AI przyspiesza kryzys klimatyczny. Korporacje mówią, że wszystko jest OK
AI rośnie szybciej, niż świat jest w stanie ją zasilić. A rachunek energetyczny tej rewolucji zaczyna wyglądać jak nowy kryzys klimatyczny.
Rosnący apetyt, wzrastające ryzyko
W ciągu zaledwie kilku lat generatywna AI stała się jednym z największych nowych konsumentów energii na świecie. Choć dziś centra danych zużywają ok. 1% globalnej energii elektrycznej, prognozy mówią o gwałtownym wzroście – w USA ich udział ma ponad dwukrotnie wzrosnąć do 8,6% do 2035 r., a w krajach rozwiniętych odpowiadać nawet za 20% przyrostu zapotrzebowania na prąd do końca dekady. Irlandia już dziś jest przykładem przeciążonego systemu – tamtejsze centra danych pochłaniają 20% energii kraju, a wkrótce mogą dojść do 30%, wypychając z rynku odnawialne źródła i wymuszając inwestycje w gaz oraz LNG.
Wzrost mocy obliczeniowej oznacza też wzrost emisji. Choć pojedyncze zapytanie do chatbota zużywa energię porównywalną z minutą działania żarówki, skala – setki milionów użytkowników tygodniowo – tworzy efekt lawinowy. Jednocześnie firmy rzadko ujawniają pełne dane o śladzie węglowym swoich modeli, co budzi obawy badaczy, że realny koszt środowiskowy jest znacznie wyższy niż deklarowany.
Najwięksi gracze próbują łagodzić krytykę: Google chwali się redukcją zużycia energii na chłodzenie o 40% dzięki własnym algorytmom, a część firm podpisuje długoterminowe kontrakty na OZE lub eksperymentuje z energią jądrową. Jednak w praktyce to gaz i węgiel nadal zasilają większość infrastruktury AI — od Chin po USA.
Równolegle rośnie presja ze strony przemysłu paliwowego. Według IEA sztuczna inteligencja może zwiększyć technicznie wydobywalne zasoby ropy i gazu o 5%, a koszty odwiertów głębinowych obniżyć o 10%. Najwięksi producenci mówią wprost: AI to kolejny fracking boom. Aramco podwaja wydatki technologiczne, a amerykańskie koncerny wykorzystują algorytmy do przyspieszania planowania odwiertów i zwiększania liczby nowych szybów. Krytycy ostrzegają, że to nie dekarbonizacja, lecz cyfrowe turbo dla paliw kopalnych.
Firmy naftowe podkreślają, że AI pomaga wykrywać wycieki metanu, ale eksperci terenowi wskazują, że realny problem to nie wycieki, lecz celowe uwalnianie gazu, którego satelity nie zatrzymają. Jak mówią aktywiści – oglądanie metanu z kosmosu nie zmniejsza emisji.
Jeszcze większym zagrożeniem może być wpływ AI na konsumpcję. Generatywne reklamy już dziś przebijają skutecznością te tworzone przez ludzi, a automatyczne agentowe systemy zakupowe mogą radykalnie zwiększyć liczbę transakcji i lotów. Branża turystyczna otwarcie inwestuje w AI, bo klienci zaczynają planować wakacje przez chatboty. To oznacza, że technologia nie tylko zużywa energię — ona napędza popyt, a więc kolejne emisje.
W odpowiedzi pojawiają się propozycje regulacji. ONZ wezwało do moratorium na nowe centra danych, a ponad 230 organizacji ekologicznych w USA domaga się wstrzymania ich rozbudowy do czasu wprowadzenia zasad bezpieczeństwa środowiskowego. Irlandia wymaga, by 80% energii zużywanej przez centra danych pochodziło z nowych projektów OZE. Hiszpania jako jedyna wpisała AI do prawa klimatycznego, zobowiązując rząd do wspierania jej zastosowań prodekarbonizacyjnych. Pojawiają się też pomysły podatku od AI, który finansowałby działania na rzecz klimatu.
Jednocześnie rośnie ruch wewnątrz branży, który coraz głośniej mówi o tym, że największe firmy technologiczne nie tylko nie hamują ekspansji paliw kopalnych, ale wręcz ją przyspieszają. Byli pracownicy Microsoftu, Holly i Will Alpine, alarmują, że korporacje chętnie chwalą się własną neutralnością operacyjną, a jednocześnie podpisują kontrakty, które realnie zwiększają globalne emisje. To właśnie Microsoft w 2019 r. ogłosił partnerstwo z ExxonMobil, mogące podnieść produkcję ropy o 50 tys. baryłek dziennie, oraz rozpoczął projekt z Chevronem, który skrócił planowanie odwiertów głębinowych o 30 dni. Dla Alpinesów to był moment, w którym stało się jasne, że deklaracje o zielonej transformacji nie wytrzymują zderzenia z twardą logiką biznesu. Gdy przez cztery lata próbowali wewnętrznie wymusić zmianę, słyszeli jedynie o własnym śladzie węglowym firmy, który — jak podkreślają — ma się nijak do emisji, które technologie Microsoftu umożliwiają innym. W ich ocenie to klasyczna korporacyjna zasłona dymna: skupianie się na własnych biurach i serwerowniach, podczas gdy prawdziwy wpływ odbywa się w cieniu — w sektorze paliwowym, który dzięki AI może wiercić szybciej, taniej i więcej.
Ajit Niranjan z The Guardian sugeruje, że bez twardych regulacji i pełnej transparentności AI może stać się narzędziem, które zamiast wspierać transformację energetyczną, utrwali zależność od paliw kopalnych i napędzi nową falę emisji. To nie jest abstrakcyjne ryzyko — to już się dzieje.
Korporacje technologiczne, które publicznie mówią o odpowiedzialności i zrównoważonym rozwoju, równocześnie budują infrastrukturę, która wymaga coraz większych ilości energii i otwiera nowe możliwości dla przemysłu naftowego. A jednocześnie to właśnie one apelują o cierpliwość i zrozumienie.
Microsoft w oficjalnym stanowisku podkreśla, że transformacja energetyczna jest złożona i wymaga "zrównoważenia potrzeb dzisiejszego przemysłu z technologiami jutra". Problem w tym, że to zrównoważenie coraz częściej wygląda jak próba pogodzenia dwóch sprzecznych światów — i to w sposób, który pozwala korporacjom dalej rosnąć, a koszty środowiskowe przerzuca na resztę planety.