Grają tak dobrze, jak wyglądają. Test Nothing Ear (3a)
Testy sprzętu 08 LIP 2026

Grają tak dobrze, jak wyglądają. Test Nothing Ear (3a)

Nothing Ear (3a) to nowe słuchawki TWS, które bez dwóch zdań przykuwają uwagę swoim niecodziennym wyglądem. Sprawdzamy, czy warto je kupić. O marce Nothing można powiedzieć wiele rzeczy, ale jednego nie można jej odmówić: urządzenia brytyjskiego producenta mocno wyróżniają się z tłumu. Nie inaczej jest z nowymi słuchawkami TWS Nothing Ear (3a), które właśnie debiutują w cenie 459 zł. Docelowo mają być tańszą alternatywą dla modelu Nothing Ear (3). Jak sprawdzają się w tej roli i czy w ogóle warto się nimi zainteresować? Wygląd i wykonanie Nie będę owijał w bawełnę: wygląd to prawdopodobnie najmocniejsza strona testowanych słuchawek. Charakterystyczny retrofuturystyczny styl marki Nothing z dużym naciskiem na przeźroczyste elementy obudowy został tutaj dopracowany niemal do perfekcji, a wprowadzenie elementów w wyrazistych kolorach (żółty w przypadku egzemplarza testowego) dało naprawdę spektakularny efekt. Jest to o tyle warte podkreślenia, że jeśli na chwilę zapomnieć o wizualnych fajerwerkach, to konstrukcyjnie Nothing Ear (3a) nie różnią się za bardzo od dziesiątek, jeśli nie setek innych słuchawek TWS na rynku. Producent poszedł tutaj w duże kopułki z silikonowymi tipsami przymocowane do krótkiego trzpienia, co jest aktualnie chyba najpopularniejszym rozwiązaniem w świecie mobilnego audio. Trzeba natomiast przyznać, że przeźroczysta obudowa i świadome stosowanie mocniejszych akcentów stylistycznych dodają całości unikalnego charakteru. Prywatnie podobają mi się zwłaszcza kolorowe oznaczenia lewej i prawej słuchawki. Nawet jeśli w teorii są zbędne – łatwo to rozpoznać po samym kształcie – to są chyba podręcznikowym połączeniem funkcji użytkowej z czystą estetyką. Pod względem wykonania mamy tu do czynienia z solidnym, twardym tworzywem oraz bardzo dobrym spasowaniem elementów. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Jeśli chodzi o etui, to wygląda ono niemal równie spektakularnie co same słuchawki. Przeźroczysta pokrywa i nieregularny kształt przyciągają uwagę, a jednocześnie nie przekreślają w żaden sposób funkcjonalności akcesorium. Wręcz przeciwnie – pozwoliły na umieszczenie w środku trójsegmentowej diody, która czytelnie sygnalizuje stan naładowania słuchawek. Całość mieści się w małej kieszonce jeansów, jest solidnie wykonana, a moim jedynym zastrzeżeniem byłoby to, że pozycja samych słuchawek w etui jest odrobinę nieintuicyjna i początkowo trafienie w odpowiedni kąt wymaga przyzwyczajenia. No i mając Nothing Ear (3a) nie możecie zapominać o higienie uszu, bo pod tutejszą pokrywą nic się nie ukryje. Komfort i obsługa Nothing Ear (3a) to słuchawki dokanałowe o płytkie aplikacji. W uchu trzymają się głównie na małżowinie, a tipsy służą tu głównie do zapewnienia odpowiedniej izolacji. Muszę natomiast przyznać, że o ile normalnie stabilność tego typu konstrukcji budzi u mnie spore wątpliwości, tak testowany model wypada pod tym względem całkiem nieźle. Podczas codziennego korzystania słuchawki siedziały w uchu pewnie i nie wypadały. Przy dłuższych sesjach pod wpływem potu zdarzało im się zgubić nieco izolacji, ale skala problemu nadal pozostaje niewielka. Oczywiście warto pamiętać o doborze odpowiednich tipsów. W zestawie znajdziemy cztery pary w różnych rozmiarach. Obsługa słuchawek odbywa się z wykorzystaniem gestów dotykowych – konkretnie poprzez długie lub krótkie ściśnięcie trzpienia. Działa to sprawnie, responsywność nie budzi zastrzeżeń i nie trzeba się obawiać o przypadkową aktywację niechcianej funkcji. Jest to natomiast nieco mniej intuicyjny styl obsługi niż rozwiązania na bazie tapnięć, więc przyzwyczajenie się do niego może zająć dłuższą chwilę. Łączność i aplikacja Testowane słuchawki łączą się z telefonem z wykorzystaniem łączności Bluetooth 6.0. Na plus warto odnotować obsługę funkcji Google Fast Pair oraz działający multipoint, pozwalający na jednoczesne połączenie z dwoma różnymi urządzeniami. Dostęp do zaawansowanych funkcji testowanego modelu uzyskamy za pośrednictwem aplikacji Nothing X dostępnej dla Androida i iOS. To chyba jeden z lepszych programów tego typu. Apka może się pochwalić schludnym, czytelnym interfejsem oraz całkiem rozbudowaną funkcjonalnością. Z bardziej praktycznych rzeczy warto wspomnieć chociażby o obecności wbudowanego korektora, możliwości personalizacji gestów ściśnięcia oraz dostosować siłę tłumienia. Znajdziemy tu także kilka intrygujących, choć niekoniecznie równie przydatnych funkcji, w tym chociażby symulację dźwięku przestrzennego. [gallery][img]257592[/img][img]257595[/img][img]257591[/img][img]257594[/img][img]257593[/img][img]257590[/img][/gallery] Ciekawostką jest natomiast wbudowane narzędzie Audio Snapshot, które pozwala nagrać minutę odtwarzanego utworu lub ścieżki dźwiękowej filmu albo nawet do dwóch godzin połączeń i spotkań. W tym drugim przypadku w połączeniu z funkcją Pro Transcription aplikacja potrafi przygotować nam ich transkrypcję, co na papierze wygląda jak dość praktyczne rozwiązanie. Minus jest taki, że jest to funkcja na bazie sztucznej inteligencji i jako taka jest dość mocno limitowana. Możemy z niej korzystać za darmo raptem przez trzy miesiące z limitem 120 minut nagrań na każdy miesiąc. Izolacja i ANC Nothing Ear (3a) posiadają funkcję aktywnej redukcji szumów (ANC). Jej skuteczność określiłbym jako zadowalającą, ale niewiele ponadto. Słuchawki potrafią odciąć dźwięk otoczenia na tyle skutecznie, by komfortowo słuchać muzyki lub podcastu podczas spaceru w centrum miasta, ale nie odcinają nas od otoczenia w stu procentach. Biorąc jednak pod uwagę cenę oraz konstrukcję omawianego modelu, nie jest to wielkim zaskoczeniem. Jakość dźwięku Nothing Ear (3a) oferują sensowny zestaw obsługiwanych kodeków, ponieważ obok SBC i AAC dostajemy LDAC, czyli jeden z popularniejszych kodeków wysokiej rozdzielczości. Dźwięk, który dochodzi naszych uszu, jest bardzo satysfakcjonujący. Słuchawki domyślnie grają mocno basowo. Niskie tony miewają tendencję do wysuwania się na pierwszy plan i potrafią brzmieć dość pusto, szczególnie tam, gdzie w utworze pojawia się dużo subbasu. Jest to mój najpoważniejszy i w sumie jedyny znaczący zarzut wobec tutejszego grania. Cała reszta wypada naprawdę dobrze. Nie mamy tutaj może do czynienia z dźwiękiem klasy audiofilskiej, ale jak na sprzęt strojony stricte pod masowego odbiorcę ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Nothing Ear (3a) grają spójnie i mają fajnie zarysowaną scenę. Średnica brzmi naturalnie, wokale nie giną w miksie, a wysokie tony wybrzmiewają tak jak powinny. Mając na uwadze cenę i docelowe zastosowanie testowanego modelu, wszystko jest na swoim miejscu i nie za bardzo mam powody do marudzenia. Nawet strojenie jest bardzo uniwersalne i choć testowany model najlepiej odnajdzie się w szeroko pojętej muzyce popularnej (urok podbitych basów), to generalnie nie ma gatunku, który byłby tutaj nie na miejscu. Mikrofon Wbudowany mikrofon oceniam pozytywnie. Dźwięk jest czysty i wyraźny. Rejestrowany głos jest lekko przebarwiony, ale w granicach rozsądku. Nie odnotowałem też poważnych zakłóceń z przesterami i innymi zakłóceniami. Bateria Wytrzymałość akumulatora w przypadku Nothing Ear (3a) wypada raczej bez szału. Według deklaracji producenta słuchawki pozwalają na ok. 6 godzin ciągłego odtwarzania muzyki z włączonym ANC. Po uwzględnieniu etui, łączny czas wydłuża się do 25 godzin. Niestety taki wynik nie wyrywa z butów, ale za to mniej więcej pokrywa się to z moimi obserwacjami.  Podsumowanie Nothing Ear (3a) to dobre słuchawki – to nie ulega wątpliwości. Fenomenalnie wyglądają, są wygodne, dobrze grają i ogólnie w toku testów nie odnotowałem żadnych poważnych potknięć. Generalnie mogę je polecić z czystym sumieniem. Mają jednak podobny problem do testowanego wcześniej modelu wokółusznego, Nothing Headphone (a). Tamte słuchawki w próżni też wypadały całkiem OK, jednak sens ich zakupu podważała niewielka różnica w cenie względem droższych i wyraźnie lepszych Nothing Headphone (1). Także tutaj cena rzędu 459 zł wygląda całkiem atrakcyjnie… dopóki nie zdamy sobie sprawy, że za 569 zł można znaleźć pozycjonowane wyżej i co najmniej równie udane Nothing Ear (3).  W skrócie: to kawał świetnego sprzętu, ale z zakupem chyba poczekałbym na pierwsze obniżki. [SALE-6109]

2
ARKADIUSZ BAłA
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Potężna dawka energii za grosze. Hama Pocket uratuje ci telefon już od 39,90 zł
Sprzęt 12:43

Potężna dawka energii za grosze. Hama Pocket uratuje ci telefon już od 39,90 zł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Skarbówka dojechała go za abonament RTV. Ponad 130 tys. długu
Wiadomości 12:12

Skarbówka dojechała go za abonament RTV. Ponad 130 tys. długu

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Kapitan Bomba powraca. Nowy odcinek już za kilka dni
Telewizja i VoD 11:38

Kapitan Bomba powraca. Nowy odcinek już za kilka dni

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Plus: 492 stacje bazowe, nowe i ulepszone. Zasięg 5G rośnie
Wiadomości 11:06

Plus: 492 stacje bazowe, nowe i ulepszone. Zasięg 5G rośnie

9
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Spotify z nową funkcją. Proste rozwiązania cieszą najbardziej
Aplikacje 10:35

Spotify z nową funkcją. Proste rozwiązania cieszą najbardziej

0
ANNA KOPEć
1.
Rząd uszczelnia rynek. Koniec z chaosem i patologiami
Wiadomości 10:04

Rząd uszczelnia rynek. Koniec z chaosem i patologiami

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
17-latek odebrał prawo jazdy. Policja zabrała dokument po kilku godzinach
Moto 09:32

17-latek odebrał prawo jazdy. Policja zabrała dokument po kilku godzinach

3
ANNA KOPEć
1.
Ta przeglądarka blokuje reklamy na YouTube. Premium bez Premium
Aplikacje 08:51

Ta przeglądarka blokuje reklamy na YouTube. Premium bez Premium

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Diuna: Część Trzecia. Genialny zwiastun - trudno się od niego oderwać
Rozrywka 08:19

Diuna: Część Trzecia. Genialny zwiastun - trudno się od niego oderwać

0
ANNA KOPEć
1.
Xbox idzie w ślady PlayStation
Gry 07:49

Xbox idzie w ślady PlayStation

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Pekao nie szczędzi procentów. Nowa oferta jest naprawdę korzystna
Fintech 07:16

Pekao nie szczędzi procentów. Nowa oferta jest naprawdę korzystna

1
ANNA KOPEć
1.
ChatGPT będzie mniej niezręczny. OpenAI pokazuje GPT-Live
Oprogramowanie 08 LIP 2026

ChatGPT będzie mniej niezręczny. OpenAI pokazuje GPT-Live

3
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Apple stawia na Made in USA. Pomoże w tym inna znana firma
Tech 08 LIP 2026

Apple stawia na Made in USA. Pomoże w tym inna znana firma

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Viper Steel 5 Infinite to wydajność i wygląd, ale nie pytajcie o ceny
Sprzęt 08 LIP 2026

Viper Steel 5 Infinite to wydajność i wygląd, ale nie pytajcie o ceny

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zuckereberg znowu sięga po Twoje zdjęcia. Używane są przez AI
Oprogramowanie 08 LIP 2026

Zuckereberg znowu sięga po Twoje zdjęcia. Używane są przez AI

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Psy dostają własnego Starlinka. Fi Ultra śledzi pupila nawet na odludziu
Sprzęt 08 LIP 2026

Psy dostają własnego Starlinka. Fi Ultra śledzi pupila nawet na odludziu

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
x-kom wyprzedaje za mniej, niż połowę. Zostały ostatnie sztuki
Telepolis.pl
Sprzęt 08 LIP 2026

x-kom wyprzedaje za mniej, niż połowę. Zostały ostatnie sztuki

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Karty eSIM na internet w ponad 200 krajach. Walutomat rusza z usługą
Wiadomości 08 LIP 2026

Karty eSIM na internet w ponad 200 krajach. Walutomat rusza z usługą

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
Nowy pancerniak z termowizją i 20 000 mAh. Do Polski wszedł Blackview Xplore 1 Pro
Sprzęt 08 LIP 2026

Nowy pancerniak z termowizją i 20 000 mAh. Do Polski wszedł Blackview Xplore 1 Pro

Dystrybutor Blackview wprowadza na polski rynek najnowszy i jeden z najbardziej zaawansowanych pancernych smartfonów marki – model Xplore 1 Pro, wyposażony w moduł termowizji FLIR. Jak przystało na pancerny smartfon, Blackview Xplore 1 Pro jest gotowy do pracy w ekstremalnych warunkach, co potwierdzają certyfikaty IP68, IP69K oraz wojskowy standard MIL-STD-810H. Nowość zapewnia odporność na pył, błoto, wodę, wstrząsy oraz upadki. Wytrzymała konstrukcja wiąże się jednak ze sporymi rozmiarami i masą sprzętu: Xplore 1 Pro ma 29,5 mm grubości i waży 640 g. Urządzenie jest dostępne w dwóch wariantach kolorystycznych: czarnym oraz pomarańczowym.  Ciekawym elementem konstrukcji jest dodatkowy ekran pomocniczy o przekątnej 2,01 cala umieszczony na pleckach telefonu. Pozwala on na szybki podgląd godziny, stanu naładowania akumulatora oraz powiadomień bez potrzeby wybudzania głównego wyświetlacza.  Główny ekran IPS ma przekątną 6,78 cala i rozdzielczość Full HD (2460 x 1080), z odświeżaniem 120 Hz. Przed zarysowaniami oraz uszkodzeniami jest chroniony przez szkło Corning Gorilla Glass 5.  Sercem Blackview Xplore 1 Pro jest układ MediaTek Dimensity 7050, wykonany w procesie technologicznym 6 nm. Wspiera go 12 GB pamięci RAM LPDDR5, a na dane użytkownik otrzymuje 256 GB pamięci wewnętrznej UFS 3.1. Istnieje również możliwość instalacji karty pamięci o maksymalnej pojemności do 2 TB.  Jak podkreśla producent, głównym atutem tego modelu jest kamera termowizyjna FLIR Lepton 3.5. Sensor ma rozdzielczość 160 x 120 pikseli i umożliwia pomiar temperatur w szerokim zakresie od -10°C do 400°C. Dzięki technologii FLIR VividIR jakość obrazu jest wyższa za sprawą redukcji szumów, natomiast funkcja FLIR MSX nakłada obraz termiczny na widzialny, co uwydatnia kontury obiektów i ułatwia diagnostykę.  Oprócz modułu termowizyjnego użytkownicy otrzymują klasyczny zestaw fotograficzny. Na tyle umieszczono główny aparat o rozdzielczości 64 Mpix (f/1.8), z autofokusem z detekcją fazy oraz obsługą trybu podwodnego i nagrywania wideo w jakości 4K. Z przodu zainstalowano aparat selfie 50 Mpix.  Wśród standardów łączności znalazły się 5G, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.2 oraz moduł NFC do płatności zbliżeniowych. Urządzenie wyposażono w bardzo mocną latarkę Dual LED o jasności do 170 lumenów i zasięgu do 18 metrów, oferującą m.in. tryb SOS. Smartfon pracuje pod kontrolą systemu DokeOS 5.0, bazującego na Androidzie 15.  Atutem urządzenia może się okazać potężny akumulator o pojemności 20 000 mAh. Smartfon wspiera szybkie ładowanie przewodowe o mocy do 55 W przez port USB-C, a także ładowanie bezprzewodowe. Dodatkowo Xplore 1 Pro może działać jako powerbank, pozwalając na ładowanie innych urządzeń mobilnych w terenie.  Cena i dostępność Blackview Xplore 1 Pro jest już oficjalnie dostępny w sprzedaży na terenie Polski. Smartfon można zakupić u oficjalnego dystrybutora marki, firmy MB Mobile, a także w największych polskich sieciach handlowych z elektroniką, do których należą Media Expert, Neonet oraz x-kom. Urządzenie jest objęte 24-miesięczną gwarancją producenta. 

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Więcej nowości

Gothic Remake na integrze i nawet na Macu? Ten mały plik rozwiązuje problem
Gry 08 LIP 2026

Gothic Remake na integrze i nawet na Macu? Ten mały plik rozwiązuje problem

Gothic Remake nie może się pochwalić zbyt dobrą optymalizacją. Kilkuletnie laptopy do gier często nie dobijają nawet do minimalnych wymagań. A mimo to istnieje prosty sposób na to, żeby grać w ten tytuł nawet na zintegrowanych układach graficznych. I to w wersji, która wciąż może cieszyć oko. Jestem nie tyle fanem serii, ile fanem drewna gothicopodobnebgo. Nawet Elex 2 uważam za świetną i godną uwagi grę. Nie mogłem więc przejść koło Gothic Remake obojętnie. Pojawił się jednak problem: Lenovo Legion Go S w wersji ze SteamOS okazał się zbyt słabym urządzeniem. I to nawet jeśli wszystkie suwaki przesunąłem w lewo, zmniejszyłem rozdzielczość do 540p i włączyłem skalowanie tak agresywne, że obraz był praktycznie nieczytelny. Nawet wtedy widziałem około 18 klatek, kiedy cokolwiek działo się na ekranie. A mimo to teraz gram na średnio-wysokich w 800p ze stabilnym klatkarzem 30 FPS. Gra działa dobrze nawet na moim MacBooku Air z układem M4 uruchomiona przez CrossOver, chociaż bez tego pliku samo intro się przycinało. [SALE-6108] Gothic Remake na słabym sprzęcie Owszem, Lenovo Legion Go S ma dość mocny układ zintegrowany, nieco mocniejszy od Radeona 780M. Jednak sposób ten działa też na Steam Decku, którego GPU jest na poziomie podobnym do układów Intel Arc spotykanych we współczesnych laptopach, chociaż tu mówimy już o ustawieniach średnio-niskich, albo niskich i oczywiście najlepiej w 720p. Tak się jednak da grać i czerpać z tej gry przyjemność. A wszystko to dzięki plikowi o nazwie Eclipse Mod. Tu jednak trzeba być ostrożnym: nie wiem, czy w plikach nie zaszyto jakiegoś złośliwego kodu. Dlatego też nie podzielę się bezpośrednio linkiem do niego. Ja zaryzykowałem tylko dlatego, że Legion Go S służy mi tylko do gier i nie jestem na nim zalogowany do innych kont, niż to Steam. Jeśli wciąż jesteście zainteresowani, to odpowiedni plik znajdziecie pod tym filmem: https://www.youtube.com/watch?v=pXxWlDhsbgg Jak go zainstalować? To proste: po pobraniu i rozpakowaniu paczki w folderach GOTHIC 1 REMAKE ECLIPSE MOD / Gothic 1 Remake / G1R / Content / Paks znajdziecie plik G1R-Windows_0_p. Następnie skopiujcie ten plik i umieśćcie w folderze gry w ścieżce Gothic 1 Remake / G1R / Content / Paks. Ważne, żeby umieścić sam plik, a nie folder.  Pod żadnym pozorem nie wrzucajcie wszystkich folderów, do głównego folderu z grą nadpisując je. W ten sposób możecie co najwyżej sprawić, że gra się już nie uruchomi i konieczna będzie jej reinstalacja. Dokładny sposób kopiowania możecie zobaczyć w tym fragmencie: https://youtu.be/pXxWlDhsbgg?si=DKS5ezpVkL7G0yTZ&t=739 Jak to działa? Otóż tekstury doczytują się znacznie wolnej. Odlegli NPC natomiast poruszają się jak w filmach poklatkowych, chociaż trzeba się temu szczególnie przyglądać. Do tego spadła jakość cieni. Wprawne oko na pewno zauważy te niedociągnięcia. Jednak to mniej wprawne, przyzwyczajone do grania na słabym sprzęcie będzie mogło się cieszyć rozgrywką z sensowną grafiką w tytule, który normalnie nawet by nie ruszył. [SALE-6108] Dodam przy tym, że nie korzystałem tu ani z FSR 4.1, które sprawiło, że gra się posypała na moim sprzęcie, ani z Lossless Scaling. Sam Eclipse Mod w moim przypadku okazał się wystarczającym i stabilnym rozwiązaniem.   

4
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Biznes w XXI wieku: firma notuje wielkie straty, kurs akcji rośnie
Felietony 05 LIP 2026

Biznes w XXI wieku: firma notuje wielkie straty, kurs akcji rośnie

Początek lipca przyniósł nam giełdowy debiut spółki, która przez kilka lat była uznawana za jeden z najgorętszych startupów z amerykańskiego rynku. Do obrotu trafiły akcje Lime, czyli firmy znanej także polskim odbiorcom.  Lime powstało przed niemal dekadą. Podmiot działa w sektorze tzw. mikromobilności i oferuje klientom hulajnogi, rowery czy skutery – można je wypożyczać z pomocą aplikacji. Firma działa w ponad dwustu miastach w kilkudziesięciu krajach. Oficjalna nazwa spółki brzmi Neutron Holdings, a na giełdzie można ją znaleźć pod symbolem LIME. Lime wkracza na giełdę. Na ile wyceniono firmę? Czy był to okazały debiut? Zależy, z czym się go porówna. Gdyby na polskiej giełdzie pojawił się podmiot wyceniany na ponad 1,7 mld dolarów (około 6,4 mld zł), zapewne byłoby o tym głośno. Ale w przypadku NASDAQ trudno uznać takie wydarzenie za szczególnie istotne. Wzrost kursu o kilka procent po starcie notowań był wynikiem solidnym. ale nie na tyle spektakularnym, by przykuć uwagę szerszej publiczności. A jednak na IPO skierowano wzrok… Biznes poturbowany przez pandemię Stało się tak z przynajmniej dwóch powodów. Pierwszym jest punkt odniesienia dla branży. Lime było przez lata uznawane za świetny pomysł na biznes, na rynku szybko przybywało konkurencyjnych rozwiązań, inwestorzy chętnie dolewali im paliwa w postaci mocnego finansowania. Palone były setki milionów dolarów. Aż przyszła pandemia. I rynek się rozsypał. Część firm upadła, inne łączyły się, by przetrwać, niektóre zmieniały formułę działania lub jego zakres.  Lime też to dotknęło – wycena spółki mocno spadła na początku bieżącej dekady. Miliardy dolarów stopniały do milionów. Debiut firmy może zatem pokazać, jakie są rynkowe nastroje, gdy mowa o mikromobilności. A skoro nie zakończył się katastrofą, można zakładać, że na giełdzie pojawią się inne firmy z tej branży. Wydaje się dość prawdopodobne, że ich decydenci i udziałowcy zechcą kuć żelazo, póki gorące. Czekają nas wielkie giełdowe debiuty. W grze biliony dolarów Drugi powód zainteresowania tym IPO nie dotyczy ani tej firmy, ani segmentu, w którym działa. To raczej chęć wybadania ogólnych nastrojów przed kolejnymi debiutami. A szykują się dwa naprawdę duże. Mowa o Anthropic oraz OpenAI, czyli podmiotach działających w obszarze tzw. sztucznej inteligencji. To już inna liga, ich kapitalizacje będą liczone w setkach miliardów dolarów. Może nawet wyżej. Patrzymy na półkę, na której niedawno pojawił się SpaceX. Test Lime zakończył się pozytywnie. Skoro wzrósł kurs firmy oferującej jazdę hulajnogą, to tym bardziej powinny zostać dobrze przyjęte akcje gigantów z gorącego sektora SI. Tyle teoria, czas pokaże, jak wygląda praktyka. Lime nie zarabia. Lime traci Mnie w tym wszystkim najbardziej zaintrygowała inna kwestia – wyniki finansowe Lime. Tylko w ubiegłym roku spółka zanotowała stratę sięgającą niemal 60 mln dolarów. I nie była to anomalia, bo rok wcześniej strata wyniosła około 34 mln dolarów, a w 2023 roku było to ponad 120 ml dolarów. Z branżowych mediów można się dowiedzieć, że pieniądze pozyskane w debiucie zostaną przeznaczone m.in. na… spłatę zadłużenia.  Ktoś stwierdzi, że to nie jest wyjątek. Przecież przywołany SpaceX ma kosmiczną kapitalizację, a firma generuje straty. To prawda. Ale biznes Elona Muska oferuje w pakiecie wielką obietnicę – to ma być firma, jakiej świat jeszcze nie widział. Osobną kwestią jest to, czy ta obietnica doczeka się realizacji. W przypadku Lime trudno o taką opowieść wybiegającą w daleką przyszłość.  Firma może wchodzić do kolejnych miast, poszerzać swoją sieć o nowe pojazdy, ale prędzej czy później pojawi się proste pytanie: czy na tym rzeczywiście można zarobić w takiej formule? Czekam na odpowiedź i jestem ciekaw, gdzie będzie podążał giełdowy kurs Lime.

2
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania