Apple dało ciała. Nowy MacBook z M5 Pro się przegrzewa
Amerykanie nie uczą się na błędach i kolejny raz stawiają na pierwszym miejscu wygląd. Ich laptopy dla profesjonalistów mają problem z temperaturami.
Niedawno Apple zaprezentowało nowe układy - M5 Pro oraz M5 Max. Trafiły one do najnowszych MacBooków Pro, a te od jakiegoś czasu są już w rękach recenzentów. Tym samym w sieci przybywa coraz bardziej obszernych i szczegółowych testów. Jeden z nich skupił się na różnicach między wersją 14", a 16" nowego laptopa. I wnioski nie nastrajają optymistycznie.
Oba CPU dobiły do prawie 100°C. Doszło do dławienia termicznego
Specyfikacja to jedno, ale coraz więcej wskazuje na to, że 14-calowy model z M5 Pro nie jest w stanie utrzymać pełni swoich możliwości przy dłuższym obciążeniu. Problemem ma być niewystarczający układ chłodzenia. Apple nadal stawia tu na pojedynczy heatpipe i dwa niskoprofilowe wentylatory. Pozwala to zachować smukłą obudowę, ale nie niskie temperatury.
Podczas testów renderingu w programie Cinebench 2026 MacBook Pro 14" (2026) uzyskał 7105, a MacBook Pro 16" (2026) aż 9262 punktów. Mówimy więc o 30% gorszej wydajności mimo zaledwie trzech rdzeni mniej (15 vs 18). Problemem okazało się utrzymanie taktowań - o ile większy laptop utrzymywał 3,65 GHz, tak mniejszy obniżał zegary do 2,88 GHz.
Warto podkreślić, że oba układy dobiły do 100°C - i to mimo maksymalnej pracy wentylatorów (kolejno 7200 i 5350 RPM). Tylko, że M5 Pro osiągnął to przy TDP ledwie 45 W, podczas gdy M5 Max oferował aż 65 W. Dodatkowo średnia temperatura drugiego z wymienionych była niższa. Oczywiście nie dotyczy to lżejszych obciążeń, ale nie do nich stworzono ten sprzęt.
W przypadku tak cienkich i mocnych konstrukcji logicznym krokiem wydaje się przejście na komorę parową, która mogłaby lepiej rozpraszać ciepło w ograniczonej przestrzeni. Na razie nic jednak nie wskazuje, że Apple zdecyduje się na taki ruch przy kolejnej generacji MacBooków Pro z M6. Plotkuje się jednak, że mogą one trafić do nowych iPadów.