Radykalna zmiana w motoryzacji. Firmy masowo rezygnują z tego metalu

Kolejne firmy motoryzacyjne ograniczają wykorzystanie miedzi w swoich pojazdach. Jej miejsce zastępuje aluminium. Powodów zmiany jest kilka, ale na pierwszy plan wysuwa się aspekt ekonomiczny.

Maciej Sikorski
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Radykalna zmiana w motoryzacji. Firmy masowo rezygnują z tego metalu

Miedź jest wykorzystywana w przemyśle motoryzacyjnym od chwili jego powstania. W przeciętnym samochodzie z silnikiem spalinowym znajdziemy kilkadziesiąt kilogramów tego metalu: od instalacji elektrycznej, przez układ chłodzenia, po układ hamulcowy. W pojazdach elektrycznych zapotrzebowanie na miedź jest jeszcze większe. To się jednak zmienia.

Dalsza część tekstu pod wideo

Najpierw Tesla, teraz Ferrari

Agencja Reutera donosi, że Stellantis i BMW w coraz większym stopniu zastępują miedź innym metalem – aluminium. Na taki ruch zdecydowało się nawet Ferrari, czego dobrym przykładem zaprezentowany niedawno model Luce – pierwszy elektryk w historii tej marki. Czy wspomniane firmy przecierają szlak? Nie, raczej reagują na szerzej wprowadzane zmiany. Na taki ruch zdecydowały się wcześniej m.in. Tesla i szereg chińskich producentów. Dlaczego luksusowy włoski brand powiela rozwiązania stosowane przez Xiaomi?

Aluminium jest tańsze i lżejsze od miedzi

Kluczowym czynnikiem jest cena wspomnianych metali. Oba mają za sobą serię wzrostów w poprzednich kwartałach, ale w przypadku miedzi ten giełdowy rajd okazał się naprawdę piorunujący. Obecnie za tonę surowca trzeba zapłacić około 13,5 tys. dolarów. Ale na liczniku było już niemal 15 tys. dolarów. Tymczasem tona aluminium to wydatek rzędu około 3,1 tys. dolarów. Różnica nie jest ledwo widoczna.

Zaletą aluminium jest cena, ale też waga – to materiał lżejszy od miedzi. A to ma spore znaczenie w przypadku pojazdów elektrycznych. Im samochód lżejszy, tym dalej może zajechać na jednym ładowaniu. Ta sama zasada dotyczy też oczywiście aut z silnikiem spalinowym. Trzeba jednak pamiętać, że elektryki są znacznie cięższe i to w ich przypadku szuka się dzisiaj sposobów na redukcję masy. Zależy na tym nie tylko kierowcom, ale też np. zarządcom dróg, które ulegają szybciej zniszczeniu.

Niższa cena i więcej usterek?

Ktoś zapyta: skoro jest taniej i lżej, to czemu zmiana zachodzi dopiero teraz? Bo aluminium ma swoje zalety, ale też wady. Metal ten jest np. bardziej podatny na korozję. A to oznacza, że komponenty z niego wykonane będą się szybciej zużywać, co z kolei może skutkować częstszymi awariami w dłuższej perspektywie. Miedź ma też mniejszą rezystywność niż aluminium i w efekcie lepiej przewodzi prąd. Ma również większą wytrzymałość, co czyni ją mniej podatną na uszkodzenia.

Będzie zatem taniej, ale gorzej? Producenci przekonują, że nie. Bo wdrażane są nowe stopy czy technologie połączeń. Elementy aluminiowe nie są podobne pod względem jakości do tych stosowanych kilka dekad czy nawet lat temu. Tyle teoria. Czas pokaże, jak to wygląda w praktyce.

Popyt na miedź raczej nie spadnie

Czy opisana powyżej zmiana oznacza, że ceny miedzi spadną? Niekoniecznie. Podaż tego surowca jest ograniczona i nie zanosi się na to, by niebawem sytuacja miała się radykalnie zmienić. Jednocześnie rosnąć powinien popyt. Wpływ na to będzie miała branża odnawialnych źródeł energii oraz dynamicznie rosnący sektor centrów danych i szerzej rewolucji tzw. sztucznej inteligencji. Nie można wykluczać, że kolejne branże będą szukać alternatywy dla tego metalu.