DAJ CYNK

Polecane powerbanki - test 15 modeli

27.08.2019

Dodane przez: Lech Okoń (LuiN)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 27865

Powerbank idealny to coś, czego szukam od lat. Taki sprzęt musiałby w sobie połączyć szereg w znacznej mierze sprzecznych aspektów i zawsze należy nastawić się na pewien kompromis. Z pewnych funkcji i cech rezygnować jednak nie warto.

Zanim przejdziemy do przeglądu powerbanków, uporać musimy się z kilkoma kwestiami. Zadać pytanie o to skąd są aż tak wielkie rozbieżności pojemności czy ustalić czego tak właściwie należy oczekiwać od dobrego powerbanku. 

Pojemność na opakowaniu nijak ma się do rzeczywistej

10 000 mAh na pudełku, mamy telefon z baterią 3000 mAh, więc wydawać by się mogło, że powerbanku wystarczy nam na 3 naładowania i jeszcze coś zostanie. Tymczasem nie – realnie spodziewać należy się 2 pełnych ładowań i to o ile kupiliśmy sprzęt wysokiej klasy.

Przyczyny tego stanu rzeczy są dwie: sprawność i sposób wyliczenia pojemności. Sprawność rzędu 90% jest już powodem do dumy producentów. Z kolei na zamieszanie z pojemnością ma wpływ napięcie ogniw wykorzystanych do budowy powerbanku. Z reguły jest to 3,7 – 3,8 V, podczas gdy proces ładowania telefonu realizowany jest z wykorzystaniem napięcia 5V i wyższego.

Dzielimy więc 3,7V przez 5V, wynikiem mnożymy deklarowaną pojemność i mamy pojemność rzeczywistą dla pięciowoltowego ładowania przez port USB. Po takim "odcięciu" z 10 000 robi się nam 7400 mAh. Teraz uwzględnijmy sprawność, a więc skuteczność naszego ładowania pomniejszoną o wszelkiego rodzaju straty (głównie cieplne). 7 400 mAh * 90% = 6 660 mAh. 

Tym sposobem, w przypadku nowego powerbanku o wysokiej sprawności spokojnie możemy odciąć 1/3 pojemności z pudełka. Bardzo szanuję producentów, którzy za nas to wyliczają sami – np. Platinet podaje nawet na obudowie, że te 10 tys. to dla 5V i 1A w praktyce 6800 mAh.

Niegłupim pomysłem jest też przerzucenie się z amperogodzin (Ah) na watogodziny (Wh). Te ostatnie w bezwzględny sposób określają pojemność akumulatora – bez znaczenia jest prąd ładowania. Biorąc jako przykład wyżej wspomnianego Platineta, według opisu ma on pojemność 37 Wh, iPhone Xs ma pojemność 10,13 Wh. Przy sprawności rzędu 90% (efektywne 33,3 Wh po stronie powerbanku) mamy więc możliwość przeprowadzenia 3 ładowań z górką, minus straty po stronie iPhone’a.

Chcąc zaś to wyliczać w amperogodzinach jest trochę bardziej skomplikowanie. Pojemność 2658 mAh baterii iPhone’a dla napięcia 3,81V musielibyśmy przeliczyć na 2025,4 mAh dla 5V. Następnie ten wynik staje się dzielnikiem pojemności powerbanka (6660 mAh z 10 000 mAh) i też mamy 3 ładowania minus straty po stronie iPhone’a. Jak by tego nie liczyć, zamiast z pozoru 4 ładowań iPhone’a mamy 3.

Szybkość ładowania i złącza

Porządny powerbank powinien szybko ładować zarówno podłączane do niego urządzenia, jak i sam ładować się tak szybko, jak się tylko da. Szybkie ładowanie opisywane jest przez szereg standardów, w tym producenci akcesoriów czasem wymyślają sobie własne i np. 2,4A przy 5V, z regulowanym natężeniem, przemianowują na tajemniczo brzmiący VoltIQ.

To, co powinno Was interesować obecnie to najnowszy standard PD, czyli Power Delivery (15 – 100 W) oraz Quick Charge, najlepiej w wersji 3.0 lub nowszej. Tutaj uwaga, smartfony Huaweia mają własny standard szybkiego ładowania SuperCharge (22,5 i 40W), który znajdziecie niemal wyłącznie w powerbankach tego producenta. Jeśli zaś mamy też dodatkowo „zwyczajne” złącze USB, niech ma ono prąd choć 2 – 2,4 Ampera.

Pamiętajmy też, że z racji dużej pojemności powerbanków w stosunku do telefonów, czas ładowania powerbanku to krotność czasu ładowania naszego smartfonu. Można jednak nawet potężne powerbanki ładować bardzo szybko, pod warunkiem, że mają one w pozycji „Input” wsparcie dla szybkich standardów ładowania. Zdarza się w tym miejscu nawet 45 W, co może oznaczać w praktyce redukcję czasu ładowania z kilkunastu godzin do 2-3.

Obecnie panujący nam standard przewodów ładowania to USB-C. Z reguły powerbanki mają na wyjściu duże złącza USB-A, do których podłączymy dowolny przewód. Warto natomiast by nasz powerbank miał złącze USB-C na wejściu, a jeszcze lepiej, jakby możliwe było do wyboru ładowanie przez USB-C lub microUSB. Wtedy nie zaskoczy nas w terenie żadna sytuacja. 

Lepiej jest zawsze mieć więcej niż jedno złącze wyjścia, służące do podpinania telefonu i innych sprzętów. Warto jednak przy tym zwrócić uwagę jaki jest maksymalny łączny prąd ładowania (wyrażany przez producentów w Amperach lub jako łączna moc w Watach). Może się bowiem zdarzyć, że podłączenie 2 telefonów sprawi, że każdy z nich ładować się będzie z połową szybkości.

Wielkość ma znaczenie

Gdy rozmarzony geek kupuje swój pierwszy powerbank zwykle zwraca uwagę głównie na pojemność powerbanku. A potem przychodzi nam z Chin wielka cegła, której nie chce nam się ze sobą nigdzie zabierać. Zwykle duży powerbank to też długi czas ładowania, więc potem chodzimy z cegłą w dodatku naładowaną tylko częściowo. 

Fajnie jest mieć zarówno malutki powerbank na krótkie sytuacje kryzysowe, jak i większy, który np. służyć nam będzie na biwaku czy podczas dłuższych podróży, a w mniejszym stopniu do zabierania go ze sobą na zakupy do spożywczaka.

Gdy już o ergonomii mowa, bardzo ostrożnie należy podchodzić do wszystkich kantów obudowy i metalowych wstawek. Ostatnią rzeczą o jakiej marzycie są rysy na ekranie spowodowane przez powerbank w torbie czy kieszeni, a już koszmarem byłoby stłuczenie ekranu przesadnie wyszlifowanym powerbankiem.

Zaokrąglenia i matowe plastiki to najlepsze co możemy znaleźć w konstrukcji. Świetnie sprawdza się też guma, choć unikajcie białej, jeśli nie chcecie, by szybko zaczęły się gromadzić przebarwienia i zabrudzenia (Tronsmart z niniejszego zestawienia ma ten problem). 

Koniecznym elementem jest też rzecz jasna jakaś informacja o poziomie naładowania. Wyświetlacze są z reguły przesadą, choć przy bardzo dużych pojemnościach nie są takie głupie. 4 diody informujące o naładowaniu wystarczają w większości sytuacji.

Wracając zaś do tytułowej wielkości – gdy już mamy upatrzoną pojemność, warto przeliczyć na gramy masy urządzenia. Wyjdzie nam wtedy jak duża jest "koncentracja energii" i który z powerbanków mniej odciśnie się nam na kręgosłupie.