Publicystyka
08:11
Czy będzie drożej? Polskie ceny elektroniki w 2026 roku
Na globalnym rynku ponownie zrobiło się gorąco. Zmieniają się ceny paliw, metali szlachetnych czy walut, co przyciąga uwagę polityków, analityków, ale też nas – klientów. Efektem zawirowań może być nie tylko droższa benzyna, ale też wzrost cen elektroniki. Czy to realne zagrożenie? Zapytaliśmy ekspertów.
Od kilku dni kierowcy nerwowo spoglądają na pylony stacji benzynowych – to one są papierkiem lakmusowym, który pokazuje, że ewidentnie coś się dzieje na świecie. A gdy drożeją paliwa, w górę mogą pójść ceny wszystkich innych produktów: od żywności, przez meble, po samochody. Nas najbardziej interesuje jednak sprzęt elektroniczny. O drożyźnie, np. na rynku pamięci, mowa jest już od dłuższego czasu, teraz mogą się na to nałożyć kolejne problemy.
[SALE-3614]
[SALE-3615]
[SALE-3616]
[SALE-3617]
[SALE-3618]
[SALE-3619]
[SALE-3620]
Korea Południowa dostrzega problem
Niektórzy będą się pewnie dziwić: co sytuacja na Bliskim Wschodzie ma do cen komputerów czy smartfonów? Przecież podzespoły produkuje się zazwyczaj po drugiej stronie Azji. Tam też sprzęt się składa. Atakowany jest dzisiaj Iran, a nie Tajwan czy Korea Południowa. To prawda. Ale trzeba pamiętać, że gospodarka to system naczyń połączonych. Aby to lepiej zobrazować, przytoczę doniesienia z przywołanej Korei Południowej.
Agencja Reutera podała, że deputowany rządzącej Partii Demokratycznej Kim Jung Be ostrzegł, iż zagrożone są dostawy ważnych surowców do produkcji półprzewodników. A trzeba mieć na uwadze, że za dwie trzecie globalnych dostaw tych komponentów odpowiada właśnie Korea Południowa. Warto podkreślić, że polityk odbył wcześniej serię spotkań z szefami firm technologicznych, więc ostrzeżenie nie musi wynikać z jego czarnowidztwa.
Bliski Wschód to nie tylko paliwa
W doniesieniach z Korei wskazuje się m.in. na hel. Pierwiastek ten jest używany do chłodzenia w procesach produkcyjnych półprzewodników. Alternatywa? Obecnie brak. Tymczasem drugim największym dostawcą helu na świecie jest Katar. Jego pozycja nie jest dziełem przypadku: większość helu na świecie pozyskuje się niejako przy okazji przetwarzania gazu ziemnego. A jednym z większych graczy w tym biznesie jest właśnie Katar. Państwo to ogłosiło kilka dni temu, że wstrzymuje produkcję surowca z uwagi na ataki przeprowadzane na jego instalacje.
Czy możliwe są dostawy helu z innego kraju? Tak. Globalnym liderem produkcji są Stany Zjednoczone. Przedstawiciele SK hynix, czyli jednego z największych producentów pamięci na świecie, poinformowali już, że posiadają wystarczające zapasy tego pierwiastka, a jego źródła dostaw są zdywersyfikowane, więc nie ma powodów do niepokoju. Pozostali wielcy gracze też deklarują, że monitorują sytuację i na bieżąco reagują. Problem z głowy? Nie do końca.
Nawet jeśli duzi producenci deklarują zapasy i dywersyfikację, wzrost premii za ryzyko potrafi podbić ceny kontraktowe i skłonić rynek do "zabezpieczania" dostaw, co relatywnie mocniej pogarsza sytuację mniejszych odbiorców
– wyjaśnia Krzysztof Kamiński, analityk OANDA TMS Brokers.
Należy dodać, że hel to element znacznie większej układanki. Południowokoreańskie ministerstwo przemysłu ogłosiło, że rodzime firmy sprowadzają z Bliskiego Wschodu kilkanaście produktów istotnych dla branży układów scalonych. Dla części z nich pewnie szybko da się znaleźć nowych dostawców. Wciąż jednak oznacza to zamieszanie i generuje dodatkowe koszty. A to zaledwie czubek góry lodowej.
Przez Bliski Wschód biegną ważne szlaki handlowe
Zacznijmy od utrudnień logistycznych. Konflikt dotyczy regionu, który jest istotny dla globalnego handlu. Ewentualne utrudnienia w żegludze i konieczność wybrania innych dróg transportu mogą wywołać opóźnienia i zwiększyć koszty (np. z uwagi na większe zużycie paliw czy wyższe ceny ubezpieczenia). Po jakimś czasie może się to uwidocznić w handlu detalicznym. Europa nie będzie wyjątkiem, w Polskę również ten proces uderzy, a efekty będą tym mocniejsze, im dłużej potrwają zawirowania na Bliskim Wschodzie.
Jeżeli napięcia utrzymają presję na newralgiczne szlaki, firmy logistyczne i armatorzy mogą częściej wybierać dłuższe trasy lub ograniczać część rezerwacji na wybranych kierunkach, co wydłuża dostawy z Azji do Europy i podnosi łączny koszt przewozu (w tym koszt ryzyka). W praktyce oznacza to, że kolejne partie smartfonów, laptopów, telewizorów czy komponentów PC mogą docierać wolniej i drożej, a część dystrybutorów – szczególnie w segmentach o niższych marżach – będzie bardziej skłonna do rewizji cenników albo ograniczania promocji
- dodaje Krzysztof Kamiński.
Utrudnienia w transporcie występują, ale nie można, póki co, mówić o jego paraliżu. Maciej Dolega, szef działu PR MediaMarkt Polska, zapewnił nas, że jego sieć dostrzega napięcia w łańcuchu dostaw, lecz rynek elektroniki w Polsce jest dzisiaj stabilny, a dostępność produktów dobra.
Łańcuch dostaw urządzeń elektronicznych jest dziś wielowarstwowy: obejmuje produkcję w Azji, montaż w europejskich fabrykach oraz kilka alternatywnych szlaków transportowych, morskich i lądowych, w tym przebiegających przez Polskę. To sprawia, że ewentualne zawirowania na pojedynczej trasie nie przekładają się od razu na półki sklepowe. Duże sieci detaliczne, takie jak MediaMarkt, od dłuższego czasu budują różne scenariusze zabezpieczenia dostaw, co daje nam pewien margines elastyczności
– twierdzi Maciej Dolega.
Dolar był słaby. Ale to szybko się zmienia
Kwestią, obok której nie można przejść obojętnie, są wahania na rynku walutowym. A szczególnie rosnący kurs dolara. Na początku br. jeden dolar kosztował nawet 3,5 zł. Obecnie jest to 3,7 zł i nie brakuje opinii, że to nie jest koniec wspinaczki kursu. Niektórych może to dziwić, bo przecież Amerykanie są stroną w tym konflikcie, mogą się uwikłać w kolejną potężną awanturę na lata. Tymczasem dolar, który słabł w ostatnich kwartałach, nagle odbił. Jak to tłumaczyć?
W czasach wzmożonego napięcia rynkowego lub geopolitycznego zarządzający dużym kapitałem sprzedają aktywa z ekspozycją na ryzyko i tymczasowo przechodzą do aktywów "bezpiecznych", za jakie uchodzą m.in. amerykańskie obligacje. Kupowanie amerykańskich obligacji wymaga natomiast dolarów, a większy popyt na walutę podbija jej cenę
– przekonuje Kamil Szczepański, analityk XTB.
Z kolei Dariusz Nawrot, dyrektor Departamentu Analiz i Doradztwa Noble Securities, zwrócił uwagę, że jego dom maklerski zakładał umocnienie dolara w strategii dotyczącej koniunktury na rynkach finansowych na 2026 rok. Analityk przypomniał, że podobna sytuacja miała miejsce w trakcie pierwszej kadencji Donalda Trumpa: w pierwszym roku prezydentury dolar był słaby, a w drugiej drożał. Dariusz Nawrot także jest zdania, że umocnienie amerykańskiej waluty wynika z faktu, iż USA wciąż są postrzegane jako najsilniejszy gospodarczo i militarnie kraj na świecie, do którego nadal lgnie pokaźna część kapitału.
Pierwszą reakcją na atak Izraela i USA na Iran były wzrosty cen złota i srebra. Szybko jednak doszło do korekty notowań, najpierw srebra, następnie złota. Moim zdaniem wynika to przede wszystkim z tego, że wielu inwestorów na świecie miało do realizacji pokaźne zyski na srebrze i złocie (w trakcie poprzednich 12 miesięcy ceny srebra wzrosły o blisko 200 proc., a ceny złota o 80 proc.) i w sytuacji wzrostu napięcia geopolitycznego postanowiło te zyski zrealizować i "uciec" do "taniego i bezpiecznego" dolara
– wyjaśnia przedstawiciel Noble Securities.
Drożejący dolar oznacza dla Polaków nie tylko droższy urlop w USA (ale też wielu innych krajach). Krótko podsumował to Krzysztof Kamiński:
Elektronika i komponenty są w znacznym stopniu powiązane z rozliczeniami w dolarze (bezpośrednio lub pośrednio), więc osłabienie złotego wobec dolara zwykle podnosi koszt importu i zwiększa presję na korekty cen w złotym.
Ten wątek tak podsumowuje Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro:
Umocnienie dolara i osłabienie złotego automatycznie przekłada się na wzrost cen wielu importowanych komponentów. W ciągu ostatniego tygodnia dolar umocnił się wobec złotego o 3,3 proc. i o tyle potencjalnie mogą wzrosnąć ceny importu komponentów wycenianych w dolarach. Dodatkowo zwiększona zmienność kursów walutowych podnosi koszty zabezpieczeń walutowych wykorzystywanych przez importerów sprzętu do ochrony realizowanych transakcji. Do tego dochodzą jeszcze niedyskontowane w cenach produktów znaczące wzrosty cen miedzi, powszechnie wykorzystywanej w elektronice. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy cena miedzi na globalnym rynku wzrosła o prawie 30 proc.
– zwraca uwagę Paweł Majtkowski.
Azję napędzają paliwa z Bliskiego Wschodu
Chociaż w Iranie, Arabii Saudyjskiej czy Katarze nie produkuje się smartfonów i laptopów, które potem w milionach sztuk trafiają na globalny rynek, to region ma przemożny wpływ na kraje, gdzie faktycznie powstaje elektronika:
Azja jest szalenie zależna od ropy, gazu i paliw z Zatoki Perskiej, a dziś to w Azji znajduje się środek ciężkości dla wielu gałęzi przemysłu. Wzrost cen w Azji może z czasem dotrzeć do Europy i Ameryki, jednak skalę tego zjawiska na obecnym etapie zbyt trudno oszacować
– przewiduje Kamil Szczepański, analityk XTB.
Na wzrost cen ropy należy spojrzeć z kilku stron. Jest ona wykorzystywana nie tylko jako paliwo, ale też np. w produkcji tworzyw sztucznych. Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wiele otaczających nas przedmiotów ma swoje źródło w tzw. "czarnym złocie". Obudowy licznych urządzeń są tego najlepszym przykładem. Osobną kwestią jest transport: jego koszty rosną, gdy drożeją paliwa. I dotyczy to nie tylko transportu lotniczego, ale też morskiego, a oba są przecież powszechnie wykorzystywane do przemieszczania elektroniki. Pojawia się pytanie: jak bardzo może się zmienić sytuacja na rynku paliw?
Trudno przewidzieć jak będzie się rozwijać sytuacja w Iranie w najbliższych tygodniach. W bazowym scenariuszu, zakładającym zakończenie czy "wygaszenie" konfliktu w ciągu kilku tygodni, można spodziewać się w tym okresie utrzymania cen ropy i gazu na relatywnie wysokich poziomach. Potem prawdopodobnie dojdzie do korekty cen w dół. Moim zdaniem, nawet jednak w takim scenariuszu, ceny ropy, paliw i gazu za kilka tygodni będą na wyższych poziomach niż na początku br. i przełożą się na wzrost inflacji w większości krajów, w tym w Polsce, UE i w USA. Szoków cenowych nie zakładam, chyba, że sytuacja wokół Iranu rozwinie się w bardzo niesprzyjający sposób – przykładowo skuteczne ataki Irańczyków na statki transportowe
– zakłada Dariusz Nawrot z Noble Securities.
Inflacja w końcu da o sobie znać. Także w Polsce
Kamil Szczepański z XTB również jest zdania, że dalsze wzrosty cen paliw są nieuniknione, ale analityk szybko zaznacza, że pod względem skali nie będzie to zjawisko, jakie obserwowaliśmy w 2022 roku. Wzrost cen paliw powinien się utrzymywać przez kilka-kilkanaście tygodni i ostatecznie przełoży się na inflację. Jednak zdaniem eksperta "skala transmisji inflacji na całość gospodarki nie powinna być zbyt duża". Dariusz Nawrot uważa, że inflacja w Polsce będzie rosła już od marca. Jako pierwsze podrożeją paliwa, a wyższe koszty transportu przełożą się na wzrost cen wielu produktów.
Biorąc to wszystko pod uwagę, trochę dziwić może fakt, że Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na obniżenie stóp procentowych o 25 pkt bazowych do 3,75 proc. Bo chociaż jeszcze kilka tygodni temu taki ruch wydawał się oczywisty, to zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie diametralnie zmieniło sytuację na rynkach. Na tej podstawie można zakładać, że po marcowej obniżce RPP wstrzyma się z dalszymi ruchami w dół. Taki scenariusz zapowiedział m.in. członek Rady, Henryk Wnorowski, w wywiadzie dla agencji Bloomberg. Jego zdaniem do dyskusji o obniżkach będzie można wrócić po zakończeniu konfliktu. Opinię tę podzielił inny członek RPP – Ludwik Kotecki.
Najpierw podrożeją smartfony i laptopy
Istnieje zatem ryzyko wzrostu cen i raczej nie jest ono niskie. Pojawia się jednak pytanie o to, kiedy podwyżki będą przerzucane na klientów końcowych. Czyli nas. Proces wyjaśnił Krzysztof Kamiński, analityk OANDA TMS Brokers:
Na harmonogram zmian warto patrzeć falami. Najszybciej mogą zadziałać kurs walutowy i nastroje rynkowe, co bywa widoczne nawet z dnia na dzień w cennikach online (zwłaszcza w ofertach dynamicznie aktualizowanych). Następnie, w perspektywie kilku tygodni, do gry wchodzi realny koszt dostaw nowych partii towaru – jeśli rosną koszty frachtu, ubezpieczenia i ryzyka, a trasy się wydłużają, importerzy aktualizują ceny wraz z kolejnymi dostawami. Wreszcie, przy dłuższym utrzymaniu konfliktu, rośnie ryzyko bardziej strukturalnej presji na wybrane komponenty, zwłaszcza pamięci
– twierdzi Kamiński.
Zdaniem eksperta najbardziej wrażliwe na podwyżki mogą być smartfony, laptopy oraz podzespoły PC (zwłaszcza pamięci i nośniki). Podobnie widzi to Paweł Majtkowski z eToro, który do listy dorzuca konsole. Jego zdaniem pod presją znajdzie się też sprzęt AGD, głównie lodówki czy pralki.
W ich przypadku istotną część kosztów stanowią tworzywa sztuczne silnie powiązane z rynkiem ropy oraz metale. Produkcja aluminium, stali czy miedzi jest bardzo energochłonna. Wzrost cen ropy często pociąga za sobą droższy gaz i energię elektryczną, co bezpośrednio podnosi koszty wytopu i przetwarzania metali – tłumaczy Paweł Majtkowski i dodaje: Ryzyko dotyczy również samych podzespołów, takich jak chipy, płyty główne i inne elementy elektroniki, ponieważ ich produkcja wykorzystuje petrochemikalia.
Ceny mogą wzrosnąć. Ale nie ma co panikować
Analityk przewiduje, że podwyżki cen elektroniki mogą się pojawić w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Jeśli konflikt szybko wygaśnie, efekt cenowy nie powinien być duży. Jeżeli jednak kryzys będzie się przedłużał ceny elektroniki mogą wzrosnąć globalnie o 5 do 10 proc., a nawet więcej. W przypadku Polski może to wyglądać jeszcze gorzej, jeśli zloty nadal będzie się osłabiał.
Moi rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jeden wątek – obecne zawirowania nakładają się na wcześniejszy problem niedoboru niektórych podzespołów i szybko rosnących cen, co ma związek z dynamicznym rozwojem AI. Osobno każde z tych zdarzeń stanowi problem dla klientów. W pakiecie może to doprowadzić do nieciekawej sytuacji na rynku. Jest się zatem czego obawiać?
Maciej Dolega z MediaMarkt Polska dopytywany o to, czy zawirowania na Bliskim Wschodzie i ich skutki ekonomiczne mogą wpłynąć na ceny sprzętu, odpowiedział twierdząco:
Tak, to jest możliwe, ale mówimy raczej o procesie rozłożonym w czasie, niż o gwałtownych, nagłych skokach. Dlatego nie widzimy dziś podstaw, by rekomendować klientom zakupy "na wszelki wypadek" czy robienie zapasów elektroniki. Oczywiście nie jest też naszym celem powstrzymywanie klientów przed ich decyzjami zakupowymi.
Menedżer zapewnił przy tym, że jego firma na bieżąco analizuje dane z rynku, by wraz z partnerami reagować na zmieniające się otoczenie biznesowe.
Pytanie o ewentualne zmiany cen elektroniki przesłaliśmy także do kilku innych znanych sieci sprzedających RTV i AGD. Ostatecznie nie uzyskaliśmy odpowiedzi, co ich przedstawiciele tłumaczyli np. zbyt dużą zmiennością na rynku i wynikającą z tego niemożnością przewidzenia sytuacji - nawet w krótkiej perspektywie.
Wychodzi zatem na to, że klienci nie powinni się bać szoku cenowego w handlu detalicznym. Ale warto jest śledzić to, co dzieje się na sklepowych półkach, bo sprzedawcy mogą nas jeszcze zaskoczyć.
MACIEJ SIKORSKI