DAJ CYNK

Asystent Google w Polsce. Miało być tak pięknie, a jest bez sensu

Dodane przez: jszczesny

Kategoria: Felietony

Interakcje: 34210

Asystent Google logo

Pojawienie się Asystenta Google w Polsce w styczniu 2019 roku miało być rewolucją, na którą zdecydowanie zasługiwaliśmy. Do tej jednak nie doszło, bo po pierwsze, Asystent Google okazał się być istotnie wybrakowany, a po drugie - szybko zapomniano o obietnicach dostawcy usługi. Użytkownicy mieli otrzymać zupełnie nowe możliwości wraz z Asystentem Google. Okazało się, że dzierżą w rękach jedynie ciekawostkę technologiczną.

Jak to? Asystent Google jedynie "ciekawostką technologiczną"? Niestety tak. Spójrzmy na jego wcielenie w Stanach Zjednoczonych - to naturalny wzorzec interfejsu konwersacyjnego w telefonie komórkowym oraz inteligentnym domu. W USA za pośrednictwem kieszonkowego pomocnika jesteśmy w stanie zamówić kwiaty do domu, kupić bilet na lot, zrobić zakupy spożywcze lub sprowadzić do domu pizzę - jeżeli mamy na to ochotę. W Polsce szczytem możliwości Asystenta Google zdaje się być zamówienie jedzenia w Pyszne.pl lub zakup ubezpieczenia. Może i fajnie to brzmi, ale... kto z tego korzysta? 

Jeżeli czytaliście moje wpisy w innych mediach, w których publikowałem (m. in. Antyweb), to z pewnością wiecie o tym, że jestem entuzjastą takich rozwiązań, a Asystentowi Google mocno kibicowałem (kibicuję w dalszym ciągu!). Wierzę, że inteligentni asystenci są w stanie zmienić to, w jaki sposób korzystamy z dobrodziejstw nowych technologii. Ba, posiadam głośniki Google Home już od paru ładnych lat i w momencie, gdy w Polsce były czymś zupełnie niecodziennym uważałem, że "jestem gotowy" na pojawienie się Asystenta Google w Polsce. Jak już się pojawi, na dobre wystartuję z ideą inteligentnego domu i w pełni będę korzystał z komplementarnego, głosowego interfejsu. 

Wielu entuzjastów w Polsce myślało podobnie. I... dokładnie tylu się zawiodło

Rozmowa z Asystentem Google po angielsku w głośniku nie jest niczym trudnym, jeżeli zna się język angielski. Ja nie mam z nim żadnego problemu, aczkolwiek wolałbym mówić do niego po Polsku. Dlaczego nie, skoro w telefonie jest to możliwe? Właśnie to powoduje, że najsilniej reprezentowana grupa użytkowników Asystenta Google - entuzjaści posiadający głośniki Home są niezadowoleni ze sposobu wprowadzenia usługi do Polski. Wszyscy chyba wierzyliśmy w to, że Asystent przemówi do nas w rodzimym języku nie tylko na telefonach, ale również w głośnikach. Minął już rok od momentu premiery Asystenta Google i jeszcze nie doczekaliśmy się ekspansji polskiej wersji językowej na inne sprzęty niż telefony komórkowe. Czy kiedykolwiek do tego dojdzie? Miejmy nadzieję, że tak. 

Liczyłem również na to, że Asystent Google w Polsce skłoni mnie w pewien sposób do częstszego wykorzystywania jego możliwości w telefonie komórkowym - za pomocą nowych, ciekawych funkcji. W pierwszych dniach obecności Asystenta w Polsce może i tak było. Ale szybko złapałem się na tym, że po okresie zabawy tym rozwiązaniem... przestałem do niego zaglądać. Moja całodniowa aktywność związana z Asystentem zaczynała się i kończyła na rozmawianiu z głośnikiem i wydawaniu codziennie tych samych komend "Play Radio XYZ", "Play Queen - Cool Cat on Spotify" i tak dalej. Złapałem się na tym, że po okresie zaciekawienia nowościami w Asystencie, szybko powróciłem do zwykłego korzystania z niego - tak, jakby wcale nie doszło do jego premiery w Polsce. 

A czego się spodziewałem? Tego, że siedząc na kanapie będę w stanie wywołać go i poprosić o odkurzenie mieszkania - na komendę po polsku odpowie mi głośnik. Że za jego pośrednictwem uda mi się zamówić moją ulubioną pizzę - bez zagłębiania się w szczegóły. Obecnie, implementacja Pyszne.pl w Actions on Google zakłada przechodzenie przez "sztywniutki" formularz / kwestionariusz wyboru posiłku i tak dalej. Dużo szybciej jestem w stanie zamówić cokolwiek korzystając z aplikacji Pyszne.pl.

Poza odczuwalną "nieprzydatnością" obecnie oferowanych przez Asystenta "akcji", odczuwam również niedosyt w kontekście ich ilości. Miało być ich znacznie więcej. Nie spodziewałem się może takiego ich zatrzęsienia jak w przypadku Stanów Zjednoczonych, ale miałem nadzieję na znacznie więcej. Na to, że Asystent stanie się nie tyle zamiennikiem, co alternatywą dla standardowych metod uzyskania dostępu do konkretnych usług / dóbr. A jak to wygląda teraz? Chcę kupić ubezpieczenie samochodu - korzystam z porównywarki i po chwili mam już wszystko. Chcę zamówić jedzenie do domu? Od tego również jest platforma, która pozwoli mi to zrobić w minutę - dwie. 

Asystent Google CUK

Czyli co? Tak, jakby Asystent był mi niepotrzebny

Poza wrodzonym gadżeciarstwem i uwielbieniem dla nowinek technologicznych, nie jestem w stanie inaczej uargumentować moich jakichkolwiek aktywności związanych z Asystentem. Dlaczego nie uruchomiłem odkurzacza w standardowy sposób, z aplikacji? Dlaczego zamówiłem jedzenie w Pyszne.pl za pomocą Asystenta? Dlatego, że chciałem to zrobić z Asystentem - dla samego faktu obcowania z nim. Nie dlatego, że jest to wygodniejsze. Nie dlatego, że to lepiej działa. Nie dlatego, że to najlepsza opcja z możliwych. Skłoniło mnie jedynie to, że lubię obcować z czymś efektownym technologicznie. Ale czy jest to jednocześnie efektywne? 

Niestety nie. Tym bardziej, że Asystent potrafi się pomylić. Ten w telefonie nie zawsze robi dokładnie to, czego chcę, a ten w głośniku ma ogromne problemy z polskimi nazwami, jeżeli pojawią się w komendzie. Dla mnie to wystarczający powód do tego, aby pomyśleć o dyskwalifikacji Asystenta z codziennego życia. Skoro coś działa nie w taki sposób, jakiego od tego oczekuję - czy powinienem kontynuować tę "znajomość"? Nie sądzę. 

Jeżeli ja myślę w taki sposób, to jak o Asystencie myślą "mniej technologiczni" użytkownicy?

Och, o ile w ogóle o nim myślą! Możliwe, że słyszeli o nim, ale ze względu na brak szerszego zainteresowania nowymi technologiami w ogóle z niego nie korzystają. I na co dzień "problem Asystenta Google" nie zaprząta ich głowy. To zupełnie normalne, że nie myślimy o rzeczach, które nas nie interesują. A dlaczego nas nie interesują? Przecież Asystent Google miał być narzędziem wykorzystywanym powszechnie. Przynajmniej taką aurę wokół niego dało się odczuć tuż po premierze w Polsce. 

Zwykły konsument może w ogóle nie czuć potrzeby obcowania z Asystentem. Wszystko to, co byłby w stanie dzięki niemu osiągnąć, jest w stanie robić w inny, nie mniej skuteczny sposób. Dlaczego miałby nagle zacząć przemawiać do telefonu po to, aby ustawić alarm, czy zrobić listę zakupów? Zrobi dokładnie to samo przechodząc do aplikacji Zegar oraz Google Keep. 

Są jednak tacy, którzy widzą w Asystencie Google ogromną szansę

Grupą, która z największą nadzieją patrzy nie tylko na Asystenta Google, ale również i inne interfejsy konwersacyjne są osoby niepełnosprawne. Sam mam w rodzinie głęboko niepełnosprawnego człowieka i do pewnego momentu jego choroby sporo myśleliśmy o porozumiewaniu się głosem z gadżetami. Niestety, postęp choroby wykluczył i tę możliwość (pogłębiająca się dyzartria). Niemniej, wielu użytkowników z niepełnosprawnościami będzie w stanie wykorzystać ogromny potencjał Asystenta Google, o ile ten będzie oferował więcej możliwości w naszym kraju. Wyłączenie światła w salonie, odsłonięcie rolet, włączenie telewizora, wezwanie pomocy... tylko wyobraźnia ogranicza nas w myśleniu o rzeczach, które mogą nagle stać się znacznie prostsze dla osób potrzebujących wsparcia w codziennych czynnościach. 

Przede wszystkim niepełnosprawni jednak będą cierpieć z powodu "wybrakowania" Asystenta Google w Polsce. Skoro gadżeciarze zauważają, że wirtualny pomocnik z Mountain View nie prezentuje oczekiwanej od niego jakości, a zwykli konsumenci nie są nim zainteresowani - coś jest na rzeczy. A to oznacza, że użytkownicy ze szczególnymi potrzebami również nie będą w pełni zadowoleni. 

Mam ogromną nadzieję na to, że Asystent Google w Polsce w końcu "odpali"

Ale tu zdecydowanie musi zrobić coś Google. Na razie wygląda to tak, że Asystent Google nie cieszy się ogromną popularnością w kraju głównie dlatego, że nie oferuje szczególnie rozbudowanego portfolio funkcji. Niska popularność to również brak sygnału dla usługodawców, aby dołączać do ekosystemu Google i oferować swoje usługi za pośrednictwem Asystenta. Koło się zamyka. Z powodu bardzo podobnego mechanizmu porażki upadł przecież projekt mobilnego Windows. Nie chcieli go użytkownicy, więc nie chcieli go również programiści. A jako że nie było na niego aplikacji (bo nie chcieli go programiści), to nie chcieli go użytkownicy...

Oby ten los ominął Asystenta, bo bardzo mu kibicuję. Oby Google nie postanowiło wyciągnąć wtyczki z napisem "Polska". Albo - oby Google nie zdecydowało się na pozostawienie tego projektu bez wsparcia - utrzymując jego funkcjonowanie, ale skazując jednocześnie na brak jakichkolwiek zmian, nowości. Polska jest krajem, który świetnie adaptuje innowacyjne rozwiązania fintechowe, nieźle reaguje na nowinki technologiczne. Jeżeli tylko Asystent Google okaże się być naprawdę dobry, nie powinno być problemu z jego popularnością. Ale do tego potrzeba większej ilości możliwości i... obecności Asystenta w głośnikach dla domu. 

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News
Przewiń w dół do następnego wpisu