technicznie wydobywalne zasoby ropy i gazu o 5%, a koszty odwiertów głębinowych obniżyć o 10%. Najwięksi producenci mówią wprost: AI to kolejny fracking boom. Aramco podwaja wydatki technologiczne, a amerykańskie koncerny wykorzystują algorytmy do przyspieszania planowania odwiertów i zwiększania liczby nowych szybów. Krytycy ostrzegają, że to nie dekarbonizacja, lecz cyfrowe turbo dla paliw kopalnych. Firmy naftowe podkreślają, że AI pomaga wykrywać wycieki metanu, ale eksperci terenowi wskazują, że realny problem to nie wycieki, lecz celowe uwalnianie gazu, którego satelity nie zatrzymają. Jak mówią aktywiści – oglądanie metanu z kosmosu nie zmniejsza emisji. Jeszcze większym zagrożeniem może być wpływ AI na konsumpcję. Generatywne reklamy już dziś przebijają skutecznością te tworzone przez ludzi, a automatyczne agentowe systemy zakupowe mogą radykalnie zwiększyć liczbę transakcji i lotów. Branża turystyczna otwarcie inwestuje w AI, bo klienci zaczynają planować wakacje przez chatboty. To oznacza, że technologia nie tylko zużywa energię — ona napędza popyt, a więc kolejne emisje. W odpowiedzi pojawiają się propozycje regulacji. ONZ wezwało do moratorium na nowe centra danych, a ponad 230 organizacji ekologicznych w USA domaga się wstrzymania ich rozbudowy do czasu wprowadzenia zasad bezpieczeństwa środowiskowego. Irlandia wymaga, by 80% energii zużywanej przez centra danych pochodziło z nowych projektów OZE. Hiszpania jako jedyna wpisała AI do prawa klimatycznego, zobowiązując rząd do wspierania jej zastosowań prodekarbonizacyjnych. Pojawiają się też pomysły podatku od AI, który finansowałby działania na rzecz klimatu. Jednocześnie rośnie ruch wewnątrz branży, który coraz głośniej mówi o tym, że największe firmy technologiczne nie tylko nie hamują ekspansji paliw kopalnych, ale wręcz ją przyspieszają. Byli pracownicy Microsoftu, Holly i Will Alpine, alarmują, że korporacje chętnie chwalą się własną neutralnością operacyjną, a jednocześnie podpisują kontrakty, które realnie zwiększają globalne emisje. To właśnie Microsoft w 2019 r. ogłosił partnerstwo z ExxonMobil, mogące podnieść produkcję ropy o 50 tys. baryłek dziennie, oraz rozpoczął projekt z Chevronem, który skrócił planowanie odwiertów głębinowych o 30 dni. Dla Alpinesów to był moment, w którym stało się jasne, że deklaracje o zielonej transformacji nie wytrzymują zderzenia z twardą logiką biznesu. Gdy przez cztery lata próbowali wewnętrznie wymusić zmianę, słyszeli jedynie o własnym śladzie węglowym firmy, który — jak podkreślają — ma się nijak do emisji, które technologie Microsoftu umożliwiają innym. W ich ocenie to klasyczna korporacyjna zasłona dymna: skupianie się na własnych biurach i serwerowniach, podczas gdy prawdziwy wpływ odbywa się w cieniu — w sektorze paliwowym, który dzięki AI może wiercić szybciej, taniej i więcej. Ajit Niranjan z The Guardian sugeruje, że bez twardych regulacji i pełnej transparentności AI może stać się narzędziem, które zamiast wspierać transformację energetyczną, utrwali zależność od paliw kopalnych i napędzi nową falę emisji. To nie jest abstrakcyjne ryzyko — to już się dzieje. Korporacje technologiczne, które publicznie mówią o odpowiedzialności i zrównoważonym rozwoju, równocześnie budują infrastrukturę, która wymaga coraz większych ilości energii i otwiera nowe możliwości dla przemysłu naftowego. A jednocześnie to właśnie one apelują o cierpliwość i zrozumienie. Microsoft w oficjalnym stanowisku podkreśla, że transformacja energetyczna jest złożona i wymaga "zrównoważenia potrzeb dzisiejszego przemysłu z technologiami jutra". Problem w tym, że to zrównoważenie coraz częściej wygląda jak próba pogodzenia dwóch sprzecznych światów — i to w sposób, który pozwala korporacjom dalej rosnąć, a koszty środowiskowe przerzuca na resztę planety.

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

Początek roku na Netflixie oznacza jedno. Coben zaczyna z widzami grę
Telewizja i VoD 02 STY 2026

Początek roku na Netflixie oznacza jedno. Coben zaczyna z widzami grę

Jeśli tylko czekałeś na najnowszą powieść kryminalną Harlana Cobena, możesz już być spokojny. Najnowsza propozycja mistrza gatunku jest już na platformie. Seans pełen wrażeń i zwrotów akcji gwarantowany. Najnowszy Coben już na platformie Widzowie Netflixa dzielą się na dwie grupy, tych którzy kochają ekranizacje kolejnych kryminałów Harlana Cobena i na tych, którym dawno się one już przejadły. Jeśli jesteś w pierwszej grupie, to z pewnością rozpocząłeś nowy rok od najnowszego projektu "Run Away"(polska wersja: "O krok za daleko"). Tym razem, James Nesbitt, znany już fanom serii z "Missing You", wcielił się w Simona, mężczyznę, którego idealne życie zaczyna się walić po ucieczce córki Paige (Ellie de Lange). Za zamkniętymi drzwiami W ogromnym skrócie - najnowsza ekranizacja książki Cobena, opowiada o rodzinie, a konkretnie o tym, co możemy zrobić aby utrzymać ją w całości i jakie straszne sekrety skrywamy.  Za każdym razem, gdy przechodzisz obok domu, za drzwiami kryje się cały wszechświat, a nikt z nas nie ma pojęcia, co to takiego. mówi, sam sprawca całego zamieszania, Coben.  Ośmioodcinkowy thriller odkrywa te właśnie nagłębsze sekrety, które powodują, że Simon ma szansę uratować własną córkę. Jego podróż ujawni niewyobrażalną przemoc, która grozi rozbiciem jego rodziny.  Podobno Coben obejrzał niezliczone nagrania z przesłuchać, aby znaleźć odpowiednią aktorkę do roli córki Simona - Paige.  Ellie doskonale uchwyciła zarówno siłę, jak i kruchość postaci Paige - to przez co przechodzi i sekrety, które skrywa. tłumaczy pisarz. Akcja serialu rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, w Manchesterze i północno-zachodniej Anglii. I trzeba przyznać, że ta angielska ekscentryczność ma swój urok i jest dużym plusem ekranizacji.  https://www.youtube.com/watch?v=-qSZJD2CrQY Serial "O krok za daleko" można już obejrzeć na Netflixie.

1
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Lepszy od Markusa? Test fotela Razer Iskur V2
Telepolis.pl
Testy sprzętu 01 STY 2026

Lepszy od Markusa? Test fotela Razer Iskur V2

Czy warto wydać kupę kasy na fotel gamingowy ze znanym logo? Sprawdzamy Razer Iskur V2. Podobno we wszechświecie nie ma przypadków. Jeśli tak, to moje spotkanie z Razer Iskur V2 musiało być przeznaczeniem. Okazja do przetestowania fotela kultowej marki pojawiła się akurat w momencie, kiedy zacząłem nerwowo rozglądać się za następcą dla mojego rozklekotanego Markusa z Ikei, który dzielnie służył mi jakieś siedem lat. Czy wymiana prostego, ale niezawodnego fotela biurowego na wypasiony produkt gamingowy jest dobrym pomysłem? Miałem kilka tygodni, by przekonać się o tym na własnej skórze. Do testów zabierałem się z pozytywnym nastawieniem – w końcu Razer Iskur V2 kosztuje 2299 zł, a więc ponad cztery razy więcej niż Markus. To znaczy, że musi być cztery razy lepszy… prawda? Wygląd i wykonanie Od strony wizualnej Razer Iskur V2 to kawał bydlaka. Mebel prezentuje się masywnie i tylko częściowo wynika to z realnych gabarytów. Po części to po prostu efekt zastosowanej konstrukcji. Mamy do czynienia z mocno wyprofilowanym, wręcz kubełkowym fotelem o jednolitej bryle. Razer Iskur V2 dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych: szarej, czarnej i czarno-zielonej. Mnie trafiła się ta ostatnia, czyli w teorii najbardziej kiczowata. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, nawet w tym wariancie design jest naprawdę stonowany. Nie ma tu żadnych kłujących po oczach wzorów i wielkich grafik, które zwykle kojarzą się z gadżetami gamingowymi. Tutaj najbardziej „oczodającym” akcentem jest logo producenta na zagłówku. Oprócz tego kolor zielony zarezerwowano głównie dla przeszyć oraz kilku relatywnie subtelnych logotypów. Obszycie fotela w tej wersji wykonano z syntetycznej skóry i, muszę przyznać, jakościowo sprawia ona dużo lepsze wrażenie niż sugerowałby ten opis. Materiał posiada przyjemną fakturę, jest gruby i przyjemny w dotyku (tj. o ile lubicie materiały skóropodobne). Wydaje się też bardzo solidny i – w teorii – powinien być plamoodporny oraz odporny na zachlapania. Na całe szczęście, jeśli nie przepadacie za ekoskórą, to w wersji szarej producent zdecydował się zastąpić ją materiałem tekstylnym. Tutaj ciężko mi się wypowiadać o jego jakości, ale sam fakt, że producent daje nam wybór, uważam za spory plus. Reszta konstrukcji to w głównej mierze połączenie solidnego tworzywa oraz metalu. Generalnie całość jest solidna i dobrze spasowana, choć z kilkoma istotnymi wyjątkami. Przykładowo, podłokietniki 4D mają pewne luzy i zdarza im się zmienić ułożenie bez zwolnienia blokady. Jeszcze bardziej irytujące są zastosowane kółka. Wykonano je z miękkiego tworzywa i to akurat plus, bo spada ryzyko, że porysują nam panele. Niestety kurz i wszelkie zabrudzenia przylegają do nich, jakby były pokryte miodem i, co gorsza, blokują się przy niemal każdym ruchu. Tego typu przypadłości nie są dramatem, ale ich obecność w fotelu za ponad 2000 zł boli. Trzeba natomiast przyznać, że generalnie wykonanie oceniam na plus. Wszystkie mechanizmy działają jak powinny, a o solidności konstrukcji może świadczyć fakt, że maksymalny deklarowany udźwig fotela to aż 136 kg. W tym miejscu warto także wspomnieć, że w zestawie z fotelem dostajemy zagłówek w formie poduszki. Wykonano ją z pianki pamięciowej i materiału przypominającego welur. Cieszę się, że producent nie zapomniał o takim dodatku, ale osobiście natychmiast rzuciłem ją w kąt. Raz, że jak dla mnie jest zwyczajnie zbyt gruba, co w połączeniu ze sztywnym wypełnieniem mocno utrudniało znalezienie dla niej wygodnej pozycji. Dwa, wyposażono ją w najprostsze mocowanie na pasek. W efekcie nawet jeśli takie ułożenie już udało się znaleźć, to mogłem mieć pewność, że przy byle ruchu głową diabli je wezmą, bo wszystko się poprzesuwa. Zakres regulacji Głównym atutem Razer Iskur V2 na tle innych foteli gamingowych ma być zakres regulacji, który normalnie kojarzy się raczej z fotelami ergonomicznymi. Muszę przyznać, że na tym polu mebel faktycznie ma się czym pochwalić. Wysokość siedziska możemy zmieniać w zakresie 43,5 – 53,5 cm. Oparcie jest odchylane do 152°, a do zwalniania mechanizmu wykorzystujemy wygodną dźwignię umieszczoną w pobliżu siedziska po prawej stronie fotela.  Mamy też podłokietniki regulowane w czterech wymiarach: wysokości, rozstawu, głębokości i kąta rozchylenia. Nie będę zaprzeczał, jest to atut, ale akurat tutaj spotkałem się z pewnym zawodem. Jak wspomniałem, ten konkretny mechanizm ma stosunkowo duże luzy, a do tego skok między poszczególnymi ustawieniami jest w mojej ocenie zbyt duży. W moim przypadku skończyło się na tym, że zamiast znaleźć optymalną pozycję, musiałem wybierać mniejsze zło. Największą atrakcją jest jednak regulowane oparcie odcinka lędźwiowego i tutaj faktycznie należą się Razerowi pochwały. Możemy zmienić jego wysokość oraz głębokość za pomocą dwóch pokręteł umieszczonych po bokach fotela. Sam proces doboru ustawień jest nieco irytujący. Kiedy siedzimy na fotelu, oznaczenia na pokrętłach są niewidoczne, a różnice w poszczególnych ustawieniach bardzo subtelne. Trzeba trochę pokręcić na oślep, zanim ogarniemy, jak ich używać. Z kolei o tym, czy udało nam się wstrzelić z dobrym ustawieniem, najwcześniej dowiemy się za kilkanaście minut – jeśli po takim czasie nie bolą nas plecy, to chyba jest dobrze. Trzeba natomiast przyznać, że samo podparcie krzyża w tej formie sprawdza się bardzo dobrze. Zakres regulacji jest szeroki i nie tracimy wrażenia obcowania z solidną, jednorodną konstrukcją fotela. Wygoda w praktyce O komforcie korzystania z Razer Iskur V2 zdążyłem już co nieco wspomnieć. Generalnie po mniej więcej miesiącu korzystania z fotela mogę śmiało napisać, że jest bardzo wygodny, ale kilka rzeczy trzeba mieć na uwadze. Przede wszystkim odpowiednia regulacja fotela pod siebie to w tym przypadku absolutna podstawa. Kubełkowa konstrukcja, twarde siedzisko i minimalne luzy sprawiają, że nie ma tu za bardzo tolerancji na niewłaściwą postawę. Teoretycznie jest to zaleta, ale przy kilkugodzinnych sesjach (np. podczas pracy) może się to zrobić irytujące. Nawet niewielka zmiana pozycji w fotelu wymaga pociągnięcia wajchy czy ręcznego przesunięcia podłokietników. Warto wziąć na to poprawkę, jeśli np. planujecie zakup Iskura z myślą o home office. Tak samo na zakupie może zaważyć siedzisko. Prywatnie nie miałem z nim problemu, ale faktycznie jest twarde i spotkałem się z opiniami, że dla niektórych użytkowników jest to spory problem. Mogłoby być także nieco dłuższe, bo dawałoby wtedy lepsze oparcie dla ud. Dla równowagi pochwalić muszę podłokietniki, bo choć mam pewne zastrzeżenia do ich zakresu regulacji, to same w sobie są w zasadzie perfekcyjne. Dzięki sporej szerokości i delikatnemu wgłębieniu dają doskonałe podparcie dla łokci i to nie tylko podczas pisania na klawiaturze. Każdy z tych drobnych elementów składa się na fotel, w którym bez trudu mogę przesiedzieć cały dzień roboczy i nie odczuwać praktycznie żadnego dyskomfortu. Jasne, jest tu kilka elementów, które albo rozwiązałbym inaczej, albo widzę w nich przestrzeń do poprawy, ale ogólnie rzecz biorąc ergonomia i wygoda stanowią mocną stronę bohatera testu. Podsumowanie Generalnie Razer Iskur V2 to naprawdę fajny fotel, z którego bardzo dobrze mi się korzysta i… za który w życiu nie dałbym 2299 zł. Jasne, mogę sobie wyobrazić, że dla samego systemu podpory odcinka lędźwiowego ktoś byłby gotów wydać taką kwotę, bo ma to konkretne przełożenie na ergonomię. Patrząc jednak całościowo, uważam, że producent przestrzelił z ceną. Od fotela za te pieniądze oczekiwałbym nieco większej dbałości o detale wykonania (blokujące się kółka, luzy w podłokietnikach) i nieco bardziej przemyślanego zakresu regulacji. Wiecie – takiej kropki nad „i”. No ale tak jak mówię – przestrzelona cena to jak dla mnie jedyny poważny zarzut tego akcesorium. Jeśli traficie na Razer Iskur V2 w promocji albo nie liczycie się przesadnie z gotówką, to jest to naprawdę fajny wybór, który Wasze plecy z pewnością docenią. [SALE-2870]

0
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania