Fiskus wezwie Polaków na dywanik. Dostał już kwity
Vinted oraz OLX poinformowały swoich użytkowników o wystawieniu ważnego dokumentu. Ta sama informacja trafiła już do skarbówki.
Platformy sprzedaży internetowej (Vinted, OLX, Allegro, Booking czy Airbnb) do końca stycznia miały czas, aby przekazać do fiskusa dane na temat sprzedawców. Co to oznacza dla tych osób? Tłumaczymy.
Fiskus dostał dane Polaków
Do końca stycznia dane do Krajowej Administracji Skarbowej mają obowiązek przekazywać wszystkie platformy sprzedaży internetowej. Przepisy weszły w życie w lipcu 2024 roku. W zeszłym roku do fiskusa trafiły od razu informacje za 2 lata, bo Polska spóźniła się z wdrożeniem dyrektywy DAC7. W tym roku KAS dostanie dane za cały 2025 rok.
Przepisy dotyczą osób, których sprzedaż w danym roku przekroczyła albo 30 transakcji, albo łączną sumę 2 tys. euro. Jeśli znajdujesz się na takiej liście, to prawdopodobnie zostałeś poproszony przez OLX, Allegro czy Vinted o uzupełnienie specjalnego formularza. Jednak nie ma powodów do paniki. Jeśli Twoje dane trafiły do fiskusa, to nie oznacza od razu kontroli ze strony skarbówki. Wiele zależy od tego, co sprzedawałeś.
Przede wszystkim DAC7 nie wprowadziło żadnego nowego podatku. Ten od zawsze trzeba było płacić, po prostu część osób albo o tym nie wiedziało, albo sprytnie tego unikali, licząc, że skarbówka się o tym nie dowie. Teraz fiskus dostaje na ten temat jasne informacje, więc kombinowanie jest dużo trudniejsze.
Poza tym bardzo ważny jest też aspekt zarobkowy. Na przykład sprzedawanie używanych rzeczy po cenach niższych niż je kupiliśmy, nie generuje zysku, więc nie ma też konieczności płacenia podatku. To samo tyczy się rzeczy prywatnych, czyli takich, które były w naszym posiadaniu przynajmniej przez 6 miesięcy. Przepisy mają na celu wykrywanie osób, które zrobiły sobie z tego stały zarobek i do tej pory unikały podatków.