Masz słuchawki tych marek? Mogą być toksyczne. Porażający raport
Myślisz, że wydając tysiąc złotych na słuchawki premium, płacisz nie tylko za jakość dźwięku, ale i za bezpieczeństwo materiałów? Jesteś w błędzie. Najnowsze śledztwo czeskich ekspertów wykazało, że toksyczne chemikalia to problem nie tylko tanich podróbek z Chin, ale także flagowych modeli.
Słuchawki przestały być tylko akcesorium do muzyki. Stały się elementem naszej garderoby, narzędziem pracy zdalnej i towarzyszem na siłowni. Nosimy je godzinami, często w bezpośrednim kontakcie ze spoconą skórą. Właśnie ten aspekt wzięli pod lupę eksperci z projektu ToxFree LIFE for All, koordynowanego m.in. przez czeską organizację Arnika. Przebadali oni 81 par słuchawek dostępnych na rynkach Europy Środkowej oraz na platformach takich jak Temu czy Shein.
Wyniki audytu to kubeł zimnej wody dla branży technologicznej. Okazuje się, że wysoka cena produktu nie jest żadną gwarancją bezpieczeństwa.
Słuchawki mogą powodować raka
Raport ujawnia systemową porażkę producentów. We wszystkich przebadanych modelach – bez wyjątku – znaleziono substancje, które mogą zaburzać gospodarkę hormonalną człowieka. Mowa tu przede wszystkim o bisfenolach (BPA i jego zamiennikach), ftalanach oraz chlorowanych parafinach.
Dlaczego to tak istotne? Te związki nie są trwale wbudowane w strukturę plastiku. Są jedynie dodatkami, które pod wpływem ciepła i potu – a więc warunków typowych dla użytkowania słuchawek, zwłaszcza podczas treningu – mogą przenosić się na skórę i przenikać do organizmu. Nie otrują nas one natychmiast. Ryzyko leży w tzw. efekcie koktajlu: przewlekłej, wieloletniej ekspozycji na mikrodawki toksyn, co medycyna wiąże z rosnącą falą nowotworów, problemami z płodnością czy zaburzeniami rozwoju u dzieci.
Giganci na cenzurowanym: Samsung, Sony, Bose i Sennheiser
Najciekawszym elementem raportu jest szczegółowa analiza konkretnych modeli, które doskonale znamy z półek sklepowych. Wśród urządzeń, które wypadły w testach najgorzej, znalazły się słuchawki uznawane za rynkowe standardy jakości. Poważne zastrzeżenia badaczy wzbudziły m.in. Samsung Galaxy Buds3 Pro czy Sony WF-1000XM5 oraz wokółuszne Sennheiser Momentum 4 i Bose QuietComfort. W przypadku tych modeli analizy wykazały obecność szkodliwych substancji w stężeniach, które w świetle raportu są niepokojące, szczególnie w elementach mających bezpośredni kontakt z ciałem użytkownika lub w wewnętrznych komponentach konstrukcyjnych.
Z drugiej strony badanie wskazało, że Apple AirPods Pro 2 oraz Sony WH-1000XM5 to przykłady urządzeń, w których producenci zadbali o znacznie czystszy skład chemiczny materiałów. Modele te zostały ocenione pozytywnie, co dowodzi, że wyprodukowanie bezpiecznej elektroniki jest technologicznie możliwe i wykonalne – to wyłącznie kwestia decyzji producenta i kontroli łańcucha dostaw.
Ciekawym przypadkiem są słuchawki Beats Solo 4. Choć elementy dotykające bezpośrednio skóry (nauszniki) okazały się wolne od toksyn, to cała konstrukcja urządzenia została oceniona negatywnie ze względu na obecność niebezpiecznych związków w pozostałych częściach obudowy. To pokazuje, jak skomplikowany jest to problem – nawet jeśli producent zadba o bezpieczne nauszniki, toksyny mogą kryć się w pałąku czy obudowie przetwornika.
Raport rozprawia się z mitem, że markowe znaczy bezpieczne. Choć najtańsze słuchawki z chińskich platform zakupowych często zawierają szokujące stężenia ftalanów (rekordzista z Temu miał ich blisko 5000 mg/kg przy normach liczonych w promilach), to obecność toksycznych bisfenoli w sprzęcie za 1500 zł jest trudna do zaakceptowania.
Eksperci skupieni wokół ToxFree LIFE for All podkreślają, że problemu nie rozwiążą indywidualne decyzje zakupowe, bo rynek jest przesycony toksycznymi substancjami. Konieczne są zmiany na szczeblu Unii Europejskiej – przede wszystkim odejście od powolnego zakazywania pojedynczych substancji na rzecz blokowania całych grup chemikaliów o podobnym działaniu.
Pełna treść raportu dostępna na stronie organizacji Arnika.