Sezon rekordów w polskiej energetyce. OZE strzałem w dziesiątkę
Publicystyka 25 KWI 2026

Sezon rekordów w polskiej energetyce. OZE strzałem w dziesiątkę

Ceny energii to jeden z tematów, które elektryzują Polaków. Zresztą, nie tylko nas – skoki na rynkach paliw podsycone niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie wywołują emocje na całym świecie. Obecnie obserwujemy przede wszystkim ceny na pylonach stacji benzynowych i nasłuchujemy komunikatów o stawach maksymalnych. Ale jeszcze całkiem niedawno żyliśmy tematem cen energii wykorzystywanej m.in. w naszych domach.  Pod koniec marca br. głośno zrobiło się o historycznie wysokich cenach diesla, które zbliżyły się niebezpiecznie do poziomu 9 zł za litr. I odbywało się to w sprinterskich warunkach. Wystarczyło zaledwie kilka dni, by paliwo podrożało o około 1 zł. Z kolei na początku kwietnia głośno zrobiło się o rekordowo drogim paliwie lotniczym. Donald Trump w swoim stylu zapewniał, że odbiorcy tego surowca mogą się w niego zaopatrywać w USA, ale branży jakoś to nie uspokoiło. Lufthansa ogłosiła, że do jesieni odwoła 20 tys. lotów krótkodystansowych, a jednym z powodów jest właśnie sytuacja na rynku surowców. Czy wciąż nieugaszony konflikt może dalej uderzać w nasze portfele i przyczynić się np. do braku gazu w polskich magazynach?  W odpowiedzi na eskalację sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie Orlen wdrożył szereg działań o charakterze rynkowym i czasowym, których celem jest ograniczenie wpływu gwałtownych wzrostów cen surowców na odbiorców końcowych. Jeśli chodzi o gaz, spółka opiera zaopatrzenie na własnym wydobyciu w Polsce i Norwegii, dostawach gazociągiem Baltic Pipe oraz LNG pozyskiwanym z różnych kierunków świata, w szczególności ze Stanów Zjednoczonych. Import LNG z Kataru odpowiadał w 2025 roku za około 10 proc. zapotrzebowania Orlenu i jego odbiorców, co oznacza, że ewentualne ograniczenia z tego kierunku nie mają kluczowego znaczenia dla bilansu dostaw. Dodatkowo spółka posiada możliwość elastycznego uzupełniania wolumenów na rynku spot, także dzięki własnej flocie nowoczesnych gazowców LNG, która zwiększa niezależność operacyjną i odporność na zakłócenia – wyjaśniło biuro prasowe spółki Orlen. Nie ma zatem powodów do paniki. Przynajmniej na razie. Jeśli jednak komuś wydaje się, że energetyczne rekordy to kwestia ostatniego miesiąca, przypomnę doniesienia z początku roku. https://x.com/GrupaORLEN/status/2043958533998117177?proportion=1.89 Rekord za rekordem w PSE Już na początku stycznia spółka Polskie Sieci Elektroenergetyczne poinformowała, że w kraju odnotowano najwyższe w historii zapotrzebowanie na moc: 9 stycznia wyniosło ono 27,6 GW netto (29,2 GW brutto). Poprzedni rekord również odnotowano 9 stycznia, ale 2024 roku. Było to 28,6 GW brutto. Wysokie zapotrzebowanie wynikało przede wszystkim z niskiej temperatury – w ciągu dnia słupki rtęci na termometrach zjechały mocno poniżej zera. Nie minęło wiele czasu, a przedstawiciele PSE informowali, że 14 stycznia osiągnięto najwyższą w historii generację mocy z krajowych źródeł wytwórczych: 28,9 GW netto (30,5 GW brutto). Za niemal 60 proc. odpowiadały źródła węglowe, za blisko 14 proc. źródła gazowe, a za przeszło 21 proc. źródła odnawialne, głównie turbiny wiatrowe i fotowoltaika. Co ciekawe, Polska w tym czasie eksportowała energię elektryczną. Rekordy na długie miesiące? Nic z tych rzeczy. Na początku lutego z komunikatu PSE mogliśmy się dowiedzieć, że zapotrzebowanie Krajowego Systemu Elektroenergetycznego na moc wyniosło 27,7 GW netto (29,3 GW brutto). Za rosnący popyt odpowiadały przede wszystkim spadki temperatury. Niedługo później na rekord poszła generacja mocy: 29,8 GW netto (31,3 GW brutto). Także i tym razem realizowano eksport, który wyniósł około 2 GW. Polska odchodzi od węgla i stawia na OZE. To widać Chociaż bito rekordy, informowano, że system pracuje stabilnie i posiada rezerwy. Jednocześnie zwracano uwagę m.in. na to, że Polska nie zmaga się już z całkowitą dominacją jednego źródła energii. Co prawda OZE z gazem nie są w stanie pokryć zapotrzebowania na energię, ale w przypadku węgla też stało się to niemożliwe. Miks energetyczny staje się faktem, co w swoim wpisie w serwisie LinkedIn akcentował Konrad Purchała, wiceprezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych: Za nami kolejny historyczny szczyt. I to podwójny - zapotrzebowania i generacji. Potwierdza się, że kluczem do sukcesu jest współpraca różnych źródeł wytwarzania, bo wtedy się dobrze wzajemnie uzupełniają. Bardzo dobra dyspozycyjność bloków konwencjonalnych w połączeniu z dobrymi warunkami dla OZE pozwalają całkiem komfortowo przejeżdżać przez mrozy. Pewnie jeszcze nie raz i nie dwa będą się zdarzać trudniejsze okresy bilansowe, ale elastyczność i odporność KSE rośnie. Najbliższe kilka lat to dalsze zmiany - nowe bloki, uruchamianie offshore i pojawiające się powoli magazyny istotnie zmienią krajowy system elektroenergetyczny – deklarował Konrad Purchała. Niedługo później Ministerstwo Klimatu i Środowiska również zwróciło w swoim komunikacie uwagę na ów miks energetyczny. Resort poinformował, że na koniec 2025 roku udział odnawialnych źródeł w zainstalowanej mocy wyniósł ponad 50 proc. Łączna moc instalacji OZE na koniec grudnia zbliżyła się do poziomu 38 GW. Tymczasem na początku dekady było to około 12,5 GW. Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że w 2020 roku instalacje OZE odpowiadały za niewiele ponad 24 proc. mocy zainstalowanej. W przedstawionych zmianach sporą rolę odegrały elektrownie wiatrowe. W ciągu pięciu lat zwiększyły moc z 6,4 GW do ponad 10,5 GW. Jednak jeszcze większe wrażenie robi skok, jaki wykonały elektrownie słoneczne, które zwiększyły moc z niemal 4 GW do blisko 25 GW. Wzrost mocy to jedno. Równie istotne jest to, że w 2025 roku z OZE pochodziło blisko 55 tys. GWh energii, czyli przeszło 31,4 proc. wyprodukowanej w Polsce energii elektrycznej. Dla porównania: w 2020 roku odnawialne źródła wytworzyły nad Wisłą nieco ponad 28 tys. GWh energii elektrycznej. Na przestrzeni kilku lat wynik udało się niemal podwoić. Powtórzę: w minionym roku prawie co trzecia kilowatogodzina wyprodukowana w Polsce pochodziła z zielonych źródeł.  https://x.com/AEnergii/status/2046578803267235846?proportion=2.9 Na jeszcze nowsze dane światło rzuciła ostatnio przywołana już Agencja Rynku Energii. Okazuje się, że na koniec lutego br. łączna moc zainstalowana farm wiatrowych w Polsce osiągnęła poziom przeszło 10,8 GW. Oznacza to wzrost o ponad 4 proc. w ujęciu rocznym. Niby niewiele. Tym bardziej wrażenie może robić fakt, że w lutym elektrownie wiatrowe wytworzyły niemal 2 tys. GWh energii elektrycznej. To o przeszło 30 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku. Warunki okazały się sprzyjające, produktywność wzrosła. Efekt? Możliwe było np. ograniczenie produkcji energii z węgla brunatnego. O ile w lutym ubiegłego roku ten surowiec odpowiadał za wytworzenie ponad 3,3 tys. GWh, to w lutym br. było to już przeszło 2,8 tys. GWh, jak wynika z danych ARE. Polska z najdroższą energią w Europie Ktoś spojrzy na przywołane dane i stwierdzi, że jest super. A przynajmniej dobrze – transformacja energetyczna przyniosła zapowiedziane skutki, możemy się wszyscy poklepać po plecach w geście gratulacji. Cóż, nie do końca. Pierwsze miesiące tego roku pokazały nasz problem m.in. za sprawą cen energii na Rynku Dnia Następnego. Ten ostatni umożliwia handel prądem na dzień przed jego faktyczną dostawą. Ceny ustalane są z wykorzystaniem mechanizmów aukcyjnych, na podstawie popytu i podaży. Gdy zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie, np. w wyniku niesprzyjających warunków atmosferycznych (niska temperatura i słabe nasłonecznienie), do góry idą także ceny. Na obniżenie tych ostatnich wpływ może mieć podaż energii ze źródeł odnawialnych. Jeśli jednak OZE pozostaje w cieniu paliw kopalnych, ceny na RDN mogą wystrzelić. I takie przypadki obserwowaliśmy w styczniu oraz lutym br. Dotyczyły różnych państw, ale Polska relatywnie często znajdowała się w gronie krajów, w których energia elektryczna była najdroższa. Czasem byliśmy po prostu liderami rankingu. A to akurat nie powinno nas cieszyć. W pierwszej połowie stycznia ceny na RDN dla Polski wynosiły nawet powyżej 260 euro za megawatogodzinę (12 stycznia było to 269 euro). W tym samym czasie Niemcy mogli się pochwalić wynikiem lekko powyżej 100 euro. Francji, Hiszpanii czy Portugalii udało się wówczas zejść poniżej 90 euro. W mroźnej Skandynawii było niewiele drożej niż za naszą zachodnią granicą. Niestety, o takich rekordach też trzeba pamiętać. Zwłaszcza, że RDN jest powiązany z unijnym systemem handlu uprawnieniami do emisji, czyli osławionym ETS. Polska miała drogą energię, bo jest w znacznym stopniu uzależniona od paliw kopalnych, głównie węgla. https://x.com/Piechocinski/status/1973323211937837167?proportion=0.93 Zamiast obrażać się na rzeczywistość, trzeba się do niej dostosować  Koszty wspomnianych uprawnień będą rosły i chociaż obecnie mówi się sporo o reformie tego systemu, nie należy kurczowo trzymać się myśli, że "jakoś to będzie", że transformacja nie jest potrzebna, bo cały mechanizm pójdzie do kosza. O wiele bardziej prawdopodobne są kosmetyczne zmiany narzędzia niż jego rozbiórka. Tym bardziej potrzebna jest nam przebudowa systemu energetycznego, w którym sektor OZE będzie współdziałał z energetyką jądrową. A wszystko zrównoważą przywołane już przez wiceprezesa PSE magazyny energii. Tezę tę potwierdza rodzimy koncern multienergetyczny. Na kształt cen energii elektrycznej na rynku w kolejnych latach wpłyną przede wszystkim zmiany w miksie energetycznym, ceny paliw i uprawnień do emisji CO2 oraz zapotrzebowanie na energię elektryczną. Zakładamy, że podejmowane działania na rzecz transformacji energetycznej, w tym również przyjęte w ramach strategii Orlen 2035, takie jak: rozwój OZE, magazynów energii, sieci dystrybucyjnych oraz źródeł niskoemisyjnych, pomogą zapewnić ceny dla odbiorców na akceptowalnym poziomie – przekazało nam biuro prasowe koncernu Orlen. Polacy wybrali pellet. I mocno się na tym przejechali Problemem w zakończonym niedawno sezonie grzewczym były nie tylko wystrzały kursów na Rynku Dnia Następnego. Rekordowe okazały się też np. ceny… pelletu. Zima pokazała, że rynek nie był przygotowany na niskie temperatury. Przynajmniej nie na tak niskie i utrzymujące się przez dłuższy czas. Popyt wzrósł drastycznie, podaż za tym nie nadążyła i za tonę pelletu trzeba było zapłacić nawet 2,5 tys. zł, czyli o około 1 tys. zł więcej niż pod koniec ubiegłego roku. Na przestrzeni kilku lat cena tego paliwa wzrosła dwukrotnie. To o tyle istotne, że w Polsce funkcjonuje grubo ponad 400 tys. kotłów na pellet. Ostatnio popularność tego rozwiązania rosła m.in. za sprawą programu Czyste Powietrze. https://x.com/alarm_smogowy/status/2043953559784341774?proportion=1.66 Z opublikowanego niedawno raportu Polskiego Alarmu Smogowego wynika, że kocioł na pellet okazał się najdroższą w eksploatacji metodą ogrzewania domów. Przynajmniej w gronie tych cieszących się największą popularnością. Po drugiej stronie zestawienia znalazły się gruntowa pompa ciepła z ogrzewaniem podłogowym. Roczny koszt ogrzewania domu w przypadku tej ostatniej wyniósł (wedle raportu) około 4,7 tys. zł. Dla kotła na pellet wynik rośnie do niemal 10,4 tys. zł.  Słupki rtęci w dół, zużycie energii w górę Oczywiście nie jest tak, że minionej zimy rósł wyłącznie popyt na pellet. Z danych podawanych przez Polskie Sieci Energetyczne wynika, że zużycie energii elektrycznej w Polsce w styczniu wzrosło o ponad 9,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Warto zaznaczyć, że podobnie wyglądała sytuacja na rynku gazu. Z obecnych szacunków wynika, że w okresie od października 2025 roku do końca lutego 2026 roku zużycie było o ponad 9 proc. wyższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, a w porównaniu ze średnią z trzech wcześniejszych lat wzrosło o ponad 16 proc. Niższe temperatury w sezonie 2025/2026 przekładają się na zwiększone zapotrzebowanie na gaz w gospodarstwach domowych – poinformował nas dział prasowy spółki Orlen. Podobne doniesienia płyną z innej polskiej firmy. Od przedstawicieli PGE dowiedzieliśmy się, że z ich danych wyraźnie wynika, iż zima wpłynęła na poziom zużycia energii. Miarą zjawisk pogodowych była zmiana średniej temperatury w analizowanym okresie – z plus 1.5 st. w roku poprzednim do minus 3.5 st. w roku bieżącym. Zjawisko to przełożyło się na znaczny przyrost zapotrzebowania odbiorców na energię elektryczną, wynoszący ok. 11 proc. wobec analogicznego okresu roku poprzedniego. Warto zauważyć, że nie wszyscy odbiorcy jednakowo reagują na warunki atmosferyczne pod względem zużycia energii elektrycznej – wyjaśniło biuro prasowe PGE. Jeszcze większe wrażenie robią informacje dot. zapotrzebowania na ciepło: Od początku stycznia do końca lutego br. w lokalizacjach, w których znajdują się jednostki wytwórcze PGE EC, odnotowaliśmy większą produkcję ciepła o ok. 30 proc. w stosunku do średniej produkcji z wielolecia. To wynika z większego zapotrzebowania na ciepło naszych odbiorców. W tegorocznym okresie grzewczym zanotowaliśmy około 60 dni ze średnią temperaturą zewnętrzną poniżej zera. Ostatnio podobne warunki atmosferyczne – tak intensywne i długotrwałe mrozy – wystąpiły 16 lat temu, w 2010 roku – zaznaczyli przedstawiciele PGE. Czy te wszystkie wzrosty oznaczają, że Polacy minionej zimy zapłacili rekordowe rachunki za energię? To zależy. W przypadku przywołanego już pelletu odpowiedź jest w miarę prosta i odbiorcy poznali ją nabywając paliwo. Ale jak to wygląda np. w przypadku gazu? Ceny paliwa gazowego m.in. dla gospodarstw domowych i klientów wrażliwych (szpitale, przedszkola, szkoły, wspólnoty mieszkaniowe, etc.) są w Polsce regulowane, a aktualnie obowiązująca taryfa ustalana przez prezesa URE obowiązuje do 30 czerwca 2026 roku (taryfa dystrybucyjna gazu obowiązuje do 31.12.2026 roku). Warto podkreślić, że w ostatnim czasie, dla podmiotów objętych ochroną taryfową, ceny gazu realnie spadły – przekonuje biuro prasowe Orlenu. Jak to wygląda w przypadku ciepła? Przedstawiciele PGE wyjaśnili, że na cenę dostawy ciepła dla klienta końcowego składa się kilka czynników. Mowa o cenie za wytworzenie ciepła oraz opłacie za jego przesyłanie. Obie składają się z części stałej i zmiennej. Ceny zależne są m.in. od kosztów ponoszonych przez firmy energetyczne (koszty paliw, uprawnień do emisji CO2, inwestycji i modernizacji, dystrybucji itd.).                                                                                          Klient końcowy (mieszkaniec) płaci w czynszu zaliczkę na poczet ogrzewania ciepła, która jest ustalana przez administratora budynku np. spółdzielnie mieszkaniowe na podstawie standardowego zużycia dla danego budynku dla całego sezonu grzewczego. Stąd też, jeżeli okaże się, że faktyczne zużycie za sezon grzewczy u takiego odbiorcy jest większe od wielkości prognozowanej, to odbiorca dopłaci różnicę. Skala i kierunek rozliczeń są trudne do oszacowania, szczególnie że zwiększony pobór przez jeden lub dwa miesiące nie oznacza, że całe sześciomiesięczne zużycie będzie większe – uspokaja biuro prasowe PGE. Czy klienci byli/są spokojni? Nie do końca, o czym dowiedzieliśmy się w biurze prasowym grupy E.ON w Polsce. W okresach bardzo niskich temperatur obserwujemy zwiększoną liczbę kontaktów z Biurem Obsługi Klienta w naszych spółkach ciepłowniczych. Klienci częściej dopytują o rozliczenia i poziom zużycia w porównaniu do okresów o łagodniejszej pogodzie. Konsumenci mają wpływ na wysokość rachunków Dostawcy energii zwracają przy tym uwagę, że sami odbiorcy mają wpływ na wysokość rachunków. Istotną rolę odgrywają tu styl użytkowania pomieszczeń, szczelność okien czy izolacja termiczna budynku. Przywoływany już Polski Alarm Smogowy w swoim raporcie stwierdza jednoznacznie, że ocieplenie budynków drastycznie obniża rachunki. Po termomodernizacji koszty ogrzewania mogą spaść nawet o blisko połowę.  https://x.com/GrupaORLEN/status/2034590955370606607?proportion=1.63 Dla niektórych klientów pomocne może być właściwe dobranie cyklu rozliczeniowego. Co do zasady nie ma on wpływu na koszt zużytej energii. Umożliwia jednak kontrolowanie wydatków.  Dla odbiorców rozliczających się co miesiąc, czyli na podstawie rzeczywistego zużycia energii, przełożenie wzrostu zużycia na rozliczenia będzie natychmiastowe. Odbiorcy rozliczający się w długich okresach, najczęściej sześciomiesięcznych, wnoszą najpierw zaliczki na poczet przyszłego rozliczenia, a po tym okresie rozliczani są z rzeczywistego zużycia. Zaliczki te ustalane są na podstawie historii zużycia energii u odbiorcy i z racji swojego charakteru nie uwzględniają długookresowych prognoz pogody – opisuje biuro prasowe PGE. Jeśli zatem ktoś nie lubi niespodzianek, nie powinien decydować się na dłuższe okresy rozliczeniowe. Gdy zużycie okaże się wyższe od prognozowanego, odbiorcę czeka wyrównanie różnicy. W przypadku takiej zimy, jak ta miniona, może to być spory kłopot. To jednak nie wszystko: Realny wpływ na poziom rachunków może mieć np. dobór odpowiedniej grupy taryfowej (np. taryfy strefowe), o ile klient jest w stanie przenieść część zużycia na godziny pozaszczytowe. Klienci mogą też wybierać produkty takie jak E.ON Happy Hours i pomoc fachowców, które premiują korzystanie energii w wyznaczonych godzinach w ciągu dnia – dodało biuro prasowe E.ON. W przypadku innych firm z tego rynku wygląda to podobnie i warto wnikliwie sprawdzić ofertę. Jeżeli kimś wstrząsnęły rachunki za energię w minionym sezonie grzewczym, należy właściwie przygotować się do kolejnego. Bo zima, która przyjdzie za niewiele ponad pół roku, może przynieść jeszcze niższe temperatury i kolejne rekordy. I to takie, których nie chcemy bić.

12
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Powraca po 2 latach. Ten atomowy okręt podwodny budzi wrażenie
Sprzęt 25 KWI 2026

Powraca po 2 latach. Ten atomowy okręt podwodny budzi wrażenie

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Stał się cud wśród zwierząt. Chodzi o zagrożone wyginięciem orangutany
Nauka 25 KWI 2026

Stał się cud wśród zwierząt. Chodzi o zagrożone wyginięciem orangutany

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Korzystasz z tego popularnego narzędzia? Koniecznie sprawdź tę nowość
Aplikacje 25 KWI 2026

Korzystasz z tego popularnego narzędzia? Koniecznie sprawdź tę nowość

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Xbox przestanie wydawać gry na PS5? Nowa szefowa z ważnym ogłoszeniem
Gry 25 KWI 2026

Xbox przestanie wydawać gry na PS5? Nowa szefowa z ważnym ogłoszeniem

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Samsung ma problem. Smartfony Galaxy zagrożone mimo świetnej sprzedaży
Sprzęt 25 KWI 2026

Samsung ma problem. Smartfony Galaxy zagrożone mimo świetnej sprzedaży

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Mocna ofensywa Intela. Firma zasypie nas kartami graficznymi
Sprzęt 25 KWI 2026

Mocna ofensywa Intela. Firma zasypie nas kartami graficznymi

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Sennheiser Momentum 5 nadejdą w czerwcu. Fani marki już szykują pieniądze
Sprzęt 25 KWI 2026

Sennheiser Momentum 5 nadejdą w czerwcu. Fani marki już szykują pieniądze

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Laptop za mniej, niż 2000 zł? Ten naprawdę ma sens i Windowsa na pokładzie
Telepolis.pl
Sprzęt 25 KWI 2026

Laptop za mniej, niż 2000 zł? Ten naprawdę ma sens i Windowsa na pokładzie

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Windows przestanie irytować. Dostaniemy większą kontrolę
Oprogramowanie 25 KWI 2026

Windows przestanie irytować. Dostaniemy większą kontrolę

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Tablet na lata? iPad 11 generacji z 256 GB kupisz dziś w świetnej cenie
Telepolis.pl
Sprzęt 25 KWI 2026

Tablet na lata? iPad 11 generacji z 256 GB kupisz dziś w świetnej cenie

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Baza klientów Zondacrypto w darknecie. Zastrzeż swój PESEL
Bezpieczeństwo 25 KWI 2026

Baza klientów Zondacrypto w darknecie. Zastrzeż swój PESEL

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Sprawdzili, które AI najbardziej zmyśla. Różnice są diametralne
Oprogramowanie 25 KWI 2026

Sprawdzili, które AI najbardziej zmyśla. Różnice są diametralne

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
3 miesiące wolnego na koszt pracodawcy. Jest pomysł zmian
Wiadomości 25 KWI 2026

3 miesiące wolnego na koszt pracodawcy. Jest pomysł zmian

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Pozamiatane. x-kom wyprzedaje drony z kamerą po 99 zł
Sprzęt 25 KWI 2026

Pozamiatane. x-kom wyprzedaje drony z kamerą po 99 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Koniec Soundcore. Marka zniknie z rynku, bo Anker ma inny pomysł
Sprzęt 25 KWI 2026

Koniec Soundcore. Marka zniknie z rynku, bo Anker ma inny pomysł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
To ma być rewolucja w telewizorach. Słono za nią zapłacimy
Sprzęt 25 KWI 2026

To ma być rewolucja w telewizorach. Słono za nią zapłacimy

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
PKO BP alarmuje. To już jutro
Konta 25 KWI 2026

PKO BP alarmuje. To już jutro

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Google ma nowego faworyta. Anthropic dostanie 40 miliardów dolarów
Tech 24 KWI 2026

Google ma nowego faworyta. Anthropic dostanie 40 miliardów dolarów

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Więcej nowości
AMD powoli dogania Intela. Ale przy tych cenach to dużo nie zmieni
Tech 24 KWI 2026

AMD powoli dogania Intela. Ale przy tych cenach to dużo nie zmieni

Niebiescy od lat znani są z lepszych kontrolerów pamięci i szybszej adaptacji nowych rozwiązań. Wygląda jednak na to, że u Czerwonych też coś się ruszyło. AMD wprowadza aktualizacje dla swoich profili pod pamięci RAM DDR5. W ramach EXPO 1.2 dostajemy obsługę nowych standardów oraz opcje, które mają obniżyć opóźnienia. Jest to dobra wiadomość dla wszystkich posiadaczy Ryzenów, ale największe korzyści odczują entuzjaści. ASUS rozpoczął już wdrażanie AMD EXPO 1.2 Jedną z najważniejszych nowości jest poprawa współpracy modułów o różnych pojemnościach i rozszerzeni wsparcia dla MRDIMM, CUDIMM i CSODIMM. Co prawda obecne platformy i CPU na bazie architektury Zen5 muszą zadowolić się trybem bypass, a więc bez wyższej wydajności, ale ma to zostać dopracowane przy generacji Zen6 i nowszych płytach głównych. Oprócz tego zwrócono uwagę na tREFI, tRRDS, tWR oraz tryb ULL, czyli Ultra-Low Latency. Według ujawnionych informacji nowe zestawy pamięci EXPO 1.2 mają być w stanie obniżyć opóźnienia nawet o 5-7 ns względem typowych modułów DDR5-6000 i wcześniejszej wersji profili. Na koniec AMD dodało podobno wsparcie dla trzech nowych producentów modułów RAM z Chin. Mowa o RAMXEED Limited Conexant, Rui Xuan oraz Fujitsu Synaptics. Nie zostało to jednak oficjalnie potwierdzone, a produkty tych firm nie występują w polskich sklepach. Pierwsze wdrożenia EXPO 1.2 już ruszają. Pionierem jest ASUS, który zaczął dodawać obsługę nowego standardu w BIOS-ach dla wybranych płyt X870(E). To tylko kwestia czasu, gdy zrobi to też ASRock, GIGABYTE i MSI. Jest tylko jeden problem - ze względu na szaleństwo związane z AI mało kogo stać obecnie na zakup RAMu, a co dopiero nowych i wydajnych modeli.

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Disney+ tnie ceny. Jest też ukryty trik, ale czas ucieka
Telewizja i VoD 24 KWI 2026

Disney+ tnie ceny. Jest też ukryty trik, ale czas ucieka

Disney+ ruszył z nową promocją, która pozwala na obniżenie kosztów subskrypcji przez pierwsze trzy miesiące. Oferta jest skierowana tylko do nowych i powracających klientów, ale przy odrobinie sprytu skorzystają z niej również obecni użytkownicy platformy.  Czasu na podjęcie decyzji nie ma jednak zbyt wiele – akcja trwa tylko do 6 maja 2026 roku. Nie ma więc co zwlekać. Tańsze pakiety Standard i Premium W akcji promocyjnej Disney+ obniżył ceny obu planów na platformie. Aby z nich skorzystać, należy mieć ukończone 18 lat, założyć nowe konto lub zalogować się na stare (bez aktywnej subskrypcji) oraz podać ważną metodę płatności. Do wyboru przygotowano dwa warianty: Plan Standard za 23,99 zł miesięcznie (zamiast 34,99 zł), oferujący jakość 1080p Full HD i jednoczesne oglądanie na dwóch urządzeniach. Plan Premium za 39,99 zł miesięcznie (zamiast 59,99 zł), zapewniający obraz w 4K UHD z HDR, obsługę Dolby Atmos i dostęp na czterech urządzeniach jednocześnie. Osoby mające aktywną subskrypcję nie kwalifikują się oficjalnie do nowej promocji, ale istnieje sposób na obniżenie rachunków. Wystarczy rozpocząć procedurę rezygnacji z usługi w ustawieniach. Gdy Disney+ zauważy, że użytkownik klika przyciski prowadzące do zamknięcia konta, spróbuje go zatrzymać specjalną zniżką. Oczywiście warto z niej skorzystać.  Niezależnie od wyboru ścieżki prowadzącej do zniżek, po zakończeniu trzymiesięcznego okresu promocyjnego subskrypcja automatycznie odnowi się w standardowej cenie. Kto nie chce płacić pełnej kwoty 34,99 zł lub 59,99 zł, powinien już wcześniej, po wejściu w trzeci miesiąc, anulować usługę przed upływem zniżkowego czasu. Z platformy można zrezygnować w dowolnym momencie, a zmiana wejdzie w życie na koniec trwającego okresu rozliczeniowego.

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Więcej nowości

Engwe Engine Pro 3.0 Boost - najpotężniejszy rower elektryczny (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 22 KWI 2026

Engwe Engine Pro 3.0 Boost - najpotężniejszy rower elektryczny (test)

Gdy już wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi podczas testów Engwe Engine Pro 2.0, magle wjechał on, Engine Pro 3.0 Boost, z jeszcze większą mocą, jeszcze większym zasięgiem, jeszcze lepszą amortyzacją i ładowaniem od zera do pełna w 2 godziny. Engwe Engine Pro 3.0 Boost Podczas testów Engwe Engine Pro 2.0 niespodziewanie producent zapowiedział swój nowy wiodący rower elektryczny Engwe Engine Pro 3.0 Boost. Testowy egzemplarz dojechał do mnie jeszcze zimą i czekał w spokoju na wiosnę. Oczywiście da się korzystać z rowerów Engwe też zimą, mają odpowiednie certyfikaty odporności, ale z pomysłem tym wygrały problemy z zatokami. Chociaż z pozoru Pro 2.0 i Pro 3.0 Boost to bardzo zbliżone rowery, już na start można mówić o istnym przełomie. Poprawiony został praktycznie każdy z parametrów konstrukcji. Tak różnice opisuje na swojej stronie sam producent: Jako użytkownik kolejnego już roweru elektrycznego zwracam tutaj uwagę przede wszystkim na kwestię czasu ładowania. Engwe zdecydował się na wprowadzenie do świata fatbike'ów swojej wiedzy uzyskanej przy konstruowaniu roweru miejskiego Engwe N1 Pro. Podobnie jak w we wspomnianym modelu, czas ładowania został skrócony z typowych 5-6 godzin do zaledwie 2 godzin. A przypomnijmy, że rozmawiamy o akumulatorze 720 Wh firmy Samsung (48V, 15Ah, ogniwa Samsung 21700, z BMS), który daje zasięg wspomaganej jazdy wynoszący rekordowe 130 km. Tych rekordów jest jednak więcej. [SALE-4782] [SALE-4783] [SALE-4784] Zupełnie nowa konstrukcja ramy i aż 90 Nm! O ile centralny amortyzator w Engine Pro 2.0 robi swoje, to już w ten w Engine Pro 3.0 Boost sprawia wrażenie większej symbiozy z całą ramą. Co warto podkreślić, punkty styku są łożyskowane i cała amortyzacja jest cichutka, wystarczy tylko ze dwa razy w sezonie nasmarować amortyzatory odpowiednim preparatem. Producent wyliczył, że skuteczność amortyzacji wzrosła o 55%, dla mnie to tak naprawdę zupełnie nowy poziom, niezależnie od jakichś procentów. Jazda jest wyjątkowo miękka i stabilna, a potężne wspomaganie pozwala nawet zapomnieć o blokowaniu przedniego amortyzatora na utwardzonych drogach. Amortyzowane jest też siodło, które jest szerokie i odpowiednio miękkie — zapomnijcie o kontuzji tyłów pierwszego tygodnia jazdy, tak częstej na początku sezonu rowerowego. Choć muszę przyznać, że trochę szkoda otworu znanego z Engine Pro 2.0 - poprawiał on wentylację i dodatkowo ułatwiał prowadzenie roweru. Wśród różnic warto też zauważyć, że tym razem pedały nie składają się na czas transportu czy przechowywania. Choć nie licząc transportu autem w Engine Pro 2.0 pedałów nie składałem. Samo zwinięcie roweru w kłębek wystarczało mi do wygodnego przechowywania roweru w domu. Engine Pro 3.0 Boost to również rower ze składaną ramą i kierownicą na czas przechowywania. Przesunięcie miejsca przechowywania akumulatora z ramy na okolice pod siodłem zmienia przy tym sposób pracy z rowerem. W Engine Pro 3.0 sama już masa ramy nie powoduje szybkiego złożenia zawiasów, a ich mechanizm wykonano jeszcze solidniej. Trzeba więc nieco więcej siły, by rower złożyć i np. pomóc sobie kolanem. W dalszym ciągu nie jest natomiast problemem wciśnięcie roweru do ciasnej windy, bez konieczności pionowania. Jest to o tyle istotne, że masa urządzenia wzrosła do 34,7 kg, w stosunku do 31,6 kg Engine Pro 2.0. Czy czuje się to w praktyce? Nie bardzo, natomiast linia urządzenia jest teraz o wiele bardziej drapieżna i harmoniczna. Czuć siłę i solidność oraz widać wysiłek konstruktorów, by rower nie wyglądał jak sprzęt adaptowany do roli pojazdu elektrycznego, tylko jak urządzenie finezyjnie zaplanowane od pierwszej śrubki. Realny zasięg, polskie prawo i o co chodzi z Boostem Maksymalne obciążenie nowego modelu to aż 150 kg. Możemy tym samym dociążyć bagażnik (do 25 kg), jak i pozwolić sobie na duży plecak turystyczny, bez ryzyka, że zadławimy potencjał roweru. Na 1. poziomie wspomagania producent deklaruje nawet 130 km zasięgu i jestem skłonny uwierzyć w tę obietnicę. Podczas równoległych testów inne sprzętu na rowerze śmigał zawodnik o wadze 65 kg, który wspomaganie włączał, gdy tylko musiał, trzymając się biegów 1-3 i z kalkulacji wynika, że przy takim stylu jazdy z powodzeniem mógłby pokonać 200 km na pojedynczym ładowaniu. Sam ważąc około 90 kg i jednak chcąc się nacieszyć dodatkową mocą wyciągałem bez trudu zasięgi rzędu 65 km na trudnym terenie (wspomaganie 3-5), a jeżdżąc głównie po ścieżkach rowerowych i asfaltem do zrobienia było ponad 80 km. To nie są dobre wyniki, to wręcz wybitne parametry, nieosiągalne dla zdecydowanej większości konkurentów. Co warto przy tym podkreślić, rower jest w 100% zgodny z polskimi przepisami prawa drogowego. Maksymalna prędkość wspomagania jest limitowana do 25 km/h (szybciej jeździ się już siłą własnych mięśni), nie ma manetki samodzielnej jazdy roweru (nie działa jak skuter), ma mocne przednie i tylne oświetlenie, a do tego donośny elektroniczny dzwonek. Podczas testów nie próbowałem ściągać blokad z roweru, patrząc jednak na poprzednie modele, jakaś metoda pewnie się na to znajdzie. Co przy tym zauważyłem, rower nieco inaczej wydatkuje energię wspomagania niż Engine Pro 2.0. Typowa prędkość jazdy oscyluje w okolicy 20-22 km/h, a dopiero naciśnięcie przycisku Boost na kierownicy daje dodatkowego kopa i docieramy do 25 km/h. Przycisk przydaje się szczególnie przy stromych podjazdach i nierównościach terenu, w pozostałych sytuacjach dynamika jazdy jest bardziej rekreacyjna. No a jest tu czym boostować, bo maksymalny moment obrotowy wzrósł z imponujących 75 Nm do absurdalnych wręcz 90 Nm. Jeśli ktoś zdecyduje się na zdjęcie blokady poza drogami publicznymi, będzie miał pod sobą niezwykle narowistego rumaka. W przeciwieństwie do dotychczasowych konstrukcji, kluczyk nie musi być stale wciśnięty w "stacyjkę" roweru. Służy on jedynie do wyjmowania akumulatora i poza tym może siedzieć gdzieś w plecaku. Akumulator naładować możemy zarówno rowerze, jak i po wyjęciu go. Ta druga opcja to błogosławieństwo, ale jeszcze większym jest czas ładowania, który został skrócony z 5,5 godziny do zaledwie 2 godzin. To nie ewolucja, to prawdziwa rewolucja, dzięki której z łatwością naładujemy rano baterie, nie tracąc pięknej pogody na czekanie. Zarządzanie rowerem — są wreszcie procenty Engwe Engine Pro 3.0 Boost to kolejne już urządzenie producenta oferujące dodatkowe usługi oparte na aplikacji Engwe. Podobnie jak w bardziej szosowym Engwe N1 Pro, dostajemy tutaj łączność 4G i wbudowany w ramę GPS, pozwalający śledzić lokalizację urządzenia. Jest też alarm uruchamiany przy próbie przesuwania zablokowanego sprzętu. Możemy przeglądać opublikowane trasy innych użytkowników, jak i planować własne, wraz ze wskazówkami wyświetlanymi na ekranie. To za pośrednictwem aplikacji można też pobierać aktualizacje dla roweru i instalować je nawet podczas trasy. Ten ostatni aspekt zapewnia dostosowanie sprzętu do zmieniających się regulacji rynkowych, a także pozwala na dalszy rozwój urządzenia i optymalizację jego parametrów. W przeciwieństwie do testowanej przez nas ostatnio hulajnogi Engwe Y1000, producent nie zdecydował się tutaj na zastosowanie tagów NFC do odblokowania roweru. Mamy tradycyjny kod PIN, automatycznie odblokowanie, gdy rower połączy się przez Bluetooth ze sparowanym telefonem lub swobodne blokowanie i odblokowywanie w samej aplikacji. Dodatkowo Engwe N1 Pro miał jeszcze antykradzieżową blokadę hamulców, tutaj producent nie zdecydował się na to rozwiązanie. Nie zmienia to faktu, że obsługa roweru jest bardzo prosta. A menu ustawień wyświetlane na ekranie samego sprzętu to miejsce, do którego właściwie nie trzeba zaglądać. Włączenie oświetlenia to przytrzymanie przez 2 sekundy przycisku "+", z kolei przytrzymanie przycisku "-" pozwala wywołać tryb wspomaganego prowadzenia roweru (do 6 km/h). Przyciskiem "i" możemy zaś szybko zmienić informacje na ekranie, takie jak długość pojedynczej wycieczki i łączne przebyte kilometry. Prościej się nie da. Sam ekran jest wystarczająco czytelny i producent wręcz chwali się poprawą kontrastu względem poprzednika. Ale sam nie wiem, czy TFT to odpowiedni kierunek. Wolałbym tutaj albo monochromatyczny ekran LCD, albo jakiś ultra-jasny OLED, który oferuje większy kontrast. Nie jest źle, ale wciąż pozostaje przestrzeń do poprawek. Filmów na tym nie oglądamy, kontrast jest najważniejszy. Bardzo przy tym cieszy mnie zastosowanie dokładnego, procentowego wyświetlania poziomu naładowania akumulatora - niby głupota, a pozwala o wiele wygodniej planować trasy i ewentualnie doładować baterię przed wycieczką. Najlepszy Fat Bike na rynku? Engwe Engine Pro 3.0 Boost to jeden z najlepszych rowerów typu Fat Bike, jakie są dostępne na polskim rynku. Miażdży konkurencję realnym zasięgiem (do 130 km), absurdalnym momentem obrotowym sięgającym 90 Nm, innowacyjnym zawieszeniem, prostotą obsługi, wbudowanym GPS-em i łącznością 4G, a do tego systemem zasilania, który zmienia wszystko. Nie umknie Ci już przez sklerozę piękna pogoda. Nie musisz zostawiać ładowania na noc, bo potrzebny czas to zaledwie 2 godziny, a nie dotychczasowe 5,5 godziny. Z takimi parametrami rower jest praktycznie zawsze gotowy na wakacyjną przygodę i odpada jedno z ograniczeń dotychczasowych rowerów elektrycznych. Engine Pro 3.0 Boost to doskonała, w pełni legalna w Polsce (!) propozycja dla miłośników najwyższego komfortu jazdy rowerem. Praktycznie znikają pod nim krawężniki, a strome podjazdy pokonujesz jak płaskie odcinki, bez nawet kropli potu. Gdy potrzebujesz nieco większego kopnięcia, pod kciukiem znajdziesz przycisk Boost, dający błyskawiczną akcelerację. Właściwie jedynym istotnym ograniczeniem jest tutaj cena. Choć te około 7000 zł, patrząc na parametry konkurentów w tej cenie, absolutnie nie jest skokiem na kasę. To wręcz pstryczek w nos konkurencji, że da się w tym budżecie zaoferować klientom znacznie więcej. Po ocenie 9/10 dla Engwe Engine Pro 2.0 nie pozostaje mi nic innego, jak ocena maksymalna. Engwe Engine Pro 3.0 Boost to rower, który bije się na rekordy właściwie już tylko sam ze sobą i nowa definicja jakości w świecie Fat Bike'ów. [SALE-4782] [SALE-4783] [SALE-4784]

7
LECH OKOń
1.

Popularne porównania