Strajki w Samsungu. Pracownicy domagają się lepszych warunków
Już niedługo czebol może zostać sparaliżowany. Podczas gdy firma śpi na pieniądzach z powodu szaleństwa na AI, pracownicy czują się niedoceniani.
W Samsungu znów wrze. Po ubiegłorocznym, pierwszym od pięciu dekad strajku, związkowcy szykują kolejną akcję protestacyjną i tym razem stawka jest wyraźnie wyższa. Zrzeszeni pracownicy domagają się udziału w gigantycznych zyskach firmy, a jeśli nie dojdzie do porozumienia, już 21 maja może rozpocząć się protest, który potrwa aż do 7 czerwca.
Zysk czebola ma wzrosnąć aż o 700% rok do roku
Sednem sporu są premie. Według przytoczonych informacji związkowcy chcą, by do pracowników trafiło 15% rocznego zysku operacyjnego Samsunga. Z perspektywy zatrudnionych ma to być odpowiedź na sytuację, w której koncern notuje rekordowe wyniki, a załoga uważa, że nie otrzymuje adekwatnego udziału w wypracowanych pieniądzach.
Dla Samsunga taki scenariusz byłby bardzo niewygodny. O ile zeszłoroczny strajk trwał zaledwie 3 dni i był relatywnie łatwy do opanowania, o tyle 18-dniowy przestój mógłby już poważnie odbić się na rytmie pracy całej organizacji. W grę wchodzą nie tylko opóźnienia w produkcji, ale też ryzyko zaburzeń w łańcuchu dostaw, co przy skali działalności czebola oznaczałoby problem znacznie szerszy niż lokalny konflikt pracowniczy.
A jak to wygląda w liczbach? Samsung oczekuje, że sprzedaż w pierwszym kwartale 2026 roku sięgnie około 88,3 miliarda dolarów. To wynik wyraźnie lepszy od rynkowych prognoz. Jeszcze większe wrażenie robi jednak oczekiwany zysk operacyjny za ten sam okres, szacowany na 37,8 miliarda dolarów. To oznacza wzrost aż o 700% rok do roku i o 184% względem Q4 2025 roku. A analitycy mówią nawet o lepszych wynikach.
Trudno więc się dziwić, że związkowcy chcą uszczknąć większy kawałek tego tortu. Pytanie brzmi jednak nie o to czy pracownicy mają argumenty, ale kto pierwszy odpuści. Samsung może nie chcieć stworzyć precedensu, który podniesie oczekiwania załogi na kolejne lata.