Tesla kłamała ws. śmiertelnego wypadku. Haker znalazł dowód
Tesla została przyłapana na kłamstwie. Chodzi o śmiertelny wypadek z udziałem auta tej marki. Prawda wyszła na jaw dzięki hakerowi.

Tesla przyłapana na ukrywaniu kluczowych danych z wypadku
Na początku sierpnia 2025 r. sąd federalny w Miami wydał wyrok w sprawie śmiertelnego wypadku, który w 2019 r. spowodował wadliwie działający mechanizm autopilota w samochodzie marki Tesla. Zginęła wtedy 22-letnia Naibel Benavides Leon, a jej chłopak Dillon Angulo został poważnie ranny. Tesla uważała, że wypadkowi jest w całości winny kierowca Tesli, Gregory McGee. Z kolei McGee był zdania, że za wypadek odpowiada autopilot. Rodziny Leon i Angulo początkowo pozwały McGee, ale doszło pomiędzy nimi do ugody. Sprawa zmieniła więc status, a stroną pozwaną była Teslą. Ugoda kosztowałaby Teslę o wiele mniej, ale firma została przyłapana na kłamstwie.



Firma twierdziła przed sądem, że nie ma danych telemetrycznych z samochodu uchwyconych w momencie wypadku i że zostały one utracone. Ostatecznie sąd wskazał jednak winę po stronie Tesli i amerykański gigant musiał zapłacić 329 milionów dolarów odszkodowania.
Tesla później zmieniła swoje zeznania, gdy lokalna policja odinstalowała system infotainment samochodu oraz moduł autopilota i zaniosła go do sprawdzenia technikowi Tesli. Wtedy amerykańska korporacja powiedziała, że te dane były już technicznie niemożliwe do odzyskania.
Wtedy prawnicy strony pozywającej (rodzin Angulo i Leon) wpadli na pomysł, aby sprawdzić osprzęt u niezależnego technika. Sięgnęli więc po usługi hakera o pseudonimie @greentheonly (znanego z X/Twittera). Był on pewien, że moduł autopilota ma dane z wypadku. Co ciekawe, w momencie, kiedy haker miał pomagać powodom, skontaktowała się z nimi Tesla i zaproponowała włączenie i zaktualizowanie urządzenia. Wtedy hakerowi zapaliła się czerwona lampka. "Gdybym chciał zniszczyć dowody na urządzeniu elektronicznym, to udzieliłbym właśnie takiej porady" - powiedział @greentheonly w rozmowie z The Washington Post. Oczywiście nie zgodził się na sugestię Tesli.
Ostatecznie po wymianie wielu wiadomości między Teslą a prawnikami pokrzywdzonych, korporacja zgodziła się na uzyskanie dostępu @greentheonly do danych w module autopilota.
Okazało się, że moduł zapisał nagranie z momentu wypadku, potwierdzające całe zdarzenie i przesłał je do Tesli, która posiadała owe nagranie. Plik z nagraniem został również oznaczony do usunięcia. Potwierdziło się więc podejrzenie, że Tesla skrywała krytyczny dowód, który powinien być od samego początku dostępny.
Haker, na podstawie uzyskanych danych był w stanie zrekonstruować cały wypadek, który wykazał, że autopilot nie ostrzegł kierowcy (McGee), gdzie się kończy droga i wykrył przechodniów o wiele za późno, aby można było zareagować.
Tesla odpiera obecnie wiele pozwów podobnego rodzaju, a haker zauważył, że Tesla zacieśnia kontrolę w kwestii dostępu do danych z wypadków. "Gdyby taki wypadek zdarzyłby się dzisiaj - nie byłbym w stanie już uzyskać dostępu" - powiedział w rozmowie z Washington Post.