100 tys. zł kary dla ministra. Finał głośnej afery z danymi w tle
Urząd Ochrony Danych Osobowych nałożył wysoką karę finansową na jedną z kluczowych instytucji państwowych. Sprawa dotyczy skandalu sprzed lat, w którym bezprawnie wykorzystano poufne informacje obywateli.
Resort sprawiedliwości pod lupą UODO
Prezes UODO zdecydował o nałożeniu 100 tysięcy złotych kary administracyjnej na Ministra Sprawiedliwości. Kara ma bezpośredni związek z tak zwaną aferą hejterską z 2019 roku. Wtedy to do mediów trafiły informacje o grupie osób, która pozyskiwała wrażliwe dane sędziów z zasobów kadrowych ministerstwa. Informacje te wykorzystano następnie do celów politycznych oraz atakowania osób krytykujących ówczesne zmiany w sądownictwie. Wśród ujawnionych w sieci detali znalazły się nawet dane o stanie zdrowia czy poglądach politycznych sędziów.
Śledztwo urzędu wykazało, że winę za sytuację ponosi administrator danych. W tym konkretnym przypadku funkcję tę pełnił Minister Sprawiedliwości. W instytucji zabrakło odpowiednich środków bezpieczeństwa oraz należytego nadzoru nad pracownikami. Osoby odpowiedzialne za wyciek miały co prawda formalny dostęp do akt, ale używały ich w sposób całkowicie niezgodny z nadanymi uprawnieniami. Co więcej, do publikacji szkalujących treści w serwisie X wykorzystano konto założone z adresu IP należącego bezpośrednio do ministerstwa.
Lata czekania na dowody
Postępowanie UODO ruszyło zaraz po pierwszych doniesieniach medialnych w sierpniu 2019 roku. Szybkie rozwikłanie sprawy okazało się jednak niemożliwe z powodów proceduralnych. Ówczesny minister przekonywał w pismach, że do żadnego wycieku nie doszło, co mocno utrudniło początkowe działania urzędu. Dodatkowo prokuratury w Lublinie i Świdnicy przez długie lata odmawiały przekazania dowodów organowi nadzorczemu. Śledczy tłumaczyli to po prostu dobrem trwającego postępowania.
Przełom nastąpił stosunkowo niedawno, bo dopiero w grudniu 2024 roku. Wtedy Prokuratura Regionalna we Wrocławiu wreszcie udostępniła zebrane materiały prezesowi UODO. Zgromadzona przez śledczych dokumentacja jednoznacznie potwierdziła, że doszło do poważnego naruszenia przepisów RODO. Twarde dowody pozwoliły urzędowi na wydanie ostatecznej decyzji administracyjnej i ukaranie resortu.
Kto ostatecznie zapłaci?
Warto wyraźnie podkreślić, że UODO nakłada karę wyłącznie na administratora danych osobowych. Urząd nie karze bezpośrednio konkretnych pracowników winnych samego wycieku. Zgodnie z unijnymi przepisami, to instytucja musi mieć pełną kontrolę nad procesem przetwarzania informacji, nawet jeśli ktoś łamie procedury. Kara uderza więc w podmiot publiczny, jako konstytucyjny organ państwa.
Rozstrzygnięcie prezesa UODO nie oznacza jednak całkowitej bezkarności dla samych sprawców zamieszania. Ukarane ministerstwo zyskało potężny oręż w walce o sprawiedliwość. Może teraz domagać się od nieuczciwych pracowników odszkodowania na drodze prawa pracy lub z powództwa cywilnego, stosując tak zwane roszczenie regresowe.