Xiaomi Vacuum S40 Pro trzymam pod łóżkiem. Dobrze wydane 800 zł
Telepolis.pl
Testy sprzętu 21 CZE 2026

Xiaomi Vacuum S40 Pro trzymam pod łóżkiem. Dobrze wydane 800 zł

Roboty sprzątające już dawno przestały być wynalazkiem – wyszły z wieku dziecięcego i potrafią coraz więcej. Choć nie zawsze jest to to, czego od takich urządzeń możemy oczekiwać. Wydaje nam się, że sprzątanie dzięki temu będzie trwało krócej. Przetestowałem stosunkowo nowy model Xiaomi Vacuum S40 Pro i mam mieszane uczucia. Wybór i zakup Żeby nie było – urządzenie zostało przeze mnie zakupione po długiej analizie tego, co wybrać. Złożyło się na to między innymi korzystanie z aplikacji MiHome, do której podłączonych mam kilka innych urządzeń: czajnik, lampkę nocną, włącznik bezprzewodowy i hub sterujący (miałem jeszcze kamery, ale obraziłem się na nie po tym, jak Xiaomi wprowadził abonament za monitoring). Mogłem co prawda wybrać coś droższego, ale bardziej zależało mi na tym, by stacja dokująca zmieściła się pod łóżkiem – dzięki temu zaoszczędziłem miejsce w sypialni i innych pomieszczeniach. Urządzenie zapakowano w karton niewiele od niego większy. Zmieściły się tam jeszcze nakładki mopujące, zasilacz, stacja dokująca, szczotka boczna i główna oraz dokumentacja, folie i taśmy zabezpieczające. Uruchomienie i podłączenie do aplikacji trwa kilkanaście minut. Wcześniej przygotowałem infrastrukturę elektryczną w postaci dodatkowego, ukrytego pod łóżkiem gniazda, tak by na zewnątrz nie było żadnych zbędnych kabli. Pierwsze uruchomienie to oczywiście obowiązkowa aktualizacja – choć z pewnych względów szkoda, że ją zrobiłem. Dlaczego? [DIFF:{"before":"256439","after":"256440","description":""}] [SALE-5823] Początkowe, irytujące problemy Okazało się, że po stworzeniu przez urządzenie mapy pomieszczeń – co trwa dosłownie minutę, może dwie (za sprawą wbudowanego radaru LDS) – robot zaczął zachowywać się dziwnie. Podczas różnych prób sprzątania zdarzało mu się omijać niektóre pomieszczenia, a nawet duże powierzchnie w salonie, sprzątając tylko po jego krawędziach. Do tego stopnia mnie to zirytowało, że pewnego dnia poświęciłem kilka godzin na uruchamianie sprzątania tak długo, aż w końcu wysprzątał całość. Nie obyło się też bez ponownego mapowania pomieszczeń. A dlaczego żałowałem, że od razu zrobiłem aktualizację? Bo może gdybym jej nie zrobił, odkurzacz sprawowałby się lepiej. Wiadomo – często „nowe jest wrogiem dobrego”. Gdy po kilku tygodniach ostatecznie się zniechęciłem, pojawiła się aktualizacja, która wyraźnie poprawiła działanie urządzenia. Robot zaczął sprzątać dokładniej i o ile większych powierzchni już nie pomija, o tyle zdarza mu się ominąć jakieś pomieszczenie. No i Xiaomi dostał imię – Zdzichu. Problemy stałe Mopowanie jest przydaną funkcją. Trzeba jednak przyznać, że S40 Pro ustawiony na najmocniejsze mopowanie zużywa oczywiście więcej wody, ale efekt jest taki, że podłoga jest bardziej mokra niż czysta. Pomaga zmniejszenie zużycia wody do poziomu 1 lub 2. Większą przeszkodą są progi – co prawda u mnie nie są zbyt wysokie, ale wyższe i ostrzejsze krawędzie sprawiają, że urządzenie nie zawsze sobie z nimi radzi. Producent zakłada, że robot potrafi przejechać po przeszkodach o wysokości 20 mm, ale w praktyce to się nie udaje. Czasami po kilku próbach odpuszcza i kończy sprzątanie. Wynika to między innymi z tego, że koła napędowe wykonane są z twardego plastiku, który na nawierzchni z płytek nie zawsze ma dobrą przyczepność. Inną kwestią jest dokładne sprzątanie narożników. Co prawda robot wysuwa boczną szczotkę i jeden z mopów, by dokładnie wyczyścić takie powierzchnie, ale zwłaszcza przy mopowaniu niezbyt dokładnie wymyje takie miejsca. Należy pamiętać też o tym, że zbiornik uzupełnia się wyłącznie czystą wodą – bez żadnych detergentów. Za to mopy po wyczyszczeniu kilku pomieszczeń potrafią być naprawdę brudne. Wyobrażam sobie, że bardziej rozbudowane roboty wyposażone w automatyczne pojemniki na śmieci i wodę są nieco mniej wymagające w obsłudze niż S40 Pro. Z drugiej strony zastanawia mnie, ile trwa przygotowanie ich do pracy i ile czasu trzeba poświęcić na dokładne wyczyszczenie. Dostrzegam oczywiście plusy tego, że urządzenie o wysokości niecałych 10 cm wjedzie pod łóżko, stoliki czy ławy, ale trzeba też odpowiednio przygotować przestrzeń. No, chyba że weźmiemy pod uwagę doskonały scenariusz: gołe ściany i żadnych mebli na podłodze. Jest też kwestia podstawowa – czas poświęcony na właściwe wyczyszczenie urządzenia po sprzątaniu. Wyjęcie szczotki głównej, jej wyczyszczenie (lub odwinięcie włosów) i przedmuchanie wnęki, w której jest umieszczona. Oczyszczenie pojemnika na śmieci, uzupełnienie wody, a także umycie wkładek mopujących. Jeśli zaniedbamy te czynności, skrócimy urządzeniu żywot. Do innych kwestii zaliczam fakt, że robot jest świetną zabawką dla kota. Kot na niego poluje, a bywa tak zawzięty, że Zdzichu głupieje, próbując go ominąć. Zdarza się też, że przy okazji zbierania kurzu wciągnie za ogon jakąś pluszową zabawkę naszego pupila. I nie jest prawdą, że na szczotki nie zawijają się włosy – zdarza się to bardzo rzadko, ale jednak. Zalety Zacząłem od wad, ale mają je wszystkie odkurzacze tego typu – a te bardziej skomplikowane mogą mieć ich jeszcze więcej. Nie sposób jednak nie wspomnieć o zaletach. Odkurzacz kupiłem za nieco ponad 1000 zł około grudnia 2025 r. Teraz kosztuje 200 zł mniej. Ma bardzo pojemną baterię – ładuje się co prawda około 3 godzin – ale nigdy nie zdarzyło mi się narzekać na przerwy w sprzątaniu. Wystarcza na dom o powierzchni około 180 m². Mój ma 45, więc robot zużywa około 30 % naładowania i mogę sobie pozwolić na podwójne sprzątanie bez ładowania. Na uwagę zasługuje ogromna siła ssania sięgająca 15 000 Pa. Generuje co prawda spory hałas, ale wciąga prawie wszystko: małe kamienie, karmę dla kota, sierść, kurz i inne zabrudzenia. Odkurzacz ma też inne zalety, o których nie wspomniałem – np. po wykryciu dywanu unosi wkładki mopujące do góry. Nie sprawdziłem tej funkcji, bo zwyczajnie nie mam dywanów (według ostatnich badań iRobota, jedynie co 4. Polak ma w domu dywany). Ma też szereg czujników (poza LDS), które pozwalają mu omijać przeszkody i nie pozwolą spaść ze schodów.Jeśli przerwiesz mu sprzątanie w trakcie (z dala od stacji dokującej), żeby go wyczyścić lub opróżnić pojemnik na śmieci, i wyłączysz go, to po ponownym uruchomieniu bez problemu rozpozna, gdzie się znajduje (potrzebuje dłuższej chwili, żeby się odnaleźć). Może wtedy rozpocząć dokowanie i ładowanie albo kontynuować sprzątanie. Tutaj radar laserowy robi swoje i działa bezbłędnie. Jeśli ktoś często sprząta, może uruchamiać Zdzicha zdalnie albo według harmonogramu – pamiętając wcześniej o usunięciu drobnych przedmiotów z podłogi. Osobiście wolę tego nie robić, choć tak naprawdę mam kontrolę zdalną nad wszystkimi urządzeniami w domu.  Podsumowanie Ogólnie – za 800 zł (katalogowo 1249 zł) warto. Drożej niekoniecznie, bo można znaleźć lepiej wyposażone odkurzacze również w niższych cenach. Osobiście traktuję tego robota jako dobre uzupełnienie innego sprzętu domowego – na przykład ręcznego odkurzacza, który pozwala mi dokładniej dotrzeć w miejsca, do których Zdzichu nie dojedzie. Zwykłego mopa z detergentami też nie zastąpi, ale dobrze go uzupełni. Zatem zawsze liczą się subiektywne odczucia i znalezienie równowagi pomiędzy tym, co używamy, a tym, co chcielibyśmy używać. Mnie ten niedrogi Xiaomi się sprawdza. [SALE-5823]

0
JAKUB KRAM
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

mBank wprowadza darmowe benefity. Można korzystać do 30 września
Fintech 07:15

mBank wprowadza darmowe benefity. Można korzystać do 30 września

0
ANNA KOPEć
1.
Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany
Gry 21 CZE 2026

Epic Games Launcher po nowemu. Będą kolosalne zmiany

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wyciekły ceny GTA 6. Będzie drogo
Gry 21 CZE 2026

Wyciekły ceny GTA 6. Będzie drogo

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wiertarko-wkrętarka Bosch z akumulatorem dziś za pół ceny (199 zł)
Telepolis.pl
Sprzęt 21 CZE 2026

Wiertarko-wkrętarka Bosch z akumulatorem dziś za pół ceny (199 zł)

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Skąd AI kopiuje muzykę? Pewien śmiały reporter właśnie to ujawnił
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Skąd AI kopiuje muzykę? Pewien śmiały reporter właśnie to ujawnił

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Mają dość kupowania gier cyfrowych. Walczą w sądzie o prawo posiadania
Wiadomości 21 CZE 2026

Mają dość kupowania gier cyfrowych. Walczą w sądzie o prawo posiadania

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Uśmierza ból a nie daje haju. Naukowcy odkryli nowy związek konopi
Nauka 21 CZE 2026

Uśmierza ból a nie daje haju. Naukowcy odkryli nowy związek konopi

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Zamienił kozy w procesor. Tak naukowiec testował mit o AI
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Zamienił kozy w procesor. Tak naukowiec testował mit o AI

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Aktualizacja Windows 11 26H2 nadchodzi. Co nowego?
Oprogramowanie 21 CZE 2026

Aktualizacja Windows 11 26H2 nadchodzi. Co nowego?

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Wiadomości Google same przygotują odpowiedź na SMS-a
Aplikacje 21 CZE 2026

Wiadomości Google same przygotują odpowiedź na SMS-a

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Ten czynnik jest decydujący. To on wpływa na to, ile chcemy mieć dzieci
Nauka 21 CZE 2026

Ten czynnik jest decydujący. To on wpływa na to, ile chcemy mieć dzieci

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Wykryto dwie stare galaktyki. Ale nie są tym, czym się wydają
Kosmos 20 CZE 2026

Wykryto dwie stare galaktyki. Ale nie są tym, czym się wydają

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Przełom w leczeniu. Ten człowiek żyje z przeszczepem od dawcy z HIV
Nauka 20 CZE 2026

Przełom w leczeniu. Ten człowiek żyje z przeszczepem od dawcy z HIV

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Jasność, która wypala oczy. Samsung przebił Apple prawie 10 razy
Sprzęt 20 CZE 2026

Jasność, która wypala oczy. Samsung przebił Apple prawie 10 razy

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
FIFA każe robić przerwy w upale. Naukowcy mają wątpliwości
Nauka 20 CZE 2026

FIFA każe robić przerwy w upale. Naukowcy mają wątpliwości

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Parzenie kawusi tańsze? Wszystko możliwe dzięki falom dźwiękowym
Nauka 20 CZE 2026

Parzenie kawusi tańsze? Wszystko możliwe dzięki falom dźwiękowym

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Prawdziwa gratka dla fanów kultowej serii. Za 283 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 20 CZE 2026

Prawdziwa gratka dla fanów kultowej serii. Za 283 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Do tego dnia warto zalogować się mObywatela. Unikniesz komplikacji
Aplikacje 20 CZE 2026

Do tego dnia warto zalogować się mObywatela. Unikniesz komplikacji

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości

Więcej nowości

Co z premierą GTA 6? Gracze panikują
Gry 20 CZE 2026

Co z premierą GTA 6? Gracze panikują

Gracze panikują w sprawie premiery GTA 6. Pojawiają się głosy, że ta ponownie może zostać opóźniona. GTA 6 ma zadebiutować 19 listopada. To zdecydowanie najbardziej wyczekiwana produkcja tego roku. Wielu innych deweloperów wręcz przesuwa premiery swoich tytułów, aby nie musieć rywalizować o uwagę z Rockstar Games. Jednak gracze panikują. Czy premiera zostanie opóźniona? Premiera GTA 6 Już 25 czerwca ma ruszyć przedsprzedaż GTA 6. Gracze będą mieli sporo czasu, aby zakupić grę przed premierą 19 listopada. Jednak czy rzeczywiście tego dnia już będziemy mogli zagrać? Część graczy uważa, że nie. Ich zdaniem produkcja zostanie ponownie opóźniona i mają na to dowody. Wątpliwe, ale jednak dowody. Część osób zauważyła, że ze stron internetowych i profilów społecznościowych Rockstar Games zniknęła informacja o premierze 19 listopada. Na tej podstawie wysuwają wnioski, że premiera ponownie zostanie opóźniona. Nie można wykluczyć, że tak rzeczywiście się stanie. Jednak wyjaśnienie tego może być bardzo proste. Firma może skupiać się na dniu rozpoczęcia przedsprzedaży, czyli 25 czerwca. Dlatego data premiery mogła zniknąć z oficjalnych materiałów. Trzeba też pamiętać, że premiera GTA 6 została już kilkukrotnie opóźniona. Pierwotnie gra miała zadebiutować dużo wcześniej, więc twórcy mieli już dość czasu, aby oszlifować ten diament. Poza tym Strauss Zelnick - szef Take Two Interactive - niedawno powiedział, że premiera na pewno odbędzie się 19 listopada. 

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację
Publicystyka 20 CZE 2026

Mars i Księżyc odtwarzane w Polsce? Padło na legendarną lokalizację

Osadnictwo na Księżycu czy Marsie będzie się wiązało z szeregiem wyzwań. Aby im sprostać, trzeba eksperymentować na Ziemi. Gdzie? Pojawił się pomysł, by robić to w Polsce. I to w historycznym miejscu.  Giełdowy debiut SpaceX okazał się hitem. Spółka Elona Muska może i nie imponuje wynikami finansowymi, ale udało jej się w ekspresowym tempie wskoczyć do grona biznesowych potentatów. Podmioty o wyższej kapitalizacji można policzyć na palcach jednej dłoni. Z przytupem sprzedano opowieść o przyszłych sukcesach. Czas pokaże, ile było w tym mocnych argumentów, a ile bajkopisarstwa. Zaintrygowany czekam na rozwój wypadków. Z równie dużym zaciekawieniem będę śledził ewentualną realizację rodzimego pomysłu z kosmicznego podwórka. Otóż kiełkuje u nas myśl, by w likwidowanej kopalni Wujek w Katowicach stworzyć Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Księżyc mamy w domu, czyli adaptacja kopalni  Wygląda na to, że kosmiczna misja Ignis, podczas której Sławosz Uznański-Wiśniewski promował pierogi, natchnęła Polaków do snucia ambitnych planów. Może i nie będzie to otwarcie baru mlecznego na Księżycu, ale efekt może być równie ciekawy: zbudujemy sobie Księżyc w domu. Konkretnie na Śląsku. Delegacja ze wspomnianego przed momentem regionu udała się niedawno do stolicy, by tam przekonywać polityków do następującej idei: przekształcenia kopalni Wujek, a przynajmniej jej części, w Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Śmiały, ale nierealny koncept uczniów szkoły podstawowej? Otóż nie, w skład delegacji weszły lokalne grube ryby: Marcin Krupa (prezydent Katowic), Wojciech Saługa (marszałek woj. śląskiego), Dawid Pasek (wiceprzewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) czy Monika Rosa (posłanka). Towarzyszyli im prof. Ryszard Koziołek (rektor Uniwersytetu Śląskiego) oraz Tomasz Rożek – pomysłodawca przedsięwzięcia.  Mocna ekipa pojechała do Warszawy, równie mocarna drużyna przyjmowała gości. W tym gronie należy wymienić Marcina Kulaska (minister nauki i szkolnictwa wyższego), Wojciecha Balczuna (minister aktywów państwowych) czy Mariana Zmarzłego (wiceminister energii). Przywołany już Marcin Krupa tak podsumował rozmowy w swoich mediach społecznościowych:  To inicjatywa, która w niezwykły sposób łączy historię z nowoczesnością, otwierając zupełnie nowe możliwości dla nauki, innowacji i współpracy między środowiskiem akademickim, samorządowym oraz biznesowym. Brzmi pięknie. Kciuk w górę. Ale o co właściwie w tym chodzi? Już tłumaczę. Większość Polaków zapewne słyszała choć raz o kopalni Wujek. Zazwyczaj mówi się o niej w grudniu, przy okazji kolejnej rocznicy brutalnej pacyfikacji strajku górników, do której doszło w 1981 roku, krótko po wprowadzeniu stanu wojennego. Przez dekady był to nie tylko symbol oporu przeciw komunistycznej władzy, ale też po prostu zakład pracy. Wydobycie węgla zakończono tam jednak kilka lat temu, a obecnie twa likwidacja kopalni. Towarzyszy temu dyskusja dot. przyszłości sporej przestrzeni w tkance miejskiej. Pokopalniane hektary można zaadaptować na różne sposoby, a przykłady znajdziecie w samych Katowicach – na takich działkach stanęły m.in. centrum handlowo-usługowe, muzeum czy budynki mieszkalne. Na terenie dawnej kopalni Wieczorek powstaje Hub Gamingowo-Technologiczny. Koncept dla Wujka też jest gotowy i przewiduje różne realizacje: od sportowych, przez kulturalne, po mieszkaniowe. Nie zapomniano o nauce. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Tomasz Rożek, znany w kraju popularyzator nauki, przekonuje, by na tym terenie zrealizować także Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Dlaczego akurat tam? Wyjaśnienie jest dość proste: jeśli już ludzkość spróbuje się osiedlić poza Ziemią, to plany te będzie realizować najpewniej pod powierzchnią np. Księżyca czy Marsa. Po co zatem tworzyć od podstaw środowisko testowe, skoro można wykorzystać już istniejącą infrastrukturę? Pisząc krótko: plan idealny. A trzeba do tego dodać, że pomysł wpisuje się w szerszy plan – władze Katowic oraz Metropolii starają się o zlokalizowanie na Śląsku Centrum Technologicznego Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). O to nie będzie łatwo, bo swoją kandydaturę zgłosiło kilka innych polskich miast. Niebawem powinniśmy się przekonać, kto wygra ten prestiżowy wyścig.  Tymczasem warto się pochylić nad ideą Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Na pierwszy rzut oka to świetny pomysł – nie ma nad czym dumać, to trzeba realizować. Jednak im dłużej ktoś się nad tym zastanawia, tym więcej pojawia się wątpliwości.  Jeden projekt się nie spina, więc odpalmy kolejny Wspomniałem już, że na terenie dawnej kopalni Wieczorek powstaje Hub Gamingowo-Technologiczny. Jak sama nazwa wskazuje, ma to być miejsce przeznaczone dla podmiotów z branży gier komputerowych oraz szerzej z IT. Ostatnio zaczęto oczywiście wspominać o tzw. sztucznej inteligencji. Inwestycja zdecydowanie nie należy do tanich, mowa jest o grubo ponad 1 mld zł. I tu ciekawostka. Niedawno pojawiły się doniesienia o przetargu na realizację kolejnego etapu projektu. Najniższa oferta wyniosła ponad 415 mln zł. Tymczasem miejska spółka odpowiedzialna za tę realizację przewidziała na ten cel niewiele ponad 250 mln zł.  Jest problem? No jest. Omawiany etap obejmuje m.in. budowę wielkiej hali, w której mają się mieścić studio filmowe i gamingowe, magazyny, przestrzeń dla graczy, mowa jest też np. o podziemnym parkingu. Albo z czegoś trzeba będzie zrezygnować, albo należy wyczarować pieniądze. Spore pieniądze. Dodam, że realizowany już etap inwestycji też wymagał sporego przekroczenia budżetu. Wydaje się przy tym mało prawdopodobne, by w Katowicach wymyślono, jak rozmnażać pieniądze.  Tradycja, nowoczesność i dług Ktoś powie: może i drogo, ale warto. Bo miasto/region będą się rozwijać za sprawą nowych technologii. A dodatkowo zachowa się miejsce z tradycją. Należy dodać, że na hub będą się składać także odpowiednio zaadaptowane budynki pokopalniane: cechownia, łaźnia, stolarnia czy lampownia. Nawet nazwa całego przedsięwzięcia ma nawiązywać do kopalni: Shaft K (shaft to po polsku szyb). To akronim od Silesian Hub for Advanced Future Technologies (Śląskie Centrum Zaawansowanych Technologii Przyszłości). Brzmi dumnie. Gdzie w tym wszystkim problem? Otóż nie zrealizowano jednej dużej inwestycji, a mowa jest o kolejnej. Na pierwszą brakuje setek milionów złotych, tymczasem lokalni politycy chcą inicjować nowy projekt, który zapewne do tanich nie będzie należał. Jasne część pieniędzy może pochodzić z centralnego budżetu, część z kasy unijnej. Ale resztę trzeba będzie dosypać ze swojej skarbonki. Docelowo pewnie oznacza to zaciągnięcie długu.  Duże pieniądze potrafią kusić... Pojawił się wątek lokalnych polityków, więc i przy nim trzeba się na chwilę zatrzymać. Otóż na Śląsku jest ostatnio gorąco za sprawą tzw. afery tramwajowej. Sprawa nie jest błaha, bo dotyczy inwestycji na gigantyczne sumy, a śledztwo prowadzi Prokuratura Europejska. Efekt jest taki, że dochodzi do kolejnych zatrzymań, stawiane są zarzuty, lokalne struktury KO próbują ugasić pożar, bo to przedstawiciele tego ugrupowania znaleźli się pod lupą śledczych. Zainteresowanym polecam zagłębienie się w to piekiełko.  Czy w takich okolicznościach przyrody należy uruchamiać kolejne duże inwestycje? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie.  Przepustką w kosmos miał już być lot polskiego astronauty  Zwolennik kosmicznego projektu powie w końcu: tak, to będzie kosztować. Może nawet w trakcie realizacji pojawią się jakieś nieścisłości. Ale finalnie powstanie coś wartościowego. Kopalnia ewoluuje w przestrzeń do testowania rozwiązań przyszłości! W tym celu warto się zadłużyć, bo zysk jest pewny. Jest? Przypomina mi się historia naszego astronauty. Sławosz Uznański-Wiśniewski został wysłany w kosmos na koszt polskiego podatnika, mowa o setkach milionów złotych. I miał to być gigantyczny impuls dla polskiej branży kosmicznej. Czy był? Wielu Polakom ten lot kojarzy się chyba dzisiaj głównie z pierogami.  Zapewne znajdzie się niewiele osób, które bez mrugnięcia okiem stwierdzą, że działania towarzyszące misji astronauty zostały w Polsce dobrze przemyślane i zrealizowane. Może to tylko moje odczucia, ale całość sprawiała wrażenie totalnej improwizacji. Chaos na pełnej. Lot miał być inspiracją dla uczniów czy studentów, ale udało się to zrealizować w stopniu dalece niewystarczającym. Politycy opowiadają, że przełoży się to na wielkie zyski branży kosmicznej, jednak konkretnych wyliczeń brak. Człowiek, który mógł zostać symbolem, stał się obiektem drwin piosenkarki. Biorąc to wszystko pod uwagę (a jest jeszcze kilka innych wątków), trudno mi skakać z radości, gdy czytam, że tereny pokopalniane mogą się zamienić w poligon doświadczalny dla biznesu kosmicznego. Na razie widzę w tym przede wszystkim potencjał na wielkie obietnice, niespełnione nadzieje i pytania o to, co poszło nie tak. Bardzo chciałbym się mylić. 

3
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania