Wiadomości
18:35
Masowe protesty wymierzone w centra danych. Jedna rzecz zaskakuje
Centra danych zjednoczyły Amerykanów. I to w dość zaskakujący sposób – stały się celem krytyki ze strony wyborców obu stron sceny politycznej. Okazuje się, że niewiele osób chce mieszkać w okolicy takiego obiektu.
Weekend przyniósł nie tylko finał mundialu na amerykańskiej ziemi, ale też szereg protestów w ponad 40 stanach USA. Ludzie zebrali się w przeszło 140 miejscowościach, by wyrazić swój sprzeciw wobec szybkiego rozwoju infrastruktury wykorzystywanej przez branżę IT.
Zwolennicy Donalda Trumpa uderzają w centra danych
Widząc nagłówki o protestach wymierzonych w data center, byłem przekonany, że stoją za nimi organizacje proekologiczne. Spodziewałem się komentarzy w stylu "lewakom znowu odbija, walczą z postępem". Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że twarzą sprzeciwu jest Amy Kremer – zwolenniczka Donalda Trumpa. I to z grona tych radykalnych.
Agencja Reutera donosi, że najwięcej protestów, aż 18, zorganizowano w Teksasie. To nie tylko bastion Republikanów, ale też stan, w którym centra danych rozwijają się bardzo szybko. Region nierzadko określany jest mianem konkurencji dla kalifornijskiej Doliny Krzemowej. W samej Kalifornii wieców, podczas których wyrażano sprzeciw wobec wspomnianej infrastruktury, zorganizowano osiem.
Korzyści niewiele. Problemów cała lista
Dlaczego ludzie wyszli na ulice? Bo ich zdaniem centra danych to wyższe rachunki za prąd, większe obciążenie sieci (którą trzeba rozwijać z ich podatków), gigantyczne zużycie wody czy rosnące ceny ziemi. Do tego dochodzi np. hałas. Korzyści? Najwyraźniej nie ma ich tak dużo, jak przekonują zleceniodawcy i wykonawcy centrów. Liczba miejsc pracy nie powala na kolana, a poszukiwani są ludzie o określonych umiejętnościach.
Amerykanie nie chcą tej infrastruktury w swojej okolicy
Efekt jest taki, że wedle badań zaledwie 14 proc. Amerykanów popiera powstawanie takiej infrastruktury w swoim bliskim otoczeniu. Trzeba przy tym zaznaczyć, że sprzeciw jest wymierzony nie tylko w infrastrukturę, ale też biznes i samą ideę – tzw. sztuczna inteligencja stała się domeną wielkich korporacji, które z jej pomocą mogą zyskać jeszcze większą władzę. A to budzi niepokój bez względu na barwy polityczne.
Warto przypomnieć, że w stanie Nowy Jork niedawno przyjęto przepisy, które uderzają w nowe serwerownie. Na razie mają one czasowe ograniczenia. Nie można jednak wykluczać, że zostaną nie tylko przedłużone, ale też zaostrzone. A przecież stanem tym rządzą Demokraci.
Obserwując to wszystko, można się zastanowić, czy ludzie poprzestaną na medialnych, ale jednak niezbyt licznych pikietach?
MACIEJ SIKORSKI