Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple
Telepolis.pl
Felietony 15:30

Kończę z Windowsem, liczy się tylko Apple

Oprzytomniałem o (co najmniej) 25 lat za późno. Moje boje z komputerami zaczynałem od Atari i Amigi, przebrnąłem przez niekończące się konfiguracje pecetów i teraz już wiem — zmarnowałem tylko czas i pieniądze. Duże pieniądze. 40 lat udręki Przygodę z komputerami rozpocząłem dość wcześnie — ponad 40 lat temu. Na początku były to: Atari 800XL (wraz ze stacją dysków) z monitorem w kolorze monochromatycznym, a tuż potem Amiga 500. W ciągu tych kilkudziesięciu lat nie pamiętam, by jakieś później używane przeze mnie urządzenia, dały mi tyle satysfakcji, co te 8 i 16-bitowe starocie. Na Amidze rysowałem w jakimś programie wektorowym nawet mapy części Poznania i było to dla mnie niezwykle pasjonujące. Powodowany sentymentem, pozbyłem się ich dopiero rok temu, uznając, że nic z nimi już nie zrobię. Pod koniec lat 80. i na początku 90. zacząłem korzystać z PC. To już jednak nie było to.   Dlaczego komputery klasy PC w tamtych czasach średnio mi pasowały, a potem moja frustracja się tylko pogłębiała? Bo - 286, 386, 486 - czy potem Pentium i nowsze, nie były wystarczająco dobre. Założenia sprzętowe kolejnych generacji były słuszne, ale wykonanie i system do nich dedykowany (DOS, a potem Windows), to już było coś zupełnie innego. Komponenty instalowane w komputerach PC, pochodziły od tysięcy różnych dostawców, a to oznaczało tysiące różnych sterowników — nie zawsze dopracowanych. Komputer można było poskładać z klocków (i tak jest do dzisiaj), ale to niestety była jedyna jego zaleta (bo przez lata ciągłe wymiany sprzętu kosztowały krocie).  Pierwsze Windowsy były uruchamiane na DOS-ie, a gdy stały się już prawie samodzielne, zaczęły zajmować ogromne ilości miejsca. Obiektowe programowanie wcale nie wyszło im na dobre. W obliczu niewielkich wówczas dysków (sam miałem talerz IBM 6 GB w 1996 r. i wtedy znajomy informatyk powiedział, że do końca życia go nie wykorzystam) i niebotycznie drogich pamięci RAM (32 MB RAM kosztowały w tym czasie około 3 tys. złotych), programiści trochę bardziej starali się optymalizować oprogramowanie. Teraz systemy operacyjne są po prostu zaśmiecone.  Pracując w TP SA w latach 90. korzystałem ze stacji roboczej wyposażonej w Windows 2000 Serwer. System działał bardzo stabilnie. Nawet renderowałem na nim pierwsze projekty 3D (3D Studio Max). Była to czysta przyjemność — niestety nie zachowały się żadne kopie tych pierwszych prac. Niektóre wersje Windows takie jak późniejsze XP, 7 czy 10 działały i po odpowiednim „oskalpowaniu” z różnych zbędnych elementów nadawały się nawet do stabilnej pracy. Kolejne udoskonalenia Windows 11 przyprawiały o mnóstwo frustracji — ginące ikony, czy aktualizacje wchodzące nie wtedy kiedy trzeba. Można by wymieniać mnóstwo niedogodności i wpadek tych systemów. Doprowadziło to finalnie do tego, że przy robieniu kopii plików zaginęło mi około 1 TB danych, co zauważyłem dopiero po wielu miesiącach. Byłem uparty, ale w końcu pękłem Pomijając preferencje rozrywkowe i możliwość stworzenia konfiguracji sprzętowej pod moje konkretne potrzeby, coraz bardziej i częściej mówiłem dość. A ponieważ od jakiegoś czasu zacząłem używać iPada, coraz częściej mój wzrok kierował się właśnie w stronę jabłkowego sadu. W końcu Apple zrobił coś, co przeważyło szalę. Zaprezentował Maca Mini M4. Właśnie takiego kupiłem w absolutnie podstawowej konfiguracji (16 GB RAM/256 GB dysku) mając dane na 5 TB dysków zewnętrznych. macOS nie jest ideałem. W całym ekosystemie Apple zdarzają się dziury i błędy. Żeby nie było idealnie, to ten tekst również powstał w bólach. Po zrobionej korekcie, Pages zawiesił się tak, że trzeba było ją robić od nowa. Ale to też nie tak, że Apple nie zachwycał mnie wcześniej — były momenty Z komputerami iMac w wersji z kolorową obudową miałem do czynienia w redakcji reaktywowanego Życia (2004 r.), dla którego napisałem kilka tekstów związanych z telekomunikacją. Były to dopiero początki rozwoju systemu, który używamy teraz. Urządzenia te wyposażono w monitor kineskopowy, więc zajmowały sporą część biurka. W tamtym okresie używałem iPoda z dyskiem 20 GB, który towarzyszył mi w wielu podróżach i był naprawdę świetnym urządzeniem. Korzystałem też z urządzeń sieciowych Apple takich jak AirPort Express (kupiony chyba w 2003 lub może 2004 roku), czy AirPort Extreme (zakupiony w 2009 r.). Zwłaszcza ten pierwszy był unikatem, bo miał wyjście audio TOSLINK zintegrowane z minijack. Pozwalał na przesyłanie audio przez Wi-Fi do wzmacniacza podłączonego z nim analogowo (minijack-RCA) lub cyfrowo kablem światłowodowym. Oba te jabłkowe punkty dostępu działają do tej pory. Jabłka dojrzały i sad kusi jak nigdy wcześniej Przez te lata Apple bardzo się rozwinął i doprowadził do spójności wszystkich systemów na różnych urządzeniach takich jak iPhone, Mac, Watch czy iPad. Gdy znajdują się blisko siebie lub korzystają z iCloud mogą między sobą wymieniać informacje. Możemy napisać odręczną na iPadzie korzystając z rysika, a za chwilę otworzyć ją na iPhone'ie lub na Macu Mini. Kopiujemy coś na Macu, wklejamy na iPadzie - od razu. To tylko ułamek przykładów niemal doskonałej współpracy, choć część nie jest dostępnych w Europie, czy nawet Polsce.   Edycja wideo w DaVinci Resolve w końcu stała się przyjemnością. I to edycja na zewnętrznym dysku podłączonym na USB-C (wydajność 1 GB/s). Wcześniej używałem DaVinci na komputerze PC z 14-rdzeniowym procesorem, 64 GB pamięci, RTX 3080 i dyskach z transferem 6 GB/s. Na niekorzyść PC-eta, Mac Mini wczytywał kolejne sekwencje i pozwalał je przeglądać w mgnieniu oka. Materiału na Windowsie prawie nie mogłem skończyć, a na Macu zajęło mi to 1,5 godziny. Renderowanie trwało niestety o wiele dłużej niż na PC, ale to już mi nie przeszkadzało. Odciąłem też ostatnią pępowinę, jaką jest Office. Co prawda mam instalkę na Maca, bo początkowo musiałem mieć, jednak teraz doskonale sobie daję radę z Pages i ew. dokumentami czy arkuszami Google. Okazuje się, że przez lata Apple zoptymalizował swoje produkty i system. Już jakiś czas temu zaczął uniezależniać się od innych dostawców chipów, by wypuszczać swoje i to z bardzo dobrym skutkiem — od procesorów, po systemy łączności. Dzięki temu może lepiej zapanować nad wyceną urządzeń, które wprowadza na rynek. I dzięki temu też zaczął sięgać po użytkowników, których do tej pory nie było na nie stać. Nie to, że nie są dopracowane, albo wykonane tandetnie. Niedawno zaprezentowany, najtańszy obecnie MacBook Neo w cenie 3 tys. złotych jest kilerem na rynku. Bo może ma za mało pamięci, a może też ma procesor z iPhone'a lub nie ma podświetlanej klawiatury. Ale dla 99% użytkowników jego moc i działanie jest co najmniej i w zupełności wystarczająca. Gdyby na tym spróbować uruchomić Okna, to życie zamieszkałoby w urnie, zanim Windows by się uruchomił.  Windows traci użytkowników Kilka tygodni temu pojawiły się informacje, że Microsoft chce odzyskać zaufanie użytkowników. 400 mln straconych klientów w ostatnich latach o czymś świadczy. Pewnie ludzie mają dość tego, że ciągle biorą udział w eksperymentach lub bawią się w informatyków, próbując przed pracą naprawić coś, co nie działa. Trzeba przyznać, że w niektórych zastosowaniach Windows się przydaje — sam z niego korzystam w celach służbowych, ale dla przeciętnego użytkownika liczy się działanie, a nie oczekiwanie lub, co gorsza, niedziałanie. Do tego dochodzi kwestia instalowania kolejnych aktualizacji. Często jest tak, że instalowanie łatki na Windowsie nie ma sensu, bo — albo jest wadliwa, albo powoduje szkody. Z kolei kolejne łatki nie działają lub psują jeszcze bardziej to, co miało z założenia działać. Wydałem majątek na pecety, to było głupie Konkluzja — pytanie, czy chcesz wejść w system z eksperymentami, w który w ciągu kilku, kilkunastu lat musisz przepłacić tysiące złotych (bo tak się robi przy nakręcaniu klientów kupujących PC), czy nie. Sam straciłem w tym temacie majątek w ciągu przynajmniej 30 lat — coś w okolicach jednego mieszkania. I po tym czasie jesteś w punkcie -370, jeśli korzystasz z Okien (w skali od 1 do 10). Biorąc pod uwagę czas, te pieniądze po zainwestowaniu w akcje np. Nvidia lub kryptowaluty pozwoliłyby na niezależność finansową dzisiaj. Takie to już współczesne złodziejstwo, na które człowiek ciągle daje się nabrać. Nie tak dawno można było przeczytać o tym, że pewien Węgier kupił w 2010 roku dwie pizze za 10 tys. Bitcoinów. Gdyby wiedział ile będą teraz warte, wtedy by się ich nie pozbył.  W zeszłym roku LuiN napisał o wyjściu z Mac OS, a ja robię to przy okazji wyjścia z Okien. Zatem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Być może i on i ja, niedługo spotkamy się gdzieś pomiędzy — w jakimś innym systemie.

1
JAKUB KRAM
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Akumulatorowa wiertarko-wkrętatka DeWalt z dwiema bateriami tylko dziś za 599 zł
Sprzęt 16:58

Akumulatorowa wiertarko-wkrętatka DeWalt z dwiema bateriami tylko dziś za 599 zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
IMAX ma nowego rywala. Wkrótce nowy standard Disneya
Telewizja i VoD 16:20

IMAX ma nowego rywala. Wkrótce nowy standard Disneya

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Olej kaucje i pij z kałuży
Sprzęt 14:42

Olej kaucje i pij z kałuży

0
PATRYCJA KORBA
1.
Eroski przez WhatsAppa. Tak to się teraz robi
Aplikacje 13:54

Eroski przez WhatsAppa. Tak to się teraz robi

2
PATRYCJA KORBA
1.
Sprzęt Huawei w hiszpańskim wywiadzie. Zaufanie czy głupota?
Tech 13:04

Sprzęt Huawei w hiszpańskim wywiadzie. Zaufanie czy głupota?

4
PATRYCJA KORBA
1.
Twój PC otrzyma zastrzyk mocy. Wystarczy zmienić jedno nowe ustawienie
Aplikacje 12:22

Twój PC otrzyma zastrzyk mocy. Wystarczy zmienić jedno nowe ustawienie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
To sprzęt dla fanów retro. Do wyboru są dwa modele
Sprzęt 11:37

To sprzęt dla fanów retro. Do wyboru są dwa modele

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Ponad 18 tysięcy zasilaczy wycofanych z rynku. Poszło o naklejkę
Sprzęt 10:48

Ponad 18 tysięcy zasilaczy wycofanych z rynku. Poszło o naklejkę

3
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Pekin w furii i mówi o spisku. USA nie miały prawa tego zabrać
Tech 10:00

Pekin w furii i mówi o spisku. USA nie miały prawa tego zabrać

2
LECH OKOń
1.
Biedronka wyprzedaje telewizory Thomson 65 cali. Taniej się nie da
Telepolis.pl
Sprzęt 09:10

Biedronka wyprzedaje telewizory Thomson 65 cali. Taniej się nie da

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Apple straciło legendę. Pracował w firmie od 31 lat
Tech 08:23

Apple straciło legendę. Pracował w firmie od 31 lat

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Windows znowu na celowniku. Hakerzy korzystają z nowej luki
Bezpieczeństwo 17 KWI 2026

Windows znowu na celowniku. Hakerzy korzystają z nowej luki

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Unia stawia na własną chmurę. Miliony euro na nową infrastrukturę
Tech 17 KWI 2026

Unia stawia na własną chmurę. Miliony euro na nową infrastrukturę

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Adobe w tarapatach. Branża kreatywna wypowiedziała wojnę
Oprogramowanie 17 KWI 2026

Adobe w tarapatach. Branża kreatywna wypowiedziała wojnę

6
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
NVIDIA wskrzesza GeForce RTX 3000. Powrócą już tego lata
Sprzęt 17 KWI 2026

NVIDIA wskrzesza GeForce RTX 3000. Powrócą już tego lata

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
VeloBank rozdaje pieniądze. Masz czas do końca lipca
Konta 17 KWI 2026

VeloBank rozdaje pieniądze. Masz czas do końca lipca

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Intel przyśpiesza. Niebiescy pozyskali specjalistę z Samsunga
Tech 17 KWI 2026

Intel przyśpiesza. Niebiescy pozyskali specjalistę z Samsunga

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Właśnie po to jest plecak ewakuacyjny. 200 osób w Poznaniu opuściło domy
Tech 17 KWI 2026

Właśnie po to jest plecak ewakuacyjny. 200 osób w Poznaniu opuściło domy

2
PAWEł MARETYCZ
1.
Więcej nowości
Ten powerbank udaje, że ma 10 000 mAh, ale ma 5000 mAh i warto go mieć
Telepolis.pl
Sprzęt 17 KWI 2026

Ten powerbank udaje, że ma 10 000 mAh, ale ma 5000 mAh i warto go mieć

Baseus QPow2 to dość nietypowy powerbank, który jest idealnym przykładem na to, że podawanie pojemności w mAh to całkowicie bezsensowny zwyczaj. Im wyższa jest różnica między napięciem na wyjściu urządzenia a napięciem jego akumulatora, tym niższa jest sprawność przetwornicy. Ot, podbijanie napięcia nie jest procesem bezstratnym, a im mocniej się je podbija, tym większe straty mamy. I najprawdopodobniej właśnie to mieli na uwadze inżynierowie Baseusa podczas projektowania QPow2, którego możecie kupić w promocji za 79 zł. [SALE-4741] Baseus QPow2 mija się z prawdą, ale nie kłamie Wewnątrz tego powerbanku znajdują się dwa akumulatory litowo-jonowe. Każdy z nich ma po 5000 mAh. Gdyby były one ze sobą połączone równoległe, to zyskalibyśmy baterię o pojemności 10 000 mAh i napięciu znamionowym 3,7 V. To dość powszechna praktyka przy produkcji powerbanków. Tu jednak połączono je szeregowo. Tym samym mamy pojemność 5000 mAh przy napięciu znamionowym 7,4 V.  Czy to oznacza, że pojemność powerbanku jest mniejsza? Właściwie to... nie. Ponieważ jednostką pojemności energii akumulatora są watogodziny, a amperogodziny wskazują na ilość ładunku elektrycznego. Kiedy porównujemy ze sobą dwa powerbanki o tym samym napięciu ogniw, to powoływanie się na mAh nie jest problemem. Jednak w tym konkretnym przypadku 5000 mAh = 10 000 mAh, ponieważ napięcie jest dwukrotnie wyższe.  [SALE-4741] Dlaczego inżynierowie Basuesa zdecydowali się na ten krok? To proste: ponieważ QPow2 to powerbank, który oferuje do 30 W mocy. W tym trybie musi jednak pracować z natężeniem 3 A i napięciem 10 V. Natomiast podbicie z 7,4 V do 10 V niesie ze sobą mniejsze straty energetyczne na przetwornicy, niż podbijanie z 3,7 V do 10 V.  Baseus QPow2 pełen ciekawych rozwiązań To jednak nie koniec sprytnych rozwiązań. Otóż widoczna na obrazku smyczka to tak naprawdę ukryty kabel USB-C, a drugi, podobny jest na spodzie urządzenia. Te nie tylko pozwalają na ładowanie innych urządzeń, ale również można je podłączyć do ładowarki, aby uzupełnić energię w powerbanku. Na górze mamy natomiast port USB-A i USB-C. Poziom naładowania urządzenia możemy natomiast śledzić na wyświetlaczu. A wszystko to za jedyne 79 zł. Jest to powerbank, który sam posiadam, chociaż w wersji białej i gorąco polecam. 

3
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Netflix zmieni się nie do poznania. Zaleje nas reklamami
Telewizja i VoD 17 KWI 2026

Netflix zmieni się nie do poznania. Zaleje nas reklamami

Netflix przechodzi poważne zmiany na stanowiskach kierowniczych. Platforma modyfikuje również swoją ofertę i stawia na rozwój pakietów z reklamami. Zmiany na szczycie firmy Reed Hastings odchodzi z funkcji prezesa zarządu Netflixa. Współzałożyciel firmy opuści to stanowisko w czerwcu tego roku. Planuje skupić się na działalności charytatywnej oraz innych projektach. Hastings założył Netflixa razem z Markiem Randolphem w 1997 roku. Początkowo firma wysyłała klientom filmy na DVD pocztą. W 2016 roku serwis udostępnił swoje usługi niemal na całym świecie. Hastings zrezygnował z funkcji współdyrektora generalnego w 2023 roku. Ted Sarandos i Greg Peters pozostają na stanowiskach dyrektorów generalnych. Sarandos zapowiedział dalsze wzmacnianie głównej oferty platformy. Netflix mierzy się obecnie z rosnącą konkurencją. Zalicza do niej inne serwisy VOD oraz platformy społecznościowe, takie jak YouTube i TikTok. Rywalizację może dodatkowo nasilić planowane przejęcie Warner Bros przez Paramount Skydance. Rosnące wpływy z reklam Przychody firmy Netflix w pierwszym kwartale 2026 roku wzrosły o 16% w ujęciu rocznym. Wyniosły one ponad 12,2 miliarda dolarów, czyli niemal 44 mld zł. Zysk operacyjny zwiększył się o 18%. Zysk netto osiągnął poziom 5,28 miliarda dolarów (19 mld zł). Wyniki te przewyższyły wcześniejsze prognozy spółki. Wpływ na to miały wyższe ceny abonamentu oraz wpływy z reklam. Platforma utrzymuje prognozy finansowe na cały rok 2026. Pakiety z reklamami generują wysokie wpływy. Stanowią one ponad 60% nowych rejestracji w krajach, gdzie zostały wdrożone. Netflix szacuje roczne przychody z reklam na 3 miliardy dolarów (10.7 mld zł). Oznacza to dwukrotny wzrost względem roku poprzedniego. Platforma współpracuje obecnie z ponad 4000 reklamodawców. Firma zapowiedziała też wprowadzenie nowych narzędzi analitycznych dla swoich klientów reklamowych. Interfejs mobilny i nowe treści Serwis modyfikuje aplikację na urządzenia mobilne. Pod koniec miesiąca użytkownicy otrzymają nowy interfejs. Znajdzie się w nim pionowy kanał odkrywania treści. Netflix rozszerza bazę o podcasty wideo oraz transmisje wydarzeń sportowych. Jeszcze w tym roku udostępni walkę bokserską między Tysonem Furym a Anthonym Joshuą. Transmisja World Baseball Classic pobiła wcześniej rekordy oglądalności w Japonii. Netflix rozwija działy niezwiązane z serialami. Na początku kwietnia zadebiutowała nowa aplikacja Netflix Playground. Oferuje ona gry przeznaczone dla dzieci. Aplikacja kontrolera do gier w chmurze znalazła się z kolei na szczycie list pobrań w systemie iOS. Dodatkowo spółka przejęła firmę InterPositive. Tworzy ona oprogramowanie oparte na sztucznej inteligencji. Konsekwencje niedoszłej fuzji Raport finansowy to pierwsze podsumowanie od czasu nieudanej próby przejęcia Warner Bros Discovery. Transakcja ostatecznie nie doszła do skutku, natomiast akcje Netflixa spadły po tej decyzji o około 8%. Ted Sarandos poinformował, że przejęcie nie było dla firmy koniecznością. Netflix otrzymał za to 2,8 miliarda dolarów z tytułu opłaty za zerwanie umowy (10 mld zł). Środki z opłaty wpłynęły na wzrost wolnych przepływów pieniężnych. Osiągnęły one pułap 5,1 miliarda dolarów (18,3 mld zł) w pierwszym kwartale. Pieniądze te pozwoliły na wznowienie programu wykupu akcji. Firma nabyła 13,5 miliona akcji za kwotę 1,3 miliarda dolarów (4,7 mld zł). Na dalszą realizację programu pozostało w budżecie 6,8 miliarda dolarów (ponad 24 mld zł). Zobacz: Netflix musi oddać pieniądze. Sąd uznał podwyżki za nielegalneZobacz: Netflix jest już 10 lat w Polsce. Lider rynku podsumowuje inwestycje

3
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

Nawrocki pod ostrzałem. Niezłą ekipę żeście zmontowali
Publicystyka 17 KWI 2026

Nawrocki pod ostrzałem. Niezłą ekipę żeście zmontowali

Rada Mediów Narodowych to nowy twór, który ma wspierać prezydenta m.in. w zakresie transformacji cyfrowej, odpowiedzialnego rozwoju nowych technologii czy walki z dezinformacją. Idea słuszna, ale wykonanie wzbudza wątpliwości. Czy wszyscy członkowie tego gremium grają po stronie Polski? Nad Wisłą obserwujemy renesans powoływania rad. I nie dotyczy to jednego środowiska politycznego. Bo gdy premierowi zamarzyła się Rada Przyszłości, prezydent pochwalił się Radą Gospodarczą. I Radą Biznesu na dokładkę. Wiadomo jednak, że od przybytku głowa nie boli, więc utworzono jeszcze jedno ciało: Radę Nowych Mediów. Szybko okazało się, że skład osobowy tego podmiotu nie wzbudza powszechnego aplauzu. Rada Nowych Mediów, czyli troska o cyfrową Polskę Czym właściwie ma się zajmować powołana w Pałacu Prezydenckim Rada Nowych Mediów? Celem jest przede wszystkim diagnozowanie kondycji tych ostatnich i ocena ich wpływu na społeczeństwo. Członkowie Rady mają wspierać prezydenta w zakresie poprawy debaty publicznej czy wzmacniania bezpieczeństwa informacyjnego kraju. Bo nowe media to spore możliwości, ale też wielka przestrzeń do nadużyć, manipulacji i generowania szkód na różnych poziomach.  Istotnym obszarem działań Rady będzie także rozwój edukacji medialnej, informacyjnej i cyfrowej. Wskazano, że budowanie społeczeństwa świadomego, krytycznie myślącego i odpornego na dezinformację stanowi dziś jedno z kluczowych wyzwań państwa - głosi komunikat na oficjalnej stronie prezydenta. Trudno się z tym nie zgodzić. Można przyklasnąć idei i się rozejść? Nie do końca. Kogo znajdziemy w Radzie Nowych Mediów? Na liście osób powołanych do Rady Nowych Mediów obecnie znaleźć można 27 nazwisk. Czy dominują powszechnie znane persony? Raczej nie. Najbardziej rozpoznawalny w tym gronie jest chyba pisarz i publicysta Rafał Ziemkiewicz. Przejrzałem zestawienie, znaleźć można w nim osoby związane z mediami, zarówno tymi tradycyjnymi, jak i społecznościowymi. Są osoby reprezentujące świat akademicki. Niektórzy członkowie Rady pozostają zagadką lub ciekawostką. https://x.com/prezydentpl/status/2044396957716603028?proportion=2.49 Wspólny mianownik dla pokaźnej części osób z listy? Mniej lub bardziej, ale są powiązane z prawą stroną sceny politycznej. To nie zarzut, a stwierdzenie faktu. Prezydent i jego otoczenie mogą dobierać doradców wedle swojego klucza. W tym kontekście warto jednak przytoczyć fragment komunikatu o powołaniu ciała doradczego: Rada ma stanowić forum wymiany poglądów pomiędzy różnymi środowiskami oraz platformę wypracowywania synergicznych rozwiązań dla wyzwań ery cyfrowej. Wychodzi na to, że mowa o różnych środowiskach branżowych, ale już niekoniecznie ideologicznych. A to może być problematyczne, gdy weźmie się pod uwagę, że Rada ma np. szukać balansu między "wolnością słowa a odpowiedzialnością za słowo", jak ujął to prezydencki minister Adam Andruszkiewicz.  Jutuber wywołał oburzenie. Kim jest Paweł Swinarski? Najgłośniej w kontekście składu Rady zrobiło się z pewnością o Pawle Swinarskim (on sam przedstawia się jako Paweł Svinarski). To jutuber znany z prowadzenia kanału Dla Pieniędzy, który subskrybuje niemal 1,3 mln odbiorców. Autor porusza w nim tematy polityki, gospodarki czy finansów. Zarówno w polskim, jak i globalnym wydaniu. Filmy cieszą sporą popularności, odsłony liczone są w setkach tysięcy. Nie brakuje przy tym kontrowersji, materiałów pod konkretną tezę czy clickbaitowych okładek i tytułów. Tabloidyzacja zdecydowanie góruje nad wsadem merytorycznym.  https://x.com/StZaryn/status/2044550112915952064?proportion=1.67 Czy największym problemem jest to, że twórca łowi widzów np. okładką sugerującą, że za 48 godzin USA opuszczą NATO? Nie. Media i komentatorzy przypominają teraz, że Paweł Swinarski ma w dorobku znacznie bardziej niepokojące materiały.  We wrześniu ubiegłego roku, krótko po wtargnięciu na terytorium Polski minimum kilkunastu dronów, Paweł Swinarski sugerował, że może to być ukraińska prowokacja, której celem jest wciągnięcie Polski do wojny z Rosją. Na te działania zareagował m.in. NASK, czyli instytucja, której jednym z zadań jest przeciwdziałanie dezinformacji. Co ciekawe, we wrześniu ubiegłego roku prezydent Karol Nawrocki przestrzegał, by nie ulegać narracji o ukraińskim źródle ataku.  https://x.com/sawardega/status/2044433713455386919?proportion=1.3 Głośno było też o innych filmach Swinarskiego. Kilka lat temu na kanale Dla Pieniędzy pojawił się materiał, z którego wynikało, że polskie złoża surowców są zagrożone. Miały paść łupem obcego kapitału w wyniku przejęć realizowanych przez Orlen. Te rewelacje były potem kolportowane przez internautów, być może także przez boty.  Paweł Swinarski na koncie ma też konflikt z prawem. Media przypominają, że w poprzedniej dekadzie obecny influencer wpadł na uprawie marihuany. I ponoć nie wyglądało to na skromną produkcję na własny użytek. Emocje wzbudzają też powiązania towarzyskie Swinarskiego, nie brakuje wśród nich osób, które wywołują skrajne reakcje. https://x.com/Woz_Piotr/status/2044658729551843766?proportion=1.87 W ramach ciekawostki można dodać, że w Radzie znalazła się także Urszula Grotyńska. To instagramerka i tiktokerka, której treści skupiają się na modzie, lifestyle’u, a ostatnio także parentingu. Prywatnie Grotyńska jest… partnerką Pawła Swinarskiego. Czy teraz można się już rozejść? Nie. W Radzie nie zabrakło miejsca dla przedstawicieli bigtechów W mediach głośno zrobiło się o powołaniu do Rady wspomnianego influencera, a niewiele miejsca poświęcono innym ciekawym personom. Pierwszą z nich jest Łukasz Gabler, drugą Jakub Turowski, a trzecią Emil Kędzierski. Jeśli komuś nazwiska niewiele mówią, spieszę z wyjaśnieniem. To osoby pracujące kolejno dla TikToka, Mety (Facebooka) oraz Google. Z pomocą serwisu LinkedIn można łatwo sprawdzić ich staż pracy dla wymienionych podmiotów oraz prześledzić listę wcześniejszych pracodawców.  Fani teorii spiskowych mogliby stwierdzić, że Pawła Swinarskiego umieszczono w Radzie głównie po to, by na nim skupić uwagę. Wówczas mniej pytań i komentarzy będzie dotyczyć przywołanej trójki dżentelmenów. Zasadne jest pytanie o to, w jakich okolicznościach w Radzie Nowych Mediów znaleźli się przedstawiciele tzw. bigtechów. Zadałem je przedstawicielom prezydenta Karola Nawrockiego. Mam nadzieję, że niebawem uzyskam odpowiedzi. Ktoś może oczywiście stwierdzić, że ewentualne zmiany w przepisach trzeba konsultować z biznesem, by tworzone prawo było dobre. Zgadzam się z tym. Nie mam jednak złudzeń: interes Polski, polskiego społeczeństwa raczej nie pokrywa się z interesem wielkich firm technologicznych. Na nieśmieszny żart zakrawa fakt, że w kwestii jakości debaty publicznej czy dezinformacji prezydentowi mają doradzać ludzie reprezentujący interesy bigtechów. Paweł Swinarski nie szerzy swoich wywodów z pomocą listów w butelkach – wykorzystuje do tego narzędzia dostarczane przez wymienione firmy. Opłaca się to i jemu, i korporacjom. Społeczeństwu już niekoniecznie.

11
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania