Publicystyka
07:42
Zamiast arcydzieła, oskarżenia o używanie ChatGPT. A erraty wciąż brak
Przypisy do nieistniejących książek i wielka afera. Errata do książki Karoliny Opolskiej "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" miała się pojawić w ciągu kilku dni. Od czasu jej anonsowania minęło już jednak kilka miesięcy, a wkładki do książki jak nie było, tak nie ma.
Nie ulega wątpliwości, że rzadko się zdarza, by errata była tak wyczekiwana przez szeroko rozumiany rynek. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że to najsłynniejsze sprostowanie w polskiej branży wydawniczej w ostatnich latach. Niestety, wciąż funkcjonuje w świecie zapowiedzi. I być może tak już zostanie. Bo nie można wykluczać, że autorka i wydawnictwo obecnie grają na czas, licząc na to, że temat umrze. To jeden z powodów, by przypominać o aferze z końca 2025 roku.
Artur Wójcik na tropie nieścisłości w książce Karoliny Opolskiej
Opowieść zaczyna się na początku listopada ubiegłego roku. Artur Wójcik, który przedstawia się w mediach społecznościowych jako "historyk, popularyzator i podcaster, demaskator mitów, opisywacz szurii i pseudonauki wszelakiej" publikuje w serwisie X post zaczynający się od następujących słów: "Dawno nie czułem takiego zażenowania". I przechodzi do przedstawienia sprawy:
Karolina Opolska, dziennikarka i wykładowczyni dziennikarstwa, nie miała cywilnej odwagi przyznać się, że w swojej książce… po prostu zmyśliła część przypisów. Nie pomyliła się, wymyśliła nieistniejące książki, albo nie zweryfikowała tego co wypluł jej AI. W poniedziałek zapytałem ją publicznie na platformie X, dlaczego posunęła się do czegoś takiego. Trudno tu mówić o prowokacji czy o żarcie, te fikcyjne źródła są zbyt banalne, by mogły być zamierzonym pastiszem (casus Kpinomira). To nie jest kwestia błędu w nazwisku autora, pomyłki w tytule, roku wydania czy numerze strony. Mówimy o całkowicie zmyślonych publikacjach, rzekomo autorstwa znanych historyków
- przekonywał autor wpisu.
Następnie Wójcik wymienił trzy nieistniejące publikacje, które znalazły się w przypisach książki "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata". Historyk zaznaczył też, że jego ustalenia dotyczą niewielkiego fragmentu książki Karoliny Opolskiej. Demaskator opisał też zachowanie autorki, które przybrało kuriozalną formę. Dziennikarka miała zrzucać winę na wydawnictwo, szukać wsparcia wśród znajomych, których dzieliła z Wójcikiem i próbować zamieść sprawę pod dywan. Swój wpis historyk zakończył w następujący sposób:
Nie łudźmy się też, że ktokolwiek w mediach nagłośni sprawę. Nie będzie artykułów w stylu „Znana dziennikarka wymyśla książki w przypisach”. Taki Cynarski od lechickiej hoplologii to wdzięczny przypadek, więc pojawiły się artykuły w portalach informacyjnych. Tu zadziała mechanizm, który dobrze znamy: kolesiostwo i źle pojmowana solidarność zawodowa. Używajmy AI, ale mądrze
- apelował Wójcik.
https://x.com/SAuthenticum/status/1985986857235103990?proportion=1.49
Szybko okazało się, że Wójcik miał rację, ale tylko częściowo. Bo owa dziwnie pojmowana solidarność zawodowa faktycznie miała miejsce, lecz nie dotyczyła wszystkich. Część mediów jednak podjęła temat, o sprawie zrobiło się głośno. Na chwilę nawet bardzo głośno. I w gruncie rzeczy nie powinno to dziwić – autorka jest znaną dziennikarką, która obecnie pracuje m.in. w TVP Info, a wcześniej związana była z Onetem czy TOK FM. Warty podkreślenia jest też fakt, że Opolska pełni funkcję Zastępczyni Kierownika Katedry Dziennikarstwa i Nowych Mediów Uniwersytetu Civitas (do 2025 roku Collegium Civitas). Gwiazda i mentorka.
Wydawnictwo tłumaczy: to był błąd techniczny
Książka "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" ukazała się nakładem wydawnictwa Harde wchodzącego w skład Grupy ZPR Media. Stosunkowo szybko opublikowało ono oświadczenie, w którym wzięło w obronę Karolinę Opolską. W treści odniesiono się do trzech nieistniejących publikacji wskazanych przez Wójcika i przekonywano, że nieprawidłowe przypisy to efekt… błędu technicznego. Stwierdzono także, że "na żadnym etapie książka nie była pisana ani współtworzona przez narzędzia AI". Całość doprawiono takim akapitem:
Po konsultacjach i wyjaśnieniach Autorki nie mamy zastrzeżeń do jej pracy. Jej książka jest bardzo dobrze udokumentowana źródłami i opisując tak trudną materię, Karolina Opolska wykazała się wyjątkową rzetelnością.
Pojawi się errata. W najbliższym czasie
Pożar ugaszony? Nie – ekipa ratunkowa pomyliła wodę z benzyną. Jedni komentujący pytali, w jaki sposób wydawca ustalił, że książka na żadnym etapie nie była pisana z wykorzystaniem AI. Bo taką pewność miałby wyłącznie w przypadku zamknięcia autorki w bunkrze bez dostępu do sieci na czas tworzenia książki. To jednak była klasyczna wisienka na torcie. W ramach biszkoptu i kremu internauci prześledzili resztę przypisów. Szybko okazało się, że trzy "błędy", do których odniósł się przedstawiciel wydawnictwa, to czubek góry lodowej. Ba, wskazywano konkretne przykłady użycia rozwiązań tzw. sztucznej inteligencji.
https://x.com/DemagogPL/status/2008863729623200182?proportion=2.39
Na tym etapie wydawnictwo chyba postanowiło zamknąć za sobą drzwi. Inaczej było w przypadku Karoliny Opolskiej. Autorka książki 7 listopada zadeklarowała w serwisie X, że "w najbliższym czasie ukaże się errata wydawnictwa, która wszystko wyjaśni". Dodała przy tym, że w przestrzeni publicznej wokół publikacji pojawiło się wiele przekłamań. A na pytanie, kiedy konkretnie pojawi się errata, odpisała:
Mam nadzieję, że jak najszybciej. Na pewno zajmie to kilka dni. Na pewno jednak będzie.
Minęło kilka dni, potem tygodni, teraz już miesięcy. Erraty brak. Próbowałem skontaktować się z Karoliną Opolską w tej kwestii, ale zakończyło się to niepowodzeniem. A przedstawiciel wydawnictwa odpisał mi:
Obecnie nie mam żadnych nowych informacji w tej sprawie, jeśli się pojawią nowe informacje, wówczas Wydawnictwo HARDE wyda oświadczenie, które zostanie wysłane do mediów.
Karolina Opolska i wydawnictwo Harde unikają tematu
Zadałem kilka pytań dodatkowych, m.in. o to, czy książka nadal jest w dystrybucji, czy aktualna jest wersja o błędzie technicznym i czy wydawnictwo nie ma zastrzeżeń do pracy Karoliny Opolskiej. Niestety, odpowiedzi nie uzyskałem.
[SALE-3591]
Jedni stwierdzą, że liczba "błędów technicznych" była bardzo duża i potrzeba sporo czasu, by wszystkie przeanalizować na potrzeby erraty. Drudzy będą zdania, że to klasyczna gra na przeczekanie: ludzie w końcu zapomną, w dzisiejszych czasach nawet grube afery umierają prędko śmiercią głodową. A to przecież nie jest gruba afera. Jeszcze inni wezwą do wstrzymania hejtu. Bo i taka narracja już się pojawiła. Część środowiska dziennikarskiego nie zawiodła autorki. Jeszcze w listopadzie można było przeczytać, że Opolska nie je i nie śpi, bo w internetach zorganizowano na nią nagonkę.
https://x.com/SAuthenticum/status/2008919896734724248?proportion=1.36
Całkiem niedawno dziennikarka opublikowała na Facebooku wpis w ramach Dnia Walki z Depresją. Można w nim znaleźć taki fragment:
Czy popełniłam błędy? Nie jeden. Oh! Co ja bym dała, żeby cofnąć niektóre swoje decyzje, czy dopilnować większej staranności przy innych (chociaż wciąż głupio wierzę, że każda nasza decyzja, dobra czy zła, kształtuje nas takimi jakimi jesteśmy, a wszystko dzieje się po coś). Czy powinnam się godzić na hejt z tego powodu? Nie.
Być może warto trzymać się tej myśli: wszystko dzieje się po coś. Nie należy wykluczać, że książka Karoliny Opolskiej "Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata" musiała się ukazać w tej formie, by inni używali AI, ale mądrze, o co apelował Artur Wójcik. Czy to oznacza, że o sprawie erraty należy zapomnieć? Niekoniecznie – co jakiś czas warto sprawdzić, co dzieje się z yeti rodzimego rynku wydawniczego.
MACIEJ SIKORSKI