Telewizja i VoD
14:22
Polacy kochają takie melodramaty. 6,5 mln widzów obejrzało w 4 dni
To można było przewidzieć. Seriale kostiumowe o niespełnionej miłości zawładnęły ekranami Polaków. Zaraz po głośnej "Lalce", Netflix uraczył widzów adaptacją słynnej powieści Johna Steinbecka. I lepiej trafić nie mógł.
Polacy kochają melodramaty. Nawet jakby się zapierali, że nie
Mogą zaprzeczać, ale dane mówią swoje. "Na wschód od Edenu" błyskawicznie stał się numerem jeden platformy. Produkcja z genialną Florence Pugh w roli Cathy, zgromadziła 6,5 miliona widzów w zaledwie cztery dni od premiery. To już jest wynik godny pochwały. Nie trzeba też nikomu tłumaczyć, że adaptacja klasycznej powieści o rodzinie Trasków zajęła tym samym pierwsze miejsce w cotygodniowym rankingu platformy.
Adaptacje klasyków wciąż dobrym pomysłem
Też uległam magii serialu i obejrzałam go jednym tchem. I zgadzam się w pełni z krytykami, którzy uważają, że wybór Florence Puhg, był bardziej niż trafiony. Być może wcześniejsza "Lalka" i "Potwór: Historia Lizzie Borden" narzuciły klimat dawnych epok, bo trzeba przyznać, że bardzo miło oglądało się wszystkie te produkcje, choć właściwie wskoczyła jedna za drugą.
Za produkcję odpowiada Zoe Kazan, wnuczka legendarnego reżysera Elii Kazana, który jeszcze w 1955 roku nakręcił pamiętny wyciskacz łez - pełnometrażowy film "Na wschód od Edenu".
Tak jak i w przypadku "Lalki" udana ekranizacja streamingowa, przywróciła popularność samej książce. Wydawnictwo Penguin odnotowało wzrost sprzedaży powieści Steinbecka o całe 200 procent. Wszystko dlatego, że światło dzienne ujrzał serial. Teraz fani prozy Steinbecka chcieliby przypomnieć sobie oryginał i porównać z serialem.
https://www.youtube.com/watch?v=EYjEKJffjhE
ANNA KOPEć