Masz elektryka? Unikaj tych ładowarek i będzie dobrze

Geotab, czyli firma specjalizująca się w międzynarodowej telematyce flotowej, udostępniła raport na temat baterii samochodów elektrycznych. Ten powstał na bazie wielu lat zbierania danych i obejmuje 22 700 pojazdów.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
3
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Masz elektryka? Unikaj tych ładowarek i będzie dobrze

Wnioski, które można z niego wysnuć, są... mieszane. Niektóre kwestie wypadają niepokojąco, inne wręcz budzą nadzieję. Raport potwierdza jednak problemy elektryków, których każdy mógł się spodziewać. Otóż częste szybkie ładowanie jest szkodliwe, podobnie jak notoryczne ładowanie do pełna, lub zbyt mocne rozładowywanie baterii. Jednak nie aż tak, jak wiele osób uważa.

Dalsza część tekstu pod wideo

Częste szybkie ładowanie szkodzi elektrykom

Na samym początku musimy zdefiniować czym, według autorów badania, tak w ogóle jest szybkie ładowanie. Za ładowanie standardowe, czyli wolne, uznawane jest ładowaniem prądem przemiennym (AC). Natomiast za szybkie ładowanie uznawane jest to, które odbywa się prądem stałym (DC). Tu jednak również mamy rozgraniczenie do ładowania z mocą poniżej 100 kW (zwykle 50 kW) oraz powyżej 100 kW. 

Przejdźmy teraz do wniosków. Otóż auta, które były sporadycznie ładowane szybką ładowarką, czyli poniżej 12% wszystkich podłączeń, wykazywały średnią degradację baterii o 1,5% w skali roku. W przypadku samochodów ładowanych szybką ładowarką powyżej 12% sesji mówimy już o średniej degradacji na poziomie 2,5%. Natomiast w przypadku samochodów, które były ładowane powyżej 12% sesji szybką ładowarką, z czego 40% tych ładowań odbywało się z mocą powyżej 100 kW, degradacja sięgała średnio 3% rocznie. 

Stąd też w sieci pojawiło się sporo tekstów donoszących o tym, że szybkie ładowanie niszczy baterię dwukrotnie szybciej. I technicznie rzecz biorąc, jest to prawda. Jednak w praktyce w ciągu 8 lat eksploatacji przekłada się to na średni spadek pojemności akumulatora do 88% przy sporadycznym szybkim ładowaniu i do 76% przy częstym szybkim ładowaniu ze stosowaniem mocy powyżej 100 kW. Różnice nie są więc aż tak bardzo drastyczne, jak mogłoby się to wydawać.

Częste ładowanie do pełna to duży problem

Tak, jak i wyrobienie sobie nawyku ładowania dopiero wtedy, kiedy jego poziom spadnie znacznie poniżej 20%. Nie oznacza to jednak, że sporadycznie nie możemy naładować do 100% przy dłuższej trasie, lub, że rozładowanie poniżej 20% oznacza, że nasza bateria mocno to odczuje. Wręcz przeciwnie: otóż zdaniem raportu te dwie skrajne sytuacje stanowią problem dopiero wtedy, kiedy poziom naładowania przekracza jedną z tych granic przez 80% czasu korzystania z auta. Mowa więc raczej o samochodzie, który stoi naładowany / rozładowany, a nie jeździ. 

To oznacza, że jeśli korzystasz z auta sporadycznie, to lepiej nie ładuj go powyżej 80% i nie odstawiaj w takim stanie na parkingu. Jeśli jeździsz nim często i w dłuższe trasy, to ładowanie do pełna nie powinno mu wyrządzić większej szkody. 

Częsta jazda jest szkodliwa

To też nie powinno nikogo dziwić: im intensywniej z czegoś korzystamy, tym szybciej się to zużywa. Nie inaczej jest z bateriami elektryków. Tu jednak mowa jest o degradacji szybszej o 0,8% rocznie. Nie jest to więc szczególnie problematyczne. Oczywiście nie mówimy tu o przypadkach dojazdu do pracy, a intensywnej pracy floty samochodów firmowych, w tym dostawczych. Co ciekawe, gorący klimat, czyli 35% dni w roku powyżej 25 stopni Celsjusza również działa degradująco na baterię. Tu mówimy o wzroście o 0,4% rocznie.

Elektryk autem na lata

Według raportu elektryk jest więc świetnym autem na lata. Nawet w najbardziej niekorzystnych warunkach, czyli częste szybkie ładowanie, połączone z częstą jazdą w upalnym klimacie na podstawie uśrednionych danych z raportu może przełożyć się na degradację energii na poziomie 4,2% rocznie. Natomiast umiarkowany klimat, mniej intensywna eksploatacja i wolne ładowanie sprawiają, że średnia degradacja jest na poziomie około 1,5%.