To chyba najtańszy smartfon 5G na rynku. Kupiłem go mamie i jest zachwycona
Smartfony LTE powoli przestają mieć sens, jeśli planujemy zakup urządzenia na lata. Sieć 5G się stale rozrasta i warto wybrać coś bardziej przyszłościowego, nawet jeśli uderzamy w niższy segment cenowy.
Z takiego właśnie założenia wyszedłem kilka miesięcy temu, szukając smartfonu dla mamy. Jaki miał być? Tani i dobry, bo po co ma przepłacać? Problem w tym, że smartfon nie jest jak tanie wino: tanie i dobre, bo jest tanie i dobre. Aby zasłużyć na to miano, musi reprezentować sobą coś więcej niż tylko niską cenę. Wybór padł na Motorolę Moto G35: czyli urządzenie z 5G, 8 GB RAM na pokładzie, rozsądną baterią i przyzwoitym jak na swoją półkę cenową aparatem.
Motorola Moto G35, tani i rozsądny smartfon 5G
Co jest jeszcze ważne? Ekran. 6,72-calowy panel Full HD+ z odświeżaniem 120 Hz i jasnością do 1000 nitów służy za główne okno na cyfrowy świat. I chociaż Mama się do tego nie przyznaje, to widzę, że laptop powoli idzie u niej w odstawkę. Obecność coraz rzadziej spotykanego radia FM i portu Jack 3.5 mm umilają jej natomiast prace w ogrodzie, a odporność na kurz i wodę w ramach normy IP54 sprawiają, że nie musi panicznie chować telefonu, kiedy złapie ją tam deszcz — zdarzyło się jej już kilka urządzeń zalać w ten sposób.
Oczywiście nie ze wszystkich atutów urządzenia korzysta. Moja mama preferuje płatności analogowe. Ma konto w banku, ale karty nie używa i jak sama twierdzi, nie zamierza zaczynać używać. NFC w jej przypadku jest więc tylko bezsensownym zbiorem liter. Chociaż każdy inny może dzięki tej opcji płacić telefonem.
Na slocie kart pamięci do 1 TB również jej nie zależy. 128 GB pamięci wbudowanej jest dla niej wystarczające. Docenia za to baterię 5000 mAh z ładowaniem do 20 W. A wszystko to za 422 zł. Czy kupiłbym ten smartfon mamie raz jeszcze? Oczywiście, że tak.