Gwiezdne Wojny w rzeczywistości. NASA używa silników z TIE Fighterów

Gwiezdne Wojny od lat inspirują fanów science-fiction na całym świecie. Okazuje się, że kultowe technologie z filmów mają swoje odzwierciedlenie w prawdziwych badaniach prowadzonych przez NASA.

Marian Szutiak (msnet)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Gwiezdne Wojny w rzeczywistości. NASA używa silników z TIE Fighterów

Napęd jonowy to nie tylko fikcja

TIE Fighter to jeden z najbardziej rozpoznawalnych statków w galaktyce George’a Lucasa. Jego nazwa nie jest przypadkowa i stanowi akronim od Twin Ion Engines, czyli podwójnych silników jonowych. Choć w filmach technologia ta pozwala na widowiskowe pościgi, jej pierwowzór istnieje naprawdę i jest wykorzystywany w misjach kosmicznych.

Dalsza część tekstu pod wideo

NASA rozwijała napęd jonowy już w latach 90. ubiegłego wieku. Najbardziej znanym przykładem jego użycia jest sonda Dawn, która badała pas planetoid. Silniki te działają poprzez oddziaływanie energii elektrycznej na paliwo, którym zazwyczaj jest ksenon. Pozwala to uzyskać ogromną wydajność przy zachowaniu niewielkich rozmiarów jednostki napędowej.

Błękitny blask w głębokim kosmosie

Fani sagi z pewnością kojarzą charakterystyczną niebieską smugę, jaką zostawiają za sobą maszyny Imperium. W rzeczywistości silniki jonowe NASA generują bardzo podobne światło podczas pracy. Jest to efekt procesu jonizacji gazu szlachetnego. Choć ziemskie sondy nie poruszają się jeszcze tak szybko jak filmowe myśliwce, ich sprawność pozwala na pokonywanie ogromnych dystansów w przestrzeni międzyplanetarnej.

Naukowcy pracują także nad innymi koncepcjami znanymi z ekranu. W 2021 roku astrofizycy z Uniwersytetu w Getyndze opublikowali badania dotyczące podróży z prędkością światła. Według ich teorii takie loty mogłyby stać się realne dzięki wykorzystaniu energii próżni. Na razie są to jedynie rozważania teoretyczne, ale pokazują one, jak blisko siebie leżą wizje filmowców i nowoczesna fizyka.