ASUS leci w kulki. Gwarancja do bramy, a dalej się nie znamy
Nawet kupując drogi sprzęt od dużego i znanego producenta nie można czuć się bezpiecznym. W razie problemów firma umywa ręce i zostawia nas samopas.
To kolejny przypadek, w którym ASUS jest oskarżany o niewywiązywanie się z gwarancji. Podobne historie dotyczące tego producenta regularnie pojawiają się w sieci. W przeszłości użytkownicy informowali m.in. o żądaniach zapłaty idących w tysiące dolarów za naprawę karty graficznej lub o całkowitym odrzuceniu reklamacji z powodu drobnych uszkodzeń wizualnych, które nie miały żadnego wpływu na działanie sprzętu.
ASUS robił już tak wielokrotnie w przeszłości
Najnowszą sprawę nagłośnił użytkownik Reddita o pseudonimie "MoumousMeow". Według jego relacji Tajwańczycy odesłali płytę główną bez jakiejkolwiek naprawy, twierdząc, że klient nie zdecydował się na realizację usługi serwisowej. Na udostępnionym zrzucie ekranu widać adnotację sugerującą, że płyta nie uruchamia się i nie reaguje na zasilanie, jednak mimo to żadne komponenty nie zostały wymienione.
Co istotne, wcześniej firma miała zaproponować naprawę drobnego uszkodzenia kosmetycznego za 45 dolarów (ok. 159 złotych). Klient odmówił, oczekując naprawy faktycznej usterki płyty głównej. To właśnie ta decyzja mogła przesądzić o odmowie dalszego serwisu.
Frustracja użytkownika jest na tyle duża, że przyznał on wprost, iż sam widok logo ASUS-a wywołuje u niego obrzydzenie. Zapowiedział również sprzedaż swojego ROG Ally, bo jak twierdzi, ma już dość takiego traktowania.
To niestety nic nowego. ASUS odrzucał już w przeszłości zgłoszenia RMA z powodu niewielkich rys czy śladów użytkowania. Teoretycznie po głośnej krytyce ze strony mediów firma wydała wtedy oświadczenie, w którym obiecywała poprawę. Najnowsza historia sugeruje jednak, że w praktyce niewiele się zmieniło. To kolejny przykład na to, że warto dwa razy zastanowić się przed wyborem konkretnego producenta.