DAJ CYNK

Rząd odbanuje trolli. To może być koniec Internetu, jaki znamy

ArecaS

Prawo, finanse, statystyki

Projekt ustawy o ochronie wolności słowa na portalach społecznościowych

Ministerstwo Sprawiedliwości udostępniło projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych. Jakie regulacje ma wprowadzić nowa ustawa?

O planach Ministerstwa Sprawiedliwości, które chce chronić nas przed cenzurą na portalach społecznościowych, słyszymy już od jakiegoś czasu. W styczniu, po zbanowaniu Donalda Trumpa przez większość popularnych serwisów, nabrały one realnego bardzie realnych kształtów, kiedy zapowiedziano chęć utworzenia Rady Wolności Słowa i wprowadzenia instytucji pozwu ślepego. 1 lutego na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości pojawił się stosowny projekt ustawy, dzięki czemu wiemy, jak nowe regulacje miałyby funkcjonować.

Nowe obowiązki dla internetowych gigantów

Projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych przede wszystkim nakłada szereg nowych obowiązków na właścicieli portali społecznościowych. Co ważne, nowe przepisy mają dotyczyć wyłącznie serwisów, które świadczą swoje usługi na terenie Polski oraz posiadają co najmniej milion zarejestrowanych użytkowników, a więc mają być wymierzone w globalnych gigantów i nie powinny ingerować w funkcjonowanie np. portali hobbystycznych z aktywną sekcją komentarzy.

A o jakich wymogach mówimy? Przede wszystkim portale społecznościowe muszą wdrożyć wewnętrzne postępowanie kontrolne, czyli procedurę reklamacyjną dla użytkowników, którzy zostali zbanowani lub ograniczono widoczność ich postów (co ważne, projekt przyjmuje tutaj bardzo szeroką definicję, obejmującą nie tylko usuwanie postów, ale także ich ukrywanie lub ograniczanie ich widoczności za pomocą algorytmów). Ma ona zostać opublikowana wraz z regulaminem serwisu w jawny, łatwo dostępny dla użytkowników sposób, natomiast samo postępowanie ma być rozpatrzone w ciągu 48 godzin od wniesienia reklamacji.

Drugim istotnym obowiązkiem nałożonym na portale społecznościowe jest powołanie na terenie kraju przedstawiciela, bezpośrednio odpowiedzialnego za rozpatrywanie reklamacji oraz kontakty z Radą Wolności Słowa. Takich może być kilku - maksymalnie trzech - wszyscy muszą znać język polski. Jeśli nie znają - właściciel portalu jest zapewnienie im stosownego szkolenia.

Ponadto projekt ustawy przewiduje szereg obowiązków informacyjnych, chociażby pod postacią rocznych na temat sposobu rozpatrywania reklamacji zgłaszanych przez użytkowników. Niewywiązywanie się z nowych obowiązków oznacza natomiast dotkliwe kary, sięgające nawet 50 mln zł.

Zobacz: Google, Facebook, Allegro i portale zapłacą podatek na walkę z pandemią

Rada Wolności Słowa, czyli tak naprawdę UKE

Nowym organem powoływanym w ramach projektu ustawy jest Rada Wolności Słowa. To ona będzie stała na straży wywiązywania się przez portale społecznościowe z nowych obowiązków i to do niej będą mogli zgłaszać się użytkownicy, jeśli reklamacja u właściciela portalu nie przyniosła oczekiwanego rezultatu. W skład Rady wchodzi łącznie czterech członków oraz Przewodniczący.

Kadencja poszczególnych członków Rady według projektów trwa sześć lat, a o ich wyborze ma decydować Sejm w drodze głosowania. Standardowo do wyboru ma być niezbędna większość 2/3, jednak w razie gdyby nie udało się wyłonić w ten sposób żadnego z kandydatów, wystarczy zwykła większość głosów. Co warto odnotować, członkiem Rady może zostać wyłącznie osoba posiadająca wykształcenie prawnicze lub "niezbędną wiedzę w zakresie językoznawstwa lub nowych technologii".

Projekt ustawy o ochronie wolności słowa na portalach społecznościowych

A jakie kompetencje ma mieć Rada Wolności Słowa? Przede wszystkim rozpatrywanie odwołań użytkowników od niekorzystnych decyzji w postępowaniach reklamacyjnych oraz nakładanie kar administracyjnych, na właścicieli portali, którzy nie wywiązują się ze swoich obowiązków.

W praktyce jednak większość pracy za Radę będzie prawdopodobnie wykonywało UKE, które zostało wskazane podmiot zapewniający radzie obsługę merytoryczną, administracyjną i biurową. Oznacza to, że najpewniej to urzędnicy UKE będą zajmowali się merytorycznym rozpatrywaniem reklamacji użytkowników serwisów społecznościowych, a rola Rady ograniczy się do podpisu pod decyzją (podobnie działa to zresztą w przypadku większości organów administracji publicznej). Warto także odnotować, że funkcjonowanie Rady ma być finansowane z budżetu przeznaczonego dla UKE.

Ochrona wolności słowa - jak to właściwie ma wyglądać?

Choć wśród pierwszych komentarzy dotyczących planów Ministerstwa Sprawiedliwości pojawiły się zarzuty o chęć wprowadzenia cenzury prewencyjnej, projekt ustawy zdecydowanie nie idzie tak daleko. Wręcz przeciwnie - głównym narzędziem w rękach Rady Wolności Słowa ma być możliwość zobowiązania administratorów serwisu, by odbanowali użytkownika oraz przywrócili widoczność usuniętych postów.

Kiedy miałoby to nastąpić? W sytuacji, kiedy postępowanie przed Radą wykazałoby, że dany post, który wywołał represję, nie miał charakteru bezprawnego. Tutaj autorzy projektu jasno zdefiniowali, że pod tym pojęciem rozumieją treści, które naruszają dobra osobiste, sieją dezinformację treści o charakterze przestępnym, a także treści, które naruszają dobre obyczaje.

Co ciekawe, wśród kryteriów dopuszczających usunięcie postu lub zbanowanie użytkownika nie ma mowy o złamaniu wewnętrznego regulaminu serwisu bądź danej społeczności. Może to stanowić poważny problem np. w kontekście moderowania grup na Facebooku. Łatwo bowiem wyobrazić sobie hipotetyczną sytuację, gdzie moderatorzy nie będą w stanie utrzymać porządku chociażby w ramach grupy sprzedażowej, kiedy posty użytkowników nie będą przystawały do jej wewnętrznych wymagań, ale jednocześnie nie będą nosiły znamion bezprawności. Z podobnymi problemami będą się musieli zmierzyć także administratorzy fanpage'y. Wydaje się, że nie jest to celowe przeoczenie ze strony autorów projektu, a raczej brak świadomości co do realiów funkcjonowania portali społecznościowych.

Wracając do cenzury prewencyjnej - pewne obawy mogą budzić nowe uprawnienia, które projekt przyznaje prokuraturze w przypadku wystąpienia treści o charakterze przestępnym. Przede wszystkim prokurator może w takiej sytuacji zażądać od właściciela platformy lub jego przedstawiciela w kraju niezbędnych informacji, które pozwolą ustalić tożsamość autora wpisu łamiącego prawo.

W przypadku określonych kategorii czynów zabronionych - w tym udostępniania dziecięcej pornografii, pochwalania lub nawoływania do terroryzmu - oraz w sytuacji, kiedy dalszy dostęp do wpisu może doprowadzić do znacznych i nieodwracalnych szkód, prokurator może nakazać niezwłoczne uniemożliwienie dostępu do danej treści.

Umożliwienie prokuraturze natychmiastowej interwencji w przypadku postów naruszających przepisy karne wydaje się jak najbardziej racjonalne. Niestety w sytuacji, kiedy funkcję Prokuratora Generalnego pełni Minister Sprawiedliwości, a przy tym aktywny poseł i członek rządzącej koalicji, może to prowadzić do poważnych nadużyć. Warto jednak zauważyć, że w równym stopniu dotyczy to także innych uprawnień, którymi prokuratura już dziś dysponuje na mocy obowiązujących przepisów, także nowy projekt nie jest tutaj wyjątkiem.

Kilka dobrych pomysłów i dużo obaw

Oczywiście warto pamiętać, że póki co mamy do czynienia wyłącznie z projektem ustawy, który w toku procesu uchwalania może ulec poważnym zmianom. W obecnej formie zawiera on kilka pomysłów, które zasługują na pochwałę. W szczególności mam tu na myśli zobowiązanie właścicieli portali społecznościowych do zamieszczania jawnych regulaminów oraz posiadania przedstawicielstwa na terenie kraju.

Projekt budzi jednak także pewne obawy. Nie martwiłbym się raczej o ryzyko wprowadzenia cenzury prewencyjnej, jak podnoszone to jest w niektórych komentarzach. Dostrzegam jednak poważne niebezpieczeństwo w kontekście kontroli, jaką Rada Wolności Słowa nad serwisami społecznościowymi. Wydaje się, że w obecnej formie ich realizacja uniemożliwia jakąkolwiek skuteczną moderację tego typu portali, co byłoby klasycznym przykładem wylewania dziecka razem z kąpielą. Miejmy nadzieję, że o ile projekt przejdzie, będzie on konsultowany z ekspertami, którzy pomogą doprecyzować przepisy i wyeliminować tego typu zagrożenia.

Zobacz: Powstanie krajowy operator telekomunikacyjny - jest projekt ustawy
Zobacz: Bany na Twitterze? Ministerstwo Sprawiedliwości forsuje ustawę o ochronie wolności słowa w internecie

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: Gov.pl

Źródło tekstu: Ministerstwo Sprawiedliwości, własne

Przewiń w dół do następnego wpisu