Tech
15:11
Test Beyerdynamic Aventho 300. Takich słuchawek szukałem
Długo szukałem wygodnych i dobrze grających słuchawek nausznych, których mógłbym używać z telefonem. W końcu trafiły do mnie na testy Beyerdynamic Aventho 300 i szukać przestałem.
Mam pewien problem – nie mogę używać słuchawek dokanałowych. Przez długi czas korzystałem z tzw. TWS-ów, ale miałem nawracające zapalenie ucha. Poszedłem do lekarza, który kategorycznie zabronił mi korzystać z tego typu słuchawek. Musiałem przerzucić się na model nauszny. Fart chciał, że akurat trafiły do mnie na testy Beyerdynamic Aventho 300. Po kilku miesiącach użytkowania i bez ani jednego zapalenia ucha już wiem, że to sprzęt, którego szukałem.
Specyfikacja Beyerdynamic Aventho 300
Zacznijmy od specyfikacji testowanych słuchawek. Mamy tutaj do czynienia z modelem nausznym o zamkniętej konstrukcji. Są to słuchawki bezprzewodowe, które z innymi urządzeniami łączą się za pomocą Bluetooth w wersji 5.4, choć można też skorzystać z kabla USB-C lub mini-jack 3,5 mm. Zasięg to, według danych producenta, 15 metrów.
Korzystają z niemal legendarnych już przetworników Stellar.45 o średnicy 45 mm, które znajdziecie też w takich modelach jak DT 700 PRO X oraz DT 900 PRO X. Pasmo przenoszenia mieści się w zakresie od 5 Hz do 22 kHz. Słuchawki obsługują profile AVDTP 1.3, AVCTP 1.4, GAVDP 1.3, SPP-B 1.2, RFCOMM 1.2, A2DP 1.3.2, AVRCP 1.6.2, HFP 1.8, IOPT oraz kodeki AAC, aptX Lossless, aptX Adaptive, LE Audio.
Jednym z najważniejszych elementów jest aktywna redukcja szumów (ANC) z trybem przezroczystym, który pozwala słyszeć to, co dzieje się wokół nas, pomimo zasłoniętych uszu. Czas pracy na jednym ładowaniu ma wynosić do 50 godzin z aktywnym ANC. Poza tym słuchawki ważą 319 gramów. W dniu premiery za słuchawki trzeba było zapłacić ponad 1700 zł, ale dzisiaj można je znaleźć już za 1300-1400 zł.
Warto wspomnieć też o wyposażeniu, bo producent daje nie tylko kabel USB-C na USB-C (z przejściówką na USB-A) oraz mini-jack 3,5 mm, ale też bardzo stylowe etui, w którym można wygodnie przewozić słuchawki.
Jakość wykonania i komfort
Słuchawki trafiły do mnie w znacznie ładniejszej, białej wersji. W mojej ocenie wyglądają zdecydowanie stylowo. Nie ma tutaj mowy o dziadowskim designie. To jest właśnie ten minimalizm, którego jestem ogromnym fanem, chociaż muszę przyznać, że czarna wersja (przynajmniej na zdjęciach) nie prezentuje się moim zdaniem już tak dobrze.
Po złapaniu słuchawek w ręce od razu czuć, że mamy do czynienia z produktem premium. Łączenie pałąka z nausznikami jest wykonane z aluminium. Do tego mamy miękką piankę na nausznikach i pałąku oraz wysokiej jakości plastik. Wszystko to sprawia, że słuchawki są bardzo wygodne.
Mam stosunkowo dużą głowę, więc ciężko znaleźć mi model, który po dłuższym użytkowaniu nie ciśnie mnie za mocno. W Aventho 300 nie ma tego problemu. Mogę ich używać godzinami i nie czuję żadnego dyskomfortu. Jednocześnie pewnie leżą na głowie i można z nimi nawet biegać. Duża w tym zasługa wagi na poziomie 319 gramów. Nie są to najlżejsze słuchawki nauszne na rynku, ale zdecydowanie plasują się poniżej średniej. Docenić muszę też szeroki zakres regulacji. Przy maksymalnym wyciągnięciu nawet na mnie są minimalnie za duże.
Na każdej ze słuchawek mam po dwa mikrofony umieszczone po bokach oraz z przodu. Całe sterowanie i wszystkie złącza znajdują się na prawym nauszniku. Patrząc od tyłu (z założonymi słuchawkami) to kolejno: przycisk do zmiany trybu, włącznik, dioda LED, port USB-C oraz port mini-jack 3,5 mm. Co ważne, jedyne dwa przyciski mają inny kształt, więc trudno tutaj o pomyłkę. Obsługa jest naprawdę prosta. Poza tym otrzymujemy komunikaty głosowe. Po włączeniu słuchawki mówią nam o aktualnym poziomie naładowania baterii, a po połączeniu np. z telefonem – o wykorzystywanym kodeku. Wiemy też, jaki aktualnie mamy włączony tryb: włączone ANC, wyłączone ANC lub przezroczysty.
Poza tym słuchawkami można sterować za pomocą panelu dotykowego, który znajduje się na lewej słuchawce. Gesty są raczej standardowe: przesuwanie palcem w górę i w dół to regulacja głośności, w prawo i lewo – przełączanie między utworami, kliknięcie dwa razy to zatrzymanie lub wznowienie odtwarzania czy też odbieranie i kończenie rozmowy telefonicznej. Jeśli chcemy telefon odrzucić, musimy przytrzymać palec na panelu dotykowym.
Bateria i ANC
Bateria to jedna z największych zalet słuchawek. Producent deklaruje do 50 godzin działania i to z włączonym ANC. Moje testy potwierdzają ten rezultat. Słuchawek używam głównie w połączeniu ze smartfonem w trakcie spacerów i czytania książek – w praktyce muszę je ładować średnio raz na 2 tygodnie, chociaż nie zawsze korzystam z aktywnej redukcji szumów.
A jeśli już przy ANC jesteśmy, to sprawdza się ono dobrze. Nie są to może najlepsze pod tym względem słuchawki na rynku, nawet w swoim przedziale cenowym, ale wypadają poprawnie. Skutecznie redukują dźwięki z zewnątrz, co pozwala w pełni skupić się na muzyce, np. w trakcie wspominanego czytania, gdzie nie lubię, jak mnie coś rozprasza. Podsumowując – ANC jest poprawne, działa dobrze, ale są lepsze rozwiązania, np. w słuchawkach Sony.
Jakość dźwięku
Pod kątem dźwięku słuchawki Beyerdynamic wypadają solidnie. Scena jest szeroka, a separacja instrumentów dobra. Basy są mocne, a pomimo tego przejrzyste. Nie mam też zarzutów do średnich ani wysokich tonów, chociaż te pierwsze są lekko wycofane. Moim zdaniem ogólna charakterystyka jest raczej dynamiczna, rozrywkowa z mocnym basem. Typowa sygnatura V-Shape. Dzięki temu słuchanie muzyki jest dużą przyjemnością, natomiast do studia Aventho 300 raczej się nie nadają.
Jeśli dźwięk komuś nie odpowiada, w dedykowanej aplikacji mobilnej dodatkowo jest dostęp do equalizera, za pomocą którego można pobawić się ustawieniami.
Podsumowanie
Beyerdynamic Aventho 300 to bardzo udane słuchawki, chociaż w swojej kategorii cenowej mają poważną konkurencję w postaci serii Sony WH-1000XM. Ich 5. generacja jest sporo tańsza, a 6. generacja niewiele droższa. Z tego też powodu raczej nie będą dla nikogo pierwszym wyborem.
Nie oznacza to, że z zakupu zadowoleni nie będziecie. To dobry sprzęt, ale po prostu nie jest najlepszy. Chociaż wiele też zależy od wymagań. Sony z pewnością oferuje lepsze ANC. Są też znacznie lżejsze (254 gramy XM5 i 250 gramów XM4 – uwaga: w oryginale był błąd w nazewnictwie generacji, poprawiłem na logikę). Natomiast jakość dźwięku to już kwestia dyskusyjna i mocno indywidualna. Na tym polu są raczej na podobnym poziomie i oferują zbliżone wrażenia. Natomiast za Beyerdynamicami przemawia więcej kodeków, w tym przede wszystkim aptX Lossless, którego w serii Sony XM brakuje.
[gallery][img]256410[/img][img]256412[/img][img]256408[/img][img]256409[/img][img]256411[/img][img]256417[/img][img]256423[/img][img]256425[/img][img]256418[/img][img]256414[/img][img]256413[/img][img]256420[/img][img]256421[/img][img]256433[/img][img]256415[/img][img]256424[/img][img]256427[/img][img]256416[/img][img]256434[/img][img]256436[/img][img]256419[/img][img]256430[/img][img]256432[/img][img]256426[/img][img]256429[/img][img]256428[/img][img]256431[/img][img]256435[/img][img]256422[/img][/gallery]
DAMIAN JAROSZEWSKI