Microsoft blokuje miliony stron internetowych. Powód jest kuriozalny

Jakub Krawczyński (KubaKraw)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Microsoft blokuje miliony stron internetowych. Powód jest kuriozalny

Chciał uratować ducha stron internetowych z lat 90. od zapomnienia, a tymczasem miliony takich domen zostało zablokowanych... Oficjalny powód? Podejrzana aktywność.

Dalsza część tekstu pod wideo

Zamiatanie nostalgii pod dywan agresywnymi algorytmami

Był sobie rok 2013, a Kyle Drake wpadł na genialny pomysł utrzymania ducha internetu lat 90. przy życiu. Założył więc sieć portali Neocities, która pozwala tworzyć darmowe strony internetowe totalnie w swoim guście. Co najważniejsze, nie ma w tym systemie odgórnych szablonów, a więc to świetne narzędzie do tworzenia stronek o jakichś unikatowych niszach. Przy okazji można do nich dokładać wiele elementów widzianych z perspektywy dzisiejszej jako przeżytki, ale nadające im charakteru "retro", np. przyciski z animowanymi GIF-ami, które aktywują się po najechaniu na nie kursorem i wiele innych.

I wszystko miało się całkiem dobrze przez długi czas – w ramach Neocities powstało aż 1,5 miliona stron internetowych. Tymczasem pewnego dnia w styczniu 2026 r. nagle wszystkie z nich przestały być widoczne w wyszukiwarce... Co prawda nie w Google, lecz w... Bingu, ale nadal mówimy tu o narzędziu, z którego korzysta 4,5% użytkowników internetu.

Drake wiedział, że coś poszło nie tak, gdy zauważył, że liczba odwiedzających z Binga spadła z pół miliona dziennie do... zera. Zgłosił ten problem Microsoftowi za pomocą narzędzi dla webmasterów w Bingu, tygodnie mijały... i wszelkie próby komunikacji spełzły na niczym. Dziesiątki założonych zgłoszeń, próba kontaktu z chatbotem, aby połączył go z konsultantem i... nic. W pewnym momencie nawet chciał wykupić reklamy, aby tylko ktoś z działu reklam pomógł mu w tej sprawie. Problem polega na tym, że cała linia kontaktu poprzez Binga jest w pełni zautomatyzowana, a przez to łatwo utknąć w kłopotliwej sytuacji. Dopiero po tym jak portal Ars Technica zwrócił się do Microsoftu z prośbą o komentarz, firma zdjęła wiele z zablokowanych w wyszukiwaniu stron.

Jak ustalił portal, Microsoft zdejmował część stron Neocities z wyników wyszukiwania, gdyż mieściły się one w kryteriach "stron o bardzo niskiej jakości". Firma nie wskazała, które dokładnie były to witryny, ale również nie odezwała się do Drake'a. Co więcej, nie wszystkie witryny Neocities akurat naruszały te kryteria. Rada Microsoftu dla Drake'a? Skontaktować się bezpośrednio z Microsoftem. Trochę średnio trafiona, bo Microsoft właśnie ignoruje założone w tej sprawie od jakiegoś czasu zgłoszenie.

Problem może być dwojaki – albo strony są nadal blokowane, albo ich reindeksowanie w Bingu zajmuje sporo czasu.

Drake próbował załatwić sprawę po cichu, po ludzku – "dogadajmy się, naprawmy to i idźmy dalej". Ale skoro Bing milczał jak zaklęty, nie pozostało mu nic innego, jak ostrzec użytkowników, że sytuacja robi się nie tylko absurdalna, ale wręcz niebezpieczna.
W swoim wpisie na blogu ujawnił, że Bing nie tylko zablokował wszystkie subdomeny Neocities, ale na dodatek wyświetlał na pierwszej stronie wyników podejrzaną stronę podszywającą się pod Neocities. Czyli klasyk: prawdziwe treści w koszu, phishing na wierzchu.

Po kilku skargach Microsoft łaskawie zdjął fałszywkę, ale blokady nie cofnął. Co gorsza – nie podał żadnego konkretnego powodu. A że "łatwiej przebić zablokowaną stronę niż odblokowaną", Drake ostrzegł, że to tylko kwestia czasu, aż w wynikach znów pojawi się coś podejrzanego.

Google? Zero problemów. Wszyscy inni? Też nie blokują. Tylko Bing robi z Neocities niewidzialne miasto. Drake doszedł więc do punktu, którego bardzo chciał uniknąć: wezwał użytkowników do bojkotu Binga i wszystkich wyszukiwarek opartych na jego danych, dopóki sprawa nie zostanie rozwiązana.

Bo dziś wygląda to tak –  jeśli korzystasz z Binga, żadna strona z Neocities nie pojawi się w wynikach, niezależnie od jakości, oryginalności czy zgodności z zasadami. A jeśli coś jednak się pojawi – to najpewniej nie jest to Neocities, tylko kolejny phishing.

Drake podkreśla, że nie chodzi o żaden bunt przeciwko Microsoftowi – wręcz przeciwnie, przez miesiące próbował załatwić sprawę po cichu. Ale kiedy platforma, która hostuje 1,46 miliona stron i 13 miliardów odwiedzin, nagle znika z wyszukiwarki, a wsparcie techniczne odpowiada tylko automatem, to milczenie zaczyna szkodzić zwykłym ludziom, którzy nawet nie wiedzą, że ich strony stały się niewidzialne.

Co najgorsze, Drake nie znalazł ani jednego przykładu treści, które mogłyby wywołać tak drastyczną blokadę. Moderacja działa – problematyczne strony są usuwane w 24 godziny, a dostawca domen wymaga reakcji w 48h. Microsoft twierdzi, że walczy z phishingiem, scrape'owaniem i "śmieciowym tekstem", ale nie wskazał żadnego konkretu.

Tymczasem nawet kultowe, wieloletnie strony – jak "Wired Sound for Wired People", znane w całym internecie – zniknęły z Binga, choć Google pokazuje je na pierwszym miejscu.
Drake podsumował to dość gorzko: Neocities ma "jedną z najniższych proporcji syfu do wartościowych treści w całym internecie", a mimo to twórcy robiący unikalne, ludzkie strony nie istnieją w domyślnej wyszukiwarce Windowsa.

I to chyba najbardziej ironiczny element całej historii: platforma stworzona po to, by ocalić ducha starego internetu, dziś musi walczyć o to, by w ogóle dało się ją znaleźć. A na dodatek, elementy celowo prymitywne mające wywołać konkretny efekt artystyczny, są uważane za niskiej jakości treści, które są chowane przez algorytmy.