Gry
17:19
PlayStation robi z graczy idiotów. Przyznali, że piractwo to nie kradzież
Prawnicy Sony tłumaczą, dlaczego posiadanie gier cyfrowych przez użytkowników nie jest możliwe, a każda zakupiona kopia musi być licencjonowana.
Nie wszyscy gracze, tylko narzekają na nową, cyfrową politykę Sony. Niektórzy już planują wnieść pozew zbiorowy. W związku z tym Sony zawczasu złożyło odpowiednie pismo w Sądzie Okręgowym Północnej Kalifornii. Sam pozew zbiorowy ma natomiast dotyczyć tego, że Sony wprowadza graczy w błąd, informując o zakupie gry w cyfrowym sklepie w sytuacji, kiedy sama gra nie staje się ich własnością.
[SALE-6763]
Sony twierdzi, że nie da się kupić cyfrowej gry
Jak tłumaczy się Sony? No cóż... głupio. Zdaniem firmy nie jest możliwe posiadanie na własność gry cyfrowej, bo w takim przypadku tylko jedna osoba mogłaby mieć cyfrową kopię, a sprzedaż ich większej liczbie osób byłaby niemożliwa, bo wiązałaby się ze sprzedażą tej samej rzeczy kilkukrotnie, a to przecież nie jest możliwe.
Brzmi to dość pokrętnie. W końcu nie chodzi tu o to, aby kopia na serwerach Sony stała się własnością konkretnego gracza, a kopia na dysku jego konsoli nią była. Weźmy takiego GOG-a, który wręcz oferuje każdemu zainteresowanemu możliwość pobrania plików instalacyjnych zakupionych gier i podkreśla na każdym kroku, że te należą do graczy. Jak widać, da się sprzedawać coś więcej, niż licencje, które można utracić za złamanie regulaminu sklepu.
Załóżmy jednak, że Sony ma rację i nie da się kupić cyfrowej kopii, bo ta po zakupie jest wciąż dostępna dla innych na serwerach PlayStation. To przecież oznacza, że nie da się jej także ukraść. W końcu kradzież polega na zabraniu czegoś komuś. A czy pod wpływem piractwa kopia gry znika z serwerów Sony? W żadnym wypadku. I chociaż sam ani nie popieram, ani nie namawiam do piractwa, to zauważam, że PlayStation bardzo wybiórczo podchodzi do kwestii własności i kradzieży. Akurat w taki sposób, aby to firmie zawsze było na rękę.
PAWEł MARETYCZ