Ten film idzie na rekord. Krew się leje wiadrami, a widzów wciąż przybywa
Wyobraź sobie, że jesteś mobbingowany w jednej z bezdusznych korporacji, a następnie lądujesz sam na sam ze znienawidzonym szefem, na bezludnej wyspie. Do czego zdolni są ludzie w takiej sytuacji? Mistrz horroru, Sam Raimi, dostarcza nam różnych pomysłów i rozrywki. Mocnej rozrywki.
Film "Pomocy" ("Send help") to poniekąd spełnienie marzeń wszystkich tych, którzy nie żyją najlepiej ze swoim szefem. Sam Raimi zabiera widzów po raz kolejny do świata rodem z "American Psycho", a im najwyraźniej bardzo się to podoba. Przynajmniej jeśli brać pod uwagę wyniki oglądalnościowe weekendu otwarcia. Nie dość, że stał się numerem 1. w amerykańskich kinach, to jeszcze zarobił 20 mln dolarów. To więcej niż przewidywano, szczególnie, że sama produkcja kosztowała zaledwie 3 mln dolarów.
Horror survivalowy - gatunek, który zawsze się obroni?
Sama Raimi to nazwisko, które jak dotąd zawsze się obroniło, szczególnie jeśli w grę wchodziły produkcje nie pochłaniające zbyt wielu środków. Ostatnia jego produkcja "Wrota piekieł" zaliczyły otwarcie w wysokości 15,8 mln dolarów i to był dotychczasowy rekord w jego karierze. A trzeba podkreślić, że wchodzimy w okres walentynkowy, a to jest czas, kiedy konkurencja w kinie robi się spora. Głównym przeciwnikiem Sama Raimiego będą "Wichrowe wzgórza".
"Pomocy" o czym opowiada film?
Produkcja przedstawia historię Lindy (Rachel McAdams) oraz jej szefa Bradley'a (Dylan O'Brien). Bohaterowie znają się z pracy, a los sprawił, że są jedynymi ocalałymi z katastrofy lotniczej. Rzecz jasna, dzielą ich głębokie animozje, bowiem Bradley jest arogancki i nieprzyjemny. Jak będą wyglądały relacje między nimi, w obliczu walki o przetrwanie? Możemy się tylko domyślić, że łatwo nie będzie, a krew się będzie lała wiadrami.
"Pomocy" już w kinach.