Testy sprzętu
26 LIP 2026
TerraMaster F2-425 to mój pierwszy NAS. Teraz już wiem (test)
Chcesz mieć porządne miejsce na dane, backup urządzeń, czy własną bibliotekę multimediów? Nigdy do tej pory tego nie używałeś, ale zawsze prywatna chmura chodziła Ci po głowie? I przede wszystkim nie chcesz wydawać wielu tysięcy na takie rozwiązanie? TerraMaster F2-425 być może jest odpowiedzią na Twoje oczekiwania.
Domowy serwer plików chodził za mną od zawsze
Kiedyś musi być ten pierwszy raz, więc sam mam tego typu urządzenie w ręce. Do tej pory dane magazynowałem na dyskach wcześniej zamontowanych bezpośrednio w komputerze, a w ostatnim roku podłączonych przez USB-C (Apple zweryfikował moje przyzwyczajenia). Część niepotrzebnych danych usunąłem, niestety też część z nich straciłem w wyniku różnych okoliczności przyrody – głównie z powodu własnej głupoty.
Teraz przyszedł czas, na urządzenie żyjące w sieci i archiwizujące moje dane. Dzięki uprzejmości firmy TerraMaster sięgnąłem po jedno z ich najprostszych rozwiązań, ale jak się okazuje nie takich wcale słabych. Zobaczmy z grubsza, jak sprawuje TerraMaster F2-425.
[SALE-6364]
[SALE-6365]
[SALE-6366]
Pierwsze boje, czyli rozgryzanie z czym to się je
Początki nie były zbyt pozytywne. Walczyłem z ustrojstwem ładnych parę godzin, bo po pierwszej, zupełnie świadomej konfiguracji, urządzenie powiedziało gromkie "nie" i nie można było nic sprawdzić w przeglądarce.
Wersja mobilna i apka na Maca bez problemu logowały się do NAS-a, ale mają ograniczoną funkcjonalność. NAS pracował jałowo przez noc i kolejny dzień, po czym po około 24 godzinach próbowałem zalogować się do niego przez przeglądarkę i nagle ożył. Być może to ja gdzieś popełniłem błąd lub byłem czegoś nieświadomy. W końcu to pierwsze podejście do sprzętu tej kategorii.
Po ponad tygodniu mniejszej czy większej zabawy, skusiła mnie aktualizacja do TOS 7, a więc do najnowszej wersji systemu operacyjnego dla urządzeń tego producenta. Postanowiłem zrobić aktualizację automatyczną. No i po jej wykonaniu i zalogowaniu się otrzymałem komunikat, że muszę w biosie ustawić funkcję bootowania tylko z TOS.
Niestety to nie zadziałało, bo opcja ta była domyślnie włączona. Zacząłem sprawdzać w sieci, co może być nie tak. Poległem, za każdym razem serwer zgłaszał taki sam błąd i nie można było nic z tym robić. Zostawiłem go w spokoju na ponad tydzień, bo inne obowiązki wzywały. Poza tym stwierdziłem, że dobrze jak przewietrzy mi się głowa.
Usiadłem do urządzenia po ponad tygodniu. Posprawdzałem wszystko jeszcze raz, spróbowałem startu bez dysków i w końcu postanowiłem wgrać czystą instalację do urządzenia. Przygotowałem sobie instalkę na pendrive. Zanim to jednak zrobiłem, skusiło mnie, żeby sprawdzić jeszcze jedną możliwość – przywrócić BIOS do ustawień domyślnych. I co? Udało się.
Szczerze mówiąc, wszystkie operacje wykonywałem na Macu i nie wiem, czy czasami to nie sprawiło, że miałem jakieś problemy. W przypadku tej platformy zauważyłem dziwne zachowania np. nagle Finder przestawał kopiować dane, robił to z niewielką prędkością lub przerywał kopiowanie, zamykając okno (naczelnik skwitował, że Apple tak już ma i dlatego z niego uciekł).
Z kolei przez Safari (która de facto najlepiej współpracowała z NAS-em), transfery były dość szybkie (50-60MB/s) i wszystko ładnie śmigało, ale potrafiła też się zamknąć z byle powodu i – co gorsza – znienacka. To jednak tylko drobne niuanse, które nie zmieniły mojego ogólnego pozytywnego wrażenia.
Konfiguracja jest przyjemna, ale wymaga elementarnej wiedzy IT
NAS to inaczej sieciowa pamięć masowa, nazywana też prywatną chmurą z racji coraz lepszego naśladowania komercyjnych rozwiązań. I obecnie nie jest to tylko kawałek przestrzeni do przechowywania plików, ale szereg mniej czy bardziej potrzebnych usług. A że rynek tworzą nie tylko instytucje, ale też osoby prywatne i szereg mnożących się twórców, to takie serwery zyskują na znaczeniu.
Problemem jednak jest ogromny wzrost marży producentów pamięci i cen nośników półprzewodnikowych. Tłumaczy się to wzrostem zapotrzebowania w centrach AI, ale prawda jest taka, że trzej producenci pamięci mogą mieć z tego większe zyski niż ze sprzedaży klientom indywidualnym.
Biorąc to pod uwagę taki NAS może mieć teraz sens, jeśli włożymy do niego nośniki mechaniczne – czyli tzw. talerze. Do testowanego egzemplarza wrzuciłem dwa dyski po 1 TB firmy WD z pamięcią podręczną 64 MB i wydajnością na poziomie 100 MB/s, choć interfejs jest w stanie przepuścić aż 6 Gb/s.
Co to oznacza? Nie są to potwory prędkości, ale pozwalają na cichą, stabilną pracę 7 dni w tygodniu bez przerwy. Dyski te, co najważniejsze, są dedykowane serwerom NAS i mogą ze sobą współpracować. Ich dodatkową zaletą jest wydłużony czas bezawaryjnej pracy. No i praktycznie są bezgłośne.
Sam TerraMaster F2-425 to produkt wyposażony w 2 kieszenie. Ma 3 złącza USB, Ethernet 2,5 Gb/s, HDMI i zasilanie. Oparty o płytę główną miniPC z czterordzeniowym procesorem Intel N95 i 4 GB pamięci RAM DDR4 (2933 MHz) ma wystarczające zasoby, by udźwignąć system operacyjny. Urządzenie zużywa około 20 W energii. Po uruchomieniu TOS 7 zajmuje około 22% pamięci RAM. Dzieje się tak dlatego, że jest oparty o jądro Linuxa. Sama partycja systemowa zajmuje niecałe 8 GB pojemności dysku, a system zajmuje na niej około 3 GB miejsca. Warto jednak pamiętać o tym, że jeśli zaczniemy bawić się kontenerami i hostować w lokalnej sieci to różne aplikacje mogą szybko wyczerpać zasoby pamięci RAM. I wtedy można ją rozbudować o dodatkowe 4 GB.
Konfiguracja mojej sieci to aktualnie router główny, 3 AP i switch spięte skrętką o przepustowości symetrycznej 1 Gb/s. Zatem samego interfejsu 2,5 Gb/s w NAS nie udało mi się wykorzystać, ale tak uzyskiwałem wystarczające dla mnie prędkości na poziomie 50-60 MB/s. Szczytowo z uwagi na buforowanie danych w pamięci udało mi się uzyskać ponad 100 MB/s. Pamiętać też należy, że dyski wpiąłem jako pojedyncze jednostki, a nie jako macierz RAID. Było to celowe działanie – chodziło mi o pojemność całości, a nie wydajność (ta mogłaby w przypadku RAID wzrosnąć dwukrotnie).
Sam serwer nie musi pracować u mnie 24 godziny na dobę, zainstalowałem sobie aplikację, za pomocą której budzę go przez sieć w razie potrzeby. Ogólnie mam do niego dostęp z telefonu, 3 komputerów i 2 tabletów. Wszystko fajnie śmiga.
Zabawy z dyskami
Co ciekawe, jeżeli komuś zależy na szybszym przesłaniu danych z zewnętrznego nośnika (lub odwrotnie), może to zrobić za pomocą złącz USB (o ile oczywiście w zatokach znajdują się nośniki oparte o półprzewodniki). Test przenoszenia w ten sposób około 10 tys. zdjęć pozwolił uzyskać prędkości na poziomie 10-15 MB/s, ale wynika to z dużej ilości małych plików. Większe prędkości zawsze uzyskuje się na dużych plikach. Zaletą przeglądarkowego systemu jest to, że dysk podłączony po USB może sobie pracować kopiując zawartość na dysk NAS. My możemy w tym czasie zamknąć komputer i pójść z nim gdzieś indziej.
Zauważyłem jeszcze trochę uciążliwą ciekawostkę. Z niewiadomego powodu znikają okna z informacją o przesyłaniu plików. Myśląc, że proces się zakończył, ponowiłem go w sumie 3-krotnie. Po zresetowaniu okna przeglądarki i wejściu na NAS okazało się, że realizowane są wszystkie transfery. Być może to jakiś mały bug TOS7, który jest platformą świeżo po swojej premierze (już teraz lepszą niż TOS6). W drugim testowanym równolegle serwerze producenta nie udało się powtórzyć takiego błędu.
Wygląd nowej platformy i pomiary trasferów zobaczyć możecie w galerii:
[gallery][img]258819[/img][img]258824[/img][img]258815[/img][img]258822[/img][img]258820[/img][img]258823[/img][img]258816[/img][img]258818[/img][img]258826[/img][img]258828[/img][img]258817[/img][img]258821[/img][img]258829[/img][img]258830[/img][img]258831[/img][img]258827[/img][img]258825[/img][/gallery]
Ogólnie podczas testu przerzuciłem około 900 GB danych na jeden z dysków i owszem trwało to kilka godzin. Nie przeszkodziło mi to jednak w żadnej innej pracy, a mi nie zależało aż tak bardzo na prędkości. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zbudowanie domowej sieci o przepustowości 10 Gb/s zwiększyłoby wydajność urządzenia, szczególnie wyposażonego docelowo w dyski półprzewodnikowe 2,5 cala, a nie talerzowe. W tym ostatnim scenariuszu kilkaset megabajtów na sekundę nie stanowi najmniejszego problemu, co pokazaliśmy w naszym teście modelu F4–424 Max.
Dla kogo TerraMaster F2-425 będzie strzałem w dziesiątkę?
Na pewno nie dla tych, którzy przerzucają ogromne ilości projektów wideo itd. Dla nich są sprzęty z wyższej półki, szczególnie te wspierające ultrawydajne dyski NVMe. My tymczasem rozmawiamy o serwerze z segmentu dla początkujących, ale już z dobrym zapleczem sieciowym i szybkimi portami USB do dodawania kolejnych dysków do domowej chmury.
TerraMaster F2-425 doskonale sprawdzi się u osób, które chcą zarchiwizować dane, mają na to czas i nie potrzebują nie wiadomo jakiego transferu. Słowem, dla tych, dla którzy szukają przede wszystkim bezpieczeństwa i pewności, że nasze prywatne dane zostaną w domu.
Urządzenie w domowych realiach spisuje się po prostu świetnie. Przerzucona baza filmów odtwarza się przez sieć w VLC bez żadnego problemu. Tak samo jest z dziesiątkami tysięcy utworów muzycznych czy zdjęć. Aplikacja mobilna daje nam bezpieczny dostęp do tych zasobów, bez konieczności eksponowania w sieci naszego komputera.
Dodatkowo korzystanie z kontenerów pozwala zainstalować takie aplikacje jak AdGuard, który zabezpieczy domową sieć przed np. reklamami na stronach. A Home Assistant Pozwoli zarządzać urządzeniami w domu. Wszystko pięknie śmiga, zaś moje najszybsze i największe „dyski”, mogę przeznaczyć na inne, bardziej wymagające projekty.
[SALE-6364]
[SALE-6365]
[SALE-6366]
JAKUB KRAM