Wiadomości
14:04
Słono zapłacisz za podglądanie sąsiadów. To pierwsza taka kara UODO
Monitoring własnej posesji to dziś standard, ale łatwo przekroczyć granicę prawa. Przekonał się o tym właściciel kamer, który za naruszanie prywatności sąsiadów i ignorowanie urzędu zapłaci wysoką grzywnę.
Kamery nagrywały każdy krok sąsiadów
Wszystko zaczęło się od skargi na uciążliwego mieszkańca. Mężczyzna zainstalował na swoim budynku system kamer, który pracował bez przerwy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby urządzenia patrzyły tylko na jego własne podwórko. Problem polegał na tym, że sprzęt nagrywał zarówno obraz, jak i dźwięk z sąsiednich działek oraz pobliskiej drogi publicznej.
Dla okolicznych mieszkańców oznaczało to prawdziwy koszmar. Byli stale obserwowani podczas codziennych czynności. Kamery bezprawnie zbierały dane o tym, kiedy wychodzą z domu, gdzie się przemieszczają i z kim rozmawiają. Sąsiedzi w końcu stracili cierpliwość i oficjalnie zgłosili sprawę do Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Właściciel zignorował oficjalne nakazy
Prezes UODO przyjrzał się sprawie i przyznał rację skarżącym. Właściciel monitoringu przetwarzał dane osobowe bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Urząd wydał jasną decyzję: w ciągu siedmiu dni kamery muszą zniknąć albo zostać przestawione tak, by swoim zasięgiem obejmowały wyłącznie teren właściciela.
Ukarany mężczyzna postanowił jednak zagrać na nosie urzędnikom. Nie złożył skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, przez co decyzja szybko zyskała moc prawną. Co więcej, całkowicie zignorował wysyłane upomnienia. Nie odbierał urzędowych listów, które po dwukrotnym awizowaniu uznano za skutecznie doręczone. Kamery jak wisiały, tak wisiały, a nielegalne nagrywanie trwało w najlepsze przez kolejne pół roku.
Surowa kara i wizja komornika
Taki upór musiał skończyć się źle. Szef UODO, Mirosław Wróblewski, otworzył nowe postępowanie. Tym razem dotyczyło ono bezpośrednio zignorowania oficjalnego nakazu. Przepisy pozwalają w takich sytuacjach na nałożenie drakońskich kar, sięgających nawet 20 milionów euro (86,5 mln zł).
W tym konkretnym przypadku stanęło na kwocie 26711 złotych. Urząd podkreślił, że wielomiesięczna zwłoka w wykonaniu nakazu stanowiła okoliczność obciążającą i podbiła ostateczną stawkę. Co ważne, ukarany nie może po prostu zapomnieć o tej wpłacie. Jeśli nie przeleje pieniędzy dobrowolnie, do akcji błyskawicznie wkroczy Urząd Skarbowy. Skarbówka może zająć jego pensję, zablokować konta bankowe i zlicytować majątek, by skutecznie ściągnąć należność.
Dodatkowe informacje znajdziesz w decyzji Prezesa UODO.
Zobacz: Tani monitoring bez kabli. Ta kamera działa na słońce i kartę SIM (test)
MARIAN SZUTIAK