Jak grają japońskie klipsy? Sprawdzam Sony LinkBuds Clip (test)
LinkBuds Clip to pierwsze słuchawki Sony o otwartej, ale i klipsowej konstrukcji, która ostatnio zdobywa coraz większą popularność. Japoński producent ma mocną pozycję w segmencie słuchawek wokółusznych, jego dokanałowe TWS-y też są wysoko oceniane, jak więc poszło mu z nowym modelem otwartym?
Sony LinkBuds Clip to najnowszy, klipsowy model dousznych słuchawek otwartych – konstrukcji, która pozwala słuchać muzyki i jednocześnie zachować kontakt z otoczeniem. Takie rozwiązanie staje się coraz popularniejsze, nie wszyscy przecież chcą się odcinać od świata i męczyć uszy wpychanymi głęboko dokanałówkami. Klipsowe słuchawki świetnie się sprawdzają podczas biegania czy jazdy na rowerze – można słuchać muzyki albo audiobooków, zachowując pełną kontrolę tego, co wokół nas.
Podobne konstrukcje już zdobyły spore zainteresowanie użytkowników – jest ceniona seria Huawei FreeClip, są Bose Ultra Open Earbuds, a w zeszłym roku testowałem całkiem udane Soundcore AeroClip. Ten ostatni model siłą rzeczy stał się dla mnie punktem odniesienia podczas testów nowości Sony.
Sony LinkBuds Clip kosztują 799 zł, są dostępne w kolorach czarnym, szarobeżowym, lawendowym i zielonym. Do mnie na testy trafił ten pierwszy.
Wygląd i konstrukcja
Słuchawki Sony LinkBuds Clip otrzymujemy wraz z etui ładującym o kształcie zbliżonym do kwadratu. Wieczko lśni fortepianową czernią i oczywiście brudzi się od samego patrzenia. Sposób umieszczania słuchawek jest jednak dość wygodny i można je chować bez patrzenia – i ile się nie przekręci etui do góry nogami, o co nietrudno.
Podobnie jak inne słuchawki-klipsy, Sony LinkBuds Clip mają kształt litery C i składają się ze spłaszczonego, elastycznego pałąka łączącego dwa moduły – ten mniejszy, kulisty wsuwa się płytko do ucha, tak by przywierały do jego wnętrza. Dziaki temu, że słuchawek nie wciska głęboko do kanału słuchowego jak w IEM-ach, użytkownik ma sporo swobody, a uszy się nie męczą nawet mimo długiego noszenia. Grubszą część, o bardziej walcowatych kształtach wsuwa się za ucho.
Zewnętrzna część LinkBuds Clip ma matowe wykończenie, choć kulka i walec lekko połyskują. Nie widać jednak tego na zewnątrz, a całość na szczęście wygląda dość dyskretnie – nie jak biżuteria. Być może dla kogoś to właśnie wada, ale stonowany wygląd pozwala je nosić każdemu i w każdej sytuacji.
Słuchawki zakłada się na środek ucha, a odpowiednie dopasowanie jest kluczem do sukcesu – gdy słuchawki nie ułożą się we właściwy sposób, dźwięk będzie miał gorszą jakość. W zestawie znajdują się dodatkowe poduszeczki, które pozwalają dobrać sposób zamocowania na płatku ucha, jeżeli sam pałąk nie wystarczy i jest za duży luz. Sam nie musiałem jednak z nich korzystać. Sony LinkBuds Clip gwarantują bardzo dobrą stabilność, można z nimi biegać i skakać, bez obaw, że spadną lub się przesuną.
Sony LinkBuds Clip zapewniają odporność na lekkie zachlapanie i pot na poziomie IPX4. Przeciętna wartość, ale porównywalna do innych modeli o tej konstrukcji. W tej cenie należałoby jednak oczekiwać nieco większej wytrzymałości jak w Huawei FreeClip 2, gdzie mamy już IP57.
Sterowanie odbywa się poprzez stuknięcia w dowolną część słuchawki. Można wstrzymywać i wznawiać odtwarzanie, zmieniać tryby dźwiękowe czy regulować głośność. Działa to dość sprawnie, a opcje można dostosować w aplikacji.
Co siedzi wewnątrz?
Nowe słuchawki Sony wyposażone są przetworniki dynamiczne 10 mm, zapewniające pasmo przenoszenia od 20 Hz do 20 KHz, żadnych więc ekstrawagancji. Za łączność ze źródłem dźwięku odpowiada Bluetooth 5.3 oraz kodeki SBC i AAC. A gdzie LDAC, własny kodek Sony, pozwalający cieszyć się dźwiękiem hi-res? Z niewyjaśnionych przyczyn producent zrezygnował z tego rozwiązania – a szkoda, bo w tańszym modelu Soundcore AeroClip nie zabrakło go. Wskazówką jest oznaczenie na pudełku „Made for iPhone”, sugerujące głównych odbiorców. Posiadacze sprzętu Apple mogą mieć pewność, że dzięki AAC na tych słuchawkach osiągną pełnię możliwości.
Wśród dodatkowych rozwiązań warto podkreślić obecność standardu dźwięku obiektowego – 360 Reality Audio, rozwijanego przez Sony. Niestety, by z niego skorzystać, potrzebne są specjalnie przygotowane nagrania, dostępne dziś tylko w 4 aplikacjach: Amazon Music Unlimited, nugs, PeerTracks oraz 360 Reality Audio Live. Kiedyś ten standard był obsługiwany także przez Tidal i Deezer, ale teraz jest tylko taki wybór.
Sony LinkBuds Clip obsługują także DSEE (Digital Sound Enhancement Engine), czyli metodę, która przywraca składowe o wysokich częstotliwościach utracone w wyniku kompresji plików MP3. Z założenia ma to zapewnić jakość jak z plików bezstratnych.
Słuchawki wyposażone są też w funkcję połączenia wielopunktowego, a wszystkie ustawienia można dostosowywać w aplikacji Sound Connect.
Jak grają Sony LinkBuds Clip?
Sony LinkBuds Clip mają cztery tryby działania (czwarty pojawił się już po premierze wraz z aktualizacją oprogramowania), co jest ważne o tyle, że tylko pierwszy, standardowy nadaje się do słuchania muzyki. W nim można dobrać dodatkowe parametry, w tym skorzystać z 10‑pasmowego korektora.
Jest też tryb wzmocnienia głosu, który ułatwia słuchanie audiobooków w hałaśliwych miejscach, ale muzyka jest zniekształcona i brzmi za sucho. Trzeci to tryb redukcji przenikania dźwięku, który ma ograniczać uciekanie dźwięku na zewnątrz, by nie przeszkadzać osobom obok. W nim jednak odcinane są wysokie częstotliwości i wszystko brzmi źle – to tryb na wyjątkowe sytuacje. Nowy tryb, muzyki w tle, ma dodawać przestrzenności, emulując dźwięki odtwarzane na głośnikach gdzieś poza nami np. w kawiarni lub salonie. Mnie jednak kompletnie to nie przekonuje, brzmi to cienko i biednie.
Słuchawki Sony LinkBuds Clip przetestowałem z 3 smartfonami z Androidem i z DAP-em, też z Androidem. Dodatkowo sprawdziłem z nimi też przenośny odtwarzacz CD. Niestety, nie miałem możliwości przetestować ich na sprzęcie Apple.
W każdym testowanym urządzeniu z Androidem uderzył mnie nieco zbyt niski poziom głośności. W cichych pomieszczeniach ustawiałem wartość około 75/100 i to wystarczało, ale niestety na zewnątrz sprawa się komplikowała. Idąc ulicą, zazwyczaj musiałem słuchać muzyki już na poziomie około 90/100, co też nie zawsze dawało gwarancję pełnego komfortu, więc podkręcałem na maksa. To oczywiście skutek zastosowania otwartej konstrukcji, ale jednak Soundcore AeroClip lepiej sobie radziły w trudnych warunkach. Były sytuacje, na przykład w tramwaju czy na hałaśliwej ulicy, że słuchanie muzyki na LinkBuds Clip mijało się z celem, bo większość dźwięków była zagłuszana, więc w efekcie zdejmowałem je. Broniły się najwyżej audiobooki po włączeniu trybu podbicia głosu.
Przed pierwszym użyciem Sony LinkBuds Clip warto od razu zajrzeć do ustawień dźwięku i wybrać swój profil equalizera. Różnice mogą być bardzo wyczuwalne.
W optymalnych warunkach słuchawki Sony potrafią bardzo ładnie zagrać. Mają sporo basu, co nie jest oczywistością w konstrukcjach otwartych, choć miłośnicy najgęstszych, smolistych niskich tonów raczej nie będą zachwyceni. Basy nie zamulają, są klarowne i całkiem nieźle brzmią nawet w tych gatunkach muzyki, gdzie niskie tony odgrywają główną rolę.
Dość dobrze brzmi średnica, nie do końca przekonują mnie jednak wysokie tony, które wydają się nieco zgaszone, co jednak można do pewnego stopnia wyregulować equalizerem. Niezłe wrażenie robi przestrzenność słuchawek – dźwięk słychać w szerokiej panoramie, w stopniu nieosiągalnym dla tradycyjny dokanałówek. Tu dodatkowym plusem jest 360 Reality Audio.
Dźwięk 360 Reality Audio robi fantastyczne wrażenie, nadając muzyce jeszcze większą przestrzenność i wręcz namacalność. Żeby skorzystać z tego trybu, należy przejść wstępną konfigurację, personalizując dźwięk w aplikacji Sound Connect. No i, jak wspomniałem, trzeba mieć nagrania przygotowane w tym formacie, a tych jest jak na lekarstwo. Bardzo wielka szkoda, bo LinkBuds Clip z 360 Reality Audio to zupełnie inne słuchawki, aż czasami trudno uwierzyć. Na zwykłe nagrania jednak nie ma to żadnego wpływu.
Pod względem jakości dźwięku Sony LinkBuds Clip mają sporo atutów, jednak mimo tego nie przekonały mnie. Tańsze w tej chwili o około 300 zł Soundcore AeroClip grają zdecydowanie lepiej, dają więcej radości. Model japońskiego producenta jest poprawny, ale nie wywołuje jakichś wielkich emocji i niestety często miałem tak, że po godzinie czy dwóch słuchania sięgałem z ulgą po inne słuchawki, pozwalające mi się bardziej cieszyć muzyką. Być może połączenie ze sprzętem Apple przez AAC sprawdzi się lepiej, ale na smartfonach z Androidem nie brzmi to specjalnie dobrze.
Połączenia głosowe
Jak wspomniałem, LinkBuds Clip słabo izolują od dźwięków z zewnątrz. Klasycznej redukcji hałasu ANC też nie ma, co wynika z otwartej konstrukcji tego modelu. Słuchawki są wyposażone w system podwójnych mikrofonów, wspieranych przez rozwiązanie Precise Voice Pickup i przetwarzanie sygnału oparte na sztucznej inteligencji. Ma to zapewnić wysoką jakość rozmów w hałaśliwym otoczeniu. Wpływa na nią także czujnik przewodnictwa kostnego, który wykrywa wibracje wywoływane przez mowę i odfiltrowuje hałasy i dźwięki z otoczenia.
Całość brzmi jak marketingowe przechwałki, ale trzeba przyznać, że w połączeniach głosowych LinkBuds Clip sprawdzają się bardzo dobrze. W pomieszczeniu bardzo dobrze słychać rozmówcę, na ulicy bywa trochę gorzej, ale nie można mieć większych zastrzeżeń. Osoby, z którymi rozmawiałem, też nie narzekały na jakość dźwięku i nie były w stanie ocenić tego, że rozmawiam przez słuchawki. W żadnej sytuacji nie występował efekt pogłosu.
Aplikacja i dodatkowe funkcje
Do zarządzania słuchawkami służy aplikacja Sony Sound Connect. Nie jest to szczyt apkowej ergonomii, zabrakło nawet polskiego tłumaczenia, co szczególnie dziwi u tak dużego producenta. Użytkownik otrzymuje jednak dostęp do najważniejszych funkcji – czyli wyboru trybu pracy słuchawek, equalizera z gotowymi profilami i możliwością tworzenia własnych, zarządzania podłączonymi urządzeniami czy personalizacją obsługi dotykiem. W tym ostatnim przypadku można przełączać się między gotowymi zestawami funkcji – na przykład sterowaniem muzyką, wyborem utworów czy na przykład asystentem głosowym, co w urządzeniach z Androidem aktywuje Gemini, z którym można porozumiewać się głosowe. Głębiej w ustawieniach dźwięku można też przeprowadzić optymalizację dźwięku 360 Reality Audio.
I to tyle z tych naprawdę przydanych narzędzi. Są jeszcze zakładki Scene (nie udało mi się żadnej aktywować, wyskakuje błąd) czy Discover (dodatkowe wskazówki), ale niewiele to wnosi. Lepiej wypadają nawet Soundcore AeroClip, bo przynajmniej dodatkowo w aplikacji można skorzystać z funkcji szukania słuchawek. A tu – trochę bieda.
Czas pracy
Według Sony akumulatory w słuchawkach Sony LinkBuds Clip wystarczą nawet na 37 godzin pracy z doładowaniami w etui. Bez niego można liczyć w teorii na 9 godzin słuchania muzyki i zaledwie 4 godziny podczas rozmów. Zmierzyłem czas pracy podczas odtwarzania muzyki – test trwał około 7 godzin na poziomie głośności około 80%. To dobry wynik, którego zapewne nie udałoby się uzyskać z kodekiem LDAC – jednak AAC już nie ma takich wymagań. Ściszenie poziomu głośności zapewne pozwoliłoby osiągać te 9 godzin.
Pełne naładowanie samych słuchawek trwa 30 minut, a całego zestawu około 1,5 godziny, można też je szybko podładować – wystarczą 10 minut, by zyskać dodatkowe 2-3 godziny słuchania.
Sony LinkBuds Clip – czy warto?
Od razu odpowiem – niestety, raczej nie warto. To nie są złe słuchawki – są wygodne, świetnie trzymają się ucha, otwarta konstrukcja daje wiele swobody i pozwala odpocząć uszom podczas długiego noszenia. LinkBuds Clip stosunkowo dobrze brzmią w większości zastosowań multimedialnych – muzyki słucha się przyjemnie, świetne wrażenie robi dźwięk 360 Reality Audio (szkoda, że jest tak mało szans na wykorzystanie tego rozwiązania), bardzo dobrze słychać rozmówców podczas połączeń telefonicznych, czas pracy jest niezły.
To wszystko jednak nie uzasadnia ceny 799 zł. Słuchawki brzmią „stosunkowo dobrze”, ale dla wymagającego słuchacza to za mało, klipsy Sony nie czarują i nie wciągają. Tańsze o 300 zł Soundcore AeroClip grają zdecydowanie lepiej. Do tego LinkBuds Clip są praktycznie bezużyteczne nawet na średnio hałaśliwej ulicy, bo są zbyt ciche i mają słabą izolację, co nie wynika tylko z otwartej konstrukcji, bo nawet tu można sporo zdziałać. Ok, poniekąd takie jest założenie słuchawek otwartych – mają zapewniać bezpieczeństwo biegaczom czy rowerzystom na drodze, ale w LinkBuds Clip przepuszczalność jest po prostu zbyt duża.
Wymagający użytkownicy będą też narzekać na brak wsparcia dla kodeka LDAC (ja narzekam), a na Androidzie wykorzystanie AAC może nie zapewnić idealnej jakości dźwięku. Być może posiadacze sprzętu Apple więcej wycisną z tych słuchawek.
Sony LinkBuds Clip nie rozpieszczają też zestawem dodatkowych funkcji, aplikacja jest dość uboga – to wszystko opisuje słuchawki, które powinny kosztować maksymalnie 400 zł.
-
Są bardzo wygodne, można je nosić przez cały dzień
-
Stosunkowo dobra jakość dźwięku (choć nie wybitna)
-
Bardzo dobra jakość dźwięku w połączeniach telefonicznych
-
Wzmocnienie dźwięku do nagrań głosowych (podcasty, audiobooki)
-
Długi czas pracy, szybkie ładowanie
-
Obsługa 360 Reality Audio
-
Są trochę zbyt ciche
-
W hałaśliwym otoczeniu są praktycznie bezużyteczne
-
Tylko podstawowy zestaw kodeków
-
Dość uboga aplikacja
-
Za wysoka cena w stosunku do możliwości