Testy sprzętu
14:14
Przesiadłem się z kanapy na fotel Genesis Nitro 800. Jakie wrażenia?
Przez ostatnie lata pracowałem, siedząc na drewnianym krześle lub kanapie. Człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego, ale po jakimś czasie organizm zaczyna informować o skutkach tych kompromisów. Dlatego przesiadłem się na fotel Nitro 800 marki Genesis. Producent pozycjonuje go jako sprzęt dla gracza. W codziennej pracy też się sprawdzi?
Ostatni raz korzystałem dłużej z fotela biurowego przeszło dziesięć lat temu. Nie był to produkt najwyższej jakości, zdążył się też zużyć, więc rozstawałem się z nim bez większego żalu. I doszedłem do wniosku, że nie chcę zagracać mieszkania podobnym meblem. Lata jednak mijają, potrzeby się zmieniają, a kręgosłup coraz częściej daje o sobie znać. Dlatego skorzystałem z propozycji przetestowania mebla w swoich czterech ścianach. Może to ostatni dzwonek, by zmienić niezdrowe przyzwyczajenia…
Fotel ciężki, czyli solidny?
Nie będę ukrywał, że zaskoczył mnie już rozmiar pudła, które dostarczył kurier. A w szczególności jego ciężar. Mebel waży grubo ponad 20 kg, w opakowaniu robi się ponad 25 kg i nie byłem na to przygotowany podczas odbioru. Po minie kuriera widziałem natomiast, że wnoszenie przesyłki na drugie piętro nie należało do przyjemnych czynności. W głowie pojawia się natychmiast myśl: skoro ciężki, to powinien być solidny. Takiej masy nie mają plastikowe zabawki. O tym jednak za chwilę.
Na razie napiszę, że fotel spakowany był w taki sposób, że raczej nie powinno dojść do uszkodzeń w czasie transportu. Oprócz kartonu wykorzystano piankę, folię, folię bąbelkową – zarysowań czy wgnieceń nie zaobserwowałem. Oprócz części do złożenia w kartonie znajdowała się też instrukcja. Chociaż nie powinniście sobie wyobrażać książeczki w 10 językach – to jedna kartka formatu A4. Na awersie są rysunki i oznaczenia poszczególnych elementów oraz kilka ilustracji przedstawiających ich łączenie. Na rewersie podstawowe dane dot. bezpieczeństwa (w kilkunastu językach). Śruby umieszczono w plastikowych woreczkach, dołączono do nich klucz imbusowy, który w zupełności wystarczy do złożenia całości.
Potrzebny karton na podłodze. Przyda się także wsparcie
Według instrukcji montaż powinien odbywać się na zabezpieczonej powierzchni. Można użyć dywanu czy kartonu i… ja się pod tym podpisuję. Mam w mieszkaniu drewnianą podłogę i faktycznie mógłbym zrobić w niej wgłębienia niektórymi elementami metalowymi. Zalecana jest też praca w duecie. Jeśli ktoś ma wprawę w takich montażach i odpowiednią siłę, poradzi sobie sam. Jeżeli jednak problem sprawia podniesienie większej butelki z wodą, a ruchy rąk nie są zbyt skoordynowane, to również zalecam pracę dwuosobową. Zawsze jest wygodniej, gdy jedna osoba trzyma np. oparcie, a druga je przykręca. No, prawie zawsze, pewnie każdy ma w tej materii historię do opowiedzenia.
Czy montaż przebiega sprawnie? Raczej tak. To w zasadzie praca na kilkanaście – kilkadziesiąt minut. Nie będę jednak ukrywał, że popełniłem błąd i odwrotnie przykręciłem platformę łączącą siedzisko z podstawą. Może to kwestia upałów, mojego zmęczenia i głupoty. A może warto oznaczyć te elementy pod spodem w odpowiedni sposób? Podłokietniki mają oznaczenia prawy/lewy. Przynajmniej dowiedziałem się, że po odkręceniu platformy można ją przymocować ponownie i całość nie staje się przez to chybotliwa. Warto dodać, że części pasują do siebie dobrze, nie ma mowy o szczelinach czy niepożądanym nakładaniu się na siebie komponentów.
Mocna konstrukcja i rozczarowujące plastiki
Pierwszym elementem wyciągniętym z pudła była pięcioramienna podstawa i muszę przyznać, że zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Producent przekonuje, że ten model powinien utrzymać człowieka o masie do 150 kg i jestem w stanie uwierzyć, że podstawa to wytrzyma. Spawy pod spodem są sporych rozmiarów i rzucają się w oczy, niektórych pewnie będzie to razić, ale powtórzę: są pod spodem, po odwróceniu ich nie widać.
Siedzisko i oparcie pokryte są tkaniną. Uznaję to za atut. Szczególnie teraz, kiedy szaleją upały – gdy pomyślę, że miałbym siedzieć w tych warunkach na fotelu z ekoskóry, robi się jeszcze cieplej. Zakładam, że użyty materiał może też rzadziej pękać niż wspomniana ekoskóra. Czy to oznacza, że rozwiązanie jest idealne? Nie do końca – tej tkaniny nie można zdjąć i wyprać. Ale jeśli ktoś ma parownicę, powinien sobie poradzić z czyszczeniem. Nie stwierdziłem ubytków w szwach, wątpię, by mały się szybko pojawiać przy normlanym użytkowaniu. Więcej na ten temat będę mógł jednak powiedzieć po dłuższym testowaniu. Jeśli już coś zwraca uwagę, to zapach. Nie wiem, czy wynika z przechowywania czy z samej nowości, ale może przeszkadzać. Zachęcam zatem do użycia parownicy.
Przywołana już platforma łącząca siedzisko z podstawą też sprawia wrażenie stabilnej i dobrze wykonanej. Inaczej jest z przymocowanymi do niej dźwigniami do regulacji wysokość oraz trybu bujania. To elementy wykonane z plastiku, który nie wzbudził mojego zaufania. Odnoszę wrażenie, że po dłuższym użytkowaniu te podzespoły mogą się wyrobić albo połamać. Ewentualnie jedno i drugie. Jeśli miałbym coś zasugerować producentowi, to przemyślenie tej konstrukcji.
Negatywnie muszę też ocenić podłokietniki. Przy okazji testowania modelu Nitro 800 dowiedziałem się, że to element 4D. Oznacza to, że można go regulować w czterech płaszczyznach. Użytkownik może zatem ustawić wysokość (30 - 37 cm), odległość od siedziska, wysunięcie (przód/tył) oraz kąt. I te funkcje faktycznie są. Problem polega na tym, że owe podłokietniki nie są sztywno umocowane i po prostu ruszają się na boki. Czy to przeszkadza w użytkowaniu? Nieszczególnie. Ale w recenzji warto wspomnieć.
Co ciekawe, gorszego dopasowania spodziewałem się po plastikowych elementach przy łączeniu siedziska z oparciem. Byłem przekonany, że kiepsko będą się układać, co poskutkuje nie tylko gorszymi wrażeniami estetycznymi, ale też uszkodzeniami w trakcie użytkowania. I na razie (odpukać) nie mam do nich zarzutów. Po złożeniu całość prezentuje się dobrze, nie trzeszczy i nie mam wrażenia, że za chwilę coś pęknie. Pozytywne zaskoczenie.
W zestawie znajdują się też dwie poduszki: zagłówkowa i lędźwiowa. Z opisu wynika, że są one wypełnione pianką memory foam, która ma zapamiętywać kształt ciała użytkownika i dopasowywać się do niego, co służy kręgosłupowi. Czy rzeczywiście tak jest? Nie mam pojęcia. Ale mogę napisać, że siedzenie bez nich też jest możliwe i wygodne. Dotyczy to szczególnie zagłówka. Plusem poduszek jest to, że pokrowce można ściągnąć i w domyśle wyprać. Zagłówek instaluje się z pomocą wszytych magnesów. Tych ostatnich brakuje niestety w części lędźwiowej – poduszka opada na siedzisko przy ruchu i nie spełnia do końca swojej roli.
Co z designem? Jest prosty. Można stwierdzić, że to nie fotel dla gracza (gamingowy), a raczej mebel biurowy. Zdecydowanie dominują czerń i szarość, nie ma tu laserów i wodotrysków. Mnie to odpowiada, jeśli komuś zależy na licznych kolorach, błysku i grafikach, powinien poszukać czegoś innego.
Fotel można dopasować do swoich potrzeb
Podstawowe pytanie brzmi: czy ten fotel jest wygodny? Odpowiem krótko: jest. Jednocześnie przypomnę jednak, że pisze to osoba, która przez dekadę siedziała na kanapie i drewnianym krześle. Być może zaprawiony w bojach tester foteli dla graczy stwierdzi, że na tym nie da się siedzieć. Mnie wystarcza w zupełności. Rekomendowany wzrost użytkownika wynosi 160 - 195 cm, przy moich 180 cm jest w sam raz. Siedzisko można regulować w przedziale 47 - 53 cm (nad podłogą) i w tym przypadku również nie mam zastrzeżeń. No, może z wyjątkiem wspomnianej już dźwigni do regulacji.
Oparcie reguluje się w bardzo płynny sposób. Od pozycji całkowicie wyprostowanej do niemal półleżącej (maksymalny kąt odchylenia oparcia wynosi 135 stopni). Nie miałem tak, że trudno było mi znaleźć odpowiedni poziom odchylenia i teraz cierpię z powody zgniłego kompromisu. Wajcha służąca do regulacji jest łatwo dostępna po prawej stronie i działa bez zarzutów. Przynajmniej na razie.
Funkcja bujania była dla mnie zaskoczeniem i w pierwszym momencie po wychyleniu nawet przeszło mi przez myśl, że mechanizm nie wstrzyma moich kilogramów. Wytrzymał. Nawet mocniejsze naciski. Całkiem przyjemna rzecz, jeśli ktoś chce na chwilę odetchnąć i odpocząć od monitora.
Kółka podobno chronią powierzchnię przed zarysowaniami. Wybaczcie, nie sprawdzałem, bo za bardzo cenię swoją podłogę. Bez obciążenia faktycznie posuwały się dość lekko po drewnie. Kiedy umieściłem fotel na dywaniku i się w nim rozsiadłem, mobilność przestała być idealna. Nie będę jednak ukrywał, że nie robi mi to większej różnicy, bo nie zamierzam się na tym meblu przemieszczać.
Co z komfortem siedzenia? Fakt, że wykorzystano tkaninę przypadł mi do gustu. Pot nie spływał strużkami po plecach w czasie upałów, więc faktycznie jest to materiał oddychający. Producent przekonuje, że to model o powiększonej konstrukcji, która sprawdzi się także w przypadku osób o większej budowie ciała. Nie wiem, o jak dużych ciałach myśleli projektanci, ale moje do małych nie należy, a nie odczuwałem ucisków w okolicach bioder czy ramion. Boczne krawędzie odchylają się w taki sposób, że nie trzeba się wciskać do fotela. Zakładam, że będzie to dotyczyć także osób cięższych ode mnie o 20-30 kg.
Podsumowanie
Liczyłem na to, że w domu pojawi się prosty fotel biurowy i… go dostałem. W codziennym użytkowaniu sprawdza się dobrze. Mebel można bez większego problemu dostosować do swoich potrzeb i szybko przywrócić go do ustawień "fabrycznych". Fotel nie skrzypi w trakcie regulacji, cicho jest także wtedy, gdy się po prostu na nim siedzi/wierci/kręci – nie zanotowałem dźwięków, które lotem błyskawicy wbijają się w mózg.
Producent chwali się na stronie internetowej solidną konstrukcją i trwałą podstawą – mogę to potwierdzić. Mebel nie sprawia wrażenia, jakby miał się za chwilę przewrócić czy rozpaść. Podczas montażu to samo mogłem powiedzieć o większości elementów, w tym o śrubach – nie obawiam się o życie podczas bujania. Gorzej jest z elementami plastikowymi, czyli wspominanymi już dźwigniami i podłokietnikami. Mam nadzieję, że tylko sprawiają wrażanie wykonanych gorzej od pozostałych elementów.
Materiał wykończeniowy jest przewiewny i miły w dotyku, ale radzę go przeparować po złożeniu mebla. Nie wiem, jak wygląda jego czyszczenie, bo jeszcze się mocno nie zabrudził. Liczę też na to, że nie pojawią się w nim szybko przetarcia i dziury – na razie wgląda to dość porządnie. Zastrzeżenia mam do poduszki lędźwiowej, której nie da się przymocować do fotela, przez co się przemieszcza.
Nie wspomniałem jeszcze o istotnej kwestii, czyli cenie. Fotel pojawił się na rynku wiosną ubiegłego roku i kosztował wówczas niespełna 900 zł. Teraz na stronie producenta widnieje kwota około 700 zł. A to chyba budżetowa półka w przypadku modeli gamingowych. Przy tej kwocie mogę napisać, że nie jest źle. Jest nawet dobrze.
Materiał sfinansowany przez firmę Impakt S.A., ale podmiot ten nie miał wpływu na treść ani ocenę, która należy do autora.
MACIEJ SIKORSKI