Mastercard wymyślił płacenie na nowo. Odrobina magii i limit 800 zł
Płatności bezgotówkowe 08:33

Mastercard wymyślił płacenie na nowo. Odrobina magii i limit 800 zł

Mastercard od przyszłego roku zacznie wydawać w Europie nowe karty płatnicze. Pozwolą one na dokonywanie płatności offline. Mastercard szykuje prawdziwą rewolucję dla użytkowników w Europie. Od lutego 2027 roku firma zacznie wydawać na Starym Kontynencie nowy rodzaj kart płatniczych, którym niestraszne będą blackouty czy brak internetu. Taką kartą zapłacisz offline To odpowiedź na problemy, które spotkały między innymi Hiszpanię oraz Portugalię w kwietniu 2025 roku. Wtedy też doszło do tzw. blackoutu, przez który 55 mln ludzi straciło możliwość płacenia bezgotówkowo. Wiele krajów, w tym między innymi Dania, zapowiadało prace nad mechanizmami płatności offline. Teraz to Mastercard postanowił takie wprowadzić. Amerykańska firma ogłosiła, że od lutego 2027 roku wszystkie nowe karty płatnicze w Europie będą obsługiwać płatności offline. W ten sposób zapłacimy za najważniejsze produkty oraz usługi, np. zakupy spożywcze, leki w aptece, benzynę na stacji paliw czy bilety komunikacyjne. Mechanizm działania jest bardzo prosty. Na chipie takiej karty zapisywany będzie maksymalny limit transakcji offline (maksymalnie 200 euro, czyli ok 880 zł). W przypadku braku Internetu terminal w ten sposób będzie wiedział, na jaką płatność może pozwolić klientowi. Po odzyskaniu połączenia z siecią transakcja będzie przesyłana do rozliczenia. Jednak do tego konieczne jest też wprowadzenie odpowiednich terminali. Te pojawią się od maja 2027 roku. Wszystkie nowe i wymienione urządzenia będą obsługiwać płatności offline w Europie. Wcześniej Mastercard wprowadził identyczny mechanizm z Danii, Szwecji, Estonii i Łotwie. Teraz dostęp do niego będą mieli wszyscy mieszkańcy Starego Kontynentu.

5
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

WhatsApp wpadł na genialny pomysł. Wystarczy przytrzymać przycisk
Aplikacje 13:14

WhatsApp wpadł na genialny pomysł. Wystarczy przytrzymać przycisk

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Zrezygnuj z MacBooka, to Microsoft zapłaci ci 4 tys. zł
Sprzęt 12:46

Zrezygnuj z MacBooka, to Microsoft zapłaci ci 4 tys. zł

0
PAWEł MARETYCZ
1.
W Action odpowiednik za 129,95 zł. Taki Sonos 2 tysiące
Sprzęt 12:15

W Action odpowiednik za 129,95 zł. Taki Sonos 2 tysiące

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Tłumy czekają na to fantasy. Ma przebić Grę o Tron
Telewizja i VoD 11:43

Tłumy czekają na to fantasy. Ma przebić Grę o Tron

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
W Bierdonce 79,90 zł. Francuski romans w twoim domu
Telepolis.pl
Sprzęt 11:11

W Bierdonce 79,90 zł. Francuski romans w twoim domu

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Donald Tusk stawia służby na nogi. Winne są klocki
Wiadomości 10:39

Donald Tusk stawia służby na nogi. Winne są klocki

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
OnePlus żegna się z Polakami. Koniec marki na naszym rynku
Sprzęt 10:15

OnePlus żegna się z Polakami. Koniec marki na naszym rynku

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
W tym tygodniu w Biedronce. Ma 3 kamery, a kosztuje 99 zł
Sprzęt 09:46

W tym tygodniu w Biedronce. Ma 3 kamery, a kosztuje 99 zł

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Uważaj, co kupujesz na Vinted. Jedno zdanie wszystko zmienia
Bezpieczeństwo 09:02

Uważaj, co kupujesz na Vinted. Jedno zdanie wszystko zmienia

1
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Microsoft odetnie użytkowników od aktualizacji Windowsa. Padła data
Oprogramowanie 07:36

Microsoft odetnie użytkowników od aktualizacji Windowsa. Padła data

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
NVIDIA rezygnuje z karty graficznej. Da nam za to protezę
Sprzęt 07:04

NVIDIA rezygnuje z karty graficznej. Da nam za to protezę

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Microsoft: modele AI trzeba brać za niebezpieczne. CEO chce zmian
Oprogramowanie 11 PAŹ 2026

Microsoft: modele AI trzeba brać za niebezpieczne. CEO chce zmian

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Na to fantasy czekamy, jak na mało które. Zwiastun pokazuje, że warto
Telewizja i VoD 11 PAŹ 2026

Na to fantasy czekamy, jak na mało które. Zwiastun pokazuje, że warto

0
ANNA KOPEć
1.
Przełomowe odkrycie. Jesteśmy bliscy ujarzmienia fuzji jądrowej
Nauka 11 PAŹ 2026

Przełomowe odkrycie. Jesteśmy bliscy ujarzmienia fuzji jądrowej

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Setki tysięcy osób zagrożonych. Budują się tam, gdzie niebezpiecznie
Nauka 11 PAŹ 2026

Setki tysięcy osób zagrożonych. Budują się tam, gdzie niebezpiecznie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Silos tak szybko się nie skończy.  3 pomysły na spin-offy serialu
Telewizja i VoD 11 PAŹ 2026

Silos tak szybko się nie skończy. 3 pomysły na spin-offy serialu

0
ANNA KOPEć
1.
Pracownica Poczty zaczęła zadawać pytania. Ocaliła 20 000 złotych
Bezpieczeństwo 11 PAŹ 2026

Pracownica Poczty zaczęła zadawać pytania. Ocaliła 20 000 złotych

0
ANNA KOPEć
1.
YouTube wygrał w jednej kategorii. Kiedyś to było nie do pomyślenia
Nauka 11 PAŹ 2026

YouTube wygrał w jednej kategorii. Kiedyś to było nie do pomyślenia

0
ANNA KOPEć
1.
Więcej nowości
5 nieznanych dotąd czynników. Taka aktywność mózgu oznacza depresję
Nauka 11 PAŹ 2026

5 nieznanych dotąd czynników. Taka aktywność mózgu oznacza depresję

Ta sama diagnoza depresji u dwóch różnych osób może znaczyć coś zupełnie innego. Naukowcy zajrzeli głębiej do mózgu, aby zrozumieć, skąd się bierze ta różnica. Pięć twarzy depresji Dwie osoby z depresją potrafią przeżywać ją zupełnie inaczej. U jednej dominuje ciągły lęk i nakręcanie spirali czarnych myśli. U drugiej pojawiają się objawy związane z traumą albo problemy z nadużywaniem substancji. Naukowcy chcieli przyjrzeć się, czy te różnice widać też w pracy mózgu. Badacze z Uniwersytetu Helsińskiego odkryli, że osoby z tą samą diagnozą depresji mają zupełnie różne wzorce aktywności mózgu. U jednych komunikacja między obszarami mózgu była niezwykle silna. U innych była słabsza niż normalnie. Depresja to ogromny problem zdrowotny. Według WHO dotyka około 332 mln dorosłych na świecie, czyli 5,2 procent. W Finlandii jest główną przyczyną długich zwolnień lekarskich i rent z tytułu niezdolności do pracy. Badacze przyjrzeli się aktywności mózgu 263 osób z rozpoznaną depresją oraz 75 zdrowych ochotników, którzy stanowili grupę porównawczą. Analiza wykazała pięć odrębnych grup. Podzielono je według łączności funkcjonalnej. To miara tego, jak mocno skoordynowana jest aktywność różnych obszarów mózgu. Gdy dwa obszary działają w tym samym rytmie, najpewniej pracują razem w jednej sieci. Silniejsza łączność nie oznacza jednak, że mózg działa lepiej. Dyrektorka Centrum Neuronauk Uniwersytetu Helsińskiego Satu Palva mówi, że najciekawsze dla niej były radykalnie różne wzorce aktywności mózgowej, które poajwiały się w ramach jednej i tej samej diagnozy depresji. U części osób łączność funkcjonalna obszarów mózgu była silniejsza niż zwykle. U innych była słabsza. Różnice powiązano z konkretnymi objawami. Grupa z wyjątkowo silnymi połączeniami miała wyraźniejsze problemy z nadużywaniem substancji. Inna grupa miała słabsze połączenia funkcjonjalne i tam pojawiały się częściej objawy PTSD, czyli zespołu stresu pourazowego. Jest to zaburzenie, które może pojawić się po przeżyciu traumy. To może tłumaczyć, dlaczego wcześniejsze badania mózgów osób z depresją dawały sprzeczne wyniki. Gdy badacze wybierają różne mieszanki pacjentów, widzą różne obrazy. Wszyscy mogą przecież mieć tę samą diagnozę. Naukowcy więc dołożyli kolejną cegiełkę do i tak już bogatego zbioru dowodów, że depresja nie ma jednego biologicznego markera. Depresja może obejmować kilka różnych wzorców pracy mózgu. Badacze podzielili ochotników na pięć grup. Ich podział opierał się na tym, jak silnie skomunikowane były ze sobą obszary mózgu i na jakich częstotliwościach owe obszary się synchronizowały. Pierwsza grupa miała silne połączenia i najcięższe objawy. Silnie nasilone były depresja i lęk. Nasilona była też ruminacja, czyli wielokrotne wracanie do trapiących myśli. Obniżona była zdolność do codziennego funkcjonowania. Druga grupa miała słabsząą komunikację między obszarami i łagodniejsze objawy depresji. Trzecia grupa miała osłabione połączenia w całym mózgu i wyraźne objawy PTSD. Czwarta grupa łączyła mocne połączenia w jednych obszarach ze słabymi w innych. Ci uczestnicy mieli cięższą depresję, większe problemy z substancjami i niższe poczucie dobrostanu. Piąta grupa miała najsilniejsze połączenia ze wszystkich. Wyraźnie dominowało nadużywanie substancji. Objawy traumy były mniej nasilone niż w pozostałych grupach. Wszystkie pięć grup różniło się też od zdrowych uczestników. Nie chodziło tylko o siłę połączeń. Różniły się także od siebie też zaangażowane obszary mózgu i częstotliwości synchronizacji. Do pomiarów użyto magnetoencefalografii, w skrócie MEG. To technika, która wychwytuje niezwykle słabe pola magnetyczne wytwarzane przez elektryczną aktywność mózgu. Pozwala śledzić sygnały w bardzo krótkich odstępach czasu. Dlatego świetnie nadaje się do badania tego, jak mózg koordynuje komunikację między obszarami. Zmierzono nią wszystkich uczestników. Palva podkreśla, że MEG pozwala śledzić aktywność mózgu z dokładnością do milisekund. Wcześniej różne rodzaje depresji badano wolniejszymi metodami. Dzięki temu zauważono różnice w sile połączeń. Zauważono też różnice w częstotliwościach współpracy obszarów. Odkrycie otwiera możliwość, że leczenie depresji będzie kiedyś dobierane częściowo do indywidualnego wzorca pracy mózgu. Dziś szukanie skutecznej terapii często oznacza próbowanie różnych leków lub terapii i sprawdzanie, jak działają. Pacjenci reagują różnie na to samo leczenie, więc trafienie z tym w odpowiedni sposób nie jest proste. Pomiary mózgu mogłyby dać dodatkowe wskazówki. Badacze podkreślają jednak, że wyniki nie nadają się jeszcze do zastosowania klinicznego. Palva przyznaje, że to jeszcze nie ten etap. Badanie pokazuje jednak jedną z możliwych dróg. Długoterminowy cel to lepsze zrozumienie, jak objawy wiążą się z pracą sieci mózgowych. Z czasem taka wiedza mogłaby pomóc lekarzom wskazywać terapie, które najpewniej pomogą danemu pacjentowi. Zmniejszyłoby to liczbę prób i błędów w leczeniu. Na razie pięć profili daje inny sposób patrzenia na depresję. Pod jedną diagnozą może kryć się wiele różnych zmian w mózgu. Bywają one wręcz przeciwstawne względem siebie. Depresja nie jest więc jedną chorobą w jednym wydaniu. Mózgi osób z tą samą diagnozą mogą pracować zupełnie inaczej. Pięć wykrytych profili tłumaczy sprzeczne wyniki dawnych badań. Wskazuje też drogę do leczenia dobieranego do konkretnego pacjenta. Do kliniki jeszcze daleko, ale kierunek jest już wyraźny.

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.

Więcej nowości

"Zwierzęta" Bena Afflecka w ogniu krytyki. Padły mocne słowa
Telewizja i VoD 11 PAŹ 2026

"Zwierzęta" Bena Afflecka w ogniu krytyki. Padły mocne słowa

Ben Affleck jest doskonałym reżyserem, i jeszcze lepszym aktorem. Przynajmniej, tak to wyglądało do tej pory. Aż do momentu, kiedy światło dzienne ujrzał jego nowy thriller “Zwierzęta”. Netflix bardzo go promował, a tymczasem pierwsze recenzje od krytyków wcale nie są entuzjastyczne. Zwierzęta. Gdzie ten pazur? “Zaginiona dziewczyna” lub “Gdzie jesteś Amando” chodzą za mną do dziś, a “Zwierzęta” jednak nieco marnują swój ogromny potencjał. W oczach krytyków film wypada fatalnie. Ale są jeszcze widzowie i fani Afflecka. Także sytuacja wcale nie jest taka beznadziejna. Nie zrozumcie źle - i tak warto po niego sięgnąć i obejrzeć. Największe zarzuty bowiem są nie do gry aktorskiej (genialna gra Gillian Anderson), ani do fabuły, ale do tego, że twórca nie ujawnił wcześniej, że w Zwierzętach zastosowano AI oraz, że naładował zbyt dużo wątków, które nie trzymają się momentami kupy. Bo co za dużo, to niezdrowo.   AI w filmie Afflecka Do AI przyznał się Affleck całkiem niedawno dopiero, strzelając sobie w stopę, bowiem pewne osoby już na starcie mogły film skreślić ze swojej listy. Aktor nie zdradził dokładnie gdzie użył sztucznej inteligencji, ale powiedział ogólnie, że do "wielu rzeczy". Czy to wyznanie wpłynęło na lawinę krytyki jaka spadła ostatnio na Afflecka? Hollywood Reporter nazwał film wręcz obraźliwym dla widza - (ale co miał dokładnie na myśli? Tego nie doprecyzował). Forbes dodał, że jest szokująco zły, a The Guardian także opublikował negatywną recenzję. Tego typu krytyka jest dość zastanawiająca. Ale nie ma co skreślać filmu, jeśli jeszcze nie oglądaliśmy. Wiadomo z doświadczenia, że bardzo często widzowie mają zupełnie inne odczucia niż krytycy filmowi.  Zwierzęta. O czym jest film? Bycie reżyserem ma jeden atut - można samego siebie obsadzać w główej roli. I tak zrobił Ben Affleck. Obsadził się w roli Marka Kimballa, który jest niezależnym kandydatem na burmistrza Los Angeles. Oznacza to, że nie ma finansowego zaplecza do prowadzenia kampanii, co sporo utrudnia.  Ale za to układa mu się prywatnie, bo w działaniach, wspiera go żona Abigail (Kerry Washington). Ale żeby widz się nie nudził, ani chwili - porywacze porywają ich syna. I tak się zaczyna mocna akcja. https://www.youtube.com/watch?v=mlBfQJ8oxB0 "Zwierzęta" do obejrzenia na Netflixie od 9 października.

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Test Huawei Watch D3. W końcu zegarek, który nie jest zabawką
Telepolis.pl
Testy sprzętu 09 PAŹ 2026

Test Huawei Watch D3. W końcu zegarek, który nie jest zabawką

Huawei Watch D3 mierzy ciśnienie z medyczną precyzją. I tutaj mogłaby się skończyć recenzja, bo nikt tego nie ma w takiej formie. Mijają dni testów, a ja dochodzę do wniosku, że traciłem życie na inne zegarki. Po 40. to już starszy pan i czas w końcu to przyznać Możesz nadal bawić się Apple Watchem czy innym zabawkowym Samsungiem. Możesz nosić tandetne Xiaomi Mi Bandy. Możesz też podejść do tematu smartwatcha poważnie i postawić na pierwszym miejscu swoje zdrowie. No a umówmy się, tętno i liczbę kroków zmierzy wszystko, ale już faktyczny pomiar ciśnienia za pomocą wbudowanego, pompowanego rękawa to unikat. Na co dzień korzystałem w ostatnim czasie z zegarków Google Pixel Watch, głównie z racji ich wyjątkowo atrakcyjnego designu. Nie bardzo chciało mi się je zostawiać na noc do pomiaru jakości snu, wielokrotnie też zostawały na pralce w łazience, gdy wychodziłem z domu. Z Huawei Watch D3 jest jednak inaczej. On nadal jest cackiem na nadgarstku z przepięknym ekranem AMOLED 1,92 cala, ze szkłem 2.5.D i rozdzielczością aż 480 x 408 pikseli dającą zagęszczenie 328 ppi i kolosalną jasnością 3000 nitów. Przede wszystkim jednak to zegarek, który noszę dla zdrowia, a nie dla jakiegoś kaprysu czy szpanu. I ta zmiana myślenia jest tutaj kluczowa – Huawei Watch D3 to dojrzały wybór. Huawei Watch D3 to nie zabawka, to certyfikowany sprzęt medyczny Dokładnie tak, ten sprzęt nie próbuje pokazać cokolwiek na podstawie estymacji algorytmów, tylko faktycznie mierzy ciśnienie i wiele innych aspektów zdrowia. Posiada między innymi surowy europejski certyfikat CE MDR, a jego pomiar ciśnienia wykonywany jest metodą oscylometryczną - dokładnie taką samą, jak w profesjonalnych ciśnieniomierzach naramiennych i nadgarstkowych z apteki. [gallery][img]264671[/img][img]264670[/img][img]264672[/img][/gallery] Zegarek dosłownie pompuje powietrze do mankietu ukrytego w pasku, zaciskając go z odpowiednią siłą w celu czasowego powstrzymania przepływu krwi w nadgarstku, po czym stopniowo zwalnia nacisk, rejestrując ciśnienie skurczowe i rozkurczowe. Ekran prowadzi użytkownika za rękę: prosi o zajęcie wygodnej pozycji siedzącej, oparcie stóp płasko na podłodze i uniesienie nadgarstka na wysokość serca. Zegarek dba o precyzję - potrafi odrzucić pomiar, jeśli wykryje ruch, rozmowę lub złą postawę. Najpotężniejszą bronią w arsenale tego smartwatcha jest tryb ABPM (Ambulatory Blood Pressure Monitoring), czyli całodobowe, ambulatoryjne monitorowanie ciśnienia krwi, na kształt holterów używanych w szpitalach. Na zlecenie lekarza zegarek jest w stanie automatycznie, cyklicznie pompować mankiet w odstępach 15- lub 30-minutowych przez pełne 24 godziny, wliczając w to pomiary nocne podczas głębokiego snu. Jest to absolutny przełom pozwalający zdiagnozować "nadciśnienie białego fartucha" (stres podczas wizyty u lekarza) oraz niezwykle niebezpieczne zjawisko braku nocnych spadków ciśnienia. Zegarek umożliwia także przeprowadzenie profilaktycznego pomiaru przed rozpoczęciem treningu oraz tuż po jego zakończeniu, chroniąc przed groźnymi skokami ciśnienia związanymi z wysiłkiem. [SALE-7012] [SALE-7013] [SALE-7014] W kwestii samej poprawności pomiarów potrzebnych jest kilka uwag. Przede wszystkim są one faktycznie powtarzalne i adekwatne do stanu osoby przeprowadzającej badanie. Natomiast i z zegarkiem trzeba się trochę obyć, by zniwelować stres związany z pomiarem. Pierwszego dnia byłem przerażony, bo pomiary szczególnie ciśnienia rozkurczowego były takie, że nic tylko jechać na SOR. Wyciągnąłem klasyczny ciśnieniomierz i okazało się, że o ile górne wartości były celne, to już do rozkurczowego miałem dodane kilkanaście mmHg. Sytuacja jednak zmieniła się już po kilku dniach użytkowania i wartości pomiarów spotkały się ze sobą z obu urządzeń. To po części kwestia przyzwyczajenia, a po części przestudiowania raz jeszcze instrukcji i precyzyjne stosowanie się do niej - no a sprzętu medycznego nie powinno się przecież inaczej używać. Dołóżmy do tego udoskonalone EKG, HRV, TruSleep i pomiar emocji Ten zegarek to osobiste centrum diagnostyczne naszpikowane biosensorami. Wystarczy położyć palec na dolnym przycisku na 30 sekund, by wbudowana w niego elektroda wykonała jednokanałowe EKG na żywo. System na bieżąco analizuje rytm zatokowy pod kątem migotania przedsionków oraz wczesnych skurczów, a w tle stale pracuje moduł PPG (fotopletyzmograf) wyłapujący nieregularności tętna. Dla osób, które nie chcą tracić czasu na wielokrotne testy poszczególnych układów, Huawei wprowadziło funkcję "Zdrowie na oku" (Health Glance). W zaledwie minutę urządzenie przeprowadza błyskawiczny skan organizmu i generuje zbiorczy raport z 11 kluczowych wskaźników, w tym: pomiar tętna, nasycenie krwi tlenem (SpO2), badanie EKG, poziom stresu psychofizycznego, sztywność tętnic (istotny wskaźnik miażdżycy) oraz punktową temperaturę skóry. Zaawansowany algorytm HuaweiTruSleep 5.0 niezwykle drobiazgowo monitoruje architekturę naszego wypoczynku (fazy snu głębokiego, płytkiego i REM, analizę oddechu i przebudzeń). Nowością jest aplikacja śledząca Stan Emocjonalny, która używając danych o zmienności rytmu serca (HRV), klasyfikuje samopoczucie użytkownika w 12 przejrzystych kategoriach, tworząc wirtualny "dziennik nastrojów". Aplikacja piękna, ale odrzuca zachętami do płacenia Aplikacja Zdrowie Huawei dostępna jest w sklepie Apple'a, Samsunga i Huaweia, ale już posiadacze urządzeń innych producentów muszą pobrać plik instalacyjny za pomocą przeglądarki. Ten ostatni aspekt sprawia, że po instalacji musimy zaznaczyć ogromną liczbę zgód zarówno w aplikacji, jak i w ustawienia telefonu, by D3 mógł działać w pełni. Natomiast nie ma tutaj ani konieczności pobierania kilku aplikacji jak w Samsungach, ani też jakichś blokad na innych producentów sprzętu – czy to iPhone, czy Pixel, Huawei nie wybrzydza i działa równie dobrze. [gallery][img]264830[/img][img]264831[/img][img]264829[/img][/gallery] Zdrowie Huawei to bardzo szczegółowa aplikacja, zbierająca wszystkie najważniejsze informacje w jednym miejscu, ale też atakująca nas na każdym kroku mikropłatnościami. Szukasz fajnej tarczy zegarka? Zanim zorientujesz się, że przesuwając pasek kategorii, gdzieś na końcu znajdziesz "Free" możesz dojść do wniosku, że bez wykupienia abonamentu VIP za 20 zł miesięcznie niczego nie spersonalizujesz. [gallery][img]264825[/img][img]264826[/img][img]264823[/img][img]264824[/img][/gallery] Z kolei Health+ za dodatkowe 35 zł odblokowuje kursy sportowe premium, muzykę do snu, plany sportowe, ćwiczenia oddechowe i analizę diety. Ceny obu pakietów da się obniżyć rozmaitymi promocjami, ale jeśli chcesz faktycznie w pełni korzystać z zegarka, licz się z 40–50 zł dodatkowych miesięcznych opłat. Co natomiast warte jest odnotowania, w całym tym straganie ofert (też zakupu innych sprzętów i ofert zewnętrznych partnerów), same pomiary zdrowotne i dostęp do ich wyników nie wymagają dodatkowych opłat. [gallery][img]264832[/img][img]264845[/img][img]264846[/img][img]264843[/img][img]264838[/img][img]264844[/img][img]264840[/img][img]264841[/img][img]264837[/img][img]264839[/img][img]264835[/img][img]264834[/img][img]264833[/img][img]264836[/img][img]264842[/img][/gallery] Na liście funkcji aplikacji nie znajdziemy prostych integracji z popularnymi platformami płatności mobilnych, takimi jak Apple Pay czy Google Pay. Jest natomiast portmonetka Curve, która w zbliżony sposób umożliwia płacenie zegarkiem. Sam po kilku próbach w ciągu ostatnich lat nie bardzo mam do niej przekonanie, ale kto wie, może coś tam się u nich naprawiło w międzyczasie. [gallery][img]264794[/img][img]264800[/img][img]264801[/img][img]264821[/img][img]264817[/img][img]264815[/img][img]264820[/img][img]264799[/img][img]264804[/img][img]264814[/img][img]264819[/img][img]264796[/img][img]264802[/img][img]264812[/img][img]264795[/img][img]264810[/img][img]264805[/img][img]264816[/img][img]264798[/img][img]264797[/img][img]264822[/img][img]264807[/img][img]264803[/img][img]264818[/img][img]264813[/img][img]264809[/img][img]264806[/img][img]264808[/img][img]264793[/img][img]264811[/img][/gallery] A do sportu to się nadaje? No pewnie, że tak D3 nie ma czego się wstydzić na polu aktywności fizycznej. Oferuje ponad 100 różnych trybów sportowych, współpracując z precyzyjnym systemem lokalizacji opartym na podwójnym paśmie satelitarnym (GNSS). Nawet mocno zapracowani użytkownicy znajdą tu coś dla siebie za sprawą wbudowanych tzw. "minitreningów" - kilkuminutowych zestawów ćwiczeń rozciągających i pobudzających ułożonych specjalnie pod szybkie przerwy w biurze. No a do tej nawet minimalnej aktywności zachęca nas wesoła panda. Rozbudowane algorytmy podczas biegu śledzą nie tylko tętno, ale również kadencję i asymetrię, by poprawiać formę fizyczną. Należy jednak mieć na uwadze, że ze względu na mankiet z poduszką powietrzną, smartwatch nie jest dedykowany do błotnych, ekstremalnych sportów kontaktowych i triathlonu. Wszystko za sprawą ograniczonej wodoszczelności, bo choć jest tu standard IP68, to nie uwzględnia on oporu dynamicznego. Z uwagi na konieczność zabezpieczenia kompresora nie można z nim pływać, nurkować ani nawet używać go pod prysznicem. Ten ostatni aspekt najbardziej mnie martwi, bo co jakiś czas łapię się na tym, że pod prysznic poszedłem z roztargnienia z zegarkiem o skórzanym pasku i tutaj też trzeba mieć tę kwestię z tyłu głowy. Pot czy mżawkę D3 przetrwa jednak bez trudu, a na wypadek epizodycznych zamoczeń nie zabrakło funkcji osuszania w menu zegarka. Czas pracy – jest dobrze, ale bez rekordów Da się rzecz jasna w Huawei Watch D3 wyłączyć absolutnie wszystko i szukać ładowarki co 2 tygodnie, ale przecież nie po to kupujemy zegarek medyczno–sportowy, by z niego nie korzystać. W trybie takiego bardziej sensownego, wszechstronnego użytkowania – zawierającego ciągłe monitorowanie pulsu, włączoną ocenę snu, regularne powiadomienia, do sześciu pomiarów ciśnienia mankietem dziennie i testy EKG – zegarek pracuje na jednym ładowaniu bez problemu do 6 dni. To ponadprzeciętny wynik, kilkukrotnie wyższy niż w przypadku zegarków Apple czy Samsung. Dopiero włączenie całodobowego holtera z pomiarami co 15 minut potrafi mocniej nadwerężyć baterię o pojemności 540 mAh. W tym trybie ładowarka przyda się już po 24 godzinach pomiarów i warto nadładować zegarek, zanim włączymy tryb ABPM. Samo ładowanie zegarka od zera do pełna zajmuje 75 minut. Podsumowanie Testy poprzednich generacji Huawei Watch D trafiały w naszej redakcji do innych osób i mam wrażenie, że wiele mnie ominęło. Przede wszystkim wizyta u lekarza, by ustabilizować moje ciśnienie. Redakcyjny kolega Arek, który tworzył inny artykuł na temat D3, doszedł do analogicznych wniosków i też umówił się na wizytę. Kto wie, być może tym razem technologia faktycznie uratowała nam życie, a nie tylko sprawiła radość? Co warto podkreślić, pomimo złożonej konstrukcji paska na nadgarstek, już po chwili zakładanie i ściąganie zegarka staje się banalnie proste, a sam mankiet nie zwiększa wizualnie objętości zaczepu - jest wręcz niewidzialny dla niewprawionego oka. Prostokątna koperta może nieco przypominać zegarki Apple, ale metalowe wykończenie nadaje jej solidności i zmniejsza ryzyko, że jakieś nieostrożne puknięcie o krawędź narazi nas na koszty. Tak naprawdę jedynym istotnym użytkowo kompromisem w stosunku do tych bardziej zabawkowych smartwatchy jest ograniczona odporność na wodę. Nic to jednak, jeśli na koniec dnia serce mamy jak dzwon. Wszystko dzięki lepszej świadomości ograniczeń swojego ciała i pakietowi danych, z którym warto pójść do lekarza. Na koniec zostaje właściwie tylko pytanie... biały, beżowy czy czarny? I chyba dla mnie ten ostatni, bo gdy odeślę testowy egzemplarz, rozsądek każe kupić własny. Daję 10/10. To najpiękniej zrealizowany i ekstremalnie dyskretny produkt medyczny, który zawsze warto mieć przy sobie. [SALE-7012] [SALE-7013] [SALE-7014]

0
LECH OKOń
1.

Popularne porównania