Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Nothing Headphone (a) to nowe słuchawki Bluetooth w ofercie brytyjskiej marki. Czy okażą się równie dobre, co flagowy model producenta? Sprawdzamy!

Arkadiusz Bała (ArecaS)
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Telepolis.pl
Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Na początek wyznanie: Nothing Headphone (1) to na ten moment moje ulubione słuchawki Bluetooth. W ich krzykliwej obudowie producentowi udało się upakować brzmienie, którego nie powstydziłby się sprzęt klasy audiofilskiej, a mimo to nadal atrakcyjne dla „typowego Kowalskiego”. Ba, jestem z nich tak zadowolony, że przy moim biurku wyparły słuchawki studyjne, z których korzystałem do tej pory.

Dalsza część tekstu pod wideo

Problem w tym, że Nothing Headphone (1) to produkt premium, który na dzień dobry kosztował 1399 zł. Teraz można je znaleźć nieco taniej, ale nadal nie mówimy tu o sprzęcie szczególnie przystępnym. Tu jednak pojawia się światełko w tunelu dla osób, które nie chcą wydawać fortuny na słuchawki: Nothing Headphone (a). Tańsze i bardziej plastikowe, ale – przynajmniej w teorii – nadal oferujące większość zalet droższych krewnych.

Nothing Headphone (a) znajdziemy w polskich sklepach za 699 zł.

Wygląd i wykonanie

Nothing Headphone (a) nie da się pomylić z produktem żadnej innej marki. Prostokątne muszle z przeźroczystymi wstawkami oraz generalny ukłon w stronę retrofuturyzmu i industrializmu to znaki rozpoznawcze producenta. No i trudno zignorować fakt, że na pierwszy rzut oka testowany model wygląda prawie identycznie co droższe Nothing Headphone (1).

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Wprawne oko szybko wypatrzy jednak kilka różnic, np. to, że przeźroczyste są tym razem nie kopułki nauszników, a prostokątna część obudowy albo że wspomniane kopułki są nieco bardziej zaokrąglone. Mowa jednak o detalach, bo co do zasady kształt i rozmieszczenie poszczególnych elementów są dokładnie takie same.

Tyle tylko, że tym razem konstrukcja wykonana została niemal w całości z plastiku. Dzięki temu słuchawki są stosunkowo lekkie (310 g), ale podejrzewam, że odbije się to na ich długowieczności. Szczególnie błyszczące tworzywa po zewnętrznej stronie nauszników wydają się narażone na zarysowania, a fakt, że fabrycznie producent zamontował na kopułkach folię ochronną, bynajmniej mnie nie uspokaja.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

W przeciwieństwie do Nothing Headphone (1), tutaj pady wydają się być niewymienne. Nawet gdyby ich demontaż był możliwy, na pewno mówimy tu o łatwym procesie. Szkoda, bo mamy jednak do czynienia z materiałem eksploatacyjnym. Warto także zauważyć, że tutejszy pałąk nie jest łamany, co może być uciążliwe podczas transportu. Co najwyżej możemy obrócić nauszniki do płaskiej pozycji.

Wygoda i obsługa

Nothing Headphone (a) to słuchawki wokółuszne o zamkniętej konstrukcji. To oznacza, że po założeniu ich na głowę małżowina uszna powinna – w teorii – cała mieścić się wewnątrz nausznicy. No i w moim przypadku tak faktycznie jest, aczkolwiek z zastrzeżeniem, że w środku wiele miejsca nie zostaje.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Nie zmienia to natomiast faktu, że słuchawki leżą na głowie bardzo komfortowo. Na pewno pomaga fakt wspomnianej wcześniej niewielkiej wagi. Dobrze przylegają do głowy, nie spadają przy każdym ruchu, a przy tym nie uciskają zbyt mocno. Spokojnie nadają się do kilkugodzinnych posiedzeń.

Regulacja długości na pałąku działa płynnie i oferuje spory zakres, choć fajnie by było, gdyby producent uwzględnił dla niej jakąś podziałkę. Aktualnie idealnego ustawienia musimy szukać „na czuja” i to w sumie za każdym razem, kiedy zakładamy słuchawki na głowę.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

To jednak drobiazg, bo w zamian dostajemy prawdopodobnie najlepszy system sterowania, w jaki kiedykolwiek wyposażono słuchawki Bluetooth. Zamiast wszechobecnej obsługi gestami dotykowymi tutaj dostajemy masę przycisków i pokręteł. Są one zarezerwowane dla różnych funkcji, łatwo je znaleźć i rozróżnić pod palcami, a całość działa bardzo responsywnie. Jedynym minusem jest fakt, że jest to rozwiązanie w skali rynku bardzo nietypowe i niekoniecznie intuicyjne. Żeby je w pełni docenić, poszczególnych gestów trzeba się najpierw nauczyć i nieco z nimi oswoić.

Łączność i aplikacja

Nothing Headphone (a) do połączenia ze źródłem wykorzystują przede wszystkim Bluetooth 5.4 i podejrzewam, że to z tej opcji większość użytkowników będzie korzystać. Szczególnie że mamy w pełni działający multipoint, czyli opcję jednoczesnego połączenia z dwoma źródłami, a oprócz tego obsługę Google Fast Pair i Microsoft Swift Pair.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Co jednak warto zauważyć, nie jest to jedyna opcja. Oprócz tego słuchawki możemy wpiąć w komputer/smartfona za pomocą przewodu USB-C lub w pełni analogowo za pomocą jacka 3,5 mm.

Do korzystania ze słuchawek nie potrzebujemy dodatkowego oprogramowania, ale mimo wszystko warto pobrać dedykowaną aplikację Nothing X (dostępna w Sklepie Play oraz w App Store). Z jej poziomu nie tylko skonfigurujemy oprogramowanie urządzenia, ale także możemy je mocno spersonalizować.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Nic nie stoi na przeszkodzie, by przeprogramować działanie praktycznie wszystkich przycisków, zmienić skróty do trybów redukcji hałasów czy aktywować symulację dźwięku przestrzennego. Do dyspozycji dostajemy także rozbudowany korektor.

Izolacja i ANC

Nothing Headphone (a) posiadają system redukcji hałasu (ANC). Jest on nieco mniej skuteczny od tego znanego z Headphone (1), ale co do zasady zdaje egzamin. Do pracy w hałaśliwym biurze czy podczas spaceru ulicą powinien wystarczyć z nawiązką.

Trochę gorzej wypada tryb transparentny, którego rolą jest przepuszczanie dźwięków. Nie chodzi nawet o to, że są one jakoś zniekształcone – nie są i za to należy się pochwała. Problemem jest raczej fakt, że po jego aktywacji pojawiają się ciągłe piski, które praktycznie dyskwalifikują ten tryb do codziennego użytku.

Jakość dźwięku

Nothing Headphone (a) wyposażono w przetworniki dynamiczne o średnicy 40 mm. Transmisja dźwięku odbywa się z kolei z wykorzystaniem kodeków AAC, SBC oraz LDAC.

Mając na uwadze, jak duże te dwa modele łączy, mocno liczyłem, że testowane słuchawki będą grały bardzo podobnie do Nothing Headphone (1). No i trochę tak jest… tyle że niestety nie do końca.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Jeśli przyjrzeć się dokładnie muszlom w obydwu modelach, okazuje się, że w Nothing Headphone (1) mamy dodatkową warstwę gąbki, której zabrakło w nowym modelu. W efekcie Nothing Headphone (a) na tle swoich droższych krewnych mają wyraźną dziurę w średnicy. Różnica jest tym bardziej warta podkreślenia, że na podstawie specyfikacji oraz ogólnego charakteru brzmienia można podejrzewać zastosowanie w obydwu modelach tych samych przetworników.

Tańsze słuchawki grają bardziej bezpośrednio i agresywnie, z mocniej wyeksponowanymi wysokimi tonami i basami. Jednocześnie jest to brzmienie nieco mniej naturalne. Instrumentom grającym w niższych rejestrach brakuje ciepła, a całość dużo lepiej sprawdza się w szeroko pojętej muzyce rozrywkowej i elektronicznej niż w typowo akustycznych oraz instrumentalnych aranżacjach.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

W porównaniu z Nothing Headphone (1) jest to spory krok wstecz, ale obiektywnie Nothing Headphone (a) nadal grają dobrze jak na swoją cenę. Na pewno nie można mieć zastrzeżeń do typowo technicznych aspektów dźwięku, takich jak scena, separacja czy kontrola nad skrajami pasma, bo te trzymają wysoki poziom.

Bateria

Nothing Headphone (a) wyposażone zostały w akumulator o pojemności 1060 mAh. Według deklaracji producenta powinien on wystarczyć nawet na 75 godzin pracy z włączonym ANC, co jest wynikiem jedynie minimalnie gorszym niż w Headphone (1).

Do ładowania słuchawek wykorzystywane jest standardowe złącze USB-C.

Podsumowanie

Nothing Headphone (1) okazały się – przynajmniej z mojej perspektywy – prawdziwym objawieniem. Nothing Headphone (a) łączy z droższymi krewnymi sporo, choć ich „budżetowy” charakter wyraźnie daje o sobie znać m.in. w kwestii wykonania czy gorszego systemu ANC. Także dźwiękowo nowy model trzyma niższy poziom od poprzedników, choć starając się być obiektywnym, akurat pod tym względem nadal jest bardzo dobrze.

Pogromcy AirPods Max za ułamek ceny? Test Nothing Headphone (a)

Tylko że Nothing Headphone (a) na dzień dzisiejszy wcale nie wypadają aż tak atrakcyjnie cenowo, by trzeba było godzić się na tego typu kompromisy. W sklepach znajdziemy je za 699 zł. W próżni byłaby to bardzo dobra oferta i generalnie nadal śmiało mogę je polecić. Warto jednak wziąć pod uwagę, że Nothing Headphone (1) kupimy obecnie już za 999 zł i jest to w mojej ocenie znacznie bardziej opłacalny wybór.

Nothing Headphone (a): 7,5/10
plusy
  • Dobra jakość dźwięku
  • Bardzo wygodna obsługa
  • Bardzo komfortowe
  • Efektowny design
  • Działający multipoint
  • Szeroki zakres regulacji wewnątrz aplikacji
  • Działające ANC
minusy
  • Wyraźne ubytki w średnicy psują odbiór części utworów
  • Piski pojawiające się w trybie transparentnym
  • Niewymienne pady
Sprzęt do testów udostępniony przez producenta