DAJ CYNK

Robinhood: jak wiral stał się prawdziwym jednorożcem

Dodane przez: Czarek Tokarski

Kategoria: Fintech

Interakcje: 8455


Pod koniec 2014 roku debiutuje Robinhood – aplikacja mobilna umożliwiająca inwestowanie m.in. w akcje amerykańskich spółek. W chwili debiutu miała 800.000 użytkowników zapisanych na listę oczekujących. Jak to się stało, że w momencie startu było aż tylu chętnych? Odpowiedzią jest mistrzowsko przeprowadzony marketing wirusowy.

Jak Robinhood stał się wiralem

Marketing wirusowy to taki sposób reklamowania produktów, w którym użytkownicy sami je sobie polecają. Rozpowszechnianie to odbywa się poprzez przekazywanie i udostępnianie reklamy wśród znajomych, która drogą pantoflową dociera do coraz większej liczby odbiorców.

Pomysłodawcy aplikacji Robinhood od samego początku wzięli sobie za cel dotarcie do ludzi młodych, dwudziestokilkuletnich. Zaprezentowali inwestowanie na giełdzie w sposób lubiany i rozumiany przez młodych – mobilny i społecznościowy. Robinhood zadziornie pozycjonował się jako makler giełdowy, z którego „nie korzystają Twoi rodzice”.

Przed powstaniem samej aplikacji autorzy zrobili prostą stronę internetową. Znalazło się na niej tylko jedno hasło: „Inwestowanie bez prowizji. Przestań płacić 10 USD za transakcję”. Do tego była możliwość pozostawiania swojego adresu e-mail w ramach zapisywania się na listę oczekujących. Po zapianiu się na listę wyświetlało się hasło „Jest tylu ludzi przed Tobą ale wielu jest za Tobą”.

Robinhood

Lawinowy wzrost liczby subskrybentów zaczął się od krótkiej wiadomości w amerykańskim serwisie społecznościowym poświęconym informatyce i przedsiębiorczości. Informacja o Robinhood brzmiała „darmowy handel akcjami” i tego dnia była trzecią najczęściej czytaną. Darmowość zawsze jest sexi.


Robinhood from Robinhood on Vimeo.

800 tys. chętnych już w dniu premiery

W pierwszym dniu emisji artykułu na stronie robinhood.com na listę oczekujących zapisało się 10 tysięcy użytkowników. W pierwszym tygodniu było ich 50 tysięcy, a do premiery aplikacji ponad 800 tysięcy.

Inwestowanie nie musi być skomplikowane i bardzo drogie

Głównym problemem, z jakim chcieli rozprawić się twórcy platformy, było poczucie, że inwestowanie jest skomplikowane i bardzo drogie. Dlatego też aplikacja pozwala inwestować tak łatwo jak to tylko możliwe. Twórcy skierowali swój produkt przede wszystkim do ludzi młodych, którzy jeszcze nie inwestowali. Aby do nich dotrzeć, postawili na dosyć dobrze rozbudowane funkcje społecznościowe. Użytkownik mógł w łatwy sposób pochwalić się swoimi zakupami inwestycyjnymi – tym samym stawał się ambasadorem aplikacji, za którym szły kolejne osoby.

Lepsze, bo za darmo

Przede wszystkim postawiono jednak na darmowość, czy bardziej na tzw. model freemium (produkt darmowy w podstawowej wersji, płatny w wersji rozszerzonej). Inwestowanie miało być dostępne dla każdego, a próg wejścia jak najniższy. W momencie premiery aplikacji w 2014 roku dostęp do instrumentów finansowych był zarezerwowany dla małego procentu społeczeństwa amerykańskiego. Ówcześni liderzy rynku maklerskiego pobierali od 7 do 10 dolarów za każdą transakcję – wysokość tych opłat czyniła inwestowanie nieopłacalnym dla zwykłego człowieka. 

Poprzez darmowe transakcje firmie udało się znaleźć dla siebie zupełnie nową niszę rynkową. Widać to przede wszystkim w wysokości kwot jakie przeciętnie inwestują użytkownicy poszczególnych platform inwestycyjnych. W Robinhood jest to 3,5 tys. dolarów, gdzie dla porównania w jednym z głównych konkurentów E*trade jest to 100 tys. dolarów.

UX, głupcze!

Ważnym czynnikiem sukcesu tego pomysłu była także prostota aplikacji. Poniżej wygląd E*trade i Robinhood.

Robinhood

Prostota i intuicyjny wygląd sprawiały, że każdy mógł w szybki sposób zorientować się jak inwestować. Wykorzystując minimalistyczny wygląd, Robinhood pozwalał nawet najbardziej początkujących użytkowników stać się inwestorami giełdowymi. 

Z uporem od wirala do jednorożca

Dzisiaj Robinhood to tak zwany „jednorożec”, czyli firma warta więcej niż miliard dolarów. Ciekawostką jest to, że twórcy pomysłu zanim znaleźli inwestora, który by uwierzył i zainwestował w pomysł przeprowadzali ponad 70 rozmów „odbijając się od ściany”. Było warto walczyć – upór i pomysłowość twórców platformy diametralnie zmieniły rynek inwestycyjny.
 

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: Robinhood

Źródło tekstu: własne

Przewiń w dół do następnego wpisu