Tajwańska wyspa pozbawiona internetu. To nie Chiny, to wrak
Sytuacja między Chinami a Tajwanem jest tak napięta, że cięciwa łuku sportowego Samick Polaris przy maksymalnym naciągu wydaje się przy niej wręcz sflaczała. Z tego też powodu odcięcie jednej z mocniej ufortyfikowanych tajwańskich wysp od łączności budziło olbrzymie emocje. Na szczęście niepotrzebnie.
Wyspa Dongyin, wraz z wyspą Xiyin, które są połączone ze sobą drogą lądową, znajdują się znacznie bliżej chińskiego wybrzeża, niż samego Tajwanu. Wczoraj utraciła ona połączenie z wyspą Beigan, która znajduje się w podobnym położeniu, co wywołało dość oczywiste obawy o wrogie działania ze strony Chin.
Nie Chiny, a wrak
Na całe szczęście okazało się, że przerwany kabel podmorski to nie jest efekt interwencji z zewnątrz. Otóż złe warunki spowodowały przesunięcie się wraku statku znajdującego się w okolicy kabla. I to właśnie jego szczątki przecięły go, odcinając łączność.
Na całe szczęście Tajwan zabezpieczył wyspę przed incydentami przerywającymi łączność i teraz odbywa się ona bezprzewodowo, chociaż z niższą prędkością i stabilnością, oraz większymi opóźnieniami. Tym samym mieszkańcy wyspy, a jest ich około 1500, mogą korzystać z dobrodziejstw sieci, chociaż nie jest to szczególnie komfortowe.