Kupujemy czy wypożyczamy? Trwa walka o prawa do treści cyfrowych
W epoce dystrybucji cyfrowej znaczenie słowa "kupować" i "posiadać" jest bardzo rozmyte. Konsumenci mają jednak powód do tego, by bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość i przyczyniła się do tego niedawna decyzja sądu.

Czym jest "zakup" treści cyfrowych? Konsumenci walczą o prawa
Treści cyfrowe, takie jak filmy oferują możliwość ich "wypożyczenia" albo "kupna" na platformach streamingowych, takich jak Amazon Prime Video". Ale czy na pewno jest to "kupno"? Niektórzy mogą pomyśleć, że skoro "kupujemy" coś, to jest nasze "na zawsze". Jednak rzeczywistość jest inna - skorzystanie z opcji "kup" oferuje jedynie wypożyczenie długoterminowe. Trwa ono jedynie do momentu, gdy platforma streamingowa ma licencję na dystrybucję danego filmu. A ta licencja może wygasnąć po kilku latach, ale równie dobrze paru miesiącach, a nawet dniach. I dlatego używanie takiego słownictwa może wprowadzać konsumentów w błąd, o czym przekonał się właśnie Amazon.



21 sierpnia 2025 Lisa Reingold złożyła pozew zbiorowy przeciwko Amazon, zarzucając nieuczciwą reklamę i wprowadzanie konsumentów w błąd. Sprawa dotyczy właśnie używania terminu "kupna" i "zakupu" w odniesieniu do treści audiowizualnych na platformie Prime Video. Nie jest to pierwsza taka batalia prawna Amazon, bo w 2020 r. wniesiono podobny pozew, ale oddalono go w 2021 r. ze względu na brak adekwatnej argumentacji.
Tym razem może być inaczej. Dlaczego? Bo w styczniu 2025 r. stan Kalifornia wprowadził nowe prawo zakazujące używania terminów "kupno", "zakup" i ich synonimów w odniesieniu do transakcji związanych z produktami cyfrowymi, których licencja może wygasnąć i mogą stać się niedostępne dla nabywców. W świetle tego sprawa, sprzedawcy mogą jedynie używać terminu "kupno" czy "zakup" jeśli poinformują wprost konsumenta o otrzymaniu licencji na towar cyfrowy, do którego licencja może po pewnym czasie wygasnąć. Warunki licencji muszą być również jasno określone i zakomunikowane, a klient musi wiedzieć bezpośrednio, że owa licencja może zostać unieważniona - zanim zdecyduje się kupić dany produkt.
Wnosząca pozew Reingold twierdzi, że powiadomienie Amazon o możliwości utracenia licencji jest wyświetlane dopiero w ostatnim kroku transakcji - już po momencie wybrania opcji "kup" w aplikacji Prime Video. Zdaniem Reingold nie spełnia to norm prawnych i wprowadza konsumentów w błąd. Powódka domaga się rozprawy sądowej, odszkodowania (o nieustalonej wartości) oraz zwrotu bezprawnie uzyskanych przez Amazon korzyści. Zapytany przez Ars Technica o opinię prawnik i specjalista ds. prawa konsumenckiego Danny Karon uważa, że tego typu pozwy będą miały większą siłę przebicia jeśli zawartość zakupiona przez poszkodowanych została wycofana z platformy.
Pomimo tego, że sprawa ma charakter lokalny, jej rozstrzygnięcie może wpłynąć na sposób, w jaki wszystkie duże korporacje formułują swoje regulaminy i informują konsumentów o licencjach cyfrowych, a także potencjalnie stworzy precedens. To jednak na barkach pozywających będzie spoczywało udowodnienie tego, że Amazon nieadekwatnie informuje konsumentów, o tym co tak naprawdę "kupują". Pozew został złożony w Sądzie Okręgowym Stanu Waszyngton. Amazon będzie musiał ustosunkować się do pozwu albo złożyć wniosek o jego oddalenie.
Wnosząca pozew Reingold uważa, że kupując film na DVD możemy go obejrzeć nawet dekadę później, ale tego samego nie można powiedzieć o treściach z Prime Video - które mogą być później usunięte albo zastąpione inną wersją (np. krótszą wersją kinową, zamiast reżyserskiej). W tej ostatniej kwestii zdarzały się ostatnio przypadki usuwania scen ze starych filmów, które zawierały kontrowersyjne z perspektywy dzisiejszej słownictwo (np. Francuski Łącznik na Disney+).