Lidl w końcu się przyznał. To nie są ludzie
Telepolis.pl
Tech 18:49

Lidl w końcu się przyznał. To nie są ludzie

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w reklamie to właściwie codzienność. W praktycznie każdej gazetce reklamowej znajdziemy zdjęcia generowane z użyciem AI. W Lidlu coś jednak się zmieniło. Do tej pory nikt się nie przyznawał bez pytania W najnowszej gazetce Lidla (Katalog ważny od 8.06 do 13.06) wprawione oko dostrzeże dodatkowe opisy. Pojawiają się one na dole strony lub są wtopione w same zdjęcia. Napis jest stale ten sam: „Grafika została zmodyfikowana przy użyciu AI”. Póki co tego typu oznaczenia pojawiają się praktycznie wyłącznie przy zdjęciach produktów odzieżowych, a w samym tylko jednym katalogu naliczyłem 7 takich dopisków. Bywa przy tym, że są one słabo widoczne, jak np. tutaj: Rękę dam sobie uciąć, że modyfikacje dotyczą też wielu innych produktów, szczególnie że Photoshop niemal już wymusza AI nawet podczas samego kadrowania. Niemiecki dyskont skupia się jednak tutaj wyłącznie na wygenerowanych przez siebie modelach, noszących ubrania będące w ofercie sklepu. Trudno przy tym oczekiwać, że wygenerowane zdjęcia będą oddawać rzeczywisty wygląd asortymentu na żywym człowieku. I co do zasady dobrze, że oznaczają, źle natomiast, że aż tak oszczędzają. Gest dobrej woli czy przymus? W niemieckich gazetkach próżno szukać tego typu oznaczeń. Może to wynikać z autentycznych sesji zdjęciowych produktów lub braku takiego obowiązku. O tego typu poczciwą nadgorliwość trudno podejrzewać polski oddział. Całkiem możliwe nawet, że nie została jeszcze ogłoszona interwencja np. ze strony UOKiK-u, ale to na razie tylko gdybanie. Świeżość zmiany w podejściu Lidla podkreśla fakt, że w znajdującym się obecnie na stronie innym folderze, ważnym od 8 do 10 czerwca występują dokładnie te same zdjęcia, ale już bez dodatkowych oznaczeń. O komentarz w sprawie poprosiliśmy biuro prasowe Lidla. Artykuł zostanie uaktualniony, gdy tylko otrzymamy odpowiedź.

1
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Koniec szpiegowania klientów. Ukarany m.in. T-Mobile
Bezpieczeństwo 20:29

Koniec szpiegowania klientów. Ukarany m.in. T-Mobile

0
PATRYCJA KORBA
1.
Telefon przemówił po chińsku? Szykuj się na kłopoty
Aplikacje 19:39

Telefon przemówił po chińsku? Szykuj się na kłopoty

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
To nie Samsung, to nowy składany iPhone
Tech 18:01

To nie Samsung, to nowy składany iPhone

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Zdjęcia Google stają się jeszcze lepsze. Zobacz, jakie nowości trafią na twój smartfon
Aplikacje 16:24

Zdjęcia Google stają się jeszcze lepsze. Zobacz, jakie nowości trafią na twój smartfon

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Ostatnie WWDC Tima Cooka. Czego się spodziewać?
Tech 15:35

Ostatnie WWDC Tima Cooka. Czego się spodziewać?

0
PATRYCJA KORBA
1.
Samsung szykuje takiego miętowego Galaxy. Są cięcia, ale i tak będzie hit
Sprzęt 14:41

Samsung szykuje takiego miętowego Galaxy. Są cięcia, ale i tak będzie hit

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Skutki przebywania głęboko pod wodą. Bardzo charakterystyczne uczucie
Nauka 13:52

Skutki przebywania głęboko pod wodą. Bardzo charakterystyczne uczucie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Sklepy autonomiczne padają. Wszystko przez wandali
Tech 13:07

Sklepy autonomiczne padają. Wszystko przez wandali

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Szybkość ponaddźwiękowa bez huku. NASA przeprowadziła ważny lot
Nauka 12:18

Szybkość ponaddźwiękowa bez huku. NASA przeprowadziła ważny lot

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
AMD ma wizję. Przyszłość należy do architektury UMA
Sprzęt 11:29

AMD ma wizję. Przyszłość należy do architektury UMA

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Oceny lecą na łeb, na szyję. Alarmujący trend na studiach
Nauka 10:38

Oceny lecą na łeb, na szyję. Alarmujący trend na studiach

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Edycja ludzkich genów stała się faktem. Ma to pomóc eliminować choroby
Nauka 08:56

Edycja ludzkich genów stała się faktem. Ma to pomóc eliminować choroby

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Tańsze a dobre. Sony szykuje wysyp przystępnych OLED TV
Sprzęt 06 CZE 2026

Tańsze a dobre. Sony szykuje wysyp przystępnych OLED TV

5
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Wkrótce filmiki w internecie przyspieszą. Weszła nowa technologia
Oprogramowanie 06 CZE 2026

Wkrótce filmiki w internecie przyspieszą. Weszła nowa technologia

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Tego o czarnych dziurach nie wiedziałeś. Planety sporo im zawdzięczają
Nauka 06 CZE 2026

Tego o czarnych dziurach nie wiedziałeś. Planety sporo im zawdzięczają

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Koniec kiepskich monitorów. Te sprzęty wyznaczą nowe standardy
Sprzęt 06 CZE 2026

Koniec kiepskich monitorów. Te sprzęty wyznaczą nowe standardy

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Elektroniczne naklejki uchronią lasy przed pożarami
Nauka 06 CZE 2026

Elektroniczne naklejki uchronią lasy przed pożarami

0
PATRYCJA KORBA
1.
Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu
Telewizja i VoD 06 CZE 2026

Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu

5
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Więcej nowości
Tańszy Galaxy S27 Pro będzie tym lepszym? Ultra mniej ultra
Sprzęt 06 CZE 2026

Tańszy Galaxy S27 Pro będzie tym lepszym? Ultra mniej ultra

Nadchodzący Samsung Galaxy S27 Pro może okazać się najciekawszym flagowcem koreańskiego producenta od lat. Jeden detal powoduje przetasowanie w rankingu opłacalności. To Samsung Galaxy S27 Pro może okazać się tym razem najlepszym modelem Zmiany dotyczące baterii oraz systemu aparatów sugerują coś, co do niedawna wydawało się wręcz „nie do pomyślenia” - wariant Pro serii S27 może być lepszym i bardziej racjonalnym wyborem na co dzień niż najdroższy i flagowy model Ultra. Zacznijmy od kwestii zasilania, która budzi ogromne emocje. Według przecieków Galaxy S27 Pro zostanie wyposażony w pojemne ogniwo o wartości 5000 mAh. Galaxy S26+, którego logicznym następcą zdaje się S27 Pro, miał niewiele mniejszą baterię 4900 mAh, ale przy znacznie większym ekranie 6,7 cala. Choć model Ultra dostanie fizycznie nieco większą baterię (od 5200 do 5500 mAh), to właśnie tańszy model Pro może zostać mistrzem w długości czasu pracy na jednym ładowaniu. Wynika to wprost z różnicy w rozmiarach wyświetlacza. S27 Pro ma posiadać bardziej kompaktowy ekran o przekątnej 6,47–6,5 cala, podczas gdy Ultra zaoferuje ogromny, znacznie bardziej prądożerny panel o przekątnej około 6,8–6,9 cala. Ponieważ oba smartfony ma napędzać ten sam, ultrawydajny procesor Snapdragon 8 Elite Gen 6 Pro, mniejszy wyświetlacz S27 Pro zaoferuje mniejsze zapotrzebowanie na energię. W efekcie rzeczywisty czas pracy modelu Pro może z łatwością dorównać, a w wielu scenariuszach nawet przewyższyć wyniki flagowca Ultra. Aparaty w końcu poprawione Prawdziwa rewolucja i ogromne zaskoczenie kryją się jednak w aparatach. Dotychczas to wersja Ultra była bezwzględnym liderem fotograficznym, lecz tym razem S27 Pro może częściowo odwrócić ten trend. Przecieki wskazują, że Galaxy S27 Ultra najprawdopodobniej straci dedykowany aparat z teleobiektywem o przybliżeniu 3x (10 Mpix), polegając w zamian na bezstratnym wycinaniu kadru z potężnej głównej matrycy 200 MP (do przybliżeń rzędu 5x). Z kolei to mniejszy Galaxy S27 Pro otrzyma w pełni dedykowany aparat 50 MP z 3,5-krotnym zoomem, oparty na innowacyjnej technologii ALoP (All-in-One Lens Platform). W codziennym użytkowaniu, gdzie najczęściej sięgamy po przybliżenia rzędu 3x-4x, obecność dedykowanego teleobiektywu 50 Mpix w modelu Pro prawdopodobnie zapewni wyższą jakość, naturalniejszą głębię obrazu i szybsze ostrzenie niż poleganie na technologii "cropowania" matrycy głównej w droższej wersji Ultra. Podsumowując, nadchodzący Samsung Galaxy S27 Pro (którego premiera spodziewana jest na styczniowym wydarzeniu Unpacked w 2027 r.) zapowiada się jako urządzenie idealnie skrojone pod faktyczne potrzeby większości konsumentów. Za zauważalnie niższą kwotę otrzymamy flagowy układ, rewelacyjny czas pracy na baterii, topowe sensory aparatów – na czele z innowacyjnym teleobiektywem, którego fizycznie zabraknie u droższego brata – oraz znacznie wygodniejszą, poręczniejszą konstrukcję bez rysika S Pen. Zgodnie z najnowszymi informacjami to Galaxy S27 Pro wyrasta na czarnego konia i prawdopodobnie najlepszy wybór z nowej rodziny Samsunga. Pozostaje mieć nadzieję, że i w tym modelu Samsung nie zapomni o szybkim ładowaniu, takim choć 45W.

2
PATRYCJA KORBA
1.

Więcej nowości

Fani czekali 12 lat. Kontynuacja kultowego horroru zaskakuje
Gry 06 CZE 2026

Fani czekali 12 lat. Kontynuacja kultowego horroru zaskakuje

Niemal dwanaście lat czekali fani na drugą część jednego z najlepszych horrorów wszech czasów. Na Summer Game Fest 2026 właśnie po raz pierwszy zaprezentowano Alien Isolation 2. Obcy Izolacja 2 ma sporo niespodzianek. Zmienia się bohaterka i otoczenie W 2024 r. dowiedzieliśmy się, że Obcy Izolacja 2 jest obecnie w przygotowaniu. W tym roku, 26 kwietnia zobaczyliśmy pierwszy "teaser" gry. Natomiast teraz, przy okazji Summer Game Fest 2026, wreszcie zobaczyliśmy grę w akcji. Alien Isolation 2 jest bezpośrednią kontynuacją gry Creative Assembly z 2014 r., ale na pierwszy rzut oka zmieniło się bardzo sporo jeśli chodzi o styl wizualny i scenografię gry. Zamiast wyłącznie klaustrofobicznych, retro-futurystycznych korytarzy, mamy tutaj też zauważalną ilość otwartej przestrzeni. https://www.youtube.com/watch?v=lUfKBrUgiS0&source_ve_path=MjM4NTE& Akcja gry toczy się na kolonii Weyland-Yutani o nazwie Kurosaki Station, a na zwiastunie widać również moduł Gemini Labs, który został odczepiony od stacji Sewastopol. Sega zapowiada, że będziemy mogli, a wręcz musieli tworzyć nowe narzędzia i wypracowywać nowe techniki, aby uniknąć śmiertelnego zagrożenia w tym nowym otoczeniu. Kolonia znajduje się w odległym zakątku galaktyki, a cechuje się bardzo burzliwą pogodą. Co ciekawe, nie będziemy grać Amandą Ripley, lecz zupełnie nową postacią, na którą czeka świeża historia. Powróci natomiast wykrywacz ruchu. Obcy, który pojawił się w zwiastunie, wydaje się być innym ksenomorfem niż ten z jedynki – bardziej przypomina "wojowników" z Obcy: Decydujące starcie. Specjaliści od franczyzy spekulują, że może to oznaczać wprowadzenie jakichś elementów walki, choć raczej wszystko wskazuje na to, że będziemy się czuć zaszczuci i pozbawieni równych szans w starciu z obcymi. [gallery][img]255226[/img][img]255236[/img][img]255231[/img][img]255224[/img][img]255228[/img][img]255230[/img][img]255227[/img][img]255229[/img][img]255225[/img][img]255232[/img][img]255235[/img][img]255233[/img][img]255234[/img][/gallery] Ponownie reżyserem i dyrektorem artystycznym będzie Al Hope, odpowiedzialny za pierwszą odsłonę, ale tym razem oprócz niego w tej drugiej roli będzie go wspierać również Ana Sopikova (Forza Horizon 4, Hogwarts Legacy). Nie padła data wydania, ale gra ukaże się na PC, PS5, Xbox Series X/S i Switch 2.

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

Polacy zapłacili za nią miliony. Ta aplikacja to nieśmieszny żart
Publicystyka 04 CZE 2026

Polacy zapłacili za nią miliony. Ta aplikacja to nieśmieszny żart

Aplikacja kosztowała podatników miliony i nie ma sensu. Tak, mniej więcej, skomentował ten projekt przedstawiciel obecnej ekipy rządzącej. W ten sposób zaserwował kuksańca poprzednikom. Potem jednak okazało się, że program jest nadal wykorzystywany. I wciąż generuje koszty. Gdzie tu logika? Polakom bardzo przypadła do gustu aplikacja mObywatel – korzysta z niej już 12 mln użytkowników, o czym niedawno informowało Ministerstwo Cyfryzacji. Rośnie nie tylko liczba użytkowników, ale też wachlarz spraw, które można załatwić z pomocą tego narzędzia. Sukces, którym warto chwalić się w Unii Europejskiej. Ten sam resort ma w schowku rozwiązanie znacznie mniej popularne, ale również zasługujące na uwagę. Mąż Zaufania, czyli aplikacja od Ministerstwa Cyfryzacji W błędzie są ci, którzy myślą, że aplikacja Mąż Zaufania to produkt nowy – powstała z myślą o wyborach w 2023 roku. Po co konkretnie? Aby przeciwdziałać ewentualnym naruszeniom podczas głosowania czy liczenia głosów. Oprogramowanie służy do przekazywania materiałów, np. filmów, na których zarejestrowano prace komisji wyborczych czy referendalnych. Narzędzie nie było przeznaczone dla wszystkich chętnych. Skorzystać mogli z niego mężowie zaufania zarejestrowani w Bazie Mężów Zaufania, a także obserwatorzy wyborczy zgłoszeni przez uprawnione podmioty. Osoby te mogły pobrać aplikację na iOS lub Androida, uwierzytelnić się w niej, a następnie przesyłać do Ministerstwa Cyfryzacji filmy, ale też zdjęcia czy nagrania audio. Treści te resort mógłby przekazać policji czy prokuraturze. Nowa władza karci starą za drogą aplikację Głośno na temat aplikacji zrobiło się w 2024 roku. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski stwierdził wówczas, że z aplikacji, która kosztowała 2 mln zł, skorzystało… osiem osób. Polityk uderzał w dzieło własnego resortu? I tak, i nie. Owszem, był to projekt rozwijany przez Ministerstwo Cyfryzacji, ale za czasów poprzedniego rządu. Pisząc krótko: nowa ekipa zarzucała starej niegospodarność. Aplikacja powstała, gdy szefem resortu był Janusz Cieszyński. Ten ostatni uznał, że należy zareagować na słowa Dariusza Standerskiego i umieścił wpis w serwisie X. Tłumaczył w nim m.in., że aplikacja powstała jako alternatywa dla znacznie droższego i trudniejszego w obsłudze systemu nagrywania. Przekonywał też, że niewielka liczba zgłoszeń to dobra wiadomość, bo oznacza wystąpienie nielicznych nieprawidłowości.  Aplikacja została zbudowana przez należącą w 100% do Skarbu Państwa Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych i oparta o elastyczną technologię chmurową dzięki której nie trzeba było kupować bardzo drogiej infrastruktury co do której wykorzystania nie było pewności. Została przygotowana tak, aby można było użyć jej też w kolejnych wyborach płacąc praktycznie wyłącznie za wykorzystaną przestrzeń dyskową w chmurze – tłumaczył Janusz Cieszyński. Pytania bez odpowiedzi, puste deklaracje i wymowna cisza Ta korespondencyjna wymiana zdań miała miejsce na początku 2024 roku. Po dwóch latach postanowiliśmy sprawdzić, jakie są losy aplikacji Mąż Zaufania pod rządami obecnej koalicji. I muszę napisać, że nie spodziewałem się takich trudności w pozyskiwaniu informacji na temat opisywanego narzędzia. W pewnym momencie można było nawet odnieść wrażenie, że sprawa jest przeciągana, by nas zniechęcić. Pierwszy kontakt z resortem był obiecujący, wydawało się, że w miarę szybko zdobędziemy interesujące nas dane. Ba, zgłosił się urzędnik, który sam zadeklarował pomoc w tym temacie. A wsparcie było potrzebne z prostego powodu: Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało nas, że w sprawie kosztów funkcjonowania aplikacji Mąż Zaufania należy się kontaktować z Państwową Wytwórnią Papierów Wartościowych. Bo to ten podmiot zbudował aplikację i odpowiadał za jej obsługę, o czym była już mowa. Tyle że przedstawiciele PWPW nie odpowiadali na nasze pytania.  Sprawa ciągnęła się kilka miesięcy, nie brakowało zapewnień o jej rychłym załatwieniu. I tłumaczeń, dlaczego przebiega to tak opornie. Stanęło na tym, że urzędnik, który zaoferował pomoc… przestał odpisywać na maile i odbierać telefon. Całkowita klęska? Niekoniecznie – część danych udało się pozyskać.  Aplikacja była błędem, ale nadal z niej korzystamy Dowiedzieliśmy się np., że aplikacja nie została wyłączona po krytyce ze strony wiceministra Dariusza Standerskiego. Narzędzia użyto podczas wyborów samorządowych, a także do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku. W kolejnym roku aplikacja Mąż Zaufania została wykorzystana w trakcie wyborów prezydenckich w Polsce. Dla tego ostatniego przypadku mamy nawet konkretne statystyki: aplikację pobrano 929 razy. Liczba rejestracji była znacznie niższa i dobiła 20. Trudno pisać o wielkim skoku względem początkowego okresu funkcjonowania tego rozwiązania.  No dobrze, a co z pieniędzmi? Aplikacja przestała kosztować? Otóż nie. Przedstawicielka Centralnego Ośrodka Informatyki poinformowała nas, że koszt wytworzenia aplikacji w 2023 roku wyniósł 1 667 709,84 zł brutto. Rozwój aplikacji w 2025 roku kosztował 375 103,62 zł brutto. Są to wydatki po stronie Ministerstwa Cyfryzacji. Danych za 2024 rok nie posiadamy, ale zapewne było to kilkaset tysięcy złotych. Aplikacja Mąż Zaufania wciąż jest utrzymywana, co tylko w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2026 roku kosztowało resort średnio niemal 30 tys. zł brutto. Miesięcznie. Tak, mowa o tej samej aplikacji, którą przeszło dwa lata temu piętnował wiceminister cyfryzacji. Nie można wykluczać, że narzędzie zostanie też użyte podczas wyborów w 2027 roku. Od przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji dowiedzieliśmy się, że prowadzone są prace, które mogą prowadzić do zmian legislacyjnych w zakresie funkcjonowania aplikacji.  Podsumowując. Powstała aplikacja, za którą zapłaciliśmy już miliony złotych. Jej wykorzystanie jest sporadyczne, co, zdaniem niektórych, powinno nas cieszyć. Krytycy rozwiązania zwracają uwagę na koszty i… nadal płacą za utrzymanie narzędzia. 

12
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania