Kup ten telefon – kasę dostaniesz z powrotem
Telepolis.pl
Sponsorowane 14:30

Kup ten telefon – kasę dostaniesz z powrotem

Szukasz nowego telefonu? Wybierz model z serii OPPO Reno15 i skorzystaj ze specjalnego cashbacku. Wybór nowego smartfona to nie jest lekki kawałek bułki z chlebem. Raz, trzeba wybrać model, który będzie spełniał wszystkie nasze oczekiwania. Dwa, kiedy już go znajdziemy, widok kwoty, którą musimy za niego zapłacić, potrafić być nieprzyjemny. Tu jednak z rozwiązaniem przychodzi Media Expert wraz ze swoją nową ofertą. Jeśli do 15 lutego 2026 zdecydujemy się na zakup smartfona z rodziny OPPO Reno15, to dostajemy dwie rzeczy: telefon, który poradzi sobie w każdej sytuacji, oraz zwrot kasy, którą za niego wydamy. Oczywiście nie całej kasy, ale uwierzcie – to nadal bardzo kusząca propozycja. Cashback na smartfony OPPO – o co chodzi i jak skorzystać? Zasady akcji są proste. Jeśli w terminie od 15 stycznia do 15 lutego 2026 kupimy w Media Expert OPPO Reno15 5G albo OPPO Reno15 Pro 5G, to możemy zyskać nawet 500 zł rabatu w formie BLIK-a. Wystarczy, że po zakupie aktywujemy telefon na terenie Polski i zgłosimy się do udziału w akcji na stronie producenta. W tym celu najpierw zakładamy konto TUTAJ, a następnie rejestrujemy produkt TUTAJ. No i to cała filozofia. Jeśli nasze zgłoszenie zostanie pozytywnie zweryfikowane, w terminie 30 dni roboczych otrzymamy kody niezbędne do odebrania cashbacku na numer telefonu, który podaliśmy podczas rejestracji. Więcej informacji oraz pełny regulamin akcji znajdziecie w linku poniżej. [SALE-3024] OPPO Reno15 – pewniaki w każdej sytuacji Oczywiście cały ten cashback nie miałby większego sensu, gdyby telefony dostępne w promocji nie były warte uwagi. Na całe szczęście urządzenia z rodziny OPPO Reno15 to naprawdę porządny sprzęt, z którego większość użytkowników powinna być zadowolona. To bardzo dobrze wyposażone urządzenia, stojące gdzieś na pograniczu między segmentem średnim i flagowcami. Nadal rozsądnie wycenione, ale oferujące mnóstwo rozwiązań kojarzonych raczej z segmentem premium, a przydatnych na co dzień. OPPO Reno15 Pro 5G – klasa premium w ludzkim wydaniu Gdybym miał wybrać jednego spośród tej dwójki, pewnie padłoby na OPPO Reno15 Pro 5G. Elegancki, świetnie wykonany, a przede wszystkim bardzo zgrabny. Telefon wyposażono w wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,32”. W połączeniu z ultracienkimi ramkami daje to konstrukcję, którą bez trudu można obsługiwać jedną ręką, a do tego spokojnie mieści się w kieszeni spodni. [PHONE:4467] Już nie mówię, że sam ekran prezentuje się absolutnie spektakularnie. Mimo stosunkowo niewielkiej przekątnej dostajemy tu wysoką rozdzielczość rzędu 1216 x 2640. Daje to obraz tak ostry, że aż można się skaleczyć. Do tego mamy doskonałe kolory, obsługę HDR i odświeżanie 120 Hz. O czym warto wspomnieć to to, że panel radzi sobie z rozpoznawaniem dotyku nawet wtedy, kiedy jest mokry albo mamy założone rękawiczki. Odpowiadają za to tryby Splash Touch i Glove Touch. Mamy też imponujący zestaw aparatów, na który składają się m.in. główny moduł o rozdzielczości aż 200 Mpix i peryskopowe tele, które doskonale sprawdzi się przy portretach. Mamy potężny procesor MediaTek Dimensity 8450, który nie się czego wstydzić nawet na tle flagowców. Mamy wreszcie wodoodporną obudowę (IP68/IP69) oraz potężny akumulator o pojemności 6200 mAh, dzięki którym OPPO Reno15 Pro 5G jest nie tylko funkcjonalny, ale także niezawodny. Mówiąc krótko, to telefon, który ma praktycznie wszystko i to w bardzo atrakcyjnym, zgrabnym wydaniu. [SALE-3026] OPPO Reno15 5G – idealny partner w codziennych wyzwaniach Trzeba natomiast podkreślić, że tańszy OPPO Reno15 5G wcale nie wypada gorzej. Mimo niższej ceny ma kilka atutów, których jego „profesjonalny” brat mógłby pozazdrościć. [PHONE:4466] Ot, chociażby większego wyświetlacza o przekątnej 6,59”. Jasne, odbija się to nieco na gabarytach urządzenia, ale w zamian dostajemy większy, bardziej czytelny i przy okazji efektowny obraz. Biorąc pod uwagę, że w dalszym ciągu mamy tu do czynienia z panelem AMOLED o wysokiej rozdzielczości i doskonałych parametrach, „więcej” jak najbardziej oznacza „lepiej”. Większa obudowa to także nieco większy akumulator, który w tym przypadku ma aż 6500 mAh. W połączeniu ze słynącym z bardzo dobrej efektywności energetycznej procesorem Qualcomm Snapdragon 7 Gen 4, dostajemy sprzęt, który wytrzyma tak długo, jak tylko będzie to konieczne i nie zaskoczy nas nagle czarnym ekranem. Co więcej, OPPO Reno15 5G nadal może się pochwalić większością unikalnych funkcji, które wyróżniają całą serię Reno15 z tłumu. Telefon prezentuje się obłędnie za sprawą unikalnego designu inspirowanego zorzą polarną. Jest wodoodporny i to tak całkiem serio, bo na poziomie IP69. Pracuje też pod kontrolą tego samego systemu Android z nakładką ColorOS 16, który można znaleźć w droższych smartfonach producenta. To oznacza, że dostajemy dostęp do zaawansowanych funkcji AI i kilku unikalnych sztuczek, takich jak funkcja Apple Connect, pozwalająca na wygodną współpracę ze sprzętem giganta z Cupertino. [SALE-3025] Nowy smartfon? Z taką ofertą to proste! Mówiąc krótko, wybierając telefon z rodziny OPPO Reno15 na pewno będziecie zadowoleni. Nawet bez dodatkowych benefitów to po prostu dobrze wyposażone smartfony, które poradzą sobie z każdym zadaniem, przed którym je poprawić. Cashback w Media Expert to natomiast wisienka na torcie, dzięki której ich wybór powinien stać się jeszcze prostszy. [SALE-3024] Artykuł sponsorowany na zlecenie Media Expert

2
ARKADIUSZ BAłA
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Rząd nałoży nowy podatek. Chodzi o usługi cyfrowe
Wiadomości 16:44

Rząd nałoży nowy podatek. Chodzi o usługi cyfrowe

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
To najlepsza ładowarka z jaką miałem styczność, a jest 110 zł taniej
Telepolis.pl
Sprzęt 16:23

To najlepsza ładowarka z jaką miałem styczność, a jest 110 zł taniej

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Ten głośnik ma kółka i 440 W mocy. Oto Teufel ROCKSTER 2
Sprzęt 16:02

Ten głośnik ma kółka i 440 W mocy. Oto Teufel ROCKSTER 2

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Chińczycy przejęli iRobot i uratowali twórcę Roomby
Tech 15:41

Chińczycy przejęli iRobot i uratowali twórcę Roomby

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Vectra i Multimedia z nowymi kanałami HD. Szukaj ich od 3 lutego
Telewizja i VoD 15:21

Vectra i Multimedia z nowymi kanałami HD. Szukaj ich od 3 lutego

0
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Google pod lupą UE. Bruksela bierze się za Androida i Gemini
Wiadomości 15:00

Google pod lupą UE. Bruksela bierze się za Androida i Gemini

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Nikt tak nie dba, jak Apple. 12-letni iPhone z aktualizacją
Sprzęt 14:03

Nikt tak nie dba, jak Apple. 12-letni iPhone z aktualizacją

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Pancerny laptop za 1599 zł. Idealny do ciężkiego terenu
Telepolis.pl
Sprzęt 13:40

Pancerny laptop za 1599 zł. Idealny do ciężkiego terenu

0
PAWEł MARETYCZ
1.
Słynna saga rodzinna znów narobi szumu. Podano datę premiery
Telewizja i VoD 13:19

Słynna saga rodzinna znów narobi szumu. Podano datę premiery

0
ANNA KOPEć
1.
Google dał ciała. Aktualizując smartfon tracisz Wi-Fi i Bluetooth
Sprzęt 12:48

Google dał ciała. Aktualizując smartfon tracisz Wi-Fi i Bluetooth

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Mobile Vikings sypie Internetem. Do zgarnięcia terabajty danych ekstra
Wiadomości 12:28

Mobile Vikings sypie Internetem. Do zgarnięcia terabajty danych ekstra

0
MARIAN SZUTIAK
1.
InPost wprowadza wielką zmianę dla kierowców
Aplikacje 12:06

InPost wprowadza wielką zmianę dla kierowców

2
MARIAN SZUTIAK
1.
Tani telewizor nie musi być mierny. Ten jest za 999 zł i ma QLED
Telepolis.pl
Sprzęt 11:47

Tani telewizor nie musi być mierny. Ten jest za 999 zł i ma QLED

1
PAWEł MARETYCZ
1.
Galaxy Z Flip7 w nowej wersji. Olimpijczycy dostaną wyjątkowego Samsunga
Sprzęt 11:26

Galaxy Z Flip7 w nowej wersji. Olimpijczycy dostaną wyjątkowego Samsunga

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Takie połączenie może kosztować tyle, co mieszkanie albo samochód
Bezpieczeństwo 11:06

Takie połączenie może kosztować tyle, co mieszkanie albo samochód

2
ANNA KOPEć
1.
Awaria PKO BP. Części osób nie działa IKO i iPKO
Wiadomości 10:42

Awaria PKO BP. Części osób nie działa IKO i iPKO

6
PAWEł MARETYCZ
1.
WhatsApp czyta nasze wiadomości? Padły poważne oskarżenia
Aplikacje 10:15

WhatsApp czyta nasze wiadomości? Padły poważne oskarżenia

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Kalendarz Google niebawem przejdzie sam siebie. Funkcje są coraz lepsze
Aplikacje 09:22

Kalendarz Google niebawem przejdzie sam siebie. Funkcje są coraz lepsze

0
ANNA KOPEć
1.
Więcej nowości
Android 17 wprowadzi ogrom zmian. Tak wyglądają w praktyce
Oprogramowanie 07:45

Android 17 wprowadzi ogrom zmian. Tak wyglądają w praktyce

Android 17 wprowadzi dużo zmian w systemie mobilnym Google'a. Do sieci wyciekły pierwsze zrzuty ekranów, które pokazują, jak wyglądają one w praktyce. Android 17 szykuje sporo zmian. Część to tylko poprawki kosmetyczne, wprowadzające np. rozmazane tło przy uruchamianiu niektórych elementów interfejsu. Jednak będzie też kilka bardziej istotnych nowości jak funkcja App Lock. Teraz mamy okazję zobaczyć to w praktyce, dzięki zrzutom ekranu udostępnionym przez Radka Błędowskiego, znanego jako @RKBDI. Android 17 - nowości Co się zmieni w Androidzie 17? Najważniejszą nowością jest chyba funkcja App Lock. Pozwala ona zablokować aplikacje. W praktyce oznacza to, że uruchomienie każdej z nich będzie wymagało dodatkowego uwierzytelnienia, np. PIN-em, odciskiem palca lub rozpoznawaniem twarzy. Dodatkowo system ukryje pochodzące z nich powiadomienia. Użytkownik sam wybierze, które aplikacje chce zablokować. [gallery][img]245465[/img][img]245463[/img][img]245464[/img][/gallery] [gallery][img]245467[/img][img]245468[/img][img]245466[/img][/gallery] Z mniejszych zmian na pewno warto wspomnieć też o rozdzieleniu przełączników dla Wi-Fi oraz danych mobilnych. Aktualnie są one ukryte pod jednym przyciskiem i dopiero wejście w bardziej szczegółowe ustawienia dalej nam większą kontrolę. Android 17 ma wrócić do tego, co było kiedyś, czyli osobnych przycisków dla połączeń internetowych. Poza tym Android 17 wprowadzi też odświeżoną funkcję nagrywania ekranu z możliwością rejestrowania też dźwięku urządzenia, dźwięku z mikrofonu oraz pokazywania tapnięć ekranu. Pojawi się też możliwość uruchomienia aplikacji w bańce i nie będzie to ograniczone tylko do komunikatorów.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Adaptacja bestsellera hitem w Polsce. Wszystkie 8 odcinków już dostępne
Telewizja i VoD 08:19

Adaptacja bestsellera hitem w Polsce. Wszystkie 8 odcinków już dostępne

Sky Showtime wczoraj udostępnił na swojej platformie finałowy odcinek serialu kryminalnego "To jej wina" (" All Her Fault"). To poruszająca adaptacja, oparta na słynnej książce Andrei Mary. Teraz możemy obejrzeć na raz cały sezon, składający się z 8. odcinków. "To jej wina" cały sezon dostępny już na Sky Showtime Serial "To jej wina" zadebiutował na platformie Sky Showtime 15 grudnia 2025 roku, kiedy to do serwisu trafiły od razu dwa pierwsze odcinki. Wczoraj, 26 stycznia, miał premierę ósmy, ostatni z serii.  Ten ośmioodcinkowy thriller spotkał się z uznaniem krytyków oraz widzów. Fabuła nie jest jakaś skomplikowana, ale trzeba przyznać, że niezwykle wciągająca - opowiada o zaginięciu 5-letniego chłopca z bogatej dzielnicy Chicago. Zrobilibyśmy wszystko dla naszych dzieci. Wszystko. twierdzi Marisa Irvine (Sarah Snook), zdesperowana matka, główna bohaterka serialu.  I ma rację, dla dobra swojego syna, zaginionego Milo, nie ma poświęcenia, którego by odmówiła, żadnego desperackiego kroku, którego by nie podjęła, jeśli tylko byłoby to konieczne, aby zapewnić mu bezpieczeństwo.  "To jej wina" na szczycie rankingu oglądalności w Polsce Serial cieszy się coraz większą popularnością w Polsce, z dnia na dzień pnąc się w górę na liście najchętniej oglądanych tytułów.  Nie ma się właściwie do dziwić. Widzowie dostali to, co lubią najbardziej - pełną zwrotów akcji, zagadkę. To rzetelnie wciągająca opowieść, uzbrojona w krzepiące spostrzeżenia na temat matczynego poczucia winy i ojcowskiej arogancji. Przez chwilę wydaje się nawet, że to, co naprawdę stało się z Milo, nie ma aż takiego wielkiego znaczenia. Od chwili, gdy Marissa przyjeżdża odebrać go z zabawy i orientuje się, że zniknął, natychmiastowym odruchem wszystkich (policji, społeczności, rodziny) jest zwrócenie uwagi, że to ona nie była wystarczająco uważna. I chyba na tym nieco przewrotnym podejściu do całego tematu, polega cała atrakcyjność serialu "To jej wina".  Obsada to też duży atut produkcji - występuje w niej laureatka Złotego Globu i nagrody Emmy, znana z "Sukcesji" Sarah Snook. Towarzyszą jej: Dakota Fanning, Jake Lacy oraz Michael Pena.  https://www.youtube.com/watch?v=Rn3-eYFGh38

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Masakra na rynku telefonów. Oni już nie wrócą
Publicystyka 25 STY 2026

Masakra na rynku telefonów. Oni już nie wrócą

Początek roku przyniósł doniesienia o opuszczeniu rynku smartfonów przez dobrze znanego producenta. Tym razem z branżą pożegnał się Asus. I może zrobiłoby to na klientach wielkie wrażenie, gdyby nie fakt, że wcześniej rynek pomachał na odchodne szerokiemu gronu firm, które nie wytrzymały ostrej konkurencji. Polski rynek smartfonów od lat jest dość stabilny, gdy mowa o najpopularniejszych markach. Na świecie jest podobne. Stałymi elementami układanki pozostają Apple i Samsung, towarzyszą im gracze z Chin. W różnych konfiguracjach. Zapewne sytuacja nie zmieni się w najbliższym czasie. Rynek ulega (chyba?) stabilizacji. Niektórzy stwierdzą: nareszcie! Bo przez kilkanaście lat było to pole minowe, na którym nie można było czuć się bezpiecznie.  Nokia, czyli cesarz, który zaspał Zestawienie tego typu wypada zacząć od Nokii. Niegdysiejszy dominator na mobilnym rynku, wizytówka dla całego kraju i narodowa duma. Niektóre modele sprzedawany się w liczbie kilkuset milionów sztuk, łączna sprzedaż liczona jest już w miliardach telefonów. Wystarczy przypomnieć, że telefony Nokia 1100 i Nokia 1110 trafiły łącznie do około 500 mln odbiorców. W swoim szczycie firma kontrolowała około 40 proc. rynku mobilnego (w niektórych analizach nawet blisko 50 proc.). Na te wyniki z zazdrością muszą patrzeć nawet decydenci Apple'a i Samsunga. Nokia zaszła tak wysoko, że przestała dostrzegać, co dzieje się u podstaw rynku. A tam zachodziła wielka zmiana, nadciągała nowa era smartfonów, tych z dotykowymi ekranami. W połowie 2007 roku Steve Jobs zaprezentował iPhone’a i nie było już odwrotu. Fińska korporacja w tamtym czasie generowała rekordowe przychody, ale potem było już tylko gorzej. Ratunkiem mogła być przesiadka na Androida i konkurowanie z Samsungiem czy HTC. Jednak Finowie wybrali inaczej. Najpierw nieudolnie próbowali stworzyć dotykowego Symbiana, a potem weszli w sojusz z Microsoftem, który również zaspał w blokach startowych. Złośliwi komentowali w tamtym czasie, że dwie kury nie dadzą orła. Po latach okazało się, że mieli rację. Fiński producent najpierw współpracował z Microsoftem, by potem sprzedać mu swój dział mobilny za kilka miliardów dolarów. Na rynek trafiały kolejne Lumie, które miały przekonać klientów do Windows Phone. Nie przekonały. Po przetasowaniach do sprzedaży zaczęły w końcu trafiać smartfony z logo Nokii oraz Androidem na pokładzie (produkowane w ramach fińsko-chińskiej współpracy przez fabryki Foxconnu), ale rewolucji to nie przyniosło. W ubiegłym roku spekulowano, że w 2026 roku zakończy się licencja na korzystanie z marki Nokia przez HMD Global. Zdawały się na to wskazywać premiery nowych smartfonów już z logo HMD zamiast Nokia. I choć wydawało się, że wieloletnia podróż telefonicznej Nokii właśnie (kolejny raz) dobiega końca, jesienią pojawiły się doniesienia, że strony postanowiły przedłużyć umowę. Po Siemensie zostały zdjęcia Galácticos Skoro jesteśmy już przy dinozaurach, trzeba wspomnieć o Siemensie. Na dobrą sprawę ten biznes nie dotrwał nawet do ery smartfonów współcześnie nam znanych (dotykowych), ale podłożył pod niego podwaliny. Podobnie jak w przypadku Nokii korzenie telefonii komórkowej sięgają tu lat 80. XX wieku. W Polsce dogorywał komunizm, na boiskach cuda wyczyniał Diego Maradona, a Siemens chwalił się telefonem w pakiecie z walizeczką, czyli Mobiltelefon C1. W kolejnej dekadzie był telefon z kolorowym wyświetlaczem i doczepianym aparatem, a na przełomie wieków w portfolio pojawił się model SL45 z m.in. odtwarzaczem plików MP3 i czytnikiem kart pamięci na pokładzie.  Rok 2000 przyniósł przejęcie oddziału telefonicznego korporacji Bosch przez Siemensa. Ten ostatni kontrolował niemal 9 proc. rynku komórkowego, co pozwalało trzymać się tuż za podium (w przypadku Polski wynik był znacznie lepszy, sięgał 20 proc.). W kolejnych latach udawało się utrzymywać silną pozycję, ale nie przekładało się to na zyski – firma dokładała do tego interesu. Zabawa w mobile kosztowała Siemensa coraz więcej, jednocześnie nie był on uzależniony od tego rynku jak np. Nokia, więc podjęto decyzję o sprzedaży. W 2005 roku tajwański BenQ przejął Siemens Mobile wraz z prawem do używania marki Siemens na telefonach przez 5 lat. I tu właściwie można postawić kropkę. Albo krzyż. Dla niektórych to musiał być prawdziwy szok, bo przecież zaledwie kilka lat wcześniej logo Siemens pojawiało się na koszulkach piłkarzy prawdziwych potęg. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Real Madryt w erze Galácticos. Zidane, Figo i Beckham biegali po murawie z napisem Siemens Mobile na piersi. Sagem wskoczył w chińskie ubrania Na rynku niemieckim prym wiódł Siemens, a we Francji dominował Sagem. Firma, którą założono przeszło sto lat temu, w latach 90. ubiegłego stulecia rosła dynamicznie właśnie za sprawą telefonów komórkowych, które cieszyły się sporym zainteresowaniem, także globalnie. Czar prysł jednak dość szybko i w 2008 roku okazało się, że z tym graczem należy się pożegnać. Gdy dzisiaj przegląda się foty sprzętu Siemensa czy Sagema w głowie kołacze co najmniej jedna myśl: nudno nie było… W tym miejscu warto dodać, że na początku poprzedniej dekady podmiot Sagem Wireless trafił w chińskie ręce. Nabywcą była firma Transsion, która powstała kilka lat wcześniej. Ta nazwa nie musi wiele mówić klientowi w Polsce, ale sytuacja się zmieni, gdy dodam, że pod jej parasolem znajdziemy marki Itel, Tecno oraz Infinix. Nie są one obce polskim odbiorcom, kilka lat temu oficjalnie pojawiły się na naszym rynku. I na razie z niego nie wyparowały. Kanadyjczykom nie pomógł nawet Obama Wspomniane już lata 80. dały światu jeszcze firmę Research In Motion. O kanadyjskim podmiocie można napisać, że wyprzedził swoją epokę. Dostarczane na rynek urządzenia marki BlackBerry na początku wieku stały się obiektem westchnień milionów ludzi na całym świecie. Nawet gdy w sprzedaży pojawił się iPhone, liczne było grono chętnych na urządzenia spod znaku Jeżyny. Nie brakowało nawet głosów przekonujących, że szanujący się biznesmen czy polityk powinien mieć w kieszeni urządzenie tego producenta, a nie „zabawkę” od Jobsa. Barack Obama długo nie chciał się rozstać ze sprzętem kanadyjskiego producenta. Ostatecznie Kanadyjczykom nie pomogła ani fizyczna klawiatura QWERTY w telefonach, ani własny system operacyjny czy sentyment. W poprzedniej dekadzie drastycznie spadły sprzedaż urządzeń, wyniki finansowe, cena akcji i zatrudnienie w korporacji. W firmie wybuchł popłoch, podejmowano nieracjonalne decyzje – decydenci chyba do końca nie rozumieli, co dzieje się na rynku i nie wiedzieli, jak na to zareagować. Z jednej strony chcieli trafić do mas, z drugiej próbowali odpowiadać na potrzeby kadry menedżerskiej. Kanadyjczyków nie uratowała zmiana nazwy z Research In Motion (RIM) na BlackBerry, przełomu nie przyniosła też przesiadka na Androida. Ostatecznie zdecydowano, że korporacja skupi się na rozwoju oprogramowania, szczególnie w zakresie internetu rzeczy i bezpieczeństwa. Za sprawą udzielanych licencji nadal powstawały smartfony z BlackBerry w nazwie, ale obchodziło to chyba niewiele osób. LG, czyli sztuka eksperymentowania  Była Europa i Ameryka Północna, czas na wycieczkę do Azji. A konkretnie do Korei Południowej, w której od lat 90. ubiegłego stulecia telefony produkowała firma LG. Podmiot narobił sporego zamieszania w tym biznesie pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, gdy dostarczał na rynek urządzenia z ekranami dotykowymi, w tym modele Prada i czy kochany przez Polaków Viewty. Firmie udało się wejść na podium największych graczy w branży.  W kolejnych latach Koreańczycy próbowali nie tylko dotrzymać kroku konkurencji, ale też nadawać ton tym zmaganiom. Na początku poprzedniej dekady firma wypuściła na rynek model LG Optimus 3D, który, jak sama nazwa wskazuje, miał umożliwiać oglądanie materiałów 3D (bez okularów). Smartfon LG G Flex posiadał wygięty wyświetlacz i całą obudowę, a LG Wing oferował dodatkowy, niejako ukryty, wyświetlacz. Takich eksperymentów było więcej, szły w parze z solidnymi produktami, które firma regularnie dostarczała na rynek. Problem polegał na tym, że LG nie mogło wyjść z cienia giganta ze swojego podwórka, czyli Samsunga. Jednocześnie o rynkowe udziały trzeba było walczyć z chińskimi producentami. A to wszystko kosztowało miliardy dolarów. Możliwe, że decyzja o odpuszczeniu mobile byłaby podjęta wcześniej, ale smartfon przez długi czas był postrzegany jako element spinający inne urządzenia, w tym AGD i RTV. A przecież LG ma szerokie portfolio produktowe. Ostatecznie firma porzuciła rynek smartfonów w 2021 roku.  Asus robił matrioszki. Teraz czas na AI Przyczynkiem do powstania tego tekstu były doniesienia dot. Asusa. O możliwym opuszczeniu rynku przez tego gracza mówiło się już od jakiegoś czasu, pogłoski były nakręcane przez brak odświeżania portfolio. W końcu spekulacje zastąpiła oficjalna deklaracja. Szef tajwańskiego producenta, Jonney Shih, potwierdził, że Asus nie planuje wprowadzać do sprzedaży kolejnych smartfonów. Firma chce się skupić na komputerach i tzw. sztucznej inteligencji, a szczególnie jej wykorzystaniu w robotyce i okularach. Historia tego producenta też jest dość bogata, znajdziemy w niej proste telefony oferowane przed dwiema dekadami, sprzęt z Windows Mobile na pokładzie (Asus M930) i cały szereg urządzeń z procesorami Intela. Uwagę mediów firma przyciągała m.in. z pomocą linii PadFone, która pozwalała zamienić smartfon w tablet, a dalej w notebook. Swoista matrioszka nieźle prezentowała się na papierze i podczas prezentacji, ale rynku nie pomogła podbić. Smartfonowa oferta tajwańskiego producenta w ostatnich latach stała dwiema seriami: Zenfone i ROG Phone. Pierwsza oferowała wysoką wydajność w kompaktowym rozmiarze. Druga pomyślana była jako linia dla graczy. Ich nabywcy pewnie zastanawiają się od kilku dni: co teraz? Jeśli wierzyć zapewnieniom firmy, klienci nie zostaną porzuceni – mogą liczyć na obsługę gwarancyjną czy aktualizacje oprogramowania. Pożegnanie z marką nie musi być zatem bolesne. Microsoft nie daje za wygraną Być może niektórych ta historia ominęła, ale Microsoft nie porzucił swoich smartfonowych marzeń po klęsce serii Lumia z Windows Phone na pokładzie. Pod koniec ubiegłej dekady okazało się, że w ramach linii Surface firma dostarczy na rynek smartfon z… Androidem. Surface Duo oferował m.in. dwa wyświetlacze i zbierał mieszane recenzje, w których sporo miejsca poświęcano np. cenie – bardzo wysokiej. Za sprzęt trzeba było zapłacić ponad 1500 euro. A przypomnę, że działo się to kilka lat temu. Ostatecznie projekt dokonał żywota. Czy to zakończy przygodę Microsoftu ze smartfonami? Trudno przewidzieć. Każdy popełnia błędy. Nawet Bezos Intrygującym eksperymentem ze stajni wielkiej korporacji był też Fire Phone. Podczas gdy Microsoft od trzech dekad zmaga się z rynkiem mobilnym, Amazon odebrał na nim jedną lekcję i chyba wystarczyło. W 2014 roku w sprzedaży pojawił się smartfon, który opracowywano kilka lat, a który odesłano na śmietnik historii po zaledwie kilku kwartałach. I nie był to wytwór nikomu nieznanej marki z Chin – za tym projektem stała jedna z największych firm naszego globu. Na początku poprzedniej dekady Amazon był pewnie mocno podbudowany sukcesem swoich czetników ebooków. Linia Kindle wzięła rynek szturmem, więc zdecydowano się na stworzenie kolejnych urządzeń mobilnych. Smartfon Fire Phone trafił do sprzedaży ze zmodyfikowaną wersją Androida i usługami Amazona, które miały zastąpić te od Google. Klient, który chciał nabyć sprzęt bez umowy z operatorem, musiał przygotować niemal 650 dolarów. Imperium Bezosa chciało, by ich sprzęt leżał na tej samej półce, co iPhone. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te cele. Popyt był mizerny, cena topniała w oczach, a góry sprzętu zalegały w magazynach. Skończyło się na stratach i rezygnacji ze smartfonowych ambicji.  Tak złe, że aż... złe Mniej więcej w tym samym czasie, gdy rozbłysła i zgasła gwiazda Fire Phone, branża obserwowała inny ciekawy eksperyment na rynku mobilnym. Oto Mozilla postanowiła podbić sektor mobilny z platformą Firefox OS. Nadzieje wiązano z tym projektem całkiem spore, ale szybko okazało się, że nie zmieni on biegu historii. Projekt oceniano źle lub bardzo źle. Nie pomagał też fakt, że system trafiał na urządzenia o kiepskiej specyfikacji. Nie pomogły nawet tłumaczenia, że to propozycja dla klientów z mniej zasobnym portfelem w krajach Azji czy Afryki. Warto w tym miejscu przypomnieć, że we wprowadzenie telefonów z Firefox OS na światowy rynek aktywnie zaangażowany był polski oddział sieci T-Mobile. Bankrut odkrywa smartfony  Do listy zgonów dorzucę też jeden cud. Przed dekadą nastąpiło zmartwychwstanie. A doświadczyła go marka Kodak. Kilka lat wcześniej niegdysiejszy gigant z rynku foto zaliczył bankructwo. Ale komuś przyszło do głowy, że przecież można spróbować zarobić na nostalgii. Na rynek trafił model Ektra. Nazwa nie była przypadkowa, nawiązywano do aparatu, który pojawił się na rynku jeszcze w pierwszej połowie XX wieku. Po kilku dekadach chciano sprzedać ludziom opowieść o smartfonie z genialnym aparatem. Albo aparacie z funkcjami smartfonu. Podobne próby podejmowali też inni gracze, z Samsungiem i Nokią na czele. Ale ta narracja kiepsko się sprzedawała. Podobnie było z modelem Ektra. Meizu, czyli od MP3 do samochodów Ciekawym przypadkiem na rynku mobilnym było/jest Meizu. Chińska firma wystartowała ponad dwie dekady temu i początkowo oferowała klientom odtwarzacze MP3, potem też MP4. Niedługo później gracz zabrał się za robienie smartfonów i szybko zdobywał klientów, głównie w Chinach, ale z czasem też np. w Rosji. Podmiot regularnie odświeżał ofertę i przyciągał konsumentów w kolejnych krajach, często unikalnymi innowacjami, jak jeden z pierwszych czytników linii papilarnych w ekranie. Przed dekadą to był jeden z hitów wśród Polaków, którzy nie chcieli przepłacać za sprzęt mobilny. Potem losy tego podmiotu zaczęły przypominać scenariusz opery mydlanej. Obserwowaliśmy opuszczanie rynków, powroty, zerwanie z mobile, wprowadzenie do oferty nowych modeli… Dość napisać, że w 2022 roku firma przeszła pod kontrolę koncernu Geely i miała się zająć m.in. rozwiązaniami dla rynku motoryzacyjnego oraz (jak wszyscy obecnie) tzw. sztuczną inteligencją.  Lenovo postawiło na amerykański brand Osobną historię stanowi marka Lenovo. Chiński producent sprzętu długo pracował na rozpoznawalność, także na globalnym rynku, i zdołał się przebić – również w segmencie mobilnym. W 2013 roku podmiot sprzedał 50 mln smartfonów, co oznaczało 60-procentowy wzrost względem roku poprzedzającego. W 2014 roku także poprawiono wynik i osiągnięto poziom 76 mln słuchawek. W znacznej mierze odbywało się to za sprawą podkręcania sprzedaży w Państwie Środka, ale Lenovo nie trzymało się kurczowo swojej ziemi. Poważna zmiana zaszła w 2014 roku, gdy Lenovo kupiło od Google Motorolę Mobility. Na ten cel wydano 3 mld dolarów. Kilka lat wcześniej Google zapłaciło za ten biznes 12,5 mld dolarów. Kiepski interes? Nie do końca – firmę rozczłonkowano, a internetowemu gigantowi zależało przede wszystkim na portfolio patentowym, które z nim zostało. Lenovo natomiast stanęło przed dylematem: na który brand postawić? Rozwiązanie klarowało się kilka lat, ale finalnie padło na Motorolę. Przetrwała marka, która w świecie telefonii komórkowej uchodzi za legendę. Znikający i powracający Chińczycy Ciekawą historią może się też pochwalić Honor. W poprzedniej dekadzie była to marka należąca do Huawei. Ta zależność skończyła się pod koniec 2020 roku, relatywnie krótko po tym, jak Huawei został odcięty od usług Google. Brand, który znajdziemy m.in. na smartfonach, ale też tabletach, laptopach czy urządzeniach ubieralnych, realizował na naszym rynku strategię drzwi obrotowych: wszedł, wyszedł, wszedł. Obecnie produkty z tym logo można u nas kupić. I to z dostępem do usług Google. Rozstania i powroty zaserwowało też polskim klientom Vivo (grupa BBK, do której należą też Oppo, OnePlus i Realme). To kolejny chiński producent, który przebojem wdarł się do sektora elektroniki użytkowej. Jego największym atutem była jakość aparatów i oprogramowania do ich obsługi. Obok zaś flagowych foto-urządzeń, szybko wyrosło bogate portfolio sprzętu w rozsądnej cenie. Popularność marki rosła, ale w końcu pojawił się problem: spór patentowy z Nokią. Na tyle poważny, że z niektórych rynków trzeba było się zwinąć. Ostatecznie strony doszły do porozumienia, a po krótkiej przerwie Polacy znów mogą głosować portfelami na urządzenia Vivo.  Od zera do bohatera. I z powrotem Spektakularnego powrotu na polski rynek nie zaliczyła (jeszcze?) marka HTC. Dla wielu osób to pewnie brand przywołujący wspomnienia. Przez długi czas Tajwańczycy dostarczali topowe telefony z mobilnym Windowsem jako hurtownik, a operatorzy nazywali finalne produkty po swojemu. Dość wspomnieć legendarny SPV M3000 w Orange, który w sieci Era nazywał się MDA Vario, a jego właściwa nazwa kodowa to HTC Wizard. HTC było też producentem pierwszego telefonu z Androidem, HTC Dream, znanego w Polsce jako Era G1. Przez pewien czas tajwański gracz pełnił wręcz rolę grabarza Nokii (ale też kilku innych brandów), pokazując, jak powinno robić się porządne smartfony. Stawał też ochoczo w szranki z samym Samsungiem. Piękny sen nie trwał jednak długo, przed dekadą czytaliśmy już głównie o planach podbicia rynku z pomocą gogli VR, a telefony zaczęły schodzić na dalszy plan. Czy firma z Tajwanu całkowicie odpuściła mobile? Otóż nie! W ubiegłym roku głośno zrobiło się o modelu HTC Wildfire E5 Plus, który trafił na kilka azjatyckich rynków. To urządzenie bez historii, za kilkaset złotych. Tak wygląda dzisiaj rzeczywistość HTC. I tutaj mała wisienka na torcie, bo pewnie niewiele osób o tym wie, ale HTC pośrednio odpowiada za kształt obecnych smartfonów Google Pixel. Przez pewien czas Google korzystał z pomocy różnych marek, by prezentować referencyjne telefony z Androidem, a w 2017 ostatecznie przejął cały dział R&D HTC odpowiedzialny za Pixela (około 2 tys. inżynierów i ogrom patentów). Można więc śmiało powiedzieć, że duch dawnej świetności HTC wciąż żyje w smartfonach Google'a. To nie jest rynek dla starych marek. Dla młodych zresztą też Czy to koniec listy? Nie, moglibyśmy ją rozwijać i rozwijać. Na swój akapit zasłużyły Coolpad, Wiko czy Gionee. Dość napisać, że kilka lat temu głośno zrobiło się o wyliczeniach Counterpoint Research, z których wynikało, że w 2023 roku na świecie aktywnych było około 250 brandów smartfonów. Tymczasem w 2017 roku licznik pokazywał grubo ponad 700 marek. Trudno wskazać na prostą odpowiedź, dlaczego nastąpiła tak radykalna zmiana. Rynek dojrzał, wolniejsza poprawa specyfikacji sprawiła, że klienci rzadziej wymieniają sprzęt, co wymusiło na firmach ostrą walkę o klienta. Do tego doszło np. zerwanie łańcuchów dostaw w trakcie pandemii. Pod tymi ciosami padały nie tylko bardzo lokalne, słabo rozpoznawalne szerzej firmy, ale też starzy wyjadacze o globalnym zasięgu. Zresztą, powyższa lista najlepiej świadczy o tym, że pozycja w biznesie nie jest dawana na zawsze.  Gotowi na Chopina w kieszeni? A co można powiedzieć o dzisiejszym rynku smartfonów w Polsce? Komentarza udzieliła nam Karolina Krzeska, szefowa agencji Rocket Science, znanej między innymi z komunikacji marki Infinix. Polski rynek smartfonów w 2025 roku to bezpieczna, do bólu nudna stagnacja, w której Apple i Samsung wygodnie dzielą między siebie 60 proc. tortu, serwując nam co roku te same modele bez spektakularnych technologii, zmian w designie czy użyteczności, za to w wyższych cenach. Jakbyśmy zapytali na ulicy, co nowego, przełomowego wymyślili producenci, myślę, że statystyczny Polak średnio potrafiłby określić konkret. – mówi redakcji Telepolis.pl Karolina Krzeska Łatwo jest jednak krytykować, trudniej zaś wskazać satysfakcjonujące, nawet jeśli trudne rozwiązanie. Jednocześnie jako naród jesteśmy technologiczną petardą Europy – kreatywni, chorobliwie ambitni i skuteczni – a mimo to wciąż grzecznie kupujemy cudzą myśl techniczną. To strata szansy, że kraj z taką armią genialnych programistów i inżynierów wciąż nie doczekał się brandu, który uderzyłby pięścią w stół i przerwał ten przewidywalny duopol. Wyobraźcie sobie np. międzynarodową markę "Chopin" – to by było coś. – rozmarza się szefowa agencji Rocket Science Nie da się przy tym ukryć, że w dobie waśni amerykańsko-chińskich i stopniowego uświadamiania sobie, jak bardzo Europa jest zależna od obcych technologii wizja lokalnego, w pełni autonomicznego produktu jawi się coraz mocniej nie tyle, jako złudne marzenie, ile raczej jako konieczność. Własne telefony z Androidem bez zewnętrznych aplikacji, własna alternatywa dla Windowsa, własne auta, które mogą bez lęku wjeżdżać na tereny wojskowe — Europę czeka wiele technologicznych wyzwań. Rynek w 2026 roku aż prosi się o lokalnego drapieżnika, może i z Europy, ale który zrozumie, że polski konsument nie chce już tylko „poprawnego” telefonu – on chce narzędzia, które będzie manifestem naszej sprawczości i technologicznej suwerenności, który nas wyróżni i zaspokoi potrzeby zarówno emocjonalne, jak i racjonalne. – kwituje Karolina Krzeska.

3
MACIEJ SIKORSKI
1.

Popularne porównania