Ten router niczego nie udaje – po prostu jest dobry. Test TP-Link Archer BE400
Telepolis.pl
Testy sprzętu 26 STY 2026

Ten router niczego nie udaje – po prostu jest dobry. Test TP-Link Archer BE400

TP-Link Archer BE400 to pozornie prosty router Wi-Fi 7, który wyposażono w wiele zaawansowanych funkcji. Sprawdzamy, czy warto go kupić. Lubię sprzęt bez nonsensów. Taki, który niczego nie udaje, nie jest do niego przypisana żadna przekombinowana historia ani nie próbuje przyciągać uwagi krzykliwym wyglądem. Wiecie, sprzęt, który robi, co ma robić i najlepiej, jeśli robi to dobrze. No i takim sprzętem na pierwszy rzut oka jest TP-Link Archer BE400. Prosty, dwupasmowy router Wi-Fi 7 o wyglądzie topornym jak Volkswagen z końca ubiegłego wieku. Dodajmy, że można go mieć już za ok. 580 zł, a na pokładzie ma spory wachlarz zaawansowanych funkcji i zaczyna to brzmieć jak spełnienie marzeń co bardziej pragmatycznych użytkowników. Tylko jak to marzenie wypada w starciu z rzeczywistością? Wygląd i wykonanie Nie ma co ukrywać, TP-Link Archer BE400 wygląda dość spartańsko. Nie jest może ładny – na pewno nie w takim sensie, w jakim użyłaby tego słowa moja żona – ale osobiście jego pragmatyczny design uważam za miłą odmianę po gamingowych choinkach i designerskich meshach, jakie miałem okazję ostatnio testować. Niewątpliwym plusem testowanego modelu jest to, że nie znajdziemy tu kawałka zbędnego plastiku. Obudowa jest bardzo smukła, a do tego perforowana od góry i od dołu, co zapewnia przyzwoitą wentylację podzespołów bez konieczności uciekania się do dodatkowych wentylatorów. Anteny są „gołe”, tj. każda z nich stanowi osobny element i nie są obudowane tak jak chociażby w większości modeli gamingowych. Nie jest to może szczególnie estetyczne, ale daje dodatkową elastyczność przy ustawianiu routera, ponieważ możemy ręcznie zmienić ustawienie każdej z nich. A skoro o tym mowa, warto wspomnieć, że od spodu TP-Link Archer BE400 ma nie tylko gumowane nóżki, dzięki którym stabilnie stoi na blacie, ale także haczyki umożliwiające powieszenie go w pionie. To jeden z wielu ukłonów pod adresem bardziej zaawansowanych użytkowników. Kolejnym są tutejsze diody LED, których mamy aż siedem. Służą one do sygnalizowania stanu urządzenia, połączenia oraz działania poszczególnych funkcji. Każda z nich oznaczona jest czytelną ikoną, dzięki czemu łatwo się połapać, co się dzieje z urządzeniem, bez konieczności każdorazowego odpalania panelu. Co więcej, jak na tak rozbudowany panel informacyjny prezentuje się to dość subtelnie i nijak nie rozprasza podczas codziennego używania. A nawet jeśli, to nic nie stoi na przeszkodzie, by z poziomu aplikacji diody wyłączyć całkowicie lub ustawić ich wygaszanie według harmonogramu. Jeśli chodzi o dostępne złącza, nie to nie ma tu większych ekscesów. Mimo to jak na model de facto budżetowy, wachlarz dostępnych opcji jest spory. Znajdziemy tu pojedynczy port WAN (2,5 Gbps), cztery LAN (1x 2,5 Gbps, 3x 1 Gbps) i pełnowymiarowe USB-A 3.2. Ciekawostka – to ostatnie jest jedynym złączem umieszczonym z boku obudowy. Cała reszta znajduje się z tyłu i została wyraźnie oznaczona kolorami. Dodatkowo nie zabrakło wygodnych przycisków WPS, resetu i zasilania. A wykonanie? Solidne, ale bez fajerwerków. Konstrukcja to w większości plastik i to niekoniecznie taki z półki premium. Spasowanie elementów jest jednak bez zarzutu, a gdyby router przypadkiem mi upadł na ziemię, to prawdopodobnie wyszedłby z tego bez szwanku. Jest też bardzo lekki, bo waży ok. 601 g. Funkcjonalność i aplikacja Zarządzanie routerem TP-Link Archer BE400 może się odbywać na jeden z dwóch sposobów: z poziomu przeglądarki albo z wykorzystaniem aplikacji mobilnej TP-Link Tether. Funkcjonalnie ich możliwości są zbliżone, a różnią się głównie interfejsem. W pewnym uproszczeniu, apka jest nieco bardziej przyjazna dla początkujących użytkowników i mocniej bazuje na elementach graficznych, natomiast panel webowy operuje głównie tekstem i tabelkami, ale za to zaawansowane funkcje są nieco łatwiej dostępne. Niezależnie jednak od tego, jak zamierzacie sterować routerem, w panelu admina czeka na Was sporo fajnych atrakcji. Począwszy od przejrzyście zwizualizowanej mapy sieci i wykorzystania zasobów, poprzez możliwość tworzenia osobnych sieci dla gości i urządzeń IoT, aż po dodatkowe funkcje pokroju ochrony rodzicielskiej czy wbudowanego VPN (i to zarówno w roli klienta, jak i serwera). Ba, możemy nawet skonfigurować sieć mesh, w której testowany model może przejąć rolę jednego z modułów. To bogactwo różnych narzędzi oraz opcji konfiguracji stanowi jeden z głównych atutów sprzętu TP-Link, w związku z czym miło widzieć, że nawet niedrogi Archer bynajmniej na tym polu nie zawodzi. Swoją funkcjonalnością bohater testu mógłby zawstydzić niejeden model kilkukrotnie droższy. Niestety jest też łyżka dziegciu. Część funkcji – głównie tych związanych z bezpieczeństwem – wymaga dodatkowej subskrypcji. Do tego wcale nie należy ona do najtańszych. Za pakiet Bezpieczeństwo+ trzeba zapłacić 29,99 zł miesięcznie lub 199,99 zł rocznie. To oznacza, że co dwanaście miesięcy musielibyśmy dopłacić mniej więcej 1/3 ceny samego urządzenia, by cieszyć się kompletem wszystkich funkcji. Trochę boli. Jakość połączenia w praktyce TP-Link Archer BE400 może się pochwalić obsługą Wi-Fi 7, choć złośliwcy mogliby powiedzieć, że jest ona odrobinę wybrakowana. Mamy tutaj tylko dwa pasma: 2,4 i 5 GHz. Nie ma natomiast obsługi pasma 6 GHz, które – w teorii – robi największą różnicę w przypadku nowego standardu. Specyfikacja na papierze nie jest jednak aż tak istotna, a liczą się realne osiągi. Tutaj w przypadku Wi-Fi teoretycznie możemy uzyskać przepustowość rzędu 6,5 Gbps – taką wartość deklaruje producent. To oczywiście czysto teoretyczny sufit. W praktyce wyniki będą niższe, choć nadal wypadają bardzo dobrze. W optymalnych warunkach podczas testu z iPhone 17 Pro Max nie miałem problemu, by w testach uzyskać 930 Mbps przy pobieraniu danych i 297 Mbps przy wysyłaniu, wykorzystując tym samym pełną przepustowość mojego światłowodu. Na drugim końcu mieszkania, czyli dwa pomieszczenia dalej i z przeszkodą w postaci zbrojonych ścian, nadal udawało mi się wyciągnąć ok. 300 Mbps przy pobieraniu oraz wysyłaniu. Mając na uwadze cenę sprzętu, uważam, że to dobry wynik. TP-Link Archer BE400 stanowi wyraźny upgrade względem większości routerów oferowanych przez dostawców Internetu oraz sprawdzi się w mieszkaniach o trudnym układzie pomieszczeń. No a nawet gdyby nie wystarczył, zawsze można na jego bazie zbudować sieć mesh. Podsumowanie TP-Link Archer BE400 niczego nie udaje, bo nie musi – on po prostu jest dobry. To doskonała propozycja dla nieco bardziej zaawansowanych użytkowników domowych, którzy szukają czegoś więcej, niż zapewnia im domyślny router od dostawcy Internetu, ale nie chcą wydawać fortuny. Tutaj znajdą doskonałe parametry, rozbudowaną funkcjonalność i całkiem wygodne opcje zarządzania. No i jeśli myślicie w tych kategoriach, to pewnie przypadnie Wam także do gustu jego prosty, bezpretensjonalny design. Myślę, że za ok. 580 zł trudno znaleźć sprzęt, który wyraźnie by z bohaterem testu wygrywał. Z mojej strony to rekomendacja praktycznie bez wahania. [SALE-3041]

6
ARKADIUSZ BAłA
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Awaria PKO BP. Części osób nie działa IKO i iPKO
Wiadomości 10:42

Awaria PKO BP. Części osób nie działa IKO i iPKO

0
PAWEł MARETYCZ
1.
WhatsApp czyta nasze wiadomości? Padły poważne oskarżenia
Aplikacje 10:15

WhatsApp czyta nasze wiadomości? Padły poważne oskarżenia

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Pilny komunikat Poczty Polskiej. Dotyczy aż 6 województw
Wiadomości 09:46

Pilny komunikat Poczty Polskiej. Dotyczy aż 6 województw

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Kalendarz Google niebawem przejdzie sam siebie. Funkcje są coraz lepsze
Aplikacje 09:22

Kalendarz Google niebawem przejdzie sam siebie. Funkcje są coraz lepsze

0
ANNA KOPEć
1.
Zmiana na Allegro. Ustaw, a nie będzie pomyłki
Wiadomości 08:51

Zmiana na Allegro. Ustaw, a nie będzie pomyłki

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Adaptacja bestsellera hitem w Polsce. Wszystkie 8 odcinków już dostępne
Telewizja i VoD 08:19

Adaptacja bestsellera hitem w Polsce. Wszystkie 8 odcinków już dostępne

0
ANNA KOPEć
1.
Android 17 wprowadzi ogrom zmian. Tak wyglądają w praktyce
Oprogramowanie 07:45

Android 17 wprowadzi ogrom zmian. Tak wyglądają w praktyce

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Duży bank ogłosił przerwę. Zacznie się dziś o 22:00
Płatności bezgotówkowe 07:14

Duży bank ogłosił przerwę. Zacznie się dziś o 22:00

0
ANNA KOPEć
1.
Intel nie kłamał. Testy potwierdzają wyższość Panther Lake
Sprzęt 26 STY 2026

Intel nie kłamał. Testy potwierdzają wyższość Panther Lake

6
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Google może się schować. Microsoft pokazał swojego nowego potwora
Sprzęt 26 STY 2026

Google może się schować. Microsoft pokazał swojego nowego potwora

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Rynek w tarapatach. Dostawy i sprzedaż mocno w dół
Sprzęt 26 STY 2026

Rynek w tarapatach. Dostawy i sprzedaż mocno w dół

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
YouTube testuje granice naszej cierpliwości? Ta funkcja może być płatna
Aplikacje 26 STY 2026

YouTube testuje granice naszej cierpliwości? Ta funkcja może być płatna

6
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Tego się już nie zatrzyma. Chiny mówią, że to epokowy przełom
Tech 26 STY 2026

Tego się już nie zatrzyma. Chiny mówią, że to epokowy przełom

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
ING z nowością. Przyłóż kartę do telefonu i zobacz, co się stanie
Bezpieczeństwo 26 STY 2026

ING z nowością. Przyłóż kartę do telefonu i zobacz, co się stanie

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Pędź do MediaMarkt. Mają tam nową strefę, a w niej tanie iPhone’y
Sprzęt 26 STY 2026

Pędź do MediaMarkt. Mają tam nową strefę, a w niej tanie iPhone’y

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Rozmowa ze 112 przebiegnie inaczej. Ministerstwo Zdrowia wprowadzi zmiany
Wiadomości 26 STY 2026

Rozmowa ze 112 przebiegnie inaczej. Ministerstwo Zdrowia wprowadzi zmiany

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Złe wieści dla graczy. Intel ARC B770 nie będzie
Sprzęt 26 STY 2026

Złe wieści dla graczy. Intel ARC B770 nie będzie

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Apple AirTag wraca w nowej wersji. Teraz wszystko 2 razy lepsze
Sprzęt 26 STY 2026

Apple AirTag wraca w nowej wersji. Teraz wszystko 2 razy lepsze

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
Robisz zakupy w Tedi? Tego lepiej nie wkładaj
Sprzęt 26 STY 2026

Robisz zakupy w Tedi? Tego lepiej nie wkładaj

Tedi może i nie jest najpopularniejszym sklepem w Polsce, ale na pewno ma aspiracje, aby dogonić, lub nawet wyprzedzić Action. Okazuje się jednak, że na niektóre produkty z tego sklepu zdecydowanie powinniśmy uważać. Tak wynika z kontroli przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową. Organ ten sprawdził 30 modeli słuchawek i smartwatchy sportowych. Okazało się, że odkryto nieprawidłowości w części z nich. Co więcej, nie chodzi tu wyłącznie o problemy natury formalnej, ale o zbyt wysokie stężenie szkodliwych substancji w konkretnych produktach. Toksyczne słuchawki z Tedi A mianowicie o zbyt wysokie stężenie toksycznych substancji w słuchawkach. I tak w przypadku słuchawek TDTWS-01-MX/1 (black) stwierdzono przekroczenie bezpiecznych norm ołowiu o ponad 50%. Ten sam problem dotyczy modelu TDTWS-02-MX (White), który można zakupić w tym sklepie. Tym samym pod żadnym pozorem nie wkładajcie ich do swojego koszyka podczas zakupów.  Warto jednak podkreślić, że nie tylko Tedi ma coś za uszami. W przypadku A-tom Webski Hurt model WB340 ma dokładnie ten sam problem. Co więcej, nie znajdziemy na nim stosownego oznaczenia CE, ani niczego, co pozwala na identyfikację sprzętu. Dokładnie te same problemy stwierdzono w kolejnym produkcie tego dostawcy, oznaczonym jako 072021.  Jeśli chodzi o problemy formalne, to smartwatch EXTRALINK LIFESTYLE F89 ma nieprawidłową deklarację zgodności. Z pełnymi wynikami badań możecie zapoznać się na stronie UOKiK. 

1
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

"Rycerz Siedmiu Królestw" sprzeciwia się tradycji. Nie ma 3 charakterystycznych rzeczy
Telewizja i VoD 26 STY 2026

"Rycerz Siedmiu Królestw" sprzeciwia się tradycji. Nie ma 3 charakterystycznych rzeczy

"Rycerz Siedmiu Królestw" to miła odskocznia od całej serii "Gry o tron", nakręcona w specyficznym tonie, w którym nie brakuje komedii. Jednak nie tylko tym różni się od całej serii. "Rycerz Siedmiu Królestw" to niezły buntownik Już od samego początku sprzeciwia się tradycji "Gry o tron" i to na kilka sposobów. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, "Gry o tron" i "Ród smoka", "Rycerz Siedmiu Królestw" nie zawiera smoków, ani intryg o Żelazny Tron. Jak ujawnia najnowszy (drugi już) odcinek, brakuje w nim również trzeciego elementu, charakterystycznego dla całej tej kultowej serii: rozbudowanej sekwencji tytułowej. "Gra o tron" ma swoją mapę z mechanizmem, a "Ród Smoka" drzewo genealogiczne Targaryenów i historyczne gobeliny. "Rycerz Siedmiu Królestw" ma jedynie planszę tytułową. Jest tu bardzo skromnie. Składa się na nią jedynie biały tekst na czarnym tle, bez epickiego motywu przewodniego "Gry o tron" Ramina Djawadiego.  Wszystko jest dokładnie przemyślane Zdaniem showrunnera Iry Parkera, decyzja ta wynika z postawy głównego bohatera, "Rycerza Siedmiu Królestw", Ser Duncana (Dunka Wysokiego), granego przez Petera Claffeya.  Wszystkie decyzje należały do Dunka, który starał się oddać, w każdym aspekcie serialu, nawet w czołówce, jaki jest jego charakter. Czołówki w "Grze o tron" oraz "Rodzie smoka" są wielkie, epickie i niesamowite. Muzyka Ramina Djawadiego jest orkiestrowa, rozległa i piękna. To nie do końca styl Dunka. On jest zwyczajny, prosty i konkretny. Nie ma w nim blichtru. powiedział Ira Parker, showrunner w wywiadzie dla Entertainment Weekly. Brak efekciarstwa Jest to zabieg zamierzony i kluczowy dla opowiadań George'a R.R. Martina z cyklu "Dunk i Jajo", na których oparty jest serial "Rycerz Siedmiu Królestw". To ma być zwykła opowieść, o zwykłych ludziach Siedmiu Królestw. Rozbudowana sekwencja tytułowa wcale nie jest tu potrzebna.  https://www.youtube.com/watch?v=z4fz9hbEQLA Drugi odcinek serialu "Rycerz Siedmiu Królestw" można oglądać już od dziś w serwisie HBO Max. Premiera na HBO odbędzie się wieczorem, o 20:50. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Awaria ogrzewania? W ten sposób przetrwasz nagłe mrozy
Poradniki 24 STY 2026

Awaria ogrzewania? W ten sposób przetrwasz nagłe mrozy

Ostry mróz towarzyszy nam już od wielu dni i mimo lekkiego ocieplenia, ma powrócić z pełną siłą. Niestety, coraz więcej w sieci widać zgłoszeń z całej polski dotyczących awarii sieci ciepłowniczych, które ewidentnie nie radzą sobie z obecnymi warunkami. Warto więc wiedzieć, co z tym zrobić. Nie zamierzam tutaj dawać porad, które zakładają większą ingerencję w konstrukcje budynków, ponieważ to mija się z celem. Montaż pompy ciepła z funkcją grzania w środku zimy przy obecnych mrozach brzmi raczej jak żart, a nie realne rozwiązanie problemu.  Ubieraj się ciepło, ale nie rezygnuj z wietrzenia Zanim pobiegniesz do sklepu po coś, co podniesie temperaturę, to załóż bluzę i sprawdzaj komunikaty. Mieszkanie może nie zdążyć się porządnie wychłodzić, zanim ogrzewanie nie wróci. Nie ma sensu więc kupować zbędnego sprzętu w takim wypadku. Oczywiście wciąż — o ile jakość powietrza jest na dobrym poziomie — warto jest wietrzyć mieszkanie. I chociaż zabrzmi to mało intuicyjnie, najlepszą metodą nie jest uchylanie, czy rozszczelnianie okien, a otworzenie ich na oścież na kilka minut. W ten sposób uzyskamy najlepsze wyniki z utratą najmniejszej ilości ciepła. Dodatkowo dobrym pomysłem jest picie gorącej herbaty oraz wyciągnięcie koca z szafy. Warto także, aby domownicy przebywali i spali w tym samym pomieszczeniu. Nasze ciała są niezłymi grzejnikami. Nie zapominajcie także o tym, że gotowanie w domu także podnosi temperaturę wewnątrz. Jeśli to jednak jest za mało, to przejdźmy do innych metod ogrzewania. Metody, z których nie korzystaj Wróćmy do pomp ciepła. Zawsze znajdzie się jakiś As, który stwierdzi, że przecież można ją podłączyć się do wentylacji. Jednak osoby korzystające z ogrzewania z sieci ciepłowniczej to zwykle mieszkańcy bloków lub kamienic. W takim wypadku możemy narobić więcej szkody, niż pożytku generując nadciśnienie w przewodach wentylacyjnych. Pod żadnym pozorem tego nie róbcie. Możecie naprawdę zaszkodzić swoim sąsiadom. Gorszym pomysłem jest tylko podłączenie do niej komina piecyka gazowego. Wtedy wszystkie jego spaliny, a więc dwutlenek i tlenek węgla będą rozprowadzane do naszych sąsiadów z powodu wyższego ciśnienia spowodowanego wprowadzeniem gorących spalin bezpośrednio do wentylacji. To jest wręcz śmiertelnie niebezpieczne. Jedyną jeszcze gorszą rzeczą może być tylko wniesienie pieca typu koza i podłączanie go do wentylacji.  Metody dość tanie, skuteczne, acz pełne restrykcji Tu do gry wchodzą piecyki gazowe. Te należy stosować jedynie w pomieszczeniach z wentylacją. Jeśli nie podłączymy ich bezpośrednio do niej, to nie będą stanowiły większego zagrożenia. Oczywiście powinny im towarzyszyć czujniki tlenku węgla. A to dlatego, że niewystarczająca wentylacja może zwiększyć powstawanie tlenku węgla i zakończyć się tragedią. Oczywiście to nie wszystko. Poza samym piecem potrzebna jest nam także butla gazu.  Sęk w tym, że nie w każdym mieszkaniu można z niej korzystać. Jest to kwestia przepisów przeciwpożarowych. Jeśli w danym budynku mamy do czynienia z zakazem, to ta metoda ogrzewania rzecz jasna odpada. Najlepiej w sprawie tej odezwać się do administracji jeszcze przed zakupem piecyka. Plusem tego rozwiązania jest na pewno jego niska cena, zarówno zakupu, jak i jego zasilania. Minusem są ograniczenia w użytkowaniu oraz znacznie niższy poziom bezpieczeństwa, niż w innych zastosowaniach.  [SALE-2949] Kolejną, której  jednak nikt nam już nie zabroni, są piecyki naftowe. W ich przypadku nikt nie może nam zabronić z ich korzystania, ponieważ są zasilane płynną naftą, a nie gazem. Mają jednak dwie dodatkowe wady: śmierdzą naftą na samym początku i na końcu korzystania z nich. Tu także pojawia się konieczność wietrzenia oraz stosowania czujników tlenku węgla.  Tani sprzęt, wysokie rachunki i głośne działanie Mowa tu o termowentylatorach, zwanych potocznie farelkami. Ich działanie jest bardzo proste: wentylator rozprowadza gorące powietrze z nagrzanego drutu oporowego. Efektywność energetyczna tego rozwiązania zbliża się do 100%, co tylko na papierze brzmi jak idealna opcja na ogrzanie mieszkania. W praktyce potrzebujemy kilka kW energii nawet do małego lokalu. Co więcej, po wyłączeniu termowentylatora dość szybko całość się ochładza, ponieważ zyskujemy głównie ciepłe powietrze. Musi on więc działać praktycznie ciągle, co w przypadku termowentylatora o mocy 2 kW, który pracuje przez 12 godzin, daje nam niedogrzane mieszkanie i 24 kWh na rachunku za każdą dobę.  A jaki wybrać? W sumie... najtańszy. Żaden nie wygeneruje więcej energii niższym kosztem, bo przekroczenie sprawności energetycznej na poziomie 100% nie jest możliwe. Jego plusem na pewno jest to, że zajmuje bardzo mało miejsca i łatwo go schować, chociażby w szafie, nawet w małym mieszkaniu. [SALE-2955] Jednak pod żadnym pozorem nie kupujcie miniaturowych konstrukcji o małej mocy, które są określane jako termowentylatory energooszczędne. Fizyki nie oszukacie: do ogrzania pomieszczenia potrzeba określonej energii cieplnej. Jeśli dostarczycie jej mniej, to... będzie chłodniej. W krytycznych wypadkach mieszkanie może się szybciej wychładzać, niż takie urządzenie je dogrzewać. To żadna oszczędność.  Grzejniki elektryczne Jest cicho, jest stosunkowo tanio przy zakupie, jest drogo przy opłacaniu rachunków. Tu mamy dwa typy: konwektorowy i olejowy. Zajmijmy najpierw się konwektorowym: ten jest zdecydowanie lżejszy, oraz znacznie szybciej się nagrzewa, co za tym idzie, szybciej ogrzewa pomieszczenie. Jego zasada działania jest prosta: ogrzewa chłodne powietrze, które dostaje się do niego od dołu i wypuszcza ciepłe górą. Kiedy ten proces wystartuje, to chłodne powietrze zostaje zasysane. W ten sposób mamy cyrkulację ciepłego powietrza w pomieszczeniu. Kiedy go wyłączymy z prądu, natychmiast przestaje grzać. [SALE-2956] Jeśli chodzi o grzejnik elektryczny olejowy, to nagrzewa się on zdecydowanie wolniej, jednak przy okazji znacznie dłużej oddaje ciepło, nawet po jego wyłączeniu. Warto jednak podkreślić, że jego zdolność do akumulacji ciepła nie przekłada się na oszczędności. Zużycie energii w przypadku tych dwóch grzejników jest identyczne, nawet jeśli uwzględnimy to, że olejowy dłużej trzyma ciepło. [SALE-2957] Podsumowanie Jak widać, w każdej bezpiecznej, alternatywnej metodzie potrzebna jest energia elektryczna. Urządzenia niezależne od niej są natomiast potencjalnie niebezpieczne oraz wymagają wielu restrykcji. Otwartym pytaniem pozostaje więc to, co cenicie bardziej: bezpieczeństwo, czy oszczędności?  

9
PAWEł MARETYCZ
1.

Popularne porównania