Stoję w kolejce do butelkomatu. Zapomniałem, jak wygląda moja rodzina
Rok 2026 przyniósł Polakom tragedię, jaką trudno było sobie nawet wyobrazić. Ludzie muszą już nie tylko segregować śmieci, ale jeszcze oddawać część z nich. Będą o tym pisać w podręcznikach historii.
Ceny paliw wystrzeliły, podobnie jak różnego rodzaju broń w wielu zakątkach świata. Rośnie napięcie międzynarodowe, pękają stare sojusze, ideologiczne przepychanki przybierają na sile. Być może ponownie zmierzymy się z wysoką inflacją, władza będzie się zajmować sama sobą, pogłębi się kryzys systemu ochrony zdrowia. A do tego mundial odbędzie się bez Polaków. Jednak wszystko to blednie przy prawdziwej klęsce: systemie kaucyjnym.
Rodaku, strzeż się pułapek systemu kaucyjnego!
Od kilku miesięcy śledzę doniesienia dot. wdrażania w Polsce systemu kaucyjnego. Nie muszę ich szczególnie szukać, każdego dnia moją cyfrową przestrzeń zalewa fala tekstów i filmów poświęconych temu zagadnieniu. Odnoszę wrażenie, że niektóre serwisy zrobiły z tego temat przewodni. Jeśli trafia się dzień bez doniesień spod butelkomatów, wyciągane są pewnie konsekwencje wobec członków redakcji. Za karę muszą stworzyć przynajmniej trzy wpisy o tragedii Polaków.
Owa tragedia polega m.in. na tym, że rodacy stali się "śmieciarzami". Tak przynajmniej dowiaduję się z tekstów, filmów i komentarzy pod nimi. Potomkowie dumnych Lechitów, stających w szranki z Aleksandrem Wielkim, zostali sprowadzenie do roli zbieraczy odpadów. Nie pokonali ich zaborcy, wytrzymali dwie wielkie wojny, zdzierżyli komunizm i trudne czasy transformacji, ale z systemem kaucyjnym nie dało się wygrać.
Dramaty w sklepach, kryzysy w wagonach i trauma lotniskowa
Efekt jest taki, że mogę śledzić doniesienia z "frontu". Jeden autor oddaje opakowania zwrotne w kaloszach, niebawem pewnie to nie wystarczy i będzie musiał zainwestować w wodery. A potem może w ponton, bo przecież z tych puszek i butelek cały czas się leje. Strumyki łączą się w potoki, które niebawem przeobrażą się w rzeki. Biada tym, którzy będą chcieli odebrać kaucję bez chociażby koła ratunkowego.
Równie ciężkie chwile przeżyli ci, którzy chcieli odzyskać kaucję w czasie podróży. Okazało się, że pasażerowie w WARS-ie płacą za opakowania, których nie da się zwrócić w pociągu. I butelkę trzeba zabrać do torby czy plecaka! Albo ją zostawić. Ale wtedy traci się 50 groszy. Przynajmniej, bo przecież może to być nawet złotówka. Podobno rośnie liczba pasażerów, którzy nie wysiadają z tych pociągów, bo nie wiedzą, jak ogarnąć sprawę butelki. Od tygodni przemierzają kraj, licząc na to, że spółka lub rząd rozwiążą kryzys.
Jeśli ktoś myśli, że najgorzej mają ci uwięzieni w pociągach, niech nie zapomina o ofiarach systemu tkwiących na lotniskach. Okazuje się, że niektórzy kupują napoje w strefach wolnocłowych i nie mogą odzyskać kaucji przed wejściem na pokład samolotu. Wycieczka opłacona, dzieci rozemocjonowane, bo po raz pierwszy zobaczą ocean, a ty człowieku rwiesz włosy z głowy. Stajesz przed najtrudniejszym wyborem w życiu: wyrzucić butelkę do kosza czy zabrać ją do samolotu? Ja tego nie wymyślam – te ludzkie tragedie mają miejsce.
Wyszedł z butelkami i ślad po nim zaginął
Dla osób o nerwach ze stali mam jeszcze kilka historii. Oto Lucyna z Leszna czeka drugi tydzień na swojego męża, który wyruszył samochodem do butelkomatu w dyskoncie. Maszyna okazała się niesprawna. Mógł oddać opakowania obsłudze, ale wybrał inne rozwiązanie: jeździ po kraju i nagrywa filmy o bezsensownym systemie, który okazał się eko-sreko. Bo on teraz pali drogie paliwo, by pokazać wszystkim, jak bardzo państwo nie dowiozło w temacie kaucji. Pod koniec marca był widziany w Olsztynie, gdzie butelek nie mógł oddać z uwagi na "hurtowników" tworzących kolejkę do maszyny. Lucyno, trzymaj się dziewczyno.
O swoim dramacie mediom opowiedziała też Andżela z Chorzowa. Gdy czekała w kolejce do butelkomatu, nie zauważyła, jak obok niej wyrosła góra plastikowych worków z opakowaniami zwrotnymi. Zabudowali kobietę. Dlaczego nie krzyczała? Bo była wycieńczona 7-minutowym czekaniem w kolejce. Kryzys po trzech minutach przetrwała. Ten po pięciu również. Trzeciego nie uniosła. Zza worków wydobyła ją dopiero ekipa zabierająca odpady. Po 45 minutach! W opracowaniu są już dwie książki poświęcone tej tragedii, w tym autobiografia "Nabita w butelkę".
System kaucyjny to spisek owadów
Myślicie, że to koniec? Ależ skąd… Media donoszą o mieszkaniach, garażach, piwnicach czy balkonach zawalonych śmieciami. Członkowie rodzin ciągną zapałki, osoba z najkrótszą musi się wyprowadzić, by zrobiło się miejsce dla butelek. Najgorzej będzie w najbliższych dniach, gdyż do świątecznych stołów nie zasiądą wszyscy domownicy. Niektóre miejsca zajmą wory z opakowaniami, ludzie wyrzuceni z mieszkań będą się dzielić jajkiem przed butelkomatami.
Najgorsze jest jednak to, że nie poznaliśmy jeszcze wszystkich smaków i zapachów nowego systemu. Armagedon dopiero nadciąga: gdy tylko zrobi się ciepło, w domach da o sobie znać robactwo. W tych worach z butelkami. Żart? Nie, ktoś to naprawdę napisał. Czekam na tekst o pladze szczurów, które za pół roku trzeba będzie wyprowadzać z miasta z pomocą piszczałki zbudowanej z butelek. Obstawiam przy tym, że autor uderzy w system, bo maszyna nie będzie chciała przyjąć opakowania przerobionego na instrument…
Oddałem opakowania. Przeżyłem. O dziwo
Czy śmieszkuję? Oczywiście. Ale te narzekania są jak najbardziej prawdziwe. Nie ma dnia, bym nie przeczytał, że paskudne państwo prześladuje Polaków systemem kaucyjnym. To kryzys porównywalny wyłącznie ze zniknięciem z telewizji Pana Yapy. Idę o zakład, że tekstów i filmów o tym antyludzkim rozwiązaniu jest już więcej niż osób, które faktycznie miały jakiś problem.
Na razie zdarzyło mi się dwukrotnie oddać opakowania do maszyny. Dramatów przy tym nie stwierdziłem. Raz stałem w kolejce za dwiema osobami, straciłem może 30 sekund. Mniej więcej w tym samym czasie musiałem czekać w kolejce do lekarza 1,5 godziny, chociaż godziny przyjęcia były ponoć ustalone.
Ktoś stwierdzi: fakt, że tobie udało się przeżyć i nie odniosłeś ran, nie oznacza, że inni mają tyle samo szczęścia. To prawda. Ale nie będę ukrywał, że udawałem się do butelkomatu z duszą na ramieniu. Bo wcześniej naczytałem się o piekle, jakie rządzący zgotowali obywatelom. Niektóre historie brzmiały naprawdę apokaliptycznie. Spisałem testament, pożegnałem się z bliskimi i ruszyłem do automatu, nerwowo przełykają ślinę. I nic. Zero materiału na opowieści dla wnuków. Chyba będę musiał przywłaszczyć tę o butelce, której nie mogłem oddać na lotnisku. Może za kilka dekad dostanę za to odznaczenie państwowe?
Kiedyś to były czasy. Butelek nie dało się oddać...
Nie zrozumcie mnie źle: zdaję sobie sprawę z tego, że system ma niedociągnięcia, mniej lub bardziej widoczne wady. Nie zamierzam pisać, że jest idealny. A tym bardziej stawać murem za szefową resortu, która nadzoruje to wdrożenie. Ale gdy obserwuję, z jaką zaciekłością niektórzy atakują rozwiązanie, ile czasu mu poświęcają, to zastanawiam się, czy to jakiś performans. I zachodzę w głowę, dlaczego wcześniej nie uderzano z taką siłą w problem opakowań zwrotnych?
Prawda jest taka, że prawdziwą patologią było to, iż zwrot butelek szklanych graniczył z cudem. Nie masz paragonu? To butelek nie przyjmę. Masz paragon? I tak nie przyjmę, bo nie mam skrzynki wolnej. Chcesz rozmawiać z kierownikiem? Nie ma. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. W jednym sklepie okazywało się, że danego produktu nie ma już w ofercie, więc butelek nie przyjmują (chociaż tam zapłacono kaucję), w drugim, że właściciel nie uznaje kaucji, w jeszcze innym, że owszem, zwrot będzie, ale to połowa opłaconej kaucji. Tak było. I nikt nie produkował na ten temat dziesiątek tekstów czy filmów.
Nie od razu InPost zbudowano
Czy zrobiono z nas "śmieciarzy"? Odpowiem przewrotnie – już wcześniej nimi byliśmy. Często odwiedzam rodzime lasy i widzę tam masę odpadów. Część to telewizory, które dzisiaj spotkać można jedynie na babcinym strychu. Ale nie brakuje też puszek, butelek i opakowań foliowych. Świeżych. Jeśli chociaż część z nich zniknie, bo ktoś to zabierze lub zbierze, to przyklasnę całej idei. Może za sprawą systemu przestaniemy być "śmieciarzami"?
Na koniec mam taki postulat: wstrzymajmy się z oceną systemu kaucyjnego. Niech każdy się z nim zapozna, niech decydenci wyciągną wnioski i wprowadzą zmiany. Bo tak to wygląda w zdecydowanej większości wdrożeń. Dzisiaj pewnie wiele osób nie wyobraża sobie funkcjonowania bez mObywatela, automatów paczkowych, Blika czy smartfona. Ale warto się zastanowić, czy wszystkie te rozwiązania były idealne, gdy trafiły na rynek…