Nie tylko Kapela. Na liście stypendystów ministerstwa są inne kwiatki
Telepolis.pl
Publicystyka 09:51

Nie tylko Kapela. Na liście stypendystów ministerstwa są inne kwiatki

Artyści nie chcą głosowych emerytur, więc rząd próbuje rozwiązać ten problem. Ale skąd wziąć pieniądze, gdy jest się twórcą w sile wieku i nie myśli się o spokojnej starości? Można sięgnąć po stypendium. Tak zrobił Jaś Kapela. I setki innych osób. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie ma ostatnio ani chwili wytchnienia. Pod koniec kwietnia szefowa resortu Marta Cienkowska podpisała nowelizację rozporządzenia o opłacie reprograficznej, co wywołało dyskusję o zasadności tego ruchu. Ostatnio emocje wzbudza forsowany przez rząd projekt ustawy przewidującej dopłaty do składek emerytalnych artystów. A do tego doszedł np. kryzys związany z organizacją koncertu techno przed Pałacem w Wilanowie. Efekt jest taki, że opozycja spróbuje usunąć z urzędu ministrę Cienkowską. Jaś Kapela stypendystą resortu kultury Pomysł dopłat do emerytur artystów przez niektórych nazywany jest "Lex Kapela". To nawiązanie do postaci Jana "Jasia" Kapeli, czyli m.in. aktywisty, poety i freak fightera. W ostatnich latach kojarzony jest chyba głównie z tą ostatnią działalnością. Kilka miesięcy temu zrobiło się o nim głośno za sprawą stypendium przyznanego przez MKiDN. Twórca otrzymał wsparcie w wysokości 60 tys. zł na realizacje konkretnego projektu: Stworzenie libretta i piosenek do musicalu o sojuszu lewicy laickiej z Kościołem i zakazaniu aborcji Libretto powstało, o piosenkach zrobiło się głośno (na krótko, ale jednak), jeśli znajdą się chętni, mogą wystawić musical. O ile wcześniej go przygotują. Można się rozejść. Albo zostać i dodać, że pan Kapela nie jest jedyną osobą, która otrzymała stypendium. Na liście beneficjentów znaleźć można kilkaset nazwisk. I mowa tu wyłącznie o rejestrze z 2025 roku. Niektórym realizacjom warto przyjrzeć się bliżej, skoro już za nie zapłaciliśmy. Setki osób ze stypendium MKiDN Ze strony MKiDN można się dowiedzieć, że stypendia twórcze oraz stypendia z zakresu upowszechniania kultury przyznawane są ludziom zajmującym się "twórczością artystyczną, upowszechnianiem kultury i opieką nad zabytkami". Pieniądze przyznawane są na realizację określnego przedsięwzięcia, przy czym projekty mogą dotyczyć przeróżnych tematów, zjawisk i przede wszystkim form wyrazu. Od literatury, przez muzykę, film i teatr, po twórczość ludową. Można nawiązywać do tradycji, ale też szukać nowatorskich rozwiązań. Promować kulturę polską, czerpać z tej światowej, dotykać zmian klimatycznych czy tzw. sztucznej inteligencji. Szerokie pole do popisu.  Stypendia umożliwiają przeprowadzanie działań, które pobudzają kreatywność, sprzyjają międzykulturowemu dialogowi oraz przede wszystkim angażują odbiorców – czytamy na stronie resortu. Po zapoznaniu się z listą beneficjentów i ich prac, postanowiłem przybliżyć kilka z nich, by więcej osób mogło skorzystać.  Wyrazy staropolskie i grafiki na Instagramie  Maja Żurawiecka otrzymała stypendium na realizację projektu w ramach sztuk wizualnych. To Ilustrowany słowniczek wyrazów staropolskich. Autorka stworzyła kilkadziesiąt ilustracji haseł z języka polskiego (nie przesadzałbym z tym staropolskim). To m.in. wełna, trup czy śmietana. Prace były publikowane na Instagramie, mowa jest też o planowanej wystawie na dziedzińcu ASP w Warszawie. Od razu uspokajam tych, którzy boją się np. abstrakcji. Jeśli autorka prezentowała pszczołę, to ilustracja przedstawiała pożytecznego owada. A słój to słój. Profil stare_slowka śledzi na popularnej platformie 109 obserwujących. Możliwe, że w grupie tej są nie tylko krewni i znajomi artystki.  Katalog designerek, czyli mamy to w socialach W kategorii Sztuki wizualne swój projekt zrealizował też Marcin Wawrzkiewicz. Realizacja o wdzięcznej nazwie Designerki (designerki.com) to "pierwsza w Polsce internetowa encyklopedia kobiecego designu". Katalog zawiera ponad 100 współczesnych projektantek oraz przykłady ich działalności. Nie liczyłem, ale zauważyłem, że sporo nazwisk się powtarza – może ich twórczość nie mieści się w życiorysie jednej osoby. Albo autor nie za bardzo przykładał się do takich szczegółów. Ekspertem nie jestem, ale encyklopedii w tym wydaniu nie nazwałbym przejrzystą. Może powinien na to rzucić okiem projektant? Gorzej, gdyby okazało się, że jest nim sam autor… Pozostaje wierzyć, że osoby i firmy poszukujące "projektantek komunikacji wizualnej" masowo przeglądają katalog, a nie np. grupy na Facebooku czy LinkedInie. Zdjęcia z Polski, zdjęcia z USA Fanów fotografii powinien zainteresować projekt Bartosza Warzechy: Eastern / Western. To cykl zdjęć plenerowych w kilku stanach USA, a także 12 sesji statystów i aktorów "pozujących jako mieszkańcy wymyślonej miejscowości". Jeśli ktoś już przebiera nogami i zastanawia się, gdzie to można zobaczyć, spieszę uspokoić: premiera photobooka oraz wernisaż wystawy są planowane na przyszły rok. Jeżeli kogoś mniej interesują zdjęcia robione na przedmieściach w stanach Wisconsin czy Illinois, bo bliższe sercu są rodzime klimaty, powinien się zainteresować realizacją pod tytułem Polacy XXI Wieku. Autorem jest Łukasz Kordas, który postanowił przybliżyć nam (w ramach stypendium, przypominam): życie codzienne Polaków z różnych grup społecznych, zawodowych i wiekowych, oraz cykl portretów. W ramach realizacji projektu zrealizowano cykliczne podróże po Polsce, od dużych miast po małe wsie.  Fotografie trafiły do książki "Polacy", pojawiły się na dwóch wystawach, ale też na Instagramie. I to już nie są przelewki – ten profil ma 1851 obserwujących! Trudno się jednak dziwić – zdjęcia są czarno-białe, co oznacza, że mamy do czynienia z artystą. Może nawet Artystą.  O pisanej książce dałem znać na facebooku Tomasz Cyz, który na szeroko pojętej kulturze zjadł zęby, zrealizował projekt na pograniczu muzyki i literatury: Szekspir muzyczny. Esej koncentruje się na "obecności dramatów Szekspira w historii opery". W opisie realizacji przedsięwzięcia czytamy m.in., że:  "Prace pisarskie poprzedziły kwerendy i analizy wybranych dramatów i oper Szekspira". Dobrze, że ktoś w końcu przeanalizował opery Szekspira. Ba, poświęcił temu książkę! Czy można ją kupić? O tę informację gorzej. Ale na stronie resortu przeczytacie, że: "Informacja o pisanej książce pojawiła się w mediach społecznościowych autora (FB i IG)". Klawo, jak mawiał Makbet w space operze pt. Hamlet. Setki osób obejrzały to... na YouTube Kolejny projekt jest już czysto muzyczny. Jakub Gucik przygotował "Cykl współczesnych etiud na wiolonczelę solo". Utworów jest 12, powinny one doskonalić umiejętności wydobywania dźwięku ze wspomnianego instrumentu. I to z wykorzystaniem współczesnych technik. Te ostatnie zostały skatalogowane i przeanalizowane. Co ważne, część wniosków z tejże analizy można przyswoić za sprawą filmów umieszczonych w serwisie YouTube. Kanał artysty ma 57 subskrybentów i zawiera 22 filmy. Zazwyczaj mają kilkadziesiąt wyświetleń. Czasem kilkaset. Wiadomo jednak, że nie o liczbę odbiorców rozchodzi się w sztuce… Ale o co w tym chodzi? Duże wrażenie robić może opis realizacji przedsięwzięcia "Krótki czas, długi czas" Katarzyny Mirczak: Powstał autorski projekt wydawnictwa albumowego pt. „Słowa”. Przeprowadzono kwerendy archiwalne w instytucjach publicznych korzystając z zbiorów dostępnych w domenie publicznej. Punktem wyjścia do wyboru prac do albumu była lista jednostek elementarnych – 63 słów podstawowych, które mają stanowić uniwersalny, nieredukowalny rdzeń języka. Następnie wykonano autorskie prace fotograficzne, stanowiące współczesny komentarz wizualny do wyselekcjonowanych materiałów archiwalnych, opracowano warstwę redakcyjną i literacką albumu - zachęca Katarzyna Mirczak. Nie do końca wiadomo, o co chodzi? Odsyłam na stronę internetową artystki. Po co jest ten miś? To znaczy projekt Jednocześnie muszę podkreślić, że "kwerenda" to słowo klucz w opisach projektów. Ważne są też badania terenowe czy wizyty badawcze. Czasem podczas lektury można odnieść wrażenie, że jest to pisane wedle jakiegoś szablonu. Może w ten sposób łatwiej otrzymać środki? Albo stypendyści są tak bardzo zajęci swoimi projektami, że nie mają już czasu na kreatywne opisy. Czy wszystkie projekty doczekały się pełnej realizacji? Niestety. Trudno nakręcić film za pieniądze ze stypendium. Ale przynajmniej napisano scenariusz. Albo rozpoczęto nad nim prace. Książki napisano, ale już niekoniecznie wydano. Wiadomo przecież, ze nierzadko ważniejsza niż cel, jest sama droga. Bardziej niż dzieło liczy się praca twórcza.  Niektórym wsparcie się należy. Ale obrywają za Jasia A teraz już całkiem serio. Mógłbym wymienić jeszcze całkiem sporo projektów, które MKiDN wsparło finansowo (z naszych pieniędzy) i zastanawiać się, jaki w tym sens. Część może się pochwalić grupą odbiorców, których można policzyć na palcach dwóch rąk. Albo stóp. Część sprawia wrażenie zrealizowanych dla żartu, na zasadzie "ciekawe czy to przejdzie i dostanę kasę". Pewnie są i tacy twórcy, którzy z premedytacją wykorzystują programy tego typu, by bez większego wysiłku zainkasować kilkadziesiąt tysięcy złotych. Sztuka ma tu naprawdę nikłe znaczenie.  Nie ukrywam jednak, że trafiłem na projekty, które się bronią. Jaką część całości stanowią? Ilu ludzi, tyle odpowiedzi. Ale w resorcie chyba powinna odbyć się dyskusja na ten temat. I to taka, która przyniesie sensowne wnioski. Żeby potem ministra nie musiała się tłumaczyć z twórczości Jasia Kapeli, za którą płacą podatnicy. Ten czas będzie mogła poświęcić tłumaczeniu się z dopłacania do emerytury Jasia Kapeli… 

2
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Skutki przebywania głęboko pod wodą. Bardzo charakterystyczne uczucie
Nauka 13:52

Skutki przebywania głęboko pod wodą. Bardzo charakterystyczne uczucie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Sklepy autonomiczne padają. Wszystko przez wandali
Tech 13:07

Sklepy autonomiczne padają. Wszystko przez wandali

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Szybkość ponaddźwiękowa bez huku. NASA przeprowadziła ważny lot
Nauka 12:18

Szybkość ponaddźwiękowa bez huku. NASA przeprowadziła ważny lot

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
AMD ma wizję. Przyszłość należy do architektury UMA
Sprzęt 11:29

AMD ma wizję. Przyszłość należy do architektury UMA

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Oceny lecą na łeb, na szyję. Alarmujący trend na studiach
Nauka 10:38

Oceny lecą na łeb, na szyję. Alarmujący trend na studiach

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Edycja ludzkich genów stała się faktem. Ma to pomóc eliminować choroby
Nauka 08:56

Edycja ludzkich genów stała się faktem. Ma to pomóc eliminować choroby

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Tańsze a dobre. Sony szykuje wysyp przystępnych OLED TV
Sprzęt 06 CZE 2026

Tańsze a dobre. Sony szykuje wysyp przystępnych OLED TV

5
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Wkrótce filmiki w internecie przyspieszą. Weszła nowa technologia
Oprogramowanie 06 CZE 2026

Wkrótce filmiki w internecie przyspieszą. Weszła nowa technologia

3
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Tego o czarnych dziurach nie wiedziałeś. Planety sporo im zawdzięczają
Nauka 06 CZE 2026

Tego o czarnych dziurach nie wiedziałeś. Planety sporo im zawdzięczają

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Koniec kiepskich monitorów. Te sprzęty wyznaczą nowe standardy
Sprzęt 06 CZE 2026

Koniec kiepskich monitorów. Te sprzęty wyznaczą nowe standardy

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Elektroniczne naklejki uchronią lasy przed pożarami
Nauka 06 CZE 2026

Elektroniczne naklejki uchronią lasy przed pożarami

0
PATRYCJA KORBA
1.
Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu
Telewizja i VoD 06 CZE 2026

Polacy masowo wracają do torrentów. Klapki spadły z oczu

5
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Tańszy Galaxy S27 Pro będzie tym lepszym? Ultra mniej ultra
Sprzęt 06 CZE 2026

Tańszy Galaxy S27 Pro będzie tym lepszym? Ultra mniej ultra

2
PATRYCJA KORBA
1.
Fani czekali 12 lat. Kontynuacja kultowego horroru zaskakuje
Gry 06 CZE 2026

Fani czekali 12 lat. Kontynuacja kultowego horroru zaskakuje

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Android Auto z przełomową zmianą. W końcu bezpieczniej
Moto 06 CZE 2026

Android Auto z przełomową zmianą. W końcu bezpieczniej

2
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Polacy oburzeni. Z takim zakazem nie chcą lecieć tam na wakacje
Nauka 06 CZE 2026

Polacy oburzeni. Z takim zakazem nie chcą lecieć tam na wakacje

6
PATRYCJA KORBA
1.
Samsung szykuje klapę a nie klapkę. Kotlet skwierczy na patelni
Sprzęt 06 CZE 2026

Samsung szykuje klapę a nie klapkę. Kotlet skwierczy na patelni

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Ukryli ekran w... smart pierścieniu. Taka nowość za 1/5 ceny Galaxy Ring
Sprzęt 05 CZE 2026

Ukryli ekran w... smart pierścieniu. Taka nowość za 1/5 ceny Galaxy Ring

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
Casio G-Shock Gravitymaster GWR-B3000 są odporniejsze niż do tej pory
Sprzęt 05 CZE 2026

Casio G-Shock Gravitymaster GWR-B3000 są odporniejsze niż do tej pory

Firma Casio po raz kolejny rozszerza swoją prestiżową linię Master of G, prezentując trzy nowe zegarki z serii G-Shock Gravitymaster GWR-B3000. Modele, których japońska premiera zaplanowana jest na lipiec 2026 roku, wprowadzają nowatorską konstrukcję oraz ulepszony mechanizm zapobiegający rozregulowaniu wskazań czasu pod wpływem ekstremalnych przeciążeń fizycznych. Nowoczesne materiały i pancerna budowa Nowa seria obejmuje trzy wersje: bazową GWR-B3000-1A, pokrytą niebieską powłoką jonową GWR-B3000A-2A oraz szarą GWR-B3000B-8A. Choć urządzenia te charakteryzują się dość pokaźnymi wymiarami (56,7 x 47,3 x 14,1 mm), producentowi udało się utrzymać ich masę na poziomie zaledwie 102 gramów. Sekret tak niskiej masy tkwi w innowacyjnej strukturze o nazwie „dual hollow case”. Zewnętrzna obudowa, wykonana z formowanych wtryskowo elementów ze stali nierdzewnej (MIM), otacza wewnętrzną kopertę z wytrzymałego biokarbonu. Dzięki amortyzatorom z żywicy wbudowanym w konstrukcję, zegarki spełniają rygorystyczne wymogi technologii Triple G Resist — są w pełni odporne na silne uderzenia, siłę odśrodkową oraz intensywne wibracje. Wyglądu i odporności dopełnia szafirowe szkło z powłoką antyrefleksyjną oraz pasek z miękkiego uretanu z dodatkiem ekologicznych biokomponentów. Zaawansowany mechanizm Tough MVT.2 Prawdziwą innowacją w serii GWR-B3000 jest mechanizm Tough MVT.2, wyposażony w najnowsze czujniki wykrywania wstrząsów oraz pól magnetycznych. W razie silnego uderzenia wewnętrzny system samodzielnie i precyzyjnie koryguje ułożenie wskazówek. Co równie istotne, silne pole magnetyczne powoduje tymczasowe, profilaktyczne zatrzymanie mechanizmu wskazówkowego, by po ustaniu niekorzystnych zakłóceń płynnie powróciły one do wskazywania prawidłowej godziny. Sprzęt został oczywiście wyposażony w moduł Bluetooth. Zegarek może zostać sparowany ze smartfonem poprzez aplikację Casio Watches, co umożliwia automatyczną kalibrację czasu oraz korzystanie z przydatnej dla pilotów funkcji dziennika lotów. Gdy połączenie z telefonem jest niemożliwe, niezawodność gwarantuje odbiornik radiowy Multiband 6, a za ciągłość pracy odpowiada wydajny system zasilania słonecznego Tough Solar. https://youtu.be/B3-DBhY0Z4U?si=kEX5VrIuSlrgbSxX Cena i dostępność na rynku Na ten moment seria GWR-B3000 zmierza wyłącznie na rynek japoński. Podstawowy wariant GWR-B3000-1A został wyceniony na 110 000 jenów (około 2525 zł). Wersja niebieska będzie kosztować 126 500 jenów (ok. 2900 zł), natomiast za wariant szary klienci zapłacą 137 500 jenów (ok. 3150 zł).

7
DOMINIK KRAWCZYK
1.

Więcej nowości

Niespodzianka w Auchan. Sieć łączy siły z Minecraftem
Gry 05 CZE 2026

Niespodzianka w Auchan. Sieć łączy siły z Minecraftem

Sieć Auchan Polska wystartowała z nową, ogólnokrajową akcją lojalnościową, w której partnerem zostali twórcy kultowej gry Minecraft. Dla jej fanów to nie lada gratka. W trakcie kampanii, która potrwa do 2 września 2026 roku zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i w sklepie internetowym, klienci mogą zdobyć przydatne akcesoria szkolne i wakacyjne spod znaku Minecrafta. Licencjonowane gadżety oraz pluszaki są dostępne ze zniżkami sięgającymi nawet 66 procent. Mechanizm zbierania punktów wymaga regularnych sprawunków w sklepach Auchan. Za każde wydane 50 złotych klient otrzymuje jeden znaczek. Aby odebrać rabat na wybrany produkt, należy zebrać cztery naklejki na specjalnej karcie kolekcjonerskiej, a samo wydawanie znaczków odbywa się w terminie od 28 maja do 2 września 2026 roku. W katalogu Minecraftowych nagród znalazły się między innymi świecące w ciemności maskotki przedstawiające postacie takie jak Steve, Alex, Creeper oraz Świnka, które z kartą pełną znaczków kosztują 19,99 złotych zamiast ceny regularnej wynoszącej 59,99 złotych.  W tej samej cenie 19,99 złotych po okazaniu czterech znaczków dostępne są także artykuły codziennego użytku, w tym pokrowce na smartfony oraz kolekcjonerskie worki na plecy. Największym produktem w ofercie jest duża torba sportowa, którą objęto 56-procentową zniżką, przez co zamiast standardowych 299,99 złotych jej cena z naklejkami wynosi w kasie 129,99 złotych. Poza tradycyjnymi znaczkami sieć przygotowała dodatkową atrakcję, czyli darmową naklejkę Sticker Fixeez wydawaną do każdych zakupów za minimum 50 złotych. Cała seria składa się z 24 wzorów, którymi można bez problemu ozdabiać odzież, obuwie czy urządzenia elektroniczne. Ta część promocji kończy się jednak wcześniej, ponieważ potrwa tylko do 22 lipca. Zgodnie z jasnymi zasadami akcji wprowadzono ograniczenia i system nie naliczy punktów lojalnościowych za zakup wybranych towarów. Zbieranie znaczków nie jest możliwe po zakupie napojów alkoholowych, wyrobów tytoniowych oraz preparatów początkowego żywienia dla niemowląt.

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Więcej nowości

Google wysłał mnie do Chin. Jeden drobiazg wywołał chaos
Felietony 04 CZE 2026

Google wysłał mnie do Chin. Jeden drobiazg wywołał chaos

Po powrocie z krótkiej podróży wszystko wydawało się normalne. Do czasu, gdy Google nagle zaczął traktować mnie jak mieszkańca odległego kraju. Są problemy, które od razu wiadomo, skąd się biorą. Nie działa Internet? Awaria operatora. Telefon nie łapie zasięgu? Pewnie BTS padł. Komputer się zawiesza? Winny jest Windows, oczywiście. A są też problemy, które sprawiają, że zaczynasz kwestionować własne zdrowie psychiczne. Mój zaczął się niewinnie. Wróciłem do Polski po krótkim, czterodniowym pobycie w Chinach. Na miejscu korzystałem z VPN-a, bo bez niego korzystanie z wielu zachodnich usług internetowych jest co najmniej utrudnione. Do Państwa Środka przyleciałem w środę nad ranem, a do Polski wróciłem już w niedzielę rano. Z uwagi na różnicę czasu, pobyt wydawał się jeszcze krótszy, niż wskazywałby kalendarz. Po powrocie wszystko działało normalnie. Internet stacjonarny, telefon, Google, Gemini – żadnych problemów. Do czasu. Dwa dni później zauważyłem coś dziwnego. Wchodzę na Google i zamiast standardowej strony wyszukiwarki widzę adres kończący się na ".hk". Hongkong. Pomyślałem: ciasteczka. W końcu dopiero wróciłem z Azji. Wyczyszczenie danych przeglądarki nie pomogło. Uruchomiłem tryb incognito - nadal Hongkong. Spróbowałem na innym komputerze. To samo. Na telefonie? też to samo. I wtedy zrobiło się naprawdę ciekawie. Komputer, który nigdy nie był w Chinach Pierwsze objawy zauważyłem na komputerze, który nigdy nie opuścił Polski. Nigdy nie był w Chinach (nie licząc fabryki), nigdy nie korzystał z chińskiego VPN-a, nigdy nie widział nawet lotniska w Pekinie. A mimo to Google uparcie twierdził, że powinienem oglądać hongkońską wersję wyszukiwarki. Zacząłem więc sprawdzać kolejne urządzenia. Laptop, smartfon, tablet, drugi komputer, telewizor... Wszystkie zachowywały się identycznie. Google kierował mnie do Hongkongu lub do Chin, w tym ostatnim przypadku pokazując... Error 404. Gemini powiedział „nie” Prawdziwy alarm włączył się jednak dopiero wtedy, gdy spróbowałem uruchomić Gemini - czy to na telefonie, czy to na komputerze. Zamiast ekranu czatu zobaczyłem komunikat: Usługa Gemini nie jest w tej chwili dostępna w Twoim kraju. Prosimy o cierpliwość. Problem w tym, że siedziałem wtedy w swoim domu pod Szczecinem, a Gemini w Polsce działa. Na telefonie, po uruchomieniu asystenta Gemini przez dłuższe wciśnięcie przycisku zasilania, wszystko wyglądało prawidłowo. Jednak po zadaniu dowolnego pytania, zamiast odpowiedzi widziałem taki oto obrazek. Dla pewności wyłączyłem Wi-Fi i przeszedłem na transmisję komórkową. Gemini uruchomił się natychmiast. Google nagle sobie przypomniał, że Polska istnieje. To był moment, w którym zrozumiałem, że problem nie dotyczy komputera, przeglądarki ani konta Google. Problem dotyczył całej mojej domowej sieci ze stałym adresem IP od Orange Polska. Znalezienie winnego nie było trudne Rozpoczęło się dochodzenie. Sprawdziłem geolokalizację adresu IP - Polska. Sprawdziłem DNS - Polska. Sprawdziłem konto Google - Polska. Google News pokazywał polskie wiadomości, a YouTube działał normalnie. W Google Play też była polska zawartość. Jednocześnie Gemini wciąż odmawiał współpracy, a wyszukiwarka po wyczyszczeniu danych przeglądarki niezmiennie kierowała mnie na google.com.hk. W tym momencie zacząłem podejrzewać, że Google ma własną wizję geografii, tym bardziej, że uruchomienie Map Google w trybie "InPrivate" również pokazywało moją lokalizację w południowo-wschodnich Chinach, w okolicach Hongkongu. I najwyraźniej w tej wizji cały mój dom został tam przeniesiony. Dodam, że większość swojego pobytu w Chinach spędziłem w Shenzhen, czyli tuż obok Hongkongu. Po wielu testach i analizach sprawa zaczęła się wyjaśniać. Wszystkie popularne bazy geolokalizacyjne poprawnie wskazywały Polskę. Problem leżał więc w danych, z których korzysta Google. W toku własnego śledztwa odkryłem coś jeszcze ciekawszego. Przy moim adresie IP znajdował się niekompletny wpis lokalizacyjny. Nie brakowało informacji o właścicielu adresu ani operatorze sieci. Brakowało jednak danych pozwalających jednoznacznie określić lokalizację. Większość usług internetowych radziła sobie z tym bez problemu, ale najwyraźniej nie systemy giganta z Mountain View. Najwyraźniej to w połączeniu z moim niedawnym pobytem w Chinach wystarczyło, aby algorytmy Google zaczęły podejmować bardzo kreatywne decyzje. Efekt? Google wysyłał mnie do Chin, a Gemini uznawał, że znajduję się w kraju, którego nie obsługuje. A ja przez chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie wróciłem z Chin tylko fizycznie. Jedno IP, dwa kraje Ta historia pokazuje coś bardzo ciekawego. Przywykliśmy myśleć, że Internet wie o nas wszystko. Że wielkie firmy technologiczne znają naszą lokalizację z dokładnością do kilku metrów. Że algorytmy są nieomylne. Tymczasem wystarczy jeden niekompletny wpis gdzieś głęboko w bazach danych oraz kilka zbiegów okoliczności i nagle człowiek siedzący w Polsce zostaje cyfrowo przeniesiony na drugi koniec świata. Najzabawniejsze jest to, że przez długi czas podejrzewałem siebie. Może VPN coś namieszał? Może zostały jakieś ciasteczka? Może Google zapamiętał podróż? Tymczasem problem okazał się znacznie bardziej prozaiczny. To nie ja znalazłem się w Chinach. To Google wysłał tam mój adres IP.

28
MARIAN SZUTIAK
1.

Popularne porównania