Pogrucha i zniesie jajko, czyli po co nam gołębie w miastach
Publicystyka 15:56

Pogrucha i zniesie jajko, czyli po co nam gołębie w miastach

Gołąb miejski to jedno z najczęściej spotykanych zwierząt w otoczeniu człowieka. Dla jednych jest sympatycznym sąsiadem przesiadującym na parapecie, dla innych "latającym szczurem", czyli utrapieniem. Co warto o nim wiedzieć i czy faktycznie stwarza on dla człowieka tak duże zagrożenie, jak niektórzy przekonują?  Kilka miesięcy temu popełniłem tekst o komarach. Od swoich rozmówców zaznajomionych z tym tematem, dowiedziałem się wówczas, że owady te nie są wyłącznie problemem – odgrywają w środowisku istotną rolę. A jak jest z gołębiami żyjącym w miastach? Czy człowiek ma z nich pożytek? A jeśli nie my, to czy na ich obecności korzystają inne zwierzęta? Okazuje się, że także i w tym przypadku sprawa nie jest jednoznaczna. Ile gołębi żyje w Polsce? Liczba robi wrażenie Warto chyba zacząć od uściślenia, na które zwrócił uwagę prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Otóż w polskich miastach występują różne gatunki gołębiowatych: grzywacz (Columba palumbus, większy od pozostałych i występujący też w lasach) czy sierpówka (Streptopelia decaocto, mniejsza, z czarnym "sierpem" na karku, ściśle chroniona). Jednak nas najbardziej interesuje obecnie gołąb miejski (Columba livia forma urbana). To wywodzący się od gołębia skalnego gatunek synantropijny, a zatem taki, który przystosował się do życia w środowisku mocno przekształconym przez człowieka. To właśnie gołąb miejski jest najbardziej związany z człowiekiem i jednocześnie najliczniejszy w tkance miejskiej. Szacuje się, że w naszych miastach żyje kilkaset tysięcy osobników tego gatunku. O szczegółowe dane jednak trudno.  Gołąb opanował rozmnażanie do perfekcji  Dlaczego jest ich tak dużo i dominują, przynajmniej wizualnie, nad innymi gatunkami zamieszkującymi miasta? Najprostsza odpowiedź brzmi: bo potrafiły się dostosować. I to na różne sposoby. Istotną kwestią jest np. rozmnażanie – w ich przypadku możliwe jest ono przez cały rok (dłuższa przerwa zazwyczaj przypada na grudzień i styczeń). A młode gołębie nie potrzebują dużo czasu, by się usamodzielnić. W efekcie para wyprowadza rocznie 4-5 lęgów, ale w warunkach sprzyjających może ich być więcej. Najczęściej w lęgu składane są dwa jaja. To pokazuje skalę reprodukcji.  Skoro już o lęgach i jajach mowa…  Czy gniazda gołębi można usuwać? A jeśli tak, to kiedy? Niektórym wydaje się, że skoro gołębi jest dużo i często uznawane są za szkodniki, to gniazda tych ptaków można usuwać przez cały rok. Także z jajkami, a nawet młodymi (osobiście spotkałem się z takim przypadkiem). Trzeba mieć na uwadze, że takie działania są niezgodne z prawem. Gniazda co prawda można usuwać, ale wyłącznie w okresie jesienno-zimowym. I tylko puste.  Jeśli ktoś kategorycznie nie chce mieć gniazda na swoim balkonie, a zauważy ptaki znoszące na niego gałązki, to jest to moment, żeby zareagować, usunąć patyczki i ewentualnie zabezpieczyć balkon profesjonalnie założoną siatką. Kiedy pojawią się jaja, takie gniazdo podlega ochronie prawnej. Jeszcze gorsze jest usuwanie gniazd z już wykutymi pisklętami i przenoszenie ich na przykład pod śmietnik czy w krzaki. To w zasadzie skazanie piskląt na śmierć, ponieważ rodzice nie będą ich karmić w nowym miejscu, a same są łatwym łupem dla drapieżników. Jeśli znajdziemy takie gniazdo, to pisklęta bezwzględnie wymagają zabezpieczenia i udzielenia im pomocy – tłumaczy Klaudia Beleć, członkini zarządu Fundacji Chatka Gołębia. Rozwiązaniem problemu niechcianego lokatora (np. na balkonie) jest wspomniana przed momentem siatka. Jednak trzeba zaznaczyć, że przy jej zakładaniu najlepiej zdecydować się na usługi profesjonalnej firmy, by uniknąć np. luk, przez które ptaki przedostaną się na balkon i zostaną na nim uwięzione.  Kolce to kiepski pomysł. Lepsza jest spirala Inną metodą radzenia sobie z tymi ptakami są kolce, które można kupić m.in. w marketach budowalnych czy przez internet. Wielu osobom wydaje się, że to humanitarne rozwiązanie – wszak stosują je np. miejskie spółki, by chronić budynki. Jak jest w rzeczywistości? Otóż kolce są dla ptaków niebezpieczne. Nierzadko pozostają niewidoczne, co prowadzi do okaleczeń. Alternatywą dla tego rozwiązania są znacznie bezpieczniejsze spirale. One również są powszechnie dostępne, a cena jest zbliżona do kolców. Zaleta? Spirale nie powodują u ptaków uszkodzeń. Przynajmniej dzieje się to znacznie rzadziej. Kwaśne ptasie odchody  Dlaczego właściwie stosowane są te zabezpieczenia? Głównym problemem wynikającym z obecności gołębi są ich odchody – kwaśne i powodujące korozję budynków, pomników czy samochodów. Wydział Komunikacji Społecznej Urzędu Miejskiego Wrocławia poinformował mnie, że jeden tylko ptak rocznie może wydalić kilkanaście kilogramów odchodów. A to generuje koszty, bo renowacja zniszczonych obiektów może być bardzo droga. Jednocześnie mieszkańcom mogą przeszkadzać zabrudzone parapety, okna czy balkony. A nierzadko także strychy, jeśli są źle zabezpieczone.  Czy tę kwestię należy rozpatrywać jedynie w kategoriach estetycznych lub infrastrukturalnych? Niekoniecznie. Przeciwnicy gołębi podnoszą argument, że zwierzęta te po prostu zagrażają zdrowiu ludzi. Z pytaniami w tej sprawie zwróciłem się do Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Odpowiedzi udzielił mi rzecznik prasowy tej instytucji Marek Waszczewski. Jakie choroby i pasożyty przenoszą gołębie? Najważniejsza informacja jest następująca: ryzyko przeniesienia patogenu z dzikich gołębi i ich odchodów na człowieka oceniane jest jako niskie, a nawet nikłe. Tak przynajmniej wygląda to w przypadku większości z nas. Zwiększone ryzyko dotyczy m.in. osób z poważnym upośledzeniem odporności. Największe zagrożenie ptaki stwarzają, gdy gnieżdżą się wewnątrz budynków i mogą prowadzić do rozprzestrzeniania się ektopasożytów, a zatem stworzeń żyjących na powierzchni organizmu żywiciela. W tym gronie można wymienić pluskwy czy pchły.  Największe zagrożenie dla ludzi stwarzają obrzeżki, czyli kleszcze gołębie, z uwagi na możliwość powodowania burzliwych alergicznych reakcji anafilaktycznych. Sąsiedztwo gniazd dzikich gołębi może przyczyniać się także do występowania egzogennego alergicznego zapalenia pęcherzyków płucnych, występującego jednak rzadko u osób niebędących hodowcami gołębi – tłumaczy Marek Waszczewski. Innym zagrożeniem są choroby wywołane przez grzyby (Cryptococcus neoformans) oraz bakterie. W tym ostatnim przypadku warto wskazać na Chlamydia psittaci, czyli bakterię powodującą ornitozę (inaczej zwana papuzicą). Człowiek może się nią zarazić drogą kropelkową, np. wdychając pył z ptasich piór czy jego odchodów. Od razu trzeba jednak zaznaczyć, że w naszym kraju rzadko obserwowane są przypadki zakażeń wywołanych tą bakterią.  Zarejestrowano dotychczas po jednym przypadku w 2016 r., 2017 r. i 2024 r.  W 2025 r. nie odnotowano przypadków ornitozy, a w okresie 1.01-15.07.2026 – zarejestrowano 4 przypadki ornitozy, jednak należy pamiętać, że są to dane wstępne, podlegające dalej weryfikacji epidemiologicznej i mogą ulec zmianie.   Warto podkreślić, że zainteresowanie ornitologią jest obecnie trendem narastającym w kraju jak i w Europie, a więc pojedyncze przypadki tej choroby u osób eksponowanych na rezerwuar ptasi nie jest też okolicznością nieoczekiwaną – wyjaśnia rzecznik GIS. Wspomniane mikroorganizmy nie są jedynymi zagrażającymi ptakom, a w konsekwencji także ludziom. Jednak inne stwarzają minimalne niebezpieczeństwo dla człowieka, a ściślej dla zdrowia publicznego. W efekcie nie są one objęte w naszym kraju nadzorem epidemiologicznym w odniesieniu do ludzi. Najważniejszy jest porządek Specjaliści, z którymi rozmawiałem, zaznaczyli, że ważne jest utrzymywanie porządku tam, gdzie występują gołębie (prace te należy wykonywać w odpowiedniej odzieży ochronnej). Zwłaszcza, gdy ptaki te żyją w stadach. Bliski kontakt międzyosobniczy sprzyja szerzeniu się chorób pasożytniczych i zakaźnych. Gołębie miejskie nie powinny gniazdować i żerować w najbliższym otoczeniu szpitali, domów pomocy społecznej, domów seniora czy hospicjów. A zatem miejsc, w których przebywają ludzie o obniżonej odporności. Kłopot polega na tym, że nierzadko to właśnie seniorzy dokarmiają gołębie i w ten sposób przyzwyczajają je do konkretnego miejsca.  Staramy się edukować ludzi, żeby nie dokarmiali gołębi, co często sprowadza się do wyrzucania jedzenia gdziekolwiek - najczęściej na chodnik czy na podwórze. Niestety, ten karygodny zwyczaj lokalnie wciąż jest spotykany, szczególnie wśród osób starszych. Do takiej "stołówki" można nieumyślnie zwabić szczury. Zaśmiecanie miejsc publicznych jest wykroczeniem. Można za nie otrzymać mandat – przekonują przedstawiciele wrocławskiego magistratu. Podobnie do sprawy podchodzą w stolicy Małopolski: W przypadku uporczywego dokarmiania ptaków w miejscach, gdzie powoduje to uciążliwości lub zagrożenia sanitarne, odpowiednie służby mogą podejmować interwencje oraz prowadzić działania edukacyjne. Zależy nam przede wszystkim na budowaniu świadomości, że niekontrolowane dokarmianie często szkodzi samym ptakom – deklaruje Sabina Janeczko, rzecznik ds. zwierząt Urzędu Miasta Krakowa. Czy można karmić gołębie? A jeśli tak, to czym? Moi rozmówcy wskazywali, że dokarmianie gołębi często przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast pomagać ptakom, robi im się krzywdę. I to z kilku powodów. Wspomniałem już o tym, że występowanie tych zwierząt w większym skupisku sprzyja rozprzestrzenianiu się chorób. Jednocześnie pokarm wabi insekty i gryzonie. Ważne jest też to, czym karmi się dzikie ptaki. Przywołany już prof. Piotr Tryjanowski przestrzega, by nie karmić gołębi chlebem (zwłaszcza białym), ponieważ źle się trawi, powoduje niedożywienie i deformacje. Odradza też rzucanie ptakom resztek ze stołu, a w szczególności zepsutej żywności.   A jeśli już ktoś postanowi dokarmiać ptaki, jak powinno to wyglądać? Przede wszystkim dokarmiać należy odpowiednim pokarmem, czyli ziarnem. Ziarno dobrej jakości jest zjadane przez ptaki w kilka minut od rzucenia go ptakom, więc nie ma tutaj nowy o zaśmiecaniu terenu. Takie mieszanki można kupić przez internet, ale bardzo często również na placach targowych czy w specjalistycznych hurtowniach. Ceny w zależności od miejsca zaczynają się od około 2 zł za kilogram. Warto oszacować wielkość stada, które chce się dokarmiać (np. poprzez zrobienie im zdjęcia) i przeliczyć, ile paszy będzie nam potrzebne, przy założeniu, że optymalnie dorosły gołąb zjada ok. 30 g ziarna dziennie. Warto też zorientować się, czy stada nie dokarmia ktoś inny i nawiązać przyjazne relacje z taką osobą. Wtedy zawsze jest łatwiej i można się wspierać na przykład podczas wyjazdów czy choroby. Przy dokarmianiu pamiętajmy również o codziennym dostępie do świeżej, czystej wody. Miski należy regularnie myć i dezynfekować i przede wszystkim codziennie uzupełniać – edukuje Klaudia Beleć z Fundacji Chatka Gołębia. Gołąb, czyli dobry sąsiad człowieka. I obiad lisa Pojawił się wątek zagrożeń (trzeba przy tym zaznaczyć, że gołębie nie są szkodnikami, jak postrzegają to niektórzy), warto napisać coś o korzyściach wynikających z obecności tych zwierząt. Jedną z ich pozytywnych funkcji jest… czyszczenie miast. Tak, dobrze widzicie. Ich odchody nam przeszkadzają, ale bez gołębi problem mogłyby stanowić resztki jedzenia, które po sobie pozostawiamy. Zwierzęta te mają również wartość edukacyjną i estetyczną – część z nas po prostu lubi je obserwować.  Gołębie to jedne z niewielu zwierząt, z którymi można mieć blisko i bezpośredni kontakt. Rozpoznają twarze osób, które je karmią, są towarzyskie i dość łatwo się oswajają z obecnością człowieka. Jeśli są dobrze traktowane i regularnie dokarmiane dobrej jakości paszą, to odwdzięczają się nawet siadaniem na rękach czy głowie swoich karmicieli. W mieście jest bardzo niewiele okazji do kontaktu ze zwierzętami, a gołębie są wręcz do tego stworzone – tłumaczy ekspertka z Fundacji Chatka Gołębia. A jeśli ktoś zarzuci tym ptakom, że nie pełnią ważnych funkcji w środowisku, zasadne będzie przywołanie psów czy innych zwierząt domowych, które z punktu widzenia przyrody też nie wnoszą wiele. Czasem nawet są dla niej zagrożeniem. Zresztą, z gołębiami sprawa jest tu bardziej zawiła, bo stanowią one pokarm dla drapieżników występujących w mieście.  Gołębie zajmują ważne miejsce w diecie sokołów wędrownych (wiele par gnieździ się na blokach i wieżowcach) oraz jastrzębi. Te ostatnie czasem nawet są nazywane gołębiarzami. Na ptaki te polują także wolnożyjące koty, kuny, lisy czy kruki. Gołębie odgrywają istotną rolę w łańcuchu pokarmowym w środowisku miejskim – przekonuje prof. Piotr Tryjanowski. Jednocześnie usłyszałem, że nie stanowią one zagrożenia dla wróbli, co ponoć często mają podnosić przeciwnicy gołębi. Owszem, wróble znikają z miast, ale dzieje się tak głównie za sprawą działalności… człowieka. To my niszczymy ich miejsca do gniazdowania i ograniczamy bazę pokarmową.  Populację gołębi można ograniczać. Nawet trzeba Czy to oznacza, że gołębie miejskie należy pozostawić samym sobie i nie ingerować w rozrost ich populacji? Niekoniecznie. W Krakowie np. pilotażowo zrealizowano program antykoncepcji dla gołębi. W kilku miejscach stanęły karmniki, w których z ziarnami kukurydzy podawano odpowiednie leki. To rozwiązanie nie sprawi, że ptaki nagle znikną z przestrzeni miejskiej. Docelowo jednak populacja gołębi powinna spaść. Innym sposobem na kontrolę lęgów jest wymiana jaj – zabiera się te prawdziwe, a w ich miejsce zostawia się plastikowe. To rozwiązanie dobrze sprawdza się w miejskich gołębnikach, które z jednej strony poprawiają dobrostan ptaków (mają dostęp do dobrej jakości paszy i wody, miejsce jest sprzątane), a z drugiej strony gołębie przebywają tam, gdzie życzy sobie tego człowiek.  Współczesne zarządzanie populacją gołębi powinno opierać się przede wszystkim na metodach humanitarnych i długofalowych. Naszym celem jest zachowanie równowagi pomiędzy potrzebami mieszkańców a dobrostanem zwierząt, dlatego rozwijamy współpracę z organizacjami społecznymi i ekspertami oraz poszukujemy skutecznych, etycznych rozwiązań – przekonuje Sabina Janeczko z krakowskiego magistratu. Przygarnij ptaka i załóż mu szelki Jeśli kogoś zdziwiły miejskie gołębniki czy program antykoncepcji testowany w Krakowie (ale z powodzeniem wdrażany już w innych krajach), zapewne będzie też zaskoczony możliwością… adoptowania tego zwierzaka.  Gołębie to gatunek udomowiony, w przeciwieństwie do papug, których w niewoli jest około 100 gatunków, z czego żaden z nich nie został poddany procesowi domestykacji. Gołębie zazwyczaj chętnie spędzają czas w pobliżu ludzi, chociaż oczywiście intensywność i jakość więzi zależy od charakteru konkretnego ptaka, warunków jakie mu zapewnimy i zaangażowania opiekuna. Dobrze odnajdują się w środowisku domowym, a jeśli chcemy im zapewnić dodatkową aktywność fizyczną, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uczyć gołębia spacerów np. w szelkach. Każdy adoptowany gołąb to miejsce dla kolejnego, który z różnych przyczyn może potrzebować pomocy – tłumaczy Klaudia Beleć. Osoby zainteresowane szczegółami adopcji, powinny zajrzeć na stronę Fundacji Chatka Gołębia.  W ramach podsumowania można napisać, że gołąb miejski nie jest niezbędnym elementem miejskiej przyrody. Ale nie stanowi też zagrożenia – ani dla środowiska, ani dla człowieka. To nie szkodnik czy wróg, a po prostu dzikie zwierzę, które przystosowało się do życia w konkretnych warunkach. Przy człowieku. Nie powinniśmy ich eliminować z naszego otoczenia, ale populację ptaka warto mieć pod kontrolą – także z korzyścią dla niego.  Być może ktoś zbiera się do napisania komentarza z pytaniem: co to ma wspólnego z telefonią? Odpowiem krótko: przecież to gołąb przez tysiąclecia służył do przekazywania informacji… ;)

2
MACIEJ SIKORSKI
1.

Wybrane dla Ciebie

Najnowsze

Najnowsze

Nvidia zrzuca bombę. To narzędzie ma mocno przyspieszyć tworzenie gier
Oprogramowanie 17:27

Nvidia zrzuca bombę. To narzędzie ma mocno przyspieszyć tworzenie gier

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Emulacja PC na Androidzie tuż tuż. Snapdragon może wspierać DirectX12
Sprzęt 16:41

Emulacja PC na Androidzie tuż tuż. Snapdragon może wspierać DirectX12

1
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Postawił puszkę na iPhonie 18 Pro. Zadziała się magia
Sprzęt 15:04

Postawił puszkę na iPhonie 18 Pro. Zadziała się magia

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Xbox ubił twórców Halo. Wiele mówi, że zmiana sterów to dobra decyzja
Gry 14:15

Xbox ubił twórców Halo. Wiele mówi, że zmiana sterów to dobra decyzja

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
Nowy film Resident Evil pomógł w sprzedaży gier? Mamy konkretne dane
Gry 13:27

Nowy film Resident Evil pomógł w sprzedaży gier? Mamy konkretne dane

0
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
PlayStation rozmawia z wydawcami. Los płyt nie jest przesądzony
Gry 11:52

PlayStation rozmawia z wydawcami. Los płyt nie jest przesądzony

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
Biedronka wrzuciła dzisiaj za 299 zł. Dyson woła ponad 1000 zł
Sprzęt 11:03

Biedronka wrzuciła dzisiaj za 299 zł. Dyson woła ponad 1000 zł

1
DOMINIK KRAWCZYK
1.
Sąd: Meta masowo oszukiwała użytkowników. Dziesiątki milionów naruszeń
Bezpieczeństwo 10:16

Sąd: Meta masowo oszukiwała użytkowników. Dziesiątki milionów naruszeń

2
JAKUB KRAWCZYńSKI
1.
iPad dla biednych Polaków dostanie więcej RAM-u i lepszy procesor
Sprzęt 08:46

iPad dla biednych Polaków dostanie więcej RAM-u i lepszy procesor

3
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
LG rozpoczyna produkcję wyjątkowych ekranów. Gracze docenią
Sprzęt 08:01

LG rozpoczyna produkcję wyjątkowych ekranów. Gracze docenią

2
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.
AirPods z ważną nowością. Użytkownicy od dawna o to prosili
Sprzęt 25 WRZ 2026

AirPods z ważną nowością. Użytkownicy od dawna o to prosili

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Tesla Semi wreszcie rusza. Czekaliśmy na to prawie 9 lat
Moto 25 WRZ 2026

Tesla Semi wreszcie rusza. Czekaliśmy na to prawie 9 lat

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Nintendo dopięło swego. Pirat zapłaci milionową karę
Oprogramowanie 25 WRZ 2026

Nintendo dopięło swego. Pirat zapłaci milionową karę

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Facebook, YouTube i TikTok na krótkiej smyczy. Prezydent podpisał
Wiadomości 25 WRZ 2026

Facebook, YouTube i TikTok na krótkiej smyczy. Prezydent podpisał

6
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Google wysyła Gemini w kosmos. Start już za kilka dni
Kosmos 25 WRZ 2026

Google wysyła Gemini w kosmos. Start już za kilka dni

0
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
TSMC szykuje kolejny skok technologiczny. A14 już robi wrażenie
Tech 25 WRZ 2026

TSMC szykuje kolejny skok technologiczny. A14 już robi wrażenie

1
PRZEMYSłAW BANASIAK
1.
Ekran 12 cali, LTE i klawiatura. Nowy tablet właśnie trafił do Polski
Sprzęt 25 WRZ 2026

Ekran 12 cali, LTE i klawiatura. Nowy tablet właśnie trafił do Polski

1
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Dostaniesz za darmo 300 GB internetu. Musisz tylko wysłać mejla
Wiadomości 25 WRZ 2026

Dostaniesz za darmo 300 GB internetu. Musisz tylko wysłać mejla

4
MIESZKO ZAGAńCZYK
1.
Więcej nowości
DLSS 5 może być mordercą kart graficznych. Testy przerażają
Sprzęt 25 WRZ 2026

DLSS 5 może być mordercą kart graficznych. Testy przerażają

DLSS 5 może okazać się mordercą kart graficznych. Testy pokazują, jak drastycznie rosną zapotrzebowanie energetyczne i temperaturą złącza zasilania. Technika NVIDIA DLSS 5 jest już oficjalnie dostępna w pierwszej grze. Mowa o NBA 2K27. W przyszłości zostanie udostępniona również w kolejnych produkcjach, ale już teraz można ją nieoficjalnie testować, dzięki modom i rozwiązaniom przygotowanym przez użytkowników. Warto z tym uważać, bo można łatwo uśmiercić kartę graficzną, szczególnie RTX 5090. NVIDA DLSS 5 Koreański serwis QuasarZone postanowił przetestować DLSS 5. Jednak nie skupiali się oni na wydajności czy jakości obrazu. Zamiast tego sprawdzili, jak nowa technika NVIDII wpływa na zużycie energii, a przede wszystkim złącze zasilania 12V-2x6.  No i wnioski są dość przerażające, szczególnie w przypadku karty GeForce RTX 5090. Temperatura złącza zasilania z jednej strony wzrosła po włączeniu DLSS 5 z 80,9 aż do 91,7 stopni Celsjusza, a z drugiej strony z 77,1 do 83,4 stopni. Dla porównania w RTX 5080 nie było już tak źle, bo wtyczka osiągnęła zaledwie 52,2 stopnie Celsjusza. Tym samym wtyczka zasilania była najgorętszym elementem całej karty graficznej, bo w tym samym czasie rdzeń osiągał zaledwie 86,3 stopnie Celsjusza. Na szczęście natężenie nie przekroczyło 9,2 Amperów dla każdego z PIN-ów, co według specyfikacji jest ich graniczną wartością. Znacząco wzrosło też zapotrzebowanie energetyczne. W przypadki RTX 5090 program HWiNFO raportował aż 575,1 W (509,2 W bez DLSS 5), więc na skraju limitu 575 W. W RT 5080 wzrost wyniósł z 298,2 do 350,3 W. Natomiast pomiary za pomocą PCAT pokazały jeszcze wyższe wartości. Najwyższe zużycie dobiło aż do 658 W z włączonym DLSS5 dla RTX 5090.

0
DAMIAN JAROSZEWSKI
1.

Więcej nowości

Będzie nowa Bestia. Netflix potwierdził wielki powrót serialu
Telewizja i VoD 25 WRZ 2026

Będzie nowa Bestia. Netflix potwierdził wielki powrót serialu

Aktorka Claire Danes powróci na nasze ekrany w drugiej odsłonie serialu "Bestia we mnie". Netflix właśnie ogłosił, że produkcja rozpocznie się w listopadzie w New Jersey.  Netflix przedłuża swój globalny hit Platforma właśnie ogłosiła, że globalny hit "Bestia we mnie" został przedłużony o drugi sezon, a Claire Danes będzie miała okazję powtórzyć swoją nominowaną do nagrody Emmy rolę. Raczej, trudno by było spodziewać się jakiejś innej decyzji. Jeśli coś się widzom spodobało, należy iść dokładnie w tym kierunku. Tak przynajmniej robi Netflix.  Bestia we mnie. Będzie druga odsłona Przypomnijmy, że pierwotnie, serial był zapowiadany jako produkcja limitowana. Ale zdarzyło się inaczej. "Bestia we mnie" szturmem podbiła Netflixa, debiutując na pierwszym miejscu w globalnej pierwszej dziesiątce i zapewniając sobie miejsce w pierwszej dziesiątce aż w 88 krajach. W ciągu zaledwie siedmiu tygodni na platformie, serial zgromadził aż 43 miliony wyświetleń. Przez 5 tygodni był w pierwszej dziesiątce tygodniowego zestawienia.  Krytycy także go docenili - stał się wręcz gwiazdą sezonu nagród, zdobywając 21 nominacji do najważniejszych nagród w branży. Całkiem niedawno zdobył dwie nagrody Emmy, a Matthew Rhys (znany z serialu "Wdowia Zatoka") może pochwalić się historycznym zwycięstwem w kategorii "wybitny aktor pierwszoplanowy".  https://www.youtube.com/watch?v=Ls0eJLuNYcw O czym może opowiadać drugi sezon serialu? Twórcy zapowiadają, że szykują naprawdę coś extra. Zawsze mówiliśmy, że nakręcimy drugi sezon serialu "Bestia we mnie" tylko wtedy, gdy znajdziemy historię godną pierwszego - i z radością mogę powiedzieć, że znaleźliśmy. zapewnił Howard Gordon w oświadczeniu dla Netflixa.  Produkcja rozpocznie się w listopadzie i potrwa do marca 2027 roku. 

0
ANNA KOPEć
1.

Więcej nowości

Smartwatch do garnituru i na stok? Huawei Watch GT 7 daje radę
Sponsorowane 24 WRZ 2026

Smartwatch do garnituru i na stok? Huawei Watch GT 7 daje radę

Czy jeden smartwatch może się sprawdzić w trzech skrajnie odmiennych rolach? Dla Huawei Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro to żaden problem. Firma Huawei wprowadziła właśnie na rynek swoje nowe smartwatche z serii GT 7. Mógłbym tutaj zachwycać się nad technikaliami, ale nie mam zamiaru tego robić – na naszym portalu czekają na Was recenzje Huawei Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro, które poruszają ten temat znacznie lepiej. Zamiast tego chciałbym poopowiadać o, moim zdaniem, największej zalecie nowych zegarków producenta, czyli ich uniwersalności. Bo tak naprawdę kupując nowe modele z serii Huawei Watch GT 7 dostajecie nie jedno, a trzy różne urządzenia zamknięte w jednej obudowie. Co więcej, każde z nich może się sprawdzić w skrajnie różnych zastosowaniach. Najmodniejszy gadżet roku Pierwsza „twarz” smartwatchy z rodziny Huawei Watch GT 7, z którą spotka się większość użytkowników, to ta najbardziej stylowa. W końcu mówimy o zegarkach, które są czymś o wiele więcej niż po prostu kolejnym kawałkiem elektroniki – od lat to, co mamy na nadgarstku, jest równie istotnym elementem naszej garderoby co cała reszta ubrań. Na całe szczęście w tej roli i Huawei Watch GT 7, i Huawei Watch GT 7 Pro sprawdzają się bardzo dobrze. Producent postawił w przypadku swoich nowych zegarków na charakterystyczny, ale jednocześnie bardzo klasyczny design. Niezależnie od tego, czy mówimy o delikatnym i bardzo kobiecym wariancie 41 mm, czy też nieco bardziej masywnych wersjach 46 mm i Pro, wygląd urządzeń pełnymi garściami czerpie z konstrukcji mechanicznych. Okrągła tarcza, wyraźnie zaakcentowany bezel czy obrotowa koronka to tylko kilka detali, które razem tworzą doskonały pomost między tradycją i nowoczesnością. W połączeniu z odpowiednio dobraną tarczą i paskiem nowe smartwatche Huawei doskonale więc naśladują klasyczne zegarki. Mają jednak pewną istotną przewagę: nic nie stoi na przeszkodzie, by zmieniać styl zależnie od naszych potrzeb i upodobań. Chcemy założyć smartwatch do stylizacji business casual? Wystarczy założyć skórzany pasek albo metalową bransoletę, ustawić dobraną kolorystycznie analogową tarczę i nikt się nie przyczepi. Idąc na siłownię przydałoby się coś wygodniejszego i mniej zobowiązującego? Nowy pasek fluoroelastomerowy zrobi robotę, a dodatkowo do wyboru mamy co najmniej kilka tarcz cyfrowych, które w czytelny sposób prezentują nie tylko godzinę, ale także najważniejsze parametry naszej aktywności. Sporym ukłonem w stronę użytkowników szukających takiego „kameleona” jest bogaty wybór dedykowanych pasków, w tym pasków EasyCross z nowym zapięciem i chowaną końcówką. Ich wymiana to kwestia naciśnięcia jednego przycisku – tyle wystarczy, by prosto ze spotkania biznesowego iść w góry albo na basen. No ale chyba najbardziej istotne jest to, że jeśli w ofercie dedykowanych akcesoriów nie możemy znaleźć kroju dla siebie, zawsze są standardowe paski z mocowaniem teleskopowym – tutaj nikt nas na siłę nie próbuje ograniczać. No i wisienką na torcie, która dopełnia efektu, jest wysoka jakość wykonania. W przypadku modelu Huawei Watch GT 7 Pro koperta urządzenia wykonana została z połączenia tytanu i nanoceramiki. W efekcie dostajemy sprzęt, który nie tylko wygląda i daje poczucie obcowania z produktem premium, ale dodatkowo możemy być pewni, że wytrzyma w niemal każdej sytuacji, przed którą go postawimy. Osobisty trener Jednym z głównych powodów, dla których użytkownicy sięgają po smartwatche, jest monitorowanie aktywności. W końcu nie od dziś wiadomo, że nawet prosta funkcja liczenia kroków potrafi być doskonałą motywacją, by ruszyć się z kanapy i np. wyjść na spacer. W przypadku Huawei Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro to jednak dopiero początek. Smartwatche Huawei od dawna mogły się pochwalić rozbudowanymi trybami sportowymi. Nowa generacja idzie jednak pod tym względem znacznie dalej niż cokolwiek, co mogliśmy oglądać do tej pory. To już nie tylko „sztampowe” funkcje pokroju trybów biegowych (choć te nadal są obecne i oferują bardzo rozbudowany wgląd w każdy trening). Producent z każdą kolejną generacją wprowadza kolejne aktywności i dyscypliny, których pasjonaci są zawsze traktowani jak użytkownicy pierwszej kategorii. Przykładowo, w najnowszych modelach dodano zaawansowane tryby narciarskie. I nie, nie mówimy tu o prostym śledzeniu tego, ile czasu jesteśmy na stoku czy z jaką prędkością się poruszamy. Na użytkowników czekają wbudowane mapy ponad 3 000 ośrodków narciarskich na całym świecie i śledzenie parametrów, takich jak czas spędzony na wyciągu czy maksymalne przeciążenie podczas zjazdu. Ba, przewidziano nawet specjalne tryby do narciarstwa pod dachem. Sporych usprawnień doczekały się także tryby kolarskie. Huawei Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro potrafią już nie tylko zarejestrować pokonaną przez nas trasę, ale potrafią się okazać pomocne także podczas jazdy – m.in. poprzez dostarczanie w czasie rzeczywistym alertów o przewyższeniach czy ostrych zakrętach. Nie trzeba jednak organizować żadnych specjalnych treningów, by smartwatch mógł zadbać o naszą kondycję. Huawei Watch GT 7 przez cały czas monitoruje naszą aktywność oraz parametry zdrowotne, które następnie są na bieżąco przetwarzane na proste, czytelne komunikaty, takie jak funkcja oceny aktualnej sprawności. Dla chętnych przewidziano nawet prostą funkcję minitreningów – smartwatch co jakiś czas przypomni nam o zrobieniu sobie przerwy, podsuwając kilka spośród 30 gotowych ćwiczeń, trwających maksymalnie minutę. W ten sposób można rozruszać swoje ciało bez jakichś niewyobrażalnych nakładów pracy. Technologiczny majstersztyk Wreszcie trzecia „twarz” nowych smartwatchy to sprytne, nienachalne rozwinięcie naszego smartfona. Zmyślny gadżet, który otwiera przed nami nowe sposoby, by pozostać w kontakcie ze światem. Bo nie ma co się oszukiwać – taki zegarek był, jest i będzie kolejnym elektronicznym gadżetem. Rzecz w tym, że w przypadku Huawei Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro mówimy o naprawdę udanym gadżecie, który ma sporo atutów wyróżniających go na rynku. Jak już mówiłem, nie chcę tutaj operować suchymi liczbami. Zamiast tego chciałbym zwrócić uwagę na parę elementów, które naprawdę robią różnicę w codziennym użytkowaniu. Ot, choćby na to, że z nowymi smartwatchami Huawei możemy liczyć na 14 (41 mm) lub nawet 21 (46 mm i Pro) dni pracy na jednym ładowaniu. Porównajcie to sobie z konkurencją, która często wymaga podpinania do ładowarki co wieczór i sami wyciągnijcie wnioski. Druga rzecz to pełna swoboda w wyborze ekosystemu. Modele z serii Huawei Watch GT 7 współpracują i z Androidem, i z iOS. Co więcej, w obydwu przypadkach oferują pełną funkcjonalność w zakresie, w jakim pozwala na to dany system. Nie ma tutaj żadnych sztucznych ograniczeń, które mają wymusić na nas zakup telefonu konkretnej marki. Uważam, że to bardzo uczciwe podejście. No i po trzecie, nadal dostajemy komplet funkcjonalności, jakiej od takiego smartwatcha można oczekiwać. Synchronizacja powiadomień? Jest. Odbieranie połączeń głosowych? Też. Płatności zbliżeniowe? Jak najbardziej – za pośrednictwem Curve Pay. Zmierzam do tego, że jeśli chcecie zakosztować nowych technologii w swoim najbardziej praktycznym, przydatnym wydaniu, to trafiliście pod właściwy adres. Fenomenalna oferta, ale trzeba się spieszyć Od której strony nie spojrzeć, Huawei Watch GT 7 i Watch GT 7 Pro to świetne smartwatche, które potrafią pomóc w codziennym życiu. Niezależnie od tego, czy chcecie modnego akcesorium, czy planujecie bić rekordy na stoku, tutaj znajdziecie coś dla siebie. Wystarczy tylko dać jednemu z nowych modeli szansę. A tak się składa, że jest ku temu doskonała okazja, bo producent przygotował bardzo atrakcyjną ofertę na start sprzedaży. Kupując zegarek do 18 października 2026 r. czeka na Was 200 zł rabatu, dzięki czemu Huawei Watch GT 7 może być Wasz w cenach startujących od 999 zł. Dodatkowo, kupując zegarek na huawei.pl do zgarnięcia jest pakiet benefitów, w tym możliwość dokupienia dodatkowego paska już od 19 zł, słuchawek Huawei FreeBuds Neo za 349 zł (100 zł taniej niż poza zestawem). Macie także opcję zakupu w 20 ratach RRSO 0%. Więcej szczegółów znajdziecie w linku poniżej. Artykuł sponsorowany na zlecenie firmy Huawei

4
ARKADIUSZ BAłA
1.

Popularne porównania