DAJ CYNK

Test telefonu Apple iPhone 8 Plus

01.11.2017

Dodane przez: Lech Okoń (LuiN)

Kategoria: Testy sprzętu

Interakcje: 55963

Apple iPhone 8 Plus ósemkę w nazwie zyskał niespodziewanie. To w gruncie rzeczy taki iPhone 7s Plus, jednak odświeżony tył obudowy ma temu w jakimś stopniu przeczyć. Szkło na tyle użyte zostało przy tym nie bez powodu - producent nagle przypomniał sobie o ładowaniu indukcyjnym. Poza tym mamy właściwie ten sam wygląd co 4 lata temu, o włos większe gabaryty i istotnie większą masę, pomimo zmniejszenia pojemności akumulatora. Po takim wstępie trudno nie być sceptycznym - czy w ogóle ten model był Apple'owi do czegoś potrzebny? Przekonajmy się czy testy potwierdziły te obawy, czy też jednak mamy do czynienia z telefonem godnym wyższej numeracji.



Apple iPhone 8 Plus ósemkę w nazwie zyskał niespodziewanie. To w gruncie rzeczy taki iPhone 7s Plus, jednak odświeżony tył obudowy ma temu w jakimś stopniu przeczyć. Szkło na tyle użyte zostało przy tym nie bez powodu - producent nagle przypomniał sobie o ładowaniu indukcyjnym. Poza tym mamy właściwie ten sam wygląd co 4 lata temu, o włos większe gabaryty i istotnie większą masę, pomimo zmniejszenia pojemności akumulatora. Po takim wstępie trudno nie być sceptycznym - czy w ogóle ten model był Apple'owi do czegoś potrzebny? Przekonajmy się czy testy potwierdziły te obawy, czy też jednak mamy do czynienia z telefonem godnym wyższej numeracji.



Specyfikacja:

  • Obudowa wykonana z metalu i szkła Corning Gorilla, z certyfikatem wodoszczelności IP67,
  • Wymiary 158,4 x 78,1 x 7,5 mm przy masie 202 gramów,
  • Pojedyncze złącze nanoSIM, brak złącza kart pamięci,
  • 64 lub 256 GB pamięci wbudowanej,
  • 5,5-calowy ekran IPS LCD o rozdzielczości 1080 x 1920 pikseli (83,4 cm kw., 67,4% wypełnienie przedniego panelu, 401 ppi) z rozpoznawaniem siły nacisku - 3D Touch,
  • SoC Apple A11 Bionic, zawierający sześciordzeniowy procesor (2x Monsoon + 4x Mistral) o taktowaniu do 2,09 GHz, trójrdzeniowy chip graficzny, koprocesor Bionic (na potrzeby operacji neuronowych) i 3 GB pamięci RAM,
  • LTE Cat.12 (600/50 Mb/s), Wi-Fi a/b/g/n/ac, Bluetooth 5.0, GPS (z GLONASS, GALILEO i QZSS), NFC (ograniczone do Apple Pay i tagów), złącze Lightning służące do ładowania i synchronizacji danych,
  • Podwójny aparat 12 Mpix z obiektywami szerokokątnym (F/1.8, optyczna stabilizacja) i teleobiektywem (F/2.8). Ten drugi daje 2x powiększenie. Autofocus oparty na detekcji fazy, poczwórna diodowa lampa (dwukolorowa). Filmy 4K 24/30/60 fps, FullHD 30/60/120/240 fps, bitrate nawet ponad 400 MB/min.,
  • Przedni aparat 7 Mpix F/2.2, z sensorem BSI i trybem HDR; filmy FullHD@30fps,
  • Głośniki stereo, brak radia FM i złącza JACK 3,5 mm
  • Czytnik linii papilarnych w dotykowym przycisku Home pod ekranem,
  • Akumulator o pojemności 2691 mAh z funkcją szybkiego ładowania (brak kompatybilnej ładowarki w zestawie) i funkcją bezprzewodowego ładowania (powszechnie dostępny standard Qi),
  • Preinstalowany iOS 11, podczas testów aktualizowany do wersji 11.0.3.



Zestawy sprzedażowe Apple'a przez lata były wzorem dla innych producentów. Teraz to już może trochę taka klasyka, jednak nie można producentowi odmówić oszczędności miejsca przy zachowaniu elegancji. W grafitowym pudełku znalazłem oprócz telefonu ograniczoną do jednej kartki skróconą instrukcję obsługi, kluczyk gniazda karty SIM, ładowarkę o "astronomicznym" 1A i 5V na wyjściu, przewód USB - Lightning, słuchawki dokanałowe z mikrofonem i pilotem, wyposażone w złącze Lightning oraz przejściówkę Lightning-JACK 3,5 mm. Szkoda trochę, że tym razem słuchawki naciągnięto na tekturkę, zamiast umieścić je w plastikowym pudełeczku.



Design, jakość wykonania i właściwości ekranu

Przyzwyczajony do niemal bezramkowych propozycji konkurencji, po otworzeniu pudełka przeżyłem mały szok. Już nawet Xperie wyglądają nowocześniej pod względem zagospodarowania miejsca wokół ekranu. Nawet nie tyle rażą przestrzenie ponad i poniżej wyświetlacza, które ułatwiają poziomy chwyt telefonu, ile aż pół centymetra od boku telefonu do ekranu. Gdy wyświetlacz jest wyłączony mamy piękną, masywną taflę szkła, która z pietyzmem zwęża swe krawędzie idealnie przechodząc w metalowe boki, gdy jednak "włączymy światło" mamy jedno wielkie rozczarowanie.

Po lewej Huawei Mate 10 Pro

Nie żeby coś dolegało samemu ekranowi - jego kolory są rewelacyjne (Delta E nie przekracza 2), czytelność poza pomieszczeniami wzorcowa, a zastosowana rozdzielczość (wydawać by się mogło niska na tle Samsunga czy LG) z nadmiarem wystarczająca by nie dostrzegać pikseli. Ten świetny ekran znalazł się po prostu w zbyt dużym telefonie... Podobnie jak u konkurentów, obok maksymalnej jasności (około 530 nitów), mamy też "turbo" wywoływane ostrym światłem otoczenia, które dokłada dodatkowe 100 nitów jasności. Niskie świecenie czerni (do 0,4 nita) przekłada się z kolei na bardzo wysoki kontrast, choć nie rekordowy - taki np. Honor 9 wypada lepiej.



Ponad ekranem znajdziemy dyskretny głośnik słuchawki, a po jego lewej stronie przednią kamerkę 7 Mpix. Czujniki jasności otoczenia czy zbliżania są właściwie niedostrzegalne. Nie ma diody powiadomień, ale to już standard u Apple'a. Pod ekranem, w delikatnym wgłębieniu znalazł się przycisk Home zintegrowany z czytnikiem linii papilarnych. Podobnie jak w poprzedniej generacji urządzeń, jest on dotykowy. Za sprawą jednak rozpoznawania siły nacisku (trzy tryby do wyboru) i haptycznej odpowiedzi działa on perfekcyjnie i odporny jest na płyny czy skrzypienie znane ze starszych iPhone'ów. Do testów trafiła grafitowa wersja urządzenia i muszę przyznać, że przejścia kolorystyczne szkło-metal zostały przygotowane naprawdę ze smakiem - nic tu się nie gryzie i nawet widoczne na bokach prawym i lewym separatory anten są spójne pod względem designu. Oprócz wyżej wspomnianych, na lewym boku znajdziemy metalowe przyciski regulacji głośności i uzależniający przycisk wyciszania (czego tego nie ma pod Androidem?), a na boku prawym włącznik urządzenia i metalową szufladkę karty nanoSIM. Na dole znajdziemy kratownice głośnika i mikrofonu, a pomiędzy nimi złącze Lightning, góra telefonu jest gładka.

Apple iPhone 8 i iPhone 8 Plus

Tył urządzenia pokrywa szkło, co jest nowością w linii Plus Apple'a. Daje ono większą spójność front-tył, ale i nieziemsko gromadzą się na nim odciski palców. Taflę grafitu przełamują na dole srebrne napisy z "iPhone" na czele, na środku górnej połowy urządzenia błyszczące logo Apple'a, a w lewym górnym rogu podwójny aparat fotograficzny, dodatkowy mikrofon i poczwórna diodowa lampa ułożona dwie, dwukolorowe sekcje. Obudowa aparatu fotograficznego wystaje na ponad milimetr, a umieszczenie go w narożniku telefonu sprawia, że telefon położony na stole niemiłosiernie buja się na boki.



Zarówno wystający aparat, jak i szkło na tyle to sygnał do użytkowników, że z tego telefonu korzysta się wyłącznie w etui. Zadbaliśmy o piękne wykonanie, ale i tak masz kupić sobie teraz brzydkie, grube etui, by móc wygodnie używać naszego sprzętu. Pomijając nawet podatność tego typu konstrukcji na uszkodzenia aparatu, zastosowane na tyle szkło bardzo szybko rysuje się. Pomimo noszenia telefonu w kieszeni spodni bez innych przedmiotów lub w miękkich kieszonkach torby fotograficznej, już po tygodniu z łatwością pod światło dostrzegłem ogrom mikrorysek.



Komentarze
Zaloguj się