Koniec z laniem wody. Opracowano nową metodę walki z pożarami

Sonic Fire Tech to technologia, która pozwala na gaszenie pożarów przy pomocy fal dźwiękowych. Tym samym nie potrzebujemy wody ani innych środków gaśniczych.

Paweł Maretycz (Maniiiek)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Koniec z laniem wody. Opracowano nową metodę walki z pożarami

Straż pożarna nie bez powodu kojarzy się z wodą. Polanie nią ognia zwykle powoduje jego ugaszenie, chociaż oczywiście są od tego pewne wyjątki, które jednak zwykle można przykryć jeszcze większą ilością wody. Dodatkowo substancja ta jest nietoksyczna i występuje naturalnie w przyrodzie, w przeciwieństwie do wielu alternatywnych środków gaśniczych. Jak działa woda? Na dwa sposoby.

Dalsza część tekstu pod wideo

Najważniejsze jest to, że obniża ona temperaturę palącego się obiektu poniżej jego temperatury zapłonu. Co więcej, ma ona wysoką pojemność cieplną i stosunkowo niską — jak na ogień — temperaturę parowania. A sam proces parowania również odbiera ciepło, schładzając powierzchnię. To właśnie dlatego tak trudno rozpalić coś mokrego, a jak już się uda, to dym jest tak gęsty: pełno jest w nim pary wodnej. Druga metoda to po prostu odcięcie tlenu od płonącej powierzchni. Płomień to efekt reakcji bardzo intensywnego utleniania, a jak wiadomo, bez pałacu nie ma pałacu, a bez tlenu nie ma utleniania. 

Gaszenie pożaru bez wody, za to z głośniczka

Woda ma jednak pewne wady. W przypadku budynków sama w sobie działa dość destrukcyjnie. W przypadku pożarów lasów... trudno dostarczyć dość wody, aby je ugasić. Można co najwyżej za jej pomocą starać się je w pewnym stopniu ograniczać, ale płomienie zgasną dopiero wtedy, kiedy wypalą wszystko to, do czego miały dostęp. 

Tu do gry wchodzą byli inżynierowie NASA, którzy opracowali technologię Sonic Fire Tech. Ta, wedle większości mediów, które o niej piszą, polega na gaszeniu pożarów przy pomocy fal dźwiękowych o niskich częstotliwościach. Ich natężenie ma być tak duże, aby rozbijać cząsteczki tlenu. A jak już wyżej pisałem: bez tlenu nie ma utleniania, a bez utleniania nie ma ognia... Problem w tym, że to bzdura. Źródło pierwotne nie odnosi się do działania tej technologii, więc redaktorzy podpierają się mitem, który krąży w sieci. 

Jednak to dobrze, że to tak nie działa, bo pojedynczy atom tlenu jest znacznie bardziej reaktywny, niż cząsteczka tlenu składająca się z dwóch atomów. Utlenianie w ten sposób mogłoby jedynie przyśpieszyć. Dodatkowo rozbicie nawet 1 metra sześciennego tlenu w czasie jednej sekundy pochłonęłoby moc małej elektrowni. To więc można włożyć między bajki. Jak więc to działa?

Otóż fale dźwiękowe o niskiej częstotliwości tworzą oscylację powietrza, która zaburza jego napływ z zewnątrz, destabilizując płomienie. Można o tym myśleć jak o polu siłowym, które ogranicza dostęp tlenu, chociaż tylko pod względem uzyskanego efektu, a nie zasady działania. Najważniejszy jest tu efekt, jakim jest brak tlenu. Oczywiście nie oznacza to, że gaśnice zostaną zastąpione przez głośniki. Co więcej, twórcy rozwiązania nie podali, w jaki sposób wpłynie to na organizmy żywe. Jednak w skrajnych przypadkach można mówić nawet o mikrourazach tkanek, ponieważ niskie częstotliwości mocno penetrują ciała.