Huawei MatePad 11.5 S – matowy tablet do pracy i rozrywki (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 18 LUT 2026

Huawei MatePad 11.5 S – matowy tablet do pracy i rozrywki (test)

MatePad 11.5 S 2026 to najnowszy tablet firmy Huawei, który trafił do sprzedaży w Polsce. Urządzenie wpadło mi w ręce, dzięki czemu mogłem mu się lepiej przyjrzeć. W materiałach marketingowych, które dotarły do mnie, Huawei napisał, że MatePad 11.5 S w najnowszym wydaniu to tablet stworzony z myślą o studentach i osobach pracujących, które spędzają wiele godzin dziennie przed ekranem. Powinni oni docenić matowe wykończenie ekranu, które ogranicza połysk powierzchni o 50% i eliminuje 99% zakłóceń świetlnych. Ma to z jednej strony zapewnić dobrą czytelność w każdych warunkach, a z drugiej ograniczyć zmęczenie oczu. Obietnice obietnicami, a jak ten tablet wypada na co dzień i co kryje się w jego smukłym wnętrzu? Tego (i nie tylko) dowiesz się z poniższej recenzji, do której przeczytania i komentowania zapraszam. W zestawie tablet i potrzebne akcesoria Do testów otrzymałem tablet Huawei MatePad 11.5 S (edycja 2026) w kolorze Space Gray (szarym). W pudełku z urządzeniem znalazłem też ładowarkę USB o mocy 40 W, kabel USB A-C oraz… ścierkę z mikrofibry. W drugim pudełku dotarło do mnie etui z klawiaturą, a w trzecim – rysik M-Pencil 3. generacji. Jest jednak haczyk. Tak bogatego zestawu możesz nie dostać w sklepie. Na przykład w pudełku z tabletem nie znajdziesz ładowarki, tak jak ja. Za etui z klawiaturą i rysik też trzeba będzie dopłacić. Chyba, że trafisz na promocję, gdzie te dodatki będą w komplecie. Kilka słów o wyglądzie i ergonomii Testowany tablet ma wymiary 261 x 177,3 x 6,1 mm i waży 512 g. Urządzenie jest zgrabne, ale dzięki zaokrąglonym krawędziom bardzo dobrze leży w dłoni i nie wcina się w skórę ostrymi krawędziami. Trzeba jednak pamiętać, że jest to dość duży tablet (ekran 11,5 cala), więc jego obsługa jedną ręką jest w zasadzie niemożliwa (licząc, że jedną ręką musimy trzymać to urządzenie). Obsługa sprzętu zmienia się diametralnie po skorzystaniu z etui Huawei Smart Magnetic Keyboard, które też dostałem w zestawie. Akcesorium to łączy się z tabletem dwiema drogami. Jedno to połączenie bezprzewodowe NearLink. Jest też połączenie elektryczne, za pomocą metalowych pinów na obu sprzętach. W ten sposób klawiatura otrzymuje energię do pracy. Oczywiście, w klawiaturze jest wbudowane własne źródło energii (akumulator), ale trzeba je od czasu do czasu naładować. Czas pracy jest jednak bardzo długi – nawet 30-40 godzin. Gdy korzystamy z połączenia przez piny, energia uzupełniana jest na bieżąco. Etui składa się z dwóch części, które połączone są ze sobą magnetycznie. Klawiaturą możemy odłączyć i korzystać z niej całkowicie bezprzewodowo. Wtedy przy tablecie pozostaje część stanowiąca podparcie dla tego urządzenia. Sama klawiatura jest dość wygodna w obsłudze, ale wymaga przyzwyczajenia. Jest znacznie mniejsza od standardowej klawiatury komputerowej. Warto dodać, że na górnej krawędzi (tej przy obiektywie przedniej kamery) tablet ma specjalne, magnetyczne miejsce na rysik. Ten również łączy się z tabletem przez NearLink i ma własne źródło zasilania. Miejsce, o którym wspomniałem wyżej, służy też do ładowania tej zbudowanej baterii. Całość prezentuje się estetycznie i została wykonana z dbałością o detale. Jak to jednak bywa w przypadku bezprzewodowych klawiatur, może się zdarzyć, że znajdzie się ona zbyt daleko od tabletu, by z niej korzystać oraz zbyt blisko, by pojawiła się klawiatura ekranowa. Rozwiązanie? Wyłączenie funkcji NearLink (ale rysik też przestanie działać) lub odejście jeszcze dalej od klawiatury (aż straci łączność). Biometria jest, ale ograniczona Tablet można odblokować między innymi za pomocą biometrii. Jednak w okrojonym zakresie, ponieważ do dyspozycji mamy tu tylko funkcję rozpoznawania twarzy. Czytnika odcisków palców nie ma. Matowy ekran w świecie pełnym „błyskotek” Huawei MatePad 11.5 S 2026 został wyposażony w panel TFT LCD o rozdzielczości 2800 x 1840 pikseli, przykryty szkłem z matowym wykończeniem. Ogranicza ono odbicia, poprawiając komfort pracy, szczególnie w nasłonecznionym miejscu. Do czytania warto też sięgnąć po Tryb e-książki, dzięki czemu obraz na ekranie może być monochromatyczny lub kolorowy, ale z mocno obniżoną intensywnością tych kolorów. [DIFF:{"before":"246751","after":"246752","description":"Tryb e-książki (monochromatyczny i kolorowy)"}] Obraz odświeżany jest z częstotliwością do 144 Hz. Wartość ta zmienia się dynamicznie (w zakresie od 30 Hz), zależnie od potrzeb. Deklarowana przez producenta maksymalna jasność ekranu wynosi 500 nitów. Wartość zmierzona wyniosła nieco ponad 450 nitów, zarówno w trybie ustawień ręcznych, jak i automatycznych. [gallery][img]246720[/img][img]246721[/img][img]246722[/img][img]246723[/img][img]246724[/img][img]246725[/img][/gallery] Na matowym ekranie ładnie wyglądają kolory. Jednak osoby, które lubią mocne, nasycone barwy, mogą być zawiedzione. W tym zakresie lepszy jest ekran błyszczący. Tryb kolorów Temperatura bieli Pokrycie Gamy Objętość Gamy Średnie ∆E (MAX) Normalne 7231 K 93,4% sRGB66,3% AdobeRGB68,9% DCI P3 97,3% sRGB67,0% AdobeRGB68,9% DCI P3 0,31 (0,76) Wyraziste 7254 K 98,8% sRGB79,4% AdobeRGB91,4% DCI P3 130,1% sRGB89,6% AdobeRGB92,2% DCI P3 0,23 (1,55) 4 głośniki dla mocnego dźwięku Firma Huawei wyposażyła swój tablet w cztery głośniki, rozłożone po dwa na krótszych bokach. Razem dają one mocny i czysty dźwięk w całym odtwarzanym zakresie – od tonów niskich po bardzo wysokie. Niektórych użytkownikom może brakować głębokich basów. Na to jednak wbudowane głośniki są za małe. Zawsze można jednak sięgnąć po słuchawki lub zewnętrzny głośnik. Gdy słuchałem muzyki ze Spotify, maksymalny zmierzony w odległości 60 cm od głośników poziom głośności sięgnął 86,7 dB. To bardzo dobry wynik. Tablet nadaje się do słuchania muzyki czy oglądania filmów. Dzięki wbudowanym dwóm mikrofonom i przedniej kamerze, nadaje się też do wideokonferencji. [gallery][img]246728[/img][img]246729[/img][img]246730[/img][/gallery] HarmonyOS i Google Play "objazdem" Huawei MatePad 11.5 S w edycji 2026 pracuje pod kontrolą systemu HarmonyOS w wersji 4.3, opartego na usługach Huawei Mobile Services. Interfejs systemowy prezentuje się bardzo dobrze i powinien być dobrze znany wszystkim użytkownikom na przykład smartfonów firmy Huawei. [gallery][img]246731[/img][img]246732[/img][img]246734[/img][img]246735[/img][img]246733[/img][img]246736[/img][/gallery] Jak przystało na sprzęt z trzeciej dekady XXI wieku, nie zabrakło tu funkcji sztucznej inteligencji. Jest tu Huawei Assistant, który rozumie język polski. Wystarczy powiedzieć „Hey, Celia” (o ile włączymy budzenie głosem) i można korzystać. A co z Google Play? Tego nie ma z powodu sankcji nałożonych na firmę Huawei kilka lat temu. Problem ten można jednak łatwo obejść, na przykład za pomocą aplikacji GBox. Symuluje ona usługi Google’a i pozwala zainstalować Sklep Play, a następnie aplikacje tam dostępne. Google Pay tak nie zadziała, ale to bez większego znaczenia. Tym tabletem i tak nie zapłacimy zbliżeniowo – nie ma NFC. Brakuje łączności komórkowej Testowany tablet łączy się ze światem zewnętrznym przez USB-C (USB 3.0) lub bezprzewodowo. W tym drugim przypadku do dyspozycji mamy Wi-Fi 6, Bluetooth 5.2 oraz NearLink, który łączy w sobie zalety obu wcześniejszych standardów. Podczas korzystania z urządzenia, wszystko działało prawidłowo. Do pełnej mobilności sprzętu przydałaby się jednak również łączność komórkowa, choćby LTE. W tablecie nie ma również odbiornika GPS i kompasu. Ale to akurat dla mnie nie jest wadą w przypadku takiego sprzętu. Jest tylko lokalizacja przez Wi-Fi. Dwa aparaty do podstawowych zadań Chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy robią zdjęcia tabletem. Na przykład w czasie wycieczek. Przez swoje rozmiary, jest to sprzęt, który słabo się do tego nadaje. No i na ogół tablety nie grzeszą jakością zaplecza fotograficznego. Nie inaczej jest w przypadku modelu Huawei MatePad 11.5 S 2026. Do dyspozycji mamy tu przedni aparat o rozdzielczości 8 Mpix oraz tylną jednostkę z matrycą 13 Mpix (z autofocusem). Jest też prosta w obsłudze aplikacja Aparat. [gallery][img]246740[/img][img]246741[/img][img]246742[/img][/gallery] A jak wypadają zdjęcia i filmy z tego „arsenału”? Przykłady poniżej. Zdjęcia z tylnego aparatu: [gallery][img]246702[/img][img]246750[/img][img]246703[/img][img]246704[/img][img]246705[/img][img]246706[/img][img]246770[/img][img]246771[/img][img]246772[/img][/gallery] Zdjęcia z przedniego aparatu: [gallery][img]246707[/img][img]246708[/img][img]246709[/img][/gallery] Film: https://www.youtube.com/watch?v=O9gcSpIM0HY Wszystko działa płynnie i się nie zacina Huawei MatePad 11.5 S w wydaniu na rok 2026 nie jest mistrzem wydajności. Pod maską pracuje 8-rdzeniowy procesor o maksymalnej częstotliwości taktowania na poziomie 2,3 GHz, wspierany przez 12 GB RAM-u. To solidny duet, dzięki któremu wszystko na pokładzie tabletu działa płynnie i się nie zacina. Wydajnośćogólna Antutu 10Antutu 11 Geekbench 6 AIBenchmark Jedenrdzeń Wszystkierdzenie Huawei MatePad 11.5 S 2026 9613021252503 1413 3874 92,1 Apple iPad Air 11" (2025 / M3) 1990765- 3031 11909 - Huawei MatePad Pro 12.2 723567- 1360 4453 127 Huawei MatePad Pro 13.2 647415- 1159 3657 91,4 OnePlus Pad 3 2769797- 3096 9320 13047 OnePlus Pad Go 2 7234381016188 1012 3136 516 Samsung Galaxy Tab S10+ 1840699- 2122 6946 7286 Samsung Galaxy Tab S11 Ultra 26285692804555 2789 9136 12062 Xiaomi Pad 6 823263- 1310 3368 171,3 Wydajnośćw grach 3D Mark GFXBench offscreen Maksymalnatemperaturaobudowy[°C] WildLifeExtreme WildLifeExtremeStress Test Aztec RuinsVulkanHigh Tier(1440p) Car Chase(1080p) Huawei MatePad 11.5 S 2026 1462 99,40% - - 40,5 Apple iPad Air 11" (2025 / M3) 6194 54,50% 4954 9564 44 Huawei MatePad Pro 12.2 1213 99,60% 1488 2778 42,9 Huawei MatePad Pro 13.2 1056 99,40% 1309 2440 39 OnePlus Pad 3 6647 82,60% 7607 11970 48,5 OnePlus Pad Go 2 865 99,50% - - 27,9 Samsung Galaxy Tab S10+ 5019 65,50% 5064 7173 45,2 Samsung Galaxy Tab S11 Ultra 6550 75,30% 7908 10093 46,1 Xiaomi Pad 6 1117 99,10% 1566 3477 45,9 Tablet nie wie też, co to jest throttling. Podczas testów wydajnościowych nastąpił niewielki spadek wydajności, ale osiągnął on wartość tylko około 8%. Obudowa w tym czasie rozgrzała się w najcieplejszym miejscu do 40,5°C. Tablet oferuje użytkownikom około 216 GB miejsca na dane. Slotu na kartę pamięci nie ma. Solidna bateria do codziennej pracy Najnowszy średniopółkowy tablet firmy Huawei jest zasilany akumulatorem o pojemności 8800 mAh. To duże ogniwo, ale nie imponuje. Zbliżone lub niewiele mniejsze pojemności widzimy coraz częściej w dużo mniejszych smartfonach. Możemy jednak liczyć na solidny dzień lub dwa pracy. Oczywiście, wszystko zależy od sposobu i częstotliwości korzystania z tego urządzenia. W naszym teście wideo bateria w tablecie „przeżyła” 9,5 godziny oglądania filmów. Jasność ekranu była w tym czasie ustawiona na 300 nitów. Test jednak nie jest miarodajny, ponieważ tablet nie dogadywał się z aplikacją VLC. Film był raczej bardzo powolnym pokazem slajdów. Mogło to znacząco wpłynąć na wynik. Wytrzymałośćakumulatora Akumulator(mAh) Wyświetlacz Czaspracy(minuty) Przekątna(cale) Rozdzielczość(piksele) Odświeżanie(Hz) Huawei MatePad 11.5 S 2026 8800 11,5" 2800 x 1840 144 549 Huawei MatePad Pro 12.2 10100 12,2" 2800 x 1830 120 711 OnePlus Pad 3 12140 13,2" 3392 x 2400 144 681 OnePlus Pad Go 2 10050 12,1" 2800 x 1980 120 707 Samsung Galaxy Tab S10+ 10090 12,4" 1752 x 2800 120 512 Samsung Galaxy Tab S11 Ultra 11600 14,6" 2960 x 1848 120 736 W zestawie z tabletem otrzymałem ładowarkę o mocy 40 W (w Polsce sprzedawana oddzielnie). Pozwala ona naładować pusty akumulator do 100% w około 90 minut. Sam tablet może być źródłem energii dla innych urządzeń ładowanych przez USB. Mocny zawodnik na średniej półce Huawei MatePad Pro X2 2026 to solidnie wykonane urządzenie, które sprawia dobre wrażenie od pierwszego kontaktu. Matowy ekran oferuje wysoką jakość obrazu, co czyni go świetnym narzędziem do oglądania filmów i przeglądania zdjęć. Całość konstrukcji jest zwarta i estetyczna, wpisując się w wysokie standardy elektroniki użytkowej. Codzienna praca na tym sprzęcie jest płynna i bezproblemowa. System operacyjny działa stabilnie, a aplikacje uruchamiają się szybko, co zadowoli większość użytkowników szukających mobilnego centrum rozrywki. Wydajność podzespołów pozwala na komfortowe korzystanie z przeglądarki internetowej czy innych aplikacji oraz gier. Sprzęt ten celuje w uniwersalność, łącząc mobilność z wystarczającą mocą obliczeniową. Warto jedynie pamiętać, że pełne wykorzystanie jego potencjału w pracy kreatywnej wymaga dokupienia dodatkowych akcesoriów, których nie ma w pudełku. Mimo to, jako samodzielne urządzenie, tablet broni się bardzo dobrą ergonomią. Kwestia finansowa prezentuje się akceptowalnie, zwłaszcza na początku sprzedaży. Sam tablet (bez ładowarki, etui z klawiaturą i rysika) kosztuje premierowo do 9 marca 2026 roku 1799 zł, a potem 1999 zł. Oferta startowa stanowi ciekawą okazję dla osób szukających nowoczesnego i wydajnego sprzętu w rozsądnym budżecie. A z czasem cena zapewne spadnie.

1
MARIAN SZUTIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Windows 11 zyska nową funkcję. Wiele osób na to czekało
Oprogramowanie 18 LUT 2026

Windows 11 zyska nową funkcję. Wiele osób na to czekało

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
NVIDIA szykuje coś, czego jeszcze nie było. To ma zatrząść rynkiem
Sprzęt 18 LUT 2026

NVIDIA szykuje coś, czego jeszcze nie było. To ma zatrząść rynkiem

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Problemy AMD trwają nadal. Jest pierwszy uszkodzony Ryzen 7 9850X3D
Sprzęt 18 LUT 2026

Problemy AMD trwają nadal. Jest pierwszy uszkodzony Ryzen 7 9850X3D

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Pędź do Media Expert. Google Pixel 10a o 900 zł taniej lub z prezentem
Sprzęt 18 LUT 2026

Pędź do Media Expert. Google Pixel 10a o 900 zł taniej lub z prezentem

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Lenovo pozwane. Chodzi o szpiegowanie i wysyłanie danych do Chin
Tech 18 LUT 2026

Lenovo pozwane. Chodzi o szpiegowanie i wysyłanie danych do Chin

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Poufne wiadomości e-mail? Microsoft 365 Copilot ma to w nosie
Bezpieczeństwo 18 LUT 2026

Poufne wiadomości e-mail? Microsoft 365 Copilot ma to w nosie

0
PAWEł MARETYCZ
1.
NVIDIA rozwiodła się z Arm. Zyskano na tym 140 milionów dolarów
Tech 18 LUT 2026

NVIDIA rozwiodła się z Arm. Zyskano na tym 140 milionów dolarów

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Afera czujnikowa rozkręcona na całego. MSWiA wydało oświadczenie
Wiadomości 18 LUT 2026

Afera czujnikowa rozkręcona na całego. MSWiA wydało oświadczenie

2
PAWEł MARETYCZ
1.
Komputer jak konsola? Z tą nową obudową i zasilaczem to możliwe
Sprzęt 18 LUT 2026

Komputer jak konsola? Z tą nową obudową i zasilaczem to możliwe

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
PŚO rozbudowuje sieć. Kolejne domy w Polsce w zasięgu światłowodu
Wiadomości 18 LUT 2026

PŚO rozbudowuje sieć. Kolejne domy w Polsce w zasięgu światłowodu

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Debiutuje Google Pixel 10a. Siedem lat aktualizacji i nowe funkcje AI
Sprzęt 18 LUT 2026

Debiutuje Google Pixel 10a. Siedem lat aktualizacji i nowe funkcje AI

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Polacy dostają dziwną pocztę od fiskusa. Wyjaśniamy
Bezpieczeństwo 18 LUT 2026

Polacy dostają dziwną pocztę od fiskusa. Wyjaśniamy

3
ANNA KOPEć
1.
T-Mobile rozbudowuje 5G Bardziej. Zasięg trafił do nowych miast
Wiadomości 18 LUT 2026

T-Mobile rozbudowuje 5G Bardziej. Zasięg trafił do nowych miast

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Co mają wspólnego F-35 i iPhone? Otóż pękają
Wiadomości 18 LUT 2026

Co mają wspólnego F-35 i iPhone? Otóż pękają

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Zajrzą Polakom do samochodów. Grozi nawet 500 zł mandatu
Moto 18 LUT 2026

Zajrzą Polakom do samochodów. Grozi nawet 500 zł mandatu

7
ANNA KOPEć
1.
Samsung chwali się nowymi aparatami. Za tydzień premiera Galaxy S26
Sprzęt 18 LUT 2026

Samsung chwali się nowymi aparatami. Za tydzień premiera Galaxy S26

7
MARIAN SZUTIAK
1.
Orange podsumował 2025 rok.  Wyniki są bardzo dobre, choć zysk poszedł w dół
Wiadomości 18 LUT 2026

Orange podsumował 2025 rok. Wyniki są bardzo dobre, choć zysk poszedł w dół

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Przyzwoity smartfon za 299 zł? To nie żart, a prawdziwa okazja
Telepolis.pl
Sprzęt 18 LUT 2026

Przyzwoity smartfon za 299 zł? To nie żart, a prawdziwa okazja

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Więcej nowości
Miał zniszczyć dysk twardy przy pomocy wiertarki, a zawiódł
Sprzęt 18 LUT 2026

Miał zniszczyć dysk twardy przy pomocy wiertarki, a zawiódł

Podczas wymiany sprzętu w wielu firmach podejmowana jest dość drastyczna, ale konieczna procedura polegająca na fizycznym zniszczeniu dysku twardego. W tym wypadku zakończyła się ona fiaskiem. Jeden z użytkowników reddita, podpisujący się jako Stretcheddd pochwalił się historią ze swojej firmy. Otóż pracownik działu IT, podczas rutynowej wymiany sprzętu przewiercił nośnik SSD wiertarką, w celu fizycznego zniszczenia zapisanych na nich danych. Firma, w której pracuje, ma zwyczaj rozdawania starych komputerów, czy to pracownikom, czy osobom potrzebujących. Z nieznanych powodów do takiej jednostki trafił także przewiercony dysk. [SALE-3366] Dysk przechytrzył wiertarkę Tak się złożyło, że jednostka ta przeszła przez ręce Stretcheddda, który odkrył, że umieszczony wewnątrz przewiercony SSD jest całkowicie sprawny, a jedynie dorobił się otworu wentylacyjnego. O ile w przypadku HDD cała przestrzeń dysku w formacie 2,5-cala była wypełniona elektroniką, mechanizmem lub samym dyskiem magnetycznym, tak w SSD normą jest, że większość obudowy jest pusta.  Pracownik działu IT natomiast, zamiast wiercić w najbardziej oczywistym miejscu, czyli około centymetra od złącza, zrobił otwór mniej/więcej na środku obudowy. Dodatkowo nie sprawdził przy tym, czy trafił w PCB. Tym samym do oddania trafił sprawny dysk, który zawierał istotne dane firmy. Na szczęście, jak twierdzi Stretcheddd, po tym, jak go przejął i wykonał zdjęcia, przekazał go do utylizacji.  [SALE-3366] Ta dość zabawna historia pokazuje jednak, że popadanie w rutynę przy tak istotnych czynnościach, jak niszczenie wrażliwych danych może prowadzić do istnej tragedii. Tym razem nic się nie stało. Jednak dane z nośnika mogłyby przecież wpaść w niepowołane ręce.

5
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Najbardziej chwalony ostatnio serial. Został ostatni odcinek
Telewizja i VoD 18 LUT 2026

Najbardziej chwalony ostatnio serial. Został ostatni odcinek

"Rycerz Siedmiu Królestw" zachwycił widzów i to bez dwóch zdań. Ciężko znaleźć chociażby jedno słowo krytyki na jego temat. Oczywiście, poza zarzutem, że odcinków jest za mało i są zbyt krótkie. Ale to, w dalszym ciągu, bardziej komplement niż zarzut.  "Rycerz Siedmiu Królestw" chwalony i podziwiany Całość liczy sobie sześć odcinków i w poniedziałek obejrzeliśmy już piąty epizod, który nosił tytuł " W imię Matki" i był punktem kulminacyjnym całej historii (przedstawiał bitwę oraz trudne wątki z przeszłości bohatera). Po jego premierze, w mediach zawrzało - okrzyknięto go najlepszym odcinkiem całej serii. Epizod zadebiutował na IMDb z perfekcyjną notą 10/10 – co uznano, za wydarzenie bez precedensu.  Na Rotten Tomatoes widnieje aż 95% pozytywnych recenzji, a sam serial jest na ten moment na drugim miejscu zestawienia najpopularniejszych seriali w globalnym streamingu. Wyprzedził go jedynie "Wonder Man" od Disney+.  To wszystko sprawiło, że nie ma obecnie bardziej chwalonego serialu w Polsce i na świecie. A że produkcja składa się tylko z sześciu odcinków, które są pokazywane na HBO Max co tydzień, wygląda na to, że wielki finał czeka na nas już 23 lutego.  https://www.youtube.com/watch?v=Gh1bwImgPnU Wyjątkiem była tylko emisja odcinka numer 4., który ze względu na finał rozgrywek Super Bowl w USA, została przesunięty na piątek, czyli trzy dni wcześniej.  Może też nie wszyscy wiedzą, że w poniedziałek 19 stycznia o godzinie 20:00 kina Helios wyemitowały za darmo premierowy odcinek "Rycerza Siedmiu Królestw". Był to ten sam dzień, co polska premiera serialu w serwisie HBO.  Co nas czeka po serialu "Rycerz Siedmiu Królestw"? Producenci postanowili przedłużyć go o drugi sezon. Ma pojawić się ona już w 2027 roku. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Brzoska chciał czy musiał, czyli co wynika z przejęcia InPostu?
Publicystyka 15 LUT 2026

Brzoska chciał czy musiał, czyli co wynika z przejęcia InPostu?

InPost wszedł w nowy rok z przytupem. Wszystko za sprawą informacji o dalszym rozwoju firmy. Będzie on wspierany przez konsorcjum inwestorów planujących zakup wszystkich akcji spółki. Oznacza to, że wywodzący się z Polski podmiot zniknie z giełdy w Amsterdamie. Jakie są powody i warunki tej zmiany? I co może ona oznaczać dla samego InPostu, nowego partnera i klientów? Zapytaliśmy o to ekspertów. Akcje InPost drożeją. Ktoś chce przejąć biznes Gorąco wokół InPostu zrobiło się krótko po rozpoczęciu 2026 roku. Gdy po ulicach polskich miast przemieszczały się orszaki trzech króli, inwestorzy kupowali akcje wspomnianej spółki. Dość napisać, że w krótkim czasie podrożały one o około połowę. Na początku stycznia br. za jeden papier płacono niespełna 10,5 euro, obecnie jest to ponad 15 euro.  Skąd to zainteresowanie? Otóż pojawiły się doniesienia o możliwym przejęciu firmy przez większego gracza. Tych pogłosek nie tylko nie zdementowano, ale je potwierdzono: InPost ogłosił, że otrzymał wstępną propozycję przejęcia wszystkich akcji spółki. Ta ostatnia poinformowała, że powołała zespół, który miał przeanalizować aspekty ewentualnej transakcji. W jego skład weszli członkowie zarządu oraz rady nadzorczej firmy. Na tamtym etapie zaznaczano, że nie ma pewności, iż przejęcie zostanie zrealizowane. Założyciel i prezes InPost, Rafał Brzoska, odmawiał komentarza w tej sprawie, co nie powinno dziwić. W pierwszych dniach stycznia InPost nie podał, kto złożył propozycję kupna akcji, nie wyjaśniono też, jaką zaoferowano cenę. Spekulacji na ten temat szybko jednak przybywało. Jedną z nich podzieliła się redakcja Sky News, chociaż nie podano źródła doniesień. Wynikało z nich, że za ofertą przejęcia stoi konsorcjum, w skład którego wchodzi fundusz private equity Advent International. https://x.com/RBrzoska/status/1888936762237427963?proportion=0.93 Chociaż temat może interesować dziennikarzy, inwestorów czy branżowych specjalistów w różnych krajach Europy i świata, łatwo się domyślić, że największe emocje wywołał w Polsce. To u nas natychmiast masowo zaczęły się pojawiać przeróżne teorie dot. transakcji. Jedni pisali i mówili o możliwej klęsce Rafała Brzoski, drudzy o jego sukcesie, jeszcze inni zastanawiali się, czy to czas na biznesową emeryturę. Albo sygnał, że miliarder chce się zająć np. polityką. Wszak kilka kwartałów temu odpowiedział pozytywnie na apel premiera Donalda Tuska... Ile osób, tyle opinii oraz domysłów. Do kogo należy InPost? W końcu jednak przyszedł czas na odkrycie kart. W poniedziałkowy poranek 9 lutego br. InPost zorganizował konferencję prasową i poinformował, że zawarto porozumienie w sprawie sprzedaży akcji spółki. W tym miejscu należy najpierw wyjaśnić, do kogo obecnie należą papiery wartościowe tego podmiotu. Głównym akcjonariuszem InPostu jest PPF Group, czyli inwestycyjny gigant działający na wielu rynkach – zarówno geograficznie, jak i branżowo. Spółkę na początku lat 90. ubiegłego stulecia powołał do życia Petr Kellner. Rozwój biznesu sprawił, że stał się on najbogatszym Czechem z majątkiem, do którego daleko było fortunom naszych krezusów. Portfel Czecha wyceniano na kilkanaście miliardów dolarów. Ale nieśmiertelności to nie daje – przedsiębiorca zginął na Alasce w 2021 roku. Po śmierci Petra akcje i zarządzanie grupą przejęła jego żona, Renata Kellnerova, wraz z rodziną. Grupa PPF 15 proc. akcji InPostu kupiła w 2023 roku od funduszu Advent, potem zwiększała swoje zaangażowanie i posiada obecnie 28,75 proc. udziałów w spółce InPost. Przywołany już Advent obecnie kontroluje 6,5 proc. akcji wywodzącej się z Polski spółki. To kolejny gigant, zarządza aktywami o wartości dziesiątek miliardów euro i znajduje się na liście największych firm private equity na świecie. Cel takich podmiotów jest prosty: przejąć biznes, wyłożyć pieniądze na jego rozwój, by po jakimś czasie dobrze zarobić na sprzedaży. W Polsce fundusz inwestuje od ponad trzech dekad. InPost był już ściągany z giełdy. Konkretnie z GPW Advent odegrał dość istotną rolę w historii spółki InPost. Być może nie wszyscy to pamiętają, ale Rafał Brzoska ma już za sobą historię delistingu, czyli wycofania akcji spółki z obrotu giełdowego. To jednak temat na osobny tekst. Tym razem napiszę tylko, że InPost i powiązany z nim Integer opuszczały GPW w 2017 roku. Towarzyszyły temu spore kontrowersje, głośno było o deptaniu interesów drobnych udziałowców. Brzoska wpadł wówczas w spore tarapaty, a z odsieczą przybył właśnie Advent. Płacąc kilkaset milionów złotych, podmiot stał się większościowym udziałowcem w pokiereszowanym biznesie Brzoski. Za jedną akcję InPostu fundusz płacił wtedy niespełna 11 zł. Tymczasem w czasie giełdowego debiutu w 2015 oku akcje sprzedawane były za 25 zł. Inwestorzy mogli być rozgoryczeni. Niektórzy pewnie do dzisiaj wspominają, jak utopili pieniądze w wizji tworzenia polskiego jednorożca... https://x.com/RBrzoska/status/647322625887371265?proportion=1.59 Amerykański fundusz zrobił to, do czego został powołany: kupił tanio biznes z potencjałem, dofinansował go i sprzedał z wielkim zyskiem. W styczniu 2021 roku InPost wrócił na giełdę. Jednak nie w Warszawie, a w Amsterdamie. I był to powrót spektakularny: wartość spółki wynosiła już nie kilkaset milionów złotych, ale kilkadziesiąt miliardów złotych. Cena emisyjna wyniosła 16 euro za akcję, po debiucie szybko wzrosła do 18 euro i na krótko przekroczyła nawet próg 20 euro. Akcjonariusze sprzedali wówczas nieco ponad jedną trzecią istniejących akcji. Amerykanie zarobili krocie. Brzoska wrócił na szczyt Dla amerykańskiego funduszu był to złoty strzał: w ciągu czterech lat wycena przejętego biznesu wzrosła o kilka tysięcy procent. Oczywiście, warto mieć na uwadze, że Advent włożył też pieniądze w naprawę i rozwój przedsiębiorstwa. Bez wsparcia funduszu ta firma po prostu by upadła. Mniejszościowemu udziałowcowi, Rafałowi Brzosce, te działania pozwoliły wrócić do wąskiego grona najbogatszych Polaków. Jego wehikuł inwestycyjny kontroluje około 12,5 proc. InPostu. W gronie dużych udziałowców znaleźć można jeszcze Norges Bank kontrolujący nieco ponad 5 proc. akcji. Poniżej tego progu pakiety akcji mają m.in. polskie fundusze inwestycyjne. Do tego dochodzą podmioty zagraniczne, czasem bardzo duże, i drobni inwestorzy. Kto kupuje InPost? Na liście nowy gracz Wiadomo już kto sprzedaje. Pora na kolejne pytanie: kogo znajdziemy w gronie kupujących? Spółka podała w komunikacie, że po sfinalizowaniu przejęcia Advent będzie posiadał 37 proc. akcji, tyle samo znajdzie się w portfelu korporacji FedEx. Swoje zaangażowanie do 10 proc. zmniejszy PPF, a wzmocni do 16 proc. A&R Investments, czyli Brzoska. Czesi uznali, że to kiepska inwestycja? Niekoniecznie. Po pierwsze, wciąż będą mieli spory pakiet akcji. A po drugie, sporo już zarobili na tych transakcjach. Naprawdę sporo... Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, transakcja powinna być zakończona w drugiej połowie 2026 roku. Za jedną akcję nabywcy są skłonni zapłacić 15,6 euro, co oznacza, że spółkę wyceniono na 7,8 mld euro. To nieco mniej niż w chwili jej giełdowego debiutu. Kupujący planują sfinansować operację głównie z własnych środków, ale sięgną też po długoterminowe kredyty bankowe. Konsorcjum poinformowało, że zamierza ogłosić wezwanie na 100 proc. akcji InPostu "najszybciej jak to możliwe". Sprawa przesądzona? Nie do końca. Transakcję mogą zablokować organy antymonopolowe. A samo wezwanie wymaga osiągnięcia przez kupujących progu 80 proc. wszystkich akcji.  Ile wart jest InPost? Szybka matematyka pokazuje, że najwięksi obecnie udziałowcy nie posiadają wspomnianych 80 proc. akcji. Mowa raczej o połowie udziałów. Czy pozostali akcjonariusze mogą utrudniać przejecie? Przypomnę, że zaoferowana cena za jeden papier jest niższa od tej z debiutu sprzed kilku lat. Pytany o to Hein Pretorius, przewodniczący rady nadzorczej InPost, stwierdził, że od 2021 roku warunki rynkowe uległy zmianie.  Na pierwszy rzut oka brzmi to niezbyt przekonująco. Warto jednak zwrócić uwagę, że w 2021 roku rynek działał w warunkach pandemii. To był kiepski okres dla branży turystycznej czy gastronomii, ale nie dla handlu internetowego, a przecież z nim powiązany jest InPost. Wyceny spółek z segmentu e-commerce czy firm z nim sprzężonych często szły wówczas mocno w górę. Na tej fali popłynął też InPost. W 2020 roku przychody firmy urosły o ponad 100 proc. To musiało działać na wyobraźnię inwestorów. Potem było już mniej kolorowo, co także oddają notowania firmy zarządzanej przez Brzoskę. Trochę ponad rok po debiucie na Euronext w Amsterdamie jedną akcję InPost można było kupić za mniej niż 5 euro. Przez kilka kolejnych kwartałów kurs głównie rósł, ale w ubiegłym roku znowu zaliczył solidny zjazd. Jesienią jedną akcję można było kupić za mniej niż 10 euro. I na ten fakt uwagę zwraca konsorcjum zainteresowane przejęciem spółki. Jego przedstawiciele przekonują, że wycena jest korzystna, bo daje np. 50-procentową premię względem ceny z 2 stycznia 2026 roku.  Co na to regulatorzy? I mniejsi udziałowcy? Czy zatem mniejszościowi akcjonariusze powinni być zadowoleni, a transakcja jest formalnością? Zapytałem o to kilku ekspertów. Ryzyka dla transakcji są, jednak nie są to ryzyka duże. Przede wszystkim, aby transakcja doszła do skutku, konsorcjum musi być w stanie nabyć w wezwaniu 80% akcji. Obecnie FedEx deklaruje, że już 48 proc. akcjonariatu wspiera transakcję. Problemem może być też zgoda regulatorów, jednak z uwagi na profil spółek, specyfikę rynku oraz charakter postępowań regulacyjnych, całkowita blokada transakcji jest bardzo mało prawdopodobna – wyjaśnia Kamil Szczepański z XTB. Krzysztof Kamiński, analityk OANDA TMS Brokers, zwraca uwagę, że transakcja tego typu nie jest przesądzona z "automatu", a ryzyka leżą po dwóch stronach: regulacyjnej i taktycznej. Regulatorzy mogą badać, czy kombinacja wpływów FedEx i InPostu nie ogranicza konkurencji w segmentach takich jak B2C, tzw. ostatniej mili, automatów paczkowych czy przesyłek transgranicznych. Najczęstszy scenariusz to zgoda bez warunków albo zgoda warunkowa (np. ograniczenia wyłączności, wymogi dostępu do infrastruktury, zbycie części aktywów). Pełna blokada zdarza się rzadziej, ale teoretycznie jest możliwa przy silnym efekcie monopolizującym. W praktyce większym zagrożeniem bywa nie "stop", tylko opóźnienia i warunki, które potrafią zmienić ekonomikę transakcji. Równolegle ważny jest czynnik mniejszości - jeśli konsorcjum nie ma od razu układu umożliwiającego sprawny squeeze-out lub delisting zgodny z wymogami rynku, mniejsi akcjonariusze mogą próbować wymusić wyższą cenę – wskazuje Kamiński. Czy przywołani mniejsi udziałowcy rzeczywiście mają powody do niezadowolenia? Analityk XTB wskazuje, że "cena oferowana przez konsorcjum jest z premią wobec kursu w momencie ogłoszenia transakcji oraz znacznie powyżej wieloletnich średnich". Jeśli już ktoś może czuć się pokrzywdzony, co zdaniem eksperta jest odczuciem subiektywnym, będą to inwestorzy trzymający akcje od IPO spółki. Przyjmijmy, że działania konsorcjum zakończą się sukcesem. A skoro tak, to pojawia się pytanie: jaki jest cel tych zmian? Cytowany w komunikacie Hein Pretorius, czyli przewodniczący rady nadzorczej spółki, ale też komitetu, który miał przeanalizować ofertę przejęcia, stwierdził m.in., "że transakcja zapewnia solidne fundamenty dla dalszego rozwoju Grupy InPost. Konsorcjum ma znaczącą wiedzę i doświadczenie, długoterminową perspektywę inwestycyjną oraz w pełni popiera strategię rozwoju Grupy". Ekspansja bez oglądania się na raporty kwartalne Z kolei Rafał Brzoska przekonuje, że przy wsparciu wspomnianych partnerów możliwe będzie pełne uwolnienie potencjału spółki. Jej szef cytowany w komunikacie stwierdza też, że transakcja pozwoli wesprzeć kolejny etap rozwoju firmy, w tym jej dalszą ekspansję europejską. Wspominając o inwestorach, polski miliarder zwraca uwagę nie tylko na ich wiedzę i zasoby, ale też na "horyzont inwestycyjny pozwalający na budowanie wartości w długim okresie". https://x.com/RBrzoska/status/2020747930018218271?proportion=2.04 To jedynie okrągłe zdania, które niewiele wnoszą do sprawy? Niekoniecznie. Moi rozmówcy nie pozostawiają wątpliwości: po zdjęciu z giełdy InPost może się rozwijać bez nerwowego spoglądania do danych, które pojawią się w najbliższym raporcie kwartalnym. Decyzja o sprzedaniu spółki InPost, a idące za tym wycofanie z giełdy, może być odczytywane jako klasyczny ruch korporacyjny w sytuacji, gdy spółka przechodzi pod kontrolę konsorcjum z istotnym udziałem private equity oraz partnera branżowego. Z perspektywy właścicielskiej daje to przede wszystkim większą swobodę strategiczną. Ekspansja europejska wymaga często dużych nakładów, okresowo niższych marż i działań, które trudno wytłumaczyć rynkowi nastawionemu na kwartalne wyniki. W modelu prywatnym presja short-term jest mniejsza, bo inwestorzy tacy jak fundusze PE częściej planują w horyzoncie 3–7 lat – przekonuje analityk OANDA TMS Brokers. Podobnego zdania jest Wojciech Szubart, właściciel typodlogistyki.pl, który jednocześnie zwraca uwagę, że:  InPost jest w trakcie uruchamiania własnego marketplace’u, stąd w krótkim okresie wyniki spółki mogłyby spowodować odpływ kapitału. Z drugiej strony walka z silną konkurencją wymaga dużych nakładów finansowych, które mogą zapewnić inwestorzy długoterminowi. Marek Różycki, Managing Partner Last Mile Experts, zgadza się z tą opinią i dodaje, że "branża logistyczna, zwłaszcza w obszarze infrastruktury ostatniej mili, wymaga wieloletnich inwestycji o dużej skali oraz odroczonym zwrocie". Ekspert zaznaczył też, że:  Jeśli planowane są głębsze zmiany modelu operacyjnego, integracja z globalnym partnerem lub przyspieszenie ekspansji międzynarodowej, łatwiej przeprowadzić je poza rynkiem publicznym. A właśnie takie plany ma InPost.  Giełda nie potrafiła docenić biznesu Brzoski? Jest jeszcze jedna kwestia: wycena. Czy można ją uznać za sprawiedliwą i właściwą? Decyzja o zdjęciu spółki z giełdy jest podyktowana przede wszystkim percepcją pana Rafała Brzoski o tym, że spółka jest niedowartościowana przez rynek. Nie jest to opinia pozbawiona podstaw, a sami współudziałowcy z nowego konsorcjum zdają się przynajmniej częściowo podzielać ten pogląd - przekonuje Kamil Szczepański, analityk XTB. Ktoś może zapytać: jak to w końcu jest z wyceną InPostu? Przecież mowa była już o tym, że w ciągu pięciu lat zmieniły się warunki rynkowe (na gorsze) i dlatego cena akcji jest niższa niż podczas debiutu. To jedna strona medalu. Druga wgląda następująco: omawiana spółka w ciągu tych kilku lat bardzo mocno urosła. Wystarczy napisać, że w 2020 roku firma obsłużyła przeszło 310 mln przesyłek i posiadała przeszło 12,2 tys. paczkomatów. Tymczasem w 2025 roku dostarczono 1,4 mld paczek. Na koniec roku podmiot posiadał 61 tys. paczkomatów.  To są gigantyczne różnice. I prezes rzeczywiście mógł spoglądać na cenę akcji z dezaprobatą. A Advent i FedEx najwyraźniej uznały, że to dobry czas na mocne zaangażowanie się w ten biznes. Ten pierwszy docelowo będzie oczywiście chciał zarobić na inwestycji – kolejny raz. Za kilka lat, gdy InPost urośnie i poprawi wyniki, fundusz może znaleźć dużego kupca na swój pakiet akcji. Albo kilku nabywców. Zdaniem Krzysztofa Kamińskiego może to być branżowy inwestor. Być może będzie to FedEx. Alternatywa? Ponowne IPO. Kamil Szczepański z XTB uznaje, że prawdopodobieństwo powrotu InPostu na giełdę jest wysokie, jednak nie można określić ram czasowych dla takiego ruchu. Ekspert OANDA TMS Brokers jest podobnego zdania i dodaje, że wybór ścieżki będzie zależał od szeregu czynników: sytuacji rynków kapitałowych, poziomu zadłużenia i tempa inwestycji. FedEx inwestuje w InPost. Jaki ma cel? Wiadomo zatem, co będą chciały osiągnąć InPost i Advent. Pora rzucić okiem na nowego gracza w tej układance: FedEx. To prawdziwy gigant na rynku kurierskim. Spółka działa w tym biznesie przeszło pół wieku i ma około pół miliona pracowników. Roczne przychody sięgają 90 mld dolarów, a na flotę molocha składa się ponad 200 tys. zmotoryzowanych pojazdów, w tym samoloty, ciężarówki i busy. Po co mu InPost? Ponownie warto zajrzeć do komunikatu spółki, bo obok wzniosłych deklaracji można tam znaleźć odpowiedzi na istotne pytania. Szef giganta, Raj Subramaniam, stwierdza wprost: FedEx ma globalną sieć logistyczną, a InPost posada mocną pozycję w europejskim sektorze dostaw poza domem. Mniejsza firma świetnie opanowała dostawy w zakresie tzw. ostatniej mili na Starym Kontynencie i FedEx może to wykorzystać. Z kolei InPost zyskuje partnera z zupełnie innej ligi. W komunikacie chwali się on 3 mln klientów korporacyjnych i 225 mln odbiorców na całym świecie.  Strony wprost poinformowały, że zawrą umowy w zakresie wzajemnego wykorzystywania swoich kompetencji i łączenia sieci prowadzącego do usprawnienia dostaw przesyłek. Jestem przekonany, że dzięki tej operacji InPost będzie mógł szybciej pojawić się w USA, a FedEx lepiej wykorzysta swoje moce operacyjne. Proszę zauważyć, że nadanie w paczkomacie przesyłki do Stanów Zjednoczonych z ekspresową dostawą lotniczą mogłoby zmienić zasady gry i standard obsługi klienta – ocenia Wojciech Szubart. W teorii korzyści powinny być zatem obopólne. A czy można wskazać stronę, której transakcja da więcej? Zapytałem o to Marka Różyckiego: Strategicznie może to być nawet ważniejsze dla FedEx. FedEx zyskuje dostęp do gęstej, dojrzałej i skalowalnej infrastruktury out of home w Europie.To element, którego globalni integratorzy często nie budowali od zera, a który dziś staje się kluczowy dla optymalizacji kosztów w segmencie B2C. Dodatkowo FedEx pozyskuje know how w zakresie budowy i operowania siecią automatów paczkowych oraz PUDO, co może mieć znaczenie na kluczowym dla nich rynku amerykańskim, a następnie również w innych regionach.Dla InPostu oznacza to potencjalne przyspieszenie ekspansji międzynarodowej, dostęp do globalnej infrastruktury, wolumenów oraz relacji z największymi nadawcami. Możliwość wejścia, choćby pośredniego, na rynek północnoamerykański również nie jest bez znaczenia. W krótkim terminie większa zmiana i korzyści dotyczą InPostu. W długim terminie może się okazać, że to FedEx przechodzi głębszą transformację modelu ostatniej mili – wyjaśnia Marek Różycki. Arkadiusz Kawa, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i prezes Spółki Celowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, ocenia, że może to być układ win-win, ale korzyści są inne po obu stronach. InPost może m.in. uprościć klientom proces nadawania przesyłek międzynarodowych. FedEx będzie mógł skorzystać z doświadczeń spółki Brzoski w rozwijaniu rozwiązań OOH, czyli dostaw poza domem. Ten model nie jest zbytnio rozpowszechniony w USA, czyli na macierzystym rynku giganta. Trzeba jednak pamiętać, że to FedEx chce kupić część InPostu, a nie odwrotnie, więc to FedEx długofalowo może na tym skorzystać, jeśli dobrze to poprowadzi. W skrócie, InPost może szybciej "podpiąć się" pod globalny zasięg, a FedEx może przyspieszyć budowę kompetencji, których sam dotąd nie miał.Dodam też, że ta zapowiedź, to kolejny dowód na to, że przewaga konkurencyjna w logistyce jest coraz częściej budowana poprzez dostęp do infrastruktury, a nie wyłącznie poprzez wzrost organiczny. Globalni gracze kupują czas, możliwości i gęstość sieci, zamiast poświęcać lata na rozwijanie ich od podstaw. Sygnalizuje to przyspieszenie konsolidacji na europejskim rynku przesyłek i rosnącą rolę partnerstw strategicznych – przekonuje profesor Kawa. Zasadne wydaje się pytanie: czy InPost zachowa niezależność i przetrwa jako marka? Z komunikatu wynika, że tak. Mowa jest w nim m.in. o tym, że siedziba spółki i kluczowa kadra zarządzająca pozostaną w Polsce. Rolę prezesa w kolejnych latach ma pełnić Rafał Brzoska. Sieć paczkomatów ma być rozwijana, a profil działalności podmiotu nie ulegnie zmianie.  https://x.com/MorawieckiM/status/2020787645152968828?proportion=2.22 Tyle deklaracje. A jak to może wyglądać w rzeczywistości? Czy FedEx może za jakiś czas wchłonąć mniejszego partnera? Kamil Szczepański z XTB zwraca uwagę, że amerykański podmiot nie ma pakietu kontrolnego, by przeprowadzić taką procedurę. A nawet jeśli wejdzie w jego posiadanie, to próba przyłączenia InPostu może się wiązać z batalią regulacyjną. Dodatkowo analityk zaznacza: Marka InPost to ogromna wartość sama w sobie, FedEx z premedytacją wybrał tę konkretną spółkę, a zachowanie jej charakterystyki ma kluczową wagę dla długoterminowego sukcesu tej inicjatywy. FedEx nie ma powodów by absorbować tę spółkę. Podobnego zdania jest Marek Różycki: Jeżeli marka InPost pozostaje silna konsumencko i ma dużą rozpoznawalność, jej utrzymanie jest racjonalne z punktu widzenia rynku. W logistyce często obserwujemy model, w którym lokalna marka pozostaje nienaruszona, natomiast integracja następuje na poziomie operacyjnym oraz infrastrukturalnym. Z kolei Krzysztof Kamiński uważa, że: Krótko- i średnioterminowo logiczne jest utrzymanie InPostu jako osobnej marki i operacji – to aktywo o dużej wartości: sieć automatów, infrastruktura i rozpoznawalność na rynkach lokalnych. W dłuższym horyzoncie możliwe jest stopniowe zwiększanie udziału FedEx i głębsza integracja operacyjna, jeśli synergie okażą się bardzo duże, ale scenariusz natychmiastowego "wymazania" brandu InPost jest mniej prawdopodobny. Profesor Arkadiusz Kawa tak stawia sprawę: W krótkim i średnim okresie nie widzę takiej konieczności. Z zapowiedzi Rafała Brzoski wynika utrzymanie marki InPost, siedziby operacyjnej w Polsce i dalsze kierowanie prze niego spółką. Dodatkowo, w konsorcjum nie ma właściciela dominującego, co sprzyja zachowaniu pewnej niezależności InPostu. Natomiast w długim horyzoncie nie można wykluczyć zmian właścicielskich, szczególnie jeśli fundusze inwestycyjne będą w pewnym momencie chciały sprzedać udziały. To jednak scenariusz bardziej na lata, zależny od wyników i realnych efektów współpracy. Czy InPost to polska firma? Fani marki mogą zatem odetchnąć z ulgą: „polska” marka rzeczywiście jest bezpieczna. Przynajmniej na razie. Przy temacie polskości biznesu zarządzanego przez Brzoskę warto się na chwilę zatrzymać. Jeszcze w styczniu, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o możliwym przejęciu tego biznesu, pojawiały się głosy, że InPost przestanie być „nasz”, że źle się dzieje, gdy rodzimy czempion trafia w obce ręce.  Warto jednak zadać pytanie: czy InPost obecnie jest polski? Mogą wskazywać na to siedziba, prezes, czy pokaźne grono pracowników. Ale nie akcjonariat. Z GPW w 2017 roku firmę wykupił amerykański fundusz. Obecnie największym udziałowcem jest gigant wywodzący się z Czech. Duży pakiet akcji posiada Rafał Brzoska, ale zarządza nim podmiot zarejestrowany poza granicami kraju. Trudno mówić o oddawaniu rodowych sreber w obce ręce. Jak przejęcie InPost wpłynie na rynek kurierski? Podczas konferencji prasowej poświęconej przejęciu pojawiło się pytanie o to, czy InPost nadal będzie płacił podatki w Polsce. Wszak firma przez lata szczyciła się tym, że oddaje polskiemu fiskusowi wielkie środki, podczas gdy konkurencja unika płacenia. Pojawiła się deklaracja, że to się nie zmieni, bo to nad Wisłą pozostanie siedziba operacyjna firmy. Nie będziemy zatem oglądać kolejnej "optymalizacji"? O opinię w tym zakresie poprosiłem analityka XTB: Naiwnością byłoby oczekiwanie, że zagraniczni inwestorzy nie będą próbowali zoptymalizować obciążeń podatkowych spółki. Jednak skala możliwej optymalizacji jest ograniczona. Podatki dla firm/osób prawnych w Polsce są jednymi z najniższych w Europie, więc stosunek zysku do wysiłku/ryzyka na wstępie jest niski. Konkurenci InPostu obniżają swoje opodatkowane przez transfer środków do spółek w krajach “macierzystych” poprzez m.in. licencjonowanie znaków handlowych. InPost nie ma gdzie i jak tego robić, bo operuje z Polski, gdzie opodatkowanie jest już i tak niezwykle korzystne. Prawdopodobne wydaje się, że InPost może emulować strategię zachodnich operatorów poprzez transfer dochodów do jurysdykcji o niższym obciążeniu podatkowym, czyli do Polski. To bardzo istotne, biorąc pod uwagę, że to tu InPost wydaje się chcieć rosnąć najbardziej/najszybciej – uważa Kamil Szczepański z XTB. Gdy jedni zastanawiają się, czy inPost będzie płacił w Polsce podatki, drudzy pytają np. o wpływ transakcji na rodzimy rynek kurierski. A na tym dzieje się sporo. W ostatnim czasie okazało się, że Poczta Polska nie będzie w stanie przejąć Orlen Paczki, dynamicznie rozwija się Allegro Delivery, konkurencja zbliża się do biznesu Brzoski pod względem liczby posiadanych automatów paczkowych (łącznie ma ich już więcej). Jak wpływ ogłoszonej niedawno transakcji na branżę, nie tylko w Polsce, widzą eksperci? Skutki dla rynku kurierskiego w Polsce i Europie mogą być odczuwalne, zwłaszcza jeśli FedEx realnie "dowiezie" wolumen i klientów B2B. W Polsce InPost mógłby szybciej rozwijać usługi transgraniczne, poprawiać czasy doręczeń i zasięg oraz wzmocnić pozycję negocjacyjną wobec dużych nadawców. Dla klienta końcowego scenariusz bywa dwojaki: z jednej strony więcej opcji dostaw, lepszy tracking i wyższa niezawodność w przesyłkach z zagranicy, z drugiej – jeśli konsorcjum mocno postawi na poprawę rentowności, w części segmentów mogą pojawić się podwyżki. Konkurenci – w tym Allegro – powinni się "obawiać" głównie w tym sensie, że wzmacnia się niezależny operator last-mile z mocniejszym komponentem międzynarodowym. Presja rośnie, jeśli InPost + FedEx zaoferują atrakcyjne stawki dużym sklepom, zbudują świetny cross-border na osi PL–UE i uzyskają wyraźną przewagę jakościową – przewiduje Krzysztof Kamiński. Zdaniem analityka XTB, status-quo na polskim rynku powinien się utrzymać. Szersze pole do zmian jest poza granicami Polski, gdzie InPost zamierza nasilić ekspansję: Operatorzy z Europy Zachodniej będą musieli się zmierzyć z bardziej “zwinnym” konkurentem z Polski, jednak sam InPost będzie musiał wypracować strategię dostosowywania się do specyfiki lokalnych rynków - twierdzi Kamil Szczucki. https://x.com/RBrzoska/status/2013869748564422720?proportion=2.02 Z kolei Marek Różycki wśród możliwych skutków transakcji wymienia dalszą presję kosztową na tradycyjne doręczenia do drzwi, przyspieszenie inwestycji w automaty paczkowe oraz PUDO (punkty odbioru i nadania przesyłek) przez konkurencję, a także większą liczbę partnerstw oraz postępującą integrację sieci międzynarodowych z lokalną infrastrukturą. Czy klienci powinni się martwić? Dla klientów krótkoterminowo zmiany mogą być ograniczone. Długoterminowo można się spodziewać lepszej integracji przesyłek międzynarodowych w modelu OOH oraz potencjalnie bardziej stabilnych cen wynikających ze skali oraz efektywności modelu out of home – przekonuje Różycki. Czy klienci powinni się obawiać wzrostu cen usług kurierskich? Profesor Arkadiusz Kawa też jest zdania, że polscy klienci nie powinni się obawiać rewolucji z dnia na dzień. Bardziej prawdopodobne są zmiany ewolucyjne, czyli szersza oferta międzynarodowa oraz możliwe podniesienie standardu usług w wybranych segmentach. A jak to może wyglądać poza Polską? W Europie istotne może być to, czy InPost dzięki wejściu inwestora branżowego przyspieszy umacnianie pozycji na rynkach, takich jak Wielka Brytania, Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Beneluks. Jeśli tak będzie, to konkurencja może odczuć presję w obszarach, w których InPost jest najmocniejszy, tj. ogromne doświadczenie w budowaniu OOH, rozwiązania technologiczne, znajomość potrzeb klientów i wysoka efektywność logistyki - przewiduje profesor Arkadiusz Kawa. Wojciech Szubart dopytywany o to, czy np. Allegro powinno się obawiać osadzenia InPostu w nowej rzeczywistości, stwierdził, że tak. Specjalista ponownie zwrócił uwagę na plany stworzenia przez firmę Brzoski marketplace’u wykorzystującego zaawansowane rozwiązania technologiczne. Wskazał na liczbę osób, która korzysta z aplikacji InPostu i docelowo może być połączona z nowym kanałem sprzedaży. W tym miejscu warto dodać, że InPost Mobile używać ma kilkanaście milionów osób. A co ekspert sądzi o rozwoju branży w szerszym kontekście? Rynek kurierski nadal będzie się rozwijał, ponieważ sprzedaż w kanale e-commerce wciąż rośnie. Jestem przekonany, że o udziale w rynku będzie decydować przede wszystkim czas dostawy. Dziś standardem przy przesyłkach paczkowych jest dostawa w 24 godziny, coraz powszechniejsze są również dostawy w soboty. Kto zacznie dostarczać na dużą skalę tego samego dnia oraz w niedziele, może zdobyć istotną część rynku. Czy będzie to InPost? Tego nie wiem – stwierdza Szubart. InPost dynamicznie rośnie poza Polską W ostatnich latach InPost dał się też poznać jako firma przejmująca konkurencję. Na liście akwizycji znaleźć można Mondial Relay, Sending, Yodel czy Menzies. W efekcie podmiot wkraczał na nowe rynki lub umacniał na nich swoją obecność. Dzisiaj firma ma dziesiątki tysięcy paczkomatów oraz innych punktów nadań i odbioru w Wielkiej Brytanii (do 2029 roku firma chce tam zainwestować 600 mln funtów), Hiszpanii (ponad 4 tys. automatów), Portugalii, Belgii, Luksemburgu, Holandii i Włoszech (niemal 5 tys. maszyn). Niedawno spółka chwaliła się tym, że we Francji liczba paczkomatów wynosi już ponad 10 tys. https://x.com/RBrzoska/status/2012195000600211804?proportion=1.48 Co dalej? Wojciech Szubart jest zdania, że spółka będzie nadal inwestować w południowej części Europy, obstawia także wejście na rynek niemiecki. Bo chociaż próg wejścia jest w tym przypadku wysoki, to korzyści mogą się okazać jeszcze większe. A z zapewnionym wsparciem finansowym próba ma większe szanse na ostateczny sukces. Na niemiecki kierunek wskazał też Marek Różycki, który dodał, że to jeden z największych rynków B2C w Europie i kluczowy partner handlowy Polski. W opinii eksperta, istotne mogą się też okazać rynki, na których FedEx posiada silną infrastrukturę, a InPost jeszcze nie jest tam obecny. Jego zdaniem równie ważne, a może nawet ważniejsze od przejęć, mogą się okazać partnerstwa.  Kluczowe będzie to, czy strategia będzie defensywna, czyli nastawiona na umacnianie pozycji w Europie, czy, co wydaje się bardziej prawdopodobne, ofensywna, zmierzająca do budowy paneuropejskiej platformy infrastrukturalnej z ambicjami globalnymi – konkluduje Różycki. Na niemiecki kierunek wskazuje również profesor Arkadiusz Kawa, dodając przy tym, że będzie to wymagało dużych środków i jeszcze większej cierpliwości, ale zmiany właścicielskie mogą ułatwić sprawę. Zdaniem eksperta priorytetem będą jednak najpewniej rynki, na których InPost umacnia swoją pozycję – np. Wielka Brytania.  Jeśli fundusze będą myślały o wyjściu w dłuższej perspektywie, to wzrost skali i pozycji rynkowej jest naturalną drogą do podniesienia wyceny – ocenia profesor Kawa. Analityk XTB również jest zdania, że dalsze zakupy są bardzo prawdopodobne, a nawet pewne. Jego zdaniem spółka skupi się na niewielkich podmiotach z potencjałem na rozwój lub restrukturyzację. Wskazał też na części większych grup, które nie do końca pasują do ich profili. Z kolei ekspert OANDA TMS Brokers uważa, że przejęcia są logicznym narzędziem, bo w logistyce skala i infrastruktura decydują o przewadze. Najbardziej typowe kierunki to rynki, na których InPost już działa lub może szybko zbudować efekt sieci, kraje o wysokim udziale e-commerce i rozdrobnionej konkurencji oraz aktywa stricte „\"last mile" – sieci punktów i automatów, lokalne firmy kurierskie, a także technologie do zarządzania dostawami – podsumowuje Krzysztof Kamiński. Delisting ważny dla InPostu. Partnerstwo z FedEx jeszcze ważniejsze Z przeprowadzonych rozmów wyłania się dość klarowny obraz sytuacji: InPost może poważnie skorzystać na ogłoszonej niedawno transakcji. Spółka przestanie działać pod presją kwartalnych wyników oraz kursu akcji, będzie mogła realizować proces transformacji oraz długoterminowe projekty. Delisting pozwala usunąć sporo wymogów regulacyjnych, nierzadko kłopotliwych, ogranicza część kosztów, które ponoszą spółki publiczne, upraszcza strukturę organizacji i przyspiesza proces decyzyjny. Eksperci mówili wprost o swobodzie strategicznej związanej z tym ruchem. W takim układzie łatwiej też "ustawić" firmę pod efekt skali i współpracę z partnerem branżowym oraz (być może docelowo) dalsze zmiany właścicielskie – przewiduje prof. Kawa. A co może się dla InPostu okazać ważniejsze: samo zejście z giełdy czy nawiązanie partnerstwa z firmą FedEx? Krzysztof Kamiński z OANDA TMS Brokers ocenił, że prywatny status spółki „ułatwia agresywniejsze inwestycje i niepopularne krótkoterminowo decyzje bez presji rynku publicznego”, ale operacyjnie „większą dźwignię zwykle daje partner branżowy – FedEx może wnieść wolumen międzynarodowy, dostęp do klientów korporacyjnych, globalną sieć i know-how w transgranicznych przesyłkach". Jego zdaniem delisting może być warunkiem sprawnego przeprowadzenia zmian, a współpraca z FedEx – silnikiem wzrostu. Marek Różycki jest zdania, że samo zejście z giełdy stanowi narzędzie, ale kluczowe znaczenie będzie miało to, co nastąpi później" Zejście z giełdy daje większą elastyczność finansową i operacyjną, natomiast to dostęp do globalnej sieci oraz klientów może realnie zmienić trajektorię wzrostu InPostu. Jeżeli partnerstwo z FedEx przyniesie realne synergie w zakresie ekspansji międzynarodowej, wolumenów, integracji sieci oraz wspólnych inwestycji infrastrukturalnych, to właśnie ten element będzie decydujący – przekonuje Różycki. Podobnie widzi to profesor Kawa, który stwierdził, że "bez realnych korzyści sprzedażowych i logistycznych delisting pozostanie tylko 'zmianą formy', a nie impulsem wzrostu". Co dalej z InPostem?  Czy należy się spodziewać intensywnego wzrostu spółki zarządzanej przez Brzoskę? W komunikacie prasowym pojawiły się deklaracje w zakresie finansowania dynamicznego rozwoju przez konsorcjum. A sam Brzoska wskazał na "realizację celu, jakim jest redefinicja europejskiego sektora e-commerce". Plany są zatem ambitne. Teraz dochodzą do nich wielkie możliwości. Patrząc na tę transakcję, warto mieć na uwadze właśnie to, że w ostateczności nie dotyczy ona polskiego rynku. FedEx nie wykłada tych miliardów, by w końcu zaistnieć nad Wisłą. Gigant zobaczył najpewniej, że w naszym kraju rozwinęło się rozwiązanie, które może być z powodzeniem wdrażane w innych krajach. I to z myślą o nich mógł wyciągnąć portfel. Nie można przy tym wykluczać, że w Polsce marka InPost zostanie, ale już poza naszymi granicami FedEx zechce stawiać na własny brand. Zresztą spójrzmy na polskie podwórko: czy np. marki banków, dość silne, były doceniane po przejęciach? Santander raczej się nie patyczkował… Rafał Brzoska pozostanie szefem InPostu? Marka zniknie, ale zostanie Rafał Brzoska? To też nie jest pewne. Na razie miliarder odgrywa w tej układance istotną rolę, niektórzy twierdzą wręcz, że to on rozdaje karty. Ale czy tak będzie za 5 czy 10 lat? Jasne, może się okazać, że dla firmy FedEx to będzie doskonały nabytek. Jednak można też założyć, że Amerykanie mu podziękują. Bo będą się chcieli bawić po swojemu. Brzoska nadal będzie bardzo bogatym człowiekiem. Tyle że poza swoim „dziełem”. https://x.com/RBrzoska/status/2018995761728348202?proportion=1.78 Na razie kluczowe jest to, czy inwestycja w ogóle dojdzie do skutku. Bo fakt, że UOKiK da zielone światło, nie oznacza, że to samo zrobią instytucje w Wielkiej Brytanii czy Francji, gdy zobaczą, że w siłę ma u nich urosnąć FedEx. Jednocześnie mniejsi inwestorzy nie muszą się zgadzać na warunki tłustych kotów i teraz uznają, że wywodzący się z Polski biznes jednak jest wart znacznie więcej. Można zatem zakładać, że w tej historii jeszcze sporo się wydarzy.

11
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania