DAJ CYNK

Praca zdalna - koronawirus może mieć również pozytywne skutki

Dodane przez: jszczesny

Kategoria: Felietony

Interakcje: 8490

laptop praca zdalna

Oczywiście, przy bardzo śmiałym założeniu, że koronawirus może mieć jakiekolwiek "pozytywne" skutki. Na potrzeby tego tekstu przyjmiemy, że takowe może mieć. Choć warto pamiętać, że w związku z pandemią SARS-COV-2 społeczeństwa na całym świecie borykają się z niekorzystnymi i często tragicznymi skutkami rozprzestrzeniania się patogenu. Jest jednak coś, co dzięki koronawirusowi zyskuje - praca zdalna. 

Niekoniecznie będę mówił tutaj o "całym świecie", albo o "świecie zachodu", bowiem nie jest tajemnicą fakt, iż w krajach zachodnich właśnie, praca zdalna jest milej widziana przez pracodawców lub firmowe struktury. Kultura pracy zdalnej w Polsce dopiero się rozwija i przede wszystkim prym w niej wiodą firmy z kręgu IT oraz startupy, które często z konieczności lub wygody preferują ten model pracy. Na rynku znajduje się jednak mnóstwo przedsiębiorstw, w których albo taki sposób wykonywania obowiązków jest "reglamentowany" poprzez zapisy w umowie, albo wręcz wykluczany. 

Oczywiście są takie zawody, które absolutnie wykluczają pracę zdalną. Kurier nie będzie w stanie dowozić paczek w taki sposób, a pracownik, którego miejscem pracy jest taśma produkcyjna nie będzie w stanie robić dokładnie tego samego z domowego biurka. Ale to absolutnie oczywiste i nie ma się co nad tym rozwodzić. Warto sięgnąć po pewne statystyki, które pozwolą nam lepiej zaznajomić się z tym tematem. 

Zobacz: Promocje „z okazji” koronawirusa

Praca zdalna po polsku

Średnio co trzecia firma umożliwia pracownikom pracę zdalną. Kto najczęściej pracuje zdalnie? Marketingowcy, HR-owcy, programiści. Jak wynika z danych Hays Poland z 2018 roku, prawie 3/4 badanych, gdyby tylko miało taką możliwość, chętnie pracowałoby zdalnie. Przy czym jedynie 14 procent firm z tego badania aktywnie zachęca wszystkich pracowników do przejścia na taki model pracy. 

Laptop praca

Dla porównania, według Owl Labs, 44 procent firm na świecie nie pozwala swoim pracownikom na wykonywanie pracy zdalnej. 16 procent firm zatrudnia osoby, które będą pracować jedynie zdalnie, a ilość osób, które w taki sposób realizują swoje zadania wzrosła o 140 procent od 2005 roku. Szacuje się, że na całym świecie około 18% osób aktywnych na rynku pracy pracuje zdalnie na pełen etat. 52 procent pracowników natomiast (też w ujęciu światowym) pracuje zdalnie przynajmniej raz w tygodniu. 

Dlaczego praca zdalna jest dobra?

Gdybyśmy chcieli wskazać na absolutnie wszystkie zalety pracy zdalnej, na pewno by nam zabrakło całkiem sporej książki, aby je wypisać i opisać. Warto jednak wiedzieć, że istotne dla tej sprawy są czynniki społeczne oraz ekonomiczne. Pracujący zdalnie nie muszą przemieszczać się do pracy - a zatem nie korzystają z często przepełnionej komunikacji miejskiej lub prywatnych samochodów - nie emitując zanieczyszczeń. Pracownicy wykonujący pracę w domu odznaczają się również mniejszym poziomem stresu, mogą pracować w bardzo elastycznych przedziałach czasowych (zazwyczaj - chyba, że polityka firmy stanowi inaczej), a ponadto - paradoksalnie w domu czyha mniej pułapek w formie rozpraszaczy. W wielu firmach zawsze pojawia się pewna pokusa, aby wyjść ze znajomymi na papierosa, zrobić sobie kawę (i spędzić kolejne 15 minut na pogaduszkach) i tak dalej, i tak dalej. Czasami, po wykonaniu wszystkich zadań okazuje się, że pracownik bezproduktywnie spędza czas w biurze i na przykład... ogląda w internecie memy z kotami. (to rzecz jasna przykład - każdy może robić co innego)

Jeżeli pracownik zrobi wszystko w ciągu swojego dnia pracy, ale musi w niej przesiadywać tylko dla firmowych konwenansów - nie jest z tego powodu zadowolony. Ma poczucie zmarnowanego czasu, zastanawia się nad tym, co mógłby zrobić w tym czasie dla siebie. Przy założeniu, że spędza w pracy 8 godzin, a około 30 minut zajmuje mu dostanie się do niej (czasami więcej, czasami mniej), z 24 godzin doby nagle robi się godzin 15. Ale, przecież trzeba odpoczywać: na sen powinniśmy przeznaczać 7-8 godzin. Zostaje nam 7 godzin do dziennej dyspozycji - w tym czasie musimy zjeść, zadbać o swoje pasje, załatwić sprawy, zająć się rodziną. Zostaje nam relatywnie niewiele czasu na takie aktywności: pracownik nie musi bezpośrednio o tym myśleć, aby zdawać sobie z tego sprawę. W takiej sytuacji może czuć się przytłoczony, niedowartościowany i może dotknąć go poczucie beznadziei w tym, co robi. Szczególnie, gdy nie jest zadowolony ze swojej pracy. 

A złe strony pracy zdalnej?

Pewnie, że takie są. Ludzie, którzy pracują zdalnie bardzo długo, po pewnym czasie narzekają na brak możliwości nawiązywania bezpośrednich kontaktów z ludźmi, z którymi realnie pracują. Kontakt na Slacku, Skype'ie, czy innym komunikatorze nie zaspokaja wszystkich naszych potrzeb społecznych. Ludzie - introwertycy i ekstrawertycy są zdecydowanie "zwierzętami stadnymi" i bardzo zależy nam na tym, aby spotykać się z innymi ludźmi (rzecz jasna w takim natężeniu, jakie nam odpowiada). Naukowcy udowodnili już, że samotność dosłownie zabija: skrajnie samotni ludzie są dwukrotnie bardziej narażeni na nagłą śmierć z powodów zdrowotnych. Nie bez znaczenia jest również kondycja psychiczna. 

Pozwolę sobie wpleść tutaj osobiste doświadczenie, które niestety nie jest czymś niecodziennym w problematyce pracy zdalnej: przez 5 lat do pewnego momentu pracowałem jedynie zdalnie i w okolicach 3 roku okazało się, że przestałem dobrze sypiać. Zawsze byłem nocnym markiem, ale jeżeli już postanowiłem o zaśnięciu - udawało mi się to w miarę szybko. Niestety, przyszedł taki moment, w którym musiałem wspierać się farmaceutykami, aby wyregulować sobie rytm dobowy. Nie pomagało mi również to, że dom przestał mi się kojarzyć z miejscem tylko do odpoczynku - skoro pracowałem w domu, to zwyczajnie kojarzyłem go również z pracą. Zdecydowanie niekorzystnie przyczyniły się do moich problemów wszędobylskie smartfony, tablety, komputery. 

I ostatecznie - nie wszystko da się załatwić za pomocą pracy zdalnej. Są takie kwestie, są takie rzeczy, które wymagają obecności w biurze. Zbyt duży nacisk na pracę zdalną może "położyć" niektóre projekty i nie jest to perspektywa miła dla żadnej firmy. 

Gdzie w tym wszystkim jest koronawirus? Już spieszę z wyjaśnieniem

Żeby dobrze wyrazić się na temat tego, "co koronawirus zrobił dla pracy zdalnej", należy nakreślić pewne tło. Musimy bić fair wobec pracy zdalnej jako zjawiska: ma ono swoje pozytywy, ale nie jest ono idealne. Jak to jest ze mną? Pracuję i w biurze (biurach) i w domu - zależnie od tego jak wygląda mój grafik. Ale uwierzcie mi, po pięciu latach wykonywania obowiązków zawodowych zdalnie, chętnie przeszedłem do pracy biurowej. Wreszcie jakieś bodźce. W podobny sposób mogą zareagować ludzie, którzy po pewnym czasie wykonywania pracy głównie z biurze, przeszli obecnie na model "zdalny". I podobnie mogą zareagować ich przełożeni. 

Koronawirus SARS-COV-2 wymusił na nas tę zmianę - to bezsprzeczne. Nie siedzimy w domach po to, aby całkowicie unieszkodliwić ten patogen - raczej po to, aby zachorowania rozłożyć w czasie i nie doprowadzić do paraliżu systemu opieki zdrowotnej w taki sposób, że nie będziemy mieć zasobów służących do tego, by ratować chorych (i nie tylko - chorujących również na inne przypadłości). Odpowiedzialne przedsiębiorstwa pracę zdalną wdrożyły już jakiś czas temu, a pracownicy realizują swoje zadania "nadając z domu". To dobre podejście - ograniczając przebywanie na zewnątrz eliminujemy sporo szans transmisji patogenu między ludźmi. 

Żelki telefon

I co najciekawsze, przedsiębiorstwa reglamentujące pracę zdalną, albo całkowicie ją wykluczające, musiały obecnie stworzyć modele i procesy, wedle których trzeba będzie nauczyć się pracować od nowa. Co bardzo ciekawe, przeciwko przedsiębiorstwom, które w dalszym ciągu nie chcą wysłać swojej kadry do domu, buntują się ich pracownicy. Spójrzmy na Wykop i na znaleziska, które publikowano w ostatnim tygodniu. Pracownicy wprost wskazywali firmy, które nieodpowiedzialnie podchodzą do kwestii pandemii (a mogłyby przejść na model zdalny), po czym niektóre z nich uginały się pod naporem krytyki. Szkoda, że w niektórych przypadkach główną motywacją do przejścia na model zdalny jest ryzyko kryzysu wizerunkowego. 

Przejdźmy jednak do procesów oraz modeli: firmy, które nie praktykowały pracy zdalnej, albo umożliwiały ją w ograniczonym stopniu były zmuszone w ostatnim czasie do tego, aby (czasami w naprędce) wdrażać zasady realizowania zadań z domu oraz poszukiwać narzędzi, które mogą być w tym pomocne. Nagle okazuje się, że się po prostu "da". Czasami możemy zauważyć bardzo skrajne podejścia do pracy zdalnej, na przykład obowiązek wdzwaniania się w wideokonferencję na Skype, gdzie każdy widzi każdego (przełożony widzi wszystkich). Mnóstwo zyskały takie komunikatory jak Slack, czy Microsoft Teams. Inni nareszcie natrafili na takie narzędzia jak Trello, Asana, znalazło się miejsce w budżetach dla systemów raportowania czasu pracy. W skrócie - zaczęły się dziać cuda. 

W firmach, w których procesy są ustalone z myślą o obecności niemal każdego specjalisty w biurze, przejście na model w pełni zdalny może być bolesne. Dołóżmy do tego często bardzo trudne sytuacje przedsiębiorstw, które zostały bezpośrednio dotknięte skutkami rozprzestrzeniania się koronawirusa. Załóżmy, że mówimy o firmie, której głównym produktem jest platforma służąca do zakupu usług turystycznych: w tym momencie jest to wręcz "martwa" branża. Niemniej, usługę utrzymać należy. Utrzymać należy również pracowników. 

Zobacz: Allegro: darmowe dostawy w Allegro Smart! dla wszystkich

Skoro mamy proces, a on działa...

Założę się, że po zamieszaniu spowodowanym przez koronawirusa na "polu bitwy" pozostanie mnóstwo firm, które wcześniej po macoszemu podchodziły do pracy zdalnej, jednak z powodu pandemii zostały zmuszone do tego, aby wypchnąć wszystkich lub niemal wszystkich do domów - a po wszystkim uznają, że "nie było tak źle". Jeżeli w firmie znajdowali się pracownicy odpowiedzialni, zdolni do odpowiedniego zarządzania swoją pracą lub zaznajomieni z pracą zdalną w przeszłości - jest ogromna szansa na to, że wymuszony eksperyment po prostu się uda. A to może pozytywnie wpłynąć na kondycję telepracy w takim przedsiębiorstwie. 

To, jak wiele firm zostało zmuszonych w ostatnim czasie do takiego kroku może zobrazować m. in. to, co stało się z usługą Microsoft Teams. To komunikator nazywamy często "ultrakomercyjną alternatywą dla Slacka", doskonały dla firm, które korzystają z usług Microsoftu. Okazuje się, że w momencie masowych przejść firm na "powszechną pracę zdalną", Teams miało spore problemy z funkcjonowaniem. Dokładnie tak, nagły skok obciążenia usługi (a przecież Microsoft ma sporą infrastrukturę) spowodował czasowe trudności w korzystaniu z komunikatora. 

Do czego dążę? Sytuacja z koronawirusem może wymusić pewne zmiany wśród pracodawców. Okaże się, że praca zdalna nie jest jedynie "zwiększaniem ryzyka lenistwa wśród pracowników", ale i również realną alternatywą dla tradycyjnego modelu wykonywania zadań. Mam nadzieję, że zwrócona zostanie uwaga na to, że istnieją pracownicy, którzy są niesamowicie efektywni w trakcie pracy zdalnej i warto im na nią pozwolić. A stworzone w trakcie pandemii procesy i modele mogą się przydać w przyszłości - nawet w sytuacji, gdy nie borykamy się z żadnym zagrożeniem. Warto jednak pamiętać o tym, by nie przesadzać: nie wyobrażam sobie ciągłej pracy zdalnej, a także usilnego przechodzenia na taki sposób wykonywania pracy we wszystkich firmach. We wszystkim trzeba upatrywać złotego środka. 

 

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News
Przewiń w dół do następnego wpisu