Operatorzy są wściekli. Unia Europejska zapewni nam problemy z zasięgiem

Zauważalne, a często nawet i znaczne pogorszenie zasięgu sieci komórkowych. Do tego może doprowadzić nowy pomysł Unii Europejskiej. I chociaż operatorzy są już wściekli, a ich klienci zapewne wściekną się za chwilę, to działania UE wcale nie są takie bezsensowne.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Operatorzy są wściekli. Unia Europejska zapewni nam problemy z zasięgiem

Żyjemy w ciekawych czasach. Niestety, są one ciekawe w myśl starożytnej, chińskiej klątwy. To jednak nie zabobony z dalekiego wschodu niepokoją Unię Europejską, a tamtejszy sprzęt telekomunikacyjny. Rosnące obawy o wykorzystaniu sprzętu telekomunikacyjnego przez stronę chińską do akcji wywiadowczych i sabotażowych sprawiają, że Europa chce się go pozbyć. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Unia Europejska chce się pozbyć chińskiego sprzętu

Wszystko to rozbija się o Cybersecurity Act 2, CSA2, czyli akt, który ma podnieść cyberbezpieczeństwo całej Wspólnoty. Jego elementem jest zapis, który wymusi wymianę elementów sieci komórkowych na lokalne urządzenia. Sęk w tym, że znaczna część sieci komórkowych opiera się na technologiach ZTE i Huaweia. 

Może to oznaczać problemy z zasięgiem w etapie przejściowym, który ma się rozciągnąć na kilka lat. Dodatkowo koszty tej operacji mają w całości być poniesione przez operatorów sieci komórkowych. Według szacunków Brukseli mają one wynosić od 3,4 mld euro do 4,3 mld euro rocznie, a procedura ma zająć około trzech lat. Mowa tu głównie o stacjach bazowych i ich osprzęcie oraz modułach nimi sterujących. 

Operatorzy mówią stop

Operatorzy są wściekli. Unia Europejska zapewni nam problemy z zasięgiem

Według informacji, do których dotarła Rzeczpospolita, GSMA, czyli organizacja, która skupia wokół siebie 750 operatorów komórkowych, w tym polskie W4, czyli Orange, T-Mobile, Plus i Play, a także Connect Europe napisały list do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, w którym krytykują te działania. 

Zwracają w nim uwagę na to, że nigdy wcześniej taka operacja w żadnym z państw nie miała miejsca. Jak można przeczytać we fragmencie listu, na który powołuje się Rzeczpospolita:

Limit czasowy i zakres usuwania sprzętu od dostawców wysokiego ryzyka (DWR) w całych sieciach telekomunikacyjnych są bezprecedensowe w skali globalnej

To jednak nie koniec problemów. Operatorzy otwarcie mówią o tym, że w okresie przejściowym pogorszy się jakość usług oraz pojawią się realne problemy z zasięgiem. Musimy się także liczyć z tym, że awarie będą znacznie dotkliwsze, gdyż wymiana sprzętu na zapasowy nie będzie tak prosta w momencie wymiany znacznej części urządzeń sieciowych. Spadnie także przepustowość połączeń. Ot, rozwój sieci nie tylko się zatrzyma, ale wręcz uwsteczni.

Tu warto podkreślić, że operatorzy nie negują konieczności zabezpieczenia infrastruktury przed potencjalnym wpływem z Chin. Podkreślają jednak, że o wiele rozsądniej byłoby wymienić jedynie kluczowe komponenty, a nie wszystkie. Oraz że dalsze pozbywanie się chińskiego sprzętu mogłoby przebiegać na drodze naturalnej wymiany na produkty uznane za bezpieczne. Mają przy tym otwarty żal do KE o to, że nie prowadzono z nimi należytego dialogu.

Z czym dodatkowo musimy się liczyć

Operatorzy są wściekli. Unia Europejska zapewni nam problemy z zasięgiem

Są także zagrożenia, które otwarcie nie padły. Obecnie świat jest w kryzysie produkcji elektroniki z powodu niedoborów modułów RAM i DRAM. Natomiast wymiana urządzeń na taką skalę wymagać będzie produkcji olbrzymiej ilości sprzętu sieciowego, który również wymaga tych komponentów. 

Jednak nawet poza kryzysem konieczność wyprodukowania tylu urządzeń będzie dużym wyzwaniem. Zwłaszcza że tak naprawdę w grę wchodzą głównie Nokia, Ericsson i Samsung. Pamiętajmy przy tym, że brak refinansowania konieczności wymiany oznacza, że koszty przejdą na klientów sieci. Będzie więc gorzej, a jednocześnie drożej. Jednak pamiętajmy, że domyślnie ma być bezpieczniej.