Twórca Fallouta ma dość. Nie chce by inni zgarniali pieniądze za niego

Twórca Fallouta często słyszy pytanie, dlaczego nie powróci do swoich popularnych tytułów. Poza klasykiem postapokaliptycznych RPG stworzył też kilka innych perełek. Jego odpowiedź odsłania prawdę o branży gier.

Jakub Krawczyński (KubaKraw)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Twórca Fallouta ma dość. Nie chce by inni zgarniali pieniądze za niego

Ojciec Fallouta o tym, dlaczego powrót do dawnych hitów jest trudny

Tim Cain stworzył pierwszego Fallouta i był jego głównym projektantem oraz programistą. De facto był jego reżyserem, ale taka łatka w 1997 r. nie istniała. Fallout odniósł gigantyczny sukces, a firma Interplay się rozrosła, przez co padł szereg decyzji umniejszających kreatywnemu elementowi wewnątrz studia. Wtedy też właśnie odszedł Tim Cain oraz wszyscy inni czołowi projektanci i architekci Fallouta. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Po odejściu z Interplay, Cain wraz z Leonardem Boyarskim oraz Feargusem Urquhartem (te dwie osoby przewodzą teraz w Obsidian) założyli swoje własne studio Troika. Tam też wydali na świat takie klasyki, jak Arcanum, Temple of Elemental Evil czy Vampire: The Masquerade - Bloodlines. Cain, Boyarski i Urquhart nadal odnoszą sukcesy, z grami takimi jak Grounded, The Outer Worlds 1 i 2. 

Cain często jest jednak pytany, dlaczego nie wraca do swoich dawnych hitów ani nie tworzy nowych RPG-ów w klasycznym stylu. Jak tłumaczy, fani nieustannie oczekują od niego kolejnych wielkich projektów, ale realia branży sprawiają, że dla niego samego zwyczajnie nie ma w tym sensu.

Ojciec Fallouta podkreśla, że inni zarobili na jego markach wielokrotnie więcej niż on sam – i to do tego stopnia, że osoby pracujące dziś przy IP, które stworzył dekady temu, dostają większe pieniądze niż on kiedykolwiek otrzymał jako ich autor. Nie ma też praw ani zasobów, by samodzielnie wskrzesić takie tytuły jak Arcanum, a ciągłe pytania o powroty zaczynają go po prostu męczyć.

W swoich materiałach Cain posługuje się metaforą malarza: tworzył obrazy, które sprzedawały się za ogromne kwoty, ale do jego kieszeni trafiały grosze. Gdy próbował sprzedawać je samodzielnie, okazywało się to zbyt kosztowne, a przy wsparciu innych – więcej zarabiał ramiarz niż on sam. Dlatego, jak mówi, przestał się łudzić, że powrót do dawnych IP miałby dla niego jakikolwiek sens. Woli tworzyć "małe rysunki", które sprawiają mu radość, zamiast ponownie budować bogactwo innych.

Cain przyznaje, że teoretycznie istnieją sposoby, by finansowo to "spiąć", ale nie zamierza się w to bawić – jest twórcą, nie księgowym. Jego zdaniem branża gier powinna bardziej sprawiedliwie dzielić zyski, tak jak robi to kino, gdzie – przynajmniej w teorii – każdy uczestnik procesu coś zyskuje. Sam Cain nadal pracuje przy grach, ostatnio wracając do Obsidianu, lecz już nie jako lider projektów, lecz zwykły programista czy projektant wspierający zespoły. I wygląda na to, że właśnie taka rola najbardziej mu dziś odpowiada.