Wiadomości
18:14
Jak działa przycisk alarmowy w windzie? W Łódzkiej przychodni wcale
Przekonała się o tym pracownica jednego z łódzkich przychodni, która utknęła w windzie na 16 godzin i udało jej się wydostać dzięki pomocy Policjantów.
Utknięcie w windzie brzmi jak koszmar dla osoby z klaustrofobią. Jednak po kilkunastu godzinach bycia uwięzionym w tak ciasnym pomieszczeniu nawet człowiek pozbawiony fobii będzie na skraju wyczerpania nerwowego, o czym przekonała się 47-letnia mieszkanka Łodzi. Można powiedzieć, że miała potrójnego pecha: po pierwsze zapomniała telefonu, po drugie winda z nią w środku się zacięła.
Utknęła w windzie
Po trzecie, przycisk do komunikacji z pomocą techniczną nie działał. Wiecie, ten, który w przypadku wind Schindlera jest używany głównie przez niepoważnych ludzi, którzy myślą, że wciskanie go i pytanie operatora o listę Schindlera jest zabawne i oryginalne. Tu jednak nie było miejsca na żarty, a i producent windy nie został jasno określony.
Jak się jej udało uwolnić? Otóż zaniepokojony mąż poszedł zgłosić zaginięcie żony do komisariatu na łódzkich Bałutach. Wbrew popularnemu mitowi wcale nie musi minąć 24 godziny od zaginięcia, aby Policja rozpoczęła akcję poszukiwawczą. Początkowo mundurowi sprawdzili okoliczne szpitale, jednak kiedy to nic nie dało, to sprawdzili ostatnie miejsce logowania się jej telefonu do sieci. Okazało się, że to pokrywa się z miejscem jej pracy.
Kiedy podeszli pod budynek zauważyli przez okno rozbrojony alarm oraz telefon komórkowy kobiety na stole. Zaczęli więc dobijać się do drzwi, a w odpowiedzi usłyszeli krzyk uwięzionej kobiety. Wezwali więc strażaków, którzy pomogli im dostać się do środka, oraz otworzyć windę.
Kobieta napisała do Policjantów biorących udział w akcji list z podziękowaniami, w którym przepraszała ich także, że po 16 godzinach bycia uwięzioną w windzie nie okazała im należytej wdzięczności za ratunek. Nauczka stąd idzie taka, że warto mieć przy sobie smartfon, jak się wsiada do windy.
PAWEł MARETYCZ