Edward Warchocki w Dino. To upadek społeczeństwa
Kupili sobie robota z Chin, zrobili kilka memicznych filmów, a Polacy łykają to bez zastanowienia. Edward Warchocki właśnie dorobił się marki napojów, które trafią na półki Dino. Do czego to doszło.
Miliard wyświetleń i teraz ma swoje napoje
Nie można odmówić projektowi Edward Watchocki skuteczności. Zaczęło się od nagrania z pijanym robotem alkoholikiem, potem zdalnie sterowana maszyna udzielała wywiadów i pojawiała się w różnych ważnych miejscach przestrzeni publicznej, w tym naszym sejmie.
A mówimy tutaj o relatywnie tanim jak na roboty humanoidalne sprzęcie, który w promocjach kosztuje około 60 tys. zł (to Unitree G1). No i który nie ma żadnej duszy, ani inteligencji, ot zwykła zdalnie sterowana maszyna z podpiętym co najwyżej syntezatorem mowy i jakimś modelem językowym. Pic na wodę fotomontaż.
No i z tej taniej kreacji powstał nam niespodziewanie influencer, który trafia do dzieci od 3 lat, jak i do seniorów. Przyjmowany przez społeczeństwo zupełnie bezrefleksyjnie. Owszem, można go porównywać do jakiejś animowanej postaci z bajek, ale niezwykle łatwo zapominamy, po co to wszystko. A to przecież kolejny projekt nastawiony wyłącznie na zysk i szum medialny. Wpuszczanie chińskich robotów do polskiego sejmu to się chyba nawet Barei nie śniło. Przecież ten złom nieustannie nagrywa całe swoje otoczenie.
Bez dodatku cukru, bo ten tam już jest
I teraz nasze dzieci zaczną prosić rodziców w sklepie o napoje Edward Warchocki. Choć na opakowaniu widzimy, że nie ma tam dodatku cukru, to napoje z zagęszczonego soku owocowego — producent (w tym wypadku Fortuna) sam ustala, ile doda do niego wody i by było to przesadnie słodkie, nie trzeba wcale cukru dodawać.
Jedna butelka to od 25 do 26 gramów węglowodanów, które pochodzą przede wszystkim z zagęszczonego soku jabłkowego. Nic dobrego, niezwykłego, ani tym bardziej zdrowego, choć pewnie i tak okaże się sukcesem. A ja coraz bardziej jestem zrezygnowany tym, na jak tanie tricki dają się nabierać Polacy.