Zapomnij wszystko, co wiesz o komputerach – ten sprzęt to pogrom na stereotypach
Czy warto kupić gotowy komputer? Bierzemy na warsztat najnowszą generację komputerów G4M3R: Hero 2.0 i Elite 2.0.
Był czas, kiedy umiejętność poskładania komputera uchodziła wręcz za wiedzę tajemną. Zawsze trzeba było mieć minimum wiedzy o podzespołach, ale informacje na ten temat nie zawsze były łatwo dostępne, a błędy potrafiły sporo kosztować. Wtedy narodził się mit „składaka” – gotowego komputera ze sklepu, który był od razu gotowy do postawienia przy biurku i odpalenia.
Haczyk? Tego typu maszyny były często produkowane po najniższych kosztach. Parametry na papierze potrafiły wyglądać imponująco, ale oszczędzano na chłodzeniu, obudowie czy zasilaczu, co oczywiście skutkowało problemami z niezawodnością. Standardem były też kiepsko dobrane podzespoły, gdzie wydajność procesora czy karty graficznej często była ograniczana przez niewielką ilość pamięci czy powolny dysk twardy.
G4M3R – inna filozofia
I tu na scenę wkracza G4M3R. Różnica polega na tym, że to nie są po prostu kolejne pecety składane po kosztach z tyłu jakiejś kanciapy. To sprzęt konfigurowany przez ekspertów i projektowany z myślą o wymagających użytkownikach: bez kompromisów, na wysokiej klasy podzespołach i z założeniem, że ma być nie tylko wydajnie, ale też niezawodnie. Wszystko w duchu hasła „Ready When You Are”. I wiecie co? To podejście musi działać, bo w ofercie można znaleźć już drugą generację tych urządzeń.
Jedną z takich maszyn miałem okazję sprawdzić u siebie. Pod moje biurko trafił G4M3R Elite 2.0, czyli jeden z topowych modeli w ofercie. To tutaj trafiają najmocniejsze podzespoły, takie jak Intel Core Ultra 9 285K, AMD Ryzen 7 9800X3D czy NVIDIA GeForce RTX 5090 (także w wersji Founders Edition, co jest ewenementem i jedynym takim przypadkiem na rynku), a także najbardziej zaawansowane rozwiązania, w tym system chłodzenia cieczą. To maszyny w duchu PC Master Race i to produkowane przez kogoś, kto faktycznie to rozumie.
Zresztą dość powiedzieć, że do testów dostałem komputer z procesorem AMD Ryzen 7 9800X3D, kartą graficzną NVIDIA GeForce RTX 5080 i 64 GB DDR5. Prawdziwe monstrum, któremu nadal daleko do najwyższej dostępnej konfiguracji.
Czysta wydajność
Jak pewnie łatwo się domyślić, największym atutem tego typu sprzętu jest jego moc obliczeniowa. Prywatnie ostatnimi czasy rzadko grywam na komputerze, w związku z czym najbardziej wymagającym tytułem w mojej bibliotece pozostaje Cyberpunk 2077. To tytuł, który ma już sześć lat na karku, ale łatwo o tym zapomnieć, bo jeśli przesuniemy wszystkie suwaki na prawo, to przy ustawieniach ultra i pełnym ray tracingu, gra nadal potrafi sprowadzić na kolana praktycznie każdą maszynę.
No, prawie każdą. Na G4M3R Elite 2.0 przy rozdzielczości 3440 x 1440 i presecie Ray Tracing: Overdrive bez trudu udało mi się wyciągnąć 73 FPS we wbudowanym benchmarku. Innymi słowy, test (niemal) ostateczny, a komputer nawet się nie spocił. Przy takim zapasie mocy nie mam żadnych obaw o to, czy i jak sobie poradzi z najbardziej wymagającymi produkcjami.
Co ważne, wszystko to przy zachowaniu nienagannej kultury pracy. Podczas gry oraz testów obciążeniowych panowała niemal idealna cisza. Dopiero po osiągnięciu ok. 75 °C na CPU pojawiał się delikatny szum, a i to na tyle cichy, że nie udało mi się wyłowić go decybelomierzem ponad panujące w moim gabinecie tło akustyczne. A temperatury? Przyłapałem komputer na jednym (podkreślam: jednym) skoku do 80 °C na CPU, a tak generalnie trzymały się w okolicach 70 °C pod obciążeniem.
A co jest w tym najlepsze? Że to wszystko przy domyślnych ustawieniach. Komputer dosłownie wystarczyło postawić pod biurkiem, podłączyć do prądu i z miejsca miałem do dyspozycji dość mocy obliczeniowej, by zawstydzić lokalną serwerownię. Żeby odblokować potencjał komputerów G4M3R generacji 2.0, wcale nie potrzeba żadnej wiedzy tajemnej – on od razu jest na wyciągnięcie ręki.
Nie tylko do grania
No dobra, ale po co mi to wszystko, skoro sam przyznałem, że praktycznie nie grywam na pececie? Ano po to, że, jak się okazuje, G4M3R Elite 2.0 to doskonały wybór nie tylko dla graczy.
Pracujesz ze zdjęciami? Montujesz wideo? Programujesz? Korzystasz z lokalnych narzędzi AI? W każdym z tych zastosowań przydaje się trochę dodatkowego „powera”, a tego testowanemu komputerowi nie brakuje.
W tym kontekście sporym plusem całej linii G4M3R z generacji 2.0 jest to, że do wyboru mamy konfiguracje z nawet 128 GB DDR5 i bardzo szybkimi dyskami SSD NVMe o pojemności do 4 TB. W czasach, kiedy każda kość pamięci jest na wagę złota (dosłownie), możliwość kupna komputera o takiej specyfikacji prosto ze sklepowej półki potrafi być niemalże zbawieniem dla wielu profesjonalistów.
Troska o detale
Ale obszar, gdzie G4M3R Elite 2.0 najbardziej mnie urzekł, jest szeroko pojęta troska o detale. Pamiętacie, jak wspomniałem, że dawniej gotowe komputery kojarzyły się z fuszerką i oszczędnościami na każdym kroku? Tutaj zdecydowanie tego nie ma.
Jest to zresztą coś, co widać już na pierwszy rzut oka. Wszystkie podzespoły pakowane są w obudowę Fractal Meshify 3. To buda z wyższej półki, która świetnie się prezentuje, jest rewelacyjnie wykonana i przemyślana praktycznie na każdym kroku. Dostęp do podzespołów nie wymaga narzędzi, miejsca na kabel jest cała masa, wszystkie „brzydkie elementy” można łatwo schować, a spod przeszklonego bocznego panelu idealnie widać wyświetlacz na radiatorze.
A, bo to w sumie też fajna sprawa – modele G4M3R Elite 2.0 wyposażono w wewnętrzny wyświetlacz LCD o przekątnej 3,95”. Czy jest to komuś potrzebne do szczęścia? Ani trochę. Czy jest przydatne? O dziwo tak.
Na dołączonym wyświetlaczu możemy wyświetlać wybrane parametry komputera, takie jak m.in. temperatura podzespołów, taktowanie czy pobór mocy. Jasne, wszystkie te parametry da się sprawdzić na inne sposoby, ale jest coś bardzo intuicyjnego w odczytywaniu ich prosto ze sprzętu, którego dotyczą. A to w sumie tylko jedno z zastosowań. Jak chcecie, możecie wykorzystać dołączony wyświetlacz jako zegarek, wirtualną ramkę na zdjęcia i filmy albo po prostu element podświetlenia RGB. Nieważne, czy wolicie pragmatyczne zastosowania, czy efekciarstwo – dodatkowe opcje personalizacji są zawsze na plusie.
Gwarancja godna elity
Przy okazji warto też dodać, że komputery G4M3R mogą się pochwalić świetnym wsparciem gwarancyjnym w cenie sprzętu. No bo wiadomo – każdy chciałby uniknąć nieprzyjemnych perypetii, ale sprzęt elektroniczny rządzi się swoimi prawami.
Na szczęście tutaj producent zadbał, by była to w najgorszym razie drobna niedogodność. Obie nowe serie komputerów G4M3R objęte są trzyletnią gwarancją door-to-door. Co więcej, w przypadku G4M3R Elite 2.0 w cenę sprzętu wliczony jest rok pakietu on-site. To oznacza, że w razie problemów możemy skorzystać z dedykowanej infolinii oraz zdalnej pomocy technicznej, a gdyby to nie pomogło, wyspecjalizowany technik dokona naprawy bezpośrednio na miejscu. Szybko, wygodnie i bez niepotrzebnych komplikacji. A jeśli rok to za mało – albo chcielibyście podobnego wsparcia przy zakupie modelu G4M3R Hero 2.0 – to przy zakupie zakupie komputera możecie wybrać opcję rozszerzenia pakietu on-site nawet na trzy lata.
I to nawet nie koniec, bo wszystkie komputery G4M3R generacji 2.0 objęte są gwarancją niezawodności. Co to oznacza? Że jeśli w ciągu 14 dni od zakupu zgłosisz usterkę, nie trzeba się bawić w żaden serwis. Zamiast tego kurier po prostu przyjeżdża, zabiera wadliwy komputer i w jego miejsce zostawia nowy.
Zaskakująco dobra okazja
Nie uważam, by składanie komputera kiedykolwiek było czarną magią, ale na pewno wymagało wiedzy i czasu. Z komputerami G4M3R generacji 2.0 to już przeszłość. Doczekaliśmy czasów, kiedy prosto ze sklepowej półki możemy mieć peceta, którego nie powstydziłby się żaden entuzjasta. Próg wejścia do świata PC Master Race został zredukowany praktycznie do minimum.
I wiecie co? Uważam, że to największa siła tych maszyn. To sprzęt, którego największą wartością nie są rewelacyjne podzespoły – choć te faktycznie wypadają imponująco. To, co zyskujemy z maszynami G4M3R , to czas i pewność, że mamy komputer, który podoła każdemu wyzwaniu. Dzięki temu jest to wybór o wiele bardziej opłacalny, niż sugerowałyby to same ceny i po stokroć lepszy zakup niż stereotypowe „składaki” z minionych dekad.
Artykuł sponsorowany na zlecenie x-kom