Powerbank idealny nie istnie... Ale Baseus dowalił!
Powerbanki powstają w każdym kształcie, kolorze, rozmiarze. Czasem bardziej wyglądają niż działają, ale nie dotyczy to Baseusa. Baseus PicoGo AR11 to model, po który sam ustawiam się w kolejkę.
Baseus PicoGo AR11 ma wszystkie cechy idealnego powerbanku
To nie jest materiał reklamowy, to czysty zachwyt miłośnika porządnego sprzętu do zasilania. Baseus zaprezentował właśnie swój najnowszy model PicoGo AR11. Pico w nazwie serii jasno sugeruje, że będzie to sprzęt mały, ale tego się nie spodziewałem.
Powerbank o pojemności 10000 mAh ma wielkość mniejszą niż typowe powerbanki 5000 mAh. To maleńkie cacuszko wyposażone zostało przy tym w czytelny wyświetlacz, ładowanie aż 45 W z użyciem zintegrowanego przewodu USB-C (robi też za smyczkę, 20 cm), a do tego ma złącze USB-A (33 W), w razie jakby trzeba było ładować starszym kabelkiem. No i niespodzianka — w środku zwinięty jest kolejny przewód — wystarczy pociągnąć i mamy 72 cm przewodu USB-C.
Wymiary to zaledwie 83 x 56,5 x 38,5 mm, przy masie 230 gramów. Niepozorne maleństwo ma w sobie dwa akumulatory 5000 mAh, zapewniające wysoką sprawność konwersji prądu do standardu Power Delivery.
Sam powerbank ładuje się z mocą 30 W, a to oznacza, że od zera do pełna "napełnimy" go prądem w zaledwie 2 godziny. A już wisienką na torcie jest moduł NFC — przykładamy telefon i natychmiast widzimy w czasie rzeczywistym informacje o stanie baterii, liczbie cykli ładowania i aktualnej temperaturze.
Za ten absurdalny wręcz zestaw możliwości producent oczekuje w Chinach ekwiwalent 117 zł — już nie mogę się doczekać polskiej premiery.