Datura to królowa oświetlenia sufitowego. Philips Hue czyni je smart
Telepolis.pl
Testy sprzętu 07 MAR 2026

Datura to królowa oświetlenia sufitowego. Philips Hue czyni je smart

Muszę się do czegoś przyznać — jestem "światłolubem". Zimą muszę się doświetlać lampami fotograficznymi, a salon to niekończąca się lista źródeł oświetlenia. Teraz dołączyła do nich smart-lampa sufitowa Philips Hue Datura. Dlaczego Philips Hue? Platforma Philips Hue to miłość od pierwszego włączenia. W końcu w pełni regulowane światło zarówno pod względem temperatury, jak i samych kolorów (CRI ponad 80), które nie migocze i nie męczy wzroku. Kto raz próbował robić zdjęcia czy kręcić wideo z użyciem niskiej jakości oświetlenia LED, ten więcej tego błędu już nie popełni. Porządne oświetlenie to jednak nie tylko wyzwanie dla filmowców, to przede wszystkim gwarant naszego komfortu, w tym psychicznego, szczególnie podczas dłużących się zimowych wieczorów. O ile w małych, rzadko używanych pomieszczeniach nawet najbardziej licha żarówka robi robotę, to już w salonie czy miejscu pracy lepiej zainwestować w coś, co nie będzie po chwili wywoływać u nas bólu głowy. Testowane w niniejszym artykule urządzenie jest jednym z droższych w ofercie producenta, ale gorąco polecam też tanie zestawy Philips Hue Essentials z mostkiem i trzema żarówkami — to doskonały początek przygody. Dawno już odkleiłem wszystkie taśmy Xiaomi, pozbyłem się lepszych, ale wciąż nieidealnych źródeł światła TP-Linka i w kolejnych kwartałach w mieszkaniu zaczęły pojawiać się coraz to nowsze rozwiązania Philips Hue. Najbardziej spokoju nie dawał mi źle podłączony żyrandol, którego design śmiało można było nazwać już „retro”. No a wisiało to metalowe arcydzieło tuż nad stołem, na którym robię zdjęcia, odbijając się w ekranach telefonów i innych urządzeń. Operacja żyrandol nie była z początku łatwa. Duża lampa sufitowa Philips Hue Datura wymaga wkręcenia 3 kołków, tymczasem poprzedni właściciel nieremontowanego jeszcze mieszkania zostawił na suficie sztukaterię gipsową. Trochę przykładania i kombinowana, no i okazało się, że podstawa Datury idealnie zakryje wypukły ornament, więc chwilowo kucie nie było konieczne. Instalacja jest banalnie prosta Philips Hue zdecydował się na zastosowanie metalowych linek, na których wygodnie może zawisnąć część urządzenia wyposażona w LED-y. Ułatwia to zarówno doprowadzenie w odpowiedni sposób zasilania, jak i odejmuje jedną osobę w procesie montażu. Najbardziej skomplikowanym momentem okazało się przesunięcie obudowy tak, by uzyskała docelowe miejsce i kliknęła blokada. Być może przy instalacji na idealnie gładkiej powierzchni byłoby to prostsze do uzyskania. Nawet jednak i ten proces nie trwał jakoś długo, jedna chwila i gotowe. Dla pewności odpowiedniego połączenia Datura została pierwszy raz włączona, jeszcze gdy panel LED sobie swobodnie wisiał. Pozwoliło to zobaczyć, że górna strefa efektowa plafonu nie ma aż tak dobrego dyfuzora, jak ta, która będzie widoczna z podłogi. Tego paska jednak kompletnie nie widać, a co ważne nie widać też jakichś nierównomierności oświetlenia na suficie. Z kolei widoczna dla mieszkańców okrągła powierzchnia jest idealnie jednolita, niezależnie od wybranego poziomu jasności, koloru czy temperatury barwowej. Co więcej, lampa idealnie wkomponowała się w towarzystwo moich 2 okrągłych LED-ów fotograficznych i z powodzeniem używam jej do wykonywania zdjęć czy kręcenia filmów. To kawał światła, ale najbardziej lubię tryb efektowy Jako główne światło sufitowe Datura oferuje strumień świetlny aż 4850 lumenów przy temperaturze barwowej 4000 K, z kolei przy cieplejszym świetle 2700 K siła strumienia spada do 3100 lumenów. Nie mogłem się powstrzymać i szybko podpiąłem Daturę do systemu synchronizacji oświetlenia z tym, co oglądam na telewizorze. Przy okazji odkryłem, że Philips Hue Play HDMI Sync Box ma limit zaledwie 10 źródeł świateł. W praktyce dolne światło Datury jest tak mocne, nawet przy wyświetlaniu RGB, że w trybie kinowego relaksu warto je skrajnie ściemnić czy nawet ograniczyć się jedynie do górnego oświetlenia podsufitowego. Trudno to jednak nazwać wadą, bo w Philips Hue dostajemy przecież płynną regulację jasności. Za jasne zaś bez trudu przygasisz, a już w drugą stronę, jeśli limitem byłaby moc oświetlenia, wiele nie zrobimy. Docenić należy też podejście Philipsa do profili tematycznych. To nie jest takie tępe ustawienie wszystkich źródeł światła na ten sam kolor, one współgrają ze sobą z uwzględnieniem ich indywidualnego charakteru i rozstawienia. Taka np. girlanda Philips Hue Festavia w trybie świątecznym oferowała dodatkowe efekty iskrzenia czy spadania kropel, uzupełniając dużą i spójną konfigurację 10 pozostałych źródeł oświetlenia. Podsumowanie Lampa sufitowa Datura (duża, 57,4 cm) to sprzęt łączący wysoką moc, świetne odwzorowanie kolorów i dwa niezależne źródła światła. Na dole oglądamy idealnie rozproszony, jednolity kolor, a dodatkowy pasek LED-ów pozwala odciąć to nasze „ufo” od sufitu innym kolorem za sprawą oświetlenia podsufitowego. Podczas testów jedyną wadą była być może za duża moc Datury w scenach Hue (na tle pozostałego oświetlenia), ale taka wada, to nie wada — obniżyć jasność zawsze można w ustawieniach i zapisać dodatkowy profil. Po stronie zalet jest przejrzysta instrukcja obsługi i prosty montaż (pamiętajcie, że potrzeba do niej mostka). Sprzęt sprawdzi się zarówno jako źródło światła w salonie, jak i nad łóżkiem w sypialni. Brak drażniącego punktowego oświetlenia ułatwia zasypianie, czytanie książek czy po prostu odpoczynek. Gdy zaś trzeba, Datura bez trudu doświetli nawet duże pomieszczenie. To taki plafon nad plafony i tylko cena też jest z tych konkretnych. Regularna przekracza 1800 zł, a w promocjach rzadko spada dużo poniżej 1400 zł. W tej cenie wiele osób szuka już jakiegoś wyrafinowanego wzornictwa, a nie metalowego szkieletu, wykończenia z tworzyw sztucznych i skrajnego minimalizmu. Dla mnie liczy się jednak jakość światła, automatyzacja i zwyczajna wygoda, no a tutaj Datura zdecydowanie wygrywa.

0
LECH OKOń
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Czy na Marsie może powstać życie? Ciekawe wyniki badań
Nauka 07 MAR 2026

Czy na Marsie może powstać życie? Ciekawe wyniki badań

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Visa ostrzega. To już wojna robotów o nasze pieniądze
Bezpieczeństwo 07 MAR 2026

Visa ostrzega. To już wojna robotów o nasze pieniądze

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Sony kombinuje z cenami gier na PlayStation. Zmieniają się dynamicznie
Gry 07 MAR 2026

Sony kombinuje z cenami gier na PlayStation. Zmieniają się dynamicznie

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Trzydniowy tydzien pracy dzięki AI? Tak kusi Xiaomi
Oprogramowanie 07 MAR 2026

Trzydniowy tydzien pracy dzięki AI? Tak kusi Xiaomi

0
MICHAł ŚWIECH
1.
T-Mobile z 3 nagrodami od Speedtestu. Jedna zastanawia
Wiadomości 07 MAR 2026

T-Mobile z 3 nagrodami od Speedtestu. Jedna zastanawia

1
LECH OKOń
1.
Nadchodzi tytanowe cudo. Oppo Watch X3 trafi do nas jako OnePlus Watch 4
Sprzęt 07 MAR 2026

Nadchodzi tytanowe cudo. Oppo Watch X3 trafi do nas jako OnePlus Watch 4

3
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Xiaomi odpala petardę. Poco X8 Pro Max już 17 marca
Sprzęt 07 MAR 2026

Xiaomi odpala petardę. Poco X8 Pro Max już 17 marca

5
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Gratka dla fanów piłki nożnej. Czegoś takiego jeszcze nie było
Aplikacje 07 MAR 2026

Gratka dla fanów piłki nożnej. Czegoś takiego jeszcze nie było

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Biedronka rzuciła rowery elektryczne za pół ceny. Spiesz się
Telepolis.pl
Sprzęt 07 MAR 2026

Biedronka rzuciła rowery elektryczne za pół ceny. Spiesz się

0
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Vivo z cichą premierą małego flagowca. Rosja dostała pierwsza
Sprzęt 07 MAR 2026

Vivo z cichą premierą małego flagowca. Rosja dostała pierwsza

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
ChatGPT dla dorosłych? Tak, ale jeszcze nie teraz
Oprogramowanie 07 MAR 2026

ChatGPT dla dorosłych? Tak, ale jeszcze nie teraz

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
PKO BP z apelem. Jutro będzie już za późno
Konta 07 MAR 2026

PKO BP z apelem. Jutro będzie już za późno

10
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Nintendo pozywa administrację Trumpa. Dokąd doprowadzi ta gra?
Sprzęt 07 MAR 2026

Nintendo pozywa administrację Trumpa. Dokąd doprowadzi ta gra?

0
LECH OKOń
1.
Steam Machine opóźnione. Jednak premiera nadal w tym roku
Sprzęt 07 MAR 2026

Steam Machine opóźnione. Jednak premiera nadal w tym roku

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
PlayStation 6 jednak bez opóźnień? Kosztowałyby zbyt dużo
Sprzęt 06 MAR 2026

PlayStation 6 jednak bez opóźnień? Kosztowałyby zbyt dużo

2
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
NVIDIA kompletnie dominuje. AMD musi zadowolić się 5% rynku
Sprzęt 06 MAR 2026

NVIDIA kompletnie dominuje. AMD musi zadowolić się 5% rynku

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Apple M5 Max przetestowany. Szybszy niż Ultra poprzedniej generacji
Sprzęt 06 MAR 2026

Apple M5 Max przetestowany. Szybszy niż Ultra poprzedniej generacji

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Chiny schodzą na dalszy plan. Duże pieniądze są gdzie indziej
Sprzęt 06 MAR 2026

Chiny schodzą na dalszy plan. Duże pieniądze są gdzie indziej

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Więcej nowości
Producent smartfonów zwija biznes. Dobiły go ceny RAM i konkurencja
Sprzęt 06 MAR 2026

Producent smartfonów zwija biznes. Dobiły go ceny RAM i konkurencja

Popularny w swoim czasie producent smartfonów – firma Meizu – ostatecznie wycofuje się z produkcji smartfonów. Jeżeli macie poczucie déjà vu, to nic dziwnego. To już kolejna rezygnacja Meizu, ale wygląda na to, że teraz firma zwija żagle już na dobre. Po raz pierwszy (nie licząc wcześniejszych perturbacji) firma Meizu zapowiadała koniec produkcji smartfonów na początku 2024 roku, jednak nie wytrwała długo w swym postanowieniu i już kilka miesięcy później zdecydowała się powrócić z nowymi modelami. Ostatnią dużą premiera był nieźle wyposażony kompaktowy flagowiec Meizu 22, pracujący pod kontrolą układu Snapdragon 8s Gen 4. Wszystko na nic. Teraz firma definitywnie anulowała zaplanowane premiery sprzętowe, o czym mówią najnowsze doniesienia z Chin. Zamiast tego marka skupi się wyłącznie na rozwoju oprogramowania AI, w tym na systemie Flyme OS przeznaczonym dla samochodów (większościowym właścicielem Meizu jest koncern Geely). Meizu już od dawna pozostaje w cieniu, jednak dekadę temu był to gracz, który zapowiadał się na drugie Xiaomi. Firma produkowała smartfony od 2008, by w kolejnych latach pokazać wiele nowatorskich konstrukcji, jak np. Meizu Pro 7 – pierwszy smartfon z dodatkowym ekranem AMOLED na tyle obudowy. Choć nie były to absolutne flagowce, przyciągały uwagę ciekawym wyglądem i niezłymi specyfikacjami. Flyme OS był jednym z pierwszych systemów wzorowanych na iOS, co przyciągało uwagę użytkowników zniechęconych do niezbyt ciekawego wtedy interfejsu Androida. Meizu ofiarą RAMpokalipsy Bezpośrednią przyczyną kapitulacji Meizu jest zjawisko określane mianem RAMpokalipsy. Giganci tacy jak Google, Microsoft czy OpenAI masowo wykupują układy pamięci RAM na potrzeby swoich centrów danych i infrastruktury AI. Prowadzi to do potężnych braków na rynku elektroniki użytkowej i gwałtownego wzrostu kosztów produkcji. Chińska marka otwarcie przyznała, że w takich warunkach konkurowanie na rynku smartfonów jest po prostu niemożliwe. Szansę na przetrwanie mają tylko najwięksi gracze. Problemy Meizu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Niedawno z rynku mobilnego wycofał się również tajwański Asus, który postanowił przenieść swoje zasoby na rozwój komputerów PC oraz urządzeń AI. Analitycy biją na alarm, przewidując, że po chwilowym odbiciu z lat 2024-2025, obecny rok przyniesie ponowne załamanie się popytu na telefony. Zależnie od ośrodka badawczego, prognozy na 2026 rok są wyjątkowo pesymistyczne. Omdia przewiduje spadek globalnych dostaw o 7%, Gartner o 8,4%, a IDC spodziewa się wręcz rekordowego tąpnięcia na poziomie blisko 13%. Najmocniej ucierpią producenci urządzeń z niższej i średniej półki. Szacuje się, że sprzedaż telefonów wycenianych poniżej 100 dolarów skurczy się w tym roku aż o 31%. [SALE-3685] [SALE-3643] [SALE-3681] [SALE-3670]

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Więcej nowości

Będą instalować Disney+ na potęgę. Platforma da kontynuację wielkiego hitu
Telewizja i VoD 06 MAR 2026

Będą instalować Disney+ na potęgę. Platforma da kontynuację wielkiego hitu

"Opowieści podręcznej" z pewnością zasłużyły na kontynuację. Serial "Testamenty" pojawi się na platformie Disney+ już 8 kwietnia 2026 roku. Pierwszy zwiastun właśnie pojawił się w sieci. Nie tylko umila oczekiwanie, ale także ujawnia wiele istotnych szczegółów.  Serial "Testamenty" narobi zamieszania Dystopijny dramat, oparty na  bestsellerowej powieści Margaret Atwood był największym hitem i fenomenem w historii seriali ostatnich czasów. Doczekał się aż sześciu sezonów, z których ostatni zadebiutował 8 kwietnia 2025 roku na HBO Max. Jego główna bohaterka, grana przez Elisabeth Moss została nagrodzona za rolę w serialu Złotym Globem.  "Testamenty" to nic innego, jak kontynuacja "Opowieści podręcznej". Produkcja skupia się na nowym pokoleniu kobiet, ukazując upadek Gileadu około 15 lat po wydarzeniach z oryginalnej serii. Przypomnijmy, że Republika Gileadzka to było państwo, w którym płodne kobiety były przymuszane do płodzenia dzieci z obywatelami o najsilniejszej pozycji w ramach Ceremonii. Margaret Atwood wydała swoją książkę o tytule "Testamenty" w 2019 roku, czyli zaraz po emisji trzeciego sezonu serialu "Opowieści podręcznej".  "Testamenty" - o czym opowiada nowy serial? Serial przedstawia historię dwóch nastolatek Agnes (Chase Infiniti) oraz Daisy (Lucy Halliday). Pierwsza z nich wychowała się w Gileadzie jako posłuszna i religijna dziewczynka, a druga pochodzi spoza państwa i jest to jej pierwsze zetknięcie się z absurdalnymi zasadami panującymi w tym świecie. Losy obu nastolatek splotą się za sprawą ciotki Lydii (Ann Dowd), która jest nauczycielką w elitarnej szkole dla młodych dziewcząt.  Spójność z oryginałem raczej gwarantowana, bowiem za produkcję odpowiada Bruce Miller, showrunner "Opowieści podręcznej". W rolach głównych tym razem zobaczymy Chase Infiniti, Lucy Halliday oraz Ann Down (ta wcieli się w postać ciotki Lydii).  https://www.youtube.com/watch?v=KpWyxrPqkeA "Testamenty" pojawią się na Disney+ 8 kwietnia 2026 roku. Platforma da widzom od razu trzy odcinki, a kolejne będą publikowane co tydzień. 

1
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Niechciane połączenia? Wreszcie jest na nie skuteczny sposób
Sponsorowane 06 MAR 2026

Niechciane połączenia? Wreszcie jest na nie skuteczny sposób

Męczą Cię niechciane połączenia? Nowa funkcja serii Samsung Galaxy S26 zrobi z nimi porządek – a to tylko jedno z praktycznych narzędzi, które czekają na pokładzie. Wyobraź sobie sytuację: jesteś w domu i jesteś zajęty, bo robisz coś, co koniecznie wymaga użycia dwóch rąk. Nie wiem, przygotowujesz obiad albo próbujesz powiesić telewizor na ścianie. Nagle dzwoni telefon. Kurier z paczką? Schorowana mama spadła ze schodów i złamała nogę? Jak ktoś dzwoni, to pewnie coś pilnego. Szybko kończysz to, co robiłeś, a że w pośpiechu łatwo o wypadki, to pewnie mało nie potknąłeś się o dywan. Bierzesz telefon, ale jest za późno – nieznany numer właśnie skończył dzwonić. Oddzwaniasz, a tam wita Cię pozbawiony emocji lektor słowami: „Dzień dobry, kontaktujemy się z Panem w sprawie fotowoltaiki”. Brzmi znajomo? Podejrzewam, że w jakiejś wariacji tej sceny brał udział każdy z nas. Ba, niektórym zdarza się to ciągle, po kilka razy dziennie. Do tej pory byliśmy w walce z marketingiem bezpośrednim na z góry przegranej pozycji. W końcu odrzucanie wszystkich połączeń z nieznanych numerów jest luksusem, na który nie każdy może sobie pozwolić. Wszystko to zmieniło się jednak kilka dni temu za sprawą premiery smartfonów z serii Samsung Galaxy S26. Samsung Galaxy S26 z rewelacyjną funkcją Nowe flagowce Galaxy wyposażone są w całą masę nowych, praktycznych narzędzi. Większość z nich może się pochwalić bardzo kreatywnym zastosowaniem sztucznej inteligencji, a wbudowana poczta głosowa to mój absolutny faworyt w tej właśnie kategorii. Działa to bardzo prosto: kiedy dzwoni do nas nieznany numer, połączenie nie jest od razu odrzucane, tylko odbiera je telefon. Sam. Bez naszego udziału. Nasz wbudowany asystent prosi rozmówcę o przedstawienie się i opisanie, w jakiej sprawie zadzwonił. Brzmi jak klasyczna poczta głosowa, ale jest różnica. W sumie to nawet kilka różnic.  Raz, że takich nagrań nie przechowuje operator na jakimś serwerze, tylko znajdziemy je w pamięci telefonu. Dwa, wbudowany asystent AI może dokonać transkrypcji i podsumowania pozostawionej wiadomości, więc nie musimy nawet nic odsłuchiwać. Trzy, w trakcie połączenia treść rozmowy w czasie rzeczywistym wyświetla się na ekranie, więc jeśli to faktycznie coś ważnego, możemy od razu odebrać telefon i nie bawić się w oddzwanianie. Praktyczne? Jak diabli! Przecież takie narzędzie to idealny sposób na wszystkich spamerów i telemarketerów. A to tylko jedna z nowości, które – przynajmniej na razie – dostępne są wyłącznie w nowych flagowcach z rodziny Samsung Galaxy S26. AI Phone – znacznie więcej niż slogan Nowe modele koreańskiego producenta to już nie są zwykłe smartfony. W oficjalnej komunikacji znajdziemy termin „AI phone” i jest to określenie, które doskonale ten sprzęt opisuje. Sztuczna inteligencja jest tutaj na każdym kroku i faktycznie zmienia sposób, w jaki korzystamy z telefonu. Przykładowo, jedną z nowości na pokładzie jest Now Nudge. To wirtualny asystent, który towarzyszy nam na każdym kroku i sam, bez żadnego wywoływania, potrafi nam podsunąć wygodne akcje na podstawie tego, co akurat wyświetla się na ekranie. Umawiasz spotkanie na WhatsAppie? Smartfon sam znajdzie wśród wiadomości datę i miejsce oraz zaproponuje utworzenie odpowiedniego wydarzenia w kalendarzu. Chwalisz się znajomym udanymi wakacjami? Now Nudge podsunie najlepsze zdjęcia, które udało Ci się zrobić podczas wyjazdu. To taka sztuczna inteligencja, która faktycznie jest… no, inteligentna – czeka na nas wszędzie tam, gdzie faktycznie może się przydać. To ewolucja pomysłów, które Samsung rozwija już od dobrych kilku generacji swoich urządzeń. AI w wydaniu producenta to nie tylko dodatek – to kluczowa funkcjonalność, która ma zmienić sposób, w jaki korzystamy z telefonu. Jeśli takie podejście Was przekonuje, to urządzenia z rodziny Samsung Galaxy S26 pozwolą Wam wkroczyć na zupełnie inny poziom wygody i produktywności. Nie będziecie musieli przejmować się bzdetami, bo smartfon w dużym stopniu zajmie się nimi za Was. Więcej mocy, więcej prywatności  Ale oczywiście nowa generacja flagowców to nie tylko nowe funkcje AI – to także innowacje sprzętowe. Dostajemy choćby nową generację procesorów z wydajnymi NPU (Samsung Exynos 2600 i Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 – zależnie od modelu), która umożliwia szybkie i bezproblemowe działanie tym wszystkim zaawansowanym rozwiązaniom. Dostajemy też absolutny sztos pod postacią funkcji Privacy Display dostępnej w Samsung Galaxy S26 Ultra. No i podejrzewam, że tak jak samemu kocham inteligentne filtrowanie połączeń, tak dla wielu innych osób to właśnie Privacy Display będzie tym rozwiązaniem, za które pokochają nowy topowy model w ofercie producenta. To narzędzie, dzięki któremu nikt stojący obok nie jest w stanie podejrzeć zawartości naszego wyświetlacza. Fenomenalna sprawa do zastosowań biznesowych, ale także na wypadek korzystania z aplikacji bankowej czy zwykłych rozmów z bliskimi. Działa to podobnie do folii prywatyzującej – po włączeniu Privacy Display kąty widzenia wyświetlacza zostają drastycznie zredukowane. Kiedy my wszystko widzimy normalnie, dla osób obok nas obraz jest całkowicie nieczytelny. Różnica jest jednak taka, że jeśli chcemy „wyłączyć” folię, to musimy ją zerwać. Tutejsze rozwiązanie możemy aktywować lub deaktywować w dowolnym momencie. Ba, nic nie stoi na przeszkodzie, by aktywowało się wyłącznie w przypadku określonych aplikacji albo zasłaniało wyłącznie powiadomienia. Bardzo praktyczna sztuczka, a przy tym techniczny majstersztyk. Samsung Galaxy S26 i Galaxy Buds4 – para idealna Tak w dużym skrócie, seria Samsung Galaxy S26 to mniej pogoni za cyferkami, a masa innowacji, które realnie pomagają w życiu. W tym wszystkim wisienką na torcie jest natomiast to, że do korzystania z tych udogodnień wcale nie musimy wyciągać telefonu z kieszeni. Zamiast tego możemy skorzystać z nowych słuchawek Samsung Galaxy Buds4 i Buds4 Pro, które doskonale uzupełniają tegoroczne flagowce, tworząc razem z nimi parę idealną. W ten sposób dostajemy nie tylko dźwięk najwyższej jakości, ale także wygodny dostęp do asystentów AI, doskonałe ANC i wiele, wiele więcej. Taki duet czeka na Was w oficjalnym sklepie producenta, a jeśli się pospieszycie, to macie nawet okazję załapać się na specjalną ofertę premierową. To chyba najlepszy moment, żeby razem z serią Samsung Galaxy S26 zmienić sposób, w jaki myślicie o smartfonach. Jeśli nie jesteś posiadaczem Galaxy i chcesz wypróbować i przetestować, jak działają funkcje Galaxy AI na Twoim telefonie (Android lub iOS), możesz to zrobić w prosty sposób korzystając z aplikacji Try Galaxy. [SALE-3797] Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy Samsung.

7
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania