Google Pixel 11 Pro nie jest idealny, ale chociaż nie zdrożał (test)
Telepolis.pl
Testy sprzętu 08:05

Google Pixel 11 Pro nie jest idealny, ale chociaż nie zdrożał (test)

Google Pixel 11 Pro to solidny, całkiem udany telefon, który mimo paru mankamentów powinien spełnić oczekiwania wymagających fanów serii. Polacy znów jednak otrzymują sprzęt z ograniczeniami, a muszą sporo za niego zapłacić. Cena jest jednak mniejsza niż przed rokiem i mimo wszystko wciąż warto.  Gorąco oczekiwana seria smartfonów Google Pixel 11 pojawiła się już w pełnej sprzedaży, a fani marki stoją przed pytaniem: zamienić swój stary telefon na jedenastkę, czy czekać aż Google postara się bardziej. Poprzednia, dziesiąta generacja wywołała mieszane odczucia, a sympatycy Pixeli narzekali na nie zawsze korzystne decyzje producenta. Cóż, nowa generacja na pewno nie jest przełomem, a niewielki flagowiec Pixel 11 Pro to kolejny etap ewolucji, ale nie rewolucja. Nikt się zresztą rewolucji po Google chyba nie spodziewa. Pixel 11 Pro dostępny jest w trzech wariantach pamięci i cenach: 12 + 256 GB za 5199 zł, 16 + 512 GB za 5799 zł oraz topowy 16 GB +1 TB – 6899 zł. W bonusie użytkownik dostaje bezpłatny 6-miesięczny pakiet subskrypcji Google AI Pro. Obejmuje on wyższe limity Gemini, 5 TB przestrzeni w chmurze oraz dostęp do Google Health Premium. Kto jednak ma już jakąś subskrypcję Google, może się nie załapać – ja mam AI Plus i na tym koncie nie mogę aktywować bonusu. Ceny Pixel 11 Pro są bardzo wysokie, jak prawdziwych flagowców, sprawdźmy więc, czy warto tyle wydać. [PHONE:4535] Wygląd i konstrukcja Google Pixel 11 Pro (podobnie jak model XL), dostarczany jest w kolorach, które producent opisuje jako miedziany róż (Canyon), metaliczny szałwiowy (Olive), mglisty jasnoszary (Fog) oraz czarny (Obsidian). Jak widać, producent dalej trzyma się głównie stonowanych pasteli (wyjątkiem jest intensywny, fuksjowy Pixel 11), które chyba projektowano z myślą o paniach, a mnie dotąd w tym wszystkim brakowało czegoś bardziej męskiego (nie licząc wariantu czarnego). Stąd też ucieszyłem się na wersję Olive, jak sądziłem oliwkową (w domyśle – taką trochę militarną), ale to faktycznie jest „metaliczny szałwiowy”. Czyli w praktyce – blada zieleń z nutką szarości. W sumie bardzo fajny kolor, uniwersalny – pasuje i kobietom, jak i do moich bojówek. Mniej entuzjazmu wzbudzają chromowane elementy – metalowe ramki okalające obudowę, obramowanie wyspy aparatów oraz logotyp G pośrodku plecków. Trochę to za bardzo nachalne i na siłę prestiżowe. No ale w sumie – można się przyzwyczaić. Niezależenie do tych uwag, muszą przyznać, że Pixel 11 Pro wygląda świetnie, jakość materiałów jest wzorowa, cieszy matowe wykończenie tylnego panelu ze szkła Gorilla Glass Victus 2. Wyspa aparatów wygląda z zewnątrz tak jak w poprzednich dwóch generacjach, ale została dopracowana wizualnie – wewnętrzny element w całości wykonany jest ze szkła, które dochodzi teraz do bocznych ramek wyspy. Wcześniej szkło wypełniało mniej więcej 2/3 modułu aparatów, z prawej strony był już metal. Wyspa nie wystaje za bardzo i nie zaczepia się w kieszeni. Rozmieszczenie elementów też się nie zmieniło jakoś szczególnie. Jak zawsze na prawym boku znalazł się odwrócony układ przycisków – niżej regulacja głośności, wyżej przycisk zasilania. Typowe dla Pixeli, ale narzekam na to co roku – głównie dlatego, że taki układ utrudnia robienie zdjęć przyciskami. Ach, byłbym zapomniał o HiLight. W doświetlenie aparatu wkomponowany jest układ diod RGB, który ma kolorami informować o różnych zdarzeniach, co się mogłoby przydać, gdy telefon leży ekranem do dołu. To jedna z najmocniej podkreślanych nowości w Pixelach 11 Pro, ale jak na razie działa słabo. Czasami zamruga podczas wypowiedzi Gemini, reaguje na ulubione kontakty, gdy nachodzi rozmowa i to tyle. Ustawienia tej opcji są skromne, funkcjonalność taka sobie – jak na razie bez szału. Przez ostatnie kilka lat do osobistego użytku najchętniej wybierałem smartfony z ekranami około 6,8 cala, czyli jak model XL. Tym razem postanowiłem podejść do sprawy inaczej i korzystać w pełni z zalet mniejszego rozmiaru, chowając do szuflady większy model. I wiecie co? Na takiego na przykład OnePlusa 15 nie mogę już patrzeć, taka to nieporęczna kobyła. Pixel 11 Pro świetnie leży w dłoni, nie obciąża kieszeni, a w codziennych zastosowaniach taki ekran w pełni wystarcza. Obudowa Pixela 11 Pro jest odporna na działanie pyłu i wody zgodnie z normą IP68. Jak się jednak okazuje, seria Pixel 10 według europejskiego rejestru EPREL ma ocenę wytrzymałości B, choć zeszłoroczna seria Pixel 10 oraz pozostałe modele z serii Pixel 11 otrzymały A. Nie rozwodząc się, Pixel 11 Pro w teorii wytrzyma tylko 180 swobodnych upadków, a pozostałe modele – 270. Ekran Google Pixel 11 Pro wyposażony jest w ekran Super Actua LTPO OLED o przekątnej 6,3 cala (proporcje 20:9) i rozdzielczości 1280 x 2856, co daje zagęszczenie pikseli 495 ppi. Adaptacyjne odświeżanie ekranu mieści się w pełnym zakresie od 1 do 120 Hz.  Według danych producenta jasność wyświetlacza sięga 2400 nitów w trybie HDR dla pełnego ekranu i szczytowo 3600 nitów dla obszaru 5%. W praktyce w pomiarach całego ekranu udało mi się uzyskać 1130 nitów w trybie ręcznym oraz ok. 1900 nitów w trybie automatycznym – to bardzo dobre wyniki pozwalające na swobodne korzystanie z ekranu w pełnym słońcu. Zastosowany wyświetlacz to najnowszy panel Samsung M16, który charakteryzuje się nie tylko wysoką luminancją, ale także bardzo dużą efektywnością energetyczną, dzięki czemu wyższa jasność nie powoduje szybkiego drenowania baterii. Niezależnie od teoretycznych parametrów ekran w Pixelu 11 Pro robi fantastyczne wrażenie – to jeden z ładniejszych wyświetlaczy, z jakimi miałem do czynienia w testowanych smartfonach. Ostrość, odwzorowanie kolorów, dynamika – miód malina. Ekran w Pixelu 11 Pro tak jak tył chroniony jest szkłem Gorilla Glass Victus 2, a dodatkowo został wyposażony w powłokę zapobiegającą zarysowaniom, dwa razy bardziej odporną niż poprzednia generacja. Układ i szybkość pracy Do serii Pixel 11 trafił najnowszy układ Google – Tensor G6. Wbrew nadziejom, producent nie wykorzystał litografii 2 nm, lecz proces 3 nm, jak w poprzedniej generacji. Dodatkowo Google zastosował nietypowy układ 7 rdzeni, jednocześnie pozbywając się tradycyjnych jednostek energooszczędnych. Sercem układu jest teraz jeden bardzo wydajny rdzeń Arm C1-Ultra o taktowaniu 4,11 GHz, wspierany przez 4 rdzenie C1-Pro pracujące z częstotliwością 3,38 GHz oraz 2 rdzenie C1-Pro z zegarem 2,65 GHz. Za generowanie grafiki odpowiada z kolei układ PowerVR CXTP-48-1536 MC1. To niestety technicznie dość stara jednostka, bazująca na procesorze serii CXT z… 2021 roku. Wariant CXTP to jego nieco unowocześniona wersja, ale wciąż jednak bardziej nadająca się do muzeum niż najnowszego flagowca.  Układ Tensor G6 wyposażany jest także w jednostkę TPU o 50% wydajniejszą nuż w poprzedniku, a całość jest w stanie przetwarzać lokalne zadania AI nawet 3,5 razy szybciej przy niewielkim zużyciu baterii. Nad bezpieczeństwem całości czuwa natomiast nowy koprocesor Titan M3, który wprowadza sprzętowe wsparcie dla zaawansowanej kryptografii postkwantowej. Kolejna zmiana dotyczy modemu – Google ostatecznie zrezygnował z podzespołów Samsunga i połączył nowy układ z najnowocześniejszą jednostką MediaTek M90 (3 nm), co pozwala na pobieranie danych w sieci 5G z prędkością sięgającą 12 Gb/s, przy jednoczesnym zmniejszeniu zapotrzebowania na energię o 18%. Do tego użytkownik otrzymuje 12 lub 16 GB pamięci LPDDR5X oraz 256 UFS 4.0 lub 512 GB i 1 TB Zoned UFS 4.0. Do nas na testy dotarła wersja z 16 GB RAM u 512 GB. Jak to wszystko razem działa? Z punktu widzenia casualowego użytkownika Pixel 11 Pro to jest rakieta – bo wiadomo, Google pięknie zoptymalizował płynność interfejsu, działanie systemowych aplikacji i tak dalej. Więc pierwsze włączenie smartfonu robi jak najlepsze wrażenie. Usługi i apki Google, włączając w to aparat, Gemini oraz dodatkowe funkcje AI działają bez zarzutu. W codziennym użytkowaniu smartfon zachowuje niewysoką temperaturę. Poprzednia generacja Pixeli, również z układem PowerVR, była trochę krytykowana za słabe wrażenia w grach, ale do Pixela 11 Pro nie mam większych zarzutów. Co prawda nie obsługuje ray tracingu, ala da się zagrać w wymagające gry, choć nie z grafiką na maksimum. Na przykład w Diablo Immortal można włączyć wysoką jakość grafik na 60 fps i choć obciążenie jest spore, gra przebiega płynnie. W League of Legends: Wild Rift można włączyć 120 fps. W PUBG Mobile można grać po zwiększeniu poziomu grafiki. Inne podobne gry też będą płynnie chodziły bez nadmiernego nagrzewania się telefonu, choć wymagające produkcje bedą wymagały wyboru niskiego poziomu grafiki. Problem miałem z Genshin Impact – ekran był cały różowy i nie dało się tego naprawić. Również Fortnite, choć grywalny, sypał czasami teksturami. Choć wrażenia z codziennego użytkowania są pozytywne, testy syntetyczne wskazują na istotne ograniczenia układu Tensor G6. Po pierwsze w wymagających zadaniach z wykorzystaniem GPU Pixel 11 Pro już się trochę nagrzewa i traci początkowa moc. Test obciążeniowy 3D Mark Wild Life Extreme Stress Test kończy się słabym wynikiem około 60% początkowej wydajności – najgorszy wynik po kilku powtórzeniach to 56%. Taki spadek mocy nie dziwi w topowych Snapdragonach, które mają kosmiczną szybkość, ale też wiąże się to z wysoką temperaturą. Pixel 11 Pro nagrzewa się jak one, ale wyniki ma jak średniak. W 3D Mark Wild Life Extreme maksymalnie wyciągnął 3330, podobny wynik uzyskał w naszych testach OnePlus Nord 5 z 2025 roku (Snapdragon 8s Gen 3). Z kolei w AnTuTu 11 smartfon wyciągnął maksymalnie ok. 1,63 mln punktów, co jest niezłym wynikiem, ale w ciągu ciepłego dnia jego wydajność wyraźnie spadła do rezultatu 1,21 mln. Zrobiłem jeszcze jeden eksperyment – test w lodówce, który z kolei zakończył się rezultatem aż 1,97 mln. Oczywiście tego nie uznaję, bo pod uwagę bierzemy tylko wyniki w naturalnych warunkach pokojowych. Testy wykazały jednak, że na wysoką temperaturę, wewnętrzną lub zewnętrzną, Pixel 11 Pro szybko reaguje mocnym throttlingiem.   AnTuTu 10 AnTuTu 11 Geekbench 6 AI Benchmark 3D Mark Maks. temp. obudowy [°C] Jeden rdzeń Wszystkie rdzenie Wild Life Extreme Wild Life Extreme Stress Test Apple iPhone 17 Pro Max 2734341 - 3901 10120 - 5785 66,40% 44,8 Google Pixel 8 Pro 1050521 - 1751 4221 683 2491 68,70% 43 Google Pixel 9 Pro XL 1304963 - 1987 4903 769 2619 74,60% 54,1 Google Pixel 10 Pro 1498557 - 2288 6245 783 3386 67,20% 47,9 Google Pixel 11 Pro 1336608 1628766 2652 6834 1659 3330 60,00% 43 Honor 600 Pro 2361631 2584013 2752 6314 17051 6445 66,40% 44 Honor Magic8 Pro 2314158 3932502 3696 11175 22384 8084 51,20% 48,9 Motorola Signature 2349809 2866780 2921 8789 17774 5634 66,10% 45 Nothing Phone (3) 1941229 - 2095 6758 5639 4578 87,00% 52 Nubia Redmagic 10 Pro 2620653 - 3081 9627 12112 6514 84.7% 50 OnePlus 15 2808019 3686102 3682 11002 20438 6894 70,90% 45 OnePlus 15R 2022401 2972993 2838 8073 13940 4978 72,70% 45 Oppo Find X9 2889195 3619954 3295 9601 8763 7006 43,70% 48,6 Realme GT 8 Pro 2920594 4030445 3757 11377 21149 7898 33,00% 51,6 Samsung Galaxy S26 Ultra 3023747 4032250 3788 11729 23144 8261 48,30% 46,7 Vivo X300 Pro 3013358 3499124 3468 10230 21296 7195 45,20% 47,2 Vivo X300 Ultra 2801677 4106842 3701 10996 23399 7704 60,00% 49,7 Bardzo intensywne przetwarzania grafiki 3D może sprawić problemy, test CPU (Geekbench 6 – 2652 / 6834) też wskazuje na średnią półkę, to może w przetwarzaniu AI telefon będzie błyszczał? W AI Benchmark smartfon osiągnął jednak słaby rezultat 1659, choć można zakładać, że Tensor G6 jest optymalizowany bardziej pod Gemini niż obce AI. Google przekonuje, że moc jego TPU poszła też w aparat, a 50% większa moc obliczeniowa umożliwiać ma nawet 4,5-krotną redukcję czasu naświetlania w szybkim trybie nocnym. Pixel 11 Pro to kolejny przykład, że nie należy się sugerować benchmarkami – wyniki ma słabe, ale działa na ogół płynnie. Barierą mogą być tylko najbardziej rozbudowane graficznie gry na pełnych detalach i z wysokim fps. Komunikacja Zastosowany w Pixelach 11 modem MediaTek M90 to znaczące usprawnienie w porównaniu do poprzednich generacji z modemami Samsunga, które w określonych okolicznościach mogły powodować problemy z utrzymaniem łączności. W sieciach 5G nowy modem pobiera też znacznie mniej energii, gdy pozostaje w stanie czuwania. Google Pixel 11 Pro pozwala na zamontowanie jednej karty nanoSIM oraz dodatkowo dodanie 8 profili eSIM, z których tylko jeden może być używany aktywnie. Podczas testów Pixela 11 Pro nie odnotowałem żadnych problemów z działaniem łączności. Smartfon sprawnie łączy się przez VoLTE i Wi-Fi Calling w Orange i Play, a w sieciach 5G pozwala osiągnąć duże prędkości. Korzystając z pomarańczowej sieci, w mieszkaniu osiągałem ponad 700 Mb/s pobierania, co jest rekordem w moich pomiarach w pomieszczeniach. W terenie otwartym co prawda nie udało mi się przebić 1 Gb/s, ale było blisko.   Wraz z Pixelem 11 w Androidzie 17 na Pixelach zadebiutowała funkcja VPN od Google, wbudowana w system, darmowa usługa VPN zapewniająca większe bezpieczeństwo podczas połączeń z internetem. Żeby z niej skorzystać, trzeba ja aktywować przed sesją – można to zrobić, dodając wcześniej kafelek do panelu szybkich ustawień. Na górnym pasku pojawia się wówczas ikona kluczyka. Działa to całkiem nieźle. W Warszawie VPN od Google nie zmieniał mi lokalizacji, ale adres IP oraz dostawcę – już tak. Wśród nowości w Pixelach 11, debiutujących wraz z nowym Androidem 17, znalazła się łatwiejsza łączność z ekosystemem Apple. Funkcja Szybkie udostępnianie (Quick Share) jest już w pełni kompatybilna z rozwiązaniem AirDrop z urządzeń Apple – można więc wysyłać i odbierać pliki w dosłownie kilku kliknięciach. Kolejną nowością, która ma debiutować wraz z Pixelami 11, ale docelowo trafi do wszystkich nowszych Androidów, jest Tap to share – szybka wymiana kontaktów, zdjęć i filmów po zainicjowaniu połączenia przez NFC. Wystarczy tylko zbliżyć odblokowane telefony górnymi częściami odbudowy i poczekać na interakcję. Tyle w teorii, bo w praktyce nie udało mi się połączyć w ten sposób, a używałem jako pary obsługiwanego już ponoć Pixela 9.   Seria Pixel podobnie jak wcześniejsze modele została wyposażona w funkcję satelitarnych połączeń alarmowych, która pozwala w sytuacji bez zasięgu wysyłać wiadomości do służb ratunkowych i udostępniać lokalizację. W Polsce powinna działać, choć w trakcie testów Pixel 11 Pro informował mnie, że „urządzenie nie zostało zarejestrowane w usłudze” i połączenie satelitarne nie jest dostępne. Zapewne kwestia czasu, w Pixelu 10 to działało od razu. Pixel 11 Pro zapewnia łączność Bluetooth v6 z dość ciekawym zestawem kodeków audio. Poza podstawowymi SBC i AAC smartfon obsługuje aptX, aptX HD, LDAC, ale także LHDC v5. Ten ostatni to hi-resowy kodek znany głównie z chińskich smartfonów marek jak OnePlus, Oppo czy Xiaomi, ale nie zawsze obecny w smartfonach innych producentów. A tu w amerykańskim Pixelu – jest. Brzmienie na słuchawkach jest bardzo dobre, choć do pełni szczęścia zabrakło mi systemowego korektora graficznego, by lepiej dostroić niektóre słuchawki. Zamiast tego jest funkcja dźwięku adaptacyjnego, ale obejmuje tylko głośniki. Mechanizm ten wykorzystuje mikrofon telefonu do analizy akustyki otoczenia i na bieżąco automatycznie dostraja parametry odtwarzania. Głośniki Pixela 11 Pro całkiem ładnie grają i można na nich nawet posłuchać muzyki, chociaż niezbyt głośno. System i funkcje AI Google Pixel 11 Pro dostarczany jest domyślnie z Androidem 17, który ma obiecane pełne 7 lat wsparcia obejmującego aktualizacje systemu, poprawki bezpieczeństwa oraz cykliczne aktualizacje funkcji Pixel Drop.  Przyznam szczerze, że po miesiącach używania różnych smartfonów, w tym najczęściej własnych OnePlusów, telefon z czystym Androidem 17 był dla mnie prawdziwą przyjemnością. System jest lekki, schludny, logiczny, ale jednocześnie nie brakuje w nim elementów cieszących oko ani bardziej zaawansowanych funkcji. Oczywiście wciąż znalazłoby się wiele rzeczy, które od dawna są w chińskich smartfonach, np. wyłącznie panelu szybkich ustawień na ekranie blokady czy precyzyjnych informacji o podłączonych akcesoriach Bluetooth, ale wynagradza to wygoda używania i duża responsywność interfejsu. Seria PIxel 11 weszła z kolejnymi nowościami dotyczącymi sztucznej inteligencji, która dzięki układowi Tensor G6 miała dostać skrzydeł. Wszystko razem tworzy pakiet Gemini Intelligence, ale niestety, z pełni zalet skorzystają mieszkańcy wybranych krajów, a Polacy muszą się liczyć z poważnymi ograniczeniami.  Najważniejszą z takich nowości jest Proaktywne wsparcie (Proactive Assistance), silnik napędzający kilka różnych funkcji AI. Jego głównym zadaniem jest dostarczanie spersonalizowanych i aktualnych sugestii na podstawie zawartości ekranu, powiadomień systemowych, lokalizacji czy informacji z wybranych aplikacji. Co jednak ważne, proaktywny Gemini nie czeka biernie na polecenia użytkownika, tylko sam przewiduje jego potrzeby, analizując kontekst na ekranie i proponując działania. Funkcja ta dostępna jest w 7 krajach, ale nie u nas.  Proaktywne wsparcie pozwala na przykład skorzystać z dodatkowych funkcji AI w aplikacji Wiadomości, gdzie Gemini może pomóc w wyszukiwaniu restauracji i rezerwowaniu stolików bezpośrednio z czatu, może też zamawiać zakupy spożywcze z listy w Notatkach Keep oraz robić różne porównania podczas zakupów przez smartfon. Kolejna funkcja to szybkie sugestie oparte na lokalizacji, które informują o ciekawych obiektach w okolicy, np. polecanej przez smakoszy restauracji. Gemini staje się więc prawdziwie przydatnym asystentem, który przewiduje potrzeby i działania użytkownika, ale nie w Polsce. Czy to się kiedyś u nas pojawi? Należy wątpić, tak jak nie pojawiły się podobne funkcje z lat poprzednich. Na otarcie łez otrzymujemy ulepszone Zakreśl, aby wyszukać, które działa w aparacie – wystarczy tylko najechać obiektywem na interesujący nas obraz. Tak naprawdę jednak ta opcja była udostępniana już wcześniej, w Pixelach 11 pojawiła się „oficjalnie”.  Z innych nowości warto też odnotować funkcję Rambler, pozwalającą głosowo wprowadzać treści na klawiaturze Gboard za pomocą swobodnej mowy. Funkcja automatycznie poprawia zająknięcia i powtórzenia, przekształca naturalną mowę w dopracowany tekst, pozwala też głosowo dodać emotki lub zmieniać treść. Działa to fantastycznie – Rambler jest w stanie w logiczny sposób wyeliminować z zapisu nie tylko wstawki „hmm” czy „yhm”, ale też dłuższe, ale zbędne słowa czy zwroty, jak „no tak”, „właśnie”, „także ten”, a efektem jest zdanie zawierające czysty sens wypowiedzi. Minusem tej funkcji są jednak niejasne limity wykorzystania. Aparaty Pixel 11 Pro otrzymał potrójny zestaw tylnych aparatów, bardzo przypominający to, co znamy z zeszłorocznego Pixel 10 Pro: główny: 50 Mpix z matrycą 1/1,3 cala i przysłoną f/1,68 oraz kątem widzenia 82°, z ostrzeniem Octa PD i stabilizacją OIS, ultraszerokokątny: 48 Mpix z przysłoną f/1,7, Quad PD, matrycą ½,51 cala oraz kątem 123°. aparat z teleobiektywem: 48 Mpix (f/2,8, Quad PD, OIS, matryca 1/1,95 cala, kąt 23°) z 5-krotnym zoomem optycznym oraz zoomem Pro Zoom aż do 120x.  Z przodu znajdziemy natomiast aparat o rozdzielczości 42 Mpix (Dual PD, przysłona f/2.2, kąt widzenia 103°). Z tego wynika, że w porównaniu do Pixela 10 Pro główny aparat praktycznie się nie zmienił, choć Google podaje, że to całkiem nowa matryca. Ultraszerokokątny otrzymał minimalnie większy czujnik (wcześniej był 1/2,55 cala) o pomijalnej różnicy, więcej zmian przyniósł aparat z teleobiektywem, gdzie przy tej samej rozdzielczości otrzymujemy sensor o przekątnej powiększonej o 31%, co daje aż o 71% większą całkowitą powierzchnię światłoczułą. Aparat selfie najwyraźniej jest bez zmian. Trochę zmieniła się aplikacja aparatu. Jak zwykle jest tu pełno opcji pozwalających poprawić obraz ręcznie, jak i za pomocą AI, a dodatkowo doszedł nowy tryb Magiczne ujęcie, który ma swój specjalny przełącznik obok ikony aparatu. Krótko mówiąc: naciskasz spust migawki, a aparat sam nagrywa wideo i robi zdjęcia, wybiera najlepsze momenty, poprawia je, wyostrza i zapisuje jako gotowe materiały do zamieszczenia. Wszystko z pomocą Gemini. Chodzi o to, by użytkownik nie musiał zaprzątać swojej uwagi na fotografowanie w ważnych chwilach, zwłaszcza w dynamicznych (np. sportowych czy z dziećmi). Nowością są też style: Magazyn Vintage, Aksamitny, Klasyczny, Cyfrówka Y2K, Czarno-Biały czy Minimalistyczny. Każdy z nich robi zdjęcia w nieco innej tonacji i estetyce. Poza tym znajdziemy już lepiej znane tryby jak nocny, portretowy, Dodaj mnie, Długa ekspozycja, Dynamiczny ruch czy panorama. Jest też Fotoasystent ułatwiający dzięki AI robienie zdjęć oraz opcje włączające się automatycznie jak tryb makro oraz Astrofotografia. Jakość zdjęć jest bardzo dobra, a Pixel 11 Pro pozytywnie zaskoczył mnie w wielu sytuacjach. Uchwycone nim obrazy mają ładne kolory – mocne, ale naturalne – odpowiednią dynamikę i ostrość. Fotografie wychodzą dobrze w każdym zbliżeniu, a więc od aparatu ultraszerokokątnego przez kolejne poziomy zoomu  (także w zakresach 2x-5x głównego aparatu) aż do optycznego 5x. Powyżej też można uzyskać ciekawe efekty, nawet przy 120 x. Tu pojawiają się jednak niuanse.  Cyfrowe zbliżenia tak mniej więcej do 20x wychodzą stosunkowo ostro w naturalny sposób, ale już wyżej nawet na podglądzie widać rozmycie i szumy. Powyżej 50x robi się jajecznica. Ale! Tu do gry wchodzą czary AI. Nawet zdjęcie 120x, które wyjdzie nieostre, jest natychmiast przetwarzane przez AI i po jakimś czasie można podziwiać efekty – są naprawdę dobre i co ważne, bez halucynacyjnych dodatków. Przykład poniżej – zdjęcie w maksymalnym zoomie 120x oryginalne i po wyostrzeniu AI. [DIFF:{"before":"261216","after":"261217","description":""}] Oszustwo? Może trochę tak, bo nie ma szans, by takim zoomem zrobić ostre zdjęcie, ale efekt jest świetny i to się liczy. Aparat główny 24 mm, zoom 1x-5x [gallery][img]261169[/img][img]261172[/img][img]261171[/img][img]261163[/img][img]261151[/img][img]261162[/img][img]261161[/img][img]261168[/img][img]261167[/img][img]261170[/img][img]261152[/img][img]261147[/img][img]261156[/img][img]261145[/img][img]261157[/img][img]261155[/img][img]261165[/img][img]261159[/img][img]261150[/img][img]261154[/img][img]261148[/img][img]261166[/img][img]261160[/img][img]261164[/img][img]261153[/img][img]261149[/img][img]261158[/img][img]261146[/img][/gallery] Z drugiej strony świetnie też działa tryb makro czy zdjęcia drobnych przedmiotów w zbliżeniach.  Z makro można skorzystać  we wszystkich aparatach, także z teleobiektywem. Aktywuje się automatycznie przy określonym zbliżeniu. Aparat ultraszerokokątny 12 mm, zoom 0,5x [gallery][img]261182[/img][img]261184[/img][img]261185[/img][img]261178[/img][img]261176[/img][img]261175[/img][img]261177[/img][img]261183[/img][img]261174[/img][img]261179[/img][img]261181[/img][img]261180[/img][img]261173[/img][/gallery] Aparat z teleobiektywem 105 mm, zoom 5x-120x [gallery][img]261215[/img][img]261209[/img][img]261196[/img][img]261187[/img][img]261202[/img][img]261207[/img][img]261205[/img][img]261204[/img][img]261198[/img][img]261199[/img][img]261186[/img][img]261193[/img][img]261210[/img][img]261213[/img][img]261211[/img][img]261214[/img][img]261212[/img][img]261201[/img][img]261200[/img][img]261208[/img][img]261203[/img][img]261197[/img][img]261192[/img][img]261195[/img][img]261194[/img][img]261191[/img][img]261206[/img][img]261189[/img][img]261188[/img][img]261190[/img][/gallery] Trochę mniej podoba mi się działanie trybu nocnego. Ujęcia w zbliżeniach do 1x wychodzą bardzo ładnie, ale już przełączenie się na wyższe poziomu zoomu może powodować rozmycie, w niektórych sytuacjach zdjęcia wychodzą nieostre. Na oświetlonej ulicy ostrość jest bez zarzutu na każdym poziomie zoomu, ale już w ciemnym parku aparat już się gubi. Tryb nocny zauważalnie rozjaśnia scenę, ale w granicach rozsądku, z zachowaniem nastroju i kolorów.  Zdjęcia w trybie nocnym [gallery][img]261237[/img][img]261230[/img][img]261241[/img][img]261235[/img][img]261238[/img][img]261239[/img][img]261240[/img][img]261232[/img][img]261224[/img][img]261225[/img][img]261234[/img][img]261226[/img][img]261231[/img][img]261233[/img][img]261228[/img][img]261236[/img][img]261227[/img][img]261229[/img][img]261242[/img][img]261244[/img][img]261243[/img][/gallery] Tryb kamery Kamera pozwala rejestrować wideo o rozdzielczości do 8K przy 24/30 kl./s lub 4K dodatkowo także w 60 kl./s. Podobnie jak w aparacie otrzymujemy zestaw dodatkowych trybów, które rzadko spotyka się w smartfonowych kamerach: tryb nocny, portretowy czy Panoramowanie (efekt panoramy jak na filmach). Specjalnym dodatkiem jest funkcja Ulepszona jakość obrazu, poprawiająca kolory, oświetlenie i stabilizację filmów – z pomocą AI. Działa to naprawdę dobrze, ale przetwarzanie nawet krótkich filmów (minuta, dwie) filmów trwa dość długo – kilka lub wręcz kilkanaście godzin, jeżeli nazbiera się ich więcej. Poza standardową stabilizacją OIS można skorzystać z dodatkowych opcji jak przewidziana do nagrywania w ruchu stabilizacja aktywna.  Efekty są jak najlepsze, kamera nagrywa ładne klipy w 10-bitowym HDR, pełne szczegółów i kolorów. Rozczarowuje jednak stabilizacja. Jej podstawowy, domyślny poziom (tryb „Standardowa”) nie za bardzo radzi sobie w dynamicznych scenach, np. podczas kręcenia z ręki w marszu. Obraz się mniej lub bardziej trzęsie, średnio to wygląda. Rozwiązaniem może być  stabilizacja w trybie „Aktywna”, choć osiągalna w nim maksymalna rozdzielczość to  1080p w 30 kl./s. Tu właśnie widać ograniczenia mocy układu Tensor.  Można też skorzystać z ulepszenia AI, ale to trwa, więc przetworzonego filmiku nie będzie można spontanicznie wrzucić na media społecznościowe. Co więcej, wybór ulepszeń AI i rozdzielczości 4K daje w sumie dwa filmy – pierwszy dostępny od razu, ale w rozdzielczości 1080p i po jakiś czasie drugi, przetworzony, już w 4K.  Wideo 4K z ulepszeniami AI https://youtu.be/tARl4KwI9VM Wideo 4K z ulepszeniami AI https://youtu.be/gp-3NkNzCXI Wideo 1080p, stabilizacja Aktywna” https://youtu.be/Fychyjzz384 Wideo w trybie nocnym https://youtu.be/rttfQIXBjcE Bateria i czas pracy Energię do pracy Pixela 11 Pro dostarcza akumulator litowo-jonowy 4850 mAh, czyli najmniejszy z całej serii, bo nawet w podstawowym Pixelu znalazł się akumulator 4985 mAh. Jak widać, Google jeszcze nie zauważa trendu na ogniwa krzemowo-węglowe o dużej gęstości i pojemności – w takim smartfonie aż by się prosiło o np. 6000 mAh. Google co prawda przekonuje, że nowy układ SoC zapewnia większą oszczędność, a telefon może pracować w mieszanym cyklu ponad 30 godzin. Owszem, tragedii nie ma, ale wyjeżdżając na weekend, lepiej nie zapinać ładowarki. U mnie smartfon używany do typowych zastosowań, ale najczęściej internetu, słuchania muzyki i robienia zdjęć, przepracowywał maksymalnie do 1,5 dnia. Lepiej się jednak nastawiać na ładowanie każdego dnia. Mocnym obciążeniem dla akumulatora są aparat i kamera – po 2-3 godzinach foto spaceru stan baterii może się zmniejszyć poniżej 50%. Granie w gry mobilne oznacza utratę około 12-13% energii w ciągu godziny, co powinno wystarczyć na blisko 8 godzin zabawy. W naszym standardowym teście odtwarzania wideo 4K przy jasności 300 nitów smartfon też nie zachwycał, osiągając 14 godzin i 24 minuty.    Akumulator (mAh) Wyświetlacz Czas pracy (minuty) Przekątna (cale) Rozdzielczość (piksele) Odświeżanie (Hz) Apple iPhone 17 Pro Max 4823 6,9" 1320 x 2868 120 1107 Google Pixel 8 Pro 5050 6,7" 1008 x 2244 120 897 Google Pixel 9 Pro XL 5060 6,8" 1008 x 2244 120 769 Google Pixel 10 Pro 4870 6,3" 1280 x 2856 120 748 Google Pixel 10a 5100 6,3" 1080 x 2424 120 1211 Google Pixel 11 Pro 4850 6,3" 1280 x 2856 120 864 Honor 600 Pro 6400 6,57" 1264 x 2728 120 1688 Honor Magic8 Pro 6270 6,71" 1256 x 2808 120 1162 Motorola Signature 5200 6,8" 1264 x 2780 120 1049 Nothing Phone (3) 5150 6,67" 1260 x 2800 120 1014 Nubia Redmagic 10 Pro 7050 6,85" 1216 x 2688 144 1167 OnePlus 15 7300 6,78" 1272 x 2772 165 1462 OnePlus 15R 7400 6,83" 1272 x 2800 165 1474 Oppo Find X9 7025 6,59" 1080 x 2374 120 1334 Realme GT 8 Pro 7000 6,79" 1080 x 2352 120 1412 Samsung Galaxy S26 Ultra 5000 6,9" 1080 x 2340 120 1137 Vivo X300 Pro 5440 6.78" 1260 x 2800 120 976 Vivo X300 Ultra 6600 6,82" 1260 x 2772 144 1230 Z ładowaniem jest bez zmian – znów dostajemy tylko 30 W, bardzo mało jak na telefon udający flagowca. Google podaje, że w 30 minut można osiągnąć 55% naładowania (za pomocą kupowanej oddzielnie ładowarki 30 W USB-C PPS), w praktyce uzyskałem podobny rezultat – 54%. Po 45 minutach było to natomiast 76%, a po godzinie – 88%. W sumie pełne naładowanie trwało około 80 minut. Można też skorzystać z ładowania bezprzewodowego do 25 W, w tym z wykorzystaniem magnetycznego systemu Pixelsnap (zgodnego ze standardem Qi 2.2). Wbudowane w obudowę telefonu magnesy automatycznie przyciągają i precyzyjnie pozycjonują smartfon i ładowarkę. Gwarantuje to stabilne połączenie bez ryzyka przypadkowego zsunięcia się sprzętu i przerywania ładowania. Niestety, nie mam takiego akcesorium, za to na mojej ładowarce OnePlus o mocy 50 W smartfon lądował się tak koszmarnie wolno, że aż się odechciewało korzystać.  Google Pixel 11 Pro – czy warto? Ocenę Pixela 11 Pro należy umieścić na kilku poziomach. Po pierwsze – cena. Smartfony Pixel są tradycyjnie zbyt wysoko wyceniane, teraz nie jest inaczej. Urządzenia innych marek za takie kwoty oferują jednak nieco bardziej wyśrubowane parametry. „Ale Google dodaje do tego wyjątkowy pakiet funkcji AI i specjalne dropy Pixela, które uzupełniają możliwości sprzętowe”. Tak, to prawda, ale w Polsce znów zestaw tych funkcji jest mocno okrojony – może w takim razie w naszym kraju cała seria powinna mieć obniżone ceny? Sam bym polecał Pixela 11 Pro ze szczerego serca, gdyby startował z pułapu tak około 4000 zł. Drugi poziom to oczekiwania. Kto liczy na flagowca ze wszystkimi funkcjami na maksa, znów rozczaruje się podejściem Google. Wydajność jest średnia, akumulator przeciętny, ładowanie wolne. Ok, Pixel 11 Pro mocno plusuje sekcją fotograficzną, ale chińskie topowe modele wypadają pod tym względem nie gorzej, niektóre może lepiej, a jednocześnie nie idą na kompromisy sprzętowe. Kolejny poziom to „czy warto zamienić”, co dotyczy głównie użytkowników telefonów Google. Posiadacze starszych modeli jak seria Pixel 7 czy Pixel 8 zdecydowanie powinni się przesiąść, bo korzyści będą zauważalne, co wynika z oczywistych różnic technologicznych. Użytkownicy serii Pixel 9, a już zdecydowanie PIxeli 10 Pro mogą nie dostać jednak tylu korzyści, na jakie liczą, chociaż trzeba też podkreślić, że Google naprawił kilka wad, jak modem czy zarządzanie temperaturą. Dla nich przesiadka ma sens, o ile mankamenty poprzednika faktycznie nie dają żyć. Jednak pomijając już te dywagacje – Google Pixel 11 Pro to świetny smartfon, z którego korzysta się z wielką przyjemością. Fajnie wygląda, jest dobrze wykonany, zachwyca pięknym ekranem, w większości zastosowań działa szybko, ma świetny zestaw aparatów, sprawnie łączy się z sieciami, ma parę niebanalnych funkcji (satelitarny SOS, VPN, unikatowe dodatki AI), najlepsze wsparcie programowe twórców Androida – to wszystko razem ładnie gra i już po kilku dniach człowiek staje się fanem Pixeli, a na chińskie nawet super flagowce patrzy już z dużą rezerwą. Gdyby tylko nie te ceny…

5
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Samsung Galaxy S26 FE bez tajemnic. Jest film z unboxingu
Sprzęt 20:11

Samsung Galaxy S26 FE bez tajemnic. Jest film z unboxingu

0
MARIAN SZUTIAK
1.
MediaTek Dimensity 9600 Pro za 110 złotych. Wyciekł prototyp
Sprzęt 19:03

MediaTek Dimensity 9600 Pro za 110 złotych. Wyciekł prototyp

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Apple tnie Vision Pro. Siri też na celowniku
Tech 18:10

Apple tnie Vision Pro. Siri też na celowniku

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Sony Xperia 10 VIII tuż przed premierą. Tak wygląda
Sprzęt 17:19

Sony Xperia 10 VIII tuż przed premierą. Tak wygląda

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Tesla i inni wzywają miliony aut. Chodzi o drzwi
Moto 16:32

Tesla i inni wzywają miliony aut. Chodzi o drzwi

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Posiadacze przenośnych PC się ucieszą. Nowa wersja Linuxa wymiata
Oprogramowanie 15:43

Posiadacze przenośnych PC się ucieszą. Nowa wersja Linuxa wymiata

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Armia daje im wolne na premierę GTA 6. Nietypowa akcja w USA
Wiadomości 14:52

Armia daje im wolne na premierę GTA 6. Nietypowa akcja w USA

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
El Nino bije rekordy. 2027 r. może być jeszcze gorętszy niż ten rok
Nauka 14:07

El Nino bije rekordy. 2027 r. może być jeszcze gorętszy niż ten rok

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Dezorganizuje mózg jak i organizuje go zarazem. Tak działa psylocybina
Nauka 13:22

Dezorganizuje mózg jak i organizuje go zarazem. Tak działa psylocybina

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Insta360 Luna Pro rzuca wyzwanie DJI. Dobra cena i jest 8K
Sprzęt 12:35

Insta360 Luna Pro rzuca wyzwanie DJI. Dobra cena i jest 8K

1
LECH OKOń
1.
Tego jeszcze nie było. Upchali rekordową liczbę warstw OLED w ekranie
Sprzęt 11:41

Tego jeszcze nie było. Upchali rekordową liczbę warstw OLED w ekranie

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Kupił i zabił go HP. Teraz Compaq wraca z przytupem
Sprzęt 10:55

Kupił i zabił go HP. Teraz Compaq wraca z przytupem

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Tak dobry serial science–fiction, że aż mam ochotę sięgnąć po pierwowzór
Telewizja i VoD 09:58

Tak dobry serial science–fiction, że aż mam ochotę sięgnąć po pierwowzór

0
PATRYCJA KORBA
1.
GPD Win Max 3 to jeden z ostatnich faktycznie małych laptopów
Sprzęt 09:01

GPD Win Max 3 to jeden z ostatnich faktycznie małych laptopów

0
LECH OKOń
1.
Lidl woła ledwie 120 zł, a to taki "Dyson z mopem" 6 w 1
Telepolis.pl
Sprzęt 07:13

Lidl woła ledwie 120 zł, a to taki "Dyson z mopem" 6 w 1

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Roomba jest tylko jedna. Przekonaj się, czemu warto postawić na oryginał od iRobot
Sponsorowane 21 SIE 2026

Roomba jest tylko jedna. Przekonaj się, czemu warto postawić na oryginał od iRobot

1
ARKADIUSZ BAłA
1.
ToxicPanda 2.0 atakuje Androida. Kradnie PIN-y i dane bankowe
Bezpieczeństwo 21 SIE 2026

ToxicPanda 2.0 atakuje Androida. Kradnie PIN-y i dane bankowe

3
MARIAN SZUTIAK
1.
Qualcomm odpuszcza wersję Pro. Nadchodzi Snapdragon Extreme
Sprzęt 21 SIE 2026

Qualcomm odpuszcza wersję Pro. Nadchodzi Snapdragon Extreme

0
MARIAN SZUTIAK
1.
Więcej nowości
ChatGPT dostał dostęp do iMessage. Jest jeden poważny problem
Aplikacje 21 SIE 2026

ChatGPT dostał dostęp do iMessage. Jest jeden poważny problem

hatGPT potrafi już zaglądać do wiadomości na Macu i wykonywać na ich podstawie konkretne zadania. Nowa integracja z Apple Messages jest wygodna, ale jednocześnie otwiera bardzo poważne pytania o prywatność i kontrolę nad wysyłanymi wiadomościami. ChatGPT może czytać wiadomości na Macu OpenAI udostępniło w aplikacji ChatGPT na macOS wtyczkę Apple Messages. Po przyznaniu odpowiednich uprawnień, program może przeszukiwać historię rozmów, tworzyć jej podsumowania, przygotowywać odpowiedzi, a także wysyłać wiadomości przez aplikację Wiadomości. Co ważne, rozwiązanie obsługuje nie tylko iMessage. Działa również z SMS-ami i wiadomościami RCS. ChatGPT może więc wykorzystać treść rozmów do wykonania bardziej złożonych poleceń. Przykład? Można poprosić go o sprawdzenie kalendarza, znalezienie rozmowy z konkretną osobą i zaproponowanie wolnych terminów na kolację. Może też wyszukać w wiadomościach informacje o urodzinach i dodać je do kalendarza, znaleźć potencjalne wiadomości spamowe czy wskazać osoby, do których warto się odezwać po wcześniejszej rozmowie. Wiadomość wysłana za użytkownika Domyślnie OpenAI zastosowało dodatkowe zabezpieczenie. Przed wysłaniem wiadomości, ChatGPT powinien poprosić o zatwierdzenie zarówno jej treści, jak i odbiorcy. Można jednak zezwolić na wysyłanie wiadomości do konkretnej rozmowy bez każdorazowego pytania. I tutaj pojawia się problem. OpenAI samo informuje o znanym błędzie, przez który w określonych konfiguracjach aplikacja Wiadomości może nie pokazać wymaganego potwierdzenia wysyłki. Dotyczy to między innymi sytuacji, gdy zadanie korzysta z pełnego dostępu lub wyłączone są monity o zgodę. OpenAI zaleca wtedy zmianę ustawień na "Ask for approval" albo "Approve for me" i ponowienie operacji. Nie jest więc precyzyjne stwierdzenie, że ChatGPT zawsze może wysłać iMessage bez zgody. Ryzyko polega na tym, że mechanizm kontroli wysyłki może w pewnych sytuacjach nie zadziałać tak, jak powinien. Prywatne rozmowy trafiają pod kontrolę AI Jest też drugi problem, znacznie szerszy niż samo wysyłanie wiadomości. Użytkownik może świadomie udostępnić ChatGPT dostęp do swoich rozmów, ale osoby znajdujące się po drugiej stronie czatu nie podejmują takiej decyzji. W przypadku grupowej rozmowy wystarczy, że jedna osoba skonfiguruje integrację, aby treść całego wątku mogła zostać wykorzystana przez AI. To rodzi pytania o prywatność, szczególnie gdy wiadomości zawierają dane osobowe, informacje służbowe albo inne poufne treści. OpenAI nie wyjaśnia w udostępnionych informacjach, że analiza tych danych odbywa się wyłącznie lokalnie na Macu. To istotna kwestia, ponieważ część operacji ChatGPT może wymagać przetwarzania danych poza urządzeniem. Tylko nowe Maki z Apple Silicon Nowa funkcja jest dostępna we wszystkich planach ChatGPT, ale tylko w desktopowej aplikacji na macOS i wyłącznie dla komputerów z procesorami Apple Silicon. Komputery z procesorem Intela nie są obsługiwane. Integracja działa także z ChatGPT Work i Codex, ale nie jest dostępna w wersji webowej ani mobilnej, Codex CLI czy rozszerzeniu IDE. Nie można również potraktować Wiadomości jako zdalnego interfejsu do rozmowy z ChatGPT. Apple nie wydało na razie oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Sama technologia pokazuje jednak, jak szybko agenci AI zaczynają uzyskiwać dostęp do danych, które do tej pory pozostawały przede wszystkim pod kontrolą użytkownika. W tym przypadku wygoda jest duża, ale pomyłka AI może mieć znacznie bardziej realne konsekwencje niż błędna odpowiedź w zwykłym oknie czatu.

1
MARIAN SZUTIAK
1.

Więcej nowości

132-minutowy thriller oficjalnie jednym z największych hitów
Telewizja i VoD 21 SIE 2026

132-minutowy thriller oficjalnie jednym z największych hitów

I znów musimy wspomnieć Prime Video. Teraz chodzi o thriller akcji, którego część druga jest nawet lepsza niż pierwsza. To ewenement z Jonem Bernthalem w roli głównej, który zyskał właśnie drugie życie w streamingu. Kto nie widział, doskonale wie, co ma robić. Księgowy 2 lepszy niż pierwsza część Gwiazda filmów takich, jak "Punisher" i "The Walking Dead" - Jon Bernthal - nie jest obca miłośnikom filmów akcji. Ale oprócz występów w MCU i walki z zombiakami, aktor pojawił się także w najnowszym hicie Christophera Nolana - "Odysei". Wcielił się tam w postać króla Sparty, Menelaosa. O Bernthalu można powiedzieć wiele, ale jedno jest pewne - ma on tendencję wcielania się w role postaci, z którymi nie warto zadzierać. Thriller akcji z 2025 roku - "Księgowy 2" jest na to kolejnym przykładem. Aktor dostał tu znacznie więcej czasu antenowego. Przypadek zatem, że druga część została oceniona wyżej? Nie sądzimy. Co ciekawe, rok po premierze, film ten stał się jednym z największych hitów streamingowych na świecie. Wszystko dzięki Prime Video.  Nudny tytuł? Nic bardziej mylnego. Czeka nas wartka akcja Przypomnijmy, że "Księgowy 2" trafił do kin w kwietniu 2025 roku i był długo wyczekiwaną kontynuacją przeboju z 2016 roku. To co przyciągało w produkcji to aktorzy: Bernthal i Ben Affleck. Obaj powrócili w drugiej części, by ponownie wcielić się w role Braxtona i Christiana Wolffa. Wielu widzów jest zdania, że zrobili to tak dobrze, że sequel okazał się jeszcze lepszy niż pierwsza część. I fakty mówią same za siebie - "Księgowy" ma notę 77% na Rotten Tomatoes, a "Księgowy 2" - 92%.  "Księgowy 2" po swojej premierze kinowej, zyskał drugie życie w streamingu. W tygodniu od 10 do 16 sierpnia 2026, kontynuacja thrillera akcji z Bernthalem była 10. najpopularniejszym filmem na liście 10 najlepszych filmów Prime Original.  https://www.youtube.com/watch?v=-Ms0AyIMouA

1
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Od miesiąca pracuję na tabletach Huawei. Da się, ale czy warto?
Telepolis.pl
Testy sprzętu 18 SIE 2026

Od miesiąca pracuję na tabletach Huawei. Da się, ale czy warto?

MatePad Pro Max i MatePad Air to najnowsze tablety chińskiego producenta. Są to konstrukcje z wysokiej półki cenowej, o czym dobitnie świadczą zastosowane materiały i komponenty. I na pewno nie mogę Huaweiowi odmówić, że robił wszystko, aby dać nam jak najlepsze urządzenia. Czy to jednak wystarczyło? Ekran dosłownie zachwyca Najważniejszym elementem każdego tabletu jest ekran. W końcu to na niego patrzymy się każdego dnia. Tu mam dość wysokie wymagania, bo korzystam z iPada mini obecnej generacji, który ma naprawdę porządny i dobrze skalibrowany panel LCD. Jednak ekrany w tabletach Huaweia to już zupełnie inna liga. Oczywiście duże znaczenie ma tu fakt, że są to panele OLED i czernie wyglądają na nich jak… czernie. Jednak ich matowe wykończenie i zastosowany szereg różnorodnych filtrów sprawia, że mamy wrażenie raczej, jakbyśmy obcowali z wydrukowanym obrazkiem. Zwłaszcza podczas czytania.  Samo to, że treści się na nim błyskawicznie przewijają, daje wrażenie czegoś magicznego. Podczas prezentacji, kiedy opowiadano nam, że ekran ten nie męczy oczu, podchodziłem do tej sprawy dość sceptycznie. Jednak po lekturze ponad 600 stronicowego ebooka muszę się z tym zgodzić. Owszem, papier, ani nawet e-papier to nie jest, ale niewiele mu do nich brakuje. Natomiast miłośnicy cyfrowych wydań komiksów powinni być zachwyceni. Zwłaszcza modelem Pro Max, który oferuje aż 13,2-calowy ekran.  To jednak nie wszystko. Tablety te świetnie sprawdzają się do korzystania z nich na zewnątrz. I to nie tylko w pełnym słońcu, ale też w te częściowo pochmurne dni, w których na słyszących ekranach możemy podziwiać odbicia nieba. Tu ten problem nie występuje. Tak samo pod światło nie widzimy wszędobylskich odcisków palców.  Jest jednak pewna rzecz, która po kilku tygodniach spędzonych ze sprzętem wciąż mnie irytuje. W idealnej ciszy podczas przewijania ekranu słyszę szuranie kciuka o jego matową powierzchnię. Jednak wiecie co? Wolę to niż odciski palców, refleksy słońca, czy widok mojej twarzy odbijającej się od ekranu podczas mrocznych scen w oglądanych filmach.  MatePad Pro Max i Air jako tablety do pracy Z tabletów korzystam regularnie od kilkunastu lat i tylko je wymieniam na coraz to nowsze sprzęty. Chociaż miałem jeden dłuższy przystanek, bo aż siedmioletni, w którym moim jedynym urządzeniem tego typu był Huawei MediaPad M3 Lite 10. W czasie tym nie tylko był urządzeniem multimedialnym, ale wręcz zastępował mi laptop dzięki dołożeniu klawiatury bezprzewodowej i stojaka. Służył mi on nawet awaryjnie do tworzenia tekstów w poprzednim serwisie, a po przesiadce na iPada był on moim głównym sprzętem do pracy przez bardzo długi czas.  Można więc powiedzieć, że jestem idealną osobą do sprawdzenia, jak sobie radzą najnowsze tablety Huaweia, w tym model MatePad Pro Max podczas codziennej pracy. Tu jednak pojawia się pewien problem: MacBook Air, z którego korzystam od ponad roku i który sprawił, że moje wymagania, jeśli chodzi o wygodę pracy znacznie wzrosły. Mówiąc szczerze, nie mogę zrozumieć, jakim cudem przez kilka lat pracowałem na iPadzie z klawiaturą. Obecnie stworzenie na nim chociaż jednego tekstu to dla mnie prawdziwa katorga.  Dlaczego o tym piszę? Ponieważ na tablet Huaweia będę teraz głównie… narzekał. A mimo to uważam, że pod względem pracy redakcyjnej zostawia on iPada daleko w tyle. Zacznijmy jednak od najważniejszego: czyli przeglądarki. Kluczowa jest teraz dla mnie jedna rzecz: ta ma obsługiwać wtyczki. A to nie jest takie proste, chociaż nie niemożliwe. I tu polecę przeglądarkę Titanium, która znajdziecie w Google Play. Zaraz, gdzie? A tak, w Google Play, ale spokojnie, do tego przejdziemy w kolejnym rozdziale. Teraz skupmy się na pracy.  Mamy przeglądarkę, świetny ekran, oraz klawiaturę w zestawie. Obydwie, czyli z modelu Air i Pro Max porównam do tego, co znam najlepiej, czyli MacBooka Air. Zacznijmy od tej większej: jest to pełnowymiarowa klawiatura wyspowa. I trudno się temu dziwić. W końcu jest spasowana z 13,2-calowym tabletem.  Sam układ jest wygodny, a klawisze mają nieco głębszy skok, niż w moim MacBooku, co uważam za dużą zaletę. Przy okazji są nieco bardziej chybotliwe, co jednak zauważyłem dopiero podczas delikatnego macania palcem obydwu klawiatur jednocześnie. W niczym to nie przeszkadza, a i różnica jest niewielka. Problemem jest jednak wprowadzanie polskich znaków diakrytycznych. Te można wprowadzać jedynie przy użyciu prawego przycisku alt. Tym samym dość naturalne położenie kciuka na lewym alcie, żeby uzyskać ą, ś, ę ć, ź, ż w tym przypadku nie jest możliwe. Oczywiście są osoby, które w tym celu i tak wykorzystują palec drugiej dłoni i wywołują znaki altem prawym. Dla nich to nie będzie żadnej problem, dla mnie to była początkowo droga przez mękę. Na uwagę zasługuje także gładzik. Ten jest dość duży i precyzyjny. Do tego obsługuje podstawowe gesty, jak szybką zmianę aplikacji przesunięciem dwoma palcami w lewo lub w prawo, co jest naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Na testy dostałem także myszkę Bluetooth, z której praktycznie nie korzystałem w parze z tym tabletem. Tak dobry jest to gładzik. W przypadku modelu Air klawiatura nie jest po prostu przewymiarowanym wariantem, a całkowicie przebudowaną konstrukcją. Klawisze liter są identycznych wymiarów, za to pozostałe zostały nieco skrócone. Dodatkowo niektóre znaki, jak cudzysłów, czy nawiasy kwadratowe to połówki klawiszy. Wyleciał także cały rząd przycisków F. Jednak prawdziwy problem, jaki z nią mam, to brak miejsca na nadgarstki. Wciąż da się na niej wygodnie pisać i jeśli jakiś student zastanawia się nad Huawei MatePad Air jako tabletem do pisania notatek na zajęciach, to nie powinien być rozczarowany, chociaż tu warto już dołożyć myszkę z powodu braku gładzika. Z czym więc mam problem? Z systemem. A dokładniej brakiem okien i przerzucania plików lub treści między nimi, czy możliwością szybkiego pobrania grafiki z sieci, lub przesłania zdjęć na pulpit, szybką edycją w programie graficznym i przeciągnięciem grafiki z pulpitu do przeglądarki podczas jej dodawania. Tak prosty proces jak zwykłe przycięcie grafik do konkretnych proporcji, przeskalowanie i dodanie znaku wodnego przy treściach autorskich potrafi zająć na tablecie nawet kilka minut, kiedy na laptopie to kwestia kilkudziesięciu sekund na jedną grafikę i to wtedy, kiedy się zbytnio nie śpieszę.  Takich drobiazgów podczas pracy jest naprawdę dużo, a ich robienie na tablecie zjada ogrom czasu. Jest to szczególnie uciążliwe zwłaszcza w sytuacjach nagłych, kiedy temat jest pilny, czas nas goni, a każda pierdoła tego typu opóźnia publikację. Jednak i przy zwykłej pracy redakcyjnej spędzanie długiego czasu na kwestiach tego typu zwyczajnie mnie irytuje. Ot, wolę skupić się na pisaniu i szukaniu ciekawych tematów, niż na całej reszcie, a tablet wymusza inne podejście, chociaż w przypadku MatePad Pro Max i tak wypada to naprawdę dobrze dzięki wtyczkom do przeglądarki i przełączaniu się między aplikacjami jednym gestem na gładziku. Krótko mówiąc: od przesiadki na MacBooka Air nigdy więcej nie chciałbym pracować na tablecie, ale gdyby mnie do tego zmuszono, to ze wszystkich tabletów, z którymi miałem do tej pory do czynienia, w tym z iPadem Pro, wybrałbym Huaweia MatePad Pro Max. Problem w tym, że MacBook wciąż jest urządzeniem… tańszym.  A co z rozrywką? Tablety kojarzą nam się zwykle z urządzeniami multimedialnymi, a nie maszynkami do pracy. Ja natomiast mam dwa filary rozrywki tabletowej: Pokémon Champions, którego mimo nieoficjalnego dostępu do Sklepu Play w nim nie widzę na tabletach Huaweia, oraz YouTube. W przypadku tego drugiego aplikacja niby jest, ale nie polecam z niej korzystać, o ile nie macie YouTube Premium i nie pobieracie filmów na pamięć urządzenia, aby je obejrzeć poza dostępem do sieci, lub przy jego ograniczeniu. A wszystko dlatego, że aplikacja ta pozwala maksymalnie na 1080p, co jest marnotrawstwem przy ekranach o rozdzielczościach odpowiednio 3000 × 2000 pikseli i 2800 × 1840 pikseli.  O wiele lepiej sprawdza się przeglądarkowa wersja serwisu, która nie ma nałożonych limitów i spokojnie możemy na niej oglądać materiały w maksymalnej dostępnej rozdzielczości. I chociaż brzmi to jak półśrodek, to całość działa tak, jak YouTube odpalony na przeglądarce w laptopie. Działa przy tym również przy zminimalizowanej przeglądarce, a nawet z wygaszonym ekranem.  Inne serwisy VOD, o ile uda się nam je pobrać, działają bez takich problemów. Jednak wciąż: możemy z nich korzystać przy pomocy przeglądarki internetowej. Obydwa tablety także grają bardzo dobrze, więc nie musimy się martwić o nagłośnienie podczas seansów, ani też używać słuchawek. Co nie jest dla mnie większym zaskoczeniem, ponieważ spoczywający w mojej szufladzie MediaPad M3 Lite to wciąż jeden z lepiej grających sprzętów w moim domu. Ot, Huawei zna się na głośnikach w tabletach i to się nie zmieniło.  Jak jednak już wspomniałem przy opisie ekranu: tablety te świetnie się nadają do czytania książek i komiksów. Jeśli zastanawiacie się, czy lepiej kupić czytnik, czy tablet, to MatePad Air wydaje się najlepszym wyborem dla książek, a MatePad Pro Max do komiksów. Jeśli chodzi o gry, to znaczna część wymagających tytułów widnieje jako niedostępna na tym urządzeniu. Usługi Google bez Google Tak, to jest możliwe dzięki aplikacji GBox. Dość popularną opinią jest to, że pozwala ona na instalację wszystkich aplikacji poza bankowymi i portfelem Google, co w tabletach i tak nie ma przecież większego znaczenia. Niestety, ale po wejściu w moją listę oprogramowania widzę wiele gier jako niedostępnych na tym urządzeniu. Na przykład Alien: Isolation oraz Pokémon Champions. Nie ma tu nawet klasyka nad klasyki gier mobilnych, czyli Galaxy On Fire 2.  Dużym postępem w działaniu GBoxa jest natomiast to, że dostęp do aplikacji mamy z menu samego tabletu. Oczywiście musimy wciąż pamiętać, że nie jest to natywna aplikacja dostępna w urządzeniu i musimy ją sami wcześniej zainstalować.  Wydajność Nie jestem fanem cyferek. Jeśli sprzęt działa dobrze, to nie interesuje mnie to, ile ma punktów w testach syntetycznych, ani co siedzi w środku. Nie udało mi się podczas normalnego użytkowania sprawić, aby którykolwiek z tych tabletów złapał, chociażby chwilową zadyszkę. Na co dzień korzystam z iPada mini i nie widzę różnic w działaniu między nim a którymkolwiek z dwóch testowanych tabletów Huaweia. Zasilanie W zestawie z tabletami dostajemy ładowarki. Odpowiednio 100 W dla MatePad Pro Max i 66 W dla MatePad Air. Obydwie mają złącze USB-C i USB-A, z czego… nie skorzystamy, bo porty te są tak blisko siebie, że wpięta wtyczka blokuje kolejną. No cóż, szkoda. Czy są one w stanie oddać z siebie deklarowaną moc? Nie mam pojęcia. Moje sztuczne obciążenie ma wyzwalacz PD, jednak ładowarki te korzystają z własnościowej technologii szybkiego ładowania Huaweia, czyli SuperCharge.  Mamy więc tablety, które ładują się naprawdę szybko, prawda? No właśnie nie do końca. Oczywiście, kiedy wykorzystujemy dedykowane ładowarki, to wszystko przebiega bardzo szybko. Kiedy jednak sięgniemy po jakąś inną ładowarkę, stację zasilania z AliExpress, czy powerbank, to maksymalna moc jest znacznie niższa i wynosi 9-12 W przy ciągłych spadkach do okolic 1 W i wstawaniu do maksymalnego poziomu, niezależnie od tabletu. I to mimo tego, że mam szufladę załadowaną po brzegi powerbankami wszelkiej maści, pojemności, czy różnorodnych marek. Ot, nie wspierają one technologii Huaweia. Co ciekawe przy ładowarce Anker Nano 45 W MatePad Air osiągał już stabilne 26 W, jednak tylko on i tylko przy niej. Natomiast stacja zasilania Anker Solix C300X była w stanie dostarczyć obydwu tabletom moc 24-26 W, mimo że oficjalnie nie wspiera żadnej technologii. I trudno się temu dziwić: większość powerbanków i ładowarek wspiera QC i PD, a nie SuperCharge.  Jeśli chodzi o baterię, to jest… dobrze. Nie udało mi się żadnego z tabletów zmęczyć w jeden dzień, a zwykle i 3 dni daleko od ładowarki potrafiły spędzić, co jest dużym plusem, biorąc pod uwagę, że musiały mieć dedykowaną pod siebie ładowarkę.  Świetny rysik, wybitny ekran i genialna aplikacja To nie będzie historia o tym, jak odkryłem w sobie talent rysowniczy. Z plastyki zawsze byłem noga, a nawet w zerówce moje rysunki mocno odstawały jakościowo od tego, co robiły inne dzieci. Dlatego też nie potrafię docenić możliwości tego typu rozwiązań. Mimo to widzę olbrzymią różnicę między iPadem a tabletami Huaweia. Różnice na korzyść… Huaweia.  Zacznijmy od rysika. Ten wygląda jak długopis, co samo w sobie już sprawia, że jego trzymanie wydaje się naturalniejsze, niż w przypadku białego monolitu od Apple. Sama konstrukcja jest sztywna i porządnie wykonana, chociaż dzięki haptyce sprawia wrażenie miekkiego, kiedy go ściśniemy, co wywołuje menu podręczne na tablecie do szybkich notatek, rysunków czy zrzutu ekranu, oraz menu podręczne w GoPaint, o którym będzie zaraz. Oczywiście wykrywa się nacisku, więc w naturalny sposób możemy regulować grubość linii. Kąt nachylenia wydaje się za to nie mieć większego znaczenia. Na pochwałę zasługuje także sprytny schowek na rysik w etui z klawiaturą modelu MatePad Pro Max. Nie ma mowy, żeby wystawał, lub nam gdzieś wypadł. Szkoda, że Air jest tego pozbawiony i musimy liczyć na magnes, który w torbie nie gwarantuje utrzymania akcesorium w miejscu. Same rysik ładuje się bezprzewodowo od tabletów i jest kompatybilny z obydwoma urządzeniami. Co do ekranu, to jego matowe wykończenie, na które tak narzekałem, jeśli chodzi o przesuwanie kciukiem, tutaj sprawdza się wyśmienicie. Rysik, w przeciwieństwie do iPada, nie śliga się na szkle, a daje wrażenie zbliżone do rysowania na kartce papieru. Owszem, dosyć gładkiej kartce, ale jednak kartce. Owszem, istnieją folie matujące na iPady pod robienie rysunków, tu mamy to jednak w standardzie. Przejdźmy do GoPaint. To najprostszy program do rysowania na tablecie, z jakim miałem do tej pory kontakt. Wszystko jest przejrzyste, nadmiar funkcji rzuconych na główny obraz nie przytłacza, a jednocześnie wszystko, czego potrzebujemy, możemy łatwo znaleźć. Można nawet stworzyć samemu pędzel, który przypomina rozmoknięte farby plakatowe i rozmazuje wcześniejsze linie, rozlewając cię po dotychczasowym rysunku.  Czy to najlepsza aplikacja do rysowania? Nie mam pojęcia, bo się na nich nie znam. Nie wiem więc, czy nie ma jakiegoś istotnego braku. Wiem za to, że korzysta mi się z niej wyjątkowo dobrze, a jest ona na standardowym wyposażeniu, czyli w cenie tabletu.  Z jednej strony chcę chwalić, z drugiej ganić, a z trzeciej wiem, że to nie wina firmy I mówiąc też, że nie dla każdego wiem, że nie są to urządzenia dla mnie. Owszem, matowy ekran chętnie bym przeniósł do iPada, ale ta cecha nie jest dla mnie aż tak istotna, abym chociaż rozważył przesiadkę. Za to ktoś, kto dużo czyta książek lub komiksów (ja i tak sięgam po audiobooki, bo podczas słuchania mogę robić inne rzeczy), rysuje, lub robi notatki na studiach, patrząc całymi dniami w ekran, a potem wraca z uczelni do domu/akademika/na stancję i… dalej patrzy w ekran, na pewno doceni to, że jego oczy nie będą aż tak mocno obciążone.  Dla mnie jednak problemami nie do przejścia są te związane z ładowaniem urządzenia i brakiem części aplikacji. Oczywiście, rozumiem, że to nie jest wina Huaweia. Firma ta została w końcu odcięta od kluczowych technologii i usług z USA i musiała opracować własne zamienniki, a społeczność wokół niej skupiona nieoficjalne obejścia, z których sam korzystałem podczas testów. Jednak… dlaczego ma to obchodzić kogoś, kto sięga po te urządzenia?  No dobrze, ale mamy dwa tablety, w różnych cenach a wnioski są przecież dla obydwu bardzo podobne. Czy więc zakup Air powinien być domyślny? Niekoniecznie. Do pracy z rysikiem lub tekstem lepiej wybrać model Pro Max. Fani komiksów również lepiej się odnajdą na dużym ekranie. Jeśli komuś zależy na niższej cenie lub mniejszym ekranie, to wariant Air jest jednak urządzeniem jak najbardziej godnym polecenia i nie odstaje on możliwościami od większego wariantu. Nie dziwi mnie więc, że Pro Max jest tak duży. W wersji o wymiarach modelu Air nie bardzo miałby sens. 

2
PAWEł MARETYCZ
1.

Popularne porównania