Apple wyciśnie z nas ostatnie grosze. Nowe sprzęty będą droższe
Nawet amerykański lider na rynku smartfonów i laptopów nie może liczyć na preferencyjne warunki. Szaleństwo na AI dotyka wszystkich.
Nadchodzące miesiące mogą okazać się wyjątkowo trudne dla fanów Apple. Według nowych doniesień, długoterminowe umowy z dostawcami pamięci DRAM, czyli Samsungiem i SK hynix, nie zapewniają firmie pełnego spokoju na cały 2026 rok. Zabezpieczają one jedynie pierwszą połowę, a to oznacza realne ryzyko podwyżek cen sprzętu w drugiej jego części.
Na obecnej sytuacji korzystają tylko trzy firmy na świecie
Chociaż Gigant z Cupertino od lat uchodzi za mistrza negocjacji i często wypracowuje warunki, o jakich konkurencja może tylko marzyć, tym razem pole manewru jest wyraźnie ograniczone. Źródła w firmie twierdzą, że standardem były umowy obejmujące cały rok, jednak obecny kryzys na rynku pamięci zmusił Apple do kompromisów.
I tak szalenie wysokie ceny pamięci mają rosnąć dalej - o 70% dla DRAM i o 100% dla NAND. To sprawia, że nawet największe firmy nie są w stanie wynegocjować stawek zbliżonych do tych sprzed roku. A już teraz Apple płaci podobno około 70 dolarów za moduł 12 GB LPDDR5X, co oznacza wzrost o ponad 200% względem początku 2025 roku.
Według przecieków, modele takie jak iPhone 17e czy MacBooki Pro z układami M5 Pro i M5 Max powinny jeszcze zmieścić się w ramach obecnych umów i uniknąć podwyżek. Problem zaczyna się jednak przy kolejnej generacji smartfonów - serii iPhone 18. Przy milionach sprzedawanych egzemplarzy nawet niewielka różnica w kosztach komponentów przekłada się na realne zmiany w cennikach.
Na tym nie koniec. Przeprojektowany MacBook Pro z ekranem OLED i układem M6 również może znacząco podrożeć. Zmiana matrycy to tylko jeden z elementów układanki, do którego dochodzą droższy RAM i SSD oraz inne zmiany konstrukcyjne. Więc albo producenci elektroniki zaczną balansować na granicy opłacalności, albo konsumenci będą musieli przygotować znacznie więcej gotówki.