Od miesiąca pracuję na tabletach Huawei. Da się, ale czy warto?
Telepolis.pl
Testy sprzętu 18 SIE 2026

Od miesiąca pracuję na tabletach Huawei. Da się, ale czy warto?

MatePad Pro Max i MatePad Air to najnowsze tablety chińskiego producenta. Są to konstrukcje z wysokiej półki cenowej, o czym dobitnie świadczą zastosowane materiały i komponenty. I na pewno nie mogę Huaweiowi odmówić, że robił wszystko, aby dać nam jak najlepsze urządzenia. Czy to jednak wystarczyło? Ekran dosłownie zachwyca Najważniejszym elementem każdego tabletu jest ekran. W końcu to na niego patrzymy się każdego dnia. Tu mam dość wysokie wymagania, bo korzystam z iPada mini obecnej generacji, który ma naprawdę porządny i dobrze skalibrowany panel LCD. Jednak ekrany w tabletach Huaweia to już zupełnie inna liga. Oczywiście duże znaczenie ma tu fakt, że są to panele OLED i czernie wyglądają na nich jak… czernie. Jednak ich matowe wykończenie i zastosowany szereg różnorodnych filtrów sprawia, że mamy wrażenie raczej, jakbyśmy obcowali z wydrukowanym obrazkiem. Zwłaszcza podczas czytania.  Samo to, że treści się na nim błyskawicznie przewijają, daje wrażenie czegoś magicznego. Podczas prezentacji, kiedy opowiadano nam, że ekran ten nie męczy oczu, podchodziłem do tej sprawy dość sceptycznie. Jednak po lekturze ponad 600 stronicowego ebooka muszę się z tym zgodzić. Owszem, papier, ani nawet e-papier to nie jest, ale niewiele mu do nich brakuje. Natomiast miłośnicy cyfrowych wydań komiksów powinni być zachwyceni. Zwłaszcza modelem Pro Max, który oferuje aż 13,2-calowy ekran.  To jednak nie wszystko. Tablety te świetnie sprawdzają się do korzystania z nich na zewnątrz. I to nie tylko w pełnym słońcu, ale też w te częściowo pochmurne dni, w których na słyszących ekranach możemy podziwiać odbicia nieba. Tu ten problem nie występuje. Tak samo pod światło nie widzimy wszędobylskich odcisków palców.  Jest jednak pewna rzecz, która po kilku tygodniach spędzonych ze sprzętem wciąż mnie irytuje. W idealnej ciszy podczas przewijania ekranu słyszę szuranie kciuka o jego matową powierzchnię. Jednak wiecie co? Wolę to niż odciski palców, refleksy słońca, czy widok mojej twarzy odbijającej się od ekranu podczas mrocznych scen w oglądanych filmach.  MatePad Pro Max i Air jako tablety do pracy Z tabletów korzystam regularnie od kilkunastu lat i tylko je wymieniam na coraz to nowsze sprzęty. Chociaż miałem jeden dłuższy przystanek, bo aż siedmioletni, w którym moim jedynym urządzeniem tego typu był Huawei MediaPad M3 Lite 10. W czasie tym nie tylko był urządzeniem multimedialnym, ale wręcz zastępował mi laptop dzięki dołożeniu klawiatury bezprzewodowej i stojaka. Służył mi on nawet awaryjnie do tworzenia tekstów w poprzednim serwisie, a po przesiadce na iPada był on moim głównym sprzętem do pracy przez bardzo długi czas.  Można więc powiedzieć, że jestem idealną osobą do sprawdzenia, jak sobie radzą najnowsze tablety Huaweia, w tym model MatePad Pro Max podczas codziennej pracy. Tu jednak pojawia się pewien problem: MacBook Air, z którego korzystam od ponad roku i który sprawił, że moje wymagania, jeśli chodzi o wygodę pracy znacznie wzrosły. Mówiąc szczerze, nie mogę zrozumieć, jakim cudem przez kilka lat pracowałem na iPadzie z klawiaturą. Obecnie stworzenie na nim chociaż jednego tekstu to dla mnie prawdziwa katorga.  Dlaczego o tym piszę? Ponieważ na tablet Huaweia będę teraz głównie… narzekał. A mimo to uważam, że pod względem pracy redakcyjnej zostawia on iPada daleko w tyle. Zacznijmy jednak od najważniejszego: czyli przeglądarki. Kluczowa jest teraz dla mnie jedna rzecz: ta ma obsługiwać wtyczki. A to nie jest takie proste, chociaż nie niemożliwe. I tu polecę przeglądarkę Titanium, która znajdziecie w Google Play. Zaraz, gdzie? A tak, w Google Play, ale spokojnie, do tego przejdziemy w kolejnym rozdziale. Teraz skupmy się na pracy.  Mamy przeglądarkę, świetny ekran, oraz klawiaturę w zestawie. Obydwie, czyli z modelu Air i Pro Max porównam do tego, co znam najlepiej, czyli MacBooka Air. Zacznijmy od tej większej: jest to pełnowymiarowa klawiatura wyspowa. I trudno się temu dziwić. W końcu jest spasowana z 13,2-calowym tabletem.  Sam układ jest wygodny, a klawisze mają nieco głębszy skok, niż w moim MacBooku, co uważam za dużą zaletę. Przy okazji są nieco bardziej chybotliwe, co jednak zauważyłem dopiero podczas delikatnego macania palcem obydwu klawiatur jednocześnie. W niczym to nie przeszkadza, a i różnica jest niewielka. Problemem jest jednak wprowadzanie polskich znaków diakrytycznych. Te można wprowadzać jedynie przy użyciu prawego przycisku alt. Tym samym dość naturalne położenie kciuka na lewym alcie, żeby uzyskać ą, ś, ę ć, ź, ż w tym przypadku nie jest możliwe. Oczywiście są osoby, które w tym celu i tak wykorzystują palec drugiej dłoni i wywołują znaki altem prawym. Dla nich to nie będzie żadnej problem, dla mnie to była początkowo droga przez mękę. Na uwagę zasługuje także gładzik. Ten jest dość duży i precyzyjny. Do tego obsługuje podstawowe gesty, jak szybką zmianę aplikacji przesunięciem dwoma palcami w lewo lub w prawo, co jest naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Na testy dostałem także myszkę Bluetooth, z której praktycznie nie korzystałem w parze z tym tabletem. Tak dobry jest to gładzik. W przypadku modelu Air klawiatura nie jest po prostu przewymiarowanym wariantem, a całkowicie przebudowaną konstrukcją. Klawisze liter są identycznych wymiarów, za to pozostałe zostały nieco skrócone. Dodatkowo niektóre znaki, jak cudzysłów, czy nawiasy kwadratowe to połówki klawiszy. Wyleciał także cały rząd przycisków F. Jednak prawdziwy problem, jaki z nią mam, to brak miejsca na nadgarstki. Wciąż da się na niej wygodnie pisać i jeśli jakiś student zastanawia się nad Huawei MatePad Air jako tabletem do pisania notatek na zajęciach, to nie powinien być rozczarowany, chociaż tu warto już dołożyć myszkę z powodu braku gładzika. Z czym więc mam problem? Z systemem. A dokładniej brakiem okien i przerzucania plików lub treści między nimi, czy możliwością szybkiego pobrania grafiki z sieci, lub przesłania zdjęć na pulpit, szybką edycją w programie graficznym i przeciągnięciem grafiki z pulpitu do przeglądarki podczas jej dodawania. Tak prosty proces jak zwykłe przycięcie grafik do konkretnych proporcji, przeskalowanie i dodanie znaku wodnego przy treściach autorskich potrafi zająć na tablecie nawet kilka minut, kiedy na laptopie to kwestia kilkudziesięciu sekund na jedną grafikę i to wtedy, kiedy się zbytnio nie śpieszę.  Takich drobiazgów podczas pracy jest naprawdę dużo, a ich robienie na tablecie zjada ogrom czasu. Jest to szczególnie uciążliwe zwłaszcza w sytuacjach nagłych, kiedy temat jest pilny, czas nas goni, a każda pierdoła tego typu opóźnia publikację. Jednak i przy zwykłej pracy redakcyjnej spędzanie długiego czasu na kwestiach tego typu zwyczajnie mnie irytuje. Ot, wolę skupić się na pisaniu i szukaniu ciekawych tematów, niż na całej reszcie, a tablet wymusza inne podejście, chociaż w przypadku MatePad Pro Max i tak wypada to naprawdę dobrze dzięki wtyczkom do przeglądarki i przełączaniu się między aplikacjami jednym gestem na gładziku. Krótko mówiąc: od przesiadki na MacBooka Air nigdy więcej nie chciałbym pracować na tablecie, ale gdyby mnie do tego zmuszono, to ze wszystkich tabletów, z którymi miałem do tej pory do czynienia, w tym z iPadem Pro, wybrałbym Huaweia MatePad Pro Max. Problem w tym, że MacBook wciąż jest urządzeniem… tańszym.  A co z rozrywką? Tablety kojarzą nam się zwykle z urządzeniami multimedialnymi, a nie maszynkami do pracy. Ja natomiast mam dwa filary rozrywki tabletowej: Pokémon Champions, którego mimo nieoficjalnego dostępu do Sklepu Play w nim nie widzę na tabletach Huaweia, oraz YouTube. W przypadku tego drugiego aplikacja niby jest, ale nie polecam z niej korzystać, o ile nie macie YouTube Premium i nie pobieracie filmów na pamięć urządzenia, aby je obejrzeć poza dostępem do sieci, lub przy jego ograniczeniu. A wszystko dlatego, że aplikacja ta pozwala maksymalnie na 1080p, co jest marnotrawstwem przy ekranach o rozdzielczościach odpowiednio 3000 × 2000 pikseli i 2800 × 1840 pikseli.  O wiele lepiej sprawdza się przeglądarkowa wersja serwisu, która nie ma nałożonych limitów i spokojnie możemy na niej oglądać materiały w maksymalnej dostępnej rozdzielczości. I chociaż brzmi to jak półśrodek, to całość działa tak, jak YouTube odpalony na przeglądarce w laptopie. Działa przy tym również przy zminimalizowanej przeglądarce, a nawet z wygaszonym ekranem.  Inne serwisy VOD, o ile uda się nam je pobrać, działają bez takich problemów. Jednak wciąż: możemy z nich korzystać przy pomocy przeglądarki internetowej. Obydwa tablety także grają bardzo dobrze, więc nie musimy się martwić o nagłośnienie podczas seansów, ani też używać słuchawek. Co nie jest dla mnie większym zaskoczeniem, ponieważ spoczywający w mojej szufladzie MediaPad M3 Lite to wciąż jeden z lepiej grających sprzętów w moim domu. Ot, Huawei zna się na głośnikach w tabletach i to się nie zmieniło.  Jak jednak już wspomniałem przy opisie ekranu: tablety te świetnie się nadają do czytania książek i komiksów. Jeśli zastanawiacie się, czy lepiej kupić czytnik, czy tablet, to MatePad Air wydaje się najlepszym wyborem dla książek, a MatePad Pro Max do komiksów. Jeśli chodzi o gry, to znaczna część wymagających tytułów widnieje jako niedostępna na tym urządzeniu. Usługi Google bez Google Tak, to jest możliwe dzięki aplikacji GBox. Dość popularną opinią jest to, że pozwala ona na instalację wszystkich aplikacji poza bankowymi i portfelem Google, co w tabletach i tak nie ma przecież większego znaczenia. Niestety, ale po wejściu w moją listę oprogramowania widzę wiele gier jako niedostępnych na tym urządzeniu. Na przykład Alien: Isolation oraz Pokémon Champions. Nie ma tu nawet klasyka nad klasyki gier mobilnych, czyli Galaxy On Fire 2.  Dużym postępem w działaniu GBoxa jest natomiast to, że dostęp do aplikacji mamy z menu samego tabletu. Oczywiście musimy wciąż pamiętać, że nie jest to natywna aplikacja dostępna w urządzeniu i musimy ją sami wcześniej zainstalować.  Wydajność Nie jestem fanem cyferek. Jeśli sprzęt działa dobrze, to nie interesuje mnie to, ile ma punktów w testach syntetycznych, ani co siedzi w środku. Nie udało mi się podczas normalnego użytkowania sprawić, aby którykolwiek z tych tabletów złapał, chociażby chwilową zadyszkę. Na co dzień korzystam z iPada mini i nie widzę różnic w działaniu między nim a którymkolwiek z dwóch testowanych tabletów Huaweia. Zasilanie W zestawie z tabletami dostajemy ładowarki. Odpowiednio 100 W dla MatePad Pro Max i 66 W dla MatePad Air. Obydwie mają złącze USB-C i USB-A, z czego… nie skorzystamy, bo porty te są tak blisko siebie, że wpięta wtyczka blokuje kolejną. No cóż, szkoda. Czy są one w stanie oddać z siebie deklarowaną moc? Nie mam pojęcia. Moje sztuczne obciążenie ma wyzwalacz PD, jednak ładowarki te korzystają z własnościowej technologii szybkiego ładowania Huaweia, czyli SuperCharge.  Mamy więc tablety, które ładują się naprawdę szybko, prawda? No właśnie nie do końca. Oczywiście, kiedy wykorzystujemy dedykowane ładowarki, to wszystko przebiega bardzo szybko. Kiedy jednak sięgniemy po jakąś inną ładowarkę, stację zasilania z AliExpress, czy powerbank, to maksymalna moc jest znacznie niższa i wynosi 9-12 W przy ciągłych spadkach do okolic 1 W i wstawaniu do maksymalnego poziomu, niezależnie od tabletu. I to mimo tego, że mam szufladę załadowaną po brzegi powerbankami wszelkiej maści, pojemności, czy różnorodnych marek. Ot, nie wspierają one technologii Huaweia. Co ciekawe przy ładowarce Anker Nano 45 W MatePad Air osiągał już stabilne 26 W, jednak tylko on i tylko przy niej. Natomiast stacja zasilania Anker Solix C300X była w stanie dostarczyć obydwu tabletom moc 24-26 W, mimo że oficjalnie nie wspiera żadnej technologii. I trudno się temu dziwić: większość powerbanków i ładowarek wspiera QC i PD, a nie SuperCharge.  Jeśli chodzi o baterię, to jest… dobrze. Nie udało mi się żadnego z tabletów zmęczyć w jeden dzień, a zwykle i 3 dni daleko od ładowarki potrafiły spędzić, co jest dużym plusem, biorąc pod uwagę, że musiały mieć dedykowaną pod siebie ładowarkę.  Świetny rysik, wybitny ekran i genialna aplikacja To nie będzie historia o tym, jak odkryłem w sobie talent rysowniczy. Z plastyki zawsze byłem noga, a nawet w zerówce moje rysunki mocno odstawały jakościowo od tego, co robiły inne dzieci. Dlatego też nie potrafię docenić możliwości tego typu rozwiązań. Mimo to widzę olbrzymią różnicę między iPadem a tabletami Huaweia. Różnice na korzyść… Huaweia.  Zacznijmy od rysika. Ten wygląda jak długopis, co samo w sobie już sprawia, że jego trzymanie wydaje się naturalniejsze, niż w przypadku białego monolitu od Apple. Sama konstrukcja jest sztywna i porządnie wykonana, chociaż dzięki haptyce sprawia wrażenie miekkiego, kiedy go ściśniemy, co wywołuje menu podręczne na tablecie do szybkich notatek, rysunków czy zrzutu ekranu, oraz menu podręczne w GoPaint, o którym będzie zaraz. Oczywiście wykrywa się nacisku, więc w naturalny sposób możemy regulować grubość linii. Kąt nachylenia wydaje się za to nie mieć większego znaczenia. Na pochwałę zasługuje także sprytny schowek na rysik w etui z klawiaturą modelu MatePad Pro Max. Nie ma mowy, żeby wystawał, lub nam gdzieś wypadł. Szkoda, że Air jest tego pozbawiony i musimy liczyć na magnes, który w torbie nie gwarantuje utrzymania akcesorium w miejscu. Same rysik ładuje się bezprzewodowo od tabletów i jest kompatybilny z obydwoma urządzeniami. Co do ekranu, to jego matowe wykończenie, na które tak narzekałem, jeśli chodzi o przesuwanie kciukiem, tutaj sprawdza się wyśmienicie. Rysik, w przeciwieństwie do iPada, nie śliga się na szkle, a daje wrażenie zbliżone do rysowania na kartce papieru. Owszem, dosyć gładkiej kartce, ale jednak kartce. Owszem, istnieją folie matujące na iPady pod robienie rysunków, tu mamy to jednak w standardzie. Przejdźmy do GoPaint. To najprostszy program do rysowania na tablecie, z jakim miałem do tej pory kontakt. Wszystko jest przejrzyste, nadmiar funkcji rzuconych na główny obraz nie przytłacza, a jednocześnie wszystko, czego potrzebujemy, możemy łatwo znaleźć. Można nawet stworzyć samemu pędzel, który przypomina rozmoknięte farby plakatowe i rozmazuje wcześniejsze linie, rozlewając cię po dotychczasowym rysunku.  Czy to najlepsza aplikacja do rysowania? Nie mam pojęcia, bo się na nich nie znam. Nie wiem więc, czy nie ma jakiegoś istotnego braku. Wiem za to, że korzysta mi się z niej wyjątkowo dobrze, a jest ona na standardowym wyposażeniu, czyli w cenie tabletu.  Z jednej strony chcę chwalić, z drugiej ganić, a z trzeciej wiem, że to nie wina firmy I mówiąc też, że nie dla każdego wiem, że nie są to urządzenia dla mnie. Owszem, matowy ekran chętnie bym przeniósł do iPada, ale ta cecha nie jest dla mnie aż tak istotna, abym chociaż rozważył przesiadkę. Za to ktoś, kto dużo czyta książek lub komiksów (ja i tak sięgam po audiobooki, bo podczas słuchania mogę robić inne rzeczy), rysuje, lub robi notatki na studiach, patrząc całymi dniami w ekran, a potem wraca z uczelni do domu/akademika/na stancję i… dalej patrzy w ekran, na pewno doceni to, że jego oczy nie będą aż tak mocno obciążone.  Dla mnie jednak problemami nie do przejścia są te związane z ładowaniem urządzenia i brakiem części aplikacji. Oczywiście, rozumiem, że to nie jest wina Huaweia. Firma ta została w końcu odcięta od kluczowych technologii i usług z USA i musiała opracować własne zamienniki, a społeczność wokół niej skupiona nieoficjalne obejścia, z których sam korzystałem podczas testów. Jednak… dlaczego ma to obchodzić kogoś, kto sięga po te urządzenia?  No dobrze, ale mamy dwa tablety, w różnych cenach a wnioski są przecież dla obydwu bardzo podobne. Czy więc zakup Air powinien być domyślny? Niekoniecznie. Do pracy z rysikiem lub tekstem lepiej wybrać model Pro Max. Fani komiksów również lepiej się odnajdą na dużym ekranie. Jeśli komuś zależy na niższej cenie lub mniejszym ekranie, to wariant Air jest jednak urządzeniem jak najbardziej godnym polecenia i nie odstaje on możliwościami od większego wariantu. Nie dziwi mnie więc, że Pro Max jest tak duży. W wersji o wymiarach modelu Air nie bardzo miałby sens. 

0
PAWEł MARETYCZ
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Biedronka rzuciła za ćwiartkę. Taki Samsung 2200 zł
Telepolis.pl
Sprzęt 09:10

Biedronka rzuciła za ćwiartkę. Taki Samsung 2200 zł

0
LECH OKOń
1.
Fiskus ostrzega. Dzisiaj tych spraw nie załatwisz
Fintech 08:41

Fiskus ostrzega. Dzisiaj tych spraw nie załatwisz

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Spotify dba o biegaczy. Ten tryb ma wszystko zmienić
Aplikacje 08:10

Spotify dba o biegaczy. Ten tryb ma wszystko zmienić

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Warner Bros odrzucił taką wersję Pottera. Fanom by się spodobała
Telewizja i VoD 07:42

Warner Bros odrzucił taką wersję Pottera. Fanom by się spodobała

0
ANNA KOPEć
1.
ING Bank Śląski zapowiedział problemy. Nawet BLIK nie zadziała
Płatności bezgotówkowe 07:09

ING Bank Śląski zapowiedział problemy. Nawet BLIK nie zadziała

0
ANNA KOPEć
1.
Google traci swoich architektów. Odchodzą budować własne AI
Tech 18 SIE 2026

Google traci swoich architektów. Odchodzą budować własne AI

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Apple zmienia zasady. Deweloperzy w UE zapłacą inaczej
Aplikacje 18 SIE 2026

Apple zmienia zasady. Deweloperzy w UE zapłacą inaczej

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Huawei pokazuje nowe tablety. OLED bez refleksów i 500 zł taniej na start
Sprzęt 18 SIE 2026

Huawei pokazuje nowe tablety. OLED bez refleksów i 500 zł taniej na start

1
MARIAN SZUTIAK
1.
Google wycofa produkcję z Chin. Pixele czeka wielka zmiana
Sprzęt 18 SIE 2026

Google wycofa produkcję z Chin. Pixele czeka wielka zmiana

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Polski Internet ma już 35 lat. Białe plamy wciąż nie zniknęły
Wiadomości 18 SIE 2026

Polski Internet ma już 35 lat. Białe plamy wciąż nie zniknęły

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Action obniża do 69,95 zł. Doskonała okazja 3 w 1
Telepolis.pl
Tech 18 SIE 2026

Action obniża do 69,95 zł. Doskonała okazja 3 w 1

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
T-Mobile rozdaje prezenty. 60 dni za darmo, ale z haczykiem
Wiadomości 18 SIE 2026

T-Mobile rozdaje prezenty. 60 dni za darmo, ale z haczykiem

7
MARIAN SZUTIAK
1.
Huawei Watch GT 7 i Watch D3 na horyzoncie. Premiera za 2 tygodnie
Sprzęt 18 SIE 2026

Huawei Watch GT 7 i Watch D3 na horyzoncie. Premiera za 2 tygodnie

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Ten serial nie tylko zastąpi Avatara. Ma szansę stać się lepszym
Telewizja i VoD 18 SIE 2026

Ten serial nie tylko zastąpi Avatara. Ma szansę stać się lepszym

0
ANNA KOPEć
1.
Galaxy S26 FE w pełnej krasie. Wideo ujawnia wygląd i funkcje
Sprzęt 18 SIE 2026

Galaxy S26 FE w pełnej krasie. Wideo ujawnia wygląd i funkcje

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Jak Redmagic, ale za pół ceny. Nubia Neo 5 GT 5G w Polsce
Sprzęt 18 SIE 2026

Jak Redmagic, ale za pół ceny. Nubia Neo 5 GT 5G w Polsce

2
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Hit Aliexpress w rekordowo niskiej cenie. Jak Dyson, a za 400 zł
Sprzęt 18 SIE 2026

Hit Aliexpress w rekordowo niskiej cenie. Jak Dyson, a za 400 zł

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
T-Mobile otwiera MagentaTV. Za 0 zł telewizja dla każdego
Wiadomości 18 SIE 2026

T-Mobile otwiera MagentaTV. Za 0 zł telewizja dla każdego

9
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
Będzie podatek od smartfonów. Rząd jest nieugięty
Sprzęt 18 SIE 2026

Będzie podatek od smartfonów. Rząd jest nieugięty

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawie opłaty reprograficznej, która określana jest mianem podatku od smartfonów. Resort nie widzi podstaw do zmiany przepisów. Podatek od smartfonów Od 13 listopada 2026 roku w życie wchodzą nowe przepisy, które rozszerzają katalog urządzeń, pod które podlegać będzie opłata reprograficzna. Od tego dnia będzie ona obowiązywać też między innymi od smartfonów, tabletów, komputerów czy dysków. Chociaż opłata w teorii ma być pobierana od producentów czy dystrybutorów sprzętów, to w praktyce wiadomo, że zapłacą ją klienci. Koszt zostanie przerzucony na kupującego. To oczywiste, nawet jeśli "podatek" wynosi 1 proc., to firmy nie zrezygnują nawet z takiej części swoich zysków. Dlatego też Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego z wnioskiem o zbadanie, czy opłata reprograficzna nałożona na smartfony, tablety czy komputery odpowiada ich rzeczywistemu użytkowaniu. RPO zwracał między innymi uwagę na orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Ten uznał, że pobieranie filmów i muzyki do pamięci urządzeniach w ramach funkcji serwisów streamingowych nie jest tym samym, co kopia prywatna, ponieważ pozostaje ona pod kontrolą danej platformy. Pomimo tego resort kultury uważa, że opłata reprograficzna nie wymaga zmian i zostanie w obecnie opracowanym kształcie. W ocenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego brak jest zatem podstaw do podjęcia prac zmierzających do zmiany wysokości opłat określonych w rozporządzeniu wyłącznie z przyczyn wskazanych w wystąpieniu Rzecznika. Jednocześnie Ministerstwo będzie monitorowało rozwój orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz praktykę funkcjonowania systemów rekompensaty za dozwolony użytek prywatny zarówno w Polsce, jak i w państwach członkowskich Unii Europejskiej pod kątem ewentualnych przyszłych prac legislacyjnych. odpowiedziało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Połączenie dwóch hitów. Nowości sci-fi od Disney+ nie można przegapić
Telewizja i VoD 18 SIE 2026

Połączenie dwóch hitów. Nowości sci-fi od Disney+ nie można przegapić

Disney+ ma w planach wiele spektakularnych premier na końcówkę 2026 i początek 2027 roku. W tym serial science fiction, który wydaje się być połączeniem dzieł Isaaca Asimova ("Fundacja") i "Strefy Mroku". W żadnym wypadku nie można tego przegapić. Niepozorny miniserial ożywi platformę Disney Jeśli chodzi o oryginalne produkcje streamingowe, to w tej kategorii Disney+ odniósł ogromny sukces, dzięki produkcjom z największych i najpopularniejszych serii studia, takich jak "Gwiezdne Wojny", "Obcy" i "Kinowe Uniwersum Marvela".  Wraz ze zbliżającym się wielkimi krokami filmem "Avengers: Doomsday", (zadebiutuje w kinach 18 grudnia 2026 roku) niektóre seriale nabierają większego znaczenia, a jednym z nich będzie nadchodzący miniserial "VisionQuest" z Paulem Bettanym w roli Visiona.  https://www.youtube.com/watch?v=AC70kDtcYU4 VisionQuest - co należy o nim wiedzieć? VisionQuest to ostatnia część trylogii, stworzonej przez WandaVision i Agatha All Along. Jednocześnie to też długo wyczekiwany powrót Visiona. Tak samo, jak poprzednie części, "VisionQuest" ma być miniserialem. Trailer doskonale oddaje klimat, zarys fabuły oraz postacie, które będą towarzyszyły Visionowi. To bez wątpienia, coś więcej niż serial science fiction, ponieważ łączy w sobie także inne gatunki - dramat i horror, co czyni go jeszcze bardziej ekscytującym.  VisionQuest to nie tylko historia MCU To coś więcej. I dobrze, bo seriale MCU odniosły więcej porażek, niż sukcesów. Jednak, w dalszym ciągu jest szansa, że na nowo rozbudzą zainteresowanie widzów. VisionQuest może w tym pomóc. To science fiction z elementami dramatu oraz horroru. Brzmi intrygująco? Takie właśnie ma być. Oryginalny Vision został zabity przez Thanosa w Avengers: Infinity War, a później prowadzono na nim eksperymenty, w wyniku których narodziła się jego biała wersja. Po czasie zapomnienia, Vision w końcu ma okazję na kontynuację swoich przygód.  Vision ukrywa się po drugiej stronie świata, usiłując zrozumieć, kim naprawdę jest, przez co przeszedł i co może czekać go w przyszłości. VisionQuest zabierze widzów do umysłu bohatera, gdzie będzie on wchodził w interakcje z ludzkimi awatarami różnych programów sztucznej inteligencji (Jarvis, E.D.I.T.h, Friday i Ultron). Niezależnie od fabuły, jedno jest pewne - serial ma potencjał.  Premiera w październiku na Disney+. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Samsung Galaxy Z Fold8 nie jest idealny, ale i tak mnie zachwycił (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 16 SIE 2026

Samsung Galaxy Z Fold8 nie jest idealny, ale i tak mnie zachwycił (test)

Samsung Galaxy Z Fold8 nie za bardzo pasuje do mojej dłoni, ale i tak jestem zachwycony. To bardzo oryginalny, przyjemny w codziennym użytkowaniu smartfon, który daje dużo frajdy i trudno wskazać w nim jakieś znaczące wady. Podkreślam – znaczące, bo jednak parę jest. I gdyby tylko kosztował mniej... Samsung Galaxy Z Fold8 wraz ze swoim bratem Galaxy Z Fold8 Ultra są już w pełnej sprzedaży, a fani rozkładanych smartfonów wreszcie dostali coś całkiem nowego, oryginalnego i nieoczywistego. O ile Ultra to kontynuacja dotychczasowo formatu Foldów, to podstawowy Galaxy Z Fold8 przyciąga wzrok szerszą konstrukcją i wewnętrznym ekranem w tabletowym stylu. Ceny za Galaxy Z Fold8 zaczynają się od 8749 zł za wariant 12 + 256 GB, za model 12 + 512 GB trzeba już zapłacić 9599 zł, a topowy wariat 16 GB + 1 TB kosztuje 11 299 zł. To trochę taniej niż kosztują wersje Ultra, ale wciąż kosmicznie drogo. Są co prawda promocje, można też zdecydować się na raty lub opcję wynajmu, ale nawet z tymi ułatwieniami cena będzie pierwszym czynnikiem, wstrzymującym decyzje o zakupie. Co jednak poza ceną? Sprawdźmy to. [PHONE:4529] Samsung Galaxy Z Fold8 przychodzi w płaskim, minimalistycznym pudełku, w którym znajduje się tylko kabelek USB, szpilka do SIM i mikro instrukcją. Standard u Samsunga, ale kupując telefon za tyle pieniędzy, można oczekiwać trochę więcej.  Czy proporcje Galaxy Z Fold8 mają sens? Zanim przejdę do technicznych aspektów telefonu, jego funkcji i możliwości, skupię się na najważniejszej kwestii – jak nowe proporcje Folda sprawdzają się w praktyce? To duża zmiana, wręcz fundamentalna, ale to czy się przyjmie?  Złożony Samsung Galaxy Z Fold8 ma wymiary 81,9 x 123,9 mm i takie proporcje, że porównywany jest do paszportu. I faktycznie, jest to bardzo dobre skojarzenie, smartfon jest tylko odrobinę węższy. W świecie smartfonów to tak duża zmiana, że dla wielu użytkowników przyzwyczajonych do tradycyjnych konstrukcji, taki paszport będzie nie do przyjęcia.  U mnie było tak. Na początku, zanim dostałem telefon do testów, zapaliłem się, że to rewolucja, rewelacja i w ogóle coś nowego. Gdy Galaxy Z Fold8 już trafił w końcu w moje ręce, trochę zwątpiłem. Uznałem, że zamknięty telefon jest nieco za szeroki, a jednocześnie za krótki – w efekcie mały palec dłoni zawsze spadał z obudowy, a mój chwyt nie był zbyt pewny. Nie ma co się oszukiwać, wąskie smartfony lepiej leżą w dłoni.  Po jakimś czasie jednak znów mi się odmieniło, co jednak wynikało już z obycia z taką konstrukcją. Jednym zdaniem – polubiłem ją. Galaxy Z Fold8 ma 9,7 mm grubości, więc można go jednak w miarę pewnie objąć, bardziej płaska obudowa wyleciałaby z ręki. Cały czas ucieka mi ten palec, zwłaszcza podczas rozmów telefonicznych, ale w końcu używanie takiej konstrukcji weszło mi w krew. Da się, choć czasem trzeba sobie pomóc drugą ręką.  W tym wszystkim jest jeszcze jeden aspekt. Okładkowy ekran ma 5,5 cala. W tradycyjnym  smartfonie uznałbym, że to za mało. Zmiana proporcji na 10:16 sprawiła jednak, że ekran wydaje się większy, gdybym nie znał wymiarów, powiedziałbym na oko – to jest 6,5 cala. Powierzchnia używkowa wydaje się całkiem duża i bez problemu można na niej korzystać z równych aplikacji – czytać mejle, strony internetowe czy przewijać media społecznościowe. Po rozłożeniu jest już sama bajka. Ekran 7,6 cala w połączeniu z proporcjami 4:3 zapewniają w pełni tabletowe wrażenia. W tradycyjnych Z Foldach i składakach innych marek, z wyświetlaczami 1:1, duże ekrany często się marnowały – na przykład podczas oglądania filmów. Te w formacie kinowym miały także duże czarne pasy na bokach, że równie dobrze można było odpalić film na zewnętrznym ekranie.  Galaxy Z Fold8 zmienia sytuację – fajnie się na nim ogląda filmy (choć produkcje w bardziej kinowym formacie wciąż mają spore pasy) i przegląda zdjęcia, na tabletowym poziomie komfortu korzysta się też z innych, codziennych aplikacji. Tabletowe proporcja to w większości przypadków również większa użyteczność trybu podzielonych okien, przynajmniej gdy odpalimy dwie aplikacje na raz. Aplikacje zazwyczaj dobrze się skalują na ekranach w każdym położeniu – i szerszym tabletowym i pionowym – ale małe problemy pojawiają się podczas przechodzenia z dużego ekranu na okładkowy. Domyślnie wiąże się to ze zminimalizowaniem aplikacji w tle, co można wyłączyć, ale wtedy otwarte okno nie zawsze wyświetla się prawidłowo. Są też na przykład ograniczenia dotyczące dodawania ikon na pulpit w trybie pionowym dużego ekranu. Drobiazgi, ale podobnych niedogodności jest więcej, więc wszystko to składa się na ogólny obraz. Jest też pewne ograniczenie, którego bardzo brakuje mi w Galaxy Z Fold8. Nie ma standardowego trybu Flex, która pozwala w innych modelach pracować na smartfonie złożonym do połowy, z dużym wyświetlaczem podzielonym na dwie części, w sposób przypominający laptop. Brak tej opcji wynika z mechaniki nowego zawiasu, który nie utrzymuje stabilnie uchylonego ekranu pod wybranym kątem, lecz zmierza do jego pełnego rozłożenia.  Co prawda poniżej 90 stopni rozwarcia zawias zachowuje konstrukcję w niemal dowolnym położeniu, ale dla użytkownika niewielka z tego pociecha (wyświetlacz jest pod kątem niewidoczny). Na upartego można ustawić ekran w kącie 90 stopni, może nawet trochę większym, około 100 stopni, ale to wciąż nie jest to. Ekran wcześniej czy później opada w tył, wystarczy lekko go dotknąć. Można próbować, ale zawsze kończy się to pełnym otwarciem. O tak, jak poniżej: [DIFF:{"before":"259996","after":"259997","description":""}] Na szczęście nie jesteśmy tak całkowicie pozbawieni zalet połowiczego rozłożenia konstrukcji. Można na przykład w ten sposób korzystać z zewnętrznego ekranu podczas nagrywania wideo aparatem selfie lub połączenia w komunikatorze. Z tej drugiej orientacji smartfon dość stabilnie utrzymuje się w rozłożeniu powyżej 90 stopni.  Jeszcze inna opcja to możliwość robienia zdjęcie selfie głównym aparatem z podglądem na ekranie okładkowym. Telefon musi być wtedy rozłożony w całości, aktywne są dwa ekrany, choć jako wizjer działa tylko ten zewnętrzny. Ekrany jasne i niezawodne Przejdźmy już do konkretów technicznych. Zewnętrzny wyświetlacz w Galaxy Z Fold8 to 5,5-calowa matryca Dynamic AMOLED 2X o rozdzielczości WUXGA+ (1248 x 1972), dająca niezłe zagęszczanie 428 ppi. Dzięki wykorzystaniu rozwiązania LTPO można liczyć na pełne odświeżanie od 1 do 120 Hz. Zabezpieczenie przed zarysowaniami i uderzeniami zapewnia solidne szkło Gorilla Glass Ceramic 3. Jakościowo do tego połączenie nie można się nic przyczepić – obraz jest odpowiednio ostry, kolory żywe, jasność wysoka, nawet w pełnym słońcu. W moich pomiarach udało mi się uzyskać maksymalnie około 750 nitów w trybie ręcznym i blisko 1500 nitów w trybie automatycznym. Wewnętrzny ekran 7,6 cala to również matryca Dynamic AMOLED 2X w rozdzielczości QXGA+ (1848 x 2448), co daje wciąć dobre zagęszczenie 403 ppi. Tu również możemy liczyć na adaptacyjną częstotliwość odświeżania 1-120 Hz. Maksymalna jasność szczytowa w HDR ma sięgać nawet 3000 nitów, a w typowych scenariuszach dla całego ekranu będzie to, jak wykazały pomiary, 795 nitów w trybie ręcznym i 1240 nitów w trybie automatycznym. Można więc bez problemu korzystać z wyświetlacza w jasne dni. W nowej serii Samsung wykorzystał technologię Flex Titanium. Producent zachwala, że połączenie folii ze stopu tytanu z udoskonaloną płytą tytanową wzmacnia konstrukcję podtrzymującą wyświetlacz, pochłania nacisk i uderzenia oraz, co ważne, wraz z upływem czasu zmniejsza widoczność zagięcia. Trzeba to brać na słowo, ale dobrą wiadomością jest, że linia zagięcia ekranu praktycznie nie istnieje. No dobra, gdy się spojrzy pod światło przy zgaszonym ekranie, to ją bardzo widać, ale podczas codziennego używania telefonu nie widać jej i nie wyczuwa się jej placami. Dla porównania w testowanym ostatnio przeze mnie Honorze Magic V6 rysa jest jednak trochę bardziej widoczna. Tył Galaxy Z Folda8 wykonany jest ze szronionego, matowego szkła, obudowę okalają ramki z wytrzymałego stopu aluminium, Zawias płynnie chowa się między dwoma częściami telefonu, szkoda tylko, że całość zapewnia ochronę na poziomie zaledwie IP48, czyli z niewielką ochroną przed pyłem. Mimo kolejnej generacji Samsung nic się nie posunął w tej dziedzinie, aż strach używać tego telefonu w trudniejszych warunkach. Dla porównania wspomniany rozkładak Honora oferuje już pełne IP68 i IP69.  Co siedzi pod maską? Moc do pracy Galaxy Z Fold8 dostarcza Snapdragon 8 Elite Gen 5 dla Galaxy, czyli specjalna wersja z rdzeniami Oryon Gen 3 Prime o maksymalnym taktowaniu zwiększonym do 4,75 GHz. Otrzymujemy więc dodatkowy zapas mocy i tak już mocarnego układu. Standardowo 8 Elite Gen 5 rozkręca się do 4,6 GHz. Większą wydajność 1,3 GHz ma także procesor grafiki, zoptymalizowane dla Samsunga zostały również funkcje przetwarzania obrazów i AI. W topowym wariancie Galaxy Z Folda8 można otrzymać do tego 16 GB pamięci RAM i 1 TB pamięci masowej do mnie trafił bazowy model 12 GB + 256 GB. Takie połączenie nawet w najskromniejszej wersji sprawia, że kwestii wydajności nie ma sensu analizować, bo Galaxy Z Fold8 działa w każdym zastosowaniu bardzo sprawnie i trudno sobie wyobrazić sytuację, gdy się przytka. Jednak nie wszystko wygląda tak dobrze, problemem jest oczywiście kultura pracy i nagrzewanie się telefonu.  Galaxy Z Fold8 potrafi zwiększyć temperaturę już podczas standardowych czynności, jak rozmawianie przez telefon czy odtwarzanie muzyki (sic!), nie mówiąc już o robieniu zdjęć. Nie są to jednak temperatury krytyczne, te jednak smartfon osiąga podczas intensywnego przetwarzania grafiki oraz funkcji AI. Gorąca robi się zwłaszcza boczna ramka z metalu, więc trudno się trzyma telefon. Problem dotyczy jednak głównie sytuacji, gdy smartfon jest złożony, za to po otwarciu szybciej się chłodzi. To typowa słabość rozkładanych smartfonów, dwudzielna konstrukcja sprawia, że układ chłodzenia jest mocno ograniczony.    AnTuTu 10 Geekbench 6 AI Benchmark 3D Mark Maks. temp. obudowy [°C] Jeden rdzeń Wszystkie rdzenie Wild Life Extreme Wild Life Extreme Stress Test Asus ROG Phone 8 Pro 2167000 2309 7314 3296 5242 92,70% 63,5 Honor Magic8 Pro 2314158 3696 11175 22384 8084 51,20% 48,9 Honor Magic V6 2637112 3550 10071 21880 6522 n.d. 50 Motorola RAZR Fold n.d. 2639 9581 17877 5417 77,20% 51,5 Motorola Signature 2349809 2921 8789 17774 5634 66,10% 45 Nubia Redmagic 10 Pro 2620653 3081 9627 12112 6514 84.7% 50 OnePlus 15 2808019 3682 11002 20438 6894 70,90% 45 OnePlus Open 1541410 1982 5280 2051 3707 66,40% 49,5 Oppo Find X9 2889195 3295 9601 8763 7006 43,70% 48,6 Realme GT 8 Pro 2920594 3757 11377 21149 7898 33,00% 51,6 Samsung Galaxy S26 Ultra 3023747 3788 11729 23144 8261 48,30% 46,7 Samsung Galaxy Z Flip7 1811139 2416 8153 1058 5401 44,20% 46,8 Samsung Galaxy Z Fold5 1486849 2008 5249 2095 3720 52,70% 48,4 Samsung Galaxy Z Fold6 1776772 2259 6623 3243 5054 81,30% 47,3 Samsung Galaxy Z Fold7 1879650 2442 8752 11656 5009 52,60% 43 Samsung Galaxy Z Fold8 2170419 3640 9200 15477 5963 47,70% 45 Sony Xperia 1 VII 2315497 3048 9309 12692 6603 65,80% 51,3 Vivo X300 Pro 3013358 3468 10230 21296 7195 45,20% 47,2 Vivo X300 Ultra 2801677 3701 10996 23399 7704 60,00% 49,7 W rezultacie szybko daje się zauważyć dławienie termiczne, a w testach syntetycznych Galaxy Z Fold8 wypada wyraźnie słabiej niż inne smartfony z układem Snapdragon 8 Elite Gen 5. I tak na przykład w AnTuTu 11 urządzenie rozpędza się do maksymalnie 2,48 mln punktów, czyli jest to poziom Snapdragona 8 Gen 3. W innych benchmarkach różnice nie są mniejsze, ale zauważalne.  Spadek mocy w dużym obciążeniu jest bardzo wyraźny – w stress teście 3D Mark Wild Life Extreme smartfon zachował tylko 47,7% początkowej wydajności, to jeden z najgorszych wyników wśród flagowców. Obniżenie wydajności układu powala zachować temperaturę smartfonu na akceptowalnych poziomach około 40-55 stopni. To wciąż sporo, ale nie są to wartości absolutnie krytyczne.  Łączność i dźwięk Galaxy Z Fold8 wyposażony jest w jedno gniazdo nanoSIM, dodatkową kartę można włączyć jako eSIM.  Do dyspozycji otrzymujemy pełen arsenał najnowocześniejszych standardów, a więc 5G, Wi-Fi 7, VoLTE, Wi-Fi Caliing, Bluetooth 6.0 i NFC, a do tego komunikację UBW, służącą m.in. do lokalizowania przedmiotów czy jako cyfrowy kluczyk. Nie zabrakło też takich rozwiązań jak Samsung DeX, które przekształca smartfon w komputer. Wystarczy podłączyć się przez USB do huba lub bezpośrednio do TV, a automatycznie otwiera się widok komputerowy z możliwością sterowania za pomocą wirtualnej myszki. Podłączając słuchawki, tradycyjnie dla Samsunga otrzymujemy ograniczony zestaw kodeków – z tych lepszych tylko podstawowy aptX (nawet bez wersji HD), a także LDAC oraz oczywiście własny producenta Samsung Scalable Codec (SSC). Nic nowego, firma chce promować swoje słuchawki, ale niezmiennie mnie to deprymuje. We flagowym, bardzo drogim smartfonie z najlepszym układem Qualcomma powinna znaleźć się obsługa standardu Snapdragon Sound z kodekiem aptX Lossless włącznie. Niestety, w efekcie topowe słuchawki Sennheisera czy Beyerdynamic pracują na Galaxy Z Fold8 jak na chińskim smartfonie za 1200 zł. W testach musiałem się więc głównie zadowolić modelami z LDAC, choć oczywiście nawet podstawowy aptX zapewnia dobrą jakość dźwięku i telefon pod każdym względem sprawdzi się do słuchania muzyki. Z plusów – Galaxy Z Fold8 obsługuje też standard LE Audio, co pozwala na emisję dźwięku poprzez Auracast (nadawanie do wielu urządzeń jednocześnie), w podobny sposób można odbierać sygnał. Służy do tego osobna sekcja w ustawieniach. Kolejna ciekawa opcja muzyczna to Music Share, która pozwala na szybkie dzielenie się dostępem do głośnika lub słuchawek Bluetooth z innymi osobami. Galaxy Z Fold8 działa w tej konfiguracji jak bezprzewodowy most, dzięki czemu znajomi mogą puszczać własną muzykę ze swoich telefonów bez konieczności przełączania i ponownego parowania sprzętu audio. System i aplikacje Galaxy Z Fold8 dostarczany jest już z najnowszym Androidem 17 oraz nakładką One UI 9. Smartfon objęty jest 7-letnim wsparciem aktualizacji systemu i poprawek bezpieczeństwa. Możliwości i działanie One UI 9 to temat rzeka, trudny do ujęcia w krótkiej recenzji. Od strony wizualnej producent kontynuuje to, co znamy z poprzedniej edycji, jest więc kolorowo, z efektami i animacjami. [gallery][img]260036[/img][img]260035[/img][img]260034[/img][img]260040[/img][img]260038[/img][img]260039[/img][img]260024[/img][img]260032[/img][img]260030[/img][img]260027[/img][img]260031[/img][img]260037[/img][img]260033[/img][img]260028[/img][img]260025[/img][img]260026[/img][img]260029[/img][/gallery] Dla mnie osobiście część rozwiązań jest wątpliwa i niepraktyczna, na przykład panel sterowania jak zawsze jest przeładowany, nie korzysta z pełnego ekranu po rozłożeniu, ikony w domyślnych ustawieniach są słabo czytelne, ale z drugiej strony część tych niedogodności można zminimalizować, korzystając z opcji personalizacji. One UI 9 w niektórych miejscach wręcz przytłacza nadmiarem opcji i ustawień, choć wiem, że to kwestia przyzwyczajenia. Na co dzień nie używam jednak urządzeń Samsunga, maiłem więc wiele sytuacji, że błąkałem się w opcjach, nawet gdy ułatwiałem sobie życie wyszukiwarką w menu. Oczywiście nie mogło zabraknąć bogatego pakietu Galaxy AI. Wśród narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję znajdziemy m.in. Asystenta połączeń, Asystenta pisania, Tłumacza, Asystenta notatek, Asystenta transkrypcji, Asystenta zdjęć, Kreatywne studio, Usuwanie dźwięku czy Now Brief oraz Now Nudge. W większości są to narzędzia znane już np. z serii Galaxy S26. Nowy model zyskał także dogłębną integrację z Google Gemini. [gallery][img]260006[/img][img]260018[/img][img]260007[/img][img]260011[/img][img]260015[/img][img]260017[/img][img]260013[/img][img]260016[/img][img]260019[/img][img]260020[/img][img]260012[/img][img]260010[/img][img]260008[/img][img]260023[/img][img]260022[/img][img]260021[/img][img]260009[/img][img]260014[/img][/gallery] Plusem jest to, że można włączyć opcję przetwarzania AI bezpośrednio na urządzeniu, co gwarantuje większe bezpieczeństwo. Przydatność tych wszystkich funkcji jest różna, ale co kto lubi. Np. Now Brief wydaje mi się kompletnie zbędne, ale np. sprawdziłem, jak Galaxy Z Fold8 poradzi sobie z tym, co mnie interesuje zawodowo. Smartfon nieźle spisał się z nagraniem za pomocą dyktafonu i szybką transkrypcją zarejestrowanego tekstu – zarówno po polsku, jak i po angielsku. Nie jest co prawda w stanie dokonać transkrypcji na żywo w czasie nagrywania (a możliwe jest to np. w smartfonach OnePlus czy Oppo), ale robi to szybko po zakończeniu rejestrowania głosu. Tekst w innym języku można szybko też przetłumaczyć na polski. „Test dyktafonu” zaliczony. Aparaty  Jeżeli można na coś narzekać w Galaxy Z Fold8, to aparaty. Nie, nie chodzi o to, że są złe, tylko dziwi trochę zastosowana kombinacja. Inaczej niż model Ultra czy zeszłoroczny Galaxy Z Fold7 nowa ósemka ma tylko dwa tylne aparaty – główny (50 Mpix, ISOCELL GN3, f/1,8, 23 mm, OIS) i ultraszerokokątny (50 Mpix, f/1.9, 120˚, 13 mm). W ekranowych wycięciach znalazły się niemal bliźniacze jednostki 10 Mpix (f/2.2) do selfie, różniące się tylko ogniskowymi 24 mm (okładka) i 18 mm (tablet). W tej konfiguracji zabrakło oczywiście aparatu z teleobiektywem, który jest w modelu Ultra i był w poprzedniej generacji. Technicznie nie powinno być chyba problemu, by dać pełen zestaw, chociaż możliwe, że jest to ograniczenie wynikające z krótszej obudowy.  Aplikacja aparatu ma sporo opcji, choć jej interfejs z pełną przezroczystością i wysuwanymi mikro ikonkami to jakieś nieporozumienie. Trudno się tym operuje, co bywa kłopotliwe np. na dworze w pełnym słońcu, na szczęście nie trzeba tam zbyt często sięgać.  [gallery][img]260045[/img][img]260043[/img][img]260046[/img][img]260044[/img][img]260041[/img][img]260042[/img][/gallery] W głównym oknie aplikacji smartfon ma tylko cztery zakładki: tryb porterowy, zdjęcie i wideo, a czwarta to Więcej, gdzie znajdziemy my tryby Expert Raw, Pro i Pro wideo, ale nigdzie nie ma trybu nocnego, ani np. makro. Te opcje włączają się automatycznie podczas fotografowania. Zdjęcia z głównego aparatu Galaxy Z Fold8 w ciągu dnia charakteryzują się świetnym kontrastem, rozpiętością tonalną, żywymi kolorami oraz stabilnym balansem bieli, choć czasami trochę brakuje im ostrości i szczegółowości. Zdjęcia z HDR są mocno nasycone, zwłaszcza gdy spojrzymy na trawę czy niebo, ale nie przekraczają tej cienkiej granicy, gdy stają się nienaturalne. Nie ma problemu przepalania zdjęć, aparat jest w stanie ładnie uchwycić bez spłaszczania obiekty o skomplikowanej strukturze, np. chmury. Tryb portretowy dobrze radzi sobie z wykrywaniem obiektów i rozmyciem tła. Aparat główny 23 mm i 46 mm (1x i 2x) [gallery][img]260096[/img][img]260110[/img][img]260082[/img][img]260106[/img][img]260094[/img][img]260095[/img][img]260098[/img][img]260101[/img][img]260093[/img][img]260089[/img][img]260086[/img][img]260109[/img][img]260104[/img][img]260107[/img][img]260085[/img][img]260105[/img][img]260103[/img][img]260108[/img][img]260081[/img][img]260078[/img][img]260092[/img][img]260111[/img][img]260102[/img][img]260079[/img][img]260099[/img][img]260083[/img][img]260087[/img][img]260091[/img][img]260090[/img][img]260084[/img][img]260097[/img][img]260080[/img][img]260100[/img][img]260088[/img][/gallery] Aparat ultraszerokokątny sprawdza się zaskakująco dobrze, zarówno w mocnym słońcu, jak i w ciemniejszych pomieszczeniach, a dodatkowym atutem jest obecność autofocusu. Ten sam obiektyw odpowiada za zdjęcia makro i bliskie ujęcia – ich jakość jest niezła, chociaż mnie osobiście nie udało się zrobić idealnie ostrych zdjęć z ręki – ale to może wina ręki, a nie aparatu. Aparat ultraszerokokątny 13 mm [gallery][img]260072[/img][img]260075[/img][img]260067[/img][img]260074[/img][img]260073[/img][img]260069[/img][img]260071[/img][img]260068[/img][img]260065[/img][img]260070[/img][img]260066[/img][img]260058[/img][img]260063[/img][img]260062[/img][img]260050[/img][img]260051[/img][img]260064[/img][img]260053[/img][img]260052[/img][img]260076[/img][img]260055[/img][img]260059[/img][img]260077[/img][img]260056[/img][img]260061[/img][img]260054[/img][img]260060[/img][img]260057[/img][/gallery] Brak aparatu z teleobiektywem częściowo rekompensuje zbliżenie matrycowe 2x w głównym aparacie, co pozwala uzyskać stosunkowo dobre efekty. W trudniejszych warunkach oświetleniowych główny aparat czasami wprowadza lekkie zaszumienie w cieniach i zmiękczenie kadru, chociaż odwzorowanie barw pozostaje na dobrym poziomie. Tryb nocny skutecznie rozjaśnia ciemne partie i poprawia ostrość detali bez sztucznego rozjaśniania nieba. Zdjęcia są szczegółowe, również te robione szerokim kątem. Tryb nocny [gallery][img]260117[/img][img]260113[/img][img]260114[/img][img]260115[/img][img]260122[/img][img]260112[/img][img]260118[/img][img]260120[/img][img]260123[/img][img]260119[/img][img]260116[/img][img]260124[/img][img]260121[/img][/gallery] Po przełączeniu się na kamerę wideo zyskujemy możliwość nagrywania wideo nawet do 8K w 30 kl./s lub UHD w 30 lub 60 kl./s. Poza standardowym OIS otrzymujemy włączany w opcjach EIS oraz dodatkowo jeszcze dwa tryby zwiększonej stabilizacji elektronicznej: Dużą stabilność oraz stabilność z blokadą poziomą. W opcjach można wybrać forma nagrywania HEVC, co daje też wybór HDR i LOG, lub prostszy format H.264. Dodatkowo jest też opcja nagrywania wideo w kinowym formacie APV (Advanced Professional Video), zapewniająca bezstratną wizualnie kompresję kadrów i wysoki bitrate. Zestaw jest więc całkiem bogaty. Nagrania dzienne z głównej kamery wyróżniają się żywymi kolorami, bardzo dobrym kontrastem oraz szerokim zakresem dynamicznym. Można też bez obaw pokusić się o wykorzystanie zoomu 2x, a zniekształcenie obrazu jest minimalne. Tryb ultraszerokokątny również się dobrze sprawdza, zapewniając jakość bardzo zbliżoną do głównego aparatu. https://youtu.be/TKBsa0OztcA Po zmroku jest już nieco gorzej, obydwa aparaty generują nieco mniej ostry obraz z lekkim szumem, jednak kolory są oddane naturalnie, nie ma efektu nadmiernego rozjaśnienia. https://youtu.be/sYQW-vgpFyk Stabilizacja obrazu spisuje się znakomicie, skutecznie niwelując wstrząsy podczas chodzenia czy jazdy, a uaktywniając dodatkowe tryby stabilności, można pokusić się o naprawdę ciekawe nagrania. Podczas marszu można się jednak bez nich obejść. Akumulator i czas pracy Akumulator o pojemności 4800 mAh w dzisiejszych czasach nie robi wrażenia, a na myśl znów przychodzi porównanie z rozkładanym Honorem Magic V6, w którym udało się zmieścić aż 6660 mAh. Dlaczego Samsung nie potrafi dać więcej? Plusem jest przynajmniej to, że otrzymujemy baterię krzemowo-węglową nowej generacji. Czas pracy  jest zadowalający, ale trzeba się liczyć z ograniczeniami. Używany jako zwykły smartfon bez otwierania przepracuje w porywach do dwóch dni, ale już, gdy zacznie się korzystać z trybu tabletu, osiągnięcie jednego dnia będzie wyzwaniem. Przeglądanie stron pozwoli dotrwać od rana do wieczora bez ładowania, ale już np. granie w gry rozładowuje sprzęt w tempie 12-13% na godzinę.  Nasz standardowy test odtwarzania wideo 4K przy jasności 300 nitów, na dużym ekranie, rozładował smartfon po prawie 15 godzinach. Dla porównania Honor Magic V6 w tym samym teście przepracował około 20 godzin. Tyle przepracował Galaxy Z Fold8 na zewnętrznym ekranie, co jest całkiem dobrym wynikiem przy tej pojemności akumulatora.     Akumulator (mAh) Wyświetlacz Czas pracy (minuty) Przekątna (cale) Rozdzielczość (piksele) Odświeżanie (Hz) Honor Magic V2 5000 7,92" 2156 x 2344 120 717 Honor Magic V5 5820 7,95" 2172 x 2352 120 906 Honor Magic V6 (wewn.) 6660 7,95 2172 x 2352 120 1205 Honor Magic V6 (zewn.) 6660 6,52 1080 x 2420 120 1408 Motorola RAZR Fold (zewn.) 6000 6,6" 1080 x 2520 165 1170 Motorola RAZR Fold (wewn.) 6000 8,09" 2232 x 2484 120 1099 Samsung Galaxy S26 Ultra 5000 6,9" 1080 x 2340 120 1137 Samsung Galaxy Z Flip6 4000 6,7" 1080 x 2640 120 773 Samsung Galaxy Z Flip7 FE 4000 6,7" 1080 x 2640 120 869 Samsung Galaxy Z Flip7 4300 6,9" 1080 x 2520 120 993 Samsung Galaxy Z Fold6 4400 7,6" 1856 x 2160 120 821 Samsung Galaxy Z Fold7 4400 8,0" 1968 x 2184 120 872 Samsung Galaxy Z Fold8 (zewn.) 4800 5,5" 1248 x 1972 120 1207 Samsung Galaxy Z Fold8 (wewn.) 4800 7,6" 1848 x 2448 120 892 Galaxy Z Fold8 może być ładowany z mocą 45 W przewodowo i 20 W bezprzewodowo. W zestawie tradycyjnie nie ma ładowarki, więc trzeba jeszcze dokupić odpowiednią. Ładowarki od innych smartfonów nie zawsze się sprawdzą, sam użyłem uniwersalnej kostki zgodnej z wymogami Samsunga i po godzinie ładowania telefon miał 90% energii. Na pełen 100% trzeba było zaczekać w sumie 75 minut.  Samsung Galaxy Z Fold8 – czy warto? Z punktu widzenia użyteczności nowy Fold to strzał w dziesią..., no dobra, powiedzmy w dziewiątkę. Szeroki format nie jest idealny do codziennego użytkowania, wygodniej jednak trzyma się w dłoni tradycyjne smartfony. Sam używałem Z Folda8 z dużą obawą, że się na przykład wyślizgnie z dłoni na ulicy. Jednak nie jest to coś, co może zniechęcać. To lekka niedogodność, za to szerszy format ekranu z powodzeniem sprawdzi się do wszystkich zdań, jakich oczekujemy do flagowego smartfonu. Wszystko wynagradza świetny ekran po rozłożeniu – jak w małym tablecie, o idealnych proporcjach. Można na nim pracować, można buszować w internecie, można oglądać filmy bez czarnych pasów – bajka.  Samsung Galaxy Z Fold8 jest szybki, ma świetny zestaw narzędzi komunikacyjnych, dobrze gra na słuchawkach (ale minusik należy się za brak lepszych kodeków) i przyzwoicie na głośnikach, aparaty nie są może szczytem flagowych możliwości, ale się dobrze sprawdzą w wielu sytuacjach. Plus należy się też za bogaty system z pełnią funkcji, w tym narzędziami AI, choć subiektywnie mnie zniechęcają na siłę wciskane mało czytelne przezroczystości, na przykład w interfejsie aparatu, czy też przeładowany panel sterowania, ale taka już jest uroda One UI, a nie akurat tego modelu. Szkoda, że Samsung nie pokusił się o większy akumulator, skoro już wykorzystuje ogniwa krzemowo-węglowe, ale czas pracy jest przyzwoity, a ładowanie 45 W, choć też nie rekordowe, nie nadszarpnie cierpliwości użytkownika. Wadą jest wciąż słaby stopień ochrony przed pyłem IP48 – skoro Honor może (IP68 i IP69), to dlaczego nie Samsung? Czy warto wybrać nowego Folda? Jeśli możesz odłożyć odpowiednią kwotę (lub np. kupić sprzęt na raty), a szukasz oryginalnego, wielofunkcyjnego składaka, który po otwarciu wreszcie przypomina tablet, to Galaxy Z Fold8 będzie dobrym wyborem. Smartfon ustępuje wariantowi Ultra w sekcji aparatów, można też doszukać się mankamentów na tle innych flagowców, ale jako całość to świetny sprzęt, który daje ogromną satysfakcję z używania. A to jest przecież jeden z ważniejszych czynników w osobistych urządzaniach, jakimi są smartfony.

8
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Popularne porównania