Narwal Flow 2 - poprawianie doskonałego (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 15:00

Narwal Flow 2 - poprawianie doskonałego (test)

Roboty sprzątające Narwal od lat łączą genialne mopowanie z uczciwą polityką cenową. Teraz jest pranie wrzątkiem, wyrafinowany design, AI i ogrom ułatwień, a cena Narwal Flow 2 pozostała bez zmian. Sprawdźmy, czy i tym razem warto. Ten mop zmienia wszystko Lata rozwoju funkcji mopowania w odkurzaczach robotycznych przyniosły więcej przełomów niż ostatnie 20 lat rozwoju smartfonów. To jest jakiś kosmos — przeszliśmy ze szmatki przyklejanej do spodu zbiornika na śmieci do zaawansowanych systemów z 16-dyszowym podawaniem gorącej wody (45 - 60 stopni Celsjusza) przez samego robota, stałego odciskania i stroszenia gąsienicowego mopa, prania w stacji wrzątkiem (aż 100 stopni) i suszenia w 60 stopniach. A wszystko to z automatycznym pobieraniem detergentu. Z kolei sam mop zmienił się niespodziewanie z okrągłych padów w zaawansowany układ z przesuwającą się rolką materiału, która dodatkowo wysuwa się w prawo, by nie zostawiać przerw przy listwach przypodłogowych. To jest jakiś kosmos. Chyba na start trzeba dodać, że największą zmianą ergonomiczną względem poprzedników jest odejście z gotowych kartridży z detergentem w stronę zbiornika, do którego dolewamy detergent. Otwiera to drogę do stosowania alternatywnych płynów, choć i tak zalecane są te od Narwala, przede wszystkim jednak obniża ceny i ogranicza ew. problemy z kompatybilnością (np. inny kształt zbiornika). Gdy już jesteśmy w tym miejscu, warto też zwrócić uwagę na alternatywne podejście do umieszczenia worka na śmieci (2,4 l / 120 dni). Postawienie na lity, szklany design frontu urządzenia i wielki pasek LED-ów spowodowało, że worek ze śmieciami jest teraz w komorze pod zbiornikami z czystą i brudną wodą (oddzielony od nich szczelnie), tuż obok zbiornika z detergentem. Ma to swoje zalety, bo zdejmowanie przedniego panelu stacji odkurzacza w innych modelach potrafi się czasem kończyć rysami na nim, a tutaj walory wizualne będą w 100% bezpieczne. Wracając do mopa — Narwal tradycyjnie już nie oszczędza na wodzie tak jak konkurenci. Tutaj na maksymalnych nastawach faktycznie podłogi są mokre. Dodatkowo to robot, który analizuje poziom zabrudzeń. Gdy tuż po remoncie odpaliłem model sprzed 2 generacji, to aż było mi wstyd, gdy po umyciu mopów wracał kilkukrotnie doczyszczać parkiet. Misją u Narwala nie jest jednak szybkie zrobienie cyklu „na odwal się”, tylko sprzątanie do skutku. 12 N docisku do podłogi, a do tego znacznie większa powierzchnia mopa niż alternatywnych rozwiązań z wałkiem owocuje niezwykle równomiernym zmywaniem bez smug i przerw. Nie mówię, że okrągłe pady zmywające do niczego się nie nadają, ale nieustannie uważam, że system gąsienicowy w Narwalach to najwyższa forma. Teraz dodatkowo rozpuszczająca tłuszcz i zaschnięte zabrudzenia gorącą wodą do 60 stopni Celsjusza. Jeśli masz w domu dużo podłóg do zmywania, a szczególnie gdy nie są one idealnie płaskie i nowe, mop w Narwal Flow 2 okaże się idealnym kompanem. Owszem, raz na tydzień trzeba ręcznie domyć te milimetry przerw przy listwach czy jakieś trudno dostępne zakamarki, ale to i tak promil pracy, jaką by trzeba było wykonać bez robota. [SALE-5191] [SALE-5192] Narwal Flow 2 to 150% normy ssania Umówmy się, około 20 tys. Pa to ssanie, które w zupełności wystarcza do uporania się z kurzem na twardych podłogach i wykładzinach. Dopiero dywany przynoszą odkurzaczom większe wyzwania. W Narwal Flow 2 z zeszłorocznych 22 tys. Pa moc ssania wzrosła do imponujących 31 tys. Pa. To prawie 50% wzrost. Przez większość czasu odkurzacz inteligentnie dobiera przy tym moc ssania, tak by dopasować jego pracę do podłoża i realnych potrzeb, oraz by nie drażnić domowników głośniejszą pracą, niż to konieczne. Gdy jednak trafi na dywan i poczuje brud, zmienia się w demona. O ile jednak intencjonalnie na to pozwolimy. Na domyślnych nastawach dywany są z premedytacją omijanie przez robota. I o ile nie mamy do czynienia z bardzo niskim dywanem czy wykładziną, nie jest to wcale zły pomysł. Chociaż mop może być podniesiony o 12 mm na czas odkurzania, to jednak przy dłuższym włosiu i mieszanym trybie sprzątania (odkurzanie i mopowanie) będziemy nim niepotrzebnie tarli o dywan. Jeśli masz w domu prawdziwy dywanoland, pewnie bym szedł bardziej w roboty z odczepianymi, okrągłymi padami mopującymy i jak największą mocą ssania. Znajdziesz takie u Dreame czy Roborocka. Jeśli jednak mop Narwala Flow 2 jest po praniu i suszeniu, krzywdy nie zrobi i wysokim dywanom. Test z wysokim włosiem rozsypaną oraz wbitą w dywan bułką tartą, a do tego z drobniejszym kakaem zakończył się... klęską. Z góry drobiny zdjęte, a głęboko we włosiu obecne po 2 cyklach odkurzania. Było to też jednak zbyt wiele nawet dla pionowego odkurzacza Roborock i eksperyment skończył wizytą z dywanem na trzepaku. Słowem, na podłogach i wykładzinach jest super, z długowłosymi dywanami jak zwykle. Co warto przy tym dodać, domyślnie robot ma ustawione priorytetowe czyszczenie dywanów, co w praktyce oznacza wysuszenie nakładek i zajęcie się odkurzaniem dywanów, zanim robot zacznie używać wody. Programowalne jest też Intensywne czyszczenie dywanów na dwa razy: wzdłuż i wszerz, by zapewnić jak największą skuteczność, co przy tym nie działa na małych dywanikach. Kompletna aplikacja i jeszcze lepsza nawigacja Nie ma co się czarować, w dobie uczenia maszynowego wciskanego na każdym możliwym kroku, odkurzacze robotyczne robią się coraz sprytniejsze, nawet gdy nie jest to główny element komunikacji marketingowej. Nowy Narwal bezbłędnie rozpoznaje nie tylko stałe elementy pomieszczeń, ale też reaguje na różnego rodzaju zmienne pojawiające się z zaskoczenia. Przewody, przestawione doniczki, jakaś zbłąkana skarpetka... robot nie wpada w panikę, tylko cyk robi zdjęcie i informuje, że coś niezwykłego tam leży. Ba, nawet rozpozna, czy to niezwykłe ma większą wartość i np. ostrzeże, że gdzieś przy łóżku leży nasz telefon. Z kolei system Freo Mind sam rozpoznaje, jak mocno trzeba ssać, mopować i jak często powtarzać sprzątanie najbardziej umorusanych miejsc. Również inteligentnie dostosowane może być opróżnianie zbiornika na kurz, jak i regulowana temperatura mopowania (za sprawą DirtSense). Sama aplikacja nie zmieniła się znacząco od zeszłego roku. Ale to dobrze, bo i po co psuć. To jedna z ładniejszych platform na rynku, z zadowalającą logiką układu parametrów i olbrzymią konfigurowalnością. Bez problemu przestawimy język komunikatów na polski. Jest asystent głosowy własny, jak i obsługa Google Home, Alexa i Siri pod iOS oraz Matter by dopełnić całości. Do tego mamy tryby ułatwiające koegzystowanie ze zwierzakami, z powracaniem do obszarów pominiętych przez śpiącego kota czy psa. Tradycyjnie już, wzorcowo przygotowany został edytor map, w którym możemy ustanowić kolejność czyszczenia, oznaczyć schody czy swobodnie przekształcać przeskanowane pomieszczenia, oznaczać dywany, ustawiać strefy zakazane, zmieniać charakter pomieszczenia czy zarządzać meblami. [gallery][img]255847[/img][img]255864[/img][img]255895[/img][img]255892[/img][img]255853[/img][img]255848[/img][img]255850[/img][img]255851[/img][img]255891[/img][img]255884[/img][img]255882[/img][img]255858[/img][img]255879[/img][img]255890[/img][img]255865[/img][img]255875[/img][img]255872[/img][img]255869[/img][img]255852[/img][img]255868[/img][img]255855[/img][img]255859[/img][img]255866[/img][img]255889[/img][img]255857[/img][img]255887[/img][img]255871[/img][img]255876[/img][img]255888[/img][img]255894[/img][img]255870[/img][img]255856[/img][img]255862[/img][img]255877[/img][img]255880[/img][img]255860[/img][img]255874[/img][img]255886[/img][img]255893[/img][img]255849[/img][img]255867[/img][img]255883[/img][img]255878[/img][img]255873[/img][img]255885[/img][img]255881[/img][img]255863[/img][img]255861[/img][img]255854[/img][/gallery] Godnym odnotowania jest też zastosowanie pojemniejszego akumulatora (7000 mAh), który pozwala na 240 minut nieprzerwanej pracy i ładuje się od zera do pełna w 210 minut. Co ciekawe, producent zapewnił mu szybkie ładowanie podczas oddawania kurzu czy systematycznego płukania mopów, dzięki czemu doładowuje się już podczas pracy. Podsumowanie Narwal Flow 2 jest ekscytującym rozwinięciem genialnego, zeszłorocznego modelu. Producent poprawił praktycznie wszystko, nie podnosząc przy tym promocyjnej ceny na start. Nowość mopuje jeszcze lepiej niż do tej pory, przynosząc większą skuteczność dzięki gorącej wodzie w robocie i nawet wrzątkowi podczas prania w stacji. Cieszy odejście od jednorazowych kartridży z płynami do podłóg (Narwal Freo Z10 Ultra je miał, pierwszy Flow w ogóle nie miał dozownika) na rzecz automatycznego dozownika, do którego dolewamy płyn. Robot stał się też znacznie ładniejszy dzięki efektownej stacji dokującej z atrakcyjnym podświetleniem i matowym wykończeniom samej jednostki ruchomej. To także w dalszym ciągu sprzęt z finezyjnym gestem ściągania włosów ze zmiotki i z jednostronnym, asymetrycznym wałkiem, również odpornym, na splątywanie włosów. Szkoda natomiast, że robot ma tym razem tylko jedną zmiotkę, w dodatku pozbawioną wysuwanego ramienia, które jest standardem u konkurentów. W dalszym ciągu trudno też piać z zachwytu, gdy odkurzacz wjedzie na dywany z długim włosiem — te najlepiej jakby omijał, co ma, zresztą, domyślnie ustawione. Z wykładzinami i niskimi dywanami jest zaś idealnie, za sprawą ssania do aż 31 tys. Pa. Nieustannie to właśnie Narwal zdaje się najbardziej dopasowanym odkurzaczem do mnie. Stary parkiet, równie wiekowe płytki — tutaj robot czaruje perfekcją. Do tego nie boi się progów (do 3 cm, 3,98 cm dwustopniowo) i przejeżdża przez nie bez niepokojących dźwięków, a całe sprzątanie jest szybkie i hałasuje do góra 56 dB. Robot nie gubi się i nie tłucze po meblach. Skutecznie znajduje każdy kabelek na podłodze, a jak zobaczy leżący telefon, to nawet wyśle alarm. 9,5 cm wysokości? No dla mnie OK, odkurzaczy poniżej 5 cm, które by wjechały mi pod sofę i tak jeszcze nikt nie robi. Właściwie jedyną decyzją, jakiej nie rozumiem, jest usunięcie jednej zmiotki, a pomimo to brak wysuwanego ramienia. [SALE-5191] [SALE-5192]

0
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Samsung Galaxy Watch Ultra 2 z dużo lepszą baterią, ale czy to coś zmieni?
Sprzęt 11:03

Samsung Galaxy Watch Ultra 2 z dużo lepszą baterią, ale czy to coś zmieni?

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
MacBook z dotykowym ekranem już praktycznie pewny
Sprzęt 10:12

MacBook z dotykowym ekranem już praktycznie pewny

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Xbox zostanie oddzielony od Microsoftu? To realna wizja
Gry 09:20

Xbox zostanie oddzielony od Microsoftu? To realna wizja

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Spotify kasuje tysiące podcastów. To dobra decyzja
Aplikacje 08:29

Spotify kasuje tysiące podcastów. To dobra decyzja

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Masz ten sprzęt Apple? Już nie dostanie aktualizacji
Sprzęt 07:38

Masz ten sprzęt Apple? Już nie dostanie aktualizacji

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Sztuczna inteligencja wypija naszą wodę. Jedno zapytanie to pół litra
Aplikacje 13 CZE 2026

Sztuczna inteligencja wypija naszą wodę. Jedno zapytanie to pół litra

5
MARIAN SZUTIAK
1.
Zaspałeś przez iPhone'a. Apple wreszcie naprawia irytujący błąd
Oprogramowanie 13 CZE 2026

Zaspałeś przez iPhone'a. Apple wreszcie naprawia irytujący błąd

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Nowy Fallout i Elder Scrolls szybciej? Padła ważna deklaracja
Gry 13 CZE 2026

Nowy Fallout i Elder Scrolls szybciej? Padła ważna deklaracja

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Cofanie jaskry już możliwe? Odmładzanie komórek stało się faktem
Nauka 13 CZE 2026

Cofanie jaskry już możliwe? Odmładzanie komórek stało się faktem

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Dotknąć Słońca i przetrwać. Sonda NASA bije kosmiczne rekordy
Kosmos 13 CZE 2026

Dotknąć Słońca i przetrwać. Sonda NASA bije kosmiczne rekordy

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Masz taki telewizor? Wkrótce otrzymasz ciekawą nowość w Google Gemini
Aplikacje 13 CZE 2026

Masz taki telewizor? Wkrótce otrzymasz ciekawą nowość w Google Gemini

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Sekretna funkcja w One UI 9. Samsung posłuchał użytkowników
Oprogramowanie 13 CZE 2026

Sekretna funkcja w One UI 9. Samsung posłuchał użytkowników

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Gdy to stopnieje, podniesie się CO2. Przyspieszy to ocieplenie klimatu
Nauka 13 CZE 2026

Gdy to stopnieje, podniesie się CO2. Przyspieszy to ocieplenie klimatu

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Powerbanki wyginą w najbliższych latach, twierdzi szef Ankera
Sprzęt 13 CZE 2026

Powerbanki wyginą w najbliższych latach, twierdzi szef Ankera

13
PATRYCJA KORBA
1.
iPhone 18 Pro naprawi wielką wpadkę Apple. Koniec z kameleonem w kieszeni
Sprzęt 13 CZE 2026

iPhone 18 Pro naprawi wielką wpadkę Apple. Koniec z kameleonem w kieszeni

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Z zazdrością patrzę na HarmonyOS 7. Huawei wywraca stolik
Oprogramowanie 13 CZE 2026

Z zazdrością patrzę na HarmonyOS 7. Huawei wywraca stolik

2
PATRYCJA KORBA
1.
Topowe modele AI "tylko dla zarządu". USA blokuje dostęp innym krajom
Oprogramowanie 13 CZE 2026

Topowe modele AI "tylko dla zarządu". USA blokuje dostęp innym krajom

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
BOOX Go 6 (Gen II) dodaje rysik do małego czytnika
Sprzęt 13 CZE 2026

BOOX Go 6 (Gen II) dodaje rysik do małego czytnika

0
PATRYCJA KORBA
1.
Więcej nowości
Zaktualizuj Windowsa 11. System przyspieszył
Oprogramowanie 13 CZE 2026

Zaktualizuj Windowsa 11. System przyspieszył

Nowa aktualizacja Windowsa 11 wprowadza zmianę, która przyspiesza działanie systemu operacyjnego. Najnowsza aktualizacja Windowsa 11, oznaczona jako KB5094126, wprowadza rozwiązanie o nazwie low-latency profile. To ma znacząco przyspieszyć działanie systemu. Aktualizacja Windowsa 11 O samym pomyśle pisałem już na początku maja, ale teraz stał się on faktem. Low-latency profile pozwala systemowi Windows 11 na krótkotrwałe, zaledwie kilkusekundowe podbicie taktowania procesora w celu poprawy responsywności elementów oprogramowania. Dzięki temu nie tylko szybciej mają uruchamiać się programy czy gry, ale też lepiej ma działać sam interfejs Windowsa. Mowa o takich elementach jak menu start czy wyszukiwanie. Pierwsze testy wskazywały na nawet 70-procentową poprawę w tym zakresie. W tym celu Windows 11 prawdopodobnie wykorzystuje specjalne tryby procesorów. W przypadku Intela to PL2 (kilkusekundowy wzrost taktowania) lub PL4 (boost trwa dosłownie milisekundy). Co ciekawe, low-latency profile jest domyślnie wyłączony. To dlatego, że Microsoft kieruje się zasadą Controlled Feature Rollout (CFR). Sam tryb jest już dostępny, ale zostanie włączony dopiero w momencie, w którym firma z Redmond uzna, że nadeszła odpowiednia chwila. Jeśli już teraz chcesz go włączyć, to jest taka możliwość. W tym celu musisz skorzystać z narzędzia o nazwie ViveTool. Jak już je zainstalujesz, to: Kliknij prawym przyciskiem myszy przycisk Start i wybierz opcję „Terminal (administrator)”, W oknie terminala z uprawnieniami administratora wpisz następujące polecenie, aby przejść do folderu ViVeTool: cd C:\ViVeToolViVeTool Teraz uruchom następujące polecenie, aby włączyć profil niskiego opóźnienia: vivetool /enable /id:58989092 Powinien pojawić się komunikat potwierdzający, że konfiguracja funkcji została pomyślnie ustawiona. Uruchom ponownie komputer, aby zmiany zaczęły obowiązywać.

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Koniec z drogim sprzętem do gier. GeForce NOW ma promocję na lato
Gry 12 CZE 2026

Koniec z drogim sprzętem do gier. GeForce NOW ma promocję na lato

Nadchodzą wakacje, a wraz z nimi świetna okazja dla fanów elektronicznej rozrywki. Usługa chmurowa Nvidii odpala potężną wyprzedaż. To idealny moment, by zagrać w największe hity bez inwestowania w mocny komputer. Potężny pecet wcale nie jest potrzebny Z każdym rokiem "cloud gaming" (granie w chmurze) zyskuje na popularności i staje się coraz bardziej przystępny. GeForce NOW wychodzi naprzeciw oczekiwaniom graczy z ofertą, którą naprawdę trudno zignorować. Właśnie wystartowała letnia promocja przynosząca jedne z największych obniżek w historii tej chmurowej platformy. Użytkownicy dostają dostęp do wciąż rosnącej biblioteki tytułów i najnowszych technologii za ułamek standardowej ceny. Przez ograniczony czas pakiety subskrypcyjne kupisz aż o 35 procent taniej. Cena promocyjna rocznego planu Ultimate wynosi obecnie 714,35 zł. Z kolei za 12-miesięczny plan Performance zapłacisz tylko 350,35 zł. To świetna okazja, by na własnej skórze przetestować płynną rozgrywkę napędzaną potężną architekturą GeForce RTX. Nie musisz się już martwić o to, czy twoja karta graficzna "uciągnie" nową grę. Grasz na czym chcesz i zapominasz o pobieraniu Sezonowa promocja świetnie zgrywa się w czasie z ciągłym rozwojem samej platformy. GeForce NOW pozwala na uruchomienie tysięcy wspieranych gier bezpośrednio z popularnych cyfrowych sklepów PC. Co w tym wszystkim najlepsze? Całkowicie omijasz żmudne pobieranie gigabajtów danych. Nie musisz też czekać na instalację kolejnych uciążliwych aktualizacji. Oszczędzasz mnóstwo miejsca na dysku i od razu wskakujesz do akcji. Rozgrywką możesz cieszyć się na urządzeniach, z których korzystasz na co dzień. Chmura działa świetnie na starych laptopach, smartfonach, tabletach czy telewizorach. Nvidia regularnie ulepsza swoje serwery, wprowadza usprawnienia techniczne i poszerza listę wspieranych sprzętów. Dzięki temu opłacanie abonamentu z miesiąca na miesiąc staje się po prostu coraz bardziej opłacalne. Guild Wars 3 nadciąga z niespodziankami To jednak nie koniec dobrych wiadomości. Platforma kusi nie tylko zniżkami, ale też świetnymi nowościami dla społeczności. Ogłoszono właśnie, że wyczekiwany hit Guild Wars 3 trafi do usługi GeForce NOW równo w dniu swojej premiery. Fani mogą już teraz dodać grę do swojej listy życzeń. Pozwoli to na bieżąco śledzić najnowsze zapowiedzi z uwielbianego świata Tyrii. Dodatkowo, dla obecnych abonentów przygotowano specjalne bonusy. Gracze bawiący się obecnie w Guild Wars 2 oraz Guild Wars Reforged mogą odebrać unikalne, limitowane nagrody. Wystarczy przypisać je bezpośrednio poprzez usługę GeForce NOW. Jeśli więc kiedykolwiek myślałeś o przesiadce na granie w chmurze, lepszej okazji w tym roku prawdopodobnie już nie będzie. [SALE-5625] [SALE-5626]

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Google wysłał mnie do Chin. Jeden drobiazg wywołał chaos (aktualizacja)
Felietony 12 CZE 2026

Google wysłał mnie do Chin. Jeden drobiazg wywołał chaos (aktualizacja)

Po powrocie z krótkiej podróży wszystko wydawało się normalne. Do czasu, gdy Google nagle zaczął traktować mnie jak mieszkańca odległego kraju. Są problemy, które od razu wiadomo, skąd się biorą. Nie działa Internet? Awaria operatora. Telefon nie łapie zasięgu? Pewnie BTS padł. Komputer się zawiesza? Winny jest Windows, oczywiście. A są też problemy, które sprawiają, że zaczynasz kwestionować własne zdrowie psychiczne. Mój zaczął się niewinnie. Wróciłem do Polski po krótkim, czterodniowym pobycie w Chinach. Na miejscu korzystałem z VPN-a, bo bez niego korzystanie z wielu zachodnich usług internetowych jest co najmniej utrudnione. Do Państwa Środka przyleciałem w środę nad ranem, a do Polski wróciłem już w niedzielę rano. Z uwagi na różnicę czasu, pobyt wydawał się jeszcze krótszy, niż wskazywałby kalendarz. Po powrocie wszystko działało normalnie. Internet stacjonarny, telefon, Google, Gemini – żadnych problemów. Do czasu. Dwa dni później zauważyłem coś dziwnego. Wchodzę na Google i zamiast standardowej strony wyszukiwarki widzę adres kończący się na ".hk". Hongkong. Pomyślałem: ciasteczka. W końcu dopiero wróciłem z Azji. Wyczyszczenie danych przeglądarki nie pomogło. Uruchomiłem tryb incognito - nadal Hongkong. Spróbowałem na innym komputerze. To samo. Na telefonie? też to samo. I wtedy zrobiło się naprawdę ciekawie. Komputer, który nigdy nie był w Chinach Pierwsze objawy zauważyłem na komputerze, który nigdy nie opuścił Polski. Nigdy nie był w Chinach (nie licząc fabryki), nigdy nie korzystał z chińskiego VPN-a, nigdy nie widział nawet lotniska w Pekinie. A mimo to Google uparcie twierdził, że powinienem oglądać hongkońską wersję wyszukiwarki. Zacząłem więc sprawdzać kolejne urządzenia. Laptop, smartfon, tablet, drugi komputer, telewizor... Wszystkie zachowywały się identycznie. Google kierował mnie do Hongkongu lub do Chin, w tym ostatnim przypadku pokazując... Error 404. Gemini powiedział „nie” Prawdziwy alarm włączył się jednak dopiero wtedy, gdy spróbowałem uruchomić Gemini - czy to na telefonie, czy to na komputerze. Zamiast ekranu czatu zobaczyłem komunikat: Usługa Gemini nie jest w tej chwili dostępna w Twoim kraju. Prosimy o cierpliwość. Problem w tym, że siedziałem wtedy w swoim domu pod Szczecinem, a Gemini w Polsce działa. Na telefonie, po uruchomieniu asystenta Gemini przez dłuższe wciśnięcie przycisku zasilania, wszystko wyglądało prawidłowo. Jednak po zadaniu dowolnego pytania, zamiast odpowiedzi widziałem taki oto obrazek. Dla pewności wyłączyłem Wi-Fi i przeszedłem na transmisję komórkową. Gemini uruchomił się natychmiast. Google nagle sobie przypomniał, że Polska istnieje. To był moment, w którym zrozumiałem, że problem nie dotyczy komputera, przeglądarki ani konta Google. Problem dotyczył całej mojej domowej sieci ze stałym adresem IP od Orange Polska. Znalezienie winnego nie było trudne Rozpoczęło się dochodzenie. Sprawdziłem geolokalizację adresu IP - Polska. Sprawdziłem DNS - Polska. Sprawdziłem konto Google - Polska. Google News pokazywał polskie wiadomości, a YouTube działał normalnie. W Google Play też była polska zawartość. Jednocześnie Gemini wciąż odmawiał współpracy, a wyszukiwarka po wyczyszczeniu danych przeglądarki niezmiennie kierowała mnie na google.com.hk. W tym momencie zacząłem podejrzewać, że Google ma własną wizję geografii, tym bardziej, że uruchomienie Map Google w trybie "InPrivate" również pokazywało moją lokalizację w południowo-wschodnich Chinach, w okolicach Hongkongu. I najwyraźniej w tej wizji cały mój dom został tam przeniesiony. Dodam, że większość swojego pobytu w Chinach spędziłem w Shenzhen, czyli tuż obok Hongkongu. Po wielu testach i analizach sprawa zaczęła się wyjaśniać. Wszystkie popularne bazy geolokalizacyjne poprawnie wskazywały Polskę. Problem leżał więc w danych, z których korzysta Google. W toku własnego śledztwa odkryłem coś jeszcze ciekawszego. Przy moim adresie IP znajdował się niekompletny wpis lokalizacyjny. Nie brakowało informacji o właścicielu adresu ani operatorze sieci. Brakowało jednak danych pozwalających jednoznacznie określić lokalizację. Większość usług internetowych radziła sobie z tym bez problemu, ale najwyraźniej nie systemy giganta z Mountain View. Najwyraźniej to w połączeniu z moim niedawnym pobytem w Chinach wystarczyło, aby algorytmy Google zaczęły podejmować bardzo kreatywne decyzje. Efekt? Google wysyłał mnie do Chin, a Gemini uznawał, że znajduję się w kraju, którego nie obsługuje. A ja przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie wróciłem z Chin tylko fizycznie. Jedno IP, dwa kraje Ta historia pokazuje coś bardzo ciekawego. Przywykliśmy myśleć, że Internet wie o nas wszystko. Że wielkie firmy technologiczne znają naszą lokalizację z dokładnością do kilku metrów. Że algorytmy są nieomylne. Tymczasem wystarczy jeden niekompletny wpis gdzieś głęboko w bazach danych oraz kilka zbiegów okoliczności i nagle człowiek siedzący w Polsce zostaje cyfrowo przeniesiony na drugi koniec świata. Najzabawniejsze jest to, że przez długi czas podejrzewałem siebie. Może VPN coś namieszał? Może zostały jakieś ciasteczka? Może Google zapamiętał podróż? Tymczasem problem okazał się znacznie bardziej prozaiczny. To nie ja znalazłem się w Chinach. To Google wysłał tam mój adres IP. Aktualizacja, czyli koniec problemów Problemy, o których napisałem, zgłosiłem zarówno do Orange Polska (prośba o uzupełnienie brakujących danych lokalizacyjnych dla mojego adresu IP), jak i do firmy Google. Nie wiem, czy któreś z nich zadziałało, czy też to "sprawka" automatu, ale mój dom "wrócił" z Chin do Polski. Ile to trwało? Problemy zaczęły się we wtorek, 2 czerwca, a 3 czerwca wysłałem zgłoszenia, o których wspomniałem wyżej. 11 czerwca mogłem znowu korzystać z Gemini, natomiast 12 czerwca wyszukiwarka Google przestała mnie przekierowywać pod adres www.google.com/hk.

30
MARIAN SZUTIAK
1.

Popularne porównania