Pracownik poczty zadzwonił w konkretnym celu. Potem było poważniej
Oszustwa telefoniczne z udziałem osób, podających się za pracowników instytucji publicznych oraz funkcjonariuszy nadal uderzają w uczciwych obywateli. Tym razem, ofiarami przemyślanej manipulacji stała się para seniorów, która straciła wszystkie swoje oszczędności.
A wszystko dlatego, że odebrali telefon i zamiast się rozłączyć, zaufali osobom, które podały się kolejno: za pracownika poczty, wysoko postawionego funkcjonariusza i lokalnego policjanta.
Niedoręczone przesyłki z powodu błędnego adresu
Seniorka odebrała telefon od rzekomego pracownika poczty, który poinformował ją o nieodebranych przesyłkach. Powód? Błędny adres, który należało zweryfikować. Kilka godzin później, tego samego dnia, z kobietą skontaktował się ponownie inny nieznajomy. Tym razem podał się on za inspektora Centralnego Biura Śledczego Policji. Przekonał seniorkę, że trwa akcja wymierzona w szajkę oszustów, którzy współpracują z pracownikami banku. Aby uwiarygodnić swoje słowa, "przełączył" nawet całą rozmowę z nią na numer alarmowy. Kobieta w ten sposób została połączona z funkcjonariuszem lokalnej jednostki w jej rodzinnym mieście.
Pod przykrywką tajnej akcji wyłudzili pieniądze
Seniorka odbywała całą rozmowę na trybie głośnomówiącym i wszystko dokładnie słyszał jej mąż. Małżonkowie zdradzili funkcjonariuszowi, że większość oszczędności przechowują w domu, ale mają też coś na koncie bankowym. Zgodnie z instrukcjami oszusta, kobieta udała się do banku i wypłaciła środki. Pieniądze, zapakowane w kopertę, przekazała nieznanemu mężczyźnie w umówionym miejscu i po podaniu hasła. Wszystko to sprawiało wrażenie, że uczestniczy ona w ściśle tajnej akcji.
Po powrocie do domu okazało się, że oszuści skontaktowali się także z mężem kobiety, który przekazał im trzymane w domu środki. W ten sposób para straciła cały dorobek życia.
Policja apeluje, aby w przypadku podejrzanych telefonów natychmiast rozłączyć się i samodzielnie wykręcić numer alarmowy.