Wiadomości
23 CZE 2026
Pracownicy fabryk dostali wielkie bonusy. Są lepszą partią niż lekarze
Gdzie najlepiej szukać męża/żony? W Samsung Electronics. Ewentualnie w SK Hynix. Pracownicy tych podmiotów stali się gwiazdami rankingów matrymonialnych. Powód jest prozaiczny: mogą liczyć na gigantyczne premie. Te ostatnie wywołują u jednych euforię, a u innych ból głowy.
Boom na tzw. sztuczną inteligencję daje efekty, które wcześniej trudno było przewidzieć. I nie piszę o tworzeniu przez maszyny nowych leków czy pisaniu książek z pomocą cyfrowych narzędzi. W Korei Południowej rozwój tego biznesu wpłynął w dość ciekawy sposób na interakcje międzyludzkie. Pracownicy firm technologicznych stali się dość niespodziewanie "dobrymi partiami".
Pracownik fabryki nie ustępuje już lekarzowi
Rynek matrymonialny w Korei Południowej nie jest moim konikiem, ale z pojawiających się ostatnio doniesień wynika, że to system o dość sformalizowanym charakterze. Pochodzenie, wykształcenie i status majątkowy mają tam nadal spore znaczenie, gdy szuka się drugiej połówki. W Polsce czy innych krajach niby też nie jest to bez znaczenia, ale nie spotkałem się z oficjalną punktacją, wedle której oceniani są kawalerowie czy panny. A w przypadku koreańskiego społeczeństwa jest przywoływana jako coś naturalnego.
Wysoko w rankingach matrymonialnych są prawnicy, lekarze, przedstawiciel kadry zarządzającej. To nie powinno dziwić. Ostatnio do tego grona dołączyli jednak ludzie zatrudnieni przy produkcji półprzewodników. I nie dotyczy to wyłącznie wąskiego grona specjalistów, kierowników z firm Samsung Electronics i SK Hynix. Mowa jest także o szeregowych pracownikach, osobach bez wyższego wykształcenia.
Związkowcy grożą strajkiem. Czyli globalnym paraliżem
Koreańczycy nagle docenili klasę robotniczą? Jedynie do pewnego stopnia. Przyszłych małżonków mniej interesują osoby zatrudnione przy produkcji smartfonów czy pralek z logo Samsunga. Liczą się ci, którzy tworzą komponenty dla infrastruktury SI. Ale w błędzie są osoby, które myślą, że chodzi o prestiż wynikający ze zmieniania świata. Czynnikiem decydującym są wony, czyli koreańska waluta.
Kilka tygodni temu głośno zrobiło się o porozumieniu zawartym między zarządem Samsung Electronics a związkiem zawodowym reprezentującym pokaźną część pracowników. Sprawa była relacjonowana przez media na całym świecie z prostego powodu: związkowcy grozili strajkiem, który mógłby poważnie wpłynąć na łańcuch dostaw. A na te podzespoły czeka wiele firm technologicznych. Nie dziwi zatem, że w proces negocjacyjny dość mocno zaangażowali się politycy.
Producenci podzespołów dzielą się zyskiem z załogą
Wypracowane porozumienie zakłada wzrost płac, wdrożenie systemu premiowego i podział pokaźnej części zysku osiąganego przez dział półprzewodników. Medialne doniesienia w tej sprawie szybko zdominował jeden komunikat: pracownicy mogą liczyć nawet na setki tysięcy dolarów bonusu. Dzieje się to w sytuacji, gdy średnie roczne zarobki w Korei Południowej liczone są raczej w dziesiątkach tysięcy dolarów. To nie jest pomyłka: pracownicy wynegocjowali premie sięgające kilku rocznych pensji.
Związkowców Samsunga do takich działań skłoniła sytuacja w SK Hynix. To mniej znana globalnie firma, ale w serwisie Telepolis mogliście przeczytać, że ostatnio szturmem wzięła południowokoreańską giełdę. Pod względem kapitalizacji zdetronizowała Samsunga. Po ponad 25 latach dominacji tego ostatniego. A skoro SK Hynix zarabia krocie i dzieli się nimi z pracownikami, to w Samsungu zaczęto domagać się podobnego traktowania.
Gigantyczne bonusy mają ciemną stronę
Efekt jest taki, że młodzi Koreańczycy garną się do produkcji półprzewodników. Szkoły i kursy przygotowujące do tej pracy przeżywają oblężenie. A osoba zatrudniona w fabryce nie wypada już blado przy lekarzu, gdy szuka drugiej połówki. Jak długo to potrwa? Ciężko stwierdzić. Z USA płyną sygnały, że rynek SI może się okazać bańką. Ale popyt na komponenty wciąż rośnie. Być może ten model runie z hukiem już niebawem. Ale nie należy wykluczać, że przed pracownikami SK Hynix i Samsunga są całe lata tłustych bonusów.
Wspomniałem we wstępie, że owe premie u niektórych wywołują ból głowy. Ci niektórzy to ludzie z banku centralnego Korei Południowej. W swoich opracowaniach zaczynają zwracać uwagę na przywołane bonusy. Bo nie jest sytuacją normalną, że dziesiątki tysięcy osób otrzymują taki zastrzyk gotówki. I być może będzie się to zdarzało w kolejnych latach. Do gospodarki zostaną wpompowane spore pieniądze. Gdzie tu problem?
Z pozoru wszystko wygląda ok: detaliści, zwłaszcza z segmentu dóbr luksusowych, ponoć już zacierają ręce na myśl o tych bonusach. Biznes liczy na to, że pracownicy fabryk ruszą masowo po nowe samochody, zegarki, torebki, perfumy czy ubrania. Ba, po nowe mieszkania i łodzie. Wszystko ma jednak swoją cenę. W tym przypadku może nią być wzrost inflacji. Historia zna podobne przypadki.
Boom na półprzewodniki poprawi poziom dzietności?
W tym wszystkim zastanawiać może jeszcze jedna kwestia: czy przetasowania w branży matrymonialnej wpłyną na dzietność w Korei Południowej? Jej poziom jest w tym kraju tragicznie niski – na tle azjatyckiego kraju dobrze wypada nawet Polska. W efekcie Koreańczyków ubywa w szybkim tempie. Gdyby się okazało, że w kolejnych latach dzieci będzie przybywać, badacze z wielu państw pewnie bliżej przyjrzą się temu zjawisku.
I pomyśleć, że za wszystkim stoi tzw. sztuczna inteligencja…
MACIEJ SIKORSKI