Lepszy od Markusa? Test fotela Razer Iskur V2
Czy warto wydać kupę kasy na fotel gamingowy ze znanym logo? Sprawdzamy Razer Iskur V2.
Podobno we wszechświecie nie ma przypadków. Jeśli tak, to moje spotkanie z Razer Iskur V2 musiało być przeznaczeniem. Okazja do przetestowania fotela kultowej marki pojawiła się akurat w momencie, kiedy zacząłem nerwowo rozglądać się za następcą dla mojego rozklekotanego Markusa z Ikei, który dzielnie służył mi jakieś siedem lat. Czy wymiana prostego, ale niezawodnego fotela biurowego na wypasiony produkt gamingowy jest dobrym pomysłem? Miałem kilka tygodni, by przekonać się o tym na własnej skórze.
Do testów zabierałem się z pozytywnym nastawieniem – w końcu Razer Iskur V2 kosztuje 2299 zł, a więc ponad cztery razy więcej niż Markus. To znaczy, że musi być cztery razy lepszy… prawda?
Wygląd i wykonanie
Od strony wizualnej Razer Iskur V2 to kawał bydlaka. Mebel prezentuje się masywnie i tylko częściowo wynika to z realnych gabarytów. Po części to po prostu efekt zastosowanej konstrukcji. Mamy do czynienia z mocno wyprofilowanym, wręcz kubełkowym fotelem o jednolitej bryle.
Razer Iskur V2 dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych: szarej, czarnej i czarno-zielonej. Mnie trafiła się ta ostatnia, czyli w teorii najbardziej kiczowata. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, nawet w tym wariancie design jest naprawdę stonowany. Nie ma tu żadnych kłujących po oczach wzorów i wielkich grafik, które zwykle kojarzą się z gadżetami gamingowymi. Tutaj najbardziej „oczodającym” akcentem jest logo producenta na zagłówku. Oprócz tego kolor zielony zarezerwowano głównie dla przeszyć oraz kilku relatywnie subtelnych logotypów.
Obszycie fotela w tej wersji wykonano z syntetycznej skóry i, muszę przyznać, jakościowo sprawia ona dużo lepsze wrażenie niż sugerowałby ten opis. Materiał posiada przyjemną fakturę, jest gruby i przyjemny w dotyku (tj. o ile lubicie materiały skóropodobne). Wydaje się też bardzo solidny i – w teorii – powinien być plamoodporny oraz odporny na zachlapania.
Na całe szczęście, jeśli nie przepadacie za ekoskórą, to w wersji szarej producent zdecydował się zastąpić ją materiałem tekstylnym. Tutaj ciężko mi się wypowiadać o jego jakości, ale sam fakt, że producent daje nam wybór, uważam za spory plus.
Reszta konstrukcji to w głównej mierze połączenie solidnego tworzywa oraz metalu. Generalnie całość jest solidna i dobrze spasowana, choć z kilkoma istotnymi wyjątkami. Przykładowo, podłokietniki 4D mają pewne luzy i zdarza im się zmienić ułożenie bez zwolnienia blokady. Jeszcze bardziej irytujące są zastosowane kółka. Wykonano je z miękkiego tworzywa i to akurat plus, bo spada ryzyko, że porysują nam panele. Niestety kurz i wszelkie zabrudzenia przylegają do nich, jakby były pokryte miodem i, co gorsza, blokują się przy niemal każdym ruchu. Tego typu przypadłości nie są dramatem, ale ich obecność w fotelu za ponad 2000 zł boli.
Trzeba natomiast przyznać, że generalnie wykonanie oceniam na plus. Wszystkie mechanizmy działają jak powinny, a o solidności konstrukcji może świadczyć fakt, że maksymalny deklarowany udźwig fotela to aż 136 kg.
W tym miejscu warto także wspomnieć, że w zestawie z fotelem dostajemy zagłówek w formie poduszki. Wykonano ją z pianki pamięciowej i materiału przypominającego welur. Cieszę się, że producent nie zapomniał o takim dodatku, ale osobiście natychmiast rzuciłem ją w kąt. Raz, że jak dla mnie jest zwyczajnie zbyt gruba, co w połączeniu ze sztywnym wypełnieniem mocno utrudniało znalezienie dla niej wygodnej pozycji. Dwa, wyposażono ją w najprostsze mocowanie na pasek. W efekcie nawet jeśli takie ułożenie już udało się znaleźć, to mogłem mieć pewność, że przy byle ruchu głową diabli je wezmą, bo wszystko się poprzesuwa.
Zakres regulacji
Głównym atutem Razer Iskur V2 na tle innych foteli gamingowych ma być zakres regulacji, który normalnie kojarzy się raczej z fotelami ergonomicznymi. Muszę przyznać, że na tym polu mebel faktycznie ma się czym pochwalić.
Wysokość siedziska możemy zmieniać w zakresie 43,5 – 53,5 cm. Oparcie jest odchylane do 152°, a do zwalniania mechanizmu wykorzystujemy wygodną dźwignię umieszczoną w pobliżu siedziska po prawej stronie fotela.
Mamy też podłokietniki regulowane w czterech wymiarach: wysokości, rozstawu, głębokości i kąta rozchylenia. Nie będę zaprzeczał, jest to atut, ale akurat tutaj spotkałem się z pewnym zawodem. Jak wspomniałem, ten konkretny mechanizm ma stosunkowo duże luzy, a do tego skok między poszczególnymi ustawieniami jest w mojej ocenie zbyt duży. W moim przypadku skończyło się na tym, że zamiast znaleźć optymalną pozycję, musiałem wybierać mniejsze zło.
Największą atrakcją jest jednak regulowane oparcie odcinka lędźwiowego i tutaj faktycznie należą się Razerowi pochwały. Możemy zmienić jego wysokość oraz głębokość za pomocą dwóch pokręteł umieszczonych po bokach fotela. Sam proces doboru ustawień jest nieco irytujący. Kiedy siedzimy na fotelu, oznaczenia na pokrętłach są niewidoczne, a różnice w poszczególnych ustawieniach bardzo subtelne. Trzeba trochę pokręcić na oślep, zanim ogarniemy, jak ich używać. Z kolei o tym, czy udało nam się wstrzelić z dobrym ustawieniem, najwcześniej dowiemy się za kilkanaście minut – jeśli po takim czasie nie bolą nas plecy, to chyba jest dobrze.
Trzeba natomiast przyznać, że samo podparcie krzyża w tej formie sprawdza się bardzo dobrze. Zakres regulacji jest szeroki i nie tracimy wrażenia obcowania z solidną, jednorodną konstrukcją fotela.
Wygoda w praktyce
O komforcie korzystania z Razer Iskur V2 zdążyłem już co nieco wspomnieć. Generalnie po mniej więcej miesiącu korzystania z fotela mogę śmiało napisać, że jest bardzo wygodny, ale kilka rzeczy trzeba mieć na uwadze.
Przede wszystkim odpowiednia regulacja fotela pod siebie to w tym przypadku absolutna podstawa. Kubełkowa konstrukcja, twarde siedzisko i minimalne luzy sprawiają, że nie ma tu za bardzo tolerancji na niewłaściwą postawę.
Teoretycznie jest to zaleta, ale przy kilkugodzinnych sesjach (np. podczas pracy) może się to zrobić irytujące. Nawet niewielka zmiana pozycji w fotelu wymaga pociągnięcia wajchy czy ręcznego przesunięcia podłokietników. Warto wziąć na to poprawkę, jeśli np. planujecie zakup Iskura z myślą o home office.
Tak samo na zakupie może zaważyć siedzisko. Prywatnie nie miałem z nim problemu, ale faktycznie jest twarde i spotkałem się z opiniami, że dla niektórych użytkowników jest to spory problem. Mogłoby być także nieco dłuższe, bo dawałoby wtedy lepsze oparcie dla ud.
Dla równowagi pochwalić muszę podłokietniki, bo choć mam pewne zastrzeżenia do ich zakresu regulacji, to same w sobie są w zasadzie perfekcyjne. Dzięki sporej szerokości i delikatnemu wgłębieniu dają doskonałe podparcie dla łokci i to nie tylko podczas pisania na klawiaturze.
Każdy z tych drobnych elementów składa się na fotel, w którym bez trudu mogę przesiedzieć cały dzień roboczy i nie odczuwać praktycznie żadnego dyskomfortu. Jasne, jest tu kilka elementów, które albo rozwiązałbym inaczej, albo widzę w nich przestrzeń do poprawy, ale ogólnie rzecz biorąc ergonomia i wygoda stanowią mocną stronę bohatera testu.
Podsumowanie
Generalnie Razer Iskur V2 to naprawdę fajny fotel, z którego bardzo dobrze mi się korzysta i… za który w życiu nie dałbym 2299 zł. Jasne, mogę sobie wyobrazić, że dla samego systemu podpory odcinka lędźwiowego ktoś byłby gotów wydać taką kwotę, bo ma to konkretne przełożenie na ergonomię. Patrząc jednak całościowo, uważam, że producent przestrzelił z ceną. Od fotela za te pieniądze oczekiwałbym nieco większej dbałości o detale wykonania (blokujące się kółka, luzy w podłokietnikach) i nieco bardziej przemyślanego zakresu regulacji. Wiecie – takiej kropki nad „i”.
No ale tak jak mówię – przestrzelona cena to jak dla mnie jedyny poważny zarzut tego akcesorium. Jeśli traficie na Razer Iskur V2 w promocji albo nie liczycie się przesadnie z gotówką, to jest to naprawdę fajny wybór, który Wasze plecy z pewnością docenią.
-
Szeroki zakres regulacji
-
Innowacyjny system podpory odcinka lędźwiowego
-
W większości wysoka jakość wykonania
-
Atrakcyjny design
-
Wysoki udźwig
-
Zawyżona cena
-
Luzy w systemie regulacji podłokietników
-
Ciągle blokujące się kółka
-
Średnio użyteczna poduszka na zagłówek