Fani UFO wpadli w ekstazę po deklaracji Trumpa. Całkowicie niepotrzebnie
Ufolodzy z całego świata otwierają szampana po deklaracji Donalda Trumpa. A szkoda, bo powinni spojrzeć na sprawę bardziej trzeźwym okiem.
Nie zamierzam tu się rozpisywać na temat tego, czy inteligencja pozaziemska w ogóle istnieje. A jeśli istnieje, to czy odwiedza ziemię, czy rząd USA o tym wie, czy to ukrywa, ani nawet na temat tego, że kosmiczne, zmiennokształtne jaszczury władają światem, albo przynajmniej Facebookiem. I to z dość prostej przyczyny: nie mam bladego pojęcia, jaka jest prawda. Jestem za to niemal pewny, że za głośnymi deklaracjami Donalda Trumpa nie stoi nic konkretnego.
Burza w szklance UFO
Wszystko zaczęło się od przypadku. Otóż Barack Obama brał udział w podcaście No Lie with Brian Tyler Cohen. Tam padło pewne proste pytanie:
Czy kosmici naprawdę istnieją?
Na co padła dość niefortunna odpowiedź:
Są prawdziwi, ale ich nie widziałem. (...) Nie są oni przetrzymywani w Strefie 51 — nie ma żadnego podziemnego ośrodka, chyba że jakimś ogromnym spiskiem ukryto to nawet przede mną.
Warto podkreślić, że tamten segment rozmowy w tym wypadku był dość luźny i żartobliwy. Nie należy więc traktować udzielanych w nim odpowiedzi śmiertelnie poważnie. Rzecz jasna po czymś takim internet zapłonął. Pojawiło się wiele doniesień o tym, że były prezydent USA potwierdza istnienie kosmitów, oraz mówi o spisku ukrywającym prawdę nawet przed nim samym.
Nie pomógł także fakt, że już następnego dnia Barack Obama umieścił sprostowanie, w którym stwierdził, że nie widział dowodów na istnienie kosmitów, a po prostu wierzy, że gdzieś tam są, bo tak sugerowałaby statystyka. Rzecz jasna środowiska ufologiczne uznały to za kolejny dowód spisku.
Otóż dość powszechnie uznano, że Obama został zastraszony i zmuszony do wycofania swoich słów. Mamy więc klasycznego Monty Pythona i scenę z Żywota Briana, gdzie ten deklaruje, że nie jest Mesjaszem. I na tym by się to nawet mogło skończyć, gdyby nie pojawił się Donald Trump krzyczący, że to on jest Mesjaszem.
Donald Trump objawi nam prawdę... albo i nie
Donald Trump od razu zarzucił Barackowi Obamie, że ten ujawnił informacje niejawne. Podkreślił, że było to wielkim błędem i były prezydent USA nie powinien był tego robić. Dodał, że dla dobra Obamy odtajni te akta, aby przestały one być tajemnicą. Po tych słowach wielu miłośników UFO straciło kontakt z planetą Ziemia. Warto jednak pamiętać, że nie wszyscy. Część środowiska zachowała rozsądek i podchodzi do słów obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych dość sceptycznie.
Natomiast osoby, którym temat kontaktów z życiem pozaziemskim nie jest zbyt bliski, twierdzą, że Donald Trump po prostu robi show, aby odwrócić uwagę od afer, w które jest zaangażowany, lub o udział, w których jest oskarżony. Zwłaszcza tych dotyczących pewnej niesławnej wyspy.
Oczywiście, w takim wypadku mógłby siedzieć cicho i cieszyć się, że uwaga mediów wraca do jego poprzednika. Rzecz w tym, że obecny prezydent USA jest typem gwiazdora, który bardzo źle znosi sytuację, w której to nie on jest w centrum uwagi mediów. Tym samym jego wypowiedzi na temat Bracka Obamy mogą być zwykłym blefem. A jego wspaniałomyślna deklaracja o odtajnieniu akt okaże się co najwyżej zwykłą szopką.
Pamiętajmy, że deklaracje Trumpa w kwestii polityki międzynarodowej, jak nakładanie ceł, czy nawet wywoływanie wojen, czy siłowe przejmowanie terytoriów państw sojuszniczych już wielokrotnie okazywały się mało wiarygodne. Oczekiwanie od niego, że dotrzyma słowa, akurat w kwestii tajnych akt dotyczących UFO jest dość naiwne.
A jeśli Trump dotrzyma słowa?
Tego też nie można wykluczyć. Możliwe, że dostaniemy szerszy pogląd na to, co już dawno zostało odtajnione i zaprezentowane: UFO istnieje. A dokładniej UAP, czyli niezidentyfikowane zjawiska powietrzne istnieją. Jest wiele dowodów na istnienie zjawisk, których nie można wytłumaczyć. Wiele z nich pochodzi z armii USA, szczególnie z ich lotnictwa.
Sęk w tym, że oficjalnie nie wiadomo, z czym mamy do czynienia. Nieoficjalnie zaś... również nie ma pewności, czy rząd USA wie, co to tak w ogóle jest. Możemy więc dostać więcej informacji dotyczących takich zjawisk, ale bez wyjaśnienia czym one tak naprawdę są. I będzie to jak najbardziej szczera deklaracja rządów USA.
Możliwe również, że Stany Zjednoczone rzeczywiście mają kontakt z obcą cywilizacją, jednak w ramach wielkiego spisku jest to ukrywane przed wszystkimi, a miłośnicy tej konkretnej teorii spiskowej mają rację. Problem w tym, że znaczna część z tych teorii zakłada, że prezydent USA, czy jakikolwiek inny polityk, nic o tym nie wie, a za kontakt odpowiadają agencje rządowe w ramach tajnego spisku.
Wychodzenie z założenia, że w takim wypadku posłuchają prezydenta, który nie ma pojęcia o tym, jak wygląda prawda, również jest niezwykle naiwne. Zwłaszcza że tu pomijane są jeszcze dwa inne przypadki.
Trump nie był pierwszy, kongres już to badał
W latach 2022-2023 przed kongresem USA miały miejsca przesłuchania dotyczące sprawy UFO. Padło tam wiele deklaracji na temat kontaktów rządu z obcymi cywilizacjami, katastrof statków kosmicznych, szczątków obcych i pozyskanej technologii. Nie przesłuchiwano tu przypadkowych osób, które twierdzą, że coś widziało, ale wojskowych USA, w tym tych bardzo wysoko postawionych.
Dobrym przykładem jest David Grusch. Mowa tu o byłym oficerze Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, który pracował także dla tamtejszego wywiadu i dość szczegółowo opowiadał on o pozyskiwaniu przez USA szczątków pojazdów nieludzkiej inteligencji, czyli należących do cywilizacji innych istot, niż ludzie. Jednak jego wcześniejsza pozycja nie dowodzi temu, że mówił prawdę. Zwłaszcza że Pentagon wszystkiemu zaprzeczył.
Mimo to nie przedstawiono wtedy żadnych jawnych dowodów, nawet w postaci dokumentów. Warto oczywiście podkreślić, że część przesłuchań miała charakter utajniony. Podczas nich mogły więc zostać przedstawione kluczowe dowody. Mogły, ale nie musiały, co warto mieć na uwadze.
AARO
Co więcej, w 2022 roku Pentagon powołał All-domain Anomaly Resolution Office (AARO). Jest to organ, którego obowiązkiem było przyjmowanie zgłoszeń o UAP, oraz ich dokładna i poważna analiza. Już po roku AARO wydało oświadczenie, że nie znalazło żadnych dowodów na ukrywanie przez rząd USA tajemnicy o UFO. Natomiast większość zgłoszeń została przez nich uznana za błędną identyfikację dobrze znanych obiektów latających. Większość oczywiście nie oznacza wszystkich. AARO nie kwestionuje tego, że istnieją incydenty UAP, których nie jest w stanie wyjaśnić.
Oczywiście środowiska ufologiczne z marszu uznały, że AARO to agencja, której celem jest sianie dezinformacji i zacieranie śladów na temat kosmitów. Załóżmy przez chwilę, że mają oni rację i tak jest w praktyce: w takim razie czy naprawdę wierzą, że jedna decyzja Donalda Trumpa sprawi, że tak skrzętnie ukrywane informacje wyjdą na światło dzienne? A co, jeśli AARO jest... uczciwe i szczere w swoich działaniach i faktycznie nic nie znalazło?
Jak widać, jest wiele powodów, aby nie podchodzić do tej sprawy z hurraoptymizmem. Niezależnie czy kosmici istnieją, czy nie, ani czy rząd USA coś w tej kwestii ukrywa, deklaracje Donalda Trumpa, nawet jeśli są szczere, co też budzi wątpliwości, nie oznaczają, że poznamy prawdę. A jeśli ją poznamy, to wiele osób może ją odrzucać, ponieważ nie okaże się tym, na co liczyli.