Testy sprzętu
16:43
Sprawdziłem rozkładany panel z Action. Przepłacanie nie ma sensu
Jeśli lubię coś bardziej, niż tanie gadżety z Action, to jest to tania fotowoltaika z Action. Mimo to tym razem muszę opowiedzieć Wam o prawdziwej porażce produktowej.
W tym roku już sprawdziłem jeden panel. A dokładniej 10-watową bestię, za którą dałem 38,95 zł, która naprawdę pokazała pazur. Postanowiłem więc iść za ciosem i sprawdzić kolejny, znacznie mocniejszy, bo 28-watowy za 85,95 zł. No dobrze, tak naprawdę obydwa kupiłem tego samego dnia, w tym samym sklepie. Po prostu najpierw zająłem się mniejszym. Ot, nie miałem innego wyjścia.
Wygląd i wykonanie
Tu jest bardzo dobrze. Panel składa się z 4 segmentów, ma pomarańczowe wykończenie, a po złożeniu w kupie trzyma się dzięki magnesom. Rozłożony może natomiast wisieć na dołączonych do zestawu karabinkach, które możemy przewlec przez cztery pętle montażowe, lub postawić go dzięki rozkładanym nóżkom.
Na jego tyle znajduje się natomiast cała elektronika, która została schowana w kieszonce zamykanej na zamek błyskawiczny. Świetne miejsce do wsadzenia kabla, a nawet małego powerbanku. Jeśli zaś chodzi o wyjścia, to do dyspozycji mamy dwa porty: USB-A i USB-C. Warto dodać, że panel, chociaż 28-watowy, może oddać przez USB-C maksymalnie 15 W, czyli 5 V i 3 A.
Jak to działa?
Jest... źle. Nawet bardzo źle. Pierwsze testy wyglądały obiecująco: panel oddawał 13 W mocy w jasny, słoneczny, ale nie szczególnie upalny dzień. A potem wpadł w pętle restartów, w której przez kilka sekund dostarczał moc 13 W, a przez kilkanaście nie działał wcale. Przy okazji niezwykle mocno się nagrzał. O wiele bardziej, niż panel 10-watowy, który wisiał obok, lub starszy, 28-watowy z ubiegłego roku, którego recenzji jednak nie przygotowałem, bo został wycofany ze sprzedaży, a to zupełnie inny model.
Moja pierwsza myśl była taka, że to moja wina: przegrzałem go na słońcu i się zepsuł. Gościła ona w mojej głowie jakieś 15 sekund i o 15 sekund za długo. To przecież panel fotowoltaiczny. Gdzie go miałem trzymać jak nie na słońcu? No dobrze, ale przecież zawsze można mieć pecha i trafić na felerny egzemplarz. Pisanie recenzji na podstawie jednego wadliwego modelu nie jest zbyt rzetelne.
Testy drugie podejście
Kupiłem więc kolejny panel. W innym sklepie. W zupełnie innym mieście. Tak dla pewności, czy nie trafiłem na trefną partię. I wiecie co? Działa. Tylko co to za działanie... Dane te pochodzą z mojego ulubionego gadżetu tego roku, czyli stacji zasilania Anker Solix C300X, która pozwala na jednoczesne ładowanie jej z dwóch portów USB-C. Do jednego portu podłączyłem panel 10-watowy z poprzedniej recenzji, a do drugiego nowy panel 28-watowy. Obydwa wiszą na balkonie w identycznej pozycji, czyli są skierowane prostopadle do promieni słonecznych. I wiecie co? Kiedy ten tańszy i mniejszy dawał 5 W, to testowany 28-watowy oferował jedynie 4 W mocy.
Początkowo podejrzewałem, że może segment, lub kilka nie działają i stąd tak żenujący wynik. Zasłaniałem więc je po kolei, ale nie: przy zasłonięciu dowolnego segmentu moc panelu spadała jeszcze bardziej, bo do 3 W. Wychodzi więc, że pojedynczy segment daje z siebie 1 W, przy idealnych warunkach, a powinien dawać 6 W wedle zadeklarowanych wartości.
[SALE-5421]
Podsumowanie
Nie zrozumcie mnie źle: nie twierdzę, że w sklepie nie ma paneli, które byłyby dobre. Czyli dawałyby nawet te 13 W mocy, nie uszkadzając się od słońca. Być może nawet ktoś z Was kupił jeden z tych paneli i jest zadowolony z jego działania.
Ja jednak kupiłem dwa, z dwóch różnych lokalizacji, aby mieć pewność, że nie trafiłem na felerną serię i... obydwa okazały się elektrośmieciami. Chociaż jeden nadaje się tylko do wyrzucenia, a drugi od biedy coś nam naładuje. Po prostu zrobi to gorzej od znacznie tańszego i mniejszego panelu, który można kupić w tym samym sklepie.
Więc albo mam kosmicznego pecha, albo ten model paneli to awaryjne dziadostwo niewarte cienia uwagi. I tu pojawia się pytanie: czy warto wydawać 85,95 zł i ryzykować, że kupimy coś tak bardzo bezużytecznego? Osobiście uważam, że nie. Jeśli szukacie jak najtańszej sensownej fotowoltaiki, to polecam model za 38,95 zł.
A ja tymczasem biegnę do Action. Nie po zakupy, a po to, aby zwrócić wadliwy towar. I zrobię to po raz drugi z dokładnie tym samym sprzętem. Szkoda, ale widocznie nie zawsze da się kupić coś taniego w niskiej cenie. Czasami oszczędność oznacza wyrzucenie pieniędzy w błoto i zakup bubla. I o ile ja przynajmniej mam z tego materiał na tekst, tak Wy zostaniecie co najwyżej z frustracją i poczuciem zmarnowanych pieniędzy i czasu.
PAWEł MARETYCZ