Odkurzacz idealny. Dreame X50 Ultra po pół roku (test)
Nowoczesny robot sprzątający powinien być niezawodny i niemal niewidoczny w codziennym życiu. Dopiero po kilku miesiącach widać, które funkcje faktycznie ułatwiają dbanie o dom, a czego brakuje.
W lipcu 2025 roku do mojego domu trafił robot sprzątający Dreame X50 Ultra. Wcześniej przez wiele miesięcy używałem modelu Dreame X40 Ultra. Ponieważ przestał działać prawidłowo, a sprzedawca nie odpowiedział na moją reklamację z tytułu rękojmi na czas, stary model zwróciłem, kupując w jego miejsce nowy.
Obietnice producenta, dotyczące tego urządzenia, były bardzo duże. 20 tysięcy Pa mocy ssania, mechaniczne nogi do „przeskakiwania” progów i wieżyczka LiDAR, która chowa się wewnątrz obudowy, by wjechać pod najniższe szafki. To tylko część tych obietnic.
Teraz, po sześciu miesiącach codziennej walki z kurzem, igłami z choinki czy innymi zabrudzeniami, sprawdzam, czy ten sprzęt za około 4000 zł (tyle zapłaciłem) to faktycznie król autonomii, czy tylko kosztowny gadżet z problemem „chmurowym”.
Dreame X50 Ultra miał być kompletnym urządzeniem. Po półrocznym użytkowaniu mogę z czystym sumieniem przyznać, że to maszyna niemal doskonała. Jednak kilka rzeczy po drodze zdążyło mnie zirytować. Jakich? Tego między innymi dowiesz się z poniższej recenzji, do której przeczytania i komentowania zapraszam.
Dane techniczne robota sprzątającego:
- Plastikowa obudowa w kolorze białym,
- Wymiary robota: 350 x 350 x 89 mm (111 mm z wysuniętym LiDARem), masa robota: 4,53 kg,
- Wymiary stacji dokującej: 457 x 340 x 590 mm, masa stacji dokującej: 9,09 kg,
- Silnik: TurboForce 6. Generacji,
- Maksymalna moc ssania: 20 000 Pa,
- Typ filtra: EPA(E11),
- Funkcje: mopowanie (wyjmowane pady mopujące), MopExtend RoboSwing, czyszczenie padów mopujących w gorącej wodzie oraz suszenia gorącym powietrzem, wysuwanie padów mopujących oraz szczotki bocznej, automatyczne opróżnianie zbiornika na kurz, unoszenie padów mopujących (10,5 mm), 4 poziomy ssania, 4 poziomy przepływu wody, dozowanie detergentu,
- System nawigacji: VersaLift DToF,
- Pokonywanie przeszkód jednostopniowych do 4,2 cm wysokości i dwustopniowych do 6 cm,
- Pojemność zbiornika na kurz (robot): 395 ml,
- Pojemność worka na kurz (stacja): 3,2 l,
- Pojemność zbiornika czystej/brudnej wody (stacja): 4,5 l/4 l,
- Wbudowana kamera i zdalny monitoring,
- Zasilanie: akumulator o pojemności 6400 mAh, do 207 minut pracy,
- Kompatybilność: aplikacja Dreamehome, Alexa, Siri, Asystent Google.
System VersaLift i koniec z „pukaniem” w szafki
Jedną z największych bolączek poprzednika, modelu X40 Ultra, była wieżyczka LiDAR, która uniemożliwiała wjazd pod niektóre meble. W X50 Ultra rozwiązano to po mistrzowsku.
System VersaLift pozwala robotowi schować laser do środka obudowy. Dzięki temu wysokość urządzenia spada do 89 mm. Po pół roku widzę realną różnicę, Robot bez problemu wjeżdża pod moje niskie cokoły w kuchni, gdzie X40 Ultra tylko bezradnie „pukał” obudową.
Drugim „bajerem” są nogi ProLeap, służące do przeskakiwania progów o wysokości nawet 6 cm. Muszę być jednak uczciwy jako tester – w moim mieszkaniu progów praktycznie nie ma, więc ta funkcja u mnie głównie „pachniała nowością”. Fajnie, że jest, bo daje poczucie bezpieczeństwa, że robot nie utknie w starszym budownictwie. Ale sam tego na co dzień nie wykorzystywałem.
20000 Pa jest cichsze, niż myślisz
Mogłoby się wydawać, że moc 20000 Pa zamieni robota w startujący odrzutowiec. Nic bardziej mylnego. X50 Ultra jest wyraźnie cichszy od X40 Ultra, mimo że dysponuje znacznie większą siłą ssania. To ogromny plus – robot może pracować, gdy oglądam film, nadmiernie mi nie przeszkadzając.
System HyperStream DuoBrush (podwójne szczotki) rewelacyjnie radzi sobie z włosami, co potwierdzam po pół roku. Jednak sezon pochoinkowy ujawnił słaby punkt – igły choinkowe bardzo łatwo zapychają kanały dolotowe powietrza. Trzeba uważać, bo robot próbuje wciągnąć wszystko, co napotka. Czasem kończy się to „zadławieniem”.
Jeśli chodzi o plamy, to cudów nie ma. Z zaschniętymi zabrudzeniami wymagającymi szorowania robot sobie nie poradzi i trzeba sięgnąć po tradycyjnego mopa.
Dałem mu autonomię
W testowanym robocie sprzątającym wykonałem istotną modyfikację – pozbyłem się zbiorników na wodę. Zamiast nich użyłem zestawu do stałego podłączenia do wodociągu i kanalizacji. Największym zaskoczeniem i plusem jest to, że moduł kupiony do starszego modelu Dreame X40 Ultra pasuje tutaj idealnie. Dreame nie zmieniło rozstawu złączy, co oszczędziło mi kilkaset złotych na nowym sprzęcie.
Dodatkowym atutem X50 Ultra w stosunku do poprzednika jest zbiornik na detergent wewnątrz stacji. Robot sam dawkuje płyn, co w połączeniu z automatycznym pobieraniem wody sprawia, że interakcja z urządzeniem ogranicza się do minimum. Raz w miesiącu przecieram sensory i wymieniam elementy eksploatacyjne, których – co ważne – na rynku jest „od cholery”, zarówno oryginalnych, jak i tańszych zamienników.
Kierunek paneli i firany, czyli aplikacja i AI
Aplikacja Dreamehome jest solidna i oferuje kilka genialnych patentów. Możemy ustalić kierunek układania paneli podłogowych, dzięki czemu robot sprząta wzdłuż łączeń, a nie w poprzek. To nie tylko wygląda estetycznie, ale też mniej niszczy krawędzie desek. Kolejny „smaczek” to wykrywanie firan. Robot wie, gdzie wiszą i omija je tak, by się w nie nie zaplątać.
System rozpoznawania przeszkód AI Action działa w miarę przyzwoicie. Niestety (lub stety) nie mam psa, więc nie mogłem przetestować legendarnych już „incydentów kałowych”, czyli omijania odchodów zwierząt. Robot po prostu sprząta i rzadko wymaga uwagi, co było moim głównym celem, gdy go kupowałem.
Widzisz to, co on, czyli zdalny monitoring
Dreame X50 Pro został wyposażony w kamerę, która normalnie służy między innymi do wykrywania przeszkód na jego drodze. Ten gadżet można jednak również wykorzystać do zdalnego monitoringu domu.
W aplikacji smartfonu zobaczymy to, co widzi kamera robota. Co więcej, możemy nim jeździć jak zdalnie sterowanym samochodem. Pozytywnie zaskoczyła mnie tu bardzo wysoka responsywność urządzenia na polecenia wydawane za pomocą dotykowych przycisków w aplikacji.
Matter i problem chmury
Czas na największą wadę. Już od pół roku w Internecie krążą plotki o wsparciu dla standardu Matter. Dopiero jednak dosłownie kilka dni tego odkryłem, że w końcu można to włączyć.
Dlaczego to takie ważne? Ponieważ do tej pory, żeby sterować odkurzaczem, trzeba było to robić przez chmurę producenta. Oznaczało to, że do włączenia odkurzacza przy pomocy jakiejś automatyki domowej trzeba było kontaktować się z nim przez Internet. Teraz można robić to lokalnie.
Jest tylko jeden problem. To, co Dreame X50 Ultra udostępnia w ten sposób, jest bardzo ubogie. W przypadku integracji przez chmurę mamy dostęp do 190 encji. Robotem można więc sterować kompleksowo i elastycznie. W przypadku standardu Matter mamy tylko 4. W zasadzie możemy tylko rozpocząć, zatrzymać i zakończyć sprzątanie, wysłać robota do stacji bazowej oraz podejrzeć jego status.
Implementacja Matter w testowanym robocie jest bardzo uboga, ale lepsze to niż nic. Mam nadzieję, że z czasem będzie z tym lepiej.
Zależność od Internetu i serwerów Dreame kłóci się z ideą w pełni lokalnego, bezpiecznego inteligentnego domu i dla wielu zaawansowanych użytkowników to spory minus. Tak jest i w moim przypadku.
Higiena stacji, czyli koniec z „mułem”
Warto wspomnieć o poprawionej stacji PowerDock. W modelu X40 Ultra tacka odciekowa przy mopach często zapychała się „mułem” z mokrego kurzu. W X50 Ultra po pół roku sprawdzania co chwilę – problemu nie ma.
System czyszczenia i suszenia mopów (teraz w 80°C) wydaje się dużo wydajniejszy i lepiej przemyślany pod kątem odprowadzania brudu.
Więcej możliwości za mniejsze pieniądze
Dreame X50 Ultra kosztował mnie około 4000 zł. To bardzo dobra cena za tak użyteczny sprzęt. Na start był on o 1000 zł tańszy niż poprzedni model, X40 Ultra. Mimo niższej ceny, urządzenie oferuje wiele ważnych ulepszeń.
Niewątpliwą zaletą jest chowana wieżyczka laserowa. Dzięki niej robot mieści się pod niskimi szafkami. Ma też specjalne nogi do pokonywania wysokich progów. Sprząta bardzo mocno, ale robi to ciszej niż starsze modele.
Stacja dokująca pracuje teraz niemal samodzielnie. Sama myje mopy w temperaturze 80°C i dozuje płyn. Nowa konstrukcja sprawia, że w środku nie zbiera się już brudny osad. Można ją też podłączyć bezpośrednio do domowej sieci wodnej i kanalizacji.
System AI sprawnie wykrywa firany, aplikacja pozwala też ręcznie ustawić kierunek paneli. Główną wadą jeszcze do niedawna był brak wsparcia dla standardu Matter, choć obiecywano to od dawna. X50 Ultra był przez to w pełni zależny od Internetu i chmury producenta, jeśli chciało się go zintegrować z własnym systemem smart home. W ostatnich dniach się to zmieniło, ale w bardzo ograniczonym zakresie.
Pomimo pewnych niedociągnięć uważam, że Dreame X50 Ultra to kompletny i godny polecenia sprzęt.
-
Moc ssania 20 000 Pa,
-
Cicha praca,
-
System VersaLift (chowany LiDAR),
-
System ProLeap (pokonywanie wysokich progów),
-
Kompatybilność wsteczna niektórych akcesoriów z modelu X40,
-
Mycie mopów w temperaturze 80°C,
-
Poprawiona higiena stacji (brak osadów),
-
Wykrywanie firan i ustawianie kierunku paneli,
-
Zdalny monitoring domu za pomocą robota,
-
Szeroka dostępność części zamiennych,
-
Atrakcyjna cena w stosunku do możliwości i poprzednika.
-
Ograniczone wsparcie dla standardu Matter,
-
Bardzo duża zależność od chmury producenta,
-
Podatność na zapychanie kanałów np. igłami z choinki,
-
Brak systemu autoczyszczenia sensorów,
-
Problemy z usuwaniem starych, zaschniętych plam.