Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu
Publicystyka 10 MAR 2026

Kup zapas świec i tarkę. UE chce, żebyś zużywał mniej prądu

Wysokie ceny energii elektrycznej są obecnie istną kulą u nogi europejskiego przemysłu. Bruksela postanowiła więc rozwiązać problem, który sama stworzyła, a Twoje poświęcenie jest czymś, na co jest gotowa. I wiem, że to wygląda jak narzekanie przeciwnika OZE i eurosceptyka. To jednak tylko pozory: jestem wielkim zwolennikiem odnawialnych źródeł energii oraz olbrzymim euroentuzjastą. Rzecz w tym, że mówimy teraz o problemie stworzonym przez samą Unię Europejską i jej krótkowzroczne działania. Co więcej, jest już tak źle, że Unia sama się do tego pośrednio przyznaje.  [SALE-3883] Drogi prąd w Europie Włodarze UE przed laty uznali, że najlepszą metodą na popularyzację OZE będzie metoda kija i marchewki. To znaczy, liczne ulgi i dotacje do elektrowni tego typu i utrudnienia dla konwencjonalnych metod produkcji prądu, a także konieczność kupowania tak zwanych ETS-ów, czyli zezwoleń na emisję CO₂. I chociaż odnawialne źródła odpowiadają już za naprawdę spory odsetek produkcji energii na terenie UE, to elektrownie węglowe wciąż odgrywają kluczową rolę oraz są gwarantem stabilnej produkcji energii w wielu krajach, szczególnie tam, gdzie nie funkcjonują elektrownie atomowe lub jest ich zbyt mało. Tym samym prąd jest po prostu drogi z powodu licznych opłat nakładanych przez samą Unię Europejską.  Efekt jest taki, że europejski przemysł nie może konkurować z Chinami ani nawet z USA między innymi właśnie z powodu wysokich cen energii elektrycznej. Łyżką miodu w tej beczce dziegciu jest natomiast to, że UE nie tylko zdaje sobie z tego sprawę, ale też zaczyna otwarcie o tym mówić oraz działać w kierunku odwrócenia tej sytuacji. Unia ma plan, taki niezbyt odważny W związku z tym Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, zapowiedziała, że 19 marca przyjdzie do nas z gotowym pakietem rozwiązań. Dziennikarze Reutersa dotarli do wstępnych szkiców i... widać, że europejscy politycy widzą, gdzie leży problem, ale nie pogodzili się jeszcze z tym, jak go rozwiązać. Otóż plan zakłada, że polityka UE dotycząca energii elektrycznej z konwencjonalnych źródeł energii nie ulegnie zniesieniu. [SALE-3883] Zamiast tego Unia chce, żeby to poszczególne kraje ponosiły przynajmniej częściowo konsekwencje opłat za ETS-y, które są doliczane do cen energii elektrycznej. Te mają natomiast stanowić aż 11% wartości rachunków. Dodatkowo UE ma przyjrzeć się bliżej opłatom przesyłowym, które wynoszą około 18% w skali UE.  A co jeśli plan zawiedzie? A jeśli ten plan zawiedzie? To proste: Unia Europejska będzie zachęcać nas, konsumentów, do zmniejszenia zużycia energii elektrycznej. W jaki sposób? To nie zostało wyjaśnione. Oczywiście tytułowy zakup świec i tarki do robienia prania w rzece jest hiperbolą. Do tego raczej żaden rozsądny polityk by się przecież nie posunął. A przynajmniej taką mam nadzieję.  Z drugiej jednak strony taka zachęta raczej będzie wiązała się z konkretnymi konsekwencjami. Są małe szanse, że będzie się opierała ona jedynie na prośbach, żeby wyłączyć klimatyzatory, rzadziej robić pranie, czy samochód elektryczny wymienić na rower. Same werbalne zachęty nie przyniosą planowanego efektu i konieczne będą działania zniechęcające do korzystania z energii.  Samo zniechęcanie również może budzić wątpliwości przez pryzmat działań Unii. Ta w końcu chce, żebyśmy wszyscy mieli auta elektryczne oraz pompę ciepła, a jednocześnie promując tak energochłonne rozwiązania, oczekuje, że nasze zużycie energii spadnie. Oczywiście nie krytykuję tu samej elektromobilności, czy pomp ciepła, a jednie oczekiwania UE względem zużycia prądu. Proste rozwiązanie, którego Europa raczej nie podejmie Martwi mnie jednak nieco fakt, że UE, znając przyczynę problemu, nie zamierza decydować się na rozwiązanie, które rzeczywiście może przynieść skutek, czyli przynajmniej  czasowe zawieszenie opłat za ETS dla europejskiego przemysłu i produkcji energii.  Oczywiście nie postuluję tu zawieszenia finansowania projektów dotyczących OZE czy energii atomowej. Te wciąż powinny być wspierane. Chodzi mi jednak o to, aby wyrzucić kij i skupić się na marchewce dla czystych i odnawialnych źródeł energii elektrycznej, ponieważ ten kij nie tyle bił po głowie elektrownie węglowe, ile przemysł, który korzysta z ich energii. [SALE-3883] Pamiętajmy przy tym, że Chiny nie przejmują się żadnymi ETS-ami, a mimo to są globalnym liderem w rozwoju OZE. To dowodzi, że zielona transformacja działa nawet bez obciążania energii elektrycznej produkowanej z węgla dodatkowymi opłatami. Nawet jeśli wydłuży to okres przejściowy, w którym właśnie jesteśmy, to ważne jest, aby na końcu tej drogi znajdowała się nie tylko czysta energia, ale także prężnie działający, europejski przemysł korzystający z tej czystej energii.  Oczywiście do tej pory mieliśmy do czynienia jedynie ze szkicem projektu, który ma zostać zaprezentowany za 10 dni. Przed jego wyciekiem nie wierzyłem, że Europa będzie w stanie rozpoznać problem. Możliwe więc, że i jego finalna forma okaże się zaskoczeniem i podjęte zostaną kroki, które faktycznie przyniosą wytchnienie dla przemysłu.

21
PAWEł MARETYCZ
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Netflix stawia na sensację. Nowa odsłona kultowego hitu już za chwilę
Telewizja i VoD 09:39

Netflix stawia na sensację. Nowa odsłona kultowego hitu już za chwilę

0
ANNA KOPEć
1.
Masz konto w mBanku? Możesz się nieźle zdziwić 14 i 15 marca
Płatności bezgotówkowe 08:41

Masz konto w mBanku? Możesz się nieźle zdziwić 14 i 15 marca

2
ANNA KOPEć
1.
Tego nie chcesz na telefonie. Wyczyści konto z kasy
Bezpieczeństwo 08:09

Tego nie chcesz na telefonie. Wyczyści konto z kasy

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Alior Bank wydał pilny komunikat. Dotyczy wszystkich, bez wyjątku
Bezpieczeństwo 07:35

Alior Bank wydał pilny komunikat. Dotyczy wszystkich, bez wyjątku

0
ANNA KOPEć
1.
Polak trzyma średnio dwa w szufladzie. Może na tym zarobić
Sprzęt 07:11

Polak trzyma średnio dwa w szufladzie. Może na tym zarobić

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Korea z przełomem. Skorzystają na tym smartfony i tablety
Sprzęt 10 MAR 2026

Korea z przełomem. Skorzystają na tym smartfony i tablety

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
ChatGPT z ważną zmianą. Od teraz nauka będzie łatwiejsza
Oprogramowanie 10 MAR 2026

ChatGPT z ważną zmianą. Od teraz nauka będzie łatwiejsza

5
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Action kokietuje majsterkowiczów. Elektronarzędzia za grosze
Sprzęt 10 MAR 2026

Action kokietuje majsterkowiczów. Elektronarzędzia za grosze

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Intel Nova Lake już tu jest. Tak wygląda pierwszy Mini PC
Sprzęt 10 MAR 2026

Intel Nova Lake już tu jest. Tak wygląda pierwszy Mini PC

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Wiedźmin 4 będzie jeszcze lepszy. Wszystko dzięki NVIDII
Gry 10 MAR 2026

Wiedźmin 4 będzie jeszcze lepszy. Wszystko dzięki NVIDII

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
YouTube wypowiada wojnę deepfake'om. Trolle będą miały pod górkę
Bezpieczeństwo 10 MAR 2026

YouTube wypowiada wojnę deepfake'om. Trolle będą miały pod górkę

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Google psuje ładowanie w Pixelach. Nowa aktualizacja wkurza użytkowników
Sprzęt 10 MAR 2026

Google psuje ładowanie w Pixelach. Nowa aktualizacja wkurza użytkowników

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Ceny laptopów o 40% w górę. To koniec tańszych modeli
Sprzęt 10 MAR 2026

Ceny laptopów o 40% w górę. To koniec tańszych modeli

3
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Zamiast miedzi przyszła stal. Thermal Grizzly padło ofiarą oszustów
Sprzęt 10 MAR 2026

Zamiast miedzi przyszła stal. Thermal Grizzly padło ofiarą oszustów

3
PAWEł MARETYCZ
1.
Wymuszają 2G i czyszczą konta. Nowa tarcza w Wiadomościach Google
Bezpieczeństwo 10 MAR 2026

Wymuszają 2G i czyszczą konta. Nowa tarcza w Wiadomościach Google

5
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Miał być zakaz telefonów w przedszkolach, ale trochę przesadzili
Telepolis.pl
Tech 10 MAR 2026

Miał być zakaz telefonów w przedszkolach, ale trochę przesadzili

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Tak będzie wyglądał OnePlus Watch 4. Ma kopertę z tytanu
Sprzęt 10 MAR 2026

Tak będzie wyglądał OnePlus Watch 4. Ma kopertę z tytanu

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
W Polsce sprzedaje się ich 100 milionów rocznie. Rząd ich całkowicie zakaże
Wiadomości 10 MAR 2026

W Polsce sprzedaje się ich 100 milionów rocznie. Rząd ich całkowicie zakaże

5
PAWEł MARETYCZ
1.
Więcej nowości
Jesteś kierowcą? To jedź do Action. Kupisz za 8,39 zł
Sprzęt 10 MAR 2026

Jesteś kierowcą? To jedź do Action. Kupisz za 8,39 zł

Są rzeczy, które obowiązkowo powinny być w każdym aucie z powodu prawa, jak i takie, które powinny w nim być dla dobra i wygody samego kierowcy. Tu mówimy o urządzeniu z tej drugiej kategorii. A dokładniej o ładowarce samochodowej pod gniazdo 12 V, czyli tak zwane gniazdo zapalniczki. Ładowarka taka nie tylko pozwala nie rozładować baterii w naszym smartfonie podczas korzystania z nawigacji, ale także uzupełnić w nim energię. Tu mamy do czynienia z prawdziwie budżetowym egzemplarzem za jedyne 8,39 zł, który świetnie sprawdzi się w tanim złomku, lub drugim aucie. [SALE-3899] Ładowarka z Action Mimo to oferuje ona aż 15 W mocy, chociaż w tym budżecie moglibyśmy się spodziewać raczej 10-watowej konstrukcji. Dodatkowo ma ona na wyposażeniu dwa złącza: USB-A i USB-C. Dzięki temu podłączymy do niej dowolny kabel USB, jak i naładujemy dwa urządzenia jednocześnie. Na przykład smartfon i słuchawki. [SALE-3899] Warto także pamiętać, że są sytuacje, w których niska moc ładowania nie jest wadą, a zaletą. Na przykład podczas nawigacji w upalny dzień, kiedy mamy smartfon w uchwycie na szybie. Kilka lat temu mój Redmi Note 7 wyzionął ducha z przegrzania podczas dłuższej trasy, bo o dziwo zabezpieczenia nie zadziałały i nie odcięło ładowania z powodu przegrzania. Jednak to tylko drobna anegdota i kupując ten sprzęt, należy raczej patrzeć pod kątem taniej ładowarki samochodowej i niczego więcej.

3
PAWEł MARETYCZ
1.

Więcej nowości

Apple TV z nowym serialem. Podchodzą do znanego tematu nieco inaczej
Telewizja i VoD 10 MAR 2026

Apple TV z nowym serialem. Podchodzą do znanego tematu nieco inaczej

Trzeba przyznać, że Apple TV+ ma dość dobrą rękę do seriali. Już w kwietniu 2026 roku pojawi się na platformie nowy "Margo jest spłukana". Główna bohaterka to młoda mama, borykająca się z problemami finansowymi. Aby podreperować budżet podejmuje pracę w internecie. Film idealnie wpisany w nasze czasy? Apple TV+ da nam nowy serial już w kwietniu Ale nie tylko fabuła przyciąga uwagę oglądającego zwiastun. Interesującym jest fakt, że na ekranie pojawi się Elle Faning, Nicole Kidman i Michelle Pfeiffer.  "Margo jest spłukana" - nowy serial Apple TV Elle Faning wcieli się w zupełnie nową dla niej rolę - rolę młodej matki. I wcale nie będzie miała lekko. Bohaterka musi odłożyć na jakiś czas marzenia o zostaniu pisarką i rzucić studia, aby wychować syna Bodhiego. A kiedy na jej drodze pojawią się problemy finansowe, będzie musiała wykazać się nie lada kreatywnoscią, aby utrzymać syna i opłacić rachunki. Only Fans to jedyna opcja, która przychodzi jej do głowy na szybko. Tylko w ten sposób może uwolnić się od niekończących się długów oraz znaleźć nowe twórcze ujście. Postanawia zarobić za pośrednictwem platformy, a z pomocą nieoczekiwanie przychodzi jej ojciec - były zapaśnik oraz współlokatorka Susie. Co z tego wyniknie? Przekonamy się już 15 kwietnia 2026. Apple TV+ właśnie wpuścił do sieci nowy zwiastun produkcji. I trzeba przyznać, że jest na czym i na kim zawiesić oko. Apple TV ma to, co chciało. Pełną gwiazd obsadę odważnej i śmiałej adaptacji bestsellerowej powieści Rufi Thorpe.  Serial został wyprodukowany przez A24, a scenarzystą i showrunnerem jest David E. Kelley. Będzie to już druga współpraca Kelley z Apple TV, po nominowanym do nagrody Emmy dramacie prawniczym "Uznany za niewinnego", którego drugi sezon jest już prawie na ukończeniu.  https://www.youtube.com/watch?v=AjI52haEerU  

1
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

mObywatel niczym Pegasus? Wyjaśnijmy, czy inwigiluje Polaków
Telepolis.pl
Publicystyka 09 MAR 2026

mObywatel niczym Pegasus? Wyjaśnijmy, czy inwigiluje Polaków

W przestrzeni publicznej co chwilę pojawiają się wpisy i komentarze, które sugerują, że rządowa aplikacja mObywatel śledzi Polaków. Niektórzy wręcz porównują ją do niesławnego Pegasusa. Ile w tym prawdy? Niemal pod każdym naszym tekstem o mObywatelu pojawiają się komentarze w tym samym stylu. Wiele osób jak mantrę powtarza, że rządowa aplikacja szpieguje obywateli. Skąd to się wzięło i ile w tym prawdy? Już tłumaczę. Skąd ta panika? Cała panika wzięła się między innymi z jednego wpisu na platformie X (dawniej Twitter). Jego autorem jest Dawid Adamczyk, który sam określa się mianem prawnika, politologa i liberała. To właśnie on opublikował listę uprawnień, do której dostęp ma aplikacja mObywatel. Problem w tym, że o ile na prawie i polityce Pan Adamczyk może się zna, to już niekoniecznie na nowych technologiach. W swoim wpisie wspomina między innymi o tym, że aplikacja mObywatel ma dostęp do kamery, więc w każdej chwili może nagrywać obywateli, a następnie takie materiały przekazywać na zewnętrzne serwery. Czepia się też funkcji biometrii, dostępu do internetu (???) czy nawet NFC. Należy przy tym zaznaczyć, że Pan Adamczyk prawdopodobnie nie opierał się tutaj na własnej wiedzy. Na X opublikował też link do filmu na YouTubie. Jest to materiał Jana Pińskiego, między innymi byłego redaktora naczelnego miesięcznika "Uważam Rze", w którym rozmawia on z Tomaszem Szwejgiertem - dziennikarzem, pisarzem i byłym pracownikiem CBA oraz ABW. To właśnie w tym materiale pojawiają się informacje o rzekomym śledzeniu obywateli przez mObywatela. Autorzy filmu twierdzą, że aplikacja inwigiluje Polaków. Porównują ją wręcz do słynnego Pegasusa, za pomocą którego rzeczywiście śledzono polityków, prawników i dziennikarzy. Piński i Szwejgiert również odnoszą się do listy uprawnień aplikacji, ale robią to bez zrozumienia, jak one w praktyce działają. Zresztą w komentarzach zarówno pod filmem na YouTube, jak i wpisem na X przeważają głosy, które mówią o braku wiedzy autorów. Pomimo tego część osób najwyraźniej w te sensacyjne informacje uwierzyło i do dzisiaj je powtarza, również w komentarzach na TELEPOLIS.PL. Ministerstwo Cyfryzacji reaguje Sprawa poniosła się tak szerokim echem, że postanowiło na nią zareagować również Ministerstwo Cyfryzacji, czyli resort odpowiedzialny za rozwój aplikacji mObywatel. Na rządowej stronie pojawił się artykuł, w którym rozprawiono się z nieprawdziwymi informacjami. Aplikacje mobilne korzystają z różnych funkcji urządzenia, by realizować swoje podstawowe zadania. mObywatel posiada dostęp do kamery aby skanować kody QR podczas weryfikacji tożsamości, aplikacja posiada dostęp do lokalizacji, aby pokazywać precyzyjnie punkty na mapie np. w usłudze umawiania wizyt w ZUS czy Jakości Powietrza. Aplikacja również może posiadać dostęp do plików, ale tych wskazanych przez użytkownika np. w celu pobrania i zapisania potwierdzenia w formacie PDF. napisało Ministerstwo Cyfryzacji. Warto też pamiętać, że aplikacje mobilne nie działają zupełnie niezależnie. Mogą tylko to, na co pozwala im system operacyjny, w tym przypadku Android lub iOS. Oba mają zaawansowane mechanizmy kontroli prywatności. Gdyby aplikacja mObywatel rzeczywiście szpiegowała obywateli, to nie zostałaby dopuszczona do Sklepu Play czy App Store. Czy mObywatel szpieguje? Przejdźmy jednak do konkretów, ponieważ takie doniesienia musiały spotkać się z odzewem ze strony osób, które na tworzeniu aplikacji mobilnych rzeczywiście się znają. Film na ten temat przygotował między innymi Mateusz Chrobok, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji. W Androidzie od samego początku ten system był tak pomyślany, żeby każda aplikacja była w oddzielnej piaskownicy. Co to w ogóle oznacza? To oznacza, że pomiędzy sobą [...] jak cokolwiek chcą od systemu operacyjnego, jakiegokolwiek uprawnienia, to muszą o nie grzecznie poprosić [...] Może poprosić o kamerę, o zapis plików na dysku i o inne takie rzeczy. Co jest istotne? Jeśli aplikacja ma jakieś uprawnienia do zapisu, to ona zapisuje sobie te rzeczy tylko i wyłącznie w swojej przestrzeni. Na tym polega cały koncept piaskownicy i oddzielenia aplikacji pomiędzy sobą. mówi Mateusz Chrobok na swoim filmie. Do czego jest to używane? W sytuacjach, gdy aplikacja chce zapisać lokalnie jakieś informacje, które są jej potrzebne. Może to być np. baza danych, certyfikat, prawo jazdy lub po prostu plik PDF, który chcemy z jej pobrać. Nie oznacza to, że mObywatel może odczytać inne informacje na telefonie, np. nasze zdjęcia. Autor krok po kroku rozprawia się z wszystkimi uprawnieniami mObywatela (polecam zapoznać się z materiałem). Odnosi się między innymi do używania przez niej kamery, która służy w tym konkretnym przypadku do odczytywania kodów QR. One z kolei są wykorzystywane np. do logowania na rządowych stronach. Co ważne, to sam użytkownik decyduje, czy taki dostęp do kamery dać. Jeśli się nie zgodzi, to system operacyjny zwyczajnie na to nie pozwoli. Lista uruchomionych aplikacji. To już w najnowszych Androidach w ogóle nic nie zwraca i nie działa. Jest obejściem rzeczy w starych Androidach. Oni nie zobaczą, jakie masz aplikacje uruchomione na telefonie, jak masz Androida nowszego niż 11. Jeżeli chodzi o FireBase'a, czyli zbieranie informacji poprzez Google'a, to on jest skonfigurowany tak, że tam idą przez niego tylko szyfrowane wiadomości push. Żadnej analityki, żadnych danych osobowych. dodaje Chrobok na swoim filmie. Do tematu odniósł się również inny ekspert - Marcin Bunsch, który jest twórcą aplikacji mobilnych. Wspomina między innymi o SENTRY, które - zdaniem Pińskiego i Szwejgierta - ma nagrywać wszystko, co robimy na telefonie. Rzecz w tym, że jest to aplikacja do monitorowania błędów. Rzeczywiście ma funkcję Replay, ale chodzi w niej o to, aby zobaczyć, co działo się w mObywatelu, gdy wystąpił jakiś błąd. Ale po co siać panikę i opowiadać bzdury o rzeczach, których się nie rozumie? pisze Bunsch na platformie X. Dodatkowo należałoby się też odnieść do informacji, że instalując aplikację mObywatel dajemy rządowi dostęp do swoich danych - dowodu osobistego, prawa jazdy itp. Tak, tak absurdalne argumenty również się pojawiają. Nie, nie dajemy rządowi dostępu do takich informacji. On już je od dawna ma. Na tym polega między innymi rola państwa. Jest wręcz przeciwnie. To my na telefonie dostajemy dostęp do danych, które rząd już o nas ma. Podsumowując, aplikacja mObywatel nas nie śledzi. Informacje na ten temat przekazują albo osoby, które nie mają pojęcia o nowych technologiach, albo zwykłe trolle, których celem jest sianie paniki i dezinformacji. Często mogą to być fałszywe konta, które działają na zlecenie obcych, wrogich nam państw. Nie wierzcie ani jednym, ani drugim. Chociaż mam nadzieję, że ten tekst nieco rozjaśni wam sytuację, to jednocześnie jestem pewien, że i tak pojawią się komentarze, które nie będą się z nim zgadzały. Taki niestety mamy klimat.

21
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Popularne porównania