HBO Max przyznaje się do błędu: "To wina Netflixa"
Platformy streamingowe opierają się w dużej mierze na własnych produkcjach i rozmiarach biblioteki, ale także i na rozpoznawalności. Zawirowania ze zmianą nazwy HBO Max na Max, niekoniecznie wyszło jej na dobre.
"To wina Netflixa"
Tak przynajmniej twierdzi sam Casey Bloys, CEO HBO.
Tak, to był błąd, który wynikał z próby dogonienia Netflixa.
I trudno się z tym nie zgodzić, choć niekoniecznie trzeba szukać winnych. Cały ten rebranding, związany ze zmianą nazwy nie dość, że był niezgrabny, to jeszcze całkowicie niepotrzebny. W 2023 roku zniknęło HBO Max, a pojawiło się Max. W maju tego roku HBO Max powróciło. Decyzja o powrocie nazwy zapadła po fali krytyki fanów i memów wyśmiewających nagły kryzys tożsamości całego Warner Bros. I bardzo dobrze, że nastąpił powrót starej nazwy, bo jednak marka HBO, od lat uznawana jest za synonim jakości i prestiżowych produkcji. Najwyraźniej musiało upłynąć trochę czasu, aby ludzie stojący za platformą zrozumieli, że liczy się jakość, a nie ilość.
W rozmowie z dziennikarzami w nowojorskim biurze HBO Max, Bloys powiedział portalowi THR (za pośrednictwem MovieWeb), że zmiana nazwy platformy na Max była błędem. Decyzja ta była efektem wyniku wyścigu branży streamingowej o konkurowanie z ogromną skalą Netflixa. Jego zdaniem, dążenie do ogromnej liczby treści prowadzi wiele marek do utraty tożsamości i spadku jakości.
Bloys podkreślił, że HBO nie ma zamiaru zastąpić Netflixa, lecz stanowić jego uzupełnienie jako usługa premium, oferująca naprawdę unikatowe materiały. My jako widzowie tylko na to czekamy.