Testy sprzętu
13:56
Internet z kosmosu. Mój rok ze Starlinkiem (test)
W kwietniu 2025 r. podjąłem decyzję o zmianie dostawcy usług internetowych. Do tej pory korzystałem ze światłowodu sieci INEA o symetrycznej prędkości 1 Gb/s i infrastrukturze sieciowej opartej o sprzęt firm Mikrotik i Ubiquiti. Zmiana miejsca pobytu na środek niczego (czyli lasu), sprawiła, że zacząłem myśleć o czymś mobilnym.
Od 0202122, przez SDI, aż po kosmos
Wcześniej oczywiście korzystałem z Internetu wszelkiej maści począwszy od słynnego nr 0202122, przez SDI, Neostradę oraz mobilnego (od GPRS, EDGE, 3G, HSDPA, a skończywszy na LTE), ale tym razem nie miałem takiej prostej możliwości. Okazało się, że środek lasu jest doskonałym miejscem na tłumienie różnego rodzaju łączności radiowej, pomimo postawionego w odległości około 500 metrów masztu telefonii komórkowej.
Zacząłem zatem myśleć o Internecie z gwiazd. Za 1499 zł kupiłem zestaw Starlink Standard i początkowo w ramach testów rozkładałem go na trawie przed domem. Potem przyszedł czas na pełnoprawną instalację — maszt, dziury w ścianach i przeciągnięcie skrętki tam gdzie trzeba. Dodatkowo wyposażyłem sieć w 2 routery Starlink Mini tworząc prostą sieć Mesh. Warto dodać, że rozwiązanie to nie jest kompatybilne z tego typu urządzeniami innych firm i ja osobiście nie jestem zwolennikiem „wzmacniaczy sygnału”. Do sieci podłączone jest aktualnie kilkadziesiąt urządzeń, a sam główny router z anteną dish dodatkowo zasilany jest z sieci przez UPS.
Instalacja Starlinka nie jest kłopotliwa
Samo pozycjonowanie anteny jest niezwykle łatwe. Należy przy tym pamiętać, by niebo wokół anteny nie było zasłonięte — u mnie się to do końca nie udało, bo z jednej strony domu mam wysoki świerk. Kilkusekundowe przerwy w łączności musiałem zatem wliczyć w tzw. „koszty”. Przerwy nie wpływają zbytnio na oglądane materiały wideo, normalną pracę w Internecie, czy wideokonferencje prowadzone za pomocą ZOOM. Nie zauważyłem również większych przerw w działaniu gier on-line.
Ustawienie anteny odbywa się za pomocą telefonu i aplikacji Starlink. Wystarczy kilka minut zabawy, w trakcie której jesteśmy wizualnie informowani, w którym kierunku i o ile stopni należy przekręcić antenę. Zakładamy konto, podłączamy kartę, z której będzie pobierana płatność i już po kilkunastu minutach jesteśmy online.
Możliwości routera nie są wielkie, to taki bardziej poziom konsumencki
Jakie możliwości ma sam router? Z punktu widzenia użytkownika (dla którego zaawansowane konfiguracje takie jak chociażby wspomniany wcześniej Mikrotik nie są niczym nowym) router Starlink ma niewielkie możliwości. Z jednej strony to mocny sprzęt, który potrafi obsłużyć ponad 200 urządzeń, a z drugiej prosty, bo można ustawić raptem kilka sieci WiFi (bez możliwości zmiany kanałów i szyfrowania) lub rozdzielić je z uwzględnieniem częstotliwości 2,4 i 5 GHz, zmienić DNS z dedykowanych CloudFlare na dowolne inne i tyle. Ktoś może jeszcze powiedzieć, że można zrobić filtrowanie treści, ale tak naprawdę polega to na wykorzystaniu dedykowanych DNS CloudFlare.
Kilka słów o Router Mini. Można go połączyć z routerem głównym za pomocą skrętki lub przez WiFi. Tworzą wtedy tzw. kratę (Mesh), czyli komunikują się pomiędzy sobą. Jak to działa? Bardzo dobrze, niezauważalnie dla usług. Same urządzenia (tj. główne i dodatkowe) pokazują link o przepustowości co najmniej kilkuset Mb/s, co wystarczy praktycznie do wszystkiego. Gdy zbliżyłem urządzenie do routera głównego, link pomiędzy urządzeniami pokazał prędkość 1 Gb/s.
Krótko o specyfice używanej przeze mnie sieci i moich potrzebach
Składa się ona z kilkunastu urządzeń związanych z utrzymaniem domu (liczniki energii, gniazdka, klimatyzatory, podgrzewanie wody, pomiary temperatury i wilgotności, kamery etc.) oraz urządzeń typu komputery, telefony, tablety, audio, TV etc. Używam zatem minimalnie około 30 sprzętów wpiętych na stałe do sieci.
Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że część użytkowników nie będzie aż tak bardzo obciążać routera ruchem, więc urządzenie jest co najmniej wystarczające do domu (lub nie — ale o tym później, bo to się zmieniło). Z drugiej strony, jeżeli ktoś będzie potrzebował bardziej intensywnie korzystać z sieci, można routing wyłączyć i zastosować zewnętrzny własny router oraz podłączyć do tego access pointy, które nadają się do większych obciążeń sieci (np. używany przeze mnie wcześniej Mikrotik i Ubiquiti).
Realne transfery i zużycie energii — porozmawiajmy o konkretach
Sprzęt zacząłem intensywnie użytkować około lipca 2025 r. Od tego czasu odebrałem i przesłałem co najmniej 7 TB danych. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, niemniej niezauważalnie dla mnie — na tyle szybkie jest to łącze. Czy w tym czasie działy się ze Starlink dziwne rzeczy? Dish wystawiony na zewnątrz przeżył i wysokie i niskie temperatury, ciężki wiatr, ulewny deszcz.
Niejednokrotnie, gdy odmrażał powierzchnię ze śniegu, zwisały z niego dość pokaźne sople. W tym czasie sieć działała. Zdarzyła się też jedna kilkugodzinna nocna awaria, dla mnie praktycznie niezauważalna.
Zużycie energii wygląda dość ciekawie. Gdy zacząłem je mierzyć w sierpniu 2025 r. miesięcznie kształtowało się na poziomie 42 kWh i do listopada oscylowało w tych granicach. W grudniu wzrosło do prawie 72 kWh, po czym teraz spadło w okolice 34 kWh. Jednocześnie początkowy ping z 26-46 ms, przez średnio 20 ms, spadł nawet do 15-16 ms.
Co to oznacza? Konstelacja Starlink została przeniesiona niżej. Jest zatem lepiej. W grach on-line nie ma praktycznie opóźnień, chociaż jest to subiektywne jak zwykle doznanie. Pamiętam czasy, gdy ping na poziomie i 100 ms nie przeszkadzał grać w WoW w trakcie rajdu — jeśli ktoś potrafił to ogarnąć sensownie.
Było miło, ale się skończyło — Starlink coś kombinuje
Aktualizacja na marzec 2026. Starlink zaczął coś psuć i to bardzo intensywnie. Co prawda rozmowa z pomocą techniczną niby wykazała, że nie (AI przeprosiło mnie za to, że traktowało mnie jako laika — bo w którymś momencie zaczęło mnie nawet obrażać), ale wiem, jakie są odczucia organoleptyczne.
Ping i zużycie energii zmieniło się na pewno na korzyść — to duży plus na korzyść środowiska (haha). Zużycie energii spadło co najmniej o połowę (z poziomu około 2kW do poniżej 1kW dziennie). Ale… coś złego się zaczęło dziać z WiFi. Bardzo złego. Do niedawna, chodząc w odległości co najmniej 10 metrów od domu (przeszkody — ściany, mur, żelazo, instalacje etc.), nie miałem problemu z zasięgiem. Teraz jest inaczej.
Gdyby nie dokupione routery mesh, miałbym problem z niektórymi urządzeniami. Sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że nie mogę korzystać z netu (bo nie widzi WiFi) w odległości 4 metrów od routera — co prawda przez 2 ściany, ale rok temu to nie stanowiło żadnego problemu (może tak być, że za chwilę mi to sprzedadzą za dodatkową opłatą). Wszystko po to, żeby było mi lepiej.
Nowe abonamenty to skok na kasę
Teraz inna kwestia. Do tej pory nie było problemu z abonamentem. Ale wiadomo, każdy coś kombinuje na swoją korzyść. Bo Starlink od początku nie ograniczał przepustowości. Do teraz. Wprowadził nowe plany, które wzbudzają pewne wątpliwości, a jednocześnie pokazują zalety marketingu amerykańskiego. Mam abonament Starlink w domu Lite, za który od jakiegoś czasu płacę 149 zł. Uczciwa cena. Sprzęt hula, łącze jest praktycznie niezauważalne z punktu użytkownika — nic się nie dzieje, nie czuć, że jest przeciążone. Ale za kilka chwilę będę miał zonk.
Starlink zrobił coś, co jest mistrzostwem marketingowym — czyli jak zwykle kłamstwem po to, by zarobić. Wprowadził zmianę - 129 zł możesz płacić, ale za łącze, które Ci maksymalnie pozwoli na 100 Mb/s odbieranych danych. Dowiadujesz się od nich, że oni mają wiedzę, co przesyłasz i że prawie Ci to wystarcza. Co jest plusem dla twórców (przez duże TFU jak się to zwykle okazuje), przesyłanie do sieci jest bez limitu prędkości, o czym nie zapomniano w liście do użytkownika nadmienić (ale ogranicza to technologia i to dość znacznie). Więc ciekawy szach-mat. I ogólnie 129 zł zaczyna wymiatać, bo oferty innych operatorów są przegięciem. Ten poziom to niezły próg wejścia, jeśli chcemy nie mieć wiążących umów, bo w każdej chwili można zawiesić korzystanie z usługi.
Kolejny próg wprowadzony przez Starlinka to 179 zł za prędkość do 200 Mb/s. Wystarczająca, ale… ten limit nie ma żadnych dodatkowych preferencji dla użyszkodnika, a co za tym idzie jest pomijalny. 200 Mb/s jest niby fajne, ale niefajne do końca, bo nie wiadomo jak to przełożyć na koszty. Zatem zostajemy przy 129 zł za pierwszy próg, ale….
Wchodzi 249 zł za ponad 400 Mb/s. I to jest dla mnie koń trojański z punktu widzenia chciwego amerykańskiego marketingu. Niemało, nawet w dzisiejszych czasach. Ale z drugiej strony operatorzy szukają wszelkich możliwości prawnych, by podnieść kwotę finalną za dostęp do sieci (łącznie z chamskimi zagrywkami i uzasadnieniem z d… za jej podniesienie). Siedzę w branży od 40 lat i to, co widzę (z punktu widzenia budowy sieci, np. światłowodowej), to się nie mieści w głowie menadżerów (choć pewnie niektórzy z nich nie są świadomi posiadania głowy). Często siedzą tylko na stołkach i nie mają nigdy okazji (a może nawet nie chcą lub nic ich to nie obchodzi) przejść się po tzw. terenie.
Wracając do Starlinka
Oki, opłata duża, ale… za te pieniądze niedawno był abonament „W domu” i kosztował … 219 zł. Oki. Koszty, paliwo etc., rozumiem. Teraz w abonamencie dostajemy dodatkowo mini router (za 2 sztuki w ciągu roku zapłaciłem 2 razy po 210 zł) i jeszcze możliwość korzystania z łącza w drodze. Za cenę 23 zł miesięcznie możemy mieć zestaw Starlink Mini (wypożyczony). Ciekawe? Ale dalej. Miesięcznie za plany w drodze zapłacimy wtedy 50% mniej. I ta oferta miesza mi w głowie. Bo na razie będę sobie dłubał na 100 Mb/s (129 zł), ale jak przyjdzie co do czego, to wskoczę na 249 zł, czyli de facto na 272 (z zestawem Starlink Mini). Ciekawa zagrywka? :-) Bardzo ciekawa opcja i wycena operatora. Pojadę sobie gdziekolwiek i będę miał swój Internet w środku niczego.
Jeszcze jedna ciekawostka. Mini Router, pomimo, że był powszechnie dostępny zniknął ze sklepu. Przynajmniej nie widzę go w swojej ofercie (W Domu Lite). Być może zobaczę go w Max. Szczerze — na razie — do prawie końca kwietnia — mam nieograniczone niczym przesyłanie danych. Jeśli będą dla mnie uciążliwe prędkości przesyłania danych, to zapewne skorzystam z Max i zobaczę, co wtedy się z tego wykluje. Chociaż płacenie 249 + coś tam za utrzymanie Mini, chyba mi się nie bardzo kalkuluje. Ale z drugiej strony SpaceX powinno dopracować działanie sieci mesh — bo w ostatnim czasie to średnio działa. Podobnie jak z WiFi. Resetowanie urządzeń doprowadza mnie do szału.
I druga ciekawostka - na dniach dosłownie. Sąsiad podpatrując ode mnie, również zakupił zestaw Starlink Standard. Autoryzacja zestawu z uwagi do dostarczenie dowodu tożsamości itp. nie trwa kilkanaście minut, ale w jego przypadku prawie 2 dni. Fajnie, że kupił ten zestaw za gotówkę, bo może zamrozić usługi, kiedy chce. Ale, jego zestaw wpycha się w mój z uporem maniaka — chce się dodać jako dodatkowy węzeł sieci mesh (na szczęście pojawiła się opcja, w której można to zablokować).
Przejdźmy do podsumowania, bo można by o tym łączu pisać w nieskończoność
Starlink działa. I to lepiej niż większość ofert naszych lokalnych operatorów, którzy zaspali 10 lat (lub więcej). Gdy kiedyś pisałem teksty o łączności z kosmosu (ponad 20 lat temu), była to pieśń przyszłości. Ba, nawet wtedy posiadanie smartfonu było tylko marzeniem — co prawda nieśmiałe próby z Symbianem robiła Nokia i też trochę Ericsson, ale w zasadzie nic z tego nie wyszło, bo zakończyli rozwój dość szybko. Dopiero iPhone namieszał tak naprawdę w branży. Dopóki też sam nie stałem się użytkownikiem Starlinka, nie zdawałem sobie sprawy, że działa tak rewelacyjnie. Jeśli mam coś przeciwko to… hmmm, nie mam nic naprzeciwko :-) Przy okazji obniżenia konstelacji, musiałem trochę przestawić dish, bo co chwilę mi zgłaszało, że jest z tym coś nie tak.
Jeśli ktoś ma wątpliwości, to zestaw Standard robi naprawdę całą robotę. Nie trzeba nic zmieniać, dodawać etc. jeśli ktoś ma dom o niewielkiej powierzchni. Jeśli natomiast jest taka potrzeba, to polecam przy okazji kupić ze 2 urządzenia Router Mini, które uzupełnią zasięg (zdecydowanie polecam podłączyć je wtedy po kablu). Lub jeszcze lepiej — ustawić urządzenie w tryb bridge i pociągnąć własną infrastrukturę opartą o coś mocniejszego, np. Mikrotik lub Ubiquiti. Tę ostatnią opcję rozważam u siebie, gdy przybędzie mi więcej urządzeń i tym samym wzrośnie ruch w sieci wewnętrznej.
Może końcówka tego tekstu jest bardzo optymistyczna. Mimo wszystko Starlink nadal wydaje się dość drogi. Niemniej pisząc ten tekst w chmurze na Macu, wszystko działa świetnie, biorę udział w wideokonferencji jednocześnie, mam otwartych kilkanaście zakładek, a samo łącze praktycznie nic nie robi. Aktualnie liczba użytkowników systemu przekracza 9 mln i można powiedzieć, że rośnie lawinowo. Starlink do 20 marca wystrzelił ponad 11,5 tys. satelitów, z czego oczywiście jakaś część już „umarła”, ale liczba ta stale rośnie, przez co Internet satelitarny działa coraz lepiej.
Polecam Starlinka nie tylko jako telekomunikacyjną ciekawostkę, ale też jako praktyczne rozwiązanie, które, znając życie, niedługo namiesza bardzo na rynku.
JAKUB KRAM