DAJ CYNK

Sprawdziliśmy Babbel – do wygrania 5 rocznych kursów językowych! [wyniki]

Dodane przez: Anna Rymsza (Xyrcon)

Kategoria: Aplikacje

Interakcje: 12982

Nauka angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego i wielu innych języków jest na wyciągnięcie ręki. Możesz wygrać kod na rok dostępu do aplikacji Babbel, która skutecznie uczy języków obcych.

Babbel to aplikacja do nauki języków obcych. Uczyć się możesz kiedy chcesz i jak chcesz – w przeglądarce lub w aplikacji mobilnej z Google Play bądź App Store. Od innych aplikacji tego typu różni się tym, że od razu uczy mówić. Testuję Babbel już od kilku tygodni i naprawdę widzę efekty.

Zobacz: 5 aplikacji na Androida, które nie powinny ci umknąć w tym tygodniu – część 29
Zobacz: Black Friday 2020: promocje bez kitu

Kursy zostały stworzone przez specjalistów w taki sposób, by zapewniały zróżnicowane tematy, praktyczne słownictwo i by nie były nudne. Babbel oferuje również kursy zawodowe dla osób, które chcą wyjechać za granicę i specjalistyczne – na przykład Business English. Wszystkie dialogi i zadania są życiowe i pozwalają „osłuchać się” z językiem. Jak to działa, możesz zobaczyć na poniższym filmie.

Podoba się? Weź udział w konkursie. Mamy do rozdania 5 kodów na roczny dostęp do Babbel.

KONKURS: Wygraj roczny kurs językowy Babbel o wartości 420 zł

Żeby wziąć udział w konkursie, musisz w komentarzu pod tym artykułem odpowiedzieć na pytanie:

Z jakiej zabawnej sytuacji wyszedłbyś/wyszłabyś z twarzą dzięki znajomości języka obcego?

Dodatkowy warunek: nie liczą się egzaminy szkolne. Czekamy na historie z życia wzięte.

W konkursie wezmą udział komentarze napisane do godziny 22:59 w poniedziałek 30 listopada. Redakcja wybierze 5 z nich, które nagrodzimy rocznymi kodami na dostęp do Babbel. Wyniki podamy w sobotę 5 grudnia, a kody prześlemy na adresy e-mail użyte do rejestracji konta na TELEPOLIS.PL.

Jeśli zastanawiasz się, czy warto, możesz sprawdzić Babbel za darmo przez tydzień.

Baw się dobrze i ucz się pilnie :-)

Aktualizacja: Wyniki konkursu!

Zostawiliście nam kilka naprawdę świetnych historii, ale w końcu udało się wybrać 5 najlepszych. Podaję je w kolejności całkowicie losowej :-)

Scors: 
Kiedyś w Holandii na wakacjach szukałem tamtejszej regionalnej przekąski, którym był świeży śledź sprzedawany w takich budkach na ulicy. Holendrzy bardzo dobrze znają język angielski, więc podszedłem na przystanek autobusowy i zapytałem starsze małżeństwa "Where is snake bar?". Spojrzeli na mnie dziwnie, a inni ludzie na przystanku zaczęli się śmiać:) Oczywiście, że chodziło o snack bar, a nie snake bar (wąż bar):D I w ten sposób rozbawiłem cały przystanek autobusowy:)

Rozłożył mnie na łopatki ten snake bar :-)

babcia77:
Kilka lat temu trafiłem na szkolenie. Mój angielski nie był dobry ale dogadywałem się jakoś. Na koniec była zaplanowana kolacja integracyjna. Tu też nie było źle - tak mi się wydawało. Prowadzący spotkanie zaproponował żeby każdy z mocno międzynarodowego opowiedział dowcip ze swojego kraju. W końcu kolej padła na mnie. Opowiedziałem dowcip: "Czym się różni wizyta od wizytacji? Wizyta to wtedy kiedy my jedziemy do teściowej a wizytacja gdy teściowa do nas". Zapadła krępująca cisza. Śmiał się tylko starszy pan. Dowcip w moim wykonaniu był totalnie niezrozumiały. A śmiejący się pan okazał się starym polskim emigrantem. Opowiedział mój dowcip ponownie. A ja chciałem opuścić spotkanie "po angielsku". Starszy pan nie pozwolił. Wytłumaczył że on też parę razy się ośmieszył i jedyne co można zrobić to uczyć się języka. Wtedy nie będę się kompromitował. Wziąłem sobie to do serca. A ze starszym panem dzwonimy do siebie regularnie. On mnie sprawdza moje postępy a ja daję mu żywy polski.

Takie znajomości są na wagę złota!

Malgorzata6111:
Posługiwanie się językiem angielskim zawsze mnie stresowało, dlatego byłam bardzo szczęśliwa, gdy znalazłam pracę, w której zapewniano mnie, że wystarczy podstawowa znajomość języka. Miałam nadzieję, że "jakoś" sobie poradzę. Niestety mój angielski został wystawiony na próbę szybciej niż się tego spodziewałam. Wysyłając maila do jednego z dyrektorów z prośbą o szybką wiadomość, wysłałam prośbę o "szybki masaż" myląc słówka message(wiadomość) i massage(masaż). Dyrektor w odpowiedzi napisał, że może wiele, ale akurat "tego" nie może dla mnie zrobić, a ja wiedząc jak sprawa, którą miałam załatwić jest pilna, upierałam się przy swoim "szybkim masażu". Dopiero po wymianie kilku maili dyrektor uświadomił mi, że chodzi mi zapewne o 'message', a nie o 'massage'. Oczywiście on od początku domyślał się, że to tylko błąd językowy, ale pokierował rozmową tak, że miał ze mnie niezły ubaw. Teraz wspominam tą sytuację z uśmiechem, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu. Pora podszkolić angielski !:)

W punkt!

Tsutei:
Sytuacja miała miejsce w Hiszpanii dobrych kilkanaście lat temu. Wraz ze znajomymi wybraliśmy się restauracji, niestety z języka hiszpańskiego każdy znał jedynie „‚Hola”menu nie było przetłumaczone na ang więc stwierdziliśmy ze może być zabawnie czekać co przyniesie kelner. Tak więc na wyczucie większość zamówiła podobne danie ale jedna znajoma stwierdziła ze zamówi coś innego. Podczas zamówienia kelner lekko się uśmiechnął i zapytał„chyba”czy jest pewna. Kiedy kelner poszedł do kuchni słychać było głośny śmiech i spoglądanie na nasz stolik. W końcu dostaliśmy nasze zamówienie,my owoce morza, a koleżanka czerwone buraki w zalewie z octu, pokrojone w plastry, było zabawnie (dostała nawet podwójna porcję) oczywiście nie dała po sobie znać i powiedziała ze dokładnie o to jej chodziło?szybko staliśmy się ulubieńcami całej załogi i na koniec razem wybraliśmy się na beach party. Obecnie wystarczyłby smartfon z aplikacją czy prostym tłumaczem ale wtedy nie było jeszcze takich wynalazków.

Ojtam ojtam. Ja nawet po polsku potrafię zamówić nie to co trzeba :P

bru24:
Będąc nastolatką byłam w wesołym miasteczku w Niemczech. Jedna z atrakcji polegała na extra szybkim wyrzucie ludzi siedzących na krzesłach (przypiętych pasami) w górę. Dla bezpieczeństwa trzeba było zdjąć buty, czego ja nie zrobiłam, bo nie rozumiałam co do mnie pan z obsługi mówi i na migi pokazuje. Tylko ja tego nie zrobiłam. W końcu dał spokój. "Poleciałam" więc w górę w butach. Dopiero kiedy musiałam je przytrzymywać, by pod wpływem dużej siły mi się nie zerwały, zrozumiałam co mężczyzna miał na myśli. Było mi bardzo głupio i niezręcznie. Znając język obcy, będąc na dole, już po atrakcji, powiedziałabym mu: "Zum Glück fiel der Schuh nicht ab! ;)"

No rzeczywiście szczęście, że buty nie spadły…

Kody znajdziecie w swoich skrzynkach mailowych. Można je zrealizować po zalogowaniu na konto w Babbel. Спасибо за веселые истории!

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: wł.

Źródło tekstu: wł.

Przewiń w dół do następnego wpisu