Vivo X Fold6 w moich rękach. Samsung ma się czego obawiać
Telepolis.pl
Testy sprzętu 14:30

Vivo X Fold6 w moich rękach. Samsung ma się czego obawiać

W Chinach swoją premierę miał właśnie składany smartfon Vivo X Fold6. Urządzenie trafiło w moje ręce, dzięki czemu mogłem mu się przyjrzeć z bliska. Składane smartfony typu „fold” radzą sobie coraz lepiej na rynku i coraz więcej producentów ma takie urządzenia w swoim portfolio. Jedną z takich firm jest chiński Vivo, który właśnie pokazał w Państwie Środka urządzenie X Fold6. Na początek nowy składak będzie dostępny wyłącznie w Chinach, dlatego ja również otrzymałem wersję chińską. Czym się ona różni od tej przeznaczonej choćby na polski rynek? Przede wszystkim oprogramowaniem. Języka polskiego tu nie uświadczymy, a gdy zmienimy język systemowy na angielski, wciąż wiele rzeczy będzie po chińsku. Nie ma też usług Google czy sklepu Google Play, ale to można doinstalować. Oczywiście, wariant globalny będzie bardziej przyjazny dla Europejczyków. Na premierę musimy jednak jeszcze trochę poczekać. Akcesoria, za którymi tęsknimy Vivo X Fold6 przyjechał do mnie w sporym, eleganckim pudełku o fakturze przypominającej skórę. W jego wnętrzu znalazłem przede wszystkim smartfon w kolorze błękitnym, a także komplet przydatnych akcesoriów. W tym coś, czego w Polsce już od dawna nie dostaniemy – szybką ładowarkę o mocy 100 W. Pozostałe elementy kompletu to między innymi kabel USB-C, metalowa igła do wysuwania tacki na dwie karty nanoSIM oraz etui na tył telefonu w pasującym kolorze. Zgrabny, choć bardzo pojemny Vivo X Fold6 to piękny smartfon, który bardzo dobrze się prezentuje w błękitnej, lekko gradientowej kolorystyce. W porównaniu z używanym przeze mnie na co dzień Samsungiem Galaxy Z Fold7, Vivo ma zbliżone rozmiary, a jeśli są jakieś różnice, nie przekraczają one 2-3 milimetrów. Każda z połówek chińskiego składaka jest też o ułamek milimetra grubsza od swoich koreańskich odpowiedników. Mimo tego, firma Vivo zmieściła w jego wnętrzu akumulator o pojemności aż 7000 mAh. Jako użytkownik Samsunga ze skromną baterią 4400 mAh mogę tylko pozazdrościć. Bez obaw – X Fold6 nie sprawia wrażenia cięższego od Folda 7. [gallery][img]256838[/img][img]256843[/img][img]256842[/img][img]256839[/img][img]256841[/img][img]256840[/img][/gallery] Duża pojemność z pewnością przełoży się na komfortową pracę przez cały dzień z dala od ładowarki, a być może nawet dwa. A gdy zabraknie energii, możemy ją bardzo szybko uzupełnić, przewodowo lub bezprzewodowo, z mocą odpowiednio 80 W i 40 W. Tymczasem w Samsungu mam marne 25 W i 15 W – może w Foldzie 8 będzie trochę lepiej. Vivo, podobnie jak Samsung, zastosowało w swoim składaku czytnik linii papilarnych zintegrowany z przyciskiem zasilania. Działa to bardzo dobrze. Jest też funkcja rozpoznawania twarzy. Wygodna konstrukcja i dwa ekrany X Fold6 bardzo łatwo się składa i rozkłada, a zawias działa płynnie. Po złożeniu nie ma widocznej luki między połówkami, Całość przypomina wtedy zwykły smartfon – duży, ale niezbyt gruby (około 9 mm). Vivo X Fold 6 ma dwa wyświetlacze, których przekątne są niemal identyczne, jak w przypadku Samsunga Galaxy Z Fold7. Ekrany okładki mają taką samą szerokość, która odpowiada "zwykłym" smartfonom o podobnej wielkości. Komfort korzystania z klawiatury ekranowej jest więc identyczny. Oczywiście, do pisanie najlepiej użyć dużego ekranu - tam klawiatura jest znacznie wygodniejsza. Oba panele w składanym Vivo zapewniają świetną jakość obrazu z żywymi kolorami oraz wysoką jasnością, przydatną szczególnie w słoneczne dni. Możemy też liczyć na odświeżanie na poziomie 120 Hz i doskonały kontrast. A bruzda w miejscu zgięcia? Jest, ale trochę mniej widoczna niż w Samsungu. Multimedialną stronę smartfonu uzupełniają głośniki stereo. Grają one głośno i czysto. Wydajność z najwyższej półki Vivo X Fold6 to flagowiec wyposażony w podobny procesor, jak model X300 Pro, czyli MediaTek Diemnsity 9500, tu z dopiskiem „Super”. W połączeniu z 12 GB RAM-u daje to bardzo wydajny duet. Wszystko w smartfonie działa płynnie i się nie zacina. Wariant, który trafił w moje ręce, miał 512 GB pamięci masowej. Powinno to wystarczyć zdecydowanej większości użytkowników. A jeśli ktoś potrzebuje więcej, może sięgnąć po pojemniejszą konfigurację. Aparaty godne flagowca Posiadacze smartfonów Samsunga, na przykład ja, przyzwyczaili się do tego, że koreańskie składaki nie są najlepszymi urządzeniami do robienia zdjęć. Tymczasem Vivo zastosowało w swoim najnowszym produkcie potężny foto-zestaw, złożony z głównego aparatu o rozdzielczości 200 Mpix (f/1.68, PDAF, OIS), któremu towarzyszą dwa aparaty o rozdzielczości 50 Mpix – ultraszerokokątny (f/2.0, PDAF) oraz teleobiektyw peryskopowy (f/2.57, PDAF, OIS, zoom optyczny 3x, cyfrowy 100x). Są też dwa aparaty o rozdzielczości 20 Mpix (f/2.4), zintegrowane z ekranami. Fotograficzny arsenał Vivo X Fold6 prezentuje się bardzo dobrze na papierze. A jak wypada w starciu z rzeczywistością? Przekonaj się sam, oglądając zamieszczone poniżej zdjęcia. Dodałem też przykładowe nagrania wideo – dzienne i nocne. Zdjęcia dzienne: [gallery][img]256774[/img][img]256769[/img][img]256780[/img][img]256771[/img][img]256786[/img][img]256789[/img][img]256781[/img][img]256785[/img][img]256772[/img][img]256784[/img][img]256788[/img][img]256779[/img][img]256776[/img][img]256770[/img][img]256778[/img][img]256782[/img][img]256783[/img][img]256767[/img][img]256777[/img][img]256787[/img][img]256766[/img][img]256775[/img][img]256768[/img][img]256773[/img][/gallery] Zdjęcia nocne: [gallery][img]256817[/img][img]256814[/img][img]256826[/img][img]256824[/img][img]256815[/img][img]256822[/img][img]256816[/img][img]256821[/img][img]256820[/img][img]256823[/img][img]256825[/img][img]256829[/img][img]256819[/img][img]256828[/img][img]256831[/img][img]256830[/img][img]256827[/img][img]256818[/img][/gallery] Filmy: https://www.youtube.com/watch?v=sMxdYpRj7_0 https://www.youtube.com/watch?v=o7rbXsf1gdQ Tak powinien wyglądać nowoczesny składak Vivo pokazuje zupełnie nowe podejście do urządzeń ze zginanym ekranem. Inżynierowie zmieścili ogromny zapas energii w zaskakująco smukłej obudowie. Telefon świetnie leży w dłoni i zupełnie nie ciąży podczas codziennego użytkowania. Konstrukcja zamyka się przy tym gładko i bez widocznych szczelin. Producent nie zapomina też o miłośnikach mobilnej fotografii. Składana obudowa nie wymusza kompromisów względem jakości zdjęć, a zastosowane aparaty oferują możliwości znane z tradycyjnych flagowców. Wszystko to wspierają świetne wyświetlacze oraz bardzo płynnie działający system. Ograniczeniem pozostaje obecnie wyłącznie rynek zbytu i oprogramowanie. Brak globalnej dystrybucji czyni ten sprzęt ciekawostką dla fanów nowinek. Ewentualna premiera w Europie może jednak mocno zmienić układ sił na sklepowych półkach. Dokładniejszą specyfikację smartfonu, chińskie ceny oraz termin europejskiej premiery znajdziesz w podlinkowanym niżej newsie. Zobacz: Debiutuje Vivo X Fold6. To składany flagowiec z potężnymi aparatami i baterią

0
MARIAN SZUTIAK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Szok na miarę kompotu: żonę poznałem w barze karaoke. Bez aplikacji
Wiadomości 15:40

Szok na miarę kompotu: żonę poznałem w barze karaoke. Bez aplikacji

0
MACIEJ SIKORSKI
1.
Debiutuje Vivo X Fold6. To składany flagowiec z potężnymi aparatami i baterią
Sprzęt 15:05

Debiutuje Vivo X Fold6. To składany flagowiec z potężnymi aparatami i baterią

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Wszystko przez jedną wiadomość na WhatsApp. To przestroga dla innych
Bezpieczeństwo 13:57

Wszystko przez jedną wiadomość na WhatsApp. To przestroga dla innych

1
ANNA KOPEć
1.
Ten 12-calowy tablet z LTE kosztuje grosze i będzie idealny na wakacje
Telepolis.pl
Sprzęt 13:12

Ten 12-calowy tablet z LTE kosztuje grosze i będzie idealny na wakacje

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Klęska Elona Muska. Jest biedny jak mysz kościelna
Wiadomości 12:40

Klęska Elona Muska. Jest biedny jak mysz kościelna

2
MACIEJ SIKORSKI
1.
Microsoft podjął ważną decyzję dla użytkowników. Chodzi o Windowsa 10
Oprogramowanie 12:10

Microsoft podjął ważną decyzję dla użytkowników. Chodzi o Windowsa 10

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Potężna stacja zasilania 1000 zł taniej. W sam raz na blackout i wakacje
Telepolis.pl
Sprzęt 11:38

Potężna stacja zasilania 1000 zł taniej. W sam raz na blackout i wakacje

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Czy grozi nam blackout? PSE prosi o oszczędność w tych godzinach
Wiadomości 11:07

Czy grozi nam blackout? PSE prosi o oszczędność w tych godzinach

2
PAWEł MARETYCZ
1.
Polacy obejrzą nagrodzony kryminał. 6 odcinków, po których trudno się pozbierać
Telewizja i VoD 10:36

Polacy obejrzą nagrodzony kryminał. 6 odcinków, po których trudno się pozbierać

0
ANNA KOPEć
1.
To koniec patostreamingu? Został tylko podpis prezydenta
Wiadomości 09:52

To koniec patostreamingu? Został tylko podpis prezydenta

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Shorty na YouTube po nowemu. Zmian jest dużo
Aplikacje 09:20

Shorty na YouTube po nowemu. Zmian jest dużo

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
PKP Intercity z ważną zmianą dla pasażerów. Wszystko z powodu upałów
Tech 08:49

PKP Intercity z ważną zmianą dla pasażerów. Wszystko z powodu upałów

0
ANNA KOPEć
1.
To fantasy zasługuje na kolejną szansę. Miało być flagowym serialem
Telewizja i VoD 08:18

To fantasy zasługuje na kolejną szansę. Miało być flagowym serialem

1
ANNA KOPEć
1.
Polacy zatrzymali cybergangsterów. Współpracowali z FBI i HSI
Wiadomości 07:37

Polacy zatrzymali cybergangsterów. Współpracowali z FBI i HSI

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Pekao nie żartuje. Jeszcze przez 4 dni można dostać 4200 zł
Konta 07:14

Pekao nie żartuje. Jeszcze przez 4 dni można dostać 4200 zł

0
ANNA KOPEć
1.
Microsoft znowu podnosi ceny. Konsole mocno podrożeją
Tech 25 CZE 2026

Microsoft znowu podnosi ceny. Konsole mocno podrożeją

4
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
IBM schodzi poniżej 1 nm. Tak ma wyglądać kolejna rewolucja
Tech 25 CZE 2026

IBM schodzi poniżej 1 nm. Tak ma wyglądać kolejna rewolucja

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zdjęcie ze świadectwem? To nie tylko niewinna pamiątka
Bezpieczeństwo 25 CZE 2026

Zdjęcie ze świadectwem? To nie tylko niewinna pamiątka

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Więcej nowości
Ford przejechał się na AI. Gigant zatrudnia starych pracowników
Moto 25 CZE 2026

Ford przejechał się na AI. Gigant zatrudnia starych pracowników

Przy okazji świętowania zdobycia pierwszej pozycji w rankingu JD Power, amerykański gigant na rynku samochodów zdradził ciekawą informację. Ford przez ostatnie lata mocno stawiał na automatyzację, AI oraz systemy wspierające projektowanie i produkcję aut. Problem w tym, że rozwiązania te nie okazały się tak niezawodne, jak pierwotnie zakładano. Firma musiała zatrudnić dodatkowych, doświadczonych techników, a w niektórych przypadkach nawet sprowadzać z powrotem byłych pracowników, by poprawiali błędy popełniane przez roboty i systemy automatyczne. AI będzie tylko tak dobre, jak dane treningowe Charles Poon, wiceprezes Forda do spraw inżynierii sprzętowej pojazdów, przyznał podczas briefingu z dziennikarzami w sprawie rankingu JD Power, że firma przeceniła możliwości nowych narzędzi. Błędnie sądziliśmy, że samo wprowadzenie AI i dostosowanie wymagań projektowych wystarczy, by uzyskać produkt wysokiej jakości. Charles Poon Problemem nie była sama sztuczna inteligencja, lecz sposób jej wykorzystania. Ford zwraca uwagę, że AI jest skuteczne tylko wtedy, gdy opiera się na dobrych danych i dobrze opisanych procesach. Tymczasem część wiedzy zgromadzonej przez najbardziej doświadczonych inżynierów nie trafiła do systemów automatycznych, zanim ci ludzie odeszli z firmy. Chodziło o praktyczne doświadczenie zdobywane przez lata, często podczas wielu cykli projektowania kolejnych generacji pojazdów. W efekcie młodsi pracownicy i systemy automatyczne nie zawsze radzili sobie z utrzymaniem odpowiedniego poziomu jakości. Ford musiał więc sięgnąć po klasyczne rozwiązanie - ludzi, którzy dobrze znali procesy, produkty i typowe problemy produkcyjne. Część dawnych specjalistów wróciła, by pomagać w ponownym szkoleniu. To dość wymowna lekcja dla całej branży. Sztuczna inteligencja może przyspieszać projektowanie i wspierać produkcję, ale nie zastępuje doświadczenia zdobywanego przez lata. Pozostaje liczyć, że inne firmy wyciągną naukę z błędów Forda, zamiast samemu je powtarzać.

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.

Więcej nowości

Conan Barbarzyńca w nowej odsłonie. Prime Video ma na niego pomysł
Telewizja i VoD 25 CZE 2026

Conan Barbarzyńca w nowej odsłonie. Prime Video ma na niego pomysł

Conana Barbarzyńcy chyba nikomu nie trzeba jakoś szczególnie przedstawiać. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci lat 80. Teraz Conan powróci na ekrany w nowym wydaniu. Prime Video chce stworzyć serial animowany. Jest duża szansa, że dla dorosłych widzów.  Conan Barbarzyńca. Widowisko dla dorosłych, czy film familijny? Część z nas, z pewnością od razu robi się sceptyczna po usłyszeniu hasła "serial animowany", ale spokojnie - jeszcze nie ma powodów do zmartwień. Nazwisko jego twórcy - Genndy'ego Tartakovsky - gwarantuje widowisko pełne akcji i przemocy. To może być udane połączenie Samuraja Jacka, Laboratorium Dextera oraz Wojen Klonów. A biorąc pod uwagę, że Conan Barbarzyńca jest jednym z najlepszych filmów akcji tej dekady, to produkcja może okazać się sukcesem. Postać Conana ma już 94 lata i pierwotnie powstała na podstawie opowiadania Roberta Howarda z serii "Weird Tales" z 1932 roku. Kiedy trafił na ekrany w 1982 roku, z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej, momentalnie został okrzyknięty hitem. Obsadzony w roli Conana Jason Momoa w 2011 roku, również poradził sobie całkiem dobrze, ale rzecz jasna, nie przyćmił sukcesu Schwarzeneggera.  https://www.youtube.com/watch?v=Nok-jOYn6Dg Nowy pomysł na Conana Teraz na Conana mają nowy pomysł. Nie będzie aktora, który ma tym razem chwycić za miecz, ani też nie zobaczymy wyczerpujących wyczynów kaskaderskich, które stały się wręcz znakiem rozpoznawczym aktorów grających Conana Barbarzyńcę do tej pory. Seria oficjalnie zmienia format. Prime Video potwierdziło, że Conan powróci jako animowany serial telewizyjny. Projekt już wszedł w fazę realizacji, ale jeszcze nie ujawniono zbyt wielu szczegółów na jego temat. Teraz widzowie zastanawiają się, czy serial będzie skierowany tylko do dorosłej widowni. Bo jak inaczej poradzić sobie ze scenami walki, wątkiem miłosnym i pełnym nagości Conanie?  Jedno jest pewne, nadchodzący projekt na Prime Video będzie pierwszym animowanym serialem Conana od 34 lat i właśnie dlatego to, co zrobi z tym Tartakovsky jest takie interesujące.  https://www.youtube.com/watch?v=Z3gvZYddTVI

1
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?
Telepolis.pl
Testy sprzętu 24 CZE 2026

Rozwaliłem 88,97 zł w Lidlu na elektronikę. Co kupiłem?

Wybrałem się do Lidla na szał zakupowy. A raczej mały szalik. Założenie było proste: mam 100 zł w kieszeni i muszę się obkupić elektroniką. Efekt? Żałuję zakupów. I to nawet bardzo. Jednak po kolei. Nie chciałem kupować byle czego, byle było, a coś, co realnie wykorzystam. Kolejne słuchawki? Nie, dziękuję, mam ich pół szuflady. A może powerbank? Tych mam akurat całą szufladę. Padło więc na ręczny, przenośny wentylator, ładowarkę Qi z trzema segmentami, w sam raz pod telefon, zegarek i słuchawki, czyli zestaw dla kogoś, kto nie lubi kabli, oraz wagę łazienkową, bo najwyższy czas zmierzyć się z bolesną prawdą.  Gadżety z Lidla 2/3 to porażka Tak, jest aż tak źle. Zacznijmy jednak od tego, co działa poprawnie. Czyli od wagi łazienkowej za 29,99 zł. Jest to inteligentna waga, która podaje jak najbardziej poprawne wartości, co było dla mnie dość trudne do przełknięcia. Ot, ważę za dużo. Zdecydowanie za dużo. Czy prawidłowo wylicza ona BMI, tkankę mięśniową i nawodnienie organizmu? Nie wiem, chociaż mniej/więcej wszystko by się zgadzało: BMI wysokie, tkanka mięśniowa niska i odwodnienie. Ot, cały ja. Czy jestem zadowolony z wagi? Nie. To jednak nie jest jej wina, a tego, że rzeczywistość jest dość bolesna. Skoro jedyny poprawnie działający produkt mamy za sobą, to idziemy dalej. [SALE-5890] Wentylator ręczny z Lidla Ten gagatek kosztował mnie 15,99 zł. Kupiłem go jednak w promocji z kuponem z aplikacji Lidl Plus, który obniżył cenę bazową 19,99 zł o 4 zł. Jak on działa? No cóż, zacznijmy od tego, że ze względu na swoją przenośność ma małe łopatki. Jest więc głośny, a strumień powietrza relatywnie słaby. Fizyki tu nie oszukamy. Oczywiście na rynku są nawet mniejsze, a zarazem skuteczniejsze i cichsze konstrukcje. Jednak nie są to typowe wentylatory łopatkowe.  Bateria pozwala natomiast na kilka godzin pracy, zwłaszcza na najniższym poziomie. Skoro więc sam stwierdzam, że po tego typu konstrukcji trudno czegoś więcej oczekiwać, to czemu jestem niezadowolony? A to akurat proste: ponieważ nie działa on podczas ładowania baterii. Chłodzenie nim kiedy stoi na biurku z podłączonym USB-C i odpięcie go przy wyjściu? Zapomnijcie. Podłączenie do powerbanku, kiedy nam padnie, tak aby dalej się chłodzić? Również nie ma mowy. Kilka lat temu kupiłem nieco większy, ale wciąż mały wentylator z Biedronki, jeszcze na microUSB i ten potrafi działać i ładować się jednocześnie. Sprzęt z Lidla całkowicie zawodzi na tym polu.  Ładowarka Qi dla kogoś, kto nie cierpi kabli A oto produkt, który przelał czarę goryczy: ładowarka Qi za 42,99 zł. I to w dodatku produkt, po którym spodziewałem się najwięcej. Otóż mam iPhone, mam Air Podsy i mam... no nie, nie Apple Watcha, ale zegarek Huaweia, który też ładuje się bezprzewodowo. Producent deklaruje, że urządzenie pobiera do 18 W (9 V i 2 A) ładując przy tym: smartfon z mocą do 15 W, zegarek z mocą do 2,5 W i słuchawki z mocą do 3 W. Wiadomo, jak podłączymy wszystko, to łączna moc pobierana przez ładowarkę nie przekroczy tych 18 W. Jednak w tym przypadku pobiera ona maksymalnie 6 W. A przecież znacznie mniej — w końcu technologia Qi wiąże się z dużymi stratami — trafia do urządzeń.  [SALE-5884] To jednak nie koniec problemów, ponieważ ładowarka ta, co kilkanaście sekund się restartuje. A moc maksymalna często spada do poziomu 1-2 W. Tym samym zostawiając na niej sprzęt, nawet na całą noc, nie mamy gwarancji, że w ogóle zostanie on naładowany. Oczywiście początkowo uznałem, że to wina ładowarki, do której ta była podłączona przez USB-C. Tej w zestawie w końcu nie było. Jednak sprawdziłem ich aż 5 i każda dawała podobny wynik. Spróbowałem więc innej strategii i zamiast do ładowarki podłączyłem urządzenie do powerbanku wyświetlającego pobór. A właściwie to do 3 różnych powerbanków i jednej stacji zasilania. I wszędzie efekt był ten sam: maksymalnie 6 W mocy z częstymi spadkami do 1 W i ciągłe restarty. W tym przypadku określenie tego, jako elektrośmieć jest jak najbardziej zasadne. A wielka szkoda, bo liczyłem, że będę mógł ładować te urządzenia jednocześnie, bez plątaniny kabli. Tyle dobrego, że jeśli chodzi o zegarek, to wymaga on podłączenia do zasilania rzadziej, niż raz w tygodniu.  Podsumowanie: Zakupy w Lidlu oceniam bardzo źle. Nie kupiłem tam nic, co wywołałoby uśmiech na mojej rumianej buzi. Uczciwie muszę jednak przyznać, że waga okazała się naprawdę w porządku. I wentylator też — tak długo, jak się nie rozładuje, co uważam za nieporozumienie. Jednak to, co najbardziej przykuło moją uwagę — chociaż wiem, że kierunkowy do Francji ukryty w mojej wadze powinien być numerem jeden na tej liście — czyli ładowarka, okazało się nie tyle niewypałem, ile wręcz elektroodpadem, którego istnienie nie tylko rani mój portfel, ale wręcz matkę naturę, oraz rozum i godność człowieka.  Zwłaszcza że zostawiłem zegarek z poziomem naładowania 11% na ładowarce, kiedy zaczynałem pisać ten tekst, a teraz, kiedy go kończę, jego poziom naładowania spadł do 9%. I jakby co, to nie: nie widziałem już tych fajnych wentylatorów w Biedronce od kilku lat, a zakupy robię głównie w Lidlu, bo raz, że mam blisko, a dwa, jak idę z dzieckiem, to nie muszę przeciskać się przez palety spacerówką. 

17
PAWEł MARETYCZ
1.

Popularne porównania