Rejestracja numerów nie ma sensu. Ponad rok blokował numer 112
Rejestracja numerów miała być odpowiedzią na falę fałszywych alarmów bombowych, która miała miejsce tuż przed wprowadzeniem przepisów. Przeciwnicy tego rozwiązania twierdzą, że to tylko forma inwigilacji uczciwych obywateli.
Policjanci z Olesna w Opolskiem przez ponad rok próbowali dorwać żartownisia, który blokował numer 112. Sprawa była naprawdę poważna, ponieważ sprawca w ciągu miesiąca potrafił zadzwonić na numer alarmowy ponad 25 tysięcy razy, co daje około 800 połączeń dziennie. Mimo to nie dało się go dorwać przez bardzo długi czas.
Ponad rok blokował 112, a policja była bezradna
Mężczyzna wykonywał krótkie połączenia z terenów leśnych. Namierzenie go nie było więc łatwym zadaniem: był w zasięgu nadajników o bardzo dużym pokryciu. Czemu więc nie namierzono go dzięki rejestracji numeru telefonu? A to akurat jest bardzo proste: bo go nie miał. Każdy telefon bez karty SIM pozwala na wykonanie połączeń alarmowych i właśnie z tego sprawca korzystał.
Owszem, po ponad roku służbom ścigania udało się wytypować sprawcę, którym okazał się 61-latek mieszkający w okolicy. Mężczyzna przyznał się do winy, jednak nie potrafił wyjaśnić, dlaczego to robił. Rzecz w tym, że obowiązek rejestracji numerów, który miał nas przed takimi sytuacjami uchronić, nie mógł zadziałać, skoro do wykonywania połączeń alarmowych numer jest zbędny.
Wszelkiej maści żartownisie wciąż mogą zgłaszać fałszywe bomby, dzwoniąc z telefonu, który nie widział nigdy karty SIM. Ot, nie do instytucji, którą chcą zastraszyć, a pod 112, co da podobny efekt. Rejestracja numerów utrudnia więc życie jedynie przestępcom, którzy i tak mają albo skradzione numery, albo zarejestrowane na tzw. słupa w cenie taniego alkoholu.