DAJ CYNK

Witucki: sukcesem będzie powrót do sprzedaży broadbandu

17.12.2012

Dodane przez: Witold Tomaszewski

Kategoria: Wywiady

Interakcje: 18418

Firma zrobiła ogromny postęp nie tylko w ostatnich 6 latach, ale w 10-12. Zaczynaliśmy od wizerunku znienawidzonego monopolisty i katastrofy po uruchomieniu Błękitnej Linii, a dziś jesteśmy nowoczesnym operatorem radzącym sobie na jednym z najbardziej konkurencyjnych rynków na świecie - mówi w wywiadzie dla TELEPOLIS.PL Maciej Witucki, prezes Orange Polska.

Firma zrobiła ogromny postęp nie tylko w ostatnich 6 latach, ale w 10-12. Zaczynaliśmy od wizerunku znienawidzonego monopolisty i katastrofy po uruchomieniu Błękitnej Linii, a dziś jesteśmy nowoczesnym operatorem radzącym sobie na jednym z najbardziej konkurencyjnych rynków na świecie - mówi w wywiadzie dla TELEPOLIS.PL Maciej Witucki, prezes Orange Polska.

Maciej Witucki prezesem Orange Polska został ogłoszony w sierpniu 2006 roku. Stanowisko objął 6. listopada 2006 roku, przechodząc do telekomu z Lukas Banku. W zeszłym miesiącu rozpoczął swoją trzecią, trzyletnią kadencję.

UKE dba o interesy Orange Polska, a nie wykonywanie obowiązków regulacyjnych napisał niedawno Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji w liście do Komisji Europejskiej...

Napisał, bo UKE dotknął czułego tematu zmian w Prawie telekomunikacyjnym. Najpierw poruszyły one wszystkich operatorów, bo dotyczyły rynku BSA, ale tak naprawdę są głównie zagrożeniem dla firm korzystających z technologii DOCSIS 3.0, czyli kablówek. Jeśli obowiązki udostępniania infrastruktury będą symetryczne, jest szansa, aby realnie rozprawić się z ich paramonopolami w wielu miastach z korzyścią dla klientów i konkurencji na rynku. To właśnie nie podoba się kablówkom.

A z Brukseli dochodzą jeszcze plotki, że Komisja chce podwyższyć hurtowe ceny LLU do 8-9 euro…

Moim zdaniem to nierealne. Po tych informacjach na pewno nie zmienimy biznes planów. Hurt to ważny element biznesu Orange Polska. Na podwyższonej cenie za LLU nic nie zyskujemy w konkurencji z kablówkami, które są naszym głównym rywalem. Wzrost ceny LLU zabolałby Netię i może nawet doprowadziły ją pod ścianę, ale na koniec dnia my też sporo stracilibyśmy na przychodach z usług hurtowych. Z nieużywanych linii, zakopanych w ziemi, nie ma interesu. Dlatego mogę powiedzieć, że jestem żywotnie zainteresowany przetrwaniem Netii (śmiech).

Wyniki Netii są po części skorelowane z Orange Polska, bo zależą od jakości sieci, którą udostępniacie.

Nie wyjdziemy z tego zamkniętego koła, dopóki nie będzie symetrii w udostępnianiu infrastruktury i pomysłu na współinwestowanie operatorów alternatywnych. Rozmawialiśmy już raz w przeszłości z Netią, teraz wymieniamy się poglądami na ten temat drugi raz, ale niewiele z tego wychodzi. Myślę, że za bardzo jeszcze tkwimy w historycznych urazach i nierozstrzygniętych do końca sporach. A bez porozumienia nie wygramy z kablówkami. Możemy brać przykład z rynku komórkowego gdzie współpraca z T-Mobile w ramach NetWorkS! jest korzystna dla obydwu stron, choć na rynku zaciekle ze sobą rywalizujemy.

Czy Orange Polska skończył się pomysł na sprzedaż łączy szerokopasmowych?

Nie skończył się, ale rynkowe problemy mają wszyscy operatorzy stacjonarni. Naszym problemem jest głównie popularność mobilnego Internetu, który pokochali Polacy. Próbujemy przyciągnąć nowych klientów, robimy promocyjne, wręcz "naloty dywanowe" na nich, ale okazuje się, że wszyscy mało sprzedajemy. Netia na minusie, my na symbolicznym plusie, UPC pozyskuje trochę więcej. Moim zdaniem trzeba też zwrócić uwagę, że wiele osób bierze tablety i smartfony z wielkimi pakietami danych. Zamiast 2 GB w każdym telefonie i tablecie, mogliby wziąć 300 MB, a w domu i biurze podłączać się pod WiFi. Byłoby to dla nich bardziej efektywne i do tego właśnie będziemy przekonywać klientów. Jestem zdania, że przyszłością są łączone usługi typu Orange Open, które będą optymalizowały ofertę dla klienta i staną się cenowym "fakturoreduktorem".

Patrząc z perspektywy czasu, na dzisiejszy problem w walce za kablówkami, czy nie żałuje Pan, że przez pierwsze dwa lata Pana prezesury całkowicie zatrzymano inwestowanie w sieć?

Absolutnie nie. Gdybym wtedy, jak potulny baranek, poddawał się każdej mniej lub bardziej przemyślanej decyzji regulatora i inwestował w sieć, to skończyłoby się na LLU za 1 euro. Orange Polska ma dzisiaj nadzdolność przyłączeniową z nowo wybudowanych łączy. W wielu miejscach możemy zaoferować większe prędkości. Chwalimy się razem z Netią setkami tysięcy czy nawet milionami gospodarstw domowych w zasięgu nowoczesnych sieci i nic… Klienci wciąż wolą dongle z mobilnym Internetem.

Jeżeli poważniejsze inwestycje zaczęłyby się w 2006, a nie pod koniec 2008 roku, to dzisiaj Orange Polska miałoby 2 lata mniej do nadrobienia względem sieci kablowych.

Biznesowo nasze decyzje były właściwe. Przy tamtych regulacjach opartych o retail minus szansę na walkę z kablówkami miałaby raczej Netia, a my pozostalibyśmy z Neostradą zawsze droższą i z dodatkową opłatą za utrzymanie łącza.

Jak idzie budowa sieci światłowodowych?

Pracujemy nad pilotażowym projektem na 70 tys. linii FTTH w Warszawie, który realnie ruszy pod koniec zimy. Po tym teście nie spodziewam się jednak od razu eksplozji zainteresowania tym, że doprowadziliśmy klientom światłowód do domu. To będzie jednak dobry poligon popytowy i zderzenie z realiami rynkowymi.

Możliwość dostępu do kanalizacji konkurentów, którą stworzyła nowelizacja Prawa telekomunikacyjnego, to dla Was nadzieja?

Najlepiej można to wyjaśnić na przykładzie warszawskiego Ursynowa, gdzie nie mamy dostępu do infrastruktury. Dzielnica "zniknęła" nam podczas prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej. Żeby tam wejść musielibyśmy kopać między blokami. Tymczasem jest już gotowa infrastruktura kablówek, z której oczywiście odpłatnie moglibyśmy korzystać, jak one z naszej gdzie indziej i w ten sposób zdobywać klientów. Do tego potrzebna jest właśnie symetria dostępu i dlatego nie dziwię się, że UKE jest tam mocno atakowany przez lobby kablówkowe za ten przepis.

Pretensje i uwagi zgłaszane są głównie do uznaniowości decyzji podejmowanej przez UKE, że może wybrać dowolnie operatora i narzucić mu udostępnienie studzienek.

Podobało mi się stwierdzenie poprzedniego regulatora, który podczas niedawnej konferencji zorganizowanej przez UPC powiedział, że nieuczciwe jest, jeżeli weźmie się jednego dużego operatora, wysunie go przed szereg i stworzy mu nierówne warunki do konkurowania. To piękne zdanie, ale świadczące także o braku pamięci. Moim zdaniem na obecnym rynku symetria jest biznesowo uczciwa i wierzę, że regulator będzie z niej rozsądnie korzystał. Choć zarazem wiem, że to szybko się nie stanie. Na konkretne decyzje przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Agenda cyfrowa? Jest szansa na 30 Mb/s dla każdego po kablu w 2020 roku?

Raczej niemożliwe. Nie będziemy budować sieci w rozproszonych polskich wioskach. Moim zdaniem realnie może tam być 30 Mb/s, ale po LTE na częstotliwości 800 MHz. Natomiast ze 100 Mb/s dla 30% społeczeństwa nie powinno być problemu. Już teraz jesteśmy blisko. Są sieci kablowe i my też inwestujemy w szybki Internet w dużych miastach.

Czy 6 lat temu, kiedy zaczął pan kierować TP, firma była drewniana?

Firma zrobiła ogromny postęp nie tylko w ostatnich 6 latach, ale w 10-12. Zaczynaliśmy od wizerunku znienawidzonego monopolisty i katastrofy po uruchomieniu Błękitnej Linii, a dziś jesteśmy nowoczesnym operatorem radzącym sobie na jednym z najbardziej konkurencyjnych rynków na świecie. Jesteśmy też po rebrandingu wszystkich usług na Orange, mamy telewizję, komórki i ukochane przez wszystkich Serce i Rozum.

Jak będzie za kolejne 6 lat?

Tylko pakiety a la Orange Open i dobieranie usług przez klienta. Widzę Orange Polska, jako dostawcę multiusług dostępowych połączonych z ofertą różnych partnerów - telewizja, płatności, ubezpieczenia, prąd itp. To będzie system zewnętrznych dostawców. Moim zdaniem lepsze czasy czekają Internet stacjonarny. Pytanie tylko, kto z moich stacjonarnych konkurentów do tego momentu dotrwa. Dla mnie to bujda na resorach, że niedługo będziemy "bezprzewodowi" i zostaną tylko z sieci komórkowe. Stawiam na WiFi z łącza stacjonarnego w pakiecie z domowymi hot spotami. Jestem też ciekawy, co będzie z budowanymi za pieniądze unijne regionalnymi sieciami szerokopasmowymi. Obawiam się, że na końcu będzie stał na ulicy słupek z zatkniętą flagą UE, bo kto dobuduje tzw. "ostatnią milę" i podłączy pod ten szkielet klientów końcowych? To gigantyczne wyzwanie, abyśmy nie mieli powtórki z gierkowskich mostów nad nieistniejącymi autostradami.

A jak wtedy będzie wyglądał rynek stacjonarny?

Po jednej trzeciej będą mieli Orange Polska, UPC oraz Netia z pozostałymi operatorami.

Z czego jest Pan najbardziej zadowolony, co udało się Panu zrobić w ciągu ostatnich sześciu lat na fotelu prezesa?

Zdecydowanie z rebrandingu TP na Orange i ogromnej poprawy wizerunku oraz percepcji firmy, porównując początek 2007 roku a koniec 2012. Do dziś przechowuję w biurze pierwszą stronę jednego z dzienników z moim zdjęciem i podpisem "Za błędy monopolisty zapłaci prezes". Do tego wlepione 1,5 mln zł kary. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Dzisiaj klienci kupują Orange Open i traktują nas jak normalną firmę telekomunikacyjną i coraz częściej wracają od konkurencji. To najlepiej pokazuje drogę, jaką przeszliśmy.

A co będzie sukcesem w następnych trzech latach?

Powrót do większej sprzedaży broadbandu, czyli kilkudziesięciu tysięcy sztuk kwartalnie.

A co mogło się ostatnio udać trochę lepiej?

Mogliśmy lepiej przygotować się do walki na mobilnym rynku biznesowym. Przysnęliśmy trochę, kiedy Play ruszył z ofertą no limit dla małych firm. Teraz to nadganiamy.

Dziękuję za rozmowę.

(wywiad autoryzowany)

Komentarze
Zaloguj się