Steam Machine zbuduj sam. Wychodzi taniej i szybciej (poradnik)
Poradniki 13:17

Steam Machine zbuduj sam. Wychodzi taniej i szybciej (poradnik)

Poznaliśmy polskie ceny Steam Machine i – mówiąc wprost – są one nieco odklejone. Sprawdźmy, czy da się samemu złożyć komputer, który będzie lepszy, a tańszy lub chociaż w porównywalnej cenie. Ceny Steam Machine wywołały falę dyskusji nad zasadnością kupna komputera Valve. Aż 4389 zł za model z 512 GB pamięci masowej i bez kontrolera to dużo, a mówimy przecież o najtańszym wariancie. Najbogatszy, czyli z kontrolerem i 2 TB miejsca na dysku, to wydatek rzędu aż 6048 zł. Wiemy, skąd wzięła się taka cena. Wiemy też, że nie można do końca winić za to producenta. Nie zmienia to faktu, że jest zwyczajnie drogo. Sprawdźmy, czy w tej cenie da się mieć coś lepszego. Specyfikacja Steam Machine Komputery Steam Machine zostały zbudowane na podzespołach AMD. Mamy tutaj 6-rdzeniowy i 12-wątkowy procesor z architekturą Zen 4 o taktowaniu do 4,8 GHz i TDP na poziomie 30 W. Do tego dochodzi GPU w architekturze RDNA 3 z 28 jednostkami obliczeniowymi, TDP 110 W oraz taktowaniem 2,45 GHz. Do tego dochodzi 16 GB pamięci RAM DDR5, 8 GB pamięci graficznej GDDR6 oraz 512 GB lub 2 TB miejsca na dysku SSD NVMe. Znalezienie odpowiedników w desktopowych podzespołach nie powinno być trudne. Nie będą one identyczne, bo nie znamy wszystkich szczegółów, jak chociażby ilości pamięci podręcznej w CPU, ale na potrzeby porównania posłużę się pewnymi uproszczeniami. Desktop jak Steam Machine Na początek spróbujmy zbudować komputer, który będzie możliwie zbliżony do specyfikacji Steam Machine. Zacznijmy od procesora. Najbliższy wariant to Ryzen 5 8400F. Co prawda jego taktowanie w Boost jest o 100 MHz niższe niż w komputerze Valve, ale za to ma TDP na poziomie aż 65 W, więc i tak będzie wydajniejszy. Moglibyśmy jeszcze wybrać Ryzena 5 7400F, ale tego praktycznie nie da się kupić. Cena procesora AMD Ryzen 5 8400F – 399 zł Drugi najważniejszy element Steam Machine to układ graficzny. RDNA 3 to już dość stara architektura, która zadebiutowała w 2022 roku. Ma 28 jednostek obliczeniowych i taktowanie do 2,45 GHz. Wśród dostępnych w sprzedaży modeli najbliższy jest Radeon RX 7600. Ma trochę więcej jednostek obliczeniowych (32) oraz wyższe taktowanie (2,65 GHz), a do tego TDP na poziomie aż 165 W, więc o 55 W więcej niż komputer Valve. To oznacza spory wzrost wydajności względem Steam Machine. Cena karty graficznej AMD Radeon RX 7600 – 1099 zł Teraz musimy dokupić pozostałe podzespoły – pamięć RAM, dysk SSD, płytę główną, zasilacz, chłodzenie i obudowę. Dwa pierwsze będą najbardziej problematyczne i najdroższe. Co ciekawe, w przypadku RAM-u Valve zastosowało pojedynczy moduł 16 GB, zamiast dwóch 8 GB.Prawdopodobnie jest to kwestia oszczędności, ale ma przełożenie na wydajność, bo zestawy dwukanałowe radzą sobie nieco lepiej. Nie znamy też taktowania, ale możemy podejrzewać, że to pewnie 5600 MHz lub coś podobnego. Producent raczej nie postawił na nic szybszego. Z kolei dysk to w najtańszej wersji 512 GB NVMe. Tutaj wybór jest ogromny. Cena pamięci RAM DDR5 5600 MHz CL40 – 969 zł Cena dysku SSD NVMe 4.0 512 GB – 499 zł Jeśli chodzi o pozostałe podzespoły, to wiadomo, że nie szukamy modeli z górnej półki. Budżetowe, ale solidne warianty w zupełności wystarczą. W końcu mówimy jednak o tanim komputerze, więc nie ma co szaleć. Jeśli chodzi o płytę główną, to stawiam na model z układem B650M, np. ASRock. Do schłodzenia procesora w pełni wystarczy Endorfy Fera Dual. Obudowę warto byłoby wybrać jakąś mniejszą, np. KRUX Scor. Został nam jeszcze zasilacz. W zupełności wystarczy taki o mocy 500 W i jeszcze zostanie spory zapas, np. Endorfy Vero L5. Cena płyty głównej ASRock B650M-HDV/M.2 – 429 zł Cena chłodzenia Endorfy Fera Dual – 109 zł Cena obudowy KRUX Scor – 99 zł Cena zasilacza Endorfy Vero L5 – 149 zł W taki sposób złożyliśmy komputer możliwie zbliżony do najtańszego modelu Steam Machine. Nie jest identyczny, bo to było zwyczajnie niemożliwe, ale nie jest słabszy. Wręcz przeciwnie, złożony przez nas desktop będzie wyraźnie wydajniejszy. Co prawda dochodzi jeszcze różnica między SteamOS i Windowsem, ale system Valve też można już zainstalować na komputerze stacjonarnym z podzespołami AMD, więc nie stanowi to problemu. Ile w sumie kosztuje nasz komputer? Dokładnie 3752 zł. Patrzyliśmy na ceny w różnych sklepach, ale pod uwagę braliśmy tylko te duże i zaufane. Nie zmienia to faktu, że należałoby doliczyć jeszcze koszty dostawy. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy w stanie złożyć komputer tańszy o mniej więcej 600 zł, a lepszy niż Steam Machine. Jeśli chodzi o zestaw za 5739 zł, to tak naprawdę wystarczy wymienić dysk 512 GB na model o pojemności 2 TB. Taki Kingston KC3000 kosztuje 1129 zł. To podnosi cenę całości do 4382 zł, więc tutaj oszczędność jest jeszcze większa. Czy to ma sens? Można dyskutować nad zasadnością kupowania złożonego przez nas komputera w zastępstwo dla Steam Machine. Wiadomo, że to nie będzie to samo. Może i jest wydajniejszy, ale trzeba go samemu złożyć, poszukać części, zainstalować SteamOS, co dla niektórych może być problematyczne. Nie będzie też tak mały, jak komputer Valve. Na pewno nie będą to te same wrażenia. Jeśli ktoś chce po prostu kupić gotowy komputer, który po wyjęciu z pudełka będzie działał, to rozumiem wydanie tych dodatkowych 600 zł, nawet za sprzęt o gorszej wydajności. Wygoda jest jednak ważna. Nieco inaczej wygląda to w przypadku droższych zestawów z dyskiem o pojemności 2 TB. Tutaj oszczędność to już około 1300 zł, więc wątpliwości jest znacznie więcej. Tutaj już poważnie bym się zastanowił, czy nie lepiej złożyć własny zestaw. Ponad 1000 zł piechotą nie chodzi, a jeśli oszczędność nie jest aż tak ważna, to można te pieniądze przeznaczyć na lepszy procesor czy więcej pamięci RAM i złożyć zestaw jeszcze lepszy. Moim zdaniem Steam Machine to komputer drogi, ale chyba nie aż tak drogi, jak niektórym się wydawało. Wszystko zależy od tego, czego dokładnie oczekujemy. Jeśli wygody i ogólnych doświadczeń z użytkowania, to można się na niego skusić. Jeśli wydajności, to lepiej samemu złożyć desktopa. Nie można też zapominać o konsolach. PlayStation 5 Pro czy Xbox Series X też są alternatywą dla Steam Machine. Bardziej odległą, bo jednak nie zagramy we wszystko, co wychodzi na Steamie, ale jednak jakąś alternatywą. Za PlayStation 5 Pro trzeba zapłacić 3899 zł, a z konsolę Microsoftu 2999 zł.

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Mobile Vikings rozdaje darmowy Internet. Zgarnij nawet 2400 GB na wakacje
Wiadomości 15:26

Mobile Vikings rozdaje darmowy Internet. Zgarnij nawet 2400 GB na wakacje

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Było 2249, a jest 1599 zł. Szalona promocja na Motorolę edge 70 5G
Telepolis.pl
Sprzęt 14:52

Było 2249, a jest 1599 zł. Szalona promocja na Motorolę edge 70 5G

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Europa idzie na wojnę z Chinami. USA sojusznikiem
Tech 14:18

Europa idzie na wojnę z Chinami. USA sojusznikiem

0
PATRYCJA KORBA
1.
Ceny GTA 6 oficjalnie. Nie jest źle
Gry 13:43

Ceny GTA 6 oficjalnie. Nie jest źle

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Żywe trupy znów namieszają w streamingu. Wielka premiera 27 lipca
Telewizja i VoD 12:14

Żywe trupy znów namieszają w streamingu. Wielka premiera 27 lipca

1
ANNA KOPEć
1.
Biedronka wyprzedaje rowery. Elektryczna damka w cenie składaka
Telepolis.pl
Sprzęt 11:39

Biedronka wyprzedaje rowery. Elektryczna damka w cenie składaka

4
PATRYCJA KORBA
1.
Radujcie się ludzie. Polon nadjeżdża i zastąpi Izerę
Moto 11:10

Radujcie się ludzie. Polon nadjeżdża i zastąpi Izerę

3
PAWEł MARETYCZ
1.
PanParagon a system kaucyjny. Ta zmiana była nieunikniona
Aplikacje 10:26

PanParagon a system kaucyjny. Ta zmiana była nieunikniona

0
ANNA KOPEć
1.
Biedronka dopieszcza kierowców. Prawie o połowę taniej, a wybór duży
Sprzęt 09:42

Biedronka dopieszcza kierowców. Prawie o połowę taniej, a wybór duży

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Kultowy sitcom zmienił się w science fiction. Zwiastun HBO robi wrażenie
Telewizja i VoD 09:12

Kultowy sitcom zmienił się w science fiction. Zwiastun HBO robi wrażenie

1
ANNA KOPEć
1.
Neonet ukarany przez UOKiK. Kwota jest potężna
Wiadomości 08:41

Neonet ukarany przez UOKiK. Kwota jest potężna

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Fiskus przypomina, ale nie straszy. Problemy pojawią się jutro
Fintech 08:18

Fiskus przypomina, ale nie straszy. Problemy pojawią się jutro

1
ANNA KOPEć
1.
Korzystasz z LastPass? Doszło do wycieku danych
Aplikacje 07:42

Korzystasz z LastPass? Doszło do wycieku danych

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
ING Bank Śląski ostrzega. Nie wypłacisz pieniędzy z bankomatu
Fintech 07:09

ING Bank Śląski ostrzega. Nie wypłacisz pieniędzy z bankomatu

0
ANNA KOPEć
1.
Meta pokazała nowe okulary AI. Cena może zaboleć konkurencję
Sprzęt 23 CZE 2026

Meta pokazała nowe okulary AI. Cena może zaboleć konkurencję

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Koniec ery rysika w Foldach? Samsung zamyka rozdział S Pen
Sprzęt 23 CZE 2026

Koniec ery rysika w Foldach? Samsung zamyka rozdział S Pen

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Chiny właśnie upokorzyły USA. Mają najszybszy superkomputer świata
Tech 23 CZE 2026

Chiny właśnie upokorzyły USA. Mają najszybszy superkomputer świata

4
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Cieplejsze niż jacuzzi, a jednak chłodzi. NVIDIA zaskakuje
Tech 23 CZE 2026

Cieplejsze niż jacuzzi, a jednak chłodzi. NVIDIA zaskakuje

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Więcej nowości
Tani smartfon w ciele flagowca. Nothing Phone (4b) potwierdzony
Sprzęt 23 CZE 2026

Tani smartfon w ciele flagowca. Nothing Phone (4b) potwierdzony

Londyńska marka technologiczna oficjalnie przerywa milczenie w sprawie swoich nowości. Na rynek wkracza Nothing Phone (4b), otwierając zupełnie nową linię budżetowych smartfonów. Nowa litera w portfolio Nothing Do tej pory mieliśmy głównie flagowe modele oraz serię z dopiskiem "a". Teraz Nothing wprowadza literę "b". Oficjalna premiera pierwszego przedstawiciela tej rodziny, modelu Nothing Phone (4b), odbędzie się  już 7 lipca 2026 roku. Producent potwierdził to za pośrednictwem platformy X. Opublikowano tam żartobliwy, ręcznie rysowany szkic. Firma stwierdziła, że projektanci tak długo rysowali serię 4a, że przypadkiem stworzyli nowy telefon. https://x.com/nothing/status/2069329437204574505?proportion=1.78 Linia "b" to bezpośrednie wejście w terytorium tanich urządzeń. Producent chce w ten sposób powalczyć o zupełnie nowych klientów. Smartfon stanie do rynkowego pojedynku z takimi sprzętami, jak Google Pixel 10a (nasz test) czy popularnymi modelami z rodziny Samsung Galaxy A. Telefon zaoferuje najbardziej charakterystyczne cechy marki w znacznie niższej cenie. Kontrowersje i anulowany projekt Wizualnie Phone (4b) mocno nawiązuje do starszych braci. Z tyłu znajdziemy znajomą, owalną wyspę na aparaty w rogu obudowy. Udostępnione szkice zawierają nawet konkretne wymiary. Zaznaczono na nich aparat o grubości 2,15 mm oraz pierścienie obiektywów mierzące 2,5 mm i 3 mm. Dla porównania, wyżej pozycjonowany Nothing Phone (4a) Pro (nasz test) oferuje potrójny aparat ze 140-krotnym przybliżeniem i system świateł Glyph. Nadchodząca nowość będzie jego uproszczoną wersją, napędzaną prawdopodobnie przez procesor Snapdragon 7s Gen 4. W sieci nie brakuje jednak chłodnych ocen nadchodzącej premiery. Społeczność zgromadzona na platformie Reddit szybko połączyła fakty. Wiele wskazuje na to, że Phone (4b) to tak naprawdę anulowany smartfon taniej submarki CMF. Ze względu na rosnące na rynku ceny pamięci, producent mógł zdecydować się na wydanie sprzętu pod głównym szyldem Nothing. Taki zabieg pozwala nałożyć wyższą marżę i zrekompensować rosnące koszty produkcji. Dla kogo jest ten telefon? Kluczowa w tym przypadku pozostaje ostateczna wycena smartfonu. Główna kampania promocyjna prowadzona jest obecnie w Indiach we współpracy ze sklepem Flipkart. Z tego powodu szeroka premiera w innych regionach nie jest wcale taka pewna. Zastępowany przez nowość, starszy model zaczynał od równowartości około 245 dolarów (ok. 920 zł). Zainteresowani klienci z pewnością liczą na bardzo podobną kwotę na start. Jeśli podwyżki cen podzespołów zmuszą Nothing do zbytniego podniesienia ceny, model (4b) straci swój główny atut. Mimo to wizja taniego smartfonu, który nadal wygląda nowocześnie i wyróżnia się z tłumu, wydaje się obiecująca. To sprzęt dla osób, które chcą poczuć unikalny styl Nothing, ale nie potrzebują flagowych rozwiązań znanych z droższych wariantów. Zobacz: Smartfon idealny? Nothing ma na to pomysł [SALE-5846] [SALE-5847]

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Koszmar w Twoim salonie. Netflix wydaje grę, w której padem jest smartfon
Gry 23 CZE 2026

Koszmar w Twoim salonie. Netflix wydaje grę, w której padem jest smartfon

Wyobraź sobie mroczną, burzową noc i całkowity brak prądu w mieszkaniu. Netflix przygotował innowacyjną produkcję, która zamieni twój telefon w jedyne narzędzie ratunku. Uwięziona we własnym mieszkaniu Akcja skupia się na losach Avy. Kobieta zostaje uwięziona w swoim bloku podczas huraganu piątej kategorii. Jej jedynym kontaktem ze światem jest przyjaciółka Claire, która mieszka po drugiej stronie ulicy. Szybko okazuje się, że brak prądu to nie jedyne zmartwienie głównej bohaterki. Klatka schodowa jest zablokowana kłódką, u sąsiada panuje niepokojąca cisza, a bezpieczne z pozoru mieszkanie zamienia się w śmiertelną pułapkę. Zabawa ma zająć nam mniej więcej tyle czasu, co standardowy odcinek ulubionego serialu. Twórcy stawiają na maksymalną immersję i wciągające doświadczenie, co widać szczególnie w unikalnym sposobie sterowania. Twój telefon jako jedyna deska ratunku To, co wyróżnia "Unhinged" na tle innych gier, to nietypowa integracja z naszym smartfonem. Po uruchomieniu tytułu w zakładce z grami na platformie Netflix, wystarczy zeskanować kod QR z ekranu telewizora. Od tego momentu, nasz własny telefon staje się wirtualną latarką. Ruchy rąk gracza są przenoszone do gry w skali jeden do jednego, co pozwala na realistyczne oświetlanie mrocznych kątów pokoju. Zadbano również o wrażenia dźwiękowe. Gdy Ava otrzymuje w grze wiadomość lub połączenie, to nasz prawdziwy smartfon wibruje, dzwoni i odtwarza głos z głośnika. Z kolei cała reszta odgłosów otoczenia płynie prosto z telewizora, potęgując uczucie ciągłego osaczenia. Dwa tryby zabawy i gwiazdorska obsada Produkcja oferuje dwa podejścia do rozgrywki. Osoby nastawione wyłącznie na fabułę mogą wybrać tryb opowieści, w którym nie ma presji czasu i nie da się zginąć. Tryb standardowy to już wyzwanie dla naszych nerwów i refleksu. W kluczowych momentach na ekranie pojawia się kurczący się pasek czasu. Gracz musi wtedy szybko znaleźć odpowiedni interaktywny obiekt w pokoju. Porażka oznacza śmierć bohaterki, a wtedy gra cofa nas do ostatniego punktu zapisu. Za "Unhinged" odpowiada Night School Studio, czyli wewnętrzny zespół Netflixa znany z hitowej serii "Oxenfree". Udźwiękowieniem zajęli się utytułowani specjaliści: Jason Hill (znany m.in. z serialu "Mindhunter") oraz Ren Klyce. W grze usłyszymy znane, hollywoodzkie głosy. W rolę Avy wciela się Zoë Kravitz ("Batman"), jej przyjaciółkę gra Sadie Sink ("Stranger Things"), a dozorcę budynku, Bena, dubbinguje Troy Baker ("The Last of Us"). Premiera gry została zaplanowana na 30 czerwca 2026 roku. Tytuł będzie dostępny wyłącznie dla abonentów serwisu Netflix, bez żadnych reklam i uciążliwych mikropłatności.

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Xiaomi Vacuum S40 Pro trzymam pod łóżkiem. Dobrze wydane 800 zł
Telepolis.pl
Testy sprzętu 21 CZE 2026

Xiaomi Vacuum S40 Pro trzymam pod łóżkiem. Dobrze wydane 800 zł

Roboty sprzątające już dawno przestały być wynalazkiem – wyszły z wieku dziecięcego i potrafią coraz więcej. Choć nie zawsze jest to to, czego od takich urządzeń możemy oczekiwać. Wydaje nam się, że sprzątanie dzięki temu będzie trwało krócej. Przetestowałem stosunkowo nowy model Xiaomi Vacuum S40 Pro i mam mieszane uczucia. Wybór i zakup Żeby nie było – urządzenie zostało przeze mnie zakupione po długiej analizie tego, co wybrać. Złożyło się na to między innymi korzystanie z aplikacji MiHome, do której podłączonych mam kilka innych urządzeń: czajnik, lampkę nocną, włącznik bezprzewodowy i hub sterujący (miałem jeszcze kamery, ale obraziłem się na nie po tym, jak Xiaomi wprowadził abonament za monitoring). Mogłem co prawda wybrać coś droższego, ale bardziej zależało mi na tym, by stacja dokująca zmieściła się pod łóżkiem – dzięki temu zaoszczędziłem miejsce w sypialni i innych pomieszczeniach. Urządzenie zapakowano w karton niewiele od niego większy. Zmieściły się tam jeszcze nakładki mopujące, zasilacz, stacja dokująca, szczotka boczna i główna oraz dokumentacja, folie i taśmy zabezpieczające. Uruchomienie i podłączenie do aplikacji trwa kilkanaście minut. Wcześniej przygotowałem infrastrukturę elektryczną w postaci dodatkowego, ukrytego pod łóżkiem gniazda, tak by na zewnątrz nie było żadnych zbędnych kabli. Pierwsze uruchomienie to oczywiście obowiązkowa aktualizacja – choć z pewnych względów szkoda, że ją zrobiłem. Dlaczego? [DIFF:{"before":"256439","after":"256440","description":""}] [SALE-5823] Początkowe, irytujące problemy Okazało się, że po stworzeniu przez urządzenie mapy pomieszczeń – co trwa dosłownie minutę, może dwie (za sprawą wbudowanego radaru LDS) – robot zaczął zachowywać się dziwnie. Podczas różnych prób sprzątania zdarzało mu się omijać niektóre pomieszczenia, a nawet duże powierzchnie w salonie, sprzątając tylko po jego krawędziach. Do tego stopnia mnie to zirytowało, że pewnego dnia poświęciłem kilka godzin na uruchamianie sprzątania tak długo, aż w końcu wysprzątał całość. Nie obyło się też bez ponownego mapowania pomieszczeń. A dlaczego żałowałem, że od razu zrobiłem aktualizację? Bo może gdybym jej nie zrobił, odkurzacz sprawowałby się lepiej. Wiadomo – często „nowe jest wrogiem dobrego”. Gdy po kilku tygodniach ostatecznie się zniechęciłem, pojawiła się aktualizacja, która wyraźnie poprawiła działanie urządzenia. Robot zaczął sprzątać dokładniej i o ile większych powierzchni już nie pomija, o tyle zdarza mu się ominąć jakieś pomieszczenie. No i Xiaomi dostał imię – Zdzichu. Problemy stałe Mopowanie jest przydaną funkcją. Trzeba jednak przyznać, że S40 Pro ustawiony na najmocniejsze mopowanie zużywa oczywiście więcej wody, ale efekt jest taki, że podłoga jest bardziej mokra niż czysta. Pomaga zmniejszenie zużycia wody do poziomu 1 lub 2. Większą przeszkodą są progi – co prawda u mnie nie są zbyt wysokie, ale wyższe i ostrzejsze krawędzie sprawiają, że urządzenie nie zawsze sobie z nimi radzi. Producent zakłada, że robot potrafi przejechać po przeszkodach o wysokości 20 mm, ale w praktyce to się nie udaje. Czasami po kilku próbach odpuszcza i kończy sprzątanie. Wynika to między innymi z tego, że koła napędowe wykonane są z twardego plastiku, który na nawierzchni z płytek nie zawsze ma dobrą przyczepność. Inną kwestią jest dokładne sprzątanie narożników. Co prawda robot wysuwa boczną szczotkę i jeden z mopów, by dokładnie wyczyścić takie powierzchnie, ale zwłaszcza przy mopowaniu niezbyt dokładnie wymyje takie miejsca. Należy pamiętać też o tym, że zbiornik uzupełnia się wyłącznie czystą wodą – bez żadnych detergentów. Za to mopy po wyczyszczeniu kilku pomieszczeń potrafią być naprawdę brudne. Wyobrażam sobie, że bardziej rozbudowane roboty wyposażone w automatyczne pojemniki na śmieci i wodę są nieco mniej wymagające w obsłudze niż S40 Pro. Z drugiej strony zastanawia mnie, ile trwa przygotowanie ich do pracy i ile czasu trzeba poświęcić na dokładne wyczyszczenie. Dostrzegam oczywiście plusy tego, że urządzenie o wysokości niecałych 10 cm wjedzie pod łóżko, stoliki czy ławy, ale trzeba też odpowiednio przygotować przestrzeń. No, chyba że weźmiemy pod uwagę doskonały scenariusz: gołe ściany i żadnych mebli na podłodze. Jest też kwestia podstawowa – czas poświęcony na właściwe wyczyszczenie urządzenia po sprzątaniu. Wyjęcie szczotki głównej, jej wyczyszczenie (lub odwinięcie włosów) i przedmuchanie wnęki, w której jest umieszczona. Oczyszczenie pojemnika na śmieci, uzupełnienie wody, a także umycie wkładek mopujących. Jeśli zaniedbamy te czynności, skrócimy urządzeniu żywot. Do innych kwestii zaliczam fakt, że robot jest świetną zabawką dla kota. Kot na niego poluje, a bywa tak zawzięty, że Zdzichu głupieje, próbując go ominąć. Zdarza się też, że przy okazji zbierania kurzu wciągnie za ogon jakąś pluszową zabawkę naszego pupila. I nie jest prawdą, że na szczotki nie zawijają się włosy – zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak. Zalety Zacząłem od wad, ale mają je wszystkie odkurzacze tego typu – a te bardziej skomplikowane mogą mieć ich jeszcze więcej. Nie sposób jednak nie wspomnieć o zaletach. Odkurzacz kupiłem za nieco ponad 1000 zł około grudnia 2025 r. Teraz kosztuje 200 zł mniej. Ma bardzo pojemną baterię – ładuje się co prawda około 3 godzin – ale nigdy nie zdarzyło mi się narzekać na przerwy w sprzątaniu. Wystarcza na dom o powierzchni około 180 m². Mój ma 45, więc robot zużywa około 30 % naładowania i mogę sobie pozwolić na podwójne sprzątanie bez ładowania. Na uwagę zasługuje ogromna siła ssania sięgająca 15 000 Pa. Generuje co prawda spory hałas, ale wciąga prawie wszystko: małe kamienie, karmę dla kota, sierść, kurz i inne zabrudzenia. Odkurzacz ma też inne zalety, o których nie wspomniałem – np. po wykryciu dywanu unosi wkładki mopujące do góry. Nie sprawdziłem tej funkcji, bo zwyczajnie nie mam dywanów (według ostatnich badań iRobota, jedynie co 4. Polak ma w domu dywany). Ma też szereg czujników (poza LDS), które pozwalają mu omijać przeszkody i nie pozwolą spaść ze schodów.Jeśli przerwiesz mu sprzątanie w trakcie (z dala od stacji dokującej), żeby go wyczyścić lub opróżnić pojemnik na śmieci, i wyłączysz go, to po ponownym uruchomieniu bez problemu rozpozna, gdzie się znajduje (potrzebuje dłuższej chwili, żeby się odnaleźć). Może wtedy rozpocząć dokowanie i ładowanie albo kontynuować sprzątanie. Tutaj radar laserowy robi swoje i działa bezbłędnie. Jeśli ktoś często sprząta, może uruchamiać Zdzicha zdalnie albo według harmonogramu – pamiętając wcześniej o usunięciu drobnych przedmiotów z podłogi. Osobiście wolę tego nie robić, choć tak naprawdę mam kontrolę zdalną nad wszystkimi urządzeniami w domu.  Podsumowanie Ogólnie – za 800 zł (katalogowo 1249 zł) warto. Drożej niekoniecznie, bo można znaleźć lepiej wyposażone odkurzacze również w niższych cenach. Osobiście traktuję tego robota jako dobre uzupełnienie innego sprzętu domowego – na przykład ręcznego odkurzacza, który pozwala mi dokładniej dotrzeć w miejsca, do których Zdzichu nie dojedzie. Zwykłego mopa z detergentami też nie zastąpi, ale dobrze go uzupełni. Zatem zawsze liczą się subiektywne odczucia i znalezienie równowagi pomiędzy tym, co używamy, a tym, co chcielibyśmy używać. Mnie ten niedrogi Xiaomi się sprawdza. [SALE-5823]

2
JAKUB KRAM
1.

Popularne porównania