Lidl w końcu się przyznał. To nie są ludzie
Telepolis.pl
Tech 07 CZE 2026

Lidl w końcu się przyznał. To nie są ludzie

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w reklamie to właściwie codzienność. W praktycznie każdej gazetce reklamowej znajdziemy zdjęcia generowane z użyciem AI. W Lidlu coś jednak się zmieniło. Do tej pory nikt się nie przyznawał bez pytania W najnowszej gazetce Lidla (Katalog ważny od 8.06 do 13.06) wprawione oko dostrzeże dodatkowe opisy. Pojawiają się one na dole strony lub są wtopione w same zdjęcia. Napis jest stale ten sam: „Grafika została zmodyfikowana przy użyciu AI”. Póki co tego typu oznaczenia pojawiają się praktycznie wyłącznie przy zdjęciach produktów odzieżowych, a w samym tylko jednym katalogu naliczyłem 7 takich dopisków. Bywa przy tym, że są one słabo widoczne, jak np. tutaj: Rękę dam sobie uciąć, że modyfikacje dotyczą też wielu innych produktów, szczególnie że Photoshop niemal już wymusza AI nawet podczas samego kadrowania. Niemiecki dyskont skupia się jednak tutaj wyłącznie na wygenerowanych przez siebie modelach, noszących ubrania będące w ofercie sklepu. Trudno przy tym oczekiwać, że wygenerowane zdjęcia będą oddawać rzeczywisty wygląd asortymentu na żywym człowieku. I co do zasady dobrze, że oznaczają, źle natomiast, że aż tak oszczędzają. Gest dobrej woli czy przymus? W niemieckich gazetkach próżno szukać tego typu oznaczeń. Może to wynikać z autentycznych sesji zdjęciowych produktów lub braku takiego obowiązku. O tego typu poczciwą nadgorliwość trudno podejrzewać polski oddział. Całkiem możliwe nawet, że nie została jeszcze ogłoszona interwencja np. ze strony UOKiK-u, ale to na razie tylko gdybanie. Świeżość zmiany w podejściu Lidla podkreśla fakt, że w znajdującym się obecnie na stronie innym folderze, ważnym od 8 do 10 czerwca występują dokładnie te same zdjęcia, ale już bez dodatkowych oznaczeń. O komentarz w sprawie poprosiliśmy biuro prasowe Lidla. Artykuł zostanie uaktualniony, gdy tylko otrzymamy odpowiedź.

4
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

DJI Power 140 W GaN - droniarski gigant umie też w ładowarki
Sprzęt 17:06

DJI Power 140 W GaN - droniarski gigant umie też w ładowarki

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Rossmann apeluje. Nie rób tego na oko, Renpho ogarnie
Telepolis.pl
Tech 15:50

Rossmann apeluje. Nie rób tego na oko, Renpho ogarnie

0
PATRYCJA KORBA
1.
Żabka robi niezłe Triki i odpala kontroler dla smartfonów. Kupisz od 1 zł
Sprzęt 15:06

Żabka robi niezłe Triki i odpala kontroler dla smartfonów. Kupisz od 1 zł

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
OnePlus z całkiem nową serią smartfonów. Debiut już w lipcu
Sprzęt 14:34

OnePlus z całkiem nową serią smartfonów. Debiut już w lipcu

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Lidl szykuje rewolucję. Nie zdziw się, jak zobaczysz to w sklepie
Wiadomości 14:03

Lidl szykuje rewolucję. Nie zdziw się, jak zobaczysz to w sklepie

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
T-Mobile rusza z konkursem. Zajrzyj do aplikacji i to napisz
Wiadomości 13:31

T-Mobile rusza z konkursem. Zajrzyj do aplikacji i to napisz

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Jeden nieopaczny ruch i została z pustym kontem. Może przydarzyć się każdemu
Bezpieczeństwo 12:59

Jeden nieopaczny ruch i została z pustym kontem. Może przydarzyć się każdemu

0
ANNA KOPEć
1.
Polacy robią więcej takich przelewów. Powód jest jasny
Konta 12:27

Polacy robią więcej takich przelewów. Powód jest jasny

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
TP-Link RE660X: wzmacniacz Wi-Fi 6, punkt dostępowy i gniazdko w jednym
Sprzęt 11:53

TP-Link RE660X: wzmacniacz Wi-Fi 6, punkt dostępowy i gniazdko w jednym

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Wystarczy kamera w smartfonie. Tylko pokaż twarz
Sprzęt 11:22

Wystarczy kamera w smartfonie. Tylko pokaż twarz

4
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Światłowód z coraz większym zasięgiem. Ponad 100 nowych miejscowości
Wiadomości 10:41

Światłowód z coraz większym zasięgiem. Ponad 100 nowych miejscowości

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Horror, film akcji czy czarna komedia? HBO daje nam niezłe combo
Telewizja i VoD 10:10

Horror, film akcji czy czarna komedia? HBO daje nam niezłe combo

0
ANNA KOPEć
1.
Przetasowania na szczycie. Allegro przed Temu, ale nie w aplikacjach
Wiadomości 09:36

Przetasowania na szczycie. Allegro przed Temu, ale nie w aplikacjach

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Erste uruchamia nową usługę. Znajdziesz ją w aplikacji
Fintech 09:01

Erste uruchamia nową usługę. Znajdziesz ją w aplikacji

4
ANNA KOPEć
1.
O "The Last Of Us" znów głośno. Niepokojące wieści odnośnie do 3. sezonu
Telewizja i VoD 08:33

O "The Last Of Us" znów głośno. Niepokojące wieści odnośnie do 3. sezonu

0
ANNA KOPEć
1.
W Action za 54,95 zł. Apple woła za taki zestaw 499 zł
Sprzęt 08:01

W Action za 54,95 zł. Apple woła za taki zestaw 499 zł

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Promocja Pekao może przejść Ci koło nosa. Tylko do 17 czerwca 2026
Konta 07:28

Promocja Pekao może przejść Ci koło nosa. Tylko do 17 czerwca 2026

0
ANNA KOPEć
1.
Ludzie przegrywają z botami. Internet zmienia się na naszych oczach
Tech 06:50

Ludzie przegrywają z botami. Internet zmienia się na naszych oczach

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Więcej nowości
Koniec szpiegowania klientów. Ukarany m.in. T-Mobile
Bezpieczeństwo 07 CZE 2026

Koniec szpiegowania klientów. Ukarany m.in. T-Mobile

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego od teraz Federalna Komisja Łączności (FCC) ma prawo nakładać wielomilionowe kary na operatorów za sprzedaż danych o lokalizacji użytkowników, bez konieczności uprzedniego przeprowadzania procesu przed ławą przysięgłych. Można było łatwo namierzyć każdego — dane dostarczali operatorzy Sprawa ma swoje źródło w skandalu, który wybuchł w kwietniu 2018 roku, gdy ujawniono, że pewien szeryf ze stanu Missisipi używał usługi o nazwie Securus do śledzenia telefonów bez odpowiedniego nakazu sądowego. Szeroko zakrojone śledztwo FCC wykazało wówczas, że najwięksi gracze na rynku masowo sprzedawali dostęp do danych o lokalizacji swoich klientów w czasie rzeczywistym tzw. brokerom danych. Ci z kolei swobodnie odsprzedawali te wrażliwe informacje kolejnym podmiotom zewnętrznym. Operatorzy mieli bezwzględny obowiązek chronić te informacje na mocy amerykańskiej Ustawy Telekomunikacyjnej z 1996 roku, jednak całkowicie zawiedli. Kary dla AT&T, Sprint, T-Mobile i Verizon W wyniku śledztwa FCC nałożyła na telekomy potężne kary finansowe. Pierwsze propozycje kar padły jeszcze w 2020 roku, zaś finał śledztwa datowany jest dopiero na 29 kwietnia 2024 roku, z następującymi kwotami: AT&T ukarano grzywną w wysokości około 57 mln dolarów. Verizon otrzymał karę 47 mln dolarów. T-Mobile i Sprint (firmy, które w międzyczasie połączyły się w jedną) obciążono łączną kwotą 92 mln dolarów. Telekomy nie zamierzały jednak płacić i postanowiły walczyć. Argumentowały, że FCC naruszyła ich prawa wynikające z Siódmej Poprawki do Konstytucji USA, która gwarantuje prawo do procesu przed ławą przysięgłych. Sąd Najwyższy odrzucił tę argumentację. Prezes Sądu, John Roberts, pisząc w imieniu większości wyjaśnił, że operatorzy wcale nie są pozbawieni swoich praw. Mogą po prostu odmówić zapłaty — wtedy Departament Sprawiedliwości zmuszony jest wytoczyć im proces w ciągu pięciu lat. Taki proces z definicji odbyłby się z udziałem ławy przysięgłych, więc o łamaniu Konstytucji nie ma mowy. Jedynym sędzią, który złożył w tej sprawie zdanie odrębne (votum separatum), był Clarence Thomas — stosunek głosów wyniósł tym samym 8 do 1. Chociaż formalny wyrok dotyczył bezpośrednio apelacji złożonych przez AT&T i Verizon, jego logika prawna całkowicie zamyka drogę ucieczki również dla T-Mobile. Sprawa rzuca przy tym chłodne światło na to, jak boleśnie wolno działają systemy ochrony praw konsumenta. Operatorzy sprzedali wrażliwe dane, zostali na tym przyłapani, przez lata skutecznie blokowali kary w sądach i dopiero teraz, po wyczerpaniu wszystkich ścieżek odwoławczych, będą musieli ponieść konsekwencje. Dla samych klientów niewiele to jednak zmienia — ich dane dawno poszły w świat, a zyski z nałożonych grzywien nie trafią do kieszeni poszkodowanych.

0
PATRYCJA KORBA
1.

Więcej nowości

Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu
Telewizja i VoD 06 CZE 2026

Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu

Polski rynek streamingowy wkracza w zupełnie nową fazę. Po latach niepohamowanego wzrostu branża wyraźnie zwalnia, a widzowie — zmęczeni rozdrobnieniem oferty i rosnącymi kosztami — coraz częściej przypominają sobie o darmowych alternatywach. Torrenty wracają do łask. Polakom ulało się od zachłanności platform VoD Z najnowszego badania VideoTrack (zrealizowanego przez WPP Media) wynika, że polski rynek osiągnął dojrzałość, a nieoczekiwanym skutkiem ubocznym tego zjawiska jest masowy powrót Polaków do sieci torrent. Aż 70% polskich internautów płaci dziś za dostęp do treści wideo w sieci, jednak dynamika wzrostu wyraźnie wyhamowała. Przeciętny widz opłaca obecnie 2,2 subskrypcji VoD – to wynik identyczny jak rok temu. Wskazuje to jednoznacznie, że faza gwałtownej ekspansji w Polsce dobiegła końca. Wpływają na to m.in. rosnące ceny abonamentów, mniejsze inwestycje globalnych platform w nowe treści oraz wciąż bardzo silna pozycja tradycyjnej płatnej telewizji. Renesans piractwa Największym echem w raporcie odbija się jednak renesans piractwa. Odsetek internautów pobierających filmy i seriale przez torrenty wzrósł w ciągu ostatniego roku z 9% do 13%, co przekłada się na około 3 miliony użytkowników. Trend ten jest najsilniejszy wśród osób poniżej 34. roku życia. Główny powód? Widzowie cierpią na tzw. zmęczenie subskrypcjami. Wielu z nich uważa, że opłaca już zbyt wiele platform streamingowych, by móc pozwolić sobie na kolejne usługi. Co ciekawe, piraci wcale nie porzucają legalnych serwisów — odsetek osób płacących za VOD jest w grupie użytkowników torrentów niemal taki sam jak w całej populacji online. Telekomy odcinają kupony W obliczu rynkowej stagnacji na znaczeniu zyskują telekomy i operatorzy kablowi. Już niemal 4 na 10 klientów kupuje pakiety VoD za ich pośrednictwem (wzrost z 35%), co napędza wyniki takich serwisów jak HBO Max czy Canal+. Liderem polskiego rynku niezmiennie pozostaje Netflix, choć jego przewaga nad resztą stawki systematycznie topnieje na rzecz zyskujących Prime Video oraz HBO. Zauważalne straty i odpływ widowni notuje za to Disney+. Z powodu trudności w pozyskiwaniu nowych subskrybentów, serwisy szukają ratunku w nowym modelu biznesowym – reklamach. Aż 40% polskich abonentów Netfliksa rozważyłoby przejście na tańszy pakiet z reklamami (który ma zadebiutować w naszym kraju w przyszłym roku), pod warunkiem że bloki reklamowe nie przekroczą 4 minut na godzinę. Polski streaming bez wątpienia wydoroślał. Zakończył się czas agresywnego zdobywania rynku. Dziś dla gigantów VOD najważniejsze staje się utrzymanie obecnego widza, a powrót części Polaków do piractwa to jasny sygnał ostrzegawczy — portfele subskrybentów mają swoje bardzo wyraźne granice.

6
DOMINIK KRAWCZYK
1.

Więcej nowości

Polacy zapłacili za nią miliony. Ta aplikacja to nieśmieszny żart
Publicystyka 04 CZE 2026

Polacy zapłacili za nią miliony. Ta aplikacja to nieśmieszny żart

Aplikacja kosztowała podatników miliony i nie ma sensu. Tak, mniej więcej, skomentował ten projekt przedstawiciel obecnej ekipy rządzącej. W ten sposób zaserwował kuksańca poprzednikom. Potem jednak okazało się, że program jest nadal wykorzystywany. I wciąż generuje koszty. Gdzie tu logika? Polakom bardzo przypadła do gustu aplikacja mObywatel – korzysta z niej już 12 mln użytkowników, o czym niedawno informowało Ministerstwo Cyfryzacji. Rośnie nie tylko liczba użytkowników, ale też wachlarz spraw, które można załatwić z pomocą tego narzędzia. Sukces, którym warto chwalić się w Unii Europejskiej. Ten sam resort ma w schowku rozwiązanie znacznie mniej popularne, ale również zasługujące na uwagę. Mąż Zaufania, czyli aplikacja od Ministerstwa Cyfryzacji W błędzie są ci, którzy myślą, że aplikacja Mąż Zaufania to produkt nowy – powstała z myślą o wyborach w 2023 roku. Po co konkretnie? Aby przeciwdziałać ewentualnym naruszeniom podczas głosowania czy liczenia głosów. Oprogramowanie służy do przekazywania materiałów, np. filmów, na których zarejestrowano prace komisji wyborczych czy referendalnych. Narzędzie nie było przeznaczone dla wszystkich chętnych. Skorzystać mogli z niego mężowie zaufania zarejestrowani w Bazie Mężów Zaufania, a także obserwatorzy wyborczy zgłoszeni przez uprawnione podmioty. Osoby te mogły pobrać aplikację na iOS lub Androida, uwierzytelnić się w niej, a następnie przesyłać do Ministerstwa Cyfryzacji filmy, ale też zdjęcia czy nagrania audio. Treści te resort mógłby przekazać policji czy prokuraturze. Nowa władza karci starą za drogą aplikację Głośno na temat aplikacji zrobiło się w 2024 roku. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski stwierdził wówczas, że z aplikacji, która kosztowała 2 mln zł, skorzystało… osiem osób. Polityk uderzał w dzieło własnego resortu? I tak, i nie. Owszem, był to projekt rozwijany przez Ministerstwo Cyfryzacji, ale za czasów poprzedniego rządu. Pisząc krótko: nowa ekipa zarzucała starej niegospodarność. Aplikacja powstała, gdy szefem resortu był Janusz Cieszyński. Ten ostatni uznał, że należy zareagować na słowa Dariusza Standerskiego i umieścił wpis w serwisie X. Tłumaczył w nim m.in., że aplikacja powstała jako alternatywa dla znacznie droższego i trudniejszego w obsłudze systemu nagrywania. Przekonywał też, że niewielka liczba zgłoszeń to dobra wiadomość, bo oznacza wystąpienie nielicznych nieprawidłowości.  Aplikacja została zbudowana przez należącą w 100% do Skarbu Państwa Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych i oparta o elastyczną technologię chmurową dzięki której nie trzeba było kupować bardzo drogiej infrastruktury co do której wykorzystania nie było pewności. Została przygotowana tak, aby można było użyć jej też w kolejnych wyborach płacąc praktycznie wyłącznie za wykorzystaną przestrzeń dyskową w chmurze – tłumaczył Janusz Cieszyński. Pytania bez odpowiedzi, puste deklaracje i wymowna cisza Ta korespondencyjna wymiana zdań miała miejsce na początku 2024 roku. Po dwóch latach postanowiliśmy sprawdzić, jakie są losy aplikacji Mąż Zaufania pod rządami obecnej koalicji. I muszę napisać, że nie spodziewałem się takich trudności w pozyskiwaniu informacji na temat opisywanego narzędzia. W pewnym momencie można było nawet odnieść wrażenie, że sprawa jest przeciągana, by nas zniechęcić. Pierwszy kontakt z resortem był obiecujący, wydawało się, że w miarę szybko zdobędziemy interesujące nas dane. Ba, zgłosił się urzędnik, który sam zadeklarował pomoc w tym temacie. A wsparcie było potrzebne z prostego powodu: Ministerstwo Cyfryzacji poinformowało nas, że w sprawie kosztów funkcjonowania aplikacji Mąż Zaufania należy się kontaktować z Państwową Wytwórnią Papierów Wartościowych. Bo to ten podmiot zbudował aplikację i odpowiadał za jej obsługę, o czym była już mowa. Tyle że przedstawiciele PWPW nie odpowiadali na nasze pytania.  Sprawa ciągnęła się kilka miesięcy, nie brakowało zapewnień o jej rychłym załatwieniu. I tłumaczeń, dlaczego przebiega to tak opornie. Stanęło na tym, że urzędnik, który zaoferował pomoc… przestał odpisywać na maile i odbierać telefon. Całkowita klęska? Niekoniecznie – część danych udało się pozyskać.  Aplikacja była błędem, ale nadal z niej korzystamy Dowiedzieliśmy się np., że aplikacja nie została wyłączona po krytyce ze strony wiceministra Dariusza Standerskiego. Narzędzia użyto podczas wyborów samorządowych, a także do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku. W kolejnym roku aplikacja Mąż Zaufania została wykorzystana w trakcie wyborów prezydenckich w Polsce. Dla tego ostatniego przypadku mamy nawet konkretne statystyki: aplikację pobrano 929 razy. Liczba rejestracji była znacznie niższa i dobiła 20. Trudno pisać o wielkim skoku względem początkowego okresu funkcjonowania tego rozwiązania.  No dobrze, a co z pieniędzmi? Aplikacja przestała kosztować? Otóż nie. Przedstawicielka Centralnego Ośrodka Informatyki poinformowała nas, że koszt wytworzenia aplikacji w 2023 roku wyniósł 1 667 709,84 zł brutto. Rozwój aplikacji w 2025 roku kosztował 375 103,62 zł brutto. Są to wydatki po stronie Ministerstwa Cyfryzacji. Danych za 2024 rok nie posiadamy, ale zapewne było to kilkaset tysięcy złotych. Aplikacja Mąż Zaufania wciąż jest utrzymywana, co tylko w ciągu pierwszych czterech miesięcy 2026 roku kosztowało resort średnio niemal 30 tys. zł brutto. Miesięcznie. Tak, mowa o tej samej aplikacji, którą przeszło dwa lata temu piętnował wiceminister cyfryzacji. Nie można wykluczać, że narzędzie zostanie też użyte podczas wyborów w 2027 roku. Od przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji dowiedzieliśmy się, że prowadzone są prace, które mogą prowadzić do zmian legislacyjnych w zakresie funkcjonowania aplikacji.  Podsumowując. Powstała aplikacja, za którą zapłaciliśmy już miliony złotych. Jej wykorzystanie jest sporadyczne, co, zdaniem niektórych, powinno nas cieszyć. Krytycy rozwiązania zwracają uwagę na koszty i… nadal płacą za utrzymanie narzędzia. 

12
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania