Rower elektryczny może się okazać pułapką. Bardzo kosztowną

Rowery elektryczne szturmem wzięły polski rynek. Widać to w wynikach sprzedaży, ofercie sklepów, ale też na ulicach, ścieżkach rowerowych czy w parkach. Wraz z rozwojem tego segmentu pojawiły się nowe możliwości, jak również nowe obowiązki i… problemy. Nim ruszycie jednośladem, warto upewnić się, jak został on sklasyfikowany. Niewiedza może się okazać bardzo kosztowna.

Maciej Sikorski
2
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Rower elektryczny może się okazać pułapką. Bardzo kosztowną

Kilka lat temu rower elektryczny mógł stanowić ciekawostkę, dzisiaj to już stały element naszej rzeczywistości. Uczniowie przemieszczają się z ich pomocą do szkół, dorośli do pracy, emeryci dbają o zdrowie, wspomagając się energią z baterii. Elektryki przypadły do gustu kurierom, korzystają z nich listonosze czy policyjne patrole. Tych ostatnich powinni się obawiać niektórzy posiadacze tzw. e-bike’ów, o czym przekonacie się podczas lektury tego tekstu. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Rower elektryczny stał się w Polsce hitem

Bank Pekao opublikował niedawno raport "Rower w gospodarce i w życiu". Można się z niego dowiedzieć m.in., że w 2024 roku w Polsce sprzedano około 1,2 mln rowerów. Wartość obrotów na tym rynku sięgnęła 1,3 mld dolarów, czyli około 4,7 mld zł. Sporo. Na tyle dużo, by nasz kraj trafił do pierwszej dziesiątki państw z najwyższą wartością rynku. Nie w UE czy Europie, ale na świecie. Wydatki rowerowe w przeliczeniu na mieszkańca są wyższe niż w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy we Włoszech i Francji. 

Niezwykle interesującą częścią raportu jest ta dot. rowerów elektrycznych. Stanowiły one jedną czwartą rowerów sprzedanych w Polsce w 2024 roku. Jednocześnie segment ten odpowiadał za około 60 proc. wartości rynku. Od końca poprzedniej dekady ta część biznesu rośnie w tempie kilkunastu procent rocznie. Warto zaznaczyć, że nasz kraj nie jest pod tym względem ewenementem – elektryczna rewolucja dzieje się globalnie. I z prognoz wynika, że ten trend się utrzyma: sprzedaż będą nakręcać e-rowery.

Rower elektryczny może się okazać pułapką. Bardzo kosztowną

Kiedy rower elektryczny staje się motorowerem

Tę modę w rozmowie z serwisem Telepolis potwierdził Maciej Dolega, szef PR-u MediaMarkt Polska. Na ofertę online sklepu w kategorii e-bike’ów składa się już kilkaset modeli. Co istotne, jest ona rozwijana w modelu marketplace, a zatem z udziałem zewnętrznych partnerów. 

Dzięki temu obok standardowych rowerów miejskich typu pedelec (spełniających wymogi Prawa o ruchu drogowym: moc do 250 W, wspomaganie do 25 km/h), klienci mogą znaleźć u naszych partnerów również pojazdy specjalistyczne – m.in. modele fat-bike czy S-pedelec o znacznie wyższej mocy i prędkości. W świetle polskich przepisów te mocniejsze jednoślady klasyfikowane są jako motorowery i podlegają innym regulacjom prawnym

– poinformował nas Maciej Dolega.

Niektórych ten podział może zaskakiwać. Dlatego warto przyjrzeć się sprawie bliżej. 

Zapoznając się z treścią ustawy Prawo o ruchu drogowym, można natrafić na taki fragment:

Rower – pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; rower może być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczy napęd elektryczny zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h.

Z przepisów wynika dość jednoznacznie, co jest rowerem elektrycznym. W takim razie: czym są pojazdy, które nie spełniają przywołanych norm? Odpowiedź na to pytanie już padła, ale potwierdziliśmy ją w Biurze Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji.

Pojazdy umożliwiające jazdę wyłącznie przy użyciu silnika, osiągające wyższe prędkości lub posiadające większą moc nie są rowerami – należy je kwalifikować jako motorowery.
W praktyce oznacza to, że pojazdy takie nie mogą korzystać z infrastruktury rowerowej, a ich użytkownicy powinni spełniać wymogi przewidziane dla kierujących motorowerami, w tym posiadać odpowiednie uprawnienia, dokonać rejestracji pojazdu oraz posiadać ubezpieczenie.

Klient powinien zwracać uwagę, co kupuje

Czy klient jest informowany, co właściwie kupuje i z czym wiąże się użytkowanie takiego pojazdu? Z pewnością powinien być. Przedstawiciel MediaMarkt Polska ujął to w następujący sposób:

Transparentność to dla nas priorytet. W modelu marketplace wymagamy od naszych partnerów rzetelnego wypełniania specyfikacji technicznej. Na karcie każdego produktu wyraźnie widnieją parametry takie jak moc silnika oraz prędkość maksymalna.

Dodatkowo, w naszych własnych materiałach poradnikowych na stronie mediamarkt.pl (np. w rankingu e-rowerów), wprost edukujemy konsumentów, informując: "Jeśli w pojeździe zainstalowano silnik mocniejszy niż 250 W, to zgodnie z przepisami jest to motorower, który wymaga rejestracji i nie może poruszać się po ścieżkach rowerowych". 

Dostarczamy klientom pełną wiedzę, natomiast to po stronie użytkownika leży obowiązek dostosowania sposobu korzystania z pojazdu (np. rejestracja lub jazda wyłącznie po terenie prywatnym) do obowiązującego prawa

- wyjaśnił Maciej Dolega.

Jedni sami podkręcają, inni decydują się na niepewny sprzęt

Z informacji udzielonych nam przez KGP wynika, że po polskich drogach poruszają się pojazdy, które pierwotnie były legalnymi rowerami elektrycznymi, ale przestały nimi być po ingerencji użytkowników lub osób, którym zapłacono np. za usunięcie ograniczeń prędkości. Czy takie zmiany można wprowadzić już na etapie zakupu? Pytanie ponownie skierowaliśmy do Macieja Dolegi:

Nie. MediaMarkt nie oferuje usług polegających na mechanicznym bądź elektronicznym modyfikowaniu, blokowaniu (dławieniu) czy odblokowywaniu prędkości silników w pojazdach elektrycznych. Oferowany sprzęt posiada fabryczne parametry i homologacje nadane przez producentów. Jakakolwiek ingerencja w sterowniki mogłaby skutkować utratą gwarancji

- zadeklarował menedżer.

Oczywiście nie musi to być standard. Zapewne znajdą się sprzedawcy, którzy wprowadzą zmiany pożądane przez klienta. Ten ostatni czasem może też być nieświadomy faktu, że kupiony przez niego sprzęt nie spełnia wymogów. Wystarczy przypomnieć, że kontrole przeprowadzone przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Inspekcję Handlową oraz Krajową Administrację Skarbową wykazały nieprawidłowości w przypadku rowerów elektrycznych sprowadzanych spoza UE. Dotyczyło to kilkudziesięciu modeli. Jakie mogą być konsekwencje niewiedzy, niedopatrzenia lub celowego działania? 

Policjanci w ramach codziennej służby ujawniają przypadki użytkowania tego typu pojazdów i podejmują działania polegające na eliminowaniu ich z ruchu oraz stosowaniu sankcji przewidzianych przepisami prawa

– informuje biuro prasowe KGP.

Policja sprawdza rowery elektryczne. Masowo

Niektórzy stwierdzą zapewne: przepisy to jedno, a życie to już zupełnie inna sprawa. Jeśli ktoś naprawdę liczy na to, że funkcjonariuszy nie zainteresuje jego pojazd, bo mają ważniejsze rzeczy na głowie, może się zdziwić. Doniesień o kontrolach jednośladów przybywa, a ich następstwem są mandaty. Czasem liczone w dziesiątkach lub setkach sztuk. W kwietniu mogliście przeczytać w serwisie Telepolis.pl, że policyjna akcja w Gdańsku zakończyła się nałożeniem niemal stu mandatów

Rower elektryczny może się okazać pułapką. Bardzo kosztowną

Należy podkreślić, że karę można otrzymać nie za przekroczenie wspomnianej prędkości 25 km/h, ale za to, że sprzęt ma możliwość, by bardziej się rozpędzić. Do pomiarów używa się specjalnego sprzętu, tzw. hamowni, która szybko wskazuje, z jaką maksymalną prędkością może się poruszać sprawdzany pojazd. Policjantów może też zainteresować manetka, z pomocą której pojazd może przyspieszać bez udziału nóg rowerzysty. 

Jeżeli komuś się wydaje, że i tak warto podjąć ryzyko, bo w najgorszym wypadku dostanie mandat wynoszący kilkaset złotych, to może się na takim myśleniu nieźle przejechać.

Jazda motorowerem może się okazać bardzo kosztowna

Zacznijmy od tego, jaką trasą porusza się pojazd, który w świetle przepisów jest motorowerem, a nie rowerem elektrycznym. Jeśli znalazł się na drodze rowerowej, to kierujący musi się liczyć z mandatem. Sprawę rozwiązuje zjazd na drogę i poruszanie się z samochodami? Niekoniecznie. Na dobrą sprawę, może to być wstęp do poważnych kłopotów.

Aby móc poruszać się po drogach publicznych motorowerem, kierujący powinien posiadać przynajmniej prawo jazdy kat. AM. Jeśli ktoś jedzie bez tych uprawnień, musi się liczyć z grzywną wynoszącą od 1,5 tys. zł do 30 tys. zł (w grę wchodzi też ograniczenie wolności). Dodatkowo należy się liczyć z karą w postaci zakazu prowadzenia pojazdów. 

Rower elektryczny, który w myśl przepisów nie jest już rowerem, ale motorowerem, należy też zarejestrować. Tak, taki pojazd wymaga tablicy rejestracyjnej. Jeśli ktoś nie dopilnuje tego wymogu, musi się liczyć z karą pieniężną (500 zł). Jazda motorowerem wiąże się także z obowiązkowym ubezpieczeniem OC. Jego brak skutkuje karą sięgającą 1,6 tys. zł. Łatwo policzyć, że niedopełnienie kilku wspomnianych obowiązków może uszczuplić portfel o kilka tysięcy złotych. I narazić kierującego motorowerem na problemy nie tylko natury finansowej. 

Przybywa elektryków, rośnie liczba poszkodowanych 

Kary mogą odstraszać i zniechęcać do jazdy motorowerami udającymi rowery elektryczne. Ale do wyobraźni powinny też przemawiać kwestie bezpieczeństwa. Szarżowanie ścieżką dla rowerów czy chodnikiem z prędkością np. 50 km/h może się źle zakończyć dla samego kierującego, ale też dla innych uczestników ruchu, zwłaszcza rowerzystów czy pieszych. 

Zapytaliśmy Narodowy Fundusz Zdrowia o dane dot. osób, które ucierpiały m.in. wskutek wypadków komunikacyjnych. W przypadku rowerzystów były to kolizje np. z pojazdami mechanicznymi, innymi rowerzystami, pieszymi czy zwierzętami. Dane dają do myślenia.

W styczniu 2014 roku takich pacjentów było 262. Dekadę później już 715. Można oczywiście stwierdzić, że pogoda się zmienia, sezon rowerowy wydłuża, a moda na dwa kółka rośnie. W efekcie więcej osób porusza się obecnie rowerem w styczniu, niż miało to miejsce w połowie ubiegłej dekady. To prawda. Dlatego warto przytoczyć dane dla innych miesięcy: w maju 2014 roku pacjentów-rowerzystów było 3538. W tym samym miesiącu 2024 roku już 7104. Dane dla sierpnia to odpowiednio 8709 i 13018, a dla października 11000 i 17288.

Rower elektryczny może się okazać pułapką. Bardzo kosztowną

Oczywiście tych zmian nie można tłumaczyć wyłącznie pojawieniem się rowerów elektrycznych, także tych, które w świetle prawa rowerami nie są. Ale jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że ich masowe pojawienie się na rynku musiało wpłynąć na rzeczywistość na różne sposoby. W tym miejscu warto zaznaczyć, że jazda na motorowerze wymaga używania kasku, a jego brak może się zakończyć mandatem. W przypadku roweru nie jest on obowiązkowy, ale zdecydowanie warto mieć go na głowie. 

Ubezpieczenia dla rowerzystów coraz bardziej popularne

Skoro rośnie liczba rowerów elektrycznych (i motorowerów) w posiadaniu Polaków i jednocześnie wyraźnie widać wzrost liczby pacjentów-rowerzystów, nasuwa się pytanie, czy większym zainteresowaniem cieszą się ubezpieczenia związane z tym rynkiem. Po odpowiedzi udałem się do specjalistów z branży. Okazało się, że zainteresowanie ubezpieczeniami dla rowerów elektrycznych rośnie w sposób bardzo zauważalny:

Obserwujemy wyraźny wzrost zarówno liczby zapytań kierowanych do doradców, jak i samej sprzedaży polis. W tym roku dynamika wynosi już 120 proc. względem roku 2025. Rosnące zainteresowanie widać też w strukturze pytań: klienci coraz częściej pytają nie tylko o ochronę samego sprzętu, ale też o ubezpieczenie siebie i odpowiedzialność wobec innych uczestników ruchu

– przekonuje Agnieszka Wylamowska, Specjalista ds. Wsparcia Sprzedaż w CUK Ubezpieczenia.

Ze słów ekspertki wynika też, że do zmian na rynku adaptują się nie tylko klienci, ale też ubezpieczyciele, którzy wprowadzają do ofert samodzielne produkty z myślą o rowerzystach. Jednocześnie właściciele nieruchomości mogą poszerzyć polisę o ochronę roweru poza domem. Może ona objąć rabunek, wypadek czy zdarzenie losowe. Należy przy tym zaznaczyć, że posiadacze opisanych już pojazdów, które w świetle prawa są motorowerami, często nie zdają sobie sprawy z tego, że taki sprzęt wymaga wykupienia OC. Na ich usprawiedliwienie można dodać, iż niewiedza w tym zakresie czasem dotyczy także doradców ubezpieczeniowych. Co jeszcze zaskakuje użytkowników jednośladów, a powinno być przez nich przyswojone?

Spostrzegliśmy, grupę trzech obszarów, które zaskakują klientów najczęściej:

Po pierwsze, że można ubezpieczyć się od szkód wyrządzonych osobom trzecim podczas jazdy rowerem. Niewielu rowerzystów zdaje sobie sprawę, że odpowiadają finansowo za szkody na osobie i mieniu, które spowodują i że istnieje dedykowane OC, które ich przed tym chroni.

Po drugie, że rower można ubezpieczyć od kradzieży nawet ze stojaka ulicznego nie tylko z zamkniętego pomieszczenia pod warunkiem, że posiada odpowiednie zabezpieczenie przeciwkradzieżowe. To rozwiewa często spotykaną obiekcję, że "polisa i tak nie zadziała, bo rower stoi na zewnątrz".

Po trzecie, że NNW to znacznie więcej niż jednorazowe świadczenie za uszczerbek na zdrowiu czy śmierć. Polisa pokrywa też koszty sprzętu rehabilitacyjnego, dzienne świadczenie za pobyt w szpitalu w wyniku nieszczęśliwego wypadku, co przy wypadku z udziałem e-bike'a może być kwotą bardzo istotną

– wylicza Agnieszka Wylamowska z CUK Ubezpieczenia.

Ile kosztuje ubezpieczenie roweru elektrycznego w 2026 roku?

Wiadomo już, że taki sprzęt można ubezpieczyć. W określonych przypadkach po prostu trzeba. Ale ile to kosztuje? Zapewne nikogo nie zaskoczę odpowiedzią, że… to zależy. 

Średni koszt ubezpieczenia roweru elektrycznego w Polsce w 2026 roku wynosi około 200-500 zł rocznie. Cena zależy głównie od wartości roweru oraz zakresu ochrony

– doprecyzował Dawid Brzuska, specjalista ds. Ubezpieczeń w CUK Ubezpieczenia w Katowicach.

Dodatkowo chroniony może być rowerzysta, a nawet bagaż. Ekspert zwraca przy tym uwagę, że samo posiadanie polisy nie gwarantuje wypłaty odszkodowania. 

Ubezpieczyciele wymagają odpowiednich zabezpieczeń, np. certyfikowanych zapięć, właściwego przypięcia roweru czy przechowywania zgodnego z OWU. Problemem bywa też często brak dowodu zakupu

– tłumaczy Dawid Brzuska.

Majstrowałeś przy elektryku? Możesz stracić odszkodowanie

A czy zdarzają się odmowy ubezpieczenia lub wypłaty odszkodowania ze względu na parametry pojazdu, np. ściągnięte blokady?

Tak. Ubezpieczeniem rowerowym nie można objąć pojazdu, który ma ściągniętą blokadę prędkości. Taki pojazd przestaje spełniać definicję roweru elektrycznego. Analogicznie nie można ubezpieczyć tzw. składaka, czyli roweru montowanego samodzielnie przez klienta z części. W obu przypadkach odmowa nie jest kwestią uznaniową, lecz wynika wprost z warunków produktu

– tłumaczy Agnieszka Wylamowska.

Kto decyduje się na zakup motorowerów?

Biorąc to wszystko pod uwagę, można zadać pytanie: dlaczego klienci decydują się na zakup rowerów elektrycznych, które w rzeczywistości są motorowerami? Jedną z odpowiedzi będzie zapewne niewiedza – konsument nie zna przepisów, co oczywiście nie zwalnia go z obowiązku przestrzegania prawa.

Okazuje się jednak, że sprzęt ten trafia do bardzo konkretnej i wyspecjalizowanej grupy docelowej. 

Tego typu pojazdy wybierają m.in. pasjonaci jazdy off-roadowej, osoby poruszające się po bezdrożach, czy klienci mieszkający w obszarach górzystych, którzy potrzebują wyższego momentu obrotowego do pokonywania przewyższeń. Traktują oni taki zakup często jako bezemisyjną alternatywę dla spalinowego skutera czy crossa

– tłumaczy Maciej Dolega z MediaMarkt Polska.

Wniosek jest zatem prosty: jeśli ktoś nie planuje jazdy po bezdrożach, nie mieszka w górach, a chce przemieszczać się drogami dla rowerów, lepiej zwracać uwagę na parametry kupowanego sprzętu. Jedni i drudzy fani jednośladów powinni mieć świadomość, że wypadki z udziałem jednośladów nie są rzadkością. Tylko w tym roku, do połowy kwietnia, odnotowano ich ponad 440. Życie straciło w nich przeszło 20 osób.