DAJ CYNK

Terraformacja Marsa | Planszówka na weekend

Arkadiusz Bała (ArecaS)

Poradniki


Terraformacja Marsa – dla jednych mrzonki, dla innych marzenie, a jeszcze dla innych wybitna gra planszowa, w której sami zmienimy Czerwoną Planetę w nowy dom dla ludzkości.

W XX wieku wyścig kosmiczny zabrał człowieka na Księżyc. Aktualnie celem naszych podbojów jest Mars, w którym wiele osób widzi potencjał na nowy dom dla ludzkości… tylko zanim to nastąpi, wcześniej czeka nas trochę pracy. Wiecie, musimy załatwić wodę, tlen – takie tam „drobiazgi”, bez których życie na Marsie nadal pozostanie tylko mrzonką. Szykuje się więc gigantyczne przedsięwzięcie i to właśnie z tym przedsięwzięciem zmierzymy się w Terraformacji Marsa, czyli jednej z lepszych gier strategicznych, która do zabawy nie wymaga komputera (a teoretycznie nawet prądu).

Terraformacja Marsa po raz pierwszy zawitała na półki sklepowe w 2016 roku, z miejsca zyskując rzesze fanów na całym świecie. Przez pewien czas zajmowała nawet trzecie miejsce w rankingu serwisu BoardGameGeek (teraz okupuje miejsce czwarte). Aktualnie jest to tytuł wręcz kultowy, od którego wielu graczy zaczyna swoją przygodę z tymi nieco cięższymi planszówkami. To olbrzymi sukces, szczególnie że mówimy o grze, która swoim wyglądem bynajmniej nikogo nie przyciąga – broni się za to tematem i wyjątkowo satysfakcjonującą mechaniką.

Kosmosem rządzi pieniądz… i karty

W Terraformacji Marsa wcielamy się w prezesów megakorporacji, którzy podjęli się zadania przystosowania Czerwonej Planety do życia. Teoretycznie cel mamy wspólny – w praktyce jednak ktoś zarobi na tym przedsięwzięciu więcej od innych, w związku z czym o współpracy mowy być nie może. 

Terrafromacja Marsa

Celem rozgrywki jest podniesienie do określonego poziomu trzech kluczowych parametrów: temperatury, ilości tlenu w atmosferze oraz powierzchni planety pokrytej oceanami. Kiedy ostatni z nich osiągnie wymaganą wartość, gra się kończy, a zwycięzcą zostaje gracz z największą liczbą punktów. Żeby jednak podnieść którykolwiek z nich – a będziemy to robili małymi kroczkami – potrzeba zasobów, takich jak pieniądze, stal, tytan czy roślinność. Oznacza to, że zanim podbijemy Marsa, najpierw będziemy musieli zbudować dobrze prosperujące ekonomiczne imperium. Jak tego dokonamy? Na wiele różnych sposobów, z których większość będzie związana z zagraniem odpowiedniej karty projektu we właściwym momencie, dzięki czemu zdobędziemy określone profity… albo podłożymy przeciwnikowi świnię. W końcu „byznes ys byznes”.


Oczywiście cała rozgrywka jest nieco bardziej rozbudowana – z czasem dochodzi m.in. aspekt kontrolowania obszarów na powierzchni Marsa, zdobywania nagród i tytułów za określone osiągnięcia itd. W praktyce jednak to w zagrywaniu kart i tworzeniu z nich dobrze prosperującego silniczka drzemie siła Terraformacji Marsa. Na przełomie kilku, w porywach kilkunastu rund – tutaj nazywanych „pokoleniami” – obserwujemy, jak goła powierzchnia Czerwonej Planety na skutek naszych działań pokrywa się zielenią. Rośnie także rozmach naszych działań. Tak jak początkowo będziemy się zajmowali stosunkowo prostymi działaniami pokroju hodowli porostów czy produkcji skafandrów kosmicznych, z czasem dojdziemy do etapu, gdzie zrzucanie komet i budowanie kolonii w odległych zakątkach Układu Słonecznego będzie na porządku dziennym.

Obserwowanie tego rozwoju jest niezwykle satysfakcjonujące i jest to dokładnie ten rodzaj satysfakcji, który doskonale znają fani komputerowej Cywilizacji. Do celu prowadzą różne drogi, a każda partia to nowa historia i nowa przygoda na epicką skalę. To poczucie „epickości” potęguje zresztą czas rozgrywki, który nawet przy dwóch graczach bez problemu potrafi przekroczyć trzy godziny.

Terrafromacja Marsa

Co jednak ważne, mimo całego tego rozmachu i strategicznej głębi nie jest to bynajmniej tytuł trudny do opanowania. Oczywiście żeby była jasność – nadal mamy tu do czynienia z ciężką grą typu euro z masą zależności, a ich odkrycie zajmie nam trochę dłużej niż jedną partię. Same podstawowe zasady są jednak stosunkowo proste, a większość niuansów oraz zaawansowanych mechanik znajdziemy bezpośrednio na kartach. To oznacza, że, po pierwsze, ich opis w razie potrzeby mamy na wyciągnięcie ręki, a po drugie, że jednorazowo nigdy nie będziemy musieli się zmierzyć ze wszystkim, co Terraformacja ma do zaoferowania. W efekcie tytuł świetnie sprawdzi się jako wprowadzenie do świata nieco cięższych planszówek i to nawet dla osób, które dotychczas żadnego doświadczenia z nimi nie miały.

Liczy się wnętrze

Nie da się jednak ukryć, że jest jedna rzecz, która potrafi skutecznie stanąć na przeszkodzie w czerpaniu satysfakcji z podboju Czerwonej Planety. Zresztą widzicie zdjęcia dołączone do artykułu, więc chyba się domyślacie, o co chodzi. Ta gra jest koszmarnie brzydka! Jasne, trudno oprawie graficznej odmówić funkcjonalności, ale już z estetyką stoi mocno na bakier. W pewnym sensie jest to jednak najlepszy argument za tym, że mamy do czynienia z grą wybitną. W końcu jeśli w morzu kolorowych, dopieszczonych planszówek z masą figurek i pięknie ilustrowanych kart na popularności zyskuje taki „potworek”, to znaczy, że sama rozgrywka musi to rekompensować z solidną nawiązką. I ze swojej strony mogę to jedynie potwierdzić: kiedy już zaczniemy terraformować Marsa, to stockowe zdjęcia i brzydkie fonty przestają być problemem. Liczą się tylko megakredyty, tlen i temperatura!


A jeśli już złapiemy się w sidła Terraformacji Marsa, to warto pamiętać, że na samej podstawce świat się bynajmniej nie kończy. Tytuł doczekał się bowiem licznych dodatków. Część z nich służy wyłącznie urozmaiceniu rozgrywki (np. pakiet map Hellas i Elysium), natomiast część mocno w nią ingeruje, dodając nowe mechaniki i kolejne drogi do zwycięstwa (np. Wenus i Kolonie). Ze swojej strony szczególnie polecamy Preludium. To stosunkowo skromne rozszerzenie, na które składa się jedynie kilkadziesiąt kart. Wśród nich znajdziemy jednak tytułowe karty preludium, zapewniające graczom dodatkowe bonusy przy rozpoczęciu rozgrywki. Ta pozornie drobna zmiana wnosi jednak do zabawy sporo dobrego, przyspieszając pierwszy etap każdej partii (czyli ten najnudniejszy fragment) i zapewniając narzędzia, by od samego początku jeszcze skuteczniej budować swoją strategię.

Terrafromacja Marsa

Zanim człowiekowi uda się postawić stopę na powierzchni Marsa, minie jeszcze wiele lat. Jeśli kiedykolwiek uda się sprawić, by nadawał się do zamieszkania, to z pewnością nie będzie to za naszego życia. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by przeżyć tę fantazję przy własnym stole, przy okazji poznając jedną z najlepszych gier planszowych ostatnich lat.

Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas na Google News

Źródło zdjęć: własne

Źródło tekstu: własne

Przewiń w dół do następnego wpisu