Vibe coding jest wszędzie. Nawet AI pisze własny kod dla siebie

Oprogramowanie coraz częściej powstaje z samego opisu, a nie z kodu. Narzędzia takie jak Claude Code sprawiają, że programowanie zaczyna przypominać zwykłą rozmowę. W ten sposób coraz szerzej zatacza się zjawisko tzw. "vibe codingu", co ma swoje dobre i złe strony.

Jakub Krawczyński (KubaKraw)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Vibe coding jest wszędzie. Nawet AI pisze własny kod dla siebie

Jak Claude Code zmienia sposób tworzenia oprogramowania

Nowe narzędzia oparte na AI sprawiają, że pisanie kodu zaczyna przypominać dyktowanie pomysłów, a nie żmudne wklepywanie składni. Claude Code, rozwijany przez Anthropic, jest jednym z pierwszych rozwiązań, które naprawdę dają poczucie, że każdy może stworzyć działający program, korzystając wyłącznie z naturalnego języka. Wcześniejsze platformy tego typu istniały, ale często wymagały technicznej wiedzy, by wyjść poza proste projekty. Tutaj kluczowe jest to, że narzędzie szybko rozumie problemy i potrafi je poprawić na podstawie krótkiego opisu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Claude Code wyróżnia się również tym, że został zaprojektowany jako system "pomocny, uczciwy i nieszkodliwy", co przekłada się na bardziej naturalne interakcje. Użytkownicy podkreślają, że rozmowa z nim przypomina dialog z kompetentnym współpracownikiem, a nie z narzędziem wymagającym precyzyjnych komend. Jednocześnie na rynku trwa rywalizacja – OpenAI, które wcześniej stworzyło Codex, wróciło do gry, rozwijając własne rozwiązania i udostępniając je w ChatGPT. To doprowadziło do napięć między firmami, zwłaszcza gdy Anthropic ograniczyło dostęp OpenAI do swoich modeli, powołując się na zasady komercyjnego wykorzystania.

W ostatnich latach możliwości Claude’a rosły błyskawicznie. Zwiększenie kontekstu do 100 tys. tokenów pozwoliło mu analizować ogromne fragmenty kodu i dokumentacji naraz, a późniejsze aktualizacje sprawiły, że narzędzie zaczęło tworzyć nawet złożone strony i aplikacje, w tym projekty 3D. W efekcie część inżynierów zaczęła mówić o "vibe codingu", czyli programowaniu opartej bardziej na opisie intencji niż na technicznych detalach. Niektórzy twierdzą wręcz, że większość ich kodu powstaje dziś dzięki Claude Code, a samo narzędzie pisze znaczną część własnego oprogramowania.

Wokół platformy narosła też specyficzna kultura – od memów o "claudeholizmie" po żarty o tym, że narzędzie jest "opium dla tych, którzy nienawidzą żmudnego kodowania". Nawet drobiazgi, takie jak zabawne czasowniki w pasku postępu (np. crunching, moseying, zesting), budują wrażenie, że korzystanie z Claude Code to nie tylko praca, ale też przyjemność. Wszystko to sprawia, że dla wielu osób programowanie po raz pierwszy staje się naprawdę dostępne.

Nie wszystko jest jednak takie różowe

Jednak kto spędził sporo czasu na kodowaniu z użyciem agentów AI (nawet w paradygmacie SWE), na pewno jest świadomy tego, że z nimi można też się przejechać. O ile fajnie się prototypuje z nimi rzeczy, rozumieją cały cykl życia i wdrażania software'u, to bywają też bolączką.

Z jednej strony robią bezpośrednie zmiany na kodzie i potrafią je zakolejkować w dłuższej sekwencji (rozumiejąc dogłębnie ciąg przyczynowo-skutkowy) i będą je powtarzać, dopóki coś nie zadziała prawidłowo. Z drugiej zaś strony czasem podchodzą od niewłaściwej strony, a przez to można spędzić sporo niepotrzebnie dodanego czasu na debugowaniu kodu. To od człowieka właśnie zależy, czy w ogóle wychwyci nietrafioną sugestię, zamiast uwierzyć na słowo, a potem obudzić się z ręką w nocniku, że coś się wysypało. I chyba patrząc na ostatnie przygody Microsoftu z Windowsem (a firma ta szczyci się, że już 30% jej kodu powstało przy użyciu AI), można na własne oczy zobaczyć złe strony tego zjawiska.